border
02.06.03, 10:03
http://lodz.naszemiasto.pl/wydarzenia/274489.html
Poniedziałek, 2 czerwca 2003r.
W Muzeum Archeologicznym i Etnograficznym w Łodzi atmosfera jest gęsta jak
smoła. Konflikt dyrektora Ryszarda Grygla z częścią załogi trwa ponad dwa
lata, kontrole wykazują liczne nieprawidłowości, a mimo to już drugi
wicemarszałek województwa wywodzący się z PSL nie chce lub nie potrafi
przeciąć nabrzmiałego wrzodu.
Pracownicy podzieleni są na dwa obozy – archeologów oraz etnografów i
numizmatyków. Ci drudzy twierdzą, że dyrektor archeolog faworyzuje kolegów po
fachu i koncentruje się na zapewnieniu pieniędzy dla badań wykopaliskowych.
Część załogi twierdzi, że dyrektor nie chce przystać na regularne spotkania
ze związkowcami. Niewygodni pracownicy są degradowani i przenoszeni do mniej
odpowiedzialnych zadań albo zmuszani do odejścia na emeryturę. Dyrektor
przygotował nowy regulamin płacowy pozbawiający odpraw ludzi, którzy nabyli
uprawnienia emerytalne, a chcieliby zostać w pracy. Na zwolnione miejsca
zatrudniani są niekompetentni członkowie rodzin pracujących w muzeum.
12 marca wydane zostało zarządzenie, na mocy którego każdemu z pracowników,
poza specjalistą ds. mediów, zakazano kontaktów z dziennikarzami. Większość
osób boi się występować z nazwiska, w obawie przed sankcjami. Dla grupy
etnografów i związkowej „Solidarności” ważnym zarzutem wobec dyrektora jest
też odsuwanie ich od pracy merytorycznej, m.in. do wymyślonych przez
dyrektora spisów z natury biblioteki archeologicznej. Pracownicy zaczynają
się buntować przeciwko nowemu szefowi etnografów, którego jeszcze nie ma, ale
który ma zostać powołany z zewnątrz.
– Ludzie cierpią na nerwice i silne depresje, są zastraszeni – twierdzi Ewa
Zawiejska z komisji rewizyjnej zakładowej „Solidarności”, obecnie już na
emeryturze. – Kto może, szuka innej pracy.
Procedurę odwoławczą dyrektora wszczęto w lipcu 2002 r. Marszałek województwa
podjął decyzję, w odpowiedzi na protesty związków zawodowych i pracowników,
którzy od 2001 r. skarżyli się na sposób zarządzania placówką przez Ryszarda
Grygla. Decyzja była konsultowana w Ministerstwie Kultury i nie wzbudziła
zastrzeżeń. Pod koniec 2002 r. Urząd Marszałkowski wprowadził w statucie
muzeum zmiany mające na celu zlikwidowanie stanowiska zastępcy dyrektora ds.
administracyjnych i wprowadzenie na to miejsce wicedyrektora ds.
merytorycznych. Potem ogłoszono konkurs na nowego zastępcę. Po jego powołaniu
miała nastąpić zmiana na stanowisku głównego dyrektora.
Konkursowy klin
Konkurs rozstrzygnięto w styczniu. Do dzisiaj nie powołano zastępcy. Urząd
polecił, by w statucie dokonano zmiany: zastępcę dyrektora ds. merytorycznych
zamiast organu założycielskiego będzie powoływać dyrektor naczelny. – To
granda. Konkurs wygrała nie ta osoba, co potrzeba, więc znów zmienia się
statut – ocenia Zawiejska. – Jaki dyrektor powoła zastępcę, przez którego
może stracić pracę?
– Dyrektorowi nie można narzucać współpracowników – twierdzi Krystyna Ozga,
wicemarszałek województwa odpowiedzialna za kulturę. – Odwołania dyrektora
chce „Solidarność”, dwa pozostałe związki go popierają. Jeśli powołamy
zastępcę, to dalej będziemy dzielić pracowników.
Popierają i krytykują
W placówce działają trzy związki zawodowe. Związek Zawodowy Pracowników
Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego oraz oddział Związku Archeologów
Polskich, popierają dyrektora.
Przeciwna jego metodom pracy jest „S”, do której niegdyś należał i dyrektor,
ale został usunięty. Według pracowników będących w konflikcie z dyrektorem,
dwa popierające go związki zawiązane zostały z premedytacją.
– Przez lata w muzeum był jeden związek. Gdy zaczęliśmy czynić starania o
odwołanie dyrektora, powstały związki, by dyrektora wspierać. Niektórzy
należą do obu. Przy ich powstawaniu usłyszeliśmy, że jak trzeba będzie, to
związków powstanie i siedem – twierdzi Jerzy Piniński, szef „S” w muzeum,
kierownik działu numizmatycznego.
– Nie jesteśmy bezkrytyczni wobec dyrektora, ale w przeciwieństwie
do „Solidarności” jesteśmy skłonni do negocjacji w sprawach dotyczących
placówki. Co do konfliktu, nie naszym zadaniem jest go oceniać, bo ma on
charakter personalny, a nie merytoryczny – oponuje Piotr Papiernik, szef
Związku Zawodowego Pracowników Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego.
Na skutek działalności „S” urząd przeprowadził w 2002 r. w muzeum kontrolę,
która wykazała wiele nieprawidłowości natury organizacyjnej i finansowej.
Lista zarzutów liczyła 9 stron. Najpoważniejsze to niestosowanie się do
ustawy o zamówieniach publicznych, zatrudnienie w księgowości malarza
budowlanego, błędne przyznawanie nagród i dodatków stażowych oraz
wprowadzenie regulaminu organizacyjnego niezgodnego ze statutem.
– Wszystkie zarzuty nie potwierdziły się. Mamy kontrolę za kontrolą, ale
żadna nie wykazała uchybień ze strony władz muzeum – odpiera zarzuty Grażyna
Przanowska, rzecznik prasowy Muzeum Archeologicznego i Etnograficznego.
Wszystkie chwyty dozwolone?
Jednym z kontrowersyjnych punktów konfliktu jest wprowadzenie regulaminu,
który określa, że dyrektor może w miarę potrzeb prowadzić politykę personalną
osobiście, co według jego opozycjonistów jest przyzwoleniem na ruchy kadrowe.
Urząd Marszałkowski nie widzi problemu.
– Placówka nie jest zadłużona, do dyrektora nie ma zastrzeżeń, więc nie widzę
zagrożenia dla funkcjonowania muzeum – mówi Ozga.
Ozga przyznaje, że są konflikty, ale jej zdaniem powinny być rozwiązane
wewnątrz placówki przez tych, którzy je spowodowali. Pani marszałek poleciła
dyrektorowi uregulowanie sytuacji. Dwa lata temu takie samo polecenie wydał
poprzedni wicemarszałek Marian Łabędzki (także z PSL). Za wywiązywanie się z
obowiązków w 2001 r. dyrektor Grygiel dostał nawet nagrodę.
Dyrektor nie chce rozmawiać na temat konfliktu w placówce, odsyłając
wszystkich do rzecznika prasowego. Swoje zachowanie tłumaczy „zawieszeniem
broni” z załogą, którego warunkiem miał być ponoć m.in. spokój medialny wokół
konfliktu.
– Nie było żadnego zawieszenia broni. Dyrektor nadal szykanuje część
pracowników. Zmieniły się jedynie metody.
Są ostrożniejsze i łagodniejsze w formie – twierdzi Piniński. – Czujemy się
traktowani inaczej niż pozostała część pracowników. Prawie każdy z nas ma na
koncie nagany od dyrektora lub sprawę sądową. Konflikty, które znalazły finał
w sądzie, zakończyły się naszym zwycięstwem lub ugodą.
Zdaniem Przanowskiej spokój w muzeum zakłóca kilku przeciwników, którzy ślą
na dyrektora donosy do urzędników i prasy. – Zarzut, że etnografowie są
dyskryminowani w placówce, jest absurdalny. W muzeum prezentowane są bogate
wystawy etnograficzne, a niebawem otworzymy następną – mówi pani rzecznik.
Syzyfowe prace
Pracownicy etnografii i większość członków komisji zakładowej „S” dziwi się
dlaczego tylko oni są powoływani do wymyślonych przez dyrektora spisów, które
nazywają syzyfowymi pracami. – Jak mamy pracować naukowo, spędzając czas na
wypełnianiu tysięcy arkuszy? – pytają.
Dyrektor nie zamierza zrezygnować z piastowania urzędu. Jeśli wierzyć słowom
rzecznika, według Grygla najlepszym pomysłem na zażegnanie konfliktu byłoby
rozdzielenie obu instytucji na Muzeum Archeologiczne i Muzeum Etnograficzne.
– To najłatwiejszy sposób, ale nie do zrealizowania z powodów finansowych –
twierdzi Piniński. – Sztuką jest utrzymać to, co osiągnęliśmy. W kraju są
inne muzea wielodziałowe, których dyrektorzy radzą sobie z ich prowadzeniem.
Osoba, która wygrała konkurs, złożyła projekt funkcjonowania muzeum bez
podziału.
Marszałek Ozga o pomyśle