Gość: MarcinK
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
08.05.04, 21:58
Jak widać inne łódzkie gazety też zajęły się sprawą. I dobrze!
lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/363431.html
Lublinek w traktacie, czyli jak można podciąć łódzkiemu lotnisku skrzydła
Sobota, 8 maja 2004r.
Posłowie literalnie przepisali załącznik do unijnej dyrektywy i tak powstała
ustawa, dyskryminująca łódzkie lotnisko Lublinek, gdzie jest ono wymienione z
nazwy!
Niemały w tym udział miało zapewne lobby silniejszych miast - na tyle mocne,
że zdołało związać ręce łódzkim parlamentarzystom, którzy zbiorowo poparli
niekorzystny dla miasta zapis.
Prezes Urzędu Lotnictwa Cywilnego zyskuje na mocy uchwalonej przed tygodniem
ustawy nowe uprawnienie - może nakazać przewoźnikom ograniczenie liczby lotów
ze względu na hałas zagrażający mieszkańcom miasta. Uprawnienie to dotyczy
jednak tylko lotniska Lublinek, jako jedynego wymienionego w dokumencie z
nazwy! Milczeniem pomija się inne polskie porty, także położone na terenie
miast, w pobliżu zabudowań.
Ustawa może podciąć łódzkiemu lotnisku skrzydła - pojawiła się w momencie,
kiedy rozpoczyna się wreszcie jego rozbudowa. W czwartek rozstrzygnięto
przetarg na wydłużenie pasa startowego do 2,5 kilometra. Władze portu liczą,
że w sierpniu na płycie lotniska wyląduje pierwszy boeing.
Bo Bruksela kazała...
- To bardzo dziwne, przecież Lublinek nie jest aż tak dużym portem, żeby
zasługiwał na ustawową regulację - mówi Jerzy Kropiwnicki, prezydent Łodzi,
niejedyny oburzony swoistym wyróżnieniem ze strony legislatorów, a w
szczególności biernością łódzkich posłów. Chciał nawet prosić prezydenta
Aleksandra Kwaśniewskiego o zawetowanie ustawy, ale nie zdążył, bo wczoraj
Kwaśniewski złożył pod nią swój podpis.
- Niepokoją zwłaszcza informacje, że na "imienne" umieszczenie Lublinka w
dokumencie nalegał osobiście wysoki urzędnik państwowy - dodaje Kajus
Augustyniak, rzecznik prezydenta Kropiwnickiego, mając zapewne na myśli
Andrzeja Piłata, sekretarza stanu w Ministerstwie Infrastruktury.
Twórcy ustawy odsyłają wszystkich zainteresowanych i zdziwionych jej treścią
do... Brukseli. Okazuje się, że mały, skromny Lublinek został wpisany do
załącznika do traktatu akcesyjnego, określającego warunki przystąpienia
Polski do Unii Europejskiej!
26 marca 2002 roku Parlament Europejski uchwalił dyrektywę numer 2002/30,
dotyczącą "zasad i procedur w odniesieniu do wprowadzenia ograniczeń
działalności, w związku z hałasem, przez porty lotnicze Wspólnoty".
Załącznik numer 1 wskazuje miejskie lotniska na terenie Unii Europejskiej,
których dotyczyć mają obostrzenia. Są to: Berlin Tempelhof, Stockholm Bromma,
London City, Belfast City oraz właśnie Łódź Lublinek. Łódzkie lotnisko
zalazło się więc w niezłym międzynarodowym towarzystwie, tylko dlaczego
właśnie ono? Inne polskie porty też leżą w pobliżu osiedli!
Kajus Augustyniak podejrzewa, że za tym zapisem może stać lobby Polskich
Portów Lotniczych, do których należy większość lotnisk w Polsce, ale nie
Lublinek - własność gminy Łódź.
Nieoficjalne w Urzędzie Miasta Łodzi mówi się, że prezydent Kropiwnicki
wymarzył sobie, że gości przylatujących z całego świata na sierpniowe obchody
sześćdziesiątej rocznicy likwidacji łódzkiego getta przyjmie jak prawdziwy
Europejczyk, na prawdziwie europejskim lotnisku. Nie chciałby ich dowozić z
Warszawy.
A posłowie poparli...
Decyzji Sejmu nie rozumie również Wojciech Błasiak, wiceprezes Portu
Lotniczego Lublinek. - Ale nie do mnie należało lobbowanie na rzecz lotniska.
To zadanie łódzkich posłów i senatorów - zastrzega.
Tymczasem za ustawą głosowali w zgodnej koalicji ponad podziałami między
innymi: Leszek Miller, Anita Błochowiak i Alicja Murynowicz z SLD, Cezary
Grabarczyk i Mirosław Drzewiecki z PO oraz Elżbieta Więcławska-Sauk z PiS.
- W Łodzi powinien przede wszystkim powstać port z prawdziwego zdarzenia.
Lublinek to jest jakaś hybryda, pseudolotnisko. Przecież teraz nie mogę nawet
polecieć do Warszawy, bo jest jeden samolot dziennie, o szóstej rano. Unia
nam w końcu wytnie ten Lublinek. Nie sądzę zresztą, żeby ludzie mieszkający
wokół lotniska mieli mi za złe głosowanie na "tak" - przekonuje posłanka
Elżbieta Więcławska-Sauk.
Z kolei Cezary Grabarczyk, łódzki adwokat, sieradzki poseł PO, członek
Sejmowej Komisji Infrastruktury, tłumaczy, że nie widział tego zapisu na
etapie, kiedy jeszcze można coś było zrobić. - W natłoku ustaw, które w
ostatnich miesiącach zalały Sejm i musiały być przyjęte do 1 maja, nie
wszystkie informacje dotarły do posłów - mówi Grabarczyk, dodając, że i tak
nie można było odrzucić unijnej dyrektywy, można jedynie było się starać,
żeby nie znalazła ona odbicia na najwyższym poziomie, czyli w ustawie.
Grabarczyk, jeden z posłów oskarżanych przez władze lotniska i Łodzi o
poparcie niekorzystnej ustawy, sam wyraża do tych instytucji żal o to, że nie
pomagały posłom w pracy, nie dostarczyły na czas informacji o zagrożeniu.
Poseł broni też ustawy przed określaniem jej mianem bubla prawnego, choć
możliwe jest, że skończy ona śmiercią tragiczną w Trybunale Konstytucyjnym,
jeśli tylko ktoś zdecyduje się ją tam skierować.
Jak bowiem przekonują specjaliści od integracji, załączniki do dyrektyw
Parlamentu Europejskiego ani do samego traktatu akcesyjnego nie przekładają
się w żaden sposób na zapisy ustawy w polskim prawie. Ich odpowiednikiem
powinny być rozporządzenia wykonawcze - w tym przypadku ministra
infrastruktury. Dlatego konkretny przykład Lublinka w ustawie w ogóle nie
miał prawa się znaleźć, zwłaszcza że po przebudowie portu dokument trzeba
będzie nowelizować, bo dyrektywa dotyczy lotnisk o pasie startowym nie
przekraczającym długości dwóch kilometrów.
I łodzianie nie polecą
Pomiary hałasu na Lublinku pokazują, że może tu lądować nawet dziesięć
boeingów dziennie. Jeśli prezes ULC zdecyduje się użyć swoich uprawnień, to
do łódzkiego portu nie zawitają przewoźnicy latający na starszych maszynach,
wymienionych w konwencji o międzynarodowym lotnictwie cywilnym, w tym m.in.
popularnych Boeingach 737 pierwszych dwóch generacji, Boeingach 707, a także
rosyjskich Tu 134 i Tu 154.
Jak przekonuje Adam Borkowski, rzecznik Urzędu Lotnictwa Cywilnego, nikt nie
dyskryminuje Łodzi, Lublinek jest po prostu jedynym polskim lotniskiem
położonym tak blisko zabudowań miejskich. Faktycznie, niewielka część
samolotów startujących przy wiatrach wschodnich zatacza łuk w pobliżu
stutysięcznego osiedla Retkinia, a do siatki ogradzającej port przytuliły się
dziesiątki domów jednorodzinnych. Okazuje się jednak, że w swojej dyrektywie
Unia troszczyła się głównie o dobre samopoczucie... pacjentów ze szpitala
Centrum Zdrowia Matki Polki, położonego w linii prostej pięć i pół kilometra
od końca pasa startowego. Według unijnych urzędników, zbyt blisko.
- Może któryś z pracowników szpitala, mieszkający w pobliżu lotniska, doniósł
gdzieś o tym, że zakłóca ono pracę szpitala - próbuje zgadywać prof.
Przemysław Oszukowski, dyrektor "Matki Polki", szczerze zdziwiony, że jego
placówka staje na przeszkodzie rozwojowi lotniska, bo ze szpitala nie widać
ani tym bardziej nie słychać żadnych samolotów.
Piotr Brzózka - Dziennik Łódzki