big_news
26.07.05, 11:57
Nie Stanisława Anioła. Prawdziwego Anioła. Takiego z burzą złocistych loków na
głowie, w długiej białej sukienusi, obutego w sandały. Bujałem sobie w
obłokach, a On się nagle napatoczył. Tak się zagrał na harfie, że zupełnie nie
respektował kodeksu lotniczego. Po kolizji lekko zaniemógł i wtedy z nienacka
pojawiły się Anielskie chóry, które reanimując skrzydlatego kolegę, odleciały
pióra w połamane pióro. Tylem ich widział.