aric
31.07.02, 10:44
Był raz kiedyś człowiek z dużym nosem. Nie to by jego nos był brzydki i
niekształtny. Był po prostu duży. Nie jak u Pinokia i nie jak u Cyrana. Był
duży w najzwyklejszy ze sposobów. I mężczyzna ten, bo człowiek z dużym nosem
nie był kobietą, żył sobie spokojnie w dużym mieście. Miał dobrą pracę w
dużej firmie i ładne, duże mieszkanie. Nie narzekał także na swój duży nos.
Jednak przyszedł dzień, który odmienił jego światopogląd, słowo życie nie
pasuje tu zbytnio z pewnych powodów, ale o tym później. Stało się to wtedy,
gdy nos jego przeżył trzydzieści dwa lata.
Jak zwykle człowiek z dużym nosem skończył swoją pracę o godzinie
siedemnastej sześć, posprzątał pośpiesznie biuro, bo lubił się śpieszyć i
pośpieszył do windy, by pośpiesznie zjechać na parter dużego budynku, w
którym spędzał trzecią część swego życia, całkiem dużo.
Był jedynym pasażerem i nie był zdziwiony, gdyż zawsze był jedynym pasażerem.
Byłoby to całkiem duże marnotrawstwo przestrzeni kabiny, ale jego nos był tak
duży, że zajmował bardzo dużo miejsca. I gdyby nie to, że człowiek z dużym
nosem miał także duży mózg i potrafi niezmiernie dużo, na pewno nie
posiadałby tej posady. To byłaby jawna dyskryminacja, lecz dzięki swoim
wysokim kwalifikacjom, przynoszącym firmie wysokie zyski, nie był
dyskryminowany, przynajmniej jawnie. Posiadał więc wyłączność na podróżowanie
windą w określonych godzinach.
Tym razem jednak stało się inaczej. Kiedy to człowiek z dużym nosem odprężał
się w okolicach dwudziestego piętra, kabina nagle zatrzymała się. Najpierw
kabina, później człowiek, a na końcu nos, gdyż był tak duży, że był
najcięższy. Można sobie wyobrazić jak rozbudowane mięśnie karku posiadał
człowiek z dużym nosem. Ale wracając do zatrzymanej kabiny windy. Drzwi się
rozsunęły i w progu stanął Pan T. Pan T. Był zwierzchnikiem człowieka z dużym
nosem i to właśnie on wydawał mu dyspozycje. Przypadek sprawił, że Pan T.
zjawił się na progu windy. Nastąpiła konsternacja obopólna i Pan T. się
uśmiechnął, chociaż wcale tego nie chciał. Opanował jednak drżenie warg i
rozpoczął rozmowę, uważając by nie zahaczyć o duży nos:
- Wreszcie się spotykamy. – Wybełkotał przez nos w momencie ponownego startu
windy. – Nie miałem nigdy przyjemności pana poznać.
- Mnie też jest miło pana widzieć. – Odparł człowiek z dużym nosem bez
szczególnego entuzjazmu. Nie powiedział nic więcej, jednak postanowił wolniej
oddychać aby nie rozczochrać bujnych włosów Pana T. Pan T. natomiast nie dał
się zbyć krótką odpowiedzią i powolnym oddechem. Postanowił poznać człowieka
z dużym nosem trochę lepiej.
- Ma pan chwilkę czasu? – Zapytał.
- A o co chodzi, czyżby nie był pan zadowolony z mojej pracy? – Zaniepokoił
się właściciel wiadomo czego.
- Ach nie. – Roześmiał się Pan T. – Pomyślałem jedynie, że warto byłoby
poznać lepiej swoich pracowników, a skoro wpadliśmy na siebie może zacznę od
pana.
Człowiek z dużym nosem zastanowił się przez chwilę. Podrapał się palcami po
wewnętrznej stronie prawej dziurki nosowej i stwierdził, że węszy podstęp.
Ktoś z takim nosem powinien pracować w policji kryminalnej. Na całe kilometry
potrafiłby zwęszyć intrygę, spisek czy podstęp. Jednak mimo swoich podejrzeń
postanowił nie odmawiać.
c.d.n.