Gość: Smakosz
IP: *.waw.pdi.net / *.lodz.pdi.net
04.08.02, 22:26
Kiedyś była to moja ulubiona restauracja w Łodzi. Teraz panuje tam taki syf,
ze szkoda wydawać tam pieniądze.
Byłem dzisiaj w Sfinksie na ul. Piotrkowskiej przy Saspolu. Wchodzę,
pierwsze piętro zamknięte, na parterze wszystkie stoliki zajęte, oprócz
największych, gdzie postawiono kartkę z napisem rezerwacja.(Zawsze tak
stawiają, na wypadek wizyty większej liczby osób i tak naprawdę nie jest to
zarezerwowane). Pytam na ktorą zarezerwowano? Kelner odburknął na godz 18. Że
była 17.02 powidziałem, że spokojnie zdążę zjeść. Łaskawie pozwolono usiąść.
Po 5 minitach zaczęło mi się robic zimno, bo moje krzesło stało przy wywiewie
klimtyzacji, a jakiś kretyn odkręcił ją na full. Widzę, że jakis kelner dwa
razy sie pomylił przy zamówieniu. Musiał zamieniać talerze i jedzenie. Po
kolejnych 5 minutach koleś podjechał do mnie. Przyjął zamowienie i... czekam,
czekam, czekam. Kelner przynosi żarcie osobom, które zamowily po mnie.
Jedzenie dostaję po 40 minutach. Krew mnie zalewa, bo moja porcja jest
normala, ale żonie dali połowe frytek i dwa żeberka na krzyż. Wołam kelnera i
mówię ,że nie zapłacę bo kurwa czekałem 40 minut i przyniół połowe porcji.
Koleś z łaską donosi frytki, o żebrakach nie ma mowy. Wkurwia mnie tym
niesamowicie, bo jest arogancki. Nie wytrzymuje i proszę go na bok, ze
względu na szacunek dla żony. Po wiązance pieśni gnojowych koleś jest
przeprasza.
Jedzenie. Kurwa spalone frytki, surówka z czyms co przypomina piach. Sos
jakis nieświeży. Kurwa nie dojadam. Wołam rachunek> Gośc przychodzi i..
zabiera talerz sprzed nosa mojej żony, któr chce jeszcze jesc. Kurwa nie
wytrzymuję i chcę go nafutrować. Ale znów postrzymuje mnie zona.
W końcu wychodze tego burdelu. Jest godz 18.25 i jakos nikt nie przyszedl do
tego stolika choc rzekomo było zarezerwowane.
Podsumowując: chciałem miło spędzić czas i zjeść cos dobrego. Co dostałem w
Sfinksie? Nerwy, aroganckie zachowanie kelnerów, na jedznie czekałem aż 40
minut, Było niedobre i mało. Kelner nie zanał podstawowych zasad obsługi
klienta.
Kiedys zauważyłem,że kelnerzy zgarniają sosy z tego co ludzie nie zjedzą i
podaja innym, czasami taki sosik potarfi ze trzy stoliki obskoczyc zanim ktoś
go zje.
Swego czasu w Poznaniu była afera bo sanepid znalał spermę w... sosie.
Stwierdzono, że to ludzka. Padło na kucharza, który podobno miał sie strzepać
do miski z sosem. Twierdził, że to zwierzęca.
SYF SYF SYF. Nie zobaczą mnie tam juz wcale i wam odradzam.