Dodaj do ulubionych

Wątek Neosurrealistyczny

    • maginiak Kilka słów o kilku nakrętkach 18.05.04, 09:57
      Nie jestem niestety w stanie pojąć różnicy między nakrętką dławikową, nakrętką
      złączkową a nakrętką kołpakową mimo tego że wiem, że jedna z nich nie ma
      dziurki, druga ma dziurkę a trzecia nie ma dziurki lub ją ma, jednakże w
      zależności od tego czy służy do złączania, do dławienia czy też do, jak
      mniemam, kołpaczenia.
      Gdybym miała do wyboru tylko jedną nakrętkę, przy czym nie taką, z którą miewam
      do czynienia codziennie (nakrętka od pasty do zębów nie wchodzi więc w grę) nie
      miałabym najmniejszego problemu z wyborem. Na moje nieszczęście jest jednak
      inaczej a ja postawiona zostałam tym samym w kropce, która choć delikatnie, ale
      jednak ruchem jednostajnie zapierdalającym ociera się o impas. I przepraszam
      najmocniej za tę niedelikatność, ale nie pasował mi tu żaden eufemizm, tym
      bardziej że eufemizmy nigdy mi nie pasują, a już najszczególniej wtedy gdy sama
      jestem zmuszona do spasowania. I to w sprawie kilku nakrętek.
      • lea żAARyfiątko 19.05.04, 16:32
        jko, że się żyrafa w mieście narodziła i jako, że żyrafy mi się tylko z aardem
        kojarzą (dziwne!) proponuję, by nowe żyrafiątko nazwać sAARd, z "s", bo w tym
        roku w ZOO "s" króluje. amen
        • aard Ha! Nowe światło! 26.05.04, 15:26
          lea napisała:

          > nowe żyrafiątko nazwać sAARd, z "s", bo w tym
          > roku w ZOO "s" króluje. amen

          "S" króluje w zoo? A co ona tam robi - związki zawodowe mrówkojadów przeciw
          pogromcom-księgowym zakłada? Czy protestuje wysypując papuzie pióra na
          gepardzią mordkę z prędkością?

          A może to ma coś wspólnego z s_zoo?
    • szprota The state of mind report 19.05.04, 18:28
      Mam dziś w sobie chiński pieniążek na rzemyku, gładkość bezsiły w zaciśniętych
      zębach, smak jałowości, mdłości w wannie (nie było słychać; odwykłam od ciszy).
      Coraz łatwiej przychodzi mi żonglowanie słowami i adresatami; po chwili wahania
      rzucam całą swoją tęsknotę i czułość na szalę 160 znaków, po których wyświetli
      się ***Koniec***
      A przecież wiem, że dopiero zaczynam i nie przestanę, mimo próśb nie przestanę,
      nie odepchnęłam na zielonym wzgórzu i nie dam się teraz
      odepchnąć.
      A nocą błękit i smak miodu i wiatru z południa i coraz bardziej przemożna chęć
      wyjścia i spotkania i może jej kiedyś ulegnę.
      A ranem budzi mnie smak czerwonej lampki.
      • lea Re: The state of mind report 20.05.04, 17:50
        plump the plastic heart!!!!!!!!!
        • szprota 24 radical questions, I wish U good luck...:D 21.05.04, 00:04
          Nie spodziewałam się po koleżance, no no...
          Anyway, pousqteczniam prywatę, bo mi wolno:
          zawołanie pump up the plastic heart jest jak najbardziej na rzeczy, zważywszy
          że moja mama wczoraj kończyła pół roku z takim serduszkiem :)
    • neochuan Zakładam zezpół! :) 21.05.04, 11:25
      gdy zdejmę okulary.
      poważnie, to nikogo nie przyjmę doń, nie stworzymy ani jednej piosenki, nie
      nagramy żadnej płyty i nic ani nie zagramy, ani nie sprzedamy. za to się
      nazywa "Kakaowa Wołga" :)
    • b00g13 ogólne re: 23.05.04, 03:34
      gdy zamglę co nieprzytomne, wtedy rozglądam się za repostami. (gdy jestem pijany
      znajduję NSa po liczbie repostów)
    • aard O Lei co nie chciała aarda 26.05.04, 14:35
      Razu pewnego, gdy Lea aarda w pracy odwiedzała
      aard się jej jął narzucać, lecz ona nie chciała.
      On coraz był natrętniejszy, ona mu nawrzucała,
      gdy jego to nie zniechęciło, tak w koncu mu powiedziała:
      "Rzucę się przez Ciebie, zobaczysz tak zrobię!"
      tak jej się, biedactwu, pomieszało w głowie!
      Aard tedy spokój już dając tak sobie pomyślał:
      "Lepiej już się odczepię, nim znów mnie zwymyśla"
      Ona, cudem uwolniona, do domu popędziła
      Gdzie się, niepomna obietnic, z całej siły rzuciła...
      na spaghetti bolognese, co w garnku sobie stało
      I na Lei powrót spokojnie czekało
      A że damie tej przy konsumpcji kluski się majtają
      tedy uwalaną buzię miała całą
      I tak - mimo szlachetnego przeciw aardowi oporu -
      - nieczystą jednak się stała, jak - nie przymierzając - dziad z Boru.

      Dzierżlea i jej wspólne z aardem pomysły!
    • aard ===== AARDOWIE OGŁASZAJĄ PROSTEST ===== 27.05.04, 09:03
      Przeciwko pisywaniu na WSie kosztem WNa.

      Przyrost zboża na kablach serwerowni GW: +22 hałdy
      Wyrost prostestu na: -15 (miarka się przebrała, za Balcerowicza)
      Zarost aardziej mordki: prewencyjnie usuniety

      Red Natch czeka na wiatr, co rozgoni...
      • s_zoo Dom Perrignon sur Reaux-Troc (close, and no cigar) 27.05.04, 09:18
        Aard sygnował: jesień średniowiecza

        Żądana jesień nie może zostać sprowadzona.
        Podczas sprowadzania jesieni wystąpiły następujące błędy:

        1. Wiosna
        2. Nie można ustalić adresu I.aśnie P.ana Hosta
        3. Sir Wer DNS (Dom Neo Surrealistyczny) zwrócił
        4. Wartość: buraczki i trochę szpinaku pod malagę
        5. Name error flynn: The Dom name does not exist
        6. Serwer nie ma cachy i nie jest w stanie i zgłosił się do URLologa.

        Sprawdź czy podany dres jest poprawczak.
        • s_zoo ciąg dalszy (jeszcze dalej) error 404 murder 101 27.05.04, 09:47
          Muzeum GNUrodowe! (Cytuję!)
          ----------------------------------------
          Nie znaleziono obiektu!
          Nie znaleziono żądanego URLa na tym serwerze.
          Jeśli wpisałeś URLa ręcznie, sprawdź, czy nie się nie pomyliłeś.
          ----------------------------------------
          (Nie cytuję nicego!) (Analfabet wtórny, recytlingowany.)
          Hajda, Na
          koń! kurs nie z ust stający pytania są te tu:
          1. Jak można wpisać URLa nieręcznie?
          2. Jakże nie się nie pomylić (obyż)?

          Fungator nadrób: Serwer z obiektograniczoną odnajdywalnością
      • maginiak ===== GO GO LASKI OGŁASZAJĄ PROSIAK ===== 27.05.04, 09:47
        A dlaczego? Bo tak!
        I kto jest bez windy niech pierwszy rzuci się do szybu (wiertniczego? ależ
        dlaczego!?)

        Chciałabym również zaznaczyć, że myszka nie lubi pływać a śledzik ma zapalenie
        ucha.
      • neochuan ===== PROTESTY OGŁASZAJĄ NEŁOCHUANA===== 27.05.04, 18:17
        a co zrobimy, jak WN dogoni WS? profilaktykę??
    • aard Z motocyklu shadow 27.05.04, 09:55
      Fioletowa Pomarańcza
      • szprota ! 27.05.04, 13:17



























        To był tzw sms głosowy defaultowo zapodany na widok słowa "shadow", które dziś
        skądinąd widziałam na Północnej.

        Mam nie byle jakie, bo północno-północnozachodnie wektory myśli. I smak wanilii
        i wiśni w ustach.
    • aard Skoro autorka nie chce, to RedNacz musi 27.05.04, 15:56
      Z motocyklu Maginiac
    • aard Z sejmocyklu aarda: MNIOSKI 31.05.04, 09:43
      MNIOSKI - skrótowiec od "mniejszości wnioski" - sposób komunikacji niewerbalnej
      opracowany w Nałęczowie i ulepszony w Rokicinach. Przynosi efekty, ale tylko na
      metę.

      Słoiczek trutniejszych termintów, TRYBUNAŁ STANU - organ powołany do oceny
      zgodności poziomu wód w rzekach z normami UE.
      • pijaw Re: Z kurocyklu barda: MNIOSKI 01.06.04, 11:38
        MNIOSKI, czyli kury nioski znoszące muuu-czące jajka. Jaja klasy M są
        przysmakiem parzystokopytnych z rzędu wymionowatych, które po spożyciu jaj,
        podczas kręcenia mordą wydają przeciagły dźwięk "muuuuuuu!" powstający podczas
        trawienia jajecznych skorupek.
    • maginiak Opty mistycznie (Verweile doch, du bist so schön) 01.06.04, 09:21
      Czar uciekających myśli. Kontrolowana empatia. Zmrok znikający we wnętrzu
      szklano-plastikowej lampki. Taki miły blask i taki miły cień i wszystko takie
      ciepłe i miękkie. W zapadającym się w samym sobie zmierzchu gramy w bierki
      znaczeń i ich słów, i ich czerwieni w gładkości brzmień i zmysłowości smaku
      czyjegoś języka na własnym podniebieniu.
      Bardziej pociąga rozkład niż budowanie i to w tym właśnie (tak, konkretnie w
      tym właśnie) rozkładzie widzimy nadzieję na kolejny brak nadziei. Czy nie
      wystarcza świadomość istnienia tej siły, tam, gdzieś między kawałkiem serca a
      kolejno odliczonym żebrem, w szeregu?
      Światło jest moją czekoladą z orzechami.

      W wielkim pudle z kartonu, w wielkim kartonie pełnym pudła leżą równo
      poukładane książki (jestem niewysłowioną pedantką). Nieposiadanie półki na
      książki jest mi szorstkie i skłania do zauważania mimo wewnętrznej abnegacji –
      tylko w stosunku do tego faktu – tego właśnie faktu (bez sensu?) Nic nie
      poradzę na to, że lubię mieć wszystko równo poukładane (jakie wszystko ja mam?)

      Niemożność uwierzenia w czyjeś tak po prostu zniknięcie czyni mnie mniej
      wrażliwą na ideę wewnętrznej immunologii, której wiarygodność jest przecież
      potwierdzona dowodami. A niewiara w predestynację mniejszej bądź większej
      odporności na czynniki zewnętrzne wybranych fatalistycznie przecież jednostek
      wprawia mnie w zakłopotanie.
      Już sam lęk przed śmiercią wyklucza istnienie siły zwanej potocznie bogiem.
      • astranageriel Re: Opty mistycznie (Verweile doch, du bist so sc 01.06.04, 10:07
        maginiak napisała:
        > Już sam lęk przed śmiercią wyklucza istnienie siły zwanej potocznie bogiem.

        nie tak. lęk przed śmiercią wyklucza istnienie wiary w boga. lęk przed śmiercią
        wyklucza istnienie człowieka myslacego. jest jedynie myślący tekst, w człowieku
        pasożytujący, i ten tekst, zresztą nieśmiertelny, to siła potocznie zwana bogiem
        • maginiak Po primo:Spodziewałam się tego, choć po hiszpańsku 01.06.04, 10:30
          Ponieważ po sekundo, nigdy nie pokusiłabym się o napisanie tutaj czegoś mniej
          subiektywnego niż moja wrodzona i bardzo prywatna antypatia do wątróbki, i
          czegoś mniej eklektycznego niż ostatnie zdanie ostatniego tekstu. Choć wiem, że
          tym razem trochę nadużyłam surrealności nawet tego wątku, o czym świadczy Twój
          komentarz. A mniej sur: oczywiście się z nim zgadzam :-)
          • astranageriel Re: Po primo:Spodziewałam się tego, choć po hiszp 01.06.04, 11:13
            Nie bardzo póki co rozumiem konwencję tego wątku, postu. Dlaczego "po
            hiszpańsku"? Czy wątróbka po hiszpańsku to jest czekolada z orzechami?
            • maginiak Ano póki to 01.06.04, 11:25
              to:
              po primo: ściemniacz :-p
              po sekundo:

              my już tam wiemy kto napisał:
              > Czy wątróbka po hiszpańsku to jest czekolada z orzechami?

              Nie byłam nigdy w Hiszpanii, ale mam nadzieję, że nie. Bo gdyby jednak tak, to
              by me tam zabycie z gry wyszło już w przedbiegach. Chyba że bym z własną
              czekoladą zabyła.
      • astranageriel Plus priv do: Pedantki 01.06.04, 11:31
        maginiak napisała:
        > W wielkim pudle z kartonu, w wielkim kartonie pełnym pudła leżą równo
        > poukładane książki (jestem niewysłowioną pedantką). Nieposiadanie półki na
        > książki jest mi szorstkie

        Chciałbym, pedant do pedentej potęgi zapytać Panią, jako bratnią w pedanctwie
        duszę, czy moje niżej opisane postepowanie z książkami jest naiwne lub inny
        przymiotnik? Mianowicie:

        1. kartonowanie książek jest mi szortskie (ładny wyraz!), bo to by wyglądało,
        jakbym miał zaraz gdzieś wyjeżdżać, a w dodatku w kartonie zazwyczaj kładzie
        się ksiązki mniej potrzebne od tych na półkach, a przecież gdybym musiał już
        gdzieś jechać na wyspę bezterentiewną, to z ksiązkami przecież tymi z półki,
        nie z kartonu, czyli karton jest fałszywy podwójnie

        2. w związku z tym uznaję tylko półki: książki na nich najchętniej pedantuję w
        kolejności przyrostu wysokości okładki, czyli grzbietu, albo z koniarska kłębu,
        od największych po półki bokach lewym i prawym przez coraz mniejsze zbieznie do
        środka półki, zaś w przypadku książek o różnych wysokościach liczy się wysuw
        czyli ile sterczy, przy czym książek kwadratowych bardzo nie lubię, a dużych
        kwadraowych nienawidzę, niemniej przez lata tak książki na półce ściskam (skoro
        kartony nie) że chudną w oczach, prasują się, ale po pewnym czasie i ten zabieg
        przestaje działać, bo nawet sprężalność papieru ma swoje granice,

        3. w związku z tym, nie chcąc widzieć książek na podłodze, ani w pudle, książek
        się pozbywam, ale że mam same najukochańsze, kryteriów pozbywania się nie mam,
        więc raz na nieświętego Wyrzutka losuję parę lub naście kandydatek, które zdaję
        do biblioteki lub makulturystom, przez co na półce robi się przestronniej, ale
        na krótko, bo

        4. w związku z tym, że moi znajomi wiedzą o pasji do ksiązek, wręczają mi je w
        prezentach róznych i ilościach próżnych, więc na półce zaraz robi się ścisk
        ponowny, i to jakościowo gorszy, bo książki sprezentowane są mniej ciekawe od
        tych, co się ich pozbyłem, bo gust znajomych nie często pokrywa się z moim,
        przez co proszę dyskretnie, żeby nie dawać mi w prezencie książek ale pieniądze

        5. w związku z tym: ile by mi Pani dała? (nie, nie lat, bo lat przez oczka w
        sieci nie widać)
        • maginiak Odpowiedź na (d)okładkę 01.06.04, 13:13
          Tak, proszę Pana, ja Panu chętnie wyjaśnię co ja myślę o tych Pana pudłach,
          których Pan nie masz (na Pana szczęście) i o tych półkach, które Pan masz (na
          mej zazdrości pastwę) – takiej niewinnie małokrólicznej zazdrości, żeby nie
          było, że jakiejś tam wielkokanionowej od razu.
          Zacznijmy od tego, że kiedyś i ja miałam wzorowe półki, a książki układałam
          tak:
          Od lewej do prawej, w kolejności zależnej od grubości grzbietów, czyli
          najszersze wtykałam bliżej lewej (choć i z prawej, gwoli wprowadzenia
          koniecznej w mym przypadku, acz doprawdy niezwykle delikatnej asymetrii,
          znajdowało się około dwóch egzemplarzy dorównujących swą grzbietną szerokością
          mniej więcej czwartej lub piątej sztuce licząc od lewej). Jeśli chodzi o
          wysokość, miała ona znaczenie, jednakże tu w grę ponownie wchodziła nutka
          delikatnego chaosu, dzięki to czemu pośrodku rzędu wyrastało kilka książek nie
          trzymających pionu górnego, a więc raczej górnego poziomu, czyli tych tomów, na
          których wysokość przyszła akurat kolej skalkulowana pedantycznie.
          Idąc dalej, znaczenie miała nie tylko grubość i wysokość książek, ale też
          (o zgrozo!) kolor ichnich okładek. Oszczędzę opowieści o tym, jakie kolory
          zestawiałam ze sobą najchętniej, niechże wystarczy Panu szanownemu, że kolory
          nie mogły się gryźć ze sobą, a musiały były do siebie pięknie prasować.
          Teraz zaś, kiedym miast półek na obecność pudeł skazana, książki leżą
          poukładane w nich nadzwyczaj równo, jednakże tu wziął górę mój zmysł praktyczny
          każący układać obok siebie jako i na sobie książki w taki sposób, by zmieściło
          się ich do owych pudeł jak najwięcej, pomijając niemalże całkowicie aspekt
          estetyczny, szczególnie w kolorystycznym wywzględzie.
          Z uwagi na ograniczoność miejsca, w których można by wstawiać pudła, większość
          książek wywędrowała do różnych mi mniej lub bardziej krewnych, a ostały się
          jeno te, które mi są najbliższe i tych nie wydaję. Jeśli by jednak Pan zechciał
          wydać kolejną razą jakoweś ze swego zbioru, to chętnie przyjmę. Szczególnie by
          mi była droga niemiecko oryginałowa wersja Alfreda Kubina czyli "Die andere
          Seite" – z tłumaczeniem porównać parę kwestyj muszę a nigdzieś dostać nie
          mogę ;-)
          • astranageriel (D)oddaję z okładem 01.06.04, 14:37
            Och, proszę Pani, to ciekawe zaiste wielce jest, co Pani ma pisane. Okazuje się
            oto, że pedant pedantowi równy nie. Pani, co z opisu wniosłem, ceni barwę w
            dobrym guście a książki segreguje względem tuszy. Tuszę, że odmiennie ze mną
            jest. (Niechajże Pani dziwi nie, składnia taka tu, ale wszedłszy między teksta
            niemieckie muszę jak one krakane mieć. Doch doch, już sie poprawiam.) Cóż, ja
            nie patrzę czy obiekta wescthnień (intelektualnych) tuszyszta, puszysta, lecz
            czy stosownego wzrostu. Może wynika to z tego, żem jest ein, jak to mówią
            Niemcy, kartoffel?, nie, karlteufel?, nie, kurdoppel, o, chyba tak, kurdoppel,
            a nie chcę, żeby mnie książka dominowała. Dość mam i bez domin uciechy w życiu.
            Co się tyczy Herr Kubina, to owszem, wczoraj wydałem go na pastwę bezpowrotną.
            Schade, Schade(*). Spóźniła się Pani, niewieleć, a znacząco. Dodam ku być może
            pociesze, że za monat jeden z małym stueckawałkiem, w strony germanojęzyczne
            się wydam, a buchhaltera co dojrzawszy, to bym mógł i owszem, co wraca uns do
            pytania und pytanie lautet: A ile by mi Pani dała?

            (*) -nfreude.

            PS. Na poczekaniu dysponuję Ulissesem Jamesa Joyce'a, po słowacku. Co się może
            Pani zdać absurdalnem w konteksie poczciwego Alfreda, ale pozorny to absurd, bo
            (a) rzecz zakupiłem w sklepie niemieckim, oraz, co ważniejsze (b) jak ocenił
            Eco, kto jedną księgę przeczytał, ten wszystkie. Kłaniam, poł omiatam.
            • maginiak Odkładam z dopytaniem 01.06.04, 15:15
              astranageriel zapytał ponownie:
              > A ile by mi Pani dała?

              Pytanie jest to dla mnie najniemilszym na tyle, żem pierwej celowo odpowiedzi
              unikała licząc, że WaćPan nie zauważysz tego fortelu i nad nim do porządku
              przejdziesz. Tuszę jednak, że kwestia ta przeze mnie już w czasach Popiela do
              Niechętnych dodana (a wręcz zmyszana), dla Pana znaczącą jest na tyle, że się
              Pan o odpowiedź dopraszać będziesz ile sił w palcach, a ja z odpowiedzią nawet
              solidnie stalowym i odmalowanym na rdzawą czerwień opłotkiem nie ujdę - chyba
              że w stylu quadratisch praktisch gut albo krytą żabą (ha!, znowu udało mi się
              przemycić treści zoofiliczne).
              Ale skoro się sprawy tak mają, to się pokuszę jeszcze o dopytkę: w kierdlach
              Pan pytasz czy w łokciach? Bo jeśli w kierdlach, to dam ile mam. A jeśli w
              łokciach, to mam tylko dwa i wolałabym nie dawać, bo się zżyłam z onymi (i to z
              oboma naraz).
              • astranageriel Zakładam z dobrymwolem 02.06.04, 08:41
                1. Najniemilszość to stan, który mnie nie. Obchodzi zaś pieniądz. Żywy, i to
                oswojony, żeby nie uciekał. Sehr gouda praktisch. In bona że tak powiem fide
                chciałem Pani oferować się jako książki zakupczyk. Mogła by Pani, naturalnie, w
                amazonie.de zamówić, ale dzięki mnie oszczędziłaby Pani na porto & paczkierung,
                w skrócie pipi. Sehr feta praktisch.

                2. O kierdlach nic nie wiem, poza tym, że bodaj w Wawie jest Most Kierdladzia,
                pewnie ku czci. Co do łokci, przestały mnie zajmować od czasu kiedy odkryłem,
                że nie muszę sie rozpychać i wyglądać rozpychająco. Teraz wyglądam odpychająco -
                słownie, bo gdy w autobusie chcę mieć miejsce na wertung gazety (lub
                czasopisma), lub nawet deski kreślarskiej analizę, to wołam coś o chorobach
                swoich zakaźnych kropelkowo, i wokół się robi pusto. Czy Pani da wiarę, że gmin
                wierzy, że surrealizm niesie się kropelkowo? Haha.

                3. Przez zoofilię ma Pani na mysli pływanie? Najwięcej zoofilii w wodowiskach:
                np. to na krytych basenach pływa się krytą żabką. Albo na pieska. Albo, łojeżu,
                na delfina, na motylka, na kraula. Próbowałem raz. Pacholęciem będąc w Bułgarii
                bawiłem. Przezwycięzywszy wstręt do meduz i krabstwa, wbiegłem do kółeczka
                nadmuchiwanego - i siup! - w wodę ciepłą. A fala odpływowa zwrotna, tak zwany
                undertow, tool-tool, bul-bul, bul-bul, zdradliwie mnie niosła coraz dalej i
                dalej od linii plażowej. Próżne było na żabkę, na pieska i na gwałt (urety). Po
                bożemu zacząłem się nie tyle topić, co topnieć - w oczach tatki, co się zaczął
                niepokoić, że mnie nie widac za bardzo. Wymachung rękami, płetwung pacholęcimi
                stopami nic nie dawał wobec wzburzenia morza. Dalej byłem i dalej od turystów
                bezdewizowych. Fala coraz była wyższa, zimniejsza, i meduzy sobie poszły. [Tu
                historii środek pomijam, bo nudny.] Lecz koniec radosny: tatko nawet nie zbił:
                może dumał, że chciałem zbiec wpław do świata kapitalizmu. W kapitalizmie mieli
                więcej żelaźniaków. A za zdrowy rozum karać nie wolno. - Dziś zoofilię uprawiam
                tylko na plecach (o ile nie ma fali, bo jak fala gębę pokrywa od góry, to sie
                czuję nieswojo).
                • maginiak Popraszam 02.06.04, 09:54
                  Jeśli drogi Pan naprawdę zechce, to będę najwdzięczniejszą z wdzięcznych (to
                  się nazywa Najdankbarkeit). Co do pieniądza, mam go wprawdzie niedostatek,
                  jednakże genug wciąż by z nawiązką pokryć - i z żabą nie mylić niepotrzebnych
                  niedojaśnień sparkassując. Pieniądz ten na smyczy, więc bez obaw, nie zbiegnie
                  (mogę go gwoli jeszcze większej pewności sznurkiem przewiązać oburącz gdyby go
                  na ucieczki obunóż wzięło).
                  Mam jednak niewielką wątpliwość, czy ja aby Pana uczynnej ości zbyt mocno nie
                  nadwyrężę? Bo jeśli, to bym tego najmniej chciała. A jeśli nie, to oczekuję z
                  niecierpliwością, bo zależy mi wielce i dzięki składam a wręcz zrzucam z samej
                  góry :-)))))
                  • astranageriel Proszybam 02.06.04, 12:30
                    Mamże ja i własny interes do upieczenia, przyznam. kolega jeden z drugim mnie
                    prosił, by im nakupować albumów z bardzo gołymi babami, a jeśli dorzucę do nich
                    Herr Kubina, to może spojrzy na mnie buchhandler z mniejszym pogardprychem.

                    czyli proszę przemyśleć:
                    1. że będę w hajmacie w lipcacie, a Pani juz teraz do tłumaczenia musi, więc
                    czy czas spielt jakaś rola?
                    2. czy preis gra jakaś rola?
                    3. czy Press grał Żymierski rola? (podpowiedź: nie bardzo)
                    • maginiak Odposzuję 02.06.04, 13:57
                      No to będzie miał Alfred mój przyszły towarzystwo iście rozbiorowe i jeśli się
                      od większości swych pobrapłciowców za mocno nie różni zadowolony będzie
                      pewnickiem.
                      A przemyślunki jak na tacy są tacy:
                      1. musi to na rusi a rzeczon hajmat bez zmian na zachodzie, więc poczekam, bo
                      mam czas, a nawet czasy dwa. nie mam wczasów, a szkoda.
                      2. ta rola gra o tyle, by okładka złocona nie była a stronn nummerchen nie z
                      czystego żywego srebra a jedynie takie ot, jako żywo zwykłe były, to i preis w
                      granicach przyzwoitki się zmieścić powinien. przyjmijmy więc, że nie gra ale
                      dotąd jeno bym z torbami i z Herr Kubinem pod pachą pójść zmuszona za sprawą
                      jej preiśnie królewskiej wysokości nie została była. średnio rzecz biorąc
                      dobrze by było by w niższych dziesiątkach liczyć, lecz jeśli limitus
                      przekroczon o minimum, to też przeżyjem.
                      3. hmmm, a czy to nie Rola grała Raksa?
                      • astranageriel Jak raksany julek! 03.06.04, 07:36
                        maginiak napisała:
                        3. hmmm, a czy to nie Rola grała Raksa?

                        Zaraz, zaraz, myślałem, że Raksa to...to Press grał Kinga??! Nie bardzo mi na
                        Kinga Press pass (uje się nie kraskuje). King był słoń z pustyni, co z puszczy
                        dwa kły spaszczał. No i kto grał Krola? Lindaszenko? Honoratki wolał Gustlik,
                        Marceli rolał Nowotko, Lolitki olał Gerontonimo, a Żymierski to ten, co nie
                        solał ani rolał ale z tego co go bolał wyrolał? Czy może ten co się krulom nie
                        kłaniał? Wszystko mi się mętli!

                        ----------
                        Goldie-oldie: Raksanne, The Polisze
                        • maginiak Otton się dokonałło! 12.08.04, 15:30
                          Nie niejszym bym chciałła, żem dostałła. Przesyłak zstemplowany dotarty est a
                          Maginiaki w trzystapięćsetnym niebie bywszy kują dzięki w stronę
                          astrarchanielskocruaczną i się wywdzięczyc spróbują bald, jak tylko heit będzie
                          ku temu gelegen a i inne heiten zostaną begeben, czyli sprzyjające będą (a
                          poświatłość się zwiekuista a pomroczność nie ściemni).
                          Tako więc, Dzię-ku-je-my, i prosimy o pokutę jako i obiecujemy zwrócić walutę.
                          Acha, i rozgrzeszenie.
                          • aard A Crauch to miałdo Warszawy albo i Łodzi! 12.08.04, 16:03
                            Na surrimprezkę przyjechać, a co! A ja do s_zoo maila ślę i nie wiem, czy po co
                            mam, bo widzę, ze Heit to gegangen, a nie gelegen est. I że to było raczej
                            gelogen, a przynajmniej geflogen :-(
                            I buuu i o.
                            • aard Supplement 13.08.04, 09:05
                              aard napisał:

                              > I że to było raczej
                              > gelogen, a przynajmniej > I buuu i o.

                              No właśnie. A miało być gelungen.
                              • astranageriel Szkotacy nie gęgęn 13.08.04, 09:23
                                aard napisał:
                                > No właśnie. A miało być gelungen.

                                verdammden, czy mógłby herr pisac mniej gelangen, a bardziej
                                tak z gesunden polski szprach, bo inaczej gelingen nie będzie
                                a nur płacz und zgrzytangen zemben (słyszalny aż po gettingen)
                                • maginiak Forszlak 13.08.04, 09:32
                                  Skoro miało być gelungen, to kiedyś być musi, moi kociani. A jeśli nie narusin
                                  (o, Marusin to była Rola Paksa!), to może by tak zrobić powtórkę z rozgrywki
                                  ubiegłopaździernikowej powiedzmy. To co, może powiemy?
                                  • aard Durszlak 13.08.04, 09:58
                                    Propozycja dobra, ale jak sito wie, że dziurawa. Czemu tak? Odrzecze
                                    niedorzecznie tata rak:
                                    No bo tak: Cruach będzie sobie robił joyca. Finneznam będzie zabawiał (się z)
                                    Małą Mi, Jejowannabemajlawer, S pojedzie do zoo, Zsazsa będzie tańczyć czaczę w
                                    Tczewie na czczo w dżdżu po czkawce, a Astranageriel to brzmi jakoś
                                    demonicznie.
                                    Poza tym 9 rzecznego poaździernika mam ślub, więc nie swój, ale i tak nie nogę
                                    w Warszawie, bo mam w Łodzi. Czyli angebeten, angenommen. Gnomen do piwnicen, a
                                    winogronen do winnicen.
                                    Ślimaki do paki!
                                    • astranageriel Hellszlag 13.08.04, 10:09
                                      mnie trafi, i dobrze (zawsze podobało mnie się niemieckie hell
                                      że takie jasne, lucis pełne, ipferrytowe, astranageriel dobrze
                                      siaardowi kojarzy) a jakby w październiku aard miał swój ślub to
                                      by mógł?! bo można by ewentualnie jakieś manewry wtedyntengo a w
                                      ogóle to dostaarłeś maile dwa a poza tym to jakieś privaty tu
                                      odchodzą lepiej geszrieben co w wawie czy łodziawie zapowiadają
                                      na scenę muzyczną (prócz jeży bo niemytare necesse est)
                                      • aard Umschlag 13.08.04, 10:25
                                        W Łodziawie nie zapowiadają jak zwykle nitz, a w Wawie będzie jazzgot. I o.
                                        maile dostalen, ale nieodpisalen jeszcze bo Zungen w gęben nicht gegeben, a
                                        poza tym vivere... non.
                                        • astranageriel Brumsztyk 13.08.04, 10:29
                                          aard napisał:
                                          > W Łodziawie nie zapowiadają jak zwykle nitz

                                          jeśli to nitz oznazy De Nits, to ja przyjeżdżam! bo zawsze chciałem
                                          usłyszeć "adieu sweet bahnhof" na (war)żywo.
                                          • aard majster(pół)sztyk 13.08.04, 10:36
                                            Już prędzej ja na szanty pójdę niźli. A adieu sweet Bahnfof, to dziś też
                                            zrobię, gdyż fabryken opuszczare. Vivant wszystkie Tatry!

                                            Nato miast śląskich odwiedzić zamierzamy grupowo zgraję dnia grudnia
                                            pierwszego. A chętni som: Szprotah, Moostank aka HollyGT, niejaka_Ewa, aard i
                                            chyba_jeszcze_ktoś. Wciąż zresztą przybywa fala powiedziona na Rawie. Z tym, że
                                            blues to nie będzie, oj nie. Będize bluźnierczo u ludożerczo, bo dziś spotykam
                                            pana, który mnie tak lubi, że mógłby mnie zjeść (der hat mich zu fressen gern).

                                            Ein Stueck Rahm ein und geschlossen.

                                            Podpisano: latający w Spodku.
                                            • maginiak Wrrumsztyk 13.08.04, 10:43
                                              Ech, de nitschego takie uma wianki (i rzucała je na fallujące schody) Hough!
                                            • astranageriel Aber bitte mit Sahne 13.08.04, 10:48
                                              aard napisał:
                                              > Ein Stueck Rahm ein und geschlossen.

                                              A ja_tyż tam gebędę, Mala_Mi, Maina_Mutter, Freund_znad_morza, Manfred_auch
                                              u.v.a. Spotkamy się pewnie w ogniu (podniecenia).

                                              --------------
                                              Jak sobie przypomnę, jak przede mną moszował piórami taki jeden co przez
                                              te pióra nie widziałem nits z Clawfingera i początku Ramy Blues Gertrudy
                                              Stein, to do dziś mnie podnieca, qrawa jego mać i wołek zbożowy.
                                              • aard Toteżwchodzen 13.08.04, 10:59
                                                W ten interes w spodniach! Oj będzie zjazd rodzinki całej? To ja mam pytania
                                                dwa:
                                                1. Czy oko wita i kogo?
                                                2. Se ktor który zaqpić, co by bliżej, a nawet w cruachstwie bezpośrednim
                                                zasiąść (zastać), a słuchać i dawać podsłuch astranagerielrycznym podszeptom, a
                                                nie podscenom (bo pro scenium semper głośno)?
                                                • astranageriel Sodom Spodom 13.08.04, 11:12
                                                  aard napisał:
                                                  > W ten interes w spodniach! Oj będzie zjazd rodzinki całej? To ja mam pytania
                                                  > dwa:

                                                  > 1. Czy oko wita i kogo?

                                                  A czytałeś "wielka, większa, największa" Broszkiewicza? Tam gościu wszedł na
                                                  górę i piał kukuryku. Toć wstaję na palce i krzyczę "Kraftwerk! Kraftwerk!". A
                                                  wtedy wszyscy ci, co wrzeszczą "Rammstein! Rammstein" odsuwają się ze wstrętem.
                                                  (Nietety nie działa to w konkurencji Bo-Nie-Zna-Życia-Kto-Sie-Dostał-Już-Do-
                                                  Śprodka, czyli przeciskaniu się od barierek do drzwi.) Inna opcja: wkładam
                                                  koszulkę z nadrukiem np. Natalka Da Best, albo Ich Dreie, i też się robi pusto.

                                                  > 2. Se ktor który zaqpić, co by bliżej, a nawet w cruachstwie bezpośrednim
                                                  > zasiąść (zastać), a słuchać i dawać podsłuch astranagerielrycznym podszeptom,
                                                  a nie podscenom (bo pro scenium semper głośno)?

                                                  Aaa, to tak jest jak z moimi wyjzadami do Łodzi. Żeby to zależało ode mnie solo
                                                  to bym Ci odpowiedział. Ale to jest zawsze wypadkowa. Np. ja chcę na płytę, a
                                                  Mała Mi jak najdalej, a Mutter chyba wszystko jedno, więc ostatnio średnia
                                                  wypadła pierwszy rząd siedzący nad płytą), ale tam się mogą wryć w ostatniej
                                                  chwili reporterzy, nagraniowcy, lub co gorsza moszowcy, więc pewnie ze dwa albo
                                                  trzy rzędy nad płytą, chyba że ceny będą zaporowe, to wtedy na samą górę, bo
                                                  tylko na samej górze nie muszę się bić i być oblewanym piwem.

                                                  Dzierżbór pieluchy tatrowe!
                                                  • aard Mimo że środem 13.08.04, 13:03
                                                    astranageriel napisał:

                                                    > A czytałeś "wielka, większa, największa" Broszkiewicza? Tam gościu wszedł na
                                                    > górę i piał kukuryku.

                                                    Patrz pan, jak w szkole! Nie czytałem, ale przerabiałem. Na sobie. I na
                                                    Aconcagui. Piałem tam piano (bo tchu nie stawało) pieśń elbrusiętową do bólu.
                                                    Bębęnków słuchaczy. Najlepiej mieli ci, co mieli blaszane.

                                                    > Toć wstaję na palce i krzyczę "Kraftwerk! Kraftwerk!". A
                                                    > wtedy wszyscy ci, co wrzeszczą "Rammstein! Rammstein" odsuwają się ze
                                                    wstrętem.

                                                    Toć być może. Opcja inna, że via dzierżborowy a mobilny wynalazek się
                                                    zdzwaniamy, zwłaszcza, ze Szprotessa służbowo do kacpitana Rudego Tilla i jego
                                                    psa. Potem uprawiamy walkien-Tolkien i już! Hę?

                                                    > więc pewnie ze dwa albo
                                                    > trzy rzędy nad płytą, chyba że ceny będą zaporowe, to wtedy na samą górę, bo
                                                    > tylko na samej górze nie muszę się bić i być oblewanym piwem.

                                                    To zrobimy tak, ze kto pierwszy kupi, ten zamailuje swoje miejsca drugiemu, że
                                                    zajęte. A wtedy drugi jak jeszcze będzie mógł, to sie roztasuje w pobliżu. A w
                                                    negliżu wokalista. Ale w pieluszech przynajmniej, z tego com widział live aus
                                                    Berlin.

                                                    A mimo że środem, to przyjadziem na kółkach (bez Filipa, bo się wyzałogował), a
                                                    URL op na czwartek weźmiem. Tylko co z tego?
                                                  • astranageriel Rumpelstilstkinszninkiel 13.08.04, 13:38
                                                    aard napisał:
                                                    > astranageriel napisał:
                                                    > Opcja inna, że via dzierżborowy a mobilny wynalazek się zdzwaniamy

                                                    to jest osłuszna koncepcangua! można oby dwie koncepcje zsyntezować w takie coś
                                                    że ja będę "Kraftwerk! Kraftwerk!" krzyczał w mobilny wynalazek w kierunku
                                                    ustnika.

                                                    > To zrobimy tak, ze kto pierwszy kupi, ten zamailuje swoje miejsca drugiemu,
                                                    że zajęte.

                                                    to jest równie osłuszne oraz trzeźwe. a można zrobić też tzw. premailing, czyli
                                                    osłać emaila, że się ma zamiar kupowac :)
                                                    można też zrobić, że ja zrobie kupung wszystkich biletów, ale to wymaga (a)
                                                    konfirmacji ilości, (b) rekonfirmacji na zicher i bonie dydy charlie, (c)
                                                    ustalalności umiejscowalności w spodku.

                                                    > A mimo że środem, to przyjadziem na kółkach (bez Filipa, bo się wyzałogował),
                                                    a URL op na czwartek weźmiem. Tylko co z tego?

                                                    No ten tego, nie wiem, co z tego, ale myśli mi sie kroją.
    • neochuan surreal - stan na 1.06. godz. 16:54 01.06.04, 16:59
      Łódzka Eletrocieplownia sprzedana Francuzom! In a jungle ;-) Czy ktos wie co
      sie dzieje w Niemczech? :))) SRUTUTU!<<byłem u p. rnicinów >>SRUTUTU! (((:
      Baterie paluszki przyjmę Czy ktoś z Was jest wolontariuszem? Czy ktoś gra w
      karty? KIEDY BĘDA WYPŁACANE ŻASIŁKI RODZINNE Jeden bastion głupoty padł - może
      wreszcie i u nas premiera w Łowiczu Z magistratu do aresztu - historia
      Waldemara MaLIS w Polsacie ??? FACET MUSI BYĆ Z JAJAMI!!!!! Gość: Michał A.
      Drab IP: 193.151.79.* (5) Gość: Poranny
    • neochuan mam trzy latka a faceci są okropni! -stan na 17:34 01.06.04, 17:36
      • mam trzy latka a faceci są okropni! - neochuan 01.06.2004 17:03
      • Ochlać się do nieprzytomności? - uerbe 01.06.2004 17:04
      • Re: mam trzy latka a faceci są okropni! - keridwen 01.06.2004 17:05
      • LIS MUSI BYĆ Z JAJAMI!!! - neochuan 01.06.2004 17:06
      • [OG] Usługi dekoratorskie - uerbe 01.06.2004 17:07
      • Oflagowana Biała Fabryka sprzedana Francuzom! (nt) - uerbe 01.06.2004
      17:10
      • mam trzy latka szukam męża - neochuan 01.06.2004 17:10
      • czerwcowa Masa Krytyczna: zdarzyło się... - uerbe 01.06.2004 17:12
      • szukam męża z jajami w niemczech, gra w karty? [n - gray 01.06.2004
      17:13
      • nowy łódzki lew po katastrofie w manufakturze - neochuan 01.06.2004
      17:14
      • Z okazji Dnia Dziecka ... zimna woda (nic) - uerbe 01.06.2004 17:15
      • czuję się jak najzimniejsze lato od 10 lat (nic) - uerbe 01.06.2004
      17:16
      • przetarg na 150m odcinek za sztukę - neochuan 01.06.2004 17:17
      • Profesorze? Akcja przeciwko wagarowiczom - uerbe 01.06.2004 17:19
      • zatrzymani pseudokibice - neochuan 01.06.2004 17:19
      • 2 dni ;) ale za to 3 wieczory i 3 noce ... - uerbe 01.06.2004 17:21
      • Prezydent za kraty. Zbliżają sie wybory - neochuan 01.06.2004 17:21
      • Brakuje miejsca w ŁSSE - uerbe 01.06.2004 17:22
      • Wybieramy hit! Jezdnie, pasy i dziury? - uerbe 01.06.2004 17:24
      • chcialam pozdrowic bardzo mila paniaJuż niedługo - neochuan
      01.06.2004 17:25
      • Z okazji Dnia Matki Wyrok za katastrofę - neochuan 01.06.2004 17:27
      • (prv) ab84 kto na 212993! jeze sie wybiera? - uerbe 01.06.2004 17:27
      • Wice codzienne... McKinsey pomaga Łodzi - uerbe 01.06.2004 17:29
      • SE strzeliłem - neochuan 01.06.2004 17:29
      • oskarżony o rozboje - neochuan 01.06.2004 17:31
      • dupa [ no no ] - keridwen 01.06.2004 17:32
      • Tragedia w Manufakturze - Prezentacja pociągu - uerbe 01.06.2004
      17:32
      • smutno mi..
    • aard Przerwa na reklamę: Koniec Ery ejaculatio praecox! 02.06.04, 09:05
      Możesz więcej.
      • pijaw Chciałeś zobaczyć reklamę? Pudło! 02.06.04, 09:27
        Najlepsze pudła po pudlach!
        Zawartość wg stanu posiadania klienta!
        Worki na koty!
        Koperty na łapówki!
        i inne akcesoria spedycyjne do nabycia w sklepie internetowym:
        www.puszkiporypkach.chrum.pl/
        • aard Chciałeś zobaczyć wiadomości regionalne? Pudelsi! 02.06.04, 12:04
          Podpisano: Jakub Wojewódzki
    • aard Hydrologowie przedstawiają sztukę grypserą: ZAJĄC 03.06.04, 10:53
      ...i zmarł w celi szpak.

      Występują:
      Dariusz Szpakowski (TVP) jako ZAJĄC
      Bogdan Zając (Wisła Kraków) jako SZPAK
      Wisła (z brzegów)
      oraz gościnnie
      Kazik z Domu wschodzącego słońcem
    • mistrz_i_frateressa Pro! Gram dnia. Kiń nowy. 03.06.04, 17:29
      Nigdy życiu - program dla zwolenników aborcji
      Między słoniami - film o składzie porcelany dla miłośników fajansu
      Histerie kuchenne - czyli zgadnij, kto przyjdzie na obiad
      21 gromów - krótki film dokumentalny o burzy
      Mój Brat NieŚwieć - magazyn górników
      Godzimy - magazyn dla zwaśnionych
      Rzyć i cała reszta - magazyn dla anatomów w Tatrach
      Fucking anal - magazyn dla białych małżeństw gejowskich
      Pobrud - magazyn pralniczy (film sponsorowany)
      Szczelając na Joe - magazyn kynologiczny
      Freda! - magazyn dla sfrustrowanych heteryczek
      Między sowami - magazyn leśny
      Gadziny - magazyn leśny
      Między stówami - czyli z życia portfela
      Symetria - magazyn dla architektów
      Trio z Dog Ville - film dokumentalny o zespole muzycznym założonym przez hycli
      Oralis -orędzie dla perwersów
      Historie ruchenne - czyli bajki dla dorosłych
      Między głowami - film dokumentalny -jeden dzień z życia wszy
      Gnidy w życiu - jw, cz.II
      Gnidy w rzyci - jw, cz.III
      Powróz - czyli jak uśmiercić samego siebie odc.2
      Powróż - magazyn dla niespełnionych prekognitów
      Cornografia - czyli o rysowaniu piórkiem na czarnym tle
      Golaris - magazyn piłkarski dla naturystów
      Syfmetria - magazyn ekologiczny dla statystyków
      Wycie i cała reszta - koncert Wilków
      po pogromie projekcja na ryczenie
      • mistrz_i_frateressa KONIUGACJA ĘNASTA I PÓŁ 03.06.04, 17:30

        • mistrz_i_frateressa (IZWINITIE PRAECOX) 03.06.04, 17:34
          N A J K R Ó T S Z Y B E Z O K O L I C Z N I K Ś W I A T A " Ć "
          ja cię   my ćmy (ja sowa)
          ty ciesz wy ciecie
          on/ona/ono ci oni cią (cio?!)
    • szprota ======ALKOHOLOWIE OGŁASZAJĄ MIESIĄC========== 03.06.04, 18:41
      JEDENASTY.
      Trzeźwej Szproty i beznikotynowego Maginiaczka.
      (sama beznikotynia swojego nie liczę, gdyż dwukrotnie użyłam; raz z Aardem w
      ramach dekadencji, raz z kierownikiem w ramach odstresowania po kliencie -
      bieganie po schódkach pomaga bardziej)
      Przyrost wschodów słońca oglądanych raczej z perspektywy kuchennego stołu niż
      łóżka i raczej piasku pod powiekami niż snu w ustach: +7/week
      Wskaźnik WE: pow.1000
      NICE: A
      Ilość podwyżek: dwie

      "a wszechświat wziął sie z bąbelków w pralce. o!"
      (c) b00g13
    • szprota Jeśli dziś poniedział 07.06.04, 17:25
      To musi być odkrycisko.
      Poczułam się jak samotny rycerz walczący wymię surrealu czyli omal jak RedNacz
      w starych niedobrych czasach gdy jak ktoś nie pisał to wątek spadał na dół, a
      jak pisał to szedł do góry i w nasze prawo a komputerowe lewo.
      Nawet przelotnie zainteresowałam się bronią, jaką miałabym się w tej,
      przyznajmy to, nierównej walce posłużyć i doszłam do wniosku, że jestem dziś w
      takim stanie, że udałoby mi się postrzelić dziś nawet z łuku.
      To wszystko przez ten sen, jemu on przychodzi ciągle, mnie pierwszy raz, taki
      sen o niedobrej, fascynującej zmysłowości, w której z pragnienia odgryza się
      jezyk i napycha nozdrza zapachem żywicy drapiącej korą po spoconych plecach.
      A potem przecież wyszłam w zawrót głowy, w kołek w karku, w wieczór liżący mój
      nagi brzuch i łapanie smaku akacji, i mroczny ogród, i nie przyszedłeś, więc
      wyszłam sama.
    • neochuan a kiedy (spam) 09.06.04, 15:52
      a kiedy napisano już wszystkie posty do napisania, założono wszystkie wątki do
      założenia i usunięto wszystkie do usunięcia, wyszukano wszystko, co można było
      wyszukać, kiedy powiedziano już wszystko, co było do powiedzenia (i
      niedopowiedziano, to, co niedopowiedzone być miało), kiedy wreszcie wszystko
      już było w czasie przeszłym dokonanym i nawet czas ten już dawno przeminął,
      wtedy
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      .
      ...
      ..
      .
    • szprota uwielbiam grzeszyć:) 11.06.04, 20:38
      uwielbiam nie wierzyć w połówki jabłek
      uwielbiam czuć łaskotanie swoich włosów w wygięcie nagich pleców
      uwielbiam wyobrażać sobie smak chirurgicznej stali i lepiący się do pleców stół
      uwielbiam ocieranie dżinsów o pośladki
      uwielbiam mieć schrypnięty śmiech
      uwielbiam nagle spoważnieć czując czyjś dotyk na palcach
      • maginiak A ja dziś przejechałam tunelem 11.06.04, 20:48
        Takim, którym nie jechałam od dwudziestu lat. Ten tunel był z deszczowego
        powietrza, takiego jak wtedy gdy grałam w skautów piwnych unurzana po kolana w
        błocie.
        Ciekawe kiedy przyjdzie ten moment, w którym wspomnienia z dzieciństwa staną
        się bajką, nie do opowiedzenia. I kiedy zacznę patrzeć na TO dziecko jak na
        kogoś zbyt obcego swą niewinnością.
    • maginiak Afekt 12.06.04, 23:25
      Niby nie potrzebuję żadnego uzasadnienia. Zupełnie wystarczającą przyczyną jest
      zadowalający efekt, i to efekt nie ambiwalentny, a właśnie ten sensu stricto
      efektowny i efektywny zarazem, pierwsze uderzenie w długi rząd ułożonych równo
      prostokątów DO MI NO (zaimek partykularnie przyimkowy, zaprzyimkowany - i tak z
      każdym słowem, ale w różnych językach).
      Takie zboczenie (dygresja).
      "Gdybym tak miał tysiąc języków" - tak właśnie lingwistycznie zaaferowana
      stwierdziłam niewątpliwą pomyłkę, zamyłkę czasowników, po czym
      doczytałam „Tylko dla panów" - tak kolejny raz ubyło we mnie zmaskulinowanego
      pierwiastka, o którego stężeniu decyduję ja sama, eh, co za dziwny traf.
      Bo my tylko bawimy się w koty, które się instynktownie myją. One się tak samo
      myją instynktownie jak instynktownie wyłazi z nich sierść gdy się czerwcują.
      One nie jedzą instynktownie, one są łakomczuchami. One nie biorą instynktownie,
      gdy dają. Trudno o instynkt u gładkoprzyczesanych pekińczyków.
      Idea mówi co innego.
      Ta idea. Ona jest właśnie po to, by była.
      • aard Opowieść rewolucyjna z gatunku płaszcza i szpadla 14.06.04, 09:45
        Otóż w pewnym dziewiętnastowiecznym mieście nastąpiła niespodziewana zamiana
        miejsc i bogaci mieszczanie zatrudnili się przy kopaniu rowów. Stali na
        poboczach dróg (które w tamtych czasach dopiero zaczynały miewać pobocza) w
        waciakach z łopatami, którymi od czasu do czasu machali od niechcenia
        (dokładnie tak samo jak w dzisiejszych czasach robole wyciągnięci za uszy z
        pośredniaka). A w przerwach, których - rzecz jasna - było więcej niż pracy
        sensu stricto zapalali papieroski, a niektórzy (Ci bardziej snobistyczni
        przestawiciele wielkomiejskiej klasy średniej) żuli zamiast tego tytoń. Tak
        dekadencko upływał im czas.
        Aż nadszedł dzień, że robotnicy upomnieli się o swoje i zwrócili przeciwko
        podłym burżujom, którzy pozbawili ich prawowitych miejsc pracy. Robotnicy
        bowiem nie lubili obżerania i opijania się winem, i pracy kupców czy lekarzy, a
        woleli swoje szpadle i łopaty, tam bowiem się czuli bardziej na miejscu. Więc
        wybuchła antyburżuazyjna rewolucja. I robotnicy przegrali, bo ta historia jest
        jak najbardziej alternatywna.
        A jaki z tego morał?
    • aard Przyszedłem. Zobaczyłem. Nie zdzerżyłem. Ogłosiłem 14.06.04, 13:28
      Na RU. Licznik. Więcej. Bojkot.

      Dzierżbór coś innego!
      • neochuan i co 14.06.04, 14:07
        nalej??
      • doktor_lubicz Szłem, przyszłem i wyszłem 15.06.04, 09:58
        Pada sobie deszczyk, pada sobie równo. Raz na kwiatek, raz na bratek a raz na
        gówno. A fuj!
        Boykot - kot Tadeusza Żeleńskiego. Charakteryzuje się leniwie i długo.
        Występuje w Pruszczu Gdańskim, na Mierzei Wiślanej i gdzieś pod Nowym Sączem.
        Jada wozy kolorowe a żywi bronią. W poniedziałki stoi na Limanowskiego gdzie w
        przebraniu precla krakowskiego sprzedaje patelnie teflonowe.
      • zamek A my dogonimy i przegonimy 15.06.04, 16:56
        A co!
    • mendrzec_tychuju Wszelkie owce ostrzyżone: 15.06.04, 09:06
      Z szeroko zamkniętymi oczami sobie przypomniałem...

      Byłem: na śliwowicy i rumie na Słowacji, 8 kilometrów w głêbi poligonu w
      Wicku Morskim podczas ostrego strzelania, w wozie żandarmerii wojskowej
      nastêpnie, na statku wikingów ale nie rzygałem, na rykowisku piêciu jeleni
      (to ostatnio), w 17 prywatnych pojazdach na trasie Słupsk-góry (26 godzin
      stopa), w pociągu relacji Kraków-Płaszów - Kraków Główny po to, żeby
      skorzystaæ z darmowego kibla, ponieważ zostało mi 33 grosze i wydałem na
      ciasteczka-gwiazdki na wagê - sztuk 13, w muzeum tortur w Ustce gdzie
      dogłêbnie zwiedziłem Dziewicê Norymberską, widziałem też tak a propos
      (oczywiście Ustki) Własną Panią Dziekan na pustej, dzikiej plaży... Jeszcze
      coś chyba było - acha - jeździłem na rowerze z przebitą oponą na trasie
      Chociw Łaski-Łódź (cirka 80km), a łącznie przez miesiąc 1900 kilosów (1 kilo
      sów=1,35 puszczyka uralskiego - skrót: 1ks=1,35 puszcz.alskiego). W sumie -
      nuuudy na pudy...

      Pozdrawiam - wypodróżowany Welltraveled Mendrzec
      • mendrzec_tychuju Re: Wszelkie owce ostrzyżone: 15.06.04, 13:58
        mendrzec_tychuju napisał:

        > Z szeroko zamkniętymi oczami sobie przypomniałem...
        >
        > Byłem: na śliwowicy i rumie na Słowacji, 8 kilometrów w głêbi poligonu w
        > Wicku Morskim podczas ostrego strzelania, w wozie żandarmerii wojskowej
        > nastêpnie, na statku wikingów ale nie rzygałem, na rykowisku piêciu
        > jeleni
        > (to ostatnio), w 17 prywatnych pojazdach na trasie Słupsk-góry (26 godzin
        > stopa), w pociągu relacji Kraków-Płaszów - Kraków Główny po to, żeby
        > skorzystaæ z darmowego kibla, ponieważ zostało mi 33 grosze i wydałem na
        > ciasteczka-gwiazdki na wagê - sztuk 13, w muzeum tortur w Ustce gdzie
        > dogłêbnie zwiedziłem Dziewicê Norymberską, widziałem też tak a prop
        > os
        > (oczywiście Ustki) Własną Panią Dziekan na pustej, dzikiej plaży... Jeszcze
        > coś chyba było - acha - jeździłem na rowerze z przebitą oponą na trasie
        > Chociw Łaski-Łódź (cirka 80km), a łącznie przez miesiąc 1900 kilosów (1 kilo
        > sów=1,35 puszczyka uralskiego - skrót: 1ks=1,35 puszcz.alskiego). W sumie -
        > nuuudy na pudy...
        >
        > Pozdrawiam - wypodróżowany Welltraveled Mendrzec
    • aard Biblia surrealistyczna 16.06.04, 09:00
      Pamiętacie Kubę Wandachowicza? Tego od "pokolenia nic". Wtedy wspominal w
      artykule, że jego kolega ze studiów filozoficznych przepisywał biblię na modłę
      surrealistyczną. Napisałęm wtedy do niego mail z prośbą o namiary na tego
      kolegę, ale nie dysponwoał nimi. Wczoraj prosbę powtórzyłęm i MAM TELEFON DO
      WITKA!!! :-))

      Przepraszam, że tak niesurrealnie piszę, ale radość przyćmiewa mi umysł chyba
      :-p

      Dzierżbiblię zakonników!
      • neochuan lilia surrealistyczna 16.06.04, 13:16
        pokolenie nic - flora z aardocyklu fauna, zamieszkuje fryzjerskie kąty zakładów
        na jeżyka, a łyso w onczas. na gie - tki, jako tako nieskładnie przepraszam, że
        piszę, ale dość ni przyćmiewa motyl, oczyma belka v okum, lecz słomki (dr,
        b.kpn) nie widzę. czyżby posła??
      • maginiak Surbiblialność to pierwszy stopień do pieska 17.06.04, 12:15
        No i co, i co? Czy biblia już aby stranzlajtowana na surrealny? I jeśli tak, to
        gdzie i kiedy można weń wejrzeć by losy Królewny Jezus i Siedmiu Apostołków
        śledzić? I jeśli, to jaka jest etymologia słowa "modła"?

        aard napisał również:
        > Przepraszam, że tak niesurrealnie piszę, ale radość przyćmiewa mi umysł chyba

        Ależ nic nie szkodzi. I tak zostaniesz ukarany. Kliknij by wybrać rodzaj tortur.
    • aard Rewelacyjne Ajmakohistorie! 18.06.04, 08:59
      Goszczą tutaj:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=13145213&a=13145213
      A dla mnie najlepsza jest ta:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=10322&w=13145213&a=13519481
      Dzierżtelepsychoanaliza!
    • aard Wątek nołtekst wierszem 18.06.04, 12:56
      a ja się

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka