Dodaj do ulubionych

"Człowiek z dużym nosem" by aric

31.07.02, 10:44
Był raz kiedyś człowiek z dużym nosem. Nie to by jego nos był brzydki i
niekształtny. Był po prostu duży. Nie jak u Pinokia i nie jak u Cyrana. Był
duży w najzwyklejszy ze sposobów. I mężczyzna ten, bo człowiek z dużym nosem
nie był kobietą, żył sobie spokojnie w dużym mieście. Miał dobrą pracę w
dużej firmie i ładne, duże mieszkanie. Nie narzekał także na swój duży nos.
Jednak przyszedł dzień, który odmienił jego światopogląd, słowo życie nie
pasuje tu zbytnio z pewnych powodów, ale o tym później. Stało się to wtedy,
gdy nos jego przeżył trzydzieści dwa lata.
Jak zwykle człowiek z dużym nosem skończył swoją pracę o godzinie
siedemnastej sześć, posprzątał pośpiesznie biuro, bo lubił się śpieszyć i
pośpieszył do windy, by pośpiesznie zjechać na parter dużego budynku, w
którym spędzał trzecią część swego życia, całkiem dużo.
Był jedynym pasażerem i nie był zdziwiony, gdyż zawsze był jedynym pasażerem.
Byłoby to całkiem duże marnotrawstwo przestrzeni kabiny, ale jego nos był tak
duży, że zajmował bardzo dużo miejsca. I gdyby nie to, że człowiek z dużym
nosem miał także duży mózg i potrafi niezmiernie dużo, na pewno nie
posiadałby tej posady. To byłaby jawna dyskryminacja, lecz dzięki swoim
wysokim kwalifikacjom, przynoszącym firmie wysokie zyski, nie był
dyskryminowany, przynajmniej jawnie. Posiadał więc wyłączność na podróżowanie
windą w określonych godzinach.
Tym razem jednak stało się inaczej. Kiedy to człowiek z dużym nosem odprężał
się w okolicach dwudziestego piętra, kabina nagle zatrzymała się. Najpierw
kabina, później człowiek, a na końcu nos, gdyż był tak duży, że był
najcięższy. Można sobie wyobrazić jak rozbudowane mięśnie karku posiadał
człowiek z dużym nosem. Ale wracając do zatrzymanej kabiny windy. Drzwi się
rozsunęły i w progu stanął Pan T. Pan T. Był zwierzchnikiem człowieka z dużym
nosem i to właśnie on wydawał mu dyspozycje. Przypadek sprawił, że Pan T.
zjawił się na progu windy. Nastąpiła konsternacja obopólna i Pan T. się
uśmiechnął, chociaż wcale tego nie chciał. Opanował jednak drżenie warg i
rozpoczął rozmowę, uważając by nie zahaczyć o duży nos:
- Wreszcie się spotykamy. – Wybełkotał przez nos w momencie ponownego startu
windy. – Nie miałem nigdy przyjemności pana poznać.
- Mnie też jest miło pana widzieć. – Odparł człowiek z dużym nosem bez
szczególnego entuzjazmu. Nie powiedział nic więcej, jednak postanowił wolniej
oddychać aby nie rozczochrać bujnych włosów Pana T. Pan T. natomiast nie dał
się zbyć krótką odpowiedzią i powolnym oddechem. Postanowił poznać człowieka
z dużym nosem trochę lepiej.
- Ma pan chwilkę czasu? – Zapytał.
- A o co chodzi, czyżby nie był pan zadowolony z mojej pracy? – Zaniepokoił
się właściciel wiadomo czego.
- Ach nie. – Roześmiał się Pan T. – Pomyślałem jedynie, że warto byłoby
poznać lepiej swoich pracowników, a skoro wpadliśmy na siebie może zacznę od
pana.
Człowiek z dużym nosem zastanowił się przez chwilę. Podrapał się palcami po
wewnętrznej stronie prawej dziurki nosowej i stwierdził, że węszy podstęp.
Ktoś z takim nosem powinien pracować w policji kryminalnej. Na całe kilometry
potrafiłby zwęszyć intrygę, spisek czy podstęp. Jednak mimo swoich podejrzeń
postanowił nie odmawiać.

c.d.n.
Obserwuj wątek
    • aric Minęła godzina, a tu brak opinii. 31.07.02, 11:45
      Tak więc kontynując dalej:

      - Nie widzę przeszkód, a raczej nie czuję. – Zażartował i spuścił nos na
      kwintę. Zawsze gdy żartował ze swojego dużego nosa robiło mu się trochę smutno
      i przestawał na chwilę mówić.
      - Całkiem pyszny dowcip, nie ma co się smucić z powodu tego, no wie pan czego,
      dużego tego... – Zagubił się Pan T., wskazując palcem nos człowieka z dużym
      nosem. – Przepraszam, ale intryguje mnie dlaczego pan go nie zoperuje?
      Człowiek z dużym nosem ze zdenerwowania zrobił nagły gest i obracając szybko
      głowę w prawo, nosem chlasnął w pysk Pana T. Ten się spłoszył i złapał ze
      głowę. Człowiek z dużym nosem natomiast natychmiast złagodniał i zaczął
      przepraszać. Pokrzywdzony zrobił gest dłonią nakazujący ciszę i powiedział:
      - Nie chciałem pana obrazić, to ja przepraszam. Jednak powiem panu, że firma
      pokryje koszty przeprowadzenia zabiegu, gdyby oczywiście się pan zgodził.
      Człowiek z dużym nosem pomyślał przez chwilę i rzekł z radością w sercu:
      - Czy naprawdę zrobiłby pan to dla mnie?
      - Ależ bez krępacji, trzeba było już dawno to załatwić. – Pocieszył Pan T.
      - Ale ja... Ja muszę się zastanowić, tyle czasu już mam ten nos, że się do
      niego przyzwyczaiłem i wszyscy moi przyjaciele się do niego przyzwyczaili.
      - A ilu ma pan przyjaciół? – Zapytał Pan T.
      Człowiek z dużym nosem zastanowił się przez chwilę i odparł:
      - Dwoje.
      - A widzi pan, gdyby nie miał pan tego, za przeproszeniem, dużego nosa, mógłby
      pan mieć nie dwoje a dwanaścioro. Radzę panu jak przyjaciel i nakazuję jako
      przełożony. Trzeba operować jak najszybciej.
      Pan T. wydał się człowiekowi z dużym nosem bardzo stanowczy. Była to także
      jawna dyskryminacja z powodu dużego nosa, chociaż podobno wystrzegano się w tej
      firmie wytykania odchyleń od przyjętego standardu. Lecz w związku z propozycją
      pokrycia kosztów zabiegu, człowiek z dużym nosem postanowił nie żywić urazy do
      uwag Pana T. i przemyśleć sprawę w spokoju.
      Nagle winda stanęła na parterze. Pan T. wysiadł pierwszy, robiąc tym samym dość
      miejsca do manewrowania drugiemu pasażerowi. Gdy odszedł na kilka merów, a
      człowiek z dużym nosem wymanewrował nos z widy, odwrócił się i rzekł:
      - Proszę zadzwonić wieczorem do mnie i poinformować o decyzji. Uszanuję ją bez
      znaczenia na jej wynik. Ja radzę ciąć.
      To rzekłszy pośpiesznie wyszedł z budynku. Widać, także lubił pośpiech.
      Człowiek z dużym nosem natomiast już nie miał ochoty na pośpiech. Jego myśli
      zaczęły krążyć wokół jego dużego nosa. Musiały zataczać całkiem spore kręgi.
      Operować czy nie? Nie chciał podejmować decyzji od razu, postanowił więc
      poczekać do wieczora i poradzić się kilku osób w tej sprawie.
      Na kolejne dobre rady nie musiał długo czekać. Jego droga, z pracy do domu
      usiana była różnego rodzaju świrami w ludzkich powłokach. Nikt jednak ze
      znanych mu z widzenia osobników nie posiadał zbytnio wystającej części ciała.
      Zdarzały się duże, odstające uszy u mieszkańca pobliskiego parku i ogromny
      biust u pani z kiosku z gazetami, ale można było dopasować jakieś normy. On
      miał natomiast nos, który kilkaset razy przekraczał dopuszczalną normę. Jakby
      były normy na nosy.
      Ludzie, których widywał przyzwyczaili się do codziennych spotkań z człowiekiem
      z dużym nosem i kłaniali mu się uprzejmie, zwracając przy tym szczególną uwagę,
      czy aby nos się nie powiększał albo zmniejszał. Jednak nic takiego się nie
      działo, bo duży nos posiadał te same wymiary od kilku lat.
      Pierwszą osobą, która się odezwała do spacerującego bez pośpiechu człowieka z
      dużym nosem był wspomniany mieszkaniec parku. Na widok zbliżającego się ku
      niemu dużego nosa, jak zwykle pokłonił się grzecznie i wystękał:
      - Tak długo, tego no, pana widuję, że tego, muszę zapytać.
      - Niech pan pyta. – Odpowiedział spokojnie człowiek z dużym nosem i westchnął
      tak mocno, że wywiało wszelki pył i nie zgrabione liście w promieniu trzech
      metrów. – Wszyscy dzisiaj pytają.
      Mieszkaniec parku pociągnął swoim normalnym nosem i stękał dalej:
      - Tego, hm, no, dlaczego nie użyje pan jakichś, tych no, ziół albo, hm, maści
      na nos?
      Człowiek z dużym nosem lubił mieszkańca parku, nazywał go w
      myślach „nieszkodliwym stworzonkiem człekokształtnym”. Nie miał pojęcia
      dlaczego właśnie teraz „stworzonko człekokształtne” nabrało ochoty na
      rozważania dotyczące dużego nosa. Może przypadkowo ogłoszono dzień otwartych
      dziurek w nosie i wszyscy mogą zaglądać, pytać i doradzać.

      c.d.n.
    • tulka Re: 'Człowiek z dużym nosem' by aric 31.07.02, 12:13
      Mnie się podoba i czekam na ciąg dalszy :-)
      Pozdrawiam :-)
    • Gość: aard Re: 'Człowiek z dużym nosem' by aric IP: 195.117.14.* 31.07.02, 12:17
      Aric wybacz - chwilowo nie mam czasu przeczytać, ale na pewno to zrobię.
      Pozdrawiam serdecznie,
      aA
      Rd
      • Gość: aard Re: 'Człowiek z dużym nosem' by aric IP: 195.117.14.* 31.07.02, 13:48
        Mnie się bardzo podoba. Zresztą mogliśmy być obaj pewni w świetle
        dotychjczasowych doświadczeń, że tak właśnie będzie. Mam rację?
        Zapowiada się na dłuższe opowiadanie, a może i coś więcej?
        Czekam na ciąg dalszy jak najbardziej,
        aA
        Rd
    • aric Mineła następna godzina i co nastepuje: 31.07.02, 12:32
      - Próbowałem różnych maści mojej mamy i babci w młodości, ale niezbyt
      skutkowały.
      - To może powinien pan tego, wódki pić więcej, hm, tfu.
      - Wódkę piłem, ćpałem, paliłem wszystko co może pomóc, albo raczej uśmierzyć
      ból. – Człowiek z dużym nosem zasmucił się na moment, a mieszkaniec parku
      radził dalej:
      - To może tego, no, weź pan te, no, błotne kąpiele, albo te, kurde no, bicze
      wodne.
      - Chyba bicze nosa. – Człowiek z dużym nosem zaczynał się dobrze bawić. Nigdy
      nie myślał, że ludzie, którzy się na niego gapią, mogą posiadać w duszy hasło:
      chęć niesienia pomocy. Jednakże rozmowa z mieszkańcem parku nie była zbytnio
      konstruktywna. Jego rady były lekko tendencyjne i niepraktyczne, gdyż
      interwencja zewnętrzna na tak dużym organie nigdy nie przynosiła nawet
      minimalnej poprawy. To tak, jakby przy pomocy zabiegów kosmetycznych zmniejszyć
      sobie dłonie albo skrócić nogi.
      - Hm, tego no, nic mi więcej do, tego no, łba nie tego, nie przychodzi. –
      Mieszkaniec parku wydawał się zrezygnowany.
      - Proszę się nie smucić. Dzisiaj otrzymałem ofertę operacyjnego usunięcia.
      Mieszkaniec parku podniósł lekko spuszczoną głowę.
      - Nie lubię kurde tego, no noży nie lubię. – Wyjaśnił - Dlatego no, nie
      chciałem panu tego, no radzić, hm, tfu.
      - Nic nie szkodzi, jednocześnie dziękuję panu. Do widzenia, trochę mi spieszno.
      - Dobra tego, do widzenia kurde no, hm, tfu.
      Człowiek z dużym nosem postanowił nadgonić trochę straconego czasu po rozmowie
      z mieszkańcem parku. Oddalając się rzucił spojrzenie w kierunku zostającego w
      tyle stworzonka człekokształtnego. Był to dla jego szyi ogromny wysiłek.
      Rzucanie spojrzeń jest procesem dość gwałtownym, co w tym wypadku stanowiło
      pewną przeszkodę. Nie dość, że szyja musiała utrzymać nos w poziomie, to
      jeszcze musiała wykonać nagły ruch obrotowy w prawym kierunku o jakieś
      siedemdziesiąt stopni i powrócić do położenia wyjściowego. Chociaż mięśnie
      szyi, karku i pleców były także duże, to jednak nos posiadał olbrzymią
      bezwładność, a to z kolei utrudniała wykonywanie gwałtownych ruchów głową.
      Cholernie trudna sprawa takie rzucanie spojrzeń.
      I szedł tak sobie człowiek z dużym nosem. Myślał o tym, cóż ma począć ze swym
      biednym, ponad wymiarowym organem. Nagle przypomniało mu się, że zapomniał
      zupełnie o codziennej wizycie w kiosku z gazetami. Dziwaczne stwierdzenie,
      pomyślał człowiek z dużym nosem, przypominać sobie o czymś o czym się
      zapomniało. Można przypominać sobie, że nie zrobiło się czegoś, co należało
      zrobić. Jednak przypominanie sobie o zapominaniu jest dziwaczne. Tak więc
      człowiek z dużym nosem w dziwaczny sposób przypomniał sobie, że zapomniał o
      gazetach. Musiał czytać wiele gazet, ponieważ wymagały tego jego obowiązki w
      pracy. Poza tym lubił je czytać. Czytał siedem gazet, a czytał bardzo szybko i
      wchłaniał wszystkie wiadomości jak gąbka. Jak to natura potrafi kompensować
      różne sprawy. Jedni mają siłę fizyczną, a nie posiadają rozumu. Inni dużo
      chleją, ale są geniuszami. Jeszcze inni mają duże nosy, ale za to fotograficzną
      pamięć i bardzo wysoki iloraz inteligencji. Nie ma pięknych i mądrych. Wszyscy,
      którzy tak mówią są w błędzie. Można być przeciętnie mądrym i przeciętnie
      pięknym, jednak czy widzieliście kiedyś pięknego geniusza. Człowiek z dużym
      nosem był genialny. Nie w sposób tak widoczny jak Einstein, Szopen czy Hitler,
      ale w sposób bardzo skryty. Niestety jego antyuroda była zdecydowanie bardziej
      skrajna. Nie pozwalało to więc na wygłaszanie swoich przekonań, czy
      publikowanie odkryć w sposób jawny. Bo kto by zwracał uwagę na jego wysokie
      umiejętności. Duży nos byłby tu czynnikiem skupiającym uwagę, a w konsekwencji
      powodowałby zignorowanie jego poczynań umysłowych. Smutne i tragiczne, że ktoś
      z takim potencjałem, ukrywanym jednak za dużym nosem, nie może się wybić daleko
      ponad przeciętną, a raczej ponad swój nos.
      - Przecież jestem geniuszem. – Wyrwało się nagle człowiekowi z dużym nosem.
      Jego rozmyślania tak go pobudziły, że zapomniał się na chwilę i podniecony
      wypowiedział słowa te na głos.
      - Czy ktoś z takim nosem może być genialny? – Zapytał nagle kobiecy głos.

      c.d.n.
    • aric I kolejna godzina, a tu nadal skąpe opinie... 31.07.02, 13:37
      Człowiek z dużym nosem ocknął się od razu. Jego wyczulony, na uwagi o nosie,
      słuch przekazał do ośrodka kontrolującego wiadomość, że właśnie poruszany jest
      temat tego szpetnego narządu. Jednak jego narząd słuchu nie odebrał, a narząd
      kontroli nie przetworzył zadanego pytania. Jedno słowo zaważyło na tym, że
      człowiekowi z dużym nosem przywrócona została standardowa świadomość. Słowo na
      trzy litery, zaczynające się na n, a kończące na s.
      - Czy mówiła pani coś o moim nosie? – Zapytał kobietę w kiosku z gazetami, bo
      tam właśnie się znajdował.
      - Ja tylko...
      - Ma pani coś do mojego nosa? – Podniósł nagle głos człowiek z dużym nosem.
      Nigdy tego nie robił, ale dzisiejszy dzień był szczególny. - Proszę się odnosić
      grzeczniej, bo poczynię niestosowne uwagi o pani biuście.
      - Przepraszam, że pan to usłyszał. – Skruszała pani z dużym biustem. – Ja
      powiedziałam to bardzo cicho i do siebie. Nie przypuszczałem, że ma pan tak
      doskonały słuch.
      Człowiek z dużym nosem, któremu przeszedł już gniew, uśmiechnął się lekko. Co
      prawda zza jego dużego nosa uśmiech nie docierał do pani z dużym biustem,
      jednak widać było po oczach, których nos nie przesłaniał, że się uśmiechnął.
      - To co zwykle. – Powiedział człowiek z dużym nosem do pani z dużym biustem.
      - Przepraszam, czy mogłabym o coś zapytać?
      - Nie ma sprawy, dzisiaj jest dzień otwartych dziurek.
      - Dzień czego?
      - Nie ważne, proszę pytać. – Człowiek z dużym nosem był ciekaw pytań. Jakoś tak
      mu się zebrało. Cóż, długo nie znał myśli ludzkich na temat jego nosa. Chyba
      się wstydzili się pytać, sądząc, że on wstydzi się odpowiadać. Jednak
      dzisiejszy dzień był wyjątkowy. Nagle wszyscy jednocześnie chcieli pytać i
      radzić, a jemu to zbytnio dzisiaj nie przeszkadzało.
      - Jak to jest, kiedy ma pan katar?
      Pytanie to było dość intrygujące. Jak wygląda katar u kogoś, kto posiada
      dziurki w nosie o średnicy większej niż średnica przeciętnej ludzkiej czaszki.
      - To jedna z praktyczniejszych rzeczy, w którą wyposażył mnie stwórca. Nigdy
      jeszcze nie chorowałem. - Odpowiedział człowiek z dużym nosem. – Jak dotąd
      nigdy nawet nie miałem kataru i nie mam ochoty sobie wyobrażać co by się wtedy
      działo. Chyba zalałbym swoje mieszkanie, całe moje mieszkanie w glutach, ble. –
      Wzdrygnął się i ciągnął dalej. - Nie chcę pani kłopotać, ale gdybym chciał,
      mógłbym jednym dmuchnięciem rozłożyć tę pani budkę na pojedyncze deski. Jednak
      nie przywykłem do posługiwania się nosem w niecnych celach.
      - Całe szczęście, że jest pan spokojnym obywatelem. Nie myślał pan o
      zlikwidowaniu chociaż części swojej wrodzonej wady? – Zapytała pani z dużymi
      piersiami.
      - Dzisiaj jakoś nic innego nie robiłem od wyjścia z pracy.
      - A dawno pan z niej wyszedł?
      - Jakieś dwadzieścia pięć minut temu.
      - Nie ma co, prawdziwy myśliciel z pana. – Rzekła z ironią pani z dużym biustem
      i dodała od siebie: - Gdybym to ja miała taki nos, już dawno bym się za niego
      powiesiła. Bez obrazy, ale pan chyba nie widział się w lustrze. Przychodzi pan
      tutaj prawie codziennie, kupuje pan gazety, a ja codziennie się zastanawiam,
      jak pan może żyć z czymś takim przyczepionym do twarzy.

      c.d.n.
      • Gość: aard Opowiadanie twoje intryguje mnie fabularnie... IP: 195.117.14.* 31.07.02, 13:58
        na razie nic więcej, ale i nic mniej. Czekam niecierpliwie na dalsze części.
        aA
        Rd
    • aric Dobra, przyspieszamy bo nie zdążę z finałem 31.07.02, 14:12
      Człowiek z dużym nosem wysłuchał uważnie swojej rozmówczyni. Nabierał coraz
      głębszego przekonania, że jest skończonym pacanem, który bał się radykalnej
      zmiany w życiu. Teraz nadarza się dobra okazja. Pan T. proponuje operację i
      należy z niej skorzystać.
      - Dziękuję i do widzenia. – Odezwał się człowiek z dużym nosem do pani z dużym
      biustem i odszedł pośpiesznie. Postanowił się ponownie śpieszyć. Usłyszał za
      sobą jakieś słowa, które wymamrotała do niego zostająca w oddali kioskarka,
      lecz nie miał ochoty na dalsze słuchanie tych pierdół w stylu: co by było
      gdybym to ja miała taki nos, czy zrób pan sobie masaż kinola.
      Można by się zastanawiać dlaczego człowiek z dużym nosem chodzi do pracy i do
      domu piechotą. Zajmuje mu to w sumie około czterdziestu minut w jedną stronę.
      Przyczyn było niewiele. Pierwsza była taka, że zakupienie pojazdu
      wielośladowego było bardzo utrudnione. Jego nos nie mieścił się kabinie, więc
      człowiek z dużym nosem zaniechał kupna wielośladu po krótkich poszukiwaniach.
      Postanowił, że kupi sobie jednoślad. Jednak i ten pomysł nie był zbyt dobry.
      Gdy jeździł na motocyklu lub rowerze, czynnikiem utrudniającym było to, że w
      motocyklach nie mógł dojrzeć wskaźników, a rowerach zawsze przeszkadzała
      kierownica. Na dodatek, gdy skręcał końce kierownicy zahaczały o nozdrza, co
      nie było najprzyjemniejszym uczuciem. Tak więc postanowił poruszać się
      piechotą. Nie wchodziły w rachubę także środki lokomocji publicznej. Nie chciał
      zrobić nikomu krzywdy. Podsumowując, to tak właściwie tylko jeden główny powód,
      co w sumie daje niewiele. Nie możność korzystania z pojazdów. Oczywiście ktoś
      mógłby rzec: wynajmij pan przyczepkę i ciągnik z szoferem, będziesz pan miał
      transport, albo zamiast szofera niech pana wozi znajomy z pracy. Można by i
      tak, ale nie można zaprzeczać, że byłby to straszliwy obciach. Człowiek z dużym
      nosem podróżujący przez miasto na przyczepie, gdyż jego nos jest tak duży, że
      trzeba go transportować oddzielnie. Była jeszcze możliwość zastosowania
      plandeki. I napis na niej „Przewóz dużych nosów”. Dobra, żarty na bok. Człowiek
      z dużym nosem nie podróżował inaczej niż o własnych nogach. Nie dawało to
      wielkich możliwości, ale on nie miał ochoty oddalać się zbytnio od miejsca
      swojego zamieszkania. Im mniej ludzi go oglądało tym bardziej był z tego rad.
      Jego świat zamykał się w sumie w dwóch jakby cyklach, dwóch miejscach, w dwóch
      okręgach i dwóch podstawowych odcinkach. Pierwszy cykl zaczynał się od urodzin
      do wyprowadzki z domu, drugi od zamieszkania w miejscu oddalonym o dwa
      kilometry z hakiem od domu rodzinnego. Pokrywało się to z dwoma podstawowymi
      miejscami: pierwszym i drugim domem. Co wpływało znów na obszar wokół tych
      miejsc. Dwa okręgi o bardzo niewielkim promieniu. Oddzielną sprawą były dwa
      podstawowe odcinki, które przedstawiały za pierwszym razem drogę od domu do
      kompleksu szkolnego, za drugim natomiast odcinek łączący jego mieszkanie i
      biurowiec, w którym pracował. Człowiek z dużym nosem miał wiele szczęścia.
      Uczęszczał bowiem do szkół oddalonych od siebie zaledwie o kilkadziesiąt
      metrów. Spryciarz, nie ma co.
      Człowiek z dużym nosem dotarł wreszcie do swojego mieszkania. Nikt więcej już
      go nie zaczepił. Nie było bowiem nikogo więcej na jego drodze, kto by mu się
      kłaniał. Oczywiście byli ludzie, którzy mijając go gapili się na niesamowitych
      rozmiarów ludzki organ, ale nikt oprócz dzieciaków krzyczących jakieś niewinne
      obelgi, nie wydobył z siebie nawet jednego dźwięku. Klucz wszedł w zamek jak
      dopasowany sworzeń w... Za dużo skojarzeń. Człowiek z dużym nosem przekręcił
      klucz i naciskając klamkę pchnął drzwi. Pośpiesznie wszedł do przedpokoju,
      zrzucił z siebie płaszcz i odetchnął z ulgą. Wreszcie znalazł się w swojej
      oazie spokoju. Nikt więcej nie będzie go pytał, nikt nie będzie mu doradzał,
      nikt nie będzie sobie kpił z jego dużego nosa, przynajmniej bez jego wyraźnej
      zgody lub chęci.
      Można powiedzieć, że człowiek z dużym nosem podświadomie kochał swój duży nos.
      Był wyjątkowy i podświadomie taki pragnął pozostać. Zabrzmiało ta tak, jakby to
      nos miał własną wolę. Trochę niezręcznie powiedziane. Sprostowanie. Człowiek z
      dużym nosem był wyjątkowy i podświadomie taki pragnął pozostać. Z drugiej
      strony jednak perspektywa uformowania normalnych rozmiarów narządu do
      oddychania, braku bałaganu przy każdym westchnięciu i możliwości korzystania z
      dowolnych pojazdów była bardzo kusząca.

      c.d.n.
    • aric Się nastał czas na ciąg dalszy, proszę o opinie. 31.07.02, 14:43
      - Potrzebuję więcej porad, a po drugie mam dzisiaj urodziny. – Powiedział
      szeptem do siebie. Chwycił szybko za słuchawkę i zadzwonił po dwójkę swoich
      przyjaciół. Byli nimi jego brat i szwagierka. Jego brat miał na imię John, a
      jego szwagierka Anna. Człowiek z dużym nosem wspominał, że ma dwójkę
      przyjaciół, ale czy rodzinę uznać można za przyjaciół. Ciężka sprawa. Z Anną
      widywał się i przyjaźnił od dziecka, gdyż będąc sąsiadami widywali się na
      okrągło. Wiedział jednak, że nie powinien się wiązać fizycznie z innymi
      osobami, zwłaszcza płci słabszej, tym samym zdawał sobie sprawę, że nigdy nie
      posiądzie swojej przyjaciółki. Krzywdę jaką mógłby wyrządzić drugiej osobie,
      można tylko sobie wyobrażać. Postanowił więc wyswatać z Anną swojego brata, by
      w przyszłości zachować przyjaźń. Paskudna sprawa taki nos, nie tylko prawiczek
      z dużym nosem, ale także antykobieciarz. Co prawda można by zastanowić się, czy
      mając takiego nosa nie należałoby pomyśleć o dodatkowych stymulacjach
      seksualnych, ale zakrawa to trochę o perwersję. Seksualne stymulacje przy
      pomocy dużego nosa. Ktoś powinien napisać powieść o tym tytule.
      Minęła godzina.
      Człowiek z dużym nosem wypił litr piwa przez długą rurkę i z nosem opartym na
      specjalnie skonstruowanej półeczce, wyściełanej miękkim materiałem, oglądał
      telewizję. W ciągu piętnastu minut przeczytał od deski do deski wszystkie
      siedem gazet, szybko czytał, i teraz rozkoszował się pojedynkiem Luka
      Skywalkera z Lordem Vaderem na czterdziestoczterocalowym telewizorze marki...
      Zabronione, to byłaby reklama produktu. Tutaj poznajemy jeden z powodów, dla
      których bardzo często John z Anną odwiedzali człowieka z dużym nosem. Nie
      umniejszając jego zalet, posiadał on sprzęt elektroniczny bardzo wysokiej
      jakości, gdyż lubił sprzęt elektroniczny wysokiej jakości, a to z kolei
      pomagało mu nie być tak bardzo samotnym.
      Zadzwonił dzwonek. Ponownie trochę dziwaczne połączenie słów. Mówi się co
      prawda zadzwonić kluczami, dzwoni telefon, czy też zadzwonił zegar, śmieszne
      jest też stwierdzenie, zadzwonić do drzwi. Gdyby się głębiej zastanowić to są
      to same absurdy, bo jak sama nazwa wskazuje dzwonią dzwonki i basta, nic innego
      tylko dzwonki, gdyż to one są od dzwonienia. Po usłyszeniu dzwonka człowiek z
      dużym nosem poszedł otworzyć drzwi. Gdy to uczynił, do przedpokoju weszła para
      jego najbliższych, ze słowami na ustach:
      - Wszystkiego najlepszego w dniu trzydziestych drugich urodzin... – Nie
      będziemy jednak wyjawiać imienia głównego bohatera, gdyż stałby się on
      bohaterem zwykłym, a jest on przecież bohaterem specjalnym. Pocałowali go oboje
      w duży nos, jak to zwykle czynili i wręczyli flaszkę dobrej Whisky. Człowiek z
      dużym nosem pozwalał całować się w swój duży nos tylko trzem osobom. Swojej
      mamie, Johnowi i Annie, kiedyś całowała go w niego babcia, jednak zmarło się
      jej kilka lat temu.
      - Rozgośćcie się i tak dalej. – Zaprosił do środka, choć nie musiał im zbyt
      wiele mówić o tych sprawach. Bywali u niego na tyle często, że czuli się jak w
      swoim drugim domu. – Anna pomożesz mi w kuchni?
      - Nie ma sprawy. – Odpowiedziała i podążyła do pomieszczenia z lodówką.

      c.d.n.
    • aric Się nastał czas na ciąg dalszy, proszę o opinie. 31.07.02, 14:48
      - Potrzebuję więcej porad, a po drugie mam dzisiaj urodziny. – Powiedział
      szeptem do siebie. Chwycił szybko za słuchawkę i zadzwonił po dwójkę swoich
      przyjaciół. Byli nimi jego brat i szwagierka. Jego brat miał na imię John, a
      jego szwagierka Anna. Człowiek z dużym nosem wspominał, że ma dwójkę
      przyjaciół, ale czy rodzinę uznać można za przyjaciół. Ciężka sprawa. Z Anną
      widywał się i przyjaźnił od dziecka, gdyż będąc sąsiadami widywali się na
      okrągło. Wiedział jednak, że nie powinien się wiązać fizycznie z innymi
      osobami, zwłaszcza płci słabszej, tym samym zdawał sobie sprawę, że nigdy nie
      posiądzie swojej przyjaciółki. Krzywdę jaką mógłby wyrządzić drugiej osobie,
      można tylko sobie wyobrażać. Postanowił więc wyswatać z Anną swojego brata, by
      w przyszłości zachować przyjaźń. Paskudna sprawa taki nos, nie tylko prawiczek
      z dużym nosem, ale także antykobieciarz. Co prawda można by zastanowić się, czy
      mając takiego nosa nie należałoby pomyśleć o dodatkowych stymulacjach
      seksualnych, ale zakrawa to trochę o perwersję. Seksualne stymulacje przy
      pomocy dużego nosa. Ktoś powinien napisać powieść o tym tytule.
      Minęła godzina.
      Człowiek z dużym nosem wypił litr piwa przez długą rurkę i z nosem opartym na
      specjalnie skonstruowanej półeczce, wyściełanej miękkim materiałem, oglądał
      telewizję. W ciągu piętnastu minut przeczytał od deski do deski wszystkie
      siedem gazet, szybko czytał, i teraz rozkoszował się pojedynkiem Luka
      Skywalkera z Lordem Vaderem na czterdziestoczterocalowym telewizorze marki...
      Zabronione, to byłaby reklama produktu. Tutaj poznajemy jeden z powodów, dla
      których bardzo często John z Anną odwiedzali człowieka z dużym nosem. Nie
      umniejszając jego zalet, posiadał on sprzęt elektroniczny bardzo wysokiej
      jakości, gdyż lubił sprzęt elektroniczny wysokiej jakości, a to z kolei
      pomagało mu nie być tak bardzo samotnym.
      Zadzwonił dzwonek. Ponownie trochę dziwaczne połączenie słów. Mówi się co
      prawda zadzwonić kluczami, dzwoni telefon, czy też zadzwonił zegar, śmieszne
      jest też stwierdzenie, zadzwonić do drzwi. Gdyby się głębiej zastanowić to są
      to same absurdy, bo jak sama nazwa wskazuje dzwonią dzwonki i basta, nic innego
      tylko dzwonki, gdyż to one są od dzwonienia. Po usłyszeniu dzwonka człowiek z
      dużym nosem poszedł otworzyć drzwi. Gdy to uczynił, do przedpokoju weszła para
      jego najbliższych, ze słowami na ustach:
      - Wszystkiego najlepszego w dniu trzydziestych drugich urodzin... – Nie
      będziemy jednak wyjawiać imienia głównego bohatera, gdyż stałby się on
      bohaterem zwykłym, a jest on przecież bohaterem specjalnym. Pocałowali go oboje
      w duży nos, jak to zwykle czynili i wręczyli flaszkę dobrej Whisky. Człowiek z
      dużym nosem pozwalał całować się w swój duży nos tylko trzem osobom. Swojej
      mamie, Johnowi i Annie, kiedyś całowała go w niego babcia, jednak zmarło się
      jej kilka lat temu.
      - Rozgośćcie się i tak dalej. – Zaprosił do środka, choć nie musiał im zbyt
      wiele mówić o tych sprawach. Bywali u niego na tyle często, że czuli się jak w
      swoim drugim domu. – Anna pomożesz mi w kuchni?
      - Nie ma sprawy. – Odpowiedziała i podążyła do pomieszczenia z lodówką.

      c.d.n.
    • aric Muszę się spieszyć i przepraszam za powtórke 31.07.02, 14:58
      Człowiek z dużym nosem nie planował zwykle dużych przyjęć, ze względu na dużą
      przestrzeń, której wymagał dla siebie przy stole. Zwykle na jego uroczystych
      kolacjach znajdowało się zaledwie kilka osób. W związku z tym zakupił trochę
      gotowego jedzenia przed wyjściem do pracy. Teraz wyjął je z lodówki i poprosił
      Annę o przetestowanie, ewentualnie naniesiecie poprawek do gotowych potraw.
      - Dlaczego mama nie przyszła? – Zapytał nagle człowiek z dużym nosem.
      - Źle się poczuła, zadzwoni później.
      Człowiek z dużym nosem, korzystając z nieobecności Johna w pobliżu postanowił
      trochę pogwarzyć na temat dużego nosa.
      - Wiesz co się dzisiaj stało? – Zaczął od zgadywanek, chociaż nie było to
      najbardziej trafne wprowadzenie w temat.
      Anna pokręciła przecząco głową, wyjmując sałatkę jarzynową z próżniowego
      pojemnika.
      - Wszyscy nagle zaczęli rozmawiać o moim nosie. To pierwszy taki dzień odkąd
      pamiętam. – Anna przestała na chwilę mieszać składniki sałatki i powoli
      odwróciła się do przyjaciela. Miał w oczach jakiś dziwny blask radości. – A
      wiesz co jest najciekawsze w tym wszystkim? – Anna ponownie pokręciła głową. –
      To, że wcale mi to nie przeszkadza. Kiedyś myślałem, że mój owiany ciszą nos i
      ja nie znieślibyśmy jakichkolwiek rad czy uwag. Teraz jednak postanowiłem
      zmienić swoje podejście. Koniec z dużym nosem. Idę na operację.
      Człowiek z dużym nosem aż się wzruszył wypowiadając słowo operacja. Anna
      popatrzyła na niego ze współczuciem. Dawno nie widziała go tak rozradowanego.
      Jednak nie podzielała jego radości. Współczuła mu. Nie wiedziała dlaczego, ale
      było to jedyne uczucie do jakiego była w tej chwili zdolna. Człowiek z dużym
      nosem jednak nie zwracał na to uwagi. W jego głowie istniała obecnie jedna
      myśl. Jak najszybciej pozbyć się nadbagażu i stać się super gościem.
      Tego wieczoru nic już szczególnego się nie wydarzyło. Zjedli kolację,
      podyskutowali. Temat nasunął się sam, gdy John dowiedział się o planowanej
      operacji. Jego, zdecydowanie odmienny niż Anny, entuzjazm przysporzył trochę
      kłopotów człowiekowi z dużym nosem. Pytania Johna powiem dotyczyły niedalekiej
      przyszłości.
      - Co będziesz robił gdy ci go usuną? Będziesz nadrabiał stracony sex czy
      napiszesz książkę na temat największego z ludzkich zmysłów?
      Człowiek z dużym nosem nie potrafił odpowiedzieć na te pytania. Sex oczywiście
      wchodził w jego przyszłe plany, jednak według niego nie należy patrzeć w
      przyszłość, nikt nie wiedział jak to wszystko może się skończyć. Ile różnych
      zakończeń będzie miało jego nieszczęsne życie? I tak oto dochodzimy do początku
      końca tej opowieści. Te pytania stanowią kluczową sprawę dla zakończenia tej
      historii. Nie jest bowiem ważne co działo się tego wieczora, chociaż pokrótce
      warto to powiedzieć. Kolacja się skończyła, człowiek z dużym nosem zadzwonił do
      matki i opowiedział wszystko, co należało. Matka powiedziała krótkie zdanie
      finałowe:
      - To twoje życie synku.
      I rozmowa stała się przeszłością, ale nowy dzień był przyszłością, który
      przynieść może zarówno wiele dobrego, jak i wiele złego. Bardzo dziwne zdanie.
      Dlatego też nie należy zakończyć tej opowieści krótkim koniec, warto
      przeanalizować kilka alternatywnych zakończeń, które mogą posłużyć ku
      przestrodze albo dla pocieszenia, albo ze względu na zachcianki autora.

      c.d.n. i to szybko, już nie długo, już się zbliżamy do konca, które...
      • Gość: aard Ależ podgrzewasz... Kontynuuj proszę (no txt) IP: 195.117.14.* 31.07.02, 15:09
    • aric Rozwinięcie zakończeni, troszkę dłoższe 31.07.02, 15:09
      Człowiek z dużym nosem obudził się o 7: 34 i czym prędzej zwlókł swój nos z
      bawełnianej pościeli. Jego nos lubił bawełnę, a on sam nie miał do niej żadnych
      zastrzeżeń. Następnie umył zęby, co zawsze sprawiało trochę kłopotów, ogolił
      się gładko i ubrał elegancki garnitur. Nie chciało mu się jeść. Podekscytowany
      ruszył na umówioną wizytę. Cholera zapomniałem napisać, kiedy postanowił się
      umówić. Dobra, niech będzie, że umówił się przed przyjściem przyjaciół na
      kolację. Lekarz zgodził się bardzo szybko, gdyż wielu lekarzy z tego miasta
      znało przypadłość człowieka z dużym nosem i bardzo chętnie chciało służyć
      pomocą. To nic dziwnego, bowiem zajebista czekała ich kariera po opublikowaniu
      naukowej szmiry o dużym nosie.
      Człowiek z dużym nosem wkroczył do pokoju z ultrasonografem bez żadnych
      wcześniejszych ceregieli. Całą klinikę ogarnęła wielka ekscytacja z powodu tak
      niezwykłego przypadku. Nie trzeba było wypełniać stosów papierów i czekać na
      wolne gabinety ze specjalistycznymi przyrządami. Człowiek z dużym nosem po
      prostu wszedł i już. Leżał teraz na ruchomym stole i był wprowadzany do
      ultrasonografu. Obawiał się, i nie tylko on, że otwór będzie za mały dla jego
      wielkiego narządu. Na szczęście wpasował się, co do milimetra i przystąpiono do
      bombardowania jego czaszki niby nieszkodliwymi promieniami. Człowiek z dużym
      nosem leżał spokojnie, a na jego głowie spokojnie leżał jego nos. Pierwszy raz
      w życiu byli tak podekscytowani. Tylko nos się trochę martwił, przecież
      niedługo go nie będzie. Zostanie wycięty i zakonserwowany w słoju z formaliną,
      jako największy z największych. Pozostanie w pewnym sensie nieśmiertelny, a
      człowiek bez dużego nosa będzie mógł oglądać go na jakiejś medycznej wystawie.
      Poza tym z pewnością trafi do księgi rekordów Guinessa i będzie jak w bajce –
      on bez nosa, a nos wiecznie żywy, w jego pamięci i formalinie.
      Po dwudziestu minutach narażania człowieka z dużym nosem na promieniowanie,
      lekarze orzekli, że czas kończyć. Pierwszy etap badań został zakończony. Teraz
      czekały go oględziny nosa przez chirurgów i pomniejsze badania ogólno fizyczne
      i psychiatryczne.
      Zaczęto od oględzin. Człowieka z dużym nosem posadzono na specjalnym krześle i
      poproszono o zrelaksowanie się, co też uczynił. Tak się zrelaksował, że prawie
      usnął. Chirurg przez niecałą godzinę dotkał nosa i jego okolic, komentował to i
      ponownie dotykał. Dotknięcia te sprawiały naszemu pacjentowi dziwną
      przyjemność. Do tej pory nie zdawał sobie sprawy, że jego nos ma tak wiele
      erogennych miejsc. Było to lekko perwersyjne, ale cóż, gdyby każdy miał w mózgu
      wyobraźnię zamiast wody, niewiele potrzeba by było do szczęścia. Z letargu
      wyrwało człowieka z dużym nosem zdanie:
      - No to jeszcze parę chwil i możemy ciąć, ha, ha, ha... – Głos lekarza był
      lekko skrzeczący, a jego śmiech niezbyt szczery, jednak uchodził za najlepszego
      w branży, co człowiekowi z dużym nosem pozwoliło na podniesienie progu
      wrażliwości na jego zachowanie. – Pójdzie pan teraz z pielęgniarką na kilka
      badań z cyklu oddychać, nie oddychać i będziemy prawie w domu. A propos – tutaj
      chirurg ściszył głos – niezły tyłeczek ma ta siostrunia, ha, ha, ha...
      Człowiek z dużym nosem uśmiechnął się od niechcenia, zerknął na stojącą w rogu
      pielęgniarkę i zatrzymał na niej wzrok. Ona po prostu pożerała wzrokiem jego
      ogromną przypadłość. Jeszcze wczoraj rano z tego powodu było by mu strasznie
      niezręcznie, ale teraz po prostu powiedział:
      - Niezły prawda? Napatrz się dobrze panienko, bo jutro zobaczysz go jedynie
      solo.
      Młoda pielęgniarka trwała w bezruchu jeszcze przez dwie sekundy. Był to czas
      potrzebny na przeanalizowanie tej wypowiedzi i reakcję. Uszy do mózgu, mózg do
      ciała, po sekundzie na każde.
      Pięć minut później człowiek z dużym nosem siedział w bezpośredniej bliskości
      ciała pielęgniarki o niezłym tyłeczku i poddawał się jej zaleceniom. Za
      następne pięć minut wprowadzono go do gabinetu z kanapą stojącą w rogu.
      Przywitał go średniego wzroku mężczyzna ubrany po cywilnemu. Miał ciemną
      karnację, lekko kręcone włosy i okulary, które na pierwszy rzut oka stanowiły o
      wysokiej inteligencji tego osobnika. Pokój nie był najciekawiej urządzony.
      Stół, fotel i kanapka oraz dwie szafki robiły za meble, a dyplom jakiejś
      uczelni i zwiędły kwiatek robiły z ścienne ozdoby. Człowiekowi z dużym nosem od
      razu nie spodobała się ta atmosfera, przesiąknięta psychozą.
      - Proszę się odprężyć i usiąść na kanapie. – Zaprosił niezbyt przyjaznym głosem
      psychiatra. – Nazywam się Samuel Markiz i mam przyjemność dowiedzieć się, co
      sprawia, że chce pan zmienić swoje dotychczasowy wygląd.
      - To chyba zrozumiałe. – Burknął człowiek z dużym nosem. – Załatwmy to szybko,
      jeśli można.
      Samuel Markiz usiadł zbity lekko z tropu i zaczął przeglądać swoje notatki.
      Minęła chwila zanim pseudo psychiatra powiedział cokolwiek. Człowiek z dużym
      nosem natomiast włożył dłoń do swojego nosa i macając się delikatnie po
      śluzówce wyjął niewielkiego jak na jego możliwości babola. Chwilkę potrzymał go
      na dłoni i cisnął nim w kierunku kosza ze śmieciami. Kulka wielkości piłeczki
      pingpongowej wylądowała w celu.
      - Czy badał się pan wcześniej na jakieś schorzenia umysłowe, albo czy ktoś z
      pana rodziny chorował kiedyś umysłowo.- Zapytał lekarz.
      - Moja matka. Dostawała kurwicy za każdym razem, gdy na mnie patrzyła. Potem
      jej przeszło, ale długo nie mogła się pogodzić z widokiem, jaki przez większość
      życia miała przed sobą.
      Samuel markiz nie wiedział jak potraktować tę odpowiedź. Nie dał jednak po
      sobie poznać, że ma głębokie poczucie, że ktoś tu z niego się nabija. Sarkazm
      człowieka z dużym nosem nie pozwalał mu normalnie myśleć.
      - Więc chce pan pozbyć się organu, który panu przeszkadza w życiu?
      - Cholera, zgadł pan. Panie, za co dostał pan dyplom? Tutaj nie chodzi o to, że
      coś ze mną jest nie w porządku. Chciałbym raczej usłyszeć, że wyraża pan zgodę
      na operację i nie obawia się pan o moje przyszłe samopoczucie.
      Samuel Markiz pomyślał przez chwilę, a widać było, że myślenie nie było jego
      wrodzoną przypadłością. Powoli wyjął pióro wieczne z kieszonki kitla i
      wysmarował kilka słów, podpisując się pod nimi. To wystarczyło. Co prawda nie
      tak wyobrażał sobie spotkanie z niecodziennym pacjentem, ale nie potrafił nic
      wymyślić, by dotrzeć do jego psychiki. Podał papiery wstającemu z kanapy
      człowiekowi z dużym nosem i mrucząc do siebie pożegnał swojego nietypowego
      rozmówcę.
      Człowiek z dużym nosem, szczęśliwy, że ma już wszystko za sobą udał się tam,
      gdzie udać się miał i zaczęły się przygotowania do zabiegu, który odmienić miał
      przyszłe życie pewnego pacjenta. Nie przewidział on jednak, że los potrafi
      płatać różne figle, a natura nie lubi zmian bez pozwolenia.

      I to już prawie koniec, ale nie do końca, jeszcze tylko ociupinkę i już.
    • aric I oto trzy krótkie zakonczenia 31.07.02, 15:26
      1.
      Minęło kilka tygodni. Człowiek z dużym nosem powoli dochodził do siebie. Jego
      nos był teraz normalnych rozmiarów. Jego twarz lekko opuchnięta zaczynała
      wreszcie przypominać coś co można nazwać twarzą. Cieszył się, że wygląda jak
      inni i, że będzie mógł pójść w miejsca publiczne, pić, bawić się, rwać
      panienki. Sex, sex, sex.
      Człowiek z normalnym nosem wrócił do pracy, pozbył się wszystkich zbędnych
      przedmiotów służących niegdyś wygodzie jego nosa. Był szczęśliwy. Nikt już nie
      będzie z niego więcej żartował. A jaki morał z tego płynie: Zmieniaj, gdy tylko
      masz chęć i gdy jesteś pewien, że zmiana przyniesie tylko pozytywne
      konsekwencje.
      2.
      Minęło kilka tygodni. Człowiek z normalnym nosem opuścił klinikę. Był tak
      zaślepiony szczęściem, że nie zauważył pędzącej ciężarówki i poległ na jezdni w
      trzy minuty od opuszczenia automatycznych drzwi szpitala. A jaki z tego morał:
      Zmieniaj świat, a świat zmieni ciebie. Wszystko w przyrodzie musi się
      zrównoważyć. Duży nos stanowił sens życia, więc po co żyć, gdy brak w nim
      sensu. Natura i tak wszystko wyrówna.
      3.
      Mijały dni, a lekarze nie wiedzieli jak powiedzieć człowiekowi z normalnym
      nosem, że o czymś zapomnieli. Nie żeby operacja się nie powiodła. Nos został
      zmniejszony, ale coś wyniknęło z uwagi na jego poprzedni ciężar. Coś co musiało
      przecież zrównoważyć to, że tyle ważył. Tym czymś były mięśnie karku. Posiadał
      on tak olbrzymie muskuły, że patrząc na nie miało się wrażenie, że w słoneczny
      poranek za ich cieniem skryłaby się cała rodzina kangurów. Cóż, nikt wcześniej
      nie zwracał na to uwagi, nawet człowiek z normalnym nosem uznawał to jako
      normalne. Teraz jednak, gdy się dowiedział opuściła go radość z życia. A jaki z
      tego morał: Zmiana nie zawsze jest na lepsze, aczkolwiek w tym wypadku to nie
      całkiem celne określenie. Zmiany są potrzebne, ale wymiana nosa na kark nic nie
      zmieni. Człowiek z dużym karkiem znów musi coś zmienić, by odzyskać szczęście.
      A co zdarzy się później tego nie wie nikt.

      I tak oto dobiegło konca coś co napisałem.
      A własciwie o co mi chodzi?
      Nastepny post to wyjaśni.
    • aric A tera o co mi właściwie chodzi. 31.07.02, 15:30
      Miałem taki plan, żeby napisać kilka, lub kilanaście zakończeń, z morałami w
      tle. Jednakże postanowiłem zamieścić tutaj swój twór, by ktoś mi w tym pomógł.
      Mam więc prośbe. Napiszcie jeżeli macie ochotę i pomysł, oprucz opinii
      oczywiście, na które ciągle czekam, jakieś zakończenia, oczywiscie uzasadniając
      je odpowiednim morałem.
      Tyle tego. Bedę czekał.
      • Gość: aard Cholera, morałów mu się zachciało... :-p IP: 195.117.14.* 31.07.02, 15:37
        Jutro Aricu, OK?
        Bo dziś już powoli do fajrantu pora się przygotowywać :-))
        Pozdrawiam,
        aA
        Rd
        • aric Jutro jest ok. 31.07.02, 15:41
          A jak się podobało samo opowiadanko?
          • Gość: aard Re: Jutro jest ok. IP: 195.117.14.* 31.07.02, 15:49
            Podtrzymuję swoją poprzednią opinię - wciągnęło mnie fabularnie. Bardzo
            ciekawe. Jeśli jest głębia, to jej nie dostrzegłem. Bardzo przyjemna rozrywka.

            pozdraiwam,
            aA
            Rd
            • pierre_nick A ja nie będę taki zdawkowy 31.07.02, 15:54
              Opowiadanie jest świetne. Szczególnie podobają mi się eksperymenty formalne w
              stylu polemiki narratora z samym sobą o sensowności pewnych zwrotów (swoją
              drogą, czy rzeczywiście li tylko dzwonki mogą dzwonić? A co z rzeczonymi
              kluczami? Te żadnego dzwonka nie zawierają).
              Co do zakończenia, to pewnie bardziej by przemawiało, gdybyś wybrał jedno, a
              nie złożył na barkach czytelnika decyzję. Z drugiej strony może dzięki temu
              ktoś coś ciekawego dopisze? I mam tu na myśli coś więcej niż językowe
              dziwoloągi Dwóch Mężczyzn (z całym szacunkiem dla Was, Panowie).
              Pozdrawiam Arica i kontynuatorów.
            • aard Re: Jutro jest ok. 01.08.02, 08:44
              Właśnie - wczoraj pod prysznicem głębia mnie, że tak powiem, uderzyła. O czym
              poniżej w poście "Morał, just morał"
    • dwoch_mezczyzn Morał, choć niezbyt moralny 31.07.02, 15:47
      Morał jest taki, że choćbyś nie wiem jak duży miał nos, to i tak nie zwąchasz,
      co Cię czeka w przyszłości.
      • kropka. Re: Morał, choć niezbyt moralny 31.07.02, 17:17
        Łaaaaał! Narazie tylko tyle. Reszte musze przemysleć, bo jest o czym :)
        • aric Dziękuję Kropko (no txt) 01.08.02, 08:25
      • aard Morał, just morał 01.08.02, 08:41
        Jest jeszcze jeden ważny morał z tej historii. A konkretnie z tego zakończenia
        o rozrośniętych mięśniach karq - chyba właśnie ono najbardziej mi się podoba.
        Otóż morał jest taki, że człowiek jest istotą wiecznie niezadowoloną z życia,
        jakie mu przychodzi wieść. W wartswie fabularnej mamy tu człowieka z dużym
        nosem, który nie ma już dużego nnosa, ale ma za to duży kark i też mu źle. Ale
        warstwa treściowa jest bogatsza. Można ją dwojako interpretować:
        Primo: jesteśmy głupi, bo nigdy nie potrafimy docenić tego, co mamy, zawsze nam
        mało i niezależnie od tego, jakie szczęście nas spotyka jesteśmy zawsze
        niezadowoleni.
        Secundo: jesteśmy mądrzy i wspaniali do tego stopnia, że niegdy nie zadowalamy
        się dotychczasowymi osiągnięciami i zawsze dążymy do czegoś wspanialszego,
        chcąc osiągnąć jeszcze więcej. Prawdopodobnie ta właśnie nasza cech gatunkowa
        jest motorem postępu. Choć np. niejaki Józef Maria Bocheński twierdzi, że
        ludzkość bynajmniej nie "uprawia" ciągłego postępu, a jedyny o którym można
        mówić z całą pewnością, to postęp technologiczny zachodzący w okresie ostatnich
        kilku tysięcy lat, czyli chwili w historii ludzkości, nie mówiąc już o historii
        planety...
        Pozostawiając chwilowo na boku interpretacje wypada stwierdzić, że jako
        jednostki mamy skłonność do permanentnej dyssatysfakcji z naszego otoczenia i
        nas samych, co znajduje odbicie w Twoim, Aricu, opowiadaniu.
        Raz jeszcze dzięki za udostępnienie go tutaj.
        Pozdrowienia.
        • aric Coś wykorzystam 01.08.02, 08:49
          Poza Bocheńskim może. To trąca o zapytanie o sens życia, ale mądrze.
          • Gość: aard O ile Ci pozwolę... :-p IP: 195.117.14.* 01.08.02, 15:31
            • aric No ładnie 01.08.02, 15:34
              Ja tu o pomoc proszę i upamietnienie w inspiracji zakończenia, a tu masz ci
              los. Nawt się nie zalogował i z takimi warunkami.
              • Gość: aard Re: No ładnie IP: 195.117.14.* 02.08.02, 09:23
                Z powodu ostatnich gaf rzedko się loguję. A co do praw autorskich (;-p) to
                oczywiście, że udzielam. W końcu nawet jeżeli był w tym jakikolwiek MÓJ pomysł,
                to i tak ideą zapłodniłeś (fuj...) mnie Ty.
                Czekam na rezul-taty (i mamy).
                aA
                Rd
    • tulka Re: 'Człowiek z dużym nosem' by aric 01.08.02, 14:18
      Nareszcie mogę napisać- dopiero dziś mogłam przeczytać w całosci, w dodatku w
      miedzyczasie forum szlag trafił...
      Podoba mi się. Dobry klimat, wymowa (zwłaszcza jesli wziąć pod uwagę ostatnie
      zakończenie). Brakuje mi trochę jakiegoś "zamknięcia" wątku kolacji.
      Pisz dalej i dziel sie z nami :-)

      Pozdrawiam
      Tulka
    • Gość: Mlody Re: 'Człowiek z dużym nosem' by aric IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 01.08.02, 18:14
      Aric swietne, bardzo mi sie podobalo. Zlaszcza narracja.
      pozdr. Mlody


      ---------
      "Ten, kto nic nie wie, nic nie kocha."
    • grover Re: 'Człowiek z dużym nosem' by aric 02.08.02, 10:16
      Mnie sie bardzo podobało, szczególnie budowanie napiecia... zaciekawiła mnie ta
      cała historia, gratuluję ARICu
      • aric Re: 'Człowiek z dużym nosem' by aric 02.08.02, 10:22
        Dzięki, budujące to, co piszecie. I witamy Grovera.
        • yavorius Mocą daną samemu sobie... 19.09.02, 03:21
          ...jako wyznawca Lathandera i Tymory, podbijam stwierdzając, że dobre.
    • prozaic Re: 'Człowiek z dużym nosem' by aric 19.09.02, 12:02
      Jako, że sam - bywa - pisuję nieco, łatwiej mi docenić wysiłek włożony w owo
      opowiadanie. Szczerze przyznaję, iż odpowiedź ma jest cokolwiek przedwczesna,
      jako że opowiadania w całości nie przeczytałem.
      Ot, obecność swą chciałem zaznaczyć, tudzież przygotować sobie grunt pod
      ewentualną - spóźnioną tym razem - wypowiedź, zawierającą głębszą analizę
      tekstu.
      Jednakowoż, ten fragment, z którym zdążyłem się już zapoznać, skłania mnie do
      skierowania do Autora ostrzeżenia (być może niepotrzebnego, za to zawierającego
      ukrytą opinię o powyższej prozie :D).
      Ostrzeżenie:
      Drogi Autorze. Obawiam się, czy nie nazbyt pochopnie zamieściłeś swoje
      dzieło w Internecie. Powinieneś się w związku z tym postępkiem (wcale nie
      niecnym) przygotować na to, iż dnia pewnego ujrzysz je w zbiorze opowiadań
      jakiegoś nieznanego Ci pana Dzierżysława Plagiacińskiego, czy innego
      Złodziejskiego. Nie jest to spekulacja, lecz fakt oparty o konkretne przypadki!
      Ostrzeżenie powyższe nie obowiązuje, jeśli Autorowi na wzmiankowanym
      opowiadaniu nie zależy.

      Dziękuję za uwagę
      i pozdrawiam wszystkich, szczególnie zaś kolegę po piórze.
      Życząc sukcesów oddalam się, by w cichości ducha delektować się pięknem słowa
      pisanego... W tym akurat przypadku przez pana Arica.

      PROZAiC

      -----------------------------------------------------------
      "Jeśli nie potrafisz olśnić innych swoją inteligencją,
      oszołom ich swoją głupotą."


      • aric Hmmm, 19.09.02, 12:16
        Jak mnie splagiatują to ich zaskarżę i wygram dużą kasę.:)
        zobacz jeszcze coś:
        www2.gazeta.pl/forum/794674,30353,794652.html?f=63&w=2602920&a=2602920
        miłej lektury.:)
        • prozaic Sądzę.... 20.09.02, 13:28
          Witaj ponownie.
          Jestem już po lekturze Dużego Nosa.
          (to drugie opowiadanie zjem na kolację - bo na deser nie zdążę)

          I sądzę, co następuje:

          Masz bardzo przyjemny styl. Dobrze się Ciebie czyta a opowiadanie jest płynne.
          Same zalety. Tematyka jest mistrzowska (sam chętnie bym od Ciebie pożyczył
          Człowieka Z Dużym Nosem. Przy okazji uwaga: tak właśnie powinieneś go pisać -
          wielkimi literami. W końcu to nie jest zwykły bohater :D)
          Właściwie czytając opowiadanie, z każdą linijką coraz bardziej się załamywałem.
          Co ja mam temu facetowi napisać? Wszystko jest świetne (naprawdę tak
          myślałem!).
          Trwało to aż do ponumerowanych przez Ciebie zakończeń.
          Uwaga! Teraz będę bezlitosny!
          Żadne z nich mnie nie urzekło.
          Brakuje w nich tego czegoś, co czuje się w całym opowiadaniu. Czegoś z jajem.
          Nie wiem. Może samoobrona nosa podczas operacji, może wywołana alergią na
          środki usypiające? Taka alergia potrafi być cholernie groźna :D. Może po
          operacji to "C.Z.D.N" powinni włożyć do formaliny, NOS zaś uwolniony od
          kłopotliwego ciężaru Człowieka ruszyłby na podbój świata?
          Ta druga koncepcja wydaje mi się fajniejsza, ale to rzecz gustu.

          Niestety brak czasu nie pozwala mi na więcej.
          Postaram się wieczorem.
          notonara (to po japońsku - do następnego razu :D) czy jakoś tak...

          pozdrawiam
          i życzę nieustającej weny
          PROZAiC

          ----------------------------------------------------------------
          "Jeśli nie umiesz olśnić innych swoją inteligencją,
          oszołom ich swoją głupotą"
          • aric Re: Sądzę.... 20.09.02, 13:40
            Dzieki, mam podobne odczucia jak ty co zakonczenia. Prawdę mówiąc nie miałem
            pomyłsu na zakończenie. Myslałem o formalinie. To był jeden z pomysów. Tak
            naprawdę jeszcze nie wiem jak skonczyć to opwiadanie ale cos wymyslę. Koncepcja
            kilku zakonczeń była po to by można było o tym podyskutować i poszukać pomysłów
            u czytających. Może już znalazłęm.:) Jeszcze raz dziekuję za recenzę.:)
    • aric A zakończenie bedzie takie:) 28.02.03, 11:52
      Minęło kilka tygodni. Człowiek z dużym nosem powoli dochodził do siebie. Jego
      nos był teraz normalnych rozmiarów. Jego twarz lekko opuchnięta zaczynała
      wreszcie przypominać coś co można nazwać twarzą. Cieszył się, że wygląda jak
      inni i, że będzie mógł pójść w miejsca publiczne, pić, bawić się, rwać
      panienki. Sex, sex, sex.
      Człowiek z normalnym nosem wrócił do pracy, pozbył się wszystkich zbędnych
      przedmiotów służących niegdyś wygodzie jego nosa. Był szczęśliwy. Nikt już nie
      będzie z niego więcej żartował. Już nikt nigdy dziwnie na niego nie spojrzy.
      Jednak wicąż miał wrażenie, że coś utracił, jakby jego nos miał własna
      świadomośc, jakby żył by dawać człowiekowi poczucie indywidualizmu, aby był
      tym, kim nikt inny nigdy nie bedzie. Człowiek z normalnym nosem nie był już
      sobą, był normalny, przeciętny, niezauwazalny. Jednak nie przeszkadzało mu to.
      Cieszył się, że bedzie mógł jeździć srodkami lokomocji, że ni nikogo nie
      skrzywdzi obracając głowe w tłumie. I jeszcze jedno, był wreszcie anonimowy.
      I tutaj mozna by zakończyć naszą opowieść, ale pozostaje jeszcze problem nosa.
      Przecież nie mozna usunąć takiego organu i go nie zbadać, nie pokazać swiatu.
      Na szczęście jednak nic takiego się nie stało. Nos zajął miejsce szczególne.
      Włozony w słoik z formaliną ustawiony został w gabinecie ordynatora, jednak nie
      to było mu przeznaczone. On rwał sie w świat, nie chciał byc tylko miłą
      pamiątką na półce w towarzystwie zdjęć i nagród za osiągniecia w dziedzinie
      medycyny. On chciał się pokazać, dać światu siebie.
      I tak się stało. Wreszcie któregos poranka przyszła sprzataczka i zabrała nos z
      gabinetu ordynatora i nigdy więcej nie przyszła do pracy. A potem słuch wszelki
      o niej zaginął. A co zrobiła z nosem? Wersji jest wiele, ale jedna z nich mówi,
      że nos dostał tego czego chciał. Podróżował po swiecie, zamkniety w słoiku z
      formaliną. Podrózował w towarzystwie owcy o dwóch głowach, karła, kobiety z
      brodą, gadajacej małpy, spreparowanych główek i wielu innych osobliwych rzeczy
      i stworzeń należących do człowieka który spotkał kiedys pewną sprzataczkę.
      • Gość: aard Przeczytałem IP: 195.117.14.* 28.02.03, 12:13
        Stonowane zakonczenie, ale obejmuje oba wątki, a to ważne w przypadku taaakiego
        nosa :-)

        Dla Arica chóralne, gromkie
        D Z I Ę K U J E M Y !!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka