Gość: Francuzk
IP: *.ros.stores.uk.easyeverything.com
14.12.01, 20:32
Wlasnie pisalam uroczy liscik do sw Mikolaja ( a raczej mojego Meza o swietej
cierpliwosci) zastanawiajac sie czy bardziej bym chciala nowe perfumy Chanel
czy tez moze satynowa pizame, gdy nagle przypomnialam sobie ze kilka tygodni
temu przyszedl do mnie list, taki zwykly, w bialej kopercie, napisany na kartce
w kratke. Dawno nie dostalam takiego listu (w epoce Internetu!!!) tym bardziej
wydal mi sie intrygujacy. Otworzylam koperte - niewprawne pismo i klopoty z
ortografia nadawcy nie wskazywaly na nikogo ze znajomych. Podpisano- Wanda z
Siedleckiego. Wtedy sobie przypomnialam... Jakis rok temu odpowiedzialam na
apel pani Wandy, ktory zamiescila Gazeta Wyborcza (zdaje sie ze w rudbryce
GAzeta Pomoz). Chora, z 8 dzieci, owdowiala, 600 zl co miesiac. Prosila o
ubrania, ksiazki, jedzenie. Wyslalam ogromna paczke. Zapomnialam.
Teraz w liscie dziekowala za tamten dar i prosila o kilka ksiazek, moze jakies
cukierki czy czekolade, moze jakies stare spodnie czy sukienke...
Dzis bylam w miescie na tzw xmas shopping (jeszcze gorzej niz w Polsce, totalna
komercjalizacja swiat) i postanowilam ze podaruje pani Wandzie swieta. Zaraz po
powrocie wysle jej ogromna paczke a jej radosc bedzie chyba trwalsza niz Coco
Mademoiselle na przegubie dloni w grudniowy wieczor...
Francuzka