Dodaj do ulubionych

Baumarket przy Tesco

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 08:37
MAFIA PŁACI I WYMAGA.

Mafia zrzuciła się na ustawę

Prokuratura ma zeznania świadka, według którego gangsterzy z
Pruszkowa zrzucali się na ustawę o grach losowych pisze "Super
Express".

Inny świadek - Jarosław S. ps. "Masa" potwierdza, że "Pruszków"
zwolnił z haraczu za automaty do gry sześć firm, które płaciły
na SLD. Który z polityków załatwiał te interesy? Czy, jak
twierdzą media, szef klubu parlamentarnego SLD i były minister
sprawiedliwości Jerzy Jaskiernia, wziął łapówkę? - zastanawia
się "SE".

W gdańskiej Prokuraturze Okręgowej prowadzone jest śledztwo w
sprawie nielegalnych automatów do gier, tzw. jednorękich
bandytów. Prokuratorzy odkryli, że Holendrzy reprezentujący w
Polsce firmy produkujące automaty, zawarli układ z
gangiem "Pruszków", który na terenie Trójmiasta ściągał z nich
haracze za legalnie umieszczone automaty w hotelach, ale
jednocześnie wstawiał holenderskie automaty, wbrew przepisom,
do "swoich" lokali. Obu stronom zależało, by zalegalizować
działanie jednorękich bandytów i to w taki sposób, by jak
najmniej zyskało na tym państwo, a jak najwięcej zostało w
kieszeni mafii i Holendrów. A do tego potrzebna była korzystna
dla nich nowelizacja ustawy o grach losowych.

Prokuratura z zeznań jednego z gangsterów dowiedziała się, że
Holendrzy bali się, że w końcu wpadną na nielegalnych
automatach. Na to przedstawiciele "Pruszkowa" mieli
odpowiedzieć, że "ich ludzie już pracują" nad nowelizacją
ustawy, dzięki której automaty będzie można legalnie umieścić w
barach, na dworcach i stacjach benzynowych. Zapewnili też
Holendrów, że haracz, jaki płacą dla "Pruszkowa" - 50 tysięcy
złotych miesięcznie - jest przeznaczony na łapówkę za ustawę o
grach losowych!

Drugim elementem tej układanki są zeznania samego "Masy".
Opowiedział on, jak członek zarządu "Pruszkowa" przekazał mu
listę sześciu firm, które miały być zostawione w spokoju. Miały
to być firmy finansujące SLD, z których przedstawicielami
Mirosław D. (ps. Malizna) i Zygmunt R. (obaj
wysoko "Pruszkowie") ustalili, że każda z tych firm będzie
płaciła 50 000 dolarów miesięcznie. (IAR)
Obserwuj wątek
    • Gość: VIKI ILE MIESZKAŃ MA POSEŁ SLD ??? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 08:40
      ILE MIESZKAŃ MA POSEŁ SLD ??

      Oświadczenia majątkowe posła Stanisława Kopcia są nieprawdziwe
      Mieszanie w mieszkaniach



      Ile mieszkań ma poseł SLD Stanisław Kopeć? Jaką mają
      powierzchnię? Ile są warte? "Rzeczpospolita" i RMF FM ustaliły,
      że oświadczenia majątkowe wiceszefa Sejmowej Komisji Rolnictwa
      dotyczące mieszkań nie odpowiadają prawdzie.

      Dziennikarze "Rzeczpospolitej" i RMF FM sprawdzili oświadczenia
      majątkowe posła za ostatnie trzy lata - 2000, 2001 i 2002.
      Wynika z nich jednoznacznie, że Stanisław Kopeć napisał w
      dokumentach co innego, niż istnieje naprawdę. Chodzi o
      mieszkania spółdzielcze w Stargardzie, których poseł był albo
      jest właścicielem. W swoich oświadczeniach majątkowych Kopeć
      podaje zaniżone metraże, a także wartości lokali. To już
      kolejne nieścisłości w oświadczeniach majątkowych posła. Kilka
      tygodni temu ujawniliśmy tajemnicze okoliczności zakupu "lokalu
      mieszkalnego" o powierzchni 280 mkw. W tej sprawie odrębne
      śledztwo prowadzi już stargardzka prokuratura.

      Z syna na ojca

      Z oświadczeń majątkowych posła za lata 2000 - 2002 wynika
      jednoznacznie, że od czerwca 1995 roku wspólnie z żoną ma
      mieszkanie spółdzielcze o powierzchni 32 mkw., za które
      zapłacił 17 tys. zł. Obecną wartość mieszkania poseł ocenia na
      48 tys. zł.

      Okazuje się jednak, że prawdziwe są tylko data zakupu i cena. Z
      dokumentów, do jakich dotarła "Rz" i RMF FM wynika, że w
      czerwcu 1995 mieszkanie kupił syn Kopcia - wówczas uczeń
      technikum - a nie sam poseł. Wielkość mieszkania to nie 32
      mkw. - jak podaje Kopeć w oświadczeniu - lecz 46 mkw.

      Ustaliliśmy, że poseł został właścicielem tego mieszkania
      dopiero w 2001 r., nie zaś 6 lat wcześniej. Właśnie w 2001 r.
      Kopeć i jego żona zamienili się z synem na mieszkania. Najpierw
      Kopeć z żoną kupili 79-metrowe mieszkanie w innej spółdzielni.
      Oddali je synowi, w zamian przejmując wspomniany wcześniej 46-
      metrowy lokal. W akcie notarialnym zawartym podczas zamiany
      Kopeć wycenił wartość mniejszego mieszkania na 75 tys. zł, nie
      zaś na 48 tys. zł - jak podaje teraz w oświadczeniu.

      Skarbówka bada posła

      Informacje dotyczące mieszkań spółdzielczych posła i jego syna
      to kolejne nieprawdziwe dane, jakie znalazły się w oświadczeniu
      majątkowym posła. Z tego samego oświadczenia wynika bowiem, że
      w 2001 roku - oprócz mieszkania spółdzielczego - Kopeć kupił
      synowi kolejny lokal mieszkalny - dwupoziomowy, o powierzchni
      280 mkw., który jest częścią budynku po upadłych Zakładach
      Naprawczych Taboru Kolejowego. Na jego zakup poseł pobrał wkład
      z kasy mieszkaniowej, a także wziął kredyt mieszkaniowy.
      Tymczasem już październiku br. w publikacji "Interesy pod
      ochroną posła" ujawniliśmy, że w trakcie zakupu i jeszcze rok
      później lokal - zgodnie z prawem - miał funkcję przemysłową.
      Dzisiaj na jego parterze - zamiast mieszkania syna - mieszczą
      się biura towarzystwa emerytalnego.

      Po naszej publikacji prokuratura wszczęła śledztwo. Jej
      wątpliwości budzi wniosek kredytowy posła do banku, w którym
      oświadczył, że kupuje mieszkanie do własnych celów. Dzięki temu
      mógł wykorzystać wkład zgromadzony w kasie mieszkaniowej, a
      także wziąć kredyt mieszkaniowy. Oznacza to, że złożył
      nieprawdziwe oświadczenie.

      Jak ustaliliśmy, sprawą 280-metrowego "mieszkania" posła (dwa
      lata po jego zakupie!) zajął się też stargardzki urząd
      skarbowy. Poseł na zakup lokalu wykorzystał bowiem ulgę
      mieszkaniową. Nadzór prowadzi Izba Skarbowa w Szczecinie.

      - Wszczęliśmy postępowanie podatkowe zmierzające do ustalenia
      prawidłowości odliczeń w podatku dochodowym od osób fizycznych
      zastosowanych przez małżeństwo K. z tytułu zakupu i remontu
      mieszkania. Postępowanie dotyczy ulg inwestycyjnych i ulg
      remontowych. Badane są lata 2000 - 2002 - mówi Antoni Gawron,
      szef szczecińskiej Izby Skarbowej.

      Weryfikacją oświadczeń posła zajął się zastępca naczelnika
      stargardzkiej skarbówki, gdyż szef urzędu skarbowego jest
      członkiem SLD i zasiada we władzach powiatowych partii w
      Stargardzie. - Po to, żeby wykluczyć ewentualną stronniczość -
      mówi Gawron o wyłączeniu naczelnika.

      Przetargi pod lupą

      Tymczasem śledztwo w sprawie mieszkania posła to nie jedyne
      działania prokuratury po naszych publikacjach, w których
      ujawniliśmy także niejasne powiązania SLD-owskich urzędników
      starostwa powiatowego oraz magistratu z lokalnym biznesem.
      Efektem powiązań mogły być np. zaskakujące rozstrzygnięcia
      miejskich przetargów. Prokuratura prowadzi m.in. czynności
      sprawdzające dotyczące opisanych przez nas przetargów na budowę
      stargardzkiego cmentarza (w grę wchodzi ponad 3 mln zł) oraz
      sprzedaży miastu obiektów sportowych przez klub Błękitni
      Stargard (0,6 mln zł).

      Także miejski wydział kontroli zajął się badaniem miejskich
      przetargów. W tym czasie poseł Stanisław Kopeć uzyskał
      pozytywną weryfikację swojego koła SLD.

      Michał Stankiewicz, "Rzeczpospolita"

      Piotr Lichota, RMF FM
    • Gość: Edek Dorecki Afera hazardowa: Pieniądze, mafia i politycy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 08:57
      Afera hazardowa: Pieniądze, mafia i politycy



      Dzisiejsza prasa kontynuuje temat domniemanej korupcji przy
      okazji sejmowych prac nad ustawą o hazardzie, dodając przy tym
      nowe szczegóły.


      R E K L A M A czytaj dalej









      fot. TVN24

      Wcześniej "Gazeta Wyborcza" i "Rzeczpospolita" pisały, że
      osobą, która bardzo zaangażowała się w prace nad nią był szef
      klubu parlamentarnego SLD Jerzy Jaskiernia - wielki orędownik
      zmiany przepisów o automatach do gry. Jego społecznym
      asystentem jest Maciej Skórka, który miał tysiące takich
      automatów. Jaskiernia zaprzecza i twierdzi, że Skórka nie jest
      jego asystentem.

      "Rzeczpospolita" pisze, że dotarła do osoby od lat związanej z
      branżą hazardową, która zgodziła się anonimowo opowiedzieć o
      swoim spotkaniu z Jaskiernią, w okresie gdy pracowano nad
      ustawą o grach. Zdaniem informatora dziennika, podczas
      spotkania obecny był Skórka, którego Jaskiernia przedstawił
      jako swojego asystenta.

      "Skórka chętnie się wypowiadał, komentował wszystko, co
      mówiliśmy na temat ustawy" - mówi informator "Rzeczpospolitej".

      W sierpniu były poseł Samoobrony Zbigniew Nowak złożył w
      Ministerstwie Sprawiedliwości zawiadomienie o popełnieniu
      przestępstwa przez Jaskiernię, który miał przyjąć łapówkę w
      wysokości 10 milionów dolarów za korzystne dla
      właścicieli "jednorękich bandytów" zmiany w ustawie o grach
      losowych.

      W ocenie komentatora "Rz" Krzysztofa Gottesmana, zamieszanie
      wokół gier wygląda bardzo poważnie. Mowa jest o dużych
      pieniądzach, mafii i politykach. Natomiast wyjście, jakie
      proponuje rząd, nie budzi na razie zaufania.

      Bezsporne jest - zdaniem publicysty - że przy pracach nad
      ustawą o grach losowych nastąpiło wiele trudnych do wyjaśnienia
      faktów. Powrót do tej ustawy po zwycięstwie wyborczym SLD,
      zmiany obowiązujących właścicieli automatów stawek i w końcu
      uchwalenie niższego podatku wymagają wyjaśnienia ze względu na
      przejrzystość życia publicznego. Według Gottesmana, pytań o
      odpowiedzialność polityczną jest dużo.

      Dlaczego minister Barcikowski na zamkniętym posiedzeniu Sejmu
      uprzedzał posłów, że wkrótce mogą się ukazać teksty inspirowane
      przez lobbystów, dotyczące właśnie gier losowych. Dlaczego w
      bliskim otoczeniu szefa Klubu Parlamentarnego rządzącego SLD są
      ludzie związani z automatami, a sam Jaskiernia angażuje się w
      prace nad ustawą. Tu nie wystarczą proste zaprzeczenia i
      odsyłania do prawomocnego wyroku sądowego - uważa dziennikarz.

      "Trybuna" rozmawia z Jerzym Jaskiernią, który po raz kolejny
      zdecydowanie odrzuca stawiane mu zarzuty i twierdzi, że
      sytuacja przedstawiona przez Nowaka nigdy nie miała miejsca.
      Jerzy Jaskiernia bagatelizuje też swoją rolę Macieja Skórki.

      "Gazeta Wyborcza" dotarła z kolei do wyników kontroli, którą
      dwa lata temu przeprowadzili urzędnicy skarbowi w firmach
      właścicieli automatów. Uderzające jest to, że wielu firm nie
      dało się skontrolować, gdyż były fikcyjne. Rejestrowano je na
      tak zwane "słupy" czyli podstawionych właścicieli, a adres był
      fałszywy. Dziennik, powołując się na zeznania "Masy" i innych
      aresztowanych gangsterów, pisze, że nie ma wątpliwości, iż
      rynek automatów był kontrolowany przez świat zorganizowanej
      przestępczości. Gangi ochraniały wszystkich biznesmenów branży
      hazardowej.

      "Gazeta Wyborcza" opisuje także sylwetki pięciu najważniejszych
      osób na polskim rynku automatów.

      "Super Express" z kolei pisze, że prokuratura ma zeznania
      świadka, według którego gangsterzy z Pruszkowa zrzucali się na
      ustawę o grach losowych. Inny świadek - Jarosław S. ps. "Masa"
      potwierdza, że "Pruszków" zwolnił z haraczu za automaty do gry
      6 firm, które płaciły na SLD.

      Który z polityków załatwiał te interesy? Czy, jak twierdzą
      media, szef klubu parlamentarnego SLD i były minister
      sprawiedliwości Jerzy Jaskiernia, wziął łapówkę? - zastanawia
      się dziennik.

      W gdańskiej Prokuraturze Okręgowej prowadzone jest śledztwo w
      sprawie nielegalnych automatów do gier, tzw. jednorękich
      bandytów. Prokuratorzy odkryli, że Holendrzy reprezentujący w
      Polsce firmy produkujące automaty, zawarli układ z
      gangiem "Pruszków", który na terenie Trójmiasta ściągał z nich
      haracze za legalnie umieszczone automaty w hotelach, ale
      jednocześnie wstawiał holenderskie automaty, wbrew przepisom,
      do "swoich" lokali. Obu stronom zależało, by zalegalizować
      działanie jednorękich bandytów i to w taki sposób, by jak
      najmniej zyskało na tym państwo, a jak najwięcej zostało w
      kieszeni mafii i Holendrów. A do tego potrzebna była korzystna
      dla nich nowelizacja ustawy o grach losowych.

      Prokuratura z zeznań jednego z gangsterów dowiedziała się, że
      Holendrzy bali się, że w końcu wpadną na nielegalnych
      automatach. Na to przedstawiciele "Pruszkowa" mieli
      odpowiedzieć, że "ich ludzie już pracują" nad nowelizacją
      ustawy, dzięki której automaty będzie można legalnie umieścić w
      barach, na dworcach i stacjach benzynowych. Zapewnili też
      Holendrów, że haracz, jaki płacą dla "Pruszkowa" - 50 tysięcy
      złotych miesięcznie - jest przeznaczony na łapówkę za ustawę o
      grach losowych!

      Drugim elementem tej układanki są zeznania samego "Masy".
      Opowiedział on, jak członek zarządu "Pruszkowa" przekazał mu
      listę sześciu firm, które miały być zostawione w spokoju. Miały
      to być firmy finansujące SLD, z których przedstawicielami
      Mirosław D. (ps. Malizna) i Zygmunt R. (obaj
      wysoko "Pruszkowie") ustalili, że każda z tych firm będzie
      płaciła 50 000 dolarów miesięcznie.

    • Gość: E. D. Współczesna Polska. Pieniądze, mafia i politycy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.12.03, 09:00
      Afera hazardowa: Pieniądze, mafia i politycy
      Dzisiejsza prasa kontynuuje temat domniemanej korupcji przy okazji sejmowych
      prac nad ustawą o hazardzie, dodając przy tym nowe szczegóły.
      Wcześniej "Gazeta Wyborcza" i "Rzeczpospolita" pisały, że osobą, która bardzo
      zaangażowała się w prace nad nią był szef klubu parlamentarnego SLD Jerzy
      Jaskiernia - wielki orędownik zmiany przepisów o automatach do gry. Jego
      społecznym asystentem jest Maciej Skórka, który miał tysiące takich automatów.
      Jaskiernia zaprzecza i twierdzi, że Skórka nie jest jego asystentem.

      "Rzeczpospolita" pisze, że dotarła do osoby od lat związanej z branżą
      hazardową, która zgodziła się anonimowo opowiedzieć o swoim spotkaniu z
      Jaskiernią, w okresie gdy pracowano nad ustawą o grach. Zdaniem informatora
      dziennika, podczas spotkania obecny był Skórka, którego Jaskiernia przedstawił
      jako swojego asystenta.

      "Skórka chętnie się wypowiadał, komentował wszystko, co mówiliśmy na temat
      ustawy" - mówi informator "Rzeczpospolitej".

      W sierpniu były poseł Samoobrony Zbigniew Nowak złożył w Ministerstwie
      Sprawiedliwości zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez Jaskiernię,
      który miał przyjąć łapówkę w wysokości 10 milionów dolarów za korzystne dla
      właścicieli "jednorękich bandytów" zmiany w ustawie o grach losowych.

      W ocenie komentatora "Rz" Krzysztofa Gottesmana, zamieszanie wokół gier
      wygląda bardzo poważnie. Mowa jest o dużych pieniądzach, mafii i politykach.
      Natomiast wyjście, jakie proponuje rząd, nie budzi na razie zaufania.

      Bezsporne jest - zdaniem publicysty - że przy pracach nad ustawą o grach
      losowych nastąpiło wiele trudnych do wyjaśnienia faktów. Powrót do tej ustawy
      po zwycięstwie wyborczym SLD, zmiany obowiązujących właścicieli automatów
      stawek i w końcu uchwalenie niższego podatku wymagają wyjaśnienia ze względu
      na przejrzystość życia publicznego. Według Gottesmana, pytań o
      odpowiedzialność polityczną jest dużo.

      Dlaczego minister Barcikowski na zamkniętym posiedzeniu Sejmu uprzedzał
      posłów, że wkrótce mogą się ukazać teksty inspirowane przez lobbystów,
      dotyczące właśnie gier losowych. Dlaczego w bliskim otoczeniu szefa Klubu
      Parlamentarnego rządzącego SLD są ludzie związani z automatami, a sam
      Jaskiernia angażuje się w prace nad ustawą. Tu nie wystarczą proste
      zaprzeczenia i odsyłania do prawomocnego wyroku sądowego - uważa dziennikarz.

      "Trybuna" rozmawia z Jerzym Jaskiernią, który po raz kolejny zdecydowanie
      odrzuca stawiane mu zarzuty i twierdzi, że sytuacja przedstawiona przez Nowaka
      nigdy nie miała miejsca. Jerzy Jaskiernia bagatelizuje też swoją rolę Macieja
      Skórki.

      "Gazeta Wyborcza" dotarła z kolei do wyników kontroli, którą dwa lata temu
      przeprowadzili urzędnicy skarbowi w firmach właścicieli automatów. Uderzające
      jest to, że wielu firm nie dało się skontrolować, gdyż były fikcyjne.
      Rejestrowano je na tak zwane "słupy" czyli podstawionych właścicieli, a adres
      był fałszywy. Dziennik, powołując się na zeznania "Masy" i innych
      aresztowanych gangsterów, pisze, że nie ma wątpliwości, iż rynek automatów był
      kontrolowany przez świat zorganizowanej przestępczości. Gangi ochraniały
      wszystkich biznesmenów branży hazardowej.

      "Gazeta Wyborcza" opisuje także sylwetki pięciu najważniejszych osób na
      polskim rynku automatów.

      "Super Express" z kolei pisze, że prokuratura ma zeznania świadka, według
      którego gangsterzy z Pruszkowa zrzucali się na ustawę o grach losowych. Inny
      świadek - Jarosław S. ps. "Masa" potwierdza, że "Pruszków" zwolnił z haraczu
      za automaty do gry 6 firm, które płaciły na SLD.

      Który z polityków załatwiał te interesy? Czy, jak twierdzą media, szef klubu
      parlamentarnego SLD i były minister sprawiedliwości Jerzy Jaskiernia, wziął
      łapówkę? - zastanawia się dziennik.

      W gdańskiej Prokuraturze Okręgowej prowadzone jest śledztwo w sprawie
      nielegalnych automatów do gier, tzw. jednorękich bandytów. Prokuratorzy
      odkryli, że Holendrzy reprezentujący w Polsce firmy produkujące automaty,
      zawarli układ z gangiem "Pruszków", który na terenie Trójmiasta ściągał z nich
      haracze za legalnie umieszczone automaty w hotelach, ale jednocześnie wstawiał
      holenderskie automaty, wbrew przepisom, do "swoich" lokali. Obu stronom
      zależało, by zalegalizować działanie jednorękich bandytów i to w taki sposób,
      by jak najmniej zyskało na tym państwo, a jak najwięcej zostało w kieszeni
      mafii i Holendrów. A do tego potrzebna była korzystna dla nich nowelizacja
      ustawy o grach losowych.

      Prokuratura z zeznań jednego z gangsterów dowiedziała się, że Holendrzy bali
      się, że w końcu wpadną na nielegalnych automatach. Na to
      przedstawiciele "Pruszkowa" mieli odpowiedzieć, że "ich ludzie już pracują"
      nad nowelizacją ustawy, dzięki której automaty będzie można legalnie umieścić
      w barach, na dworcach i stacjach benzynowych. Zapewnili też Holendrów, że
      haracz, jaki płacą dla "Pruszkowa" - 50 tysięcy złotych miesięcznie - jest
      przeznaczony na łapówkę za ustawę o grach losowych!

      Drugim elementem tej układanki są zeznania samego "Masy". Opowiedział on, jak
      członek zarządu "Pruszkowa" przekazał mu listę sześciu firm, które miały być
      zostawione w spokoju. Miały to być firmy finansujące SLD, z których
      przedstawicielami Mirosław D. (ps. Malizna) i Zygmunt R. (obaj
      wysoko "Pruszkowie") ustalili, że każda z tych firm będzie płaciła 50 000
      dolarów miesięcznie.

    • Gość: Bum Bum Re: Współczesna Polska... IP: 129.81.192.* 01.12.03, 17:15
      "Internauci" z "neoplusa"... Czy nie mozecie napisac
      cos na temat? Wasza propaganda staje sie troche nudnawa...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka