kiwaczek11
27.01.07, 21:12
Dziś w Charliem pewna fascynująca i zajawiskowa kobieta, z uroczym
pieprzykiem pod panokciem, ogladała Babel ( nota bene film , który ogladałem
jakiś czas temu, ale nadal huczy mi w głowie). Oczywiście w towarzystwie
swojego faceta. Widuje ją rzadko, czasami, przypadkowo. Dziś pierwszy raz od
paru miesięcy. Nie mam u niej żadnych szans. Wiem, przekonałem się. Serce
pęka jak cholera. Dlatego tym bardziej zaskoczyła mnie dziś eksplozja
niekontrolowanego, ale szczerego mojego entuzjazmu. Takiego ze świadomości,
że żyje sobie gdzieś. Jest. I przez to świat lepszy jest i piękniejszy. Czy
jakoś...
Czemu to piszę? Bo nie mam się przed kim wygadać, więc gadam do komputera.
Może wykaże szczyptę empatii.