cassani
26.07.05, 10:28
Sprawa zdarzyła się w ostatni piątek. Wjeżdżałem akurat przez niestrzeżony
przejazd kolejowy gdy nagle z lewej strony nadjechał rozpędzony pociąg.
Doszło do zderzenia w wyniku czego ucierpiały obydwa pojazdy.
To była ewidentna wina maszynisty: miał mnie po prawej, powinien mi ustąpić,
ponadto dobrze widziałem że na semaforze było już pomarańczowe - powinien
hamować. Ja próbowałem włączyć się płynnie do ruchu co uprzednio
zakomunikowałem włączeniem prawego kierunkowskazu. Niestety, wszystkie te
środki zawiodły i doszło do zdarzenia.
Po przyjeżdzie Policja nie znalazła żadnych śladów hamowania pociągu a
ponadto stwierdziła kilka uchybień w stanie technicznym pociągu, między
innymi popsuty hamulec ręczny w piątym wagonie, brak pasów bezpieczeństwa na
siedzeniach pasażerów, lejące się fekalia z rur wydechowych, a także brak
migaczy i świateł mijania. Ponadto co najbardziej zbulwersowało Policjantów -
połowa posażerów siedziała tyłem do kierunku jazdy co zagrażało ich
bezpieczeństwu! W trakcie śledztwa wyszło również na jaw iz maszynista nie
był zapięty pasami i rozmawiał przez komórkę.
Cały ten zbieg okoliczności doprowadził do powyższego zdarzenia o czym
informuję ku przestrodze! Mimo iz nie była to moja wina to mam wyrzuty
sumienia iz maszynista będzie musiał życ z piętnem takiego zdarzenia. Ale
pociesza mnie że w przyszłości przynajmniej zdejmie rękę z gazu.