Gość: łażej
IP: *.icm.edu.pl / *.icm.edu.pl
31.07.04, 09:14
www.lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/388528.html
"Koktajl Mołotowa eksplodował wczoraj na dachu nocnego autobusu linii 151.
Niewiele brakowało, by butelka uderzyła w okno tuż za drugimi drzwiami i
raniła pasażerów. Wtedy ogień wybuchłby na twarzach osób siedzących najbliżej
okna. Bandycki atak musiał być dokładnie zaplanowany.
Do zdarzenia doszło w okolicy skrzyżowania ulic Dąbrowskiego i Kilińskiego.
Było 5 minut po godzinie 2. Autobus zatrzymał się na przystanku. Wsiedli
pasażerowie. Kierowca zamknął drzwi i ruszył w kierunku ulicy Rzgowskiej.
Ujechał kilkanaście metrów.
– Wtedy nadbiegło dwóch mężczyzn. Podbiegli do pojazdu MPK i z kilku metrów
rzucili butelką, w której była substancja łatwo palna i podpalona szmata –
mówią policjanci.
Gdy butelka roztrzaskała się na dachu, ogień błyskawicznie się
rozprzestrzenił.
– Sprawcy uciekli do zaparkowanego w pobliżu fiata 126 p i odjechali –
usłyszeliśmy od Magdaleny Miśta z MPK.
Na miejsce wypadku przyjechali policjanci. Przesłuchali kierowcę i świadków
zdarzenia. Trwają czynności mające na celu ustalenie sprawców.
To nie pierwszy przypadek bandyckich ataków na pojazdy komunikacji
publicznej. Pasażerowie coraz częściej obawiają się o swoje życie, które mogą
stracić podczas zwykłej podróży do pracy, czy jadąc na spotkanie towarzyskie.
– Ani w autobusach, ani w tramwajach wieczorami nie czujemy się bezpiecznie –
mówią. – Przecież nieraz zdarzały się przypadki, że bezbronny pasażer został
pobity albo okradziony w biały dzień.
W czerwcu trzech nastolatków sterroryzowało pasażerów tramwaju linii 14,
jadącego ze Śródmieścia na Retkinię. Młodzi mężczyźni robili sztuczny tłok i
okradali w tym czasie podróżnych. Gdy podróżni zaczęli krzyczeć, bandyci
zagrozili, że ich zabiją. Motorniczy nie zareagował na głosy pasażerów i
napastnicy wysiedli na najbliższym przystanku."
W czasie lata dresy się nudzą.