dociek
28.08.03, 01:17
Standardy naszego, polskiego piekiełka wnosimy w dorosłe życie jako
szczeniacki atawizm. Bardzo łatwo znajduje się górę pokrętnych wymówek, by
uzasadnić własną nieudolność, nieuctwo, lenistwo, cwaniactwo i dążenie do
osobistych korzyści. W tej masie upolitycznionych zażaleń, pretensji,
donosów i rozliczeń jest wielka siła, która zrównuje i spaja głoszących te
prostackie argumenty do jednej linii "ludzi trzymających władzę", im
sekundujących oraz tych, którzy do tej władzy mają ochotę dołączyć wszelakim
sposobem. Każdą próbę rozerwania tego frontu, czy chęć jego przeskoczenia
udupiają mniej ważni i ci ważniejsi przeciętniacy oraz kombinatorzy
usadowieni na stołkach, którzy wspominając sobie ze szkółki podstawowej,
ogólnie znienawidzonych, prymusów niszczą wszystkie inicjatywy wydźwignięcia
naszego kraju z generalnego dna. Takie innowacje, z reguły, zmuszają
pseudopolityczną masę (przepraszam – „klasę”) do ruszenia głową, do zerwania
przyklejonego do fotela zadu, a w pierwszym rzędzie, do ograniczenia
możliwości decydowania o wszystkich i o wszystkim (w podtekście: do
przyblokowania pobierania dodatkowych świadczeń i profitów płynących ze
statusu władzy). Najlepszym dowodem na ten stan stały się, wypowiedziane
kiedyś bez wstydu i zażenowania, autoironiczne opinie samych członków
politycznej wierchuszki, np. „klasa próżniacza”- wg Tuska, „TKM” – wg
Kaczyńskiego. A my, zapatrzeni w popisowe przepychanki zaperzonych,
najbardziej krzykliwych, wystawiających się na czoło i najlepiej
usadowionych niby-liderów i liderków, albo nieświadomi beznadziejności i
jałowości tej prostackiej zabawy zanurzamy się w niej sami wyzywając się
od „komuchów, żydków, buraków, liberałów, prawiczków, czy klechów”. Albo też
odsuwamy się jak najdalej od tej „szkolnej draki”. Od lat prowadzonej w
stylu: wy to głupki i złodzieje, a my jesteśmy jedyni mądrzy i uczciwi.
Zasada „dziel i rządź”, opanowana przez feudalnych władców, do perfekcji
wykorzystana przez carów rosyjskich i ich radzieckich następców, sprowadza
nas do bezrozumnych podziałów, do antagonizmów na poziomie przedszkolaka, do
braku jakiegokolwiek porozumienia, do udowadniania „wyższości świąt jednych
nad drugimi”. A najgorzej, że doprowadza do nienawiści i tak lekko przynosi
zapomnienie o tym, że potrafimy przecież, w potrzebie, działać razem, z
ogromnym poświęceniem, dla wszystkich. Dajemy się, więc zbiorowo i bardzo
łatwo prowadzić „na rzeź” przez tych, co dobrze wiedzą, o co chodzi i mają w
tym wielki interes. Ucieczka, ze strachu przed „mocą i chamstwem władzy”, z
wygodnictwa, lenistwa i dla świętego spokoju lub z obawy przed zbrukaniem,
od tego bagna tak samo jest zagrożeniem dla nas samych, bo milcząc i nie
uczestnicząc pozwalamy manipulować sobą bez żadnej kontroli. Dopuszczamy by
nasze istotne sprawy stały się zabawą, piłeczką w niby politycznych, a
bardziej - w prywatnych gierkach, przerzucaną z jednej strony na drugą.
Zgadzamy się by grupa cwaniaczków okradała nas „w imię zwiększania ogólnego
dobrobytu”. By banda niedouczonych kolesi jednym podpisem, czy nienormalną
zachcianką marnowała dobra latami wypracowywane. By
nawiedzeni "reformatorzy" tworzyli kolejne wizje "naszego wspaniałego
świata", w których to właśnie oni zajęliby, z urzędu i majestatu, pierwsze
miejsca w głównych lożach. Istota rzeczy sprowadza się do jednego: przenieść
społeczeństwo na "podgórskie hale" i prowadzić jako stado otępiałych owiec w
najbardziej wygodnym, dla przewodnika, kierunku. Większość spośród nas
będzie się zapierała, że nie..., że teraz mamy wolność..., demokrację... Że
te możliwości i metody przeminęły wraz z upadkiem PRL-u... O ludzka
naiwności! Czy nikt nie czuje, że ten bobkujący i zabeczany kierdel coraz
częściej i coraz szybciej jest przepędzany z miejsca na miejsce, tak, że nie
ma czasu nawet skubnąć odrobiny trawy. Popatrzmy na siebie jak na kretyńsko
spłoszone, galopujące, nie wiadomo, dokąd i nie wiadomo, dlaczego, po
wyskubanych do surowej skały łąkach ogłupiałe barany ze sterczącymi żebrami
i wyżółkłym, wyłysiałym runem. I nie zapominajmy też o spasionym bacy i jego
juhasach poganiających stado z tyłu, którzy dobiją kopniakami odstające,
osłabłe sztuki.