aard Polażka 20.11.03, 10:44 Mam ochotę się Wam wyżalić. Jedyny ploblem, to ten, że nie wiem, na co. Pomóżcie! Lozżalony Lyszald. Odpowiedz Link Zgłoś
finneznam Plawy do rewego (Blegowiczanka ci ja) 20.11.03, 12:59 aard napisał: > Mam ochotę się Wam wyżalić. Lozżalony Lyszald. Nie Lozżalony, tyrko Lozżarony. Nie wyżalić, tyrko wyżaric. Walto plezentować choćby minimarną konsekwencję zamian l w r (a tak naplawdę r w l) Wyżarić się możesz np. na Alicu (czyri na koncelcie). Alic tak gla na basie, że żal w selcu lozpara. Podpisano: meroman merodii na basie glanych (A jeśri Alic nie pomoże*, to włóż szarik na szyję i wyjdź na chwirę na dwól i lad bądź z lychłego nadejścia rata za terewizol, hehe. Arbo bądź lozmodrony na lolatach. Arbo załóż rokatę telminową i patrz jak laptem plocentuje aż raptop skwelczy od wyklesów wzlostowych Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan ano tó: 20.11.03, 13:57 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=63&w=4279584&a=9139220 Odpowiedz Link Zgłoś
cruach C131 22.11.03, 20:45 Audiosurreal. Od jakichś 34 godzin słucham jednej piosenki (podczas snu nie słuchałem, ale leciała podprogowo. Tzn. wiła się pod progiem pokoju jak zapach kawy z reklamy. No i spałem niedługo, bo męczyło mnie, że nie słucham. Najgorsze, ze w poniedziałek do pracy, a nawet walkmana nie mam, zresztą po co mi walkman jak to z kompakty.) Meine Frau jakby ja był ganz verruckt m'ankukt. Moja Żiena smotrit kak ja był mnoszko z umnoszka. My wife onlooks me jakby ja był insane insooth. M' femme m' voit si je jakby był tout a foutetre. Me Lassie mesees gin ja był ain hoodrie cockacook. La cancion no se mueve de lados como los congrejos. Zaczyna mi odbijać (na lewe ucho, zbieram lewy, bez atu, pobite gory). Póki co trwam, póki co trwam w zdrawiam, puknięty pozdrawiam. (To szósty taki utwór w moim życiu. Przechodzi po 3. dniu, ale wyrwa w grdyce pozostaje na zawsie i zamiasta.) Odpowiedz Link Zgłoś
cruach C132 24.11.03, 13:05 Słuchałem od piątku, przez sobotę całą, niedzielę całą, dalej dziś. Poleciałem do sąsiada, co ma dyskmana, a słucham dalej. No i nie jem, a tylko piję kawę, żeby móc dłużej wytrwać w nocy i słuchać dalej. Na wsi mgła taka, że się Inni (pamiętacie film?) pogubili. Potrzebny detoks. Wiwisekcja. Że niby wszystko rozumiem. Że potrafię rozłożyć na trybiki. Że pogłos gitary idzie jak po grobli High Hopes, Pink Floyd. Prowadnica gitary jak Dire Straits, wcześniejsze raczej. Lekki ster jak z dwu czt trzech G'n'R, co je mam na myśli. Odgłosy mew jak z wiellu, wielu, od popu, po te na teledysku Anathemy. Metodyka śpiewu jak Rare Bird, też zresztą dał popalić swego czasu (w latach 70.?). Barwa ogólna jak The Cure, jedno wielkie minorowe pieprzone czarnopłaszczkowe The Cure, no żeż tylko brać Agenta Smitha i wsadzać w teledysk z pajęczynami. Wyszumy i wygłosy jak z medytacyjnych płyt z delfinami na okładkach, a jeśli kto nie lubi ssaków, pół kilo Toola poproszę (utwór bez kości). Curtisowe w ogóle to są dzieci - a z nastroju nawet z-the-Swansowane dystansowane. Tekst prosty jak budowa Zapendowskiej, mnie się zdarzyło lepsze pisać. Wiwisekcjonuję i NIC. Niby mogę ująć z cd-ozownika, ale męczy, męczy. Się człowiek. Prościej mi było rzucić fajki, z dnia na dzień, 20 grudnia 1998 to było, jak rzuciłem. Wtedy zakład wygrałem. Słuchałem ja tych wszystkich melodii w życiu, oby się uodpornić, oby nic mnie już nie zaskoczyło. Potrafię sobie swojego dręczyciela członować w czynniki pierwsze, proste, na Logos i Mnogos, na akt stwórczy i negliż odtwórczy: bo cóż z tego? Nagle Coś Takiego ucapi i nie puści i nie uzasadni się w krótkich słowach. Nastroju swojego nie rozumiem: nie rozumiem - to się boję, a skoro się go boję, to go szczerze nie znoszę. Nie zależy ten nastrój od pory dnia, od tego czy weekend czy weekended, czy jasno czy ciemno, trwa sobie, a ciekawe jaki czas jeszcze, a kiedy już nie będzie, to będę ja. Słabszy o 290 sekund, których nie da się na spokojnie. I oczy puchną, uszy nie. Mówią mi ludzie, i mówią uczenie, weź se chłopie w garść, wlej pod czerep jaki stop czarnego metalu, poczytaj księgę chaosu. Ale się nie da. Co przerywam, to zaczynam. Kurwa mać. Mam tego dość. Kruchy jestem, że jak mnie palcem trącić, sypię. Nie sypię po nocach. Dzieci w kąt, żona na groch, w kółko jedno i to samo. W pracy zamknąłem się w sobie i na klucz. Chyba że zdejmę słuchawki. Ojoj, to boli. Nie będę na forum przez czas jakiś, sami rozumiecie. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Przerwa na reklamę: Dwa (?) łyki matematyki 24.11.03, 11:12 Misiów jest 1.000.100. Podobno. Bo jeszcze nikt ich nie miział. W każdym razie Weiss nicht. Każden jeden chodzi za 16 zakrętek od znanego napoju gazowanego. Żeby wszystkie misie wyszły, to nakrętek musi być 16.001.600. Zakrętki zaczynają się od butelek o zachęcającej i miło kajarzącej się pojemności pół litra (wcześnie są bezmiślne kapsle). Ale są i większe butelki, nawet do 2,5 litra, a wciąż z jedną zakrętką (chamstwo!). Przyjmijmy zatem optymistyczne założenie, że średnio jedna zakrętka przypada na litr napoju do odrdzewiania rur kanalizacyjnych. Oznacza to, że pędzący w pogoni za misiami naród wleje w siebie w ciągu nadchodzącego miesiąca 160.016 hektolitrów wspomnianego napoju. Teraz pora na filozoficzno-socjologiczne pytanie: co to znaczy naród? Lub ściślej, ile to jest naród? Spis powszechny wykazał, że jest nas coś koło 38 milionów. Z czego dzieci do lat dwóch (one jeszcze nie zardzewiały, więc miejmy nadzieję, że rodzice nie będą ich na siłę poić) pewnie z 500-600 tysięcy. Poniżej granicy ubóstwa żyje kilkanaśvie procent społeczeństwa, niechby tylko dziesięć. Zakładamy, że oni nawet w święta nie są aż pod TAKIM gazem, żeby kupować znany a drogi napój gazowany. Pozostaje więc nas chętnych na ten napój, co to się z nim rymuje "Od ... w głowie się pierdoli" coś circa 33 miliony. Pewnie mniej, ale niech mają. Z prostego wyliczenia otrzymujemy zatem, że każden z nas musi wytrąbić 0,484 litra odrzewiacza, żeby misię odetkało. Niebezpiecznie blisko magicznej granicy pół litra prawda? Wystarczy, że tysiąc kilkaset osób akurat nie dostanie w swoim sklepie tego specyfiku i całą reszta społeczeństwa powita misie w nastroju wigilijno-popółlitrowym. Jak zwykle zresztą. Co nam pozostało do policzenia? Ano, ile to będzie kosztować. Pozostanmy przy założeniu o kupowaniu średnio jednolitrowych butelek. Ich cena to min. 2,99 PLN, a średnio pewnie z 3,19 PLN (na stacji benzynowej - tam to pasują nie? - potrafią kosztować i 4,50 PLN). Policzmy zatem 3,19*16.001.600=51.045.104 PLN. Czyli na to, żeby misie odbiło wydamy społecznie ponad pięćdziesiąt milionów złotych, czyli tyle ile nikt nigdy nie wygra w totolotka. Co było do okazania. matematykaard Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan wiadromości z gruzi 24.11.03, 13:37 obalono uż wiela. ostatnio n.p. prezydenta Niemachwili Nawładze. ale to akurat było, ze względu na jego osobiste predyspozycje dość proste. zastąpiła go na tym stolcu pani Zakwili-Niewsadze. ministrem kultury obwołano dość podrzędnego poetę z Kutaisu (koło Tyflisu) Paszkwili Nienawidze. ministrem informacji został niejaki Poszydze, zaś ministrem do wyżywienia i rolnictwa - Zgłodu Korzonkiposadze. jest to bardzo ważna funkcja, ze względu na to, że przewrót okazał się bezkrwawy i jest wiele gąb do wykarmienia. ministerstwo budownictwa jest na razie vacat, ale to potencjalnie bardzo łakomy stolec w kraju Gruzów. Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan =======pseudohistoryk neochułan ogłasza======= 24.11.03, 15:37 1453: koniec b. b. była piękna i bogata. ale nie miała męża. każdy potencjalny kandydat traktował ją jako źródło swych (zazwyczaj debeciarskich) finansów i traktował ją w przelocie, bo się zazwyczaj dobrze orientował, co i jak. z czasem więc zbiedniała tak, że nie miała nawet na srebrny pistolecik ze złotym śrucikiem w śrudku, żeby choć bronić swej nieco już zwiędłej wiekiem (a właściwie dziewięcioma wiekami) istnienia urody. i padła łupem zaborczego t., którą ją posiadł po 3 dniach oblężenia. jaki stąd morał? lepiej być brzydkim i biednym. ach, b. ..., Odpowiedz Link Zgłoś
lea NEOsurrealizm wg Lei cz 22, dedykowana mnie 24.11.03, 16:57 bo juz stara dupa jestem o czym swiadczy nadchodzaca data czwartkowa Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak No bez takich hardkotów od rana.... 25.11.03, 08:32 Otrzymałam właśnie dwie NOTATKI SŁUŻBOWE takiej oto treści: W dniu 21.11.2003 pełniąc służbę od godz. 19.00 do 7.00, około godziny 22.30 zauważyłem w markecie kota, który przechodził między kasami. Wraz z pracownikiem firmy sprzątającej próbowałem wypłoszyć kota z marketu lecz kot ten uciekł pod lady chłodnicze i wszedł w dziurę w posadzce. Około godziny 23.50 podczas obchodu placu zauważyłem tego samego kota chodzącego po placu. O godz. 4.55 spostrzegłem tego samego kota chodzącego po markecie. Gdy znów próbowałem go wypłoszyć schował się w tej samej dziurze. O zaistniałym fakcie powiadomiłem bezpośredniego przełożonego. W dniu 24.11. pełniąc służbę w godz. 19.00 – 7.00 około godziny 22.00 zauważyłem kota przechodzącego między regałami. O godz. 0:35 zauważyłem ponownie kota przebywającego w rejonie działu AGD. Pracownik ochrony udał się na market, zaopatrzony w siatkę w celu złapania kota. W pogoni za kotem pracownik ten przekroczył linię kas po czym został uruchomiony alarm. Kot nie został złapany. Po raz ostatni widziałem kota dnia 25.11. o godz. 1.20 gdy ukrywał się pod ladą chłodniczą na dziale Mrożonki. Cóż...nie lada kłopot taki kot. A już na pewno pod lada. O dalszych losach kota widmo będę informowała na bieżąco:))) Odpowiedz Link Zgłoś
wiedzmun Re: No bez takich hardkotów od rana.... 25.11.03, 13:56 kot taki, to problem, na ktory mam pomysl: do dziury w ktorej sie chowa kot (w posadzce, pod ladami chlodniczymi) wlac wyzej wymienionego misiowego napoju. jesli nawet kot sie nie otruje, to przynajmniej bedzie nakretka (misiowa, oczywiscie) no i ktos nie napije sie tego roztapiacza zebow, czyli same korzysci :) Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan wiedzmoon, chartkotowcze jeden :) 25.11.03, 14:09 muztagata dotarła waści naści? Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak He he, tak myślisz?:-) 26.11.03, 09:51 To pewnie nie wiesz, że rzeczony napój, nie dość że należy do podstawowych składników kociej diety, to dodatkowo w bardzo znaczący sposób wpływa na rozwój intelektualny małych kociąt. Koty mają bowiem zamontowane w żołądkach specjalne transformatorki, przy pomocy których przetwarzają popularną Coca Colę w Koto Koalę, a dzięki zyskanej podczas transformacji energii mogą wywijać ludziom różne numery. W zamian za nakrętki koty wcale nie otrzymują białych, pluszowych, grających niedźwiedzi. Koty otrzymują (i to przez cały rok a nie tylko przed świętami)grające Misie Koala (za piętnaście nakrętek 1/5 misia). Misie Koala są po primo daleko bardziej sympatyczne niż niedźwiedzie białe a po secundo potrafią świetnie grać w scrabble. Małe koty spędzają z nimi całe popołudnia na grze, poznając wiele nowych, pożytecznych słówek. A wieczorem, w nagrodę, miśki koala zanoszą młode kociątka w swoich torbach na dział z delikatesami, gdzie maluchy mogą najeść się do woli szparagów w zalewie, które jak wiadomo są ich wielkim przysmakiem. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota ========Alkoholowie ogłaszają piąty miesiąc======= 26.11.03, 14:03 Trzeźwiejącej Szprotki. Znowu zaocznie, ale tylko na trzy dni. --- W moim brzuchu drzemie słonce. Wiem, że znajdę sposób, by dobyc tej siły i spacer po krawędzi zmiany przestanie być niebezpieczny. Będę wtedy mogła usunąć piasek spod stóp - bo deprymujące są na nim ślady - dłonie przestaną drżeć przy sięganiu po lusterko, a moje kroki zadudnią echem wśród chmur (choć na niebotyczne, gotyckie biodra nadziei nie mam i nigdy nie miałam). Już teraz uderzeniem w klawisz wywołuję błyskawicę. To przedsmak. Już sama podnoszę palec. --- Dziś wieczorem założę bruxową parę oczu. I to nie ja będę błagała o wyciąg z mandragory, by kurczowe trzymanie się znudzonego mężczyzny nosiło choć znamiona uwodzenia. To nie ja będę żałosnym, smutnym dzieckiem oślepłym od mgły, przekonanym, że regularne odurzanie się to dorosłość. Mam za sobą pokładziny na tłuczonym szkle - w ustach do tej pory mam smak jego zakrwawionej koszuli - nie cofnęłam się wtedy, urzeczona blaskiem cieknącym spomiędzy jego palców. --- To był czas, gdy wierzyłam, że najbezpieczniej jest w pustej wannie, za litą ścianą monotonnej bieli pigułek. Teraz zaś wiem, że gdy tęsknota o krok, nie odpychać jej na progu ciemnego, prawie pustego pokoju, lecz łapczywie wyssać zaufanie do ostatniej kropli i ogrzać palce o zszyte powieki. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota To się nazywa system podwójnego ja. 02.12.03, 15:24 Charakterystyczne dla alkoholiczki. Dzięki za wyrazy:) Odpowiedz Link Zgłoś
aard Krautfahrzeug 28.11.03, 13:50 Już w filmie animowanym pt. "Jumbo" padłą kwesia: "Mówili, że człowiek zrobił samochód z jarzyn". Czyżbym ta przeurocza litrówka, co to w temacie, była zdecydowanie freudowską pomyłką? Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Z cyklu: sennik chułanłódzki (1) 28.11.03, 15:49 widzieć białego pudla w samo poludnie: neochułan znowu 3 kilo schudnie! Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Bo widzisz: 30.11.03, 23:19 Bo widzisz: ja odzyskuję, co miałam za bezpowrotnie utracone. Popiół przesypujący się przez moje palce staje się gliną. Bo widzisz: mnie się wydawało, że doczekałam zmierzchu przykrótkiego dnia. Cienie coraz dłuższe, cieknący kran coraz bardziej złowieszczy i nawet płynny ogień w oczach kota zaczynał przerażać. Bo widzisz: im bliżej było świtu, tym mniej chciało się żyć. Moja chęć umierania wystarczyłaby dla nas trojga. Półdygot półsen po pijanym seksie ma w sobie coś z ustalania nowej religii lub planowania morderstwa. (żałosny patos) Bo widzisz: jedno było pewne - że nie znałam progu, na którym stanęłam o świcie, ale juz zaczynałam przeczuwać, że moim domem jest ziemia, po której stąpam, władam nią i mogę wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
qu_rek Re: Bo dziwisz: 03.12.03, 11:03 Bo dziwisz niewidzących : z gliny w mar -mur i z muru kocim sprężystym ,pięknym w popiół i z rąk gdzie ślady nikłe zadrapań , zakąsań po pijanym z meta -fizycznym podwojeniu (potrojeniu?) Bo dziwisz niewidzących : przed zmierzchem balkon cichy jak kota stąpania choć ślady w cieniu niewidoczne ( w moich oczach ogniska spopielałe)przerażenie pochylone nad zwie-rzęciem własnym ? Bo dziwisz niewidzących : z tęsknot , pochyleń zwierzęcych tęsknota kiedy czas zatrzymany co otwarte przestrzenie obiecywał a wannę pełną spełnił – ot nowa religia? Bo dziwisz niewidzących : zmogę wszystkie progi? Psss A święta będą -podpisano - karp stepujący po desce po raz ostatni jak Fred w świątecznej gospodzie. Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan zeszyty z humoru :) 01.12.03, 11:41 >> >W czasie ferii zrobiłam dwa karmniki dla ptaków i jeden dla sióstr >> >urszulanek. >> > >> >Dopiero na ostatniej wycieczce nauczyłem się odróżniać wronę od gawrona >> od >> >siebie. >> > >> >Była to wyspa położona z dala od morza. >> > >> >Ręka tego człowieka była zimna jak ręka węża. >> > >> >Do kiszenia tatuś umyje nogi z pięć razy; mamusia szatkuje, a tatuś ją >> >depcze. >> > >> >Wiedział, że w okularach jest mu do twarzy, dlatego nosił je zawsze w >> >kieszeni. >> > >> >Strażacy śpią w kalesonach i mają tam dzwonki alarmowe. >> > >> >A do kotletów była sałata, którą mamusia przyprawiała potem. >> > >> >Na listewce wiszą: plan lekcji, dyżurni i gospodarz klasy. >> > >> >Kapitan spuszcza się zawsze ostatni. >> > >> >W odróżnieniu od innych zwierząt ptaki mają nakrapiane jaja. >> > >> >Kangur ma łeb do góry, dwie krótkie przednie kończyny, dwie tylne długie, >> a >> >w worku ma brzuch na małego i długi ogon. >> > >> >Pelikany są to ptaki na atrament. >> > >> >Meteorolodzy wychodzą trzy razy dziennie oglądać swoje narządy. >> > >> >Nie należy pić nieprzegotowanej wody, bo znajduje się w niej dużo >> >mikrobiologów. >> > >> >Wolski przyłożył ucho do ziemi i usłyszał tupot niedźwiedzich kopyt. >> > >> >Robak, ratując Tadeusza, strzelił do niedźwiedzia, który nie wiedział, że >> >jest jego ojcem. >> > >> >Skrzetuski dzięki kolegom miał dużo dzieci. >> > >> >Gerwazy wyciągnął szablę i strzelił. >> > >> >Kiedy Adam Mickiewicz zawiódł się na kobiecie, wziął się za Pana >> Tadeusza. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Cruacha pamięci żałosny hip-hop 02.12.03, 10:43 Jako że nasz Przyjaciel Cruach strzepnął już forumowy pył ze swych stóp, pożegnać godnie Go wypada, a potemu słowa Wieszcza nadawać najlepiej się winny. I Czemu, Cruachu, odjeżdżasz, pióro złamawszy na zawsze, Czy nie pochopnie twe stopy niosą w dal zgrzyt twych kolan? - Mlecz na grobie posadzić ogromny i stosem obłożyć polan; I w chocholim się pląsie wokoło roztańczyć. - Pieją, pieją krogulce iza śpiewają na niebie, Choć nieloty są one, myśl nam niosą do Ciebie. Prąd skojarzeń naszych bez twoich jest już nie taki Poglądając do góry z zafrasowanymi minami Jak włóczniami przebite smoki, jaszczury i ptaki... Jako wiele pomysłów, osieroconych wraz z nami... Wiąz mi w gardle uwiązł i nie mam już siły znad mokrej klawiatury mych palców unosić, Gdzie też ty się podziewasz, gdyś nie z nami, miły Czy naprawdę "nie odchodż!" na nic zda się prosić...? Odpowiedz Link Zgłoś
qu_rek Re: Cruacha pamięci żałosny rap 02.12.03, 11:06 Fragment z rosyjskiego rapera Nie zczewo: Pu-stynia rośnie... pu-stynia rośnie... nie tylko w krośnie prze-ciwko zimie prze-ciwko wiośnie pu-stynia rośnie... pu-stynia rośnie... Piach Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Najpierw komentarz, potem post znad krawędzi. 02.12.03, 13:56 Niecierpliwem nasz Crauszyk jest, a szkoda, bo wiele się wyjaśniłoby, gdyby ciut zaczekał. Powtarzam (ctrl+c, ctrl+v), szkoda. Nie mnie oceniać. A właściwie dlaczego nie...? Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Świąt w tym roku nie będzie 02.12.03, 14:13 Nie da się strzepnąć siwizny myśli z mojej głowy. Nie mnie kornie zginać kolana, nie ma takiego na ziemi, co byłby mnie do tego skłonił. Raczej wysunąć czubek buta spod fałdów szaty, chociaż... jaka w tym moja zasługa, że pewność, którą miałam za zmurszałą, znów zaczyna żłobić jego podeszwę? kto nauczył mnie zamykać w dłoniach zapach mandarynki, którym rozgniatam jesienny swąd tlących się liści? Rozpuszczam na języku coraz krótsze sekundy i jeszcze nie mogę się nadziwić, że bliżej im w smaku do lodowatej łyżeczki niż tłuczonego szkła. Bo wanna nie była pusta, bo ocknęłam się w niej, bo BEZ WIELKICH SŁÓW, ale bez lęku teraz zasypiam i odważna się obudzę. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Crime Szproty 02.12.03, 15:17 Wydałam z siebie przeciągłe pikanie. - Co tobie? - zaniepokoiła się Marta. - Jadłaś w McDonaldzie? Spojrzałam z politowaniem i nie zniżyłam się do odpowiedzi. - I co pisze? - spytała Marta domyślnie zauważywszy, że sięgam po telefon. - Że nie może - odparłam zwięźle. - U - zmartwiła się Marta. - W tak młodym wieku? - Zawżdy na dupie kończysz - zirytowałam się i pokazałam jej SMSa od Maćka: DZIS NIE BO PROBA. - To słomiana wdowa z ciebie - podała opis sytuacji. - Zaiste - przytaknęłam. - I co, Efka nawrzucała Rzygolakowi? - A wokalista będzie na próbie? - zapytała niewinnie. - Przecież wiesz - wymamrotałam niewyraźnie. - To próba innego zespołu. No i co, obcyndoliła go czy nie? Marta nie dawała się zbić z pantałyku. - A ten wokalista nie śpiewa w tym zespole? - nietaktownie interesowała się Marta. - Przecież wiesz - burknęłam zmieszana i niechcący wysłałam SMSa pod 79**o treści QPA. - Dała mu tę zjebkę? - On daleko mieszka? - Rzygolak? No przecież byłyśmy u niego na Sylwestrze. Na Retkinii. Co to ma do rzeczy? - Nieuleczalna kretynka - zdiagnozowała Marta ze złością. - Ten wokalista, pytam, gdzie mieszka. - A…niedaleko. - Bliżej niż Maciuś? - drążyła zapamiętale. Pomyślałam sobie, że po tej rozmowie zapiszę się na KRAV MAGA i kurs asertywności. - A da się dalej?! - zirytowałam się w końcu. - Przestań drążyć, przecież wiesz, że się z nim spotkam. - O? - zdumiała się Marta. - Jako żywo nic mi takiego do głowy nie przyszło. A Maciuś? - Ucieszy się, że będzie kto miał mnie odprowadzić - stwierdziłam sucho. Marta zmilczała. Udała, że bez reszty pochłania ją rytuał odpalania papierosa. - Odpowiesz mi wreszcie, czy Efka poinformowała Rzygolaka, jak się zapatruje na jego tańce z Madzią? - Odpowiem - zgodziła się Marta. - Poinformowała. Chyba. W każdym razie znikli na trochę. Uśmiechnęłam się znacząco, co Marta zauważyła. - I kto tu o dupie? - przyłapała mnie. - Znikli, powiadam, ale wiesz, nie rozglądałam się specjalnie za nimi, bo Maniuś miał potrzebę zwierzenia, że marzy o wejściu na K2. Potem Efka wróciła z nowym browarem, Maniek poprosił ją do tańca, a Rzygolaka nadal nie było. - A Madzia? - No właśnie… - Poszedł do kibla - odparła niecierpliwie Efka sponad ramienia Mańka. - A co, stęskniłaś się za nim? - Broń Boże - wzdrygnęła się Marta. - Tak tylko chciałam wiedzieć. - Znaczy bo ja właściwie jak gdyby nie rozumiem, dlaczego właściwie rozmawiasz o Rzygolaku, gdy jak gdyby tańczysz ze mną - zaprotestował Maniek. Efka zrobiła sprawny unik przed jedną ręką, zablokowała drugą i pogratulowała sobie refleksu. - Nie denerwuj się, Marianku - uspokoiła go czule Marta z objęć Młodego. - A gdzie Madzia? - przypomniała sobie jednak Efka po dłuższej chwili. - Poszła do kibla - odrzekła Marta sterylizując głos z jakichkolwiek znaczeń. - A co, stęskniłaś się za nią? - Broń Boże! Tak tylko chciałam wiedzieć! Uspokój się Mariuszku, o Madzię też jesteś zazdrosny? - Tak! - wypalił Marian z właściwą sobie energią. Marta poprawiła przekrzywione przez niego okulary i potarła obolały nos. - Trzymaj go za ręce - poradziła Efce. - Kiedy jest za silny - jęknęła Efka. -…bo ona jest ode mnie jak gdyby ładniejsza! - zakończył Maniuś z mocą. - Ale nie siwieje na plecach - mruknęła Marta nieopatrznie. - Czep się mojego zarostu na plecach! - rozindyczył się Marian. - Sama byś chciała taki mieć! - No i widzisz, coś narobiła - rzekła z wyrzutem Efka, kontrolnie przykładając sobie do policzka chłodną szklankę z piwem. - Właśnie - poparł ją Młody, szukając wytrąconego mu z ust papierosa pod nogami ciżby. - Macie rację, sorry - pokajała się Marta niewyraźnie, przykładając dłoń do krwawiącej wargi. Nietaktownie parsknęłam w popielniczkę. - Cholera z tobą - burknęła niechętnie Marta zbierając niedopałki z podołka. Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Klaczsong-ref.: 02.12.03, 16:58 spróbuj choć raz odsłonić klacz spojrzeć prosto w końce zachwacić się - po prostu klacz! wzruszyć jak najmocniej! nie bój się - klacz! chcesz - to klacz! idź szukać wiatru w polu pocałuj klacz! najwyższą klacz!!! zapomnij się... ...i: KLAAAAACZ!!!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Ballada o lekkim zabarwieniu 03.12.03, 11:33 Gdyby nie była taka senna, na pewno udałoby jej się upiec doskonałego murzynka. W piecu. Na deser byłby ser i oczywiście badminton w czekoladzie. Ona mówi: podaj paletkę i lotkę, to zagramy w babingtona. On, na pytanie: Czego najczęściej szukamy i nie możemy znaleźć odpowiada: bateryjki. I stoją sobie razem. Raz na górze, raz na dole. Mają psa, który się ciągle wabi. I rybki, które mają uszy. Codziennie rano robią zakupy w pobliskiej kuźni, którą zjadają na obiad z kopytami. Są Takie Rzeczy, o których im się nawet nie śniło i dzięki temu ich lajf nie jest brutal. Nie marzą o słoniach w krawacie i o motylach w brzuchu, bo nikt im nie powiedział o ich istnieniu. Ona twierdzi, że słodkie jest życie. I choć manowce przynajmniej raz dziennie do niej dzwonią, ona odpowiada, że takiego numeru nie ma. Mieszkają na dachu mojego domu i lubię ich bardzo. Przeszkadza mi tylko jedno: Oni ciągle piorą. Piorą na tarce i dlatego starte na wiór, martwe spodnie ciągle za mną chodzą. Campino chciał być piękny i nieśmiertelny. Szkoda, że w przeciwieństwie. Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan ::::::::::::pseudopseudopseudo ogłaszają:::::::::: 04.12.03, 10:59 1474 - to mało ważna data. wówczas kornikarz-drukarz wincenty kadłubek zakończył pisać swą autobiografię słowami: "chodzi lisek koło drogi nie ma ręki - Ani nogi chętnie państwu w łapę doda nogi ujął lew wałemsał" Odpowiedz Link Zgłoś
aard Z cyklu wiadomości z radiaz 04.12.03, 12:33 Jak podano wczoraj, w Chinach odbyły się wybory miss brzydoty, udziałwzięło ponad 50 kandydatek na najbrzydszą Chinkę. Zwyciężczyni odebrała czek na 10.000 do zrealizowania w... klinice chirurgii plastycznej <rotfl> Moim zdaniem powinna się tam jeszcze bardziej oszpecić, żeby mieć pewny sukces za rok. Swoją drogą nie chciałbym zobaczyć tej kobiety... Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Re: Z cyklu wiadomości z radiaz 04.12.03, 12:54 no cóż... wina NAPRAWDĘ czasem brak... Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Re: Wątek Neosurrealistyczny 05.12.03, 09:27 Budzę się co noc, regularnie. 1.13.-1.17. Co noc przedział jakby węższy. Moja precyzja daje mi tak zwane poczucie bezpieczeństwa. Potem 4.25-4.55. Wtedy sen jest najgłębszy i czas się wydłuża, ponownie. Lina sięga do samego dna a ja schodzę. Włosy mam poplątane i oddycham wodą o ponadpowietrznej konsystencji. Oddycham i się nie dziwię. Pięć razy w tygodniu jest prościej, bo po 6.00 już nie trzeba się męczyć. Ręce mam związane giętką wikliną i w każdej chwili mogę się uwolnić. Pytam siebie, czy chcę. Witkacy mnie inspiruje, już jako jedyny. Lampa naftowa tli się a ja siedzę przy Tym stole na Tym krześle, dokładnie osiemdziesiąt lat temu. Nie znam tej bluzki, ale wtedy wszystko było przecież inaczej. Jest czarno-biało, czyli tak, jak widzę i tak, jak powiedział mi mój jedyny profeta, dawno, jeszcze dawniej. Odcień Tego fioletu pojawił się na moment, w rogu, przy oknie, i po Tej chwili wszystko wróciło do kojącej normy, która zresztą dawno przekroczyła wszelkie granice, szkoda że nie moje. Mama się nie martwi, podaje mi chusteczkę i niewielką menzurkę z różowym płynem. Ja obserwuję cybuch fajki ze stałością godną marabuta. W ciągu trzech minut można zrobić więcej. Gdy czasu jest mniej jest więcej rzeczy. Rzeczy się nie liczą, liczy się tylko radość z życia i radość z miłości. Dziś na biurku zastałam pudełko ulubionych czekoladek i znów pytam skąd wiedzieli i skąd w ogóle ten pomysł. Dlaczego mnie to nigdy nie przyszło do głowy, bo może byłoby miło, gdyby. Moja niestałość mnie nie przygnębia. Zresztą nigdy tak nie było, za wyjątkiem jednego wieczoru. Nie-moja, obca indolencja. Nie mój ptaszek w głowie i nie-mój zryty beret. Zaczynam nowe życie. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Back in the saddle again 05.12.03, 09:49 Cociaż w zasadzie nic się nie zmieniło. Dziś rano usłyszałem na przystanku rozmowę: "Co u ciebie nowego?" "Nadal studiuję". Ten sam kierunek? To rzeczywiście nowość. A przecież za chwilę wsiadłem do prawie nowego cityrunnera o którym tyle szumu niegdyś, i w którym tyle szumu teraz i odejchałem ku nowym rzeczom w starej pracy. Nowe wyzwania wśród nieodebranych telefonów i nieprzeczytanych akt. Krążę między warstwą poznawczą a ekspiacją. Nic mi w tym nie przeszkadza, nawetto, że nie wiem, co te słowa znaczą. Wystarczy, że po prostu są. Tak samo jak czekoladki na biurku, z tym, że ich akurat nie ma. Ale to pewnie lepiej, bo gdyby były, ani chybi, zjadłbym. Jak bum-cyk-cyk i babcię kocham. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Kieło Kolejna surropera, tym razem pod tytułem IP: 195.117.14.* 05.12.03, 10:46 "Mi-8 Wam Dam" OSOBY: Grupa Trzymająca Stery Leszek jako Santa Kloss (obiecanki-macanki) Aleksandra J. Jako (wciąż jeszcze) Pierwsza Gwiazdka, ale o spadających notowaniach Mi-8 jako zaprzęg łenifełów Rzecznik jako Wypełniacz Chór Dziadów Borowych ze Śląska: O! Santa Bałbeła Płemieła Miłłeła Tłafiła chołeła za płanik Hałsneła Z niebieską pomocą Hełikopteła! Na Śląsk na Śląsk leci Taka jego dola (brak autostrad – Pola) Wizyta jak zawsze: tu wstęga, tam bankiecik Popił, podupcył, znów do Wawy leci Lecz jeszcze mu mało Cósik by się chciało A w pilotce obok Ałeksandły ciało Ponętne, niestare, zakrzyknął jak Tarzan: „Jam Ci Leszek młody Mi-8 nie kabriolet, nie zlękniem się pogody” I zapał rozpalił, a Wawa już blisko „Puścim się wcześniej na to tu ściernisko” Chór Dziadów ze Śląska: „Wstłętne, miłłe łzysko” Lecz cóż to, ach, co to? Za duży ten ruch! Tak buja wszystkimi Mi-8 buch, buch! Lecz nie czas żałować róż, gdy płonie laska Wytłumaczy rzecznik: „Cud – się wykaraskał” Lecz Leszek – niestały – powiedział „mełsi” Złamał jej sełce (i dwie te, no... piełsi) Zaś na ałtostłady przyjdzie wtedy czas Gdy wszystkie Mi-8 nam POLecą w Las. Zaś helikopter? Idźcie do Lwa! Dacie mu coś dużo, to go też Vam-Da! Chór Dziadów Borowych ze Śląska zakansza: I tylko BOR-u żal! Odpowiedz Link Zgłoś
orientman Re: Kolejna surropera, tym razem pod tytułem 05.12.03, 11:00 Umarlem.. Piwo przesle jako attach ;) Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan Re: Kolejna surropera, tym razem pod tytułem 05.12.03, 15:20 cieszę się, że. ;-) p.s. dzięki dla wklepywacza aa! Odpowiedz Link Zgłoś
neochuan coś a'propos ;) 06.12.03, 10:34 dziś, gdy włączyłem o 8:35 TVN24, zobaczyłem napis: Magazyn "Zdrowie" premiera hm, ciekawe... Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Zaczyna się...? 06.12.03, 13:55 W wychudzonym ciele prędzej zadomawia się zimno. Na nic otulanie się pierzynką uwodzicielskich wonności, na nic obkładanie go wmagającymi atrakcyjność szmatkami, gdy chłód wymyka się spod rzęs, wionie spod paznokci, skapuje z lśniących włosów. Jakimś rozwiązaniem jest rozłożenie na elementy. Pomaga osobne patrzenie na bezbronnie gładką skórę, osobne na bezsilnie płaski brzuch, osobne na desperacko migocące usta. Łatwiej wtedy zapomnieć o deprymującej, posągowej kanciastości i obezwładniającym zapachu. I, choć niemało trudności to nastręcza, jest nikła szansa na znalezienie drobnego defektu. Czasem wystarcza zapomniana plamka tuszu na palcu, przegapione oczko w rajstopie, nieskorygowana zmarszczka, by jednak otworzyć ramiona i scałować z czoła płatki śniegu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: lea neosurrealizm wg. lei cz. zimowa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.12.03, 20:49 zmarzłam. jestem jak bałwanek Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Dlaczemuś nie lubię 08.12.03, 12:25 Gdy WN jest na drugiej stronie. Podbijam więc beztekstowo. Chociaż...jednak muszę: Tak naprawdę, kazali mi to zrobić juszka_wydmuszka i strasznik_zausznik. Oboje są ze mną od jakiegoś czasu, więc przyszła pora, żebyście i Wy ich poznali. Wierzcie mi, są całkiem mili. Wprawdzie troszkę nieśmiali, może odrobinę nieokrzesani....więc wybaczcie im, jeśli będą jeść palcami lub co gorsza, mlaskać przy jedzeniu. P.S. Jest chyba jeszcze taka trzecia pani. Ma na imię Frania i miewa naprawdę niezłe schizy. Polecam. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Aaaaaaaaaaaaaarghhhhhhhh! 08.12.03, 12:44 Spojrzałam w okolice pępka i poniżej. Nie powiem, nieskromnie nie powiem, ładny widok. Tylko...skąd się, do bulwy ziemniaczanej, wzięły te dwa dodatkowe kilogramy, no skąd?! Rozpoznanie: alkoholizm, depresja, bulimia. Leczenie: hipochondria. Pozdrawiam z głową pochyloną nad żółtogranatowymi śniegowcami, co pamiętają Gierka. Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Wodząc na pocieszenie... 08.12.03, 13:30 Jesteś na czterech zdjęciach (w całej hokazałości). I nie widzę tam hani grama zbędnego, tym bardziej zaś boś na jednym z Mistrzem, na dwóch z Zyzią i na jednym z Aardem (jeślim coś/kogoś pominęła to pszam z góry). Ech...i również z góry hawarii za tę hokrutną prywatę na tem wątku surrealistycznym, ale to znowu honi. P.S. Gdzie sie podziało: odpowiedz cytując? Odpowiedz Link Zgłoś
szprota Nie wiem, u mnie jest! 08.12.03, 14:36 PRVatnie: Aarda fotkę jedną mam nad łóżkiem, drugą w łaziebni, trzecią nad kompem, resztę w teczce, by było pięciu (a w mroku.pl niech wiąże, mrau!) A moimi da się skaner nakarmić? Albo wysłać na defaultowy adres? Or Both people? Tak między nami, to żaden kaloryfer nie zagra, jeśli go nie zapylą białe glisty. A żaby nie wolno wsadzać do lutownicy. Oddaję głos na studia. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Z florocyklu Krebsa: ŚNIEGOWIEC 09.12.03, 12:23 szprota napisała: > Pozdrawiam z głową pochyloną nad żółtogranatowymi śniegowcami, co pamiętają > Gierka. ŚNIEGOWIEC - drzewo z rodziny patologicznej jakich wiele, roślina jednoroczna, o ulistnieniu w kolorze białym, co jest fenomenem na skalę Aleksandrowa Kujawskiego. Tym bardziej, ze fotosyntezuje. Cecha charakterystyczna: perpetuummobilizm. Pobiera z otoczenia wodę, a wytwarza śnieg. Proces zamrażania przeprowadza bez strat energii i freonowych agregatorów gdzieś na odcinku między osmozą a opadem. Powód umieszczenia jej we florocyklu: pamięta Gierka. Odpowiedz Link Zgłoś
aard Z florocyklu Krebsa: PA-MIĘTA Gierka 09.12.03, 12:41 aard napisał: > Powód umieszczenia jej we florocyklu: pamięta Gierka. PA-MIĘTA Gierka (sayonara memoriam gierkalis) - roślina zilna ze zdysocjowanej rodziny asocjalnej. Pa-miętę czuje się z daleka, co wynika z faktu. Odkryta w roku 1976 w radomskim KW PZPR przez tow. Pierwszego Sekretarza w miejscu świeżo usuniętego ze ściany grzyba nuklernego. Żywi się złożonym serem w stanie sproszkowanym dodawanym do tynku. Działanie na organizm ludzki: nieznane, nikt się nie odważył sprawdzić. Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Z faunocyklu: ŚNIEGOWCE 10.12.03, 09:04 ŚNIEGOWCE - to owce nie na łące a na śniegu się pasące Odpowiedz Link Zgłoś
maginiak Z motocyklu Maginiak: LATAWIEC 10.12.03, 09:17 LATAWIEC - (inaczej: latający wiec) - wyjątkowo człekokształtny ssak z rodziny surrgeantów (m.in. z rodziny sierżanta Podpułkownika). Latawiec się motorycznie zbiera, dzieli na grupy i odlatuje, każdy w jedną z czterech pór roku. Wiec składa się. Identycznie zresztą jak głupi do sera, o czym możemy przeczytać w odnośniku na stronie 12762, art. 565 § 6 kodeksu bzdurnego. Pod wpływem niekorzystnych czynników zewnętrznych szybko się rozprasza. Wiec lata od poniedziałku do piątku, z wyjątkiem niedziel. Potem uczestnicy rozlatują się. Jeśli jest jeszcze co zbierać, szybko się zbierają, bo muszą już lecieć. Na uczestników latawiecu składają się przede wszystkim długopisy oraz scyzoryki. Wiec lata głównie na kielecczyźnie i w liroyonach przygranicznych. Jest słaby i umiarkowany, okresami dość silny, wzrastający do dużego i hektopaskali. Życzę Państwu miłego smacznego. Z Bonn mówił Jerzy Pepli. Odpowiedz Link Zgłoś
aard aard za(nie)dbany 09.12.03, 12:13 Świeżo ostrzyżony (copyright by Szprota®), gładko ogolony (shaveright and shaveleft by Wilkinson®), czysto umyty (gabkorajd by Kajtek® i Timotei®), a nawet z pracą na bieżąco obrobiony (alright by aard®), a na WNie nie pisał od 4 dni... Odpowiedz Link Zgłoś