kropka.
04.02.02, 18:56
Jest ich mnóstwo i doprowadzają mnie do szewskiej pasji.
np. budynek architektury - (niech projektantowi Pan Bóg wybaczy). Po iluś
latach ziejącą dziurę wypełniła wreszcie roślinka. Poprzez działanie zielenią
zmniejszył się nieco ciężar kamiennego wiszącego kloca. Dobre i to. Ale ktoś
postawił tam przyczepę campingową. Stoi od frontu, bielą świeci aż oczy bolą.
Ktoś tam mieszka? Rektor? Stróż? Hoddogi sprzedają? Ki czort? Muszą od frontu?
Czy żadnemu architektowi to nie przeszkadza? Nie przechodzą? Nie widzą?
Nie można poprosić paru chłopaków i przepchnąć za te krzaki?
Akademia Sztuk Pięknych. Kloc nad kloce, projektant będzie się w piekle całą
wieczność smażył i dobrze mu tak. Obok, na wzgórzu postawiono rzeźbę Henryka
Stażewskiego. Świetny pomysł. Tylko zapomniano, że co jakiś czas trzeba ją
pomalować, bo farba ma to do siebie, że odpada. No i straszy toto swoją rdzą,
burością i mało komu wpadnie do głowy, że to rzeźba jednego z największych
światowych artystów. Czy żaden artysta z ASP tego nie widzi? Nie można wziąć
paru studentów, żeby pomalowali?
Wiele spraw zależy od oka i ucha nas samych.
Ma ktoś takie ozdóbki, o które potyka się każdego dnia?