4gwiazdki
07.06.07, 10:04
Do niedawna było bardzo głośno w sprawie studiów b.prezydenta (Olka Kwaśniewskiego).Zarzucano mu,że skłamał twierdząć,że legitymuje się wyższym wykształceniem.O ile mi wiadomo,to jego sztab pinformował elektorat o wykształceniu (Kwach nie sprostował).A naród to podłapał i zrobił z Kwacha magistra.I w dalszym ciągu Kwach nie zareagował,bo było to dla niego wygodne.
Przed Kwachem był taki poseł z "S",który podawał się za magistra (popełnił plagiat i obronił pracę w terminie późniejszym).
A dzisiaj znowu mamy smrodek.Onet donosi:
Zagadka doktoratu premiera Kaczyńskiego
Jarosław Kaczyński zawsze twierdził, że jest doktorem prawa. "Polityka" postanowiła więc odszukać pracę doktorską premiera. Dziennikarze napotkali jednak na kłopoty.
W książce "O dwóch takich... Alfabet braci Kaczyńskich" szef rządu wspomina, że uczestniczył w prywatnym seminarium u prof. Stanisława Ehrlicha. Pisał o samorządzie akademickim i były obawy, czy doktorat nie zostanie zablokowany. Tytułu pracy ani daty obrony premier nie podał.
Dziennikarze "Polityki" przesłali pytania o doktorat rzecznikowi rządu Janowi Dziedziczakowi, ale nie dostali od niego odpowiedzi. Dyrektor resortu szkolnictwa wyższego w ogóle nie wiedział, gdzie podziała się ewidencja nadanych stopni i tytułów naukowych z lat 70.REKLAMA Czytaj dalej
Dokumentacji przewodu doktorskiego nie ma w Archiwum Uniwersytetu Warszawskiego, choć właśnie na tej uczelni premier doktorat obronił.
Jak ustaliła "Polityka", Jarosław Kaczyński obronił doktorat w grudniu 1976 r. Praca nosiła tytuł "Rola ciał kolegialnych w kierowaniu szkołą wyższą". Jej promotorem był zmarły w 1997 roku prof. Ehrlich, a recenzentami W. Skrzydło (późniejszy I sekretarz KW PZPR w Lublinie), M. Pietrzak i R. Malinowski.
Dokumentacja przewodu doktorskiego, jak i sama praca premiera leżą zapewne wśród setek innych akt na strychu Wydziału Prawa i Administracji UW - pisze "Polityka". Kiedy władze wydziału uporządkują swoje zbiory, "zagadką przestanie być to, czy w ramach cząstkowych egzaminów premier - zgodnie z wymogami - zdawał egzamin z ekonomii politycznej czy filozofii marksistowskiej" - czytamy w tygodniku.
Więc jak to się ma do prawdomówności premiera,który TWIERDZI że ma doktorat (chyba w dzieciństwiie bawił się z kolegami w doktora).
PS.Czy ten wymieniony w tekście R.Malinowski to nie przypadkiem członek KC PZPR?