miejskie_narty
17.01.08, 18:09
Czytam artykuł o luksusowych nieruchomościach i dwie rzeczy zwracają moją uwagę w poniższych fragmentach:
"Aby oferta zasługiwała na uwagę musi przedstawiać apartament o minimum 100 m kw. powierzchni i wysokości powyżej 3 m. Kluczowe znaczenie ma wysoki standard wykończenia. Ważna jest prestiżowa lokalizacja. W pewnych miejscach dobrze jest mieszkać, w innych po prostu nie wypada".
i
"Na dźwięk nazw: Wilanów, Mokotów, Ursynów i Śródmieście klienci siadają wygodniej fotelu. Czekają, co też deweloper lub pośrednik sprzedaży nieruchomości ma do zaoferowania."
Mianowicie to, że w Łodzi w Śródmieściu mnóstwo jest miekszań o powierzchni 100+ metrów i wysokości ok. 3m. Problemem tylko w tym, że na dźwięk słowa "śródmieście" klienci pośredników nie siadają wygodniej w fotelu, lecz raczej sztywnieją z przerażenia.
Tyle tylko, że odpowiedzialne za ten stan rzeczy są władze Łodzi (nie twierdzę, że wyłącznie obecne), całkowicie olewające politykę mieszkaniową. Bo można sobie zadać pytanie: skoro lokalizacja jest bardzo korzystna, skoro istnieją budynki zbudowane kiedyś jako luksusowe, to czemu nie pojawiają się developerzy, którzy chcieliby zarobić na wyremontowanych mieszkaniach w kamienicach?
Może dlatego, że wiedzą, że nikt nie kupi mieszkania w okolicy, w której toleruje się patologie, którą traktuje się nie jak osiedle mieszkaniowe, lecz wyspy nieużytków i gruzowisk między tak ważnymi tranzytowymi drogami szybkiego ruchu, jak Kilińskiego, Sienkiewicza, Wschodnia, Kościuszki/Zachodnia, Wólczańska, Gdańska i Żeromskiego?
Może gdyby wyegzekwować ograniczenie prędkości na tych (i oczywiście na tych na osi wsch-zach) ulicach do 40km/h, zmienić je w ulice jednopasmowe z wydzielonymi pasami dla rowerów i miejscami parkingowymi, może gdyby zadbać o trawniki i posadzić drzewa, zainstalować monitoring i pogonić żuli (mam na myśli tych, którzy ewidentnie, notorycznie i w biały dzień łamią prawo np. sikając do bram, pijąc publicznie i nie sprzątając po swoich kundlach), to i u nas Śródmieście zaczęłoby kojrzyć się pozytywnie, co zachęciłoby coraz więcej "normalnych" ludzi do kupna nieruchomości właśnie w tym rejonie? A w pewnym momencie masa krytyczna zostanie osiągnięta i okaże się, że już nie potrzeba wzmożonej ochrony, ciągłego monitoringu i sztucznej zachęty - że rynek wpłynie na zmianę struktury mieszkańców, i że wstydem będzie nie sprzątać po psie (jak to już jest na niektórych osiedlach domków na obrzeżach Łodzi), a widok zataczającego się pana z puszką w dłoni będzie malowniczą egzotyką:)