Gość: Albert
IP: *.toya.net.pl / *.toya.net.pl
11.01.04, 00:57
Kiedy wybucha kolejna afera w Łodzi, czytając wypowiedzi na różnych forach
dotyczące naszego miasta, robi mi się bardzo przykro. Tak było też ostatnio,
kiedy łodzianie tratowali się w kolejce do MediaMarkt, tak było po
nekroaferze, Teatrze Nowym, fiasku Parady Wolności... Dla wielu Polaków Łódź
się źle kojarzy, bo to Miller (notabene żerujący na łódzkiej biedzie), bo to
Kropiwnicki jako symbol ideologicznego fanatyzmu. A ja ostatnio wiatru w
żagle nabrałem zagranicą, u naszych zachodnich sąsiadów. I przekonałem się
po raz kolejny, że tam nasze miasto jest odbierane zupełnie inaczej, jako
oaza szczęścia, dobrego życia, jako miejsce, gdzie spełniają się marzenia o
szczęśliwym życiu i miłości. A to za sprawą niemieckiej wokalistki greckiego
pochodzenia Vicky Leandros, która w 1974 r. nagrała swój megahit "Theo, wir
fahr'n nach Lodz" (remix w 1995 r.). Sprawę tej piosenki GŁ podchwyciła już
raz z forum, ale, jak to z naszymi kochanymi dziennikarzami bywa, nie
doprowadziła jej do końca, zajmując się jej genezą, historią, ale nie
próbowała jej w jakiejś formie wykorzystać do promocji miasta. Będąc
ostatnio w Berlinie, przekonałem się jak żywa jest nadal ta piosenka! Zna ją
chyba każdy, niezależnie od wieku. Młodzi ludzie śmiali się ze mnie, że
przyjechałem z Łodzi na Sylwestra do Berlina, a jak ta właśnie piosenka
mówi, że aby się bawić najlepiej jechać do Łodzi! Myślę, że powinniśmy być
dumni z tego, że żadne inne miasto w Polsce takiego hitu nie ma, o żadnym
Krakowie czy Warszawie nikt w Niemczech nie śpiewa! Myślę, że tę piosenkę
należy wykorzystać w promocji Łodzi w momencie wejścia Polski do Unii
Europejskiej. Pomyślałem sobie, czy nie dałoby się zorganizować koncertu
Vicky Leandros w dniu wejścia Polski do Unii Europejskiej w Łodzi, a może
lepiej w Brukseli promującego nasz miasto? A może my łodzianie (bo na
polityków nie liczę) złożymy się i odkupimy od wokalistki prawa do
rozpowszechniania tej piosenki w celu promocji miasta? Z tego co wiem, nikt
do tej pory nie zgłosił się do jej menadżera z poważną (powtarzam: poważną!)
propozycją. Vicky Leandros jest bardzo aktywna artystycznie i właśnie pod
koniec kwietnia kończy swoją wielką trasę koncertową w Niemczech (a
występuje nie byle gdzie np. w filharmoniach w Kolonii i Monachium, w
Musikhalle w Hamburgu). Myślę, że umiejętne wykorzystanie tej piosenki da
więcej niż zatrudnienie armii urzędników w Biurze Regionalnym w Brukseli.
Ponieważ kupiłem sobie płytę Vicky Leandros w pierwszym lepszym sklepie
muzycznym Berlina, często jej słucham. I choć jest to gatunek zupełnie obcy
moim gustom, powoli zaczynam rozumieć jej fenomen. Naprawdę potrafi porwać
do działania i daje nadzieję. Wykorzystajmy to, nie liczmy na łódzkich
polityków, oni lansują sami siebie! Odkupmy prawa do tej piosenki i ją
rozpowszechnijmy. Żaden konkurs nie wyłoni drugiej takiej piosenki, ona jest
tylko jedna i Łodzi jest dana...