blq
23.07.04, 02:42
Tak sobie szedlem dzisiaj/wczoraj ulica, najpierw sam, potem z dziewczyna,
potem sam... po prostu nie da sie isc, nie natrafiajac na spamerow
[analogowych]. I wlasnie wpadlem na to, by ludzi tych (rozdajacych ulotki,
jesli ktos nie zalapal jeszcze) nazywac SPAMERAMI. No bo jak inaczej, jesli
nie "spam" nazwac te ulotki? Albo kursy jez. angielskiego, albo biura podrozy,
albo komisy. Ja przez te ok 7-9 lat kariery ulotek skorzystalem z nich tylko
RAZ (skup starych płyt winylowych).
Najbardziej mnie wkurza, iz spamerow jest coraz wiecej i sa coraz bardziej
nachalni. Czaja sie w coraz to dziwniejszych miejscach, czesto calkiem
odludnych (dzis cala banda grasowala w jakiejs zadupnej czesci Al Pilsudskiego).
Tak wiec od dzisiaj ludkow tych nazywam spamerami, od dzisiaj tez nie wezme
zadnej z ich ulotek. Do niedawna myslalem "ok ok, oni tez chca zarobic".
Niestety, rozmiar spamerstwa zaczyna byc irytujacy.
Dobrze mowie?