Dodaj do ulubionych

Nikotyna może zabic

28.11.02, 10:15
Czasem się zastanawiam, czy rzucić palenie, ale jakoś tak dochodzę do
wniosku, że ja to lubie robić. Cóż, człowiek jest niedoskonały...
***
- Panie kochany, masz pan papierosa? - Zapytał mnie znajomy dozorca gdy
wychodziłem do pracy. Nie było powodu, dla którego miałem mu odmówić, więc
wyjąłem paczkę i poczestowałem go jednym. Wziął, odpalił własnymi zapałkami i
skinął głową w geście dziękczynnym.
- Ależ paskudną mamy dziś pogodę. - Zagaiłem z grzecznosci.
- A tak, drogi panie, a wie pan czego dzisiaj się nauczyłem?
- Nie. - Odpowiedziałem spokojnie, z zaciekawieniem czekając ja nastepną
rewlację.
- A nauczyłem sie właśnie kotrolować pogodę. Ten deszczyk to ja zrobiłem, bo
sucho zaczynało być na mojej działeczce.
- Taaa, ale nie mógł pan sobie skontrolować tej pogody tylko na działeczce?
- No wie pan, nie wszystko od razu, na razie dopracowuje kwestię globalnej
pogody. Bo widzi pan, tak lokalna pogoda to cholera cwana jest, bo ona zależy
od weilu elementów, które na globalnę nie mają wpływu i jak pada to wszędzie.
Ale juz prawie wiem jak ograniczać się do okreslonych terenów.
Wyjąłem papierosa i zapaliłem, było mi cholernie zimno.
- A nie mógły pan parę stopni w górę tą temperaturę podnieć.
- A widzi pan, też o tym myślałem, i chyba rzeczywiscie trochę przesadziłem z
tym spadkiem temperatury. Moment. - Zamknął oczy na sekundę i otworzył.
Zaciągnął się papierosem i wydmuchnął dym.
- Już. - Powiedział z usmiechem i rzeczywiście zrobiło sie cieplej.
- A wiesz pan co? Coś panu jeszcze pokażę. - Odtawił miotłę, zaciagnął sie
głąboko i zatrzymał dym. Nagle jego twarz zrobiła sie czerwona, uszy urosły
do wielkości patelni, nozdrza sie wydęły, zemby zczarniały a z przekrwionych
oczu zaczęło dymic. To się stało w ułamek sekundy, aż odskoczyłem z wrażenia,
widok był niesamowity.
- A patrz pan teraz. - Powiedział kiedy po nastepnej chwili wrócił do
normalnego wyglądu. - Patrz pan uważnie. Nikotyna naprawdę może zabić.
Zaciągnął się jeszcze raz, wstrzymał dym i wyszedł z bramy. Wprost na
staruszka, który na miejscu padł przestraszony, a po chwili zmarł na zawał.
- Panie co pan robisz, zabiłeś pan dziadka spod 12?! - Wrzasnąłem.
- Spokojnie. Wskrzeszać też sie nauczyłem. Fajna zabawa. - Opowiedział,
machnął ręka, pomógł wstać dziadkowi, który się nam ukłonił i zniknął w
bramie, nastepnie dozorca wziął miotłę do ręki. - Nic się nie stało. No czas
na mnie, robota czeka.
I wrócił do zamiatania. A ja udałem sie na przystanek z papierosem w reku. I
nie wiedziałem czy chcę dalej palić, ale na pewno wiedziadziałem, że jak będę
gdzieś jechać na wakcje to piekną pogodę mam jak z banku.
Obserwuj wątek
    • aard Alkohol może zabić 28.11.02, 11:11
      Wyszedłem ze sklepu z dwiema flaszkami w pomiętej reklamówce od Cardina.
      Chłopaki już czekali przy postoju taksówek. Najpierw otworzyliśmy Kwiat
      Paproci. Ach... ten aromat świeżego tlenku siarki... Pociągnęliśmy we trzech po
      dobrym łyku i drugim, i flaszka była prawie pusta.
      Wtedy właśnie napatoczył się ten księżulo. Facecik niepozorny, z metr
      sześćdziesiąt pięć, w koloratce i ciemnym płaszczu, bez czapki, łysiejący, na
      oko pod pięćdziesiątkę. Podszedł do nas,
      - O żeż kur... - Zenek zmełł w ustach prekleństwo razem z resztką nalewki.
      - Pochwalony - zagadnął i od razu walnął:
      - Panowie, nie wstyd Wam tak pić od rana? Dopiero dziewiąta, słoneczko ledwie
      od dwóch godzin na niebie, a Wy zamiast w pracy, to przed sklepem stoicie. A co
      tam pijcie?
      - Chce ojczulek skosztować? Naleweczka jak ta lala - zażartowałem, a on na to
      jak najpoważniej:
      - Synu, nie piję alkoholu, czy wiesz, ze alkohol może zabić?
      - Wiem, wiem - odpowiedziałem machinalnie i kątem oka dostrzegłem zły błysk w
      oku Ryśka. On jako jedyny był wcześniej na melinie i od rana chodził na niezłym
      rauszu, a przy tym skacowany i ogólnie jakiś wściekły był.
      - A wy, panowie? - ojczulek z troską odwrócił się do do Zenka, ale zaraz tego
      pożałował, kiedy ten chuchnął mu ze śmiechem:
      - Eee tam, księżulku, lepiej już stąd spadaj, nie potrzebujemy rad, jak żyć.
      Lepiej byś dał ze trzy złocisze na naleweczkę.
      - Synu mój... - zaczął klecha, ale Rysiek był szybszy:
      - Słyszałeś, co powiedział kolega? Dawaj kasę i zjeżdżaj! - Syknął, a z jego
      gardła wydobył się przy tym nieprzyjemny gulgot. Dziwne zestawienie - ojczulek
      aż się wstrząsnął na ten odgłos.
      - Ależ panowie - chyba zaczynał przeczuwać, że powinien jednak przemyśleć
      propozycję Rycha - ja Was chętnie wspomogę, kilka złotych na jedzenie dla
      dzieci dam, na ubranie, ale na wino? Powtarzam Wam, alkohol zabija...
      Nie dokończył. Rysiek wyrwał mi reklamówkę, wyciągnął butelkę i z całej siły
      grzmotnął ojczulka "Słodką Wisienką" w łysinę. Tamten padł jak długi.
      - Nie żyje - wykrztusił Zenek - spadajmy!
      Pobiegliśmy ciężko i niezgrabnie, znikając po kilku krokach za rogiem
      Narutowicza. A mnie cały czas chodziło po głowie jedno pytanie: czy ten dozorca
      z bramy po przeciwnej stronie ulicy nas widział, czy może cały czas był
      odwrócony, tak, jak w momencie, kiedy Ryśka poniosło?
    • Gość: Dos Mollendos Re: Zabójca może zabic... IP: 212.191.74.* 28.11.02, 11:13
      ...Lecz pierwej da w mordę, gdy jest jednocześnie mordercą.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka