superspamerek
24.05.06, 15:06
Kurier Lubelski - środa, 24 maj 2006
Od kilku dni pod oborą leży krowa sąsiada i zdycha – alarmuje (...)
mieszkanka Błażka. – On wykończy cały inwentarz. Nie karmi zwierząt i trzyma
je w ciemnej oborze po kolana w gnoju. Czasem tak ryczą z głodu, że spać nie
można. Dlaczego nie reagujemy? Boimy się, bo on jest dziwny. Nikt nie chce,
żeby go spalono. Błażek to malownicza wieś oddalona o 4 km od Batorza
(powiat janowski). Jedziemy do niej w asyście policji, komisji gminnej i
przedstawicieli powiatowego lekarza weterynarii w Janowie Lubelskim. Waląca
się drewniana ruina, w której mieszka (...)przycupnęła wśród zadbanych,
murowanych domów. Inwentarskie budynki są w równie opłakanym stanie. Jedne
się walą, inne już to zrobiły. Murowana jest jedynie obora. Od czasu do czasu
dobiega z niej żałosny ryk krowy. Do środka nie można zajrzeć. Drzwi są
zamknięte na kłódkę, a wysokie okna zapchane foliowymi workami. W obejściu
nie ma żywego ducha. W pierwszym odruchu chcemy wedrzeć się do środka. Ale
policja nas powstrzymuje. To może zaszkodzić sprawie. — On wyjechał parę
minut temu, chyba uciekł na wasz widok – usłużnie informuje mężczyzna (...) —
Chodźcie, na polu stoją jego krowy, to zobaczycie, jaki to z niego gospodarz.
A tej krowy co leżała pod oborą już nie ma. Zawlókł ją w nocy do obory i
zamknął. Pewnie jeszcze tam leży. Te, które są na pastwisku, też ledwo
stoją. Trzy stojące na polu krowy rzeczywiście są w opłakanym stanie. Jedna
leży. Zaniepokojona widokiem ludzi, z trudem dźwiga się w górę. — Po raz
pierwszy widzę krowy w tak złym stanie – kręci głową (...) zastępca
powiatowego lekarza weterynarii w Janowie Lubelskim. – Są zaniedbane,
wychudzone i niedożywione. Mają otarcia na skórze i ropnie. Są wyraźnie
wycieńczone. Te zwierzęta cierpią. Powinno się je odebrać właścicielowi,
przynajmniej na jakiś czas i podkarmić. Może jakiś sąsiad by się tym zajął.
Ale okoliczni gospodarze tylko wzruszają ramionami. — Mój wnuk jak zobaczył
te krowy, to się rozpłakał i poprosił, żebyśmy je kupili, bo są zagłodzone
jak te w Indiach – wzdycha jedna z kobiet. – Ale ten człowiek nigdy się na to
nie zgodzi. Te bydlątka pozdychają. Nikt im nie pomoże. (...) wójt gminy
Batorz, obiecuje, że to zrobi. Zapowiada, że pracownik gminy odwiedzi (...) i
spróbuje nakłonić go do zadbania o zwierzęta. — Jeżeli to się nie uda,
zorganizujemy dyżury i będziemy je dokarmiać – obiecuje wójt. – W najgorszym
przypadku zabierzemy je właścicielowi i przekażemy w lepsze ręce. To nie
będzie łatwe, bo ze wstępnych rozmów z sołtysem i mieszkańcami wynika, że w
Błażku nikt ich nie weźmie. Cała ta akcja obciąży fundusz gminy, ale musimy
znaleźć na to pieniądze.
Profesor (...) szefowa Lubelskiego Stowarzyszenia Animals, nie jest
zaskoczona dramatem zwierząt w Błażku. — Codziennie odbieramy takie
informacje – mówi z goryczą pani profesor. – Generalnie ludzie na wsi nie
mają szacunku dla zwierząt i źle je traktują. Nie potrafię tego wytłumaczyć,
ale na wsiach jest coraz więcej nieszczęścia. Co gorsza, nie ma też służb,
które natychmiast reagowałyby w takich sytuacjach. Te zwierzęta powinny być
natychmiast odebrane właścicielowi.