Dodaj do ulubionych

Kościół oferuje 100 tys. zł poszkodowanej dziew...

    • Gość: arahat Katolicy! Opodatkujcie sie i po sprawie!!! IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 30.10.03, 08:50
      I miejcie pozniej wzglad co z wasza kasa. Bo jak narazie to
      chlopcy w sukienkach jezdza brykami po 200000 i zra najlepsze
      frykast. Ponoc bog zyje powietrzem . A zatem po co mu kasiora???
      • Gość: Mazur 400 tys - Smiesznie malo IP: 5.1.* / *.mas.optusnet.com.au 30.10.03, 09:09
        Jestem zaskoczony smiesznie niskim odszkodowaniem. 400 tys + dozywotnia renta.
        Mieszkam w kraju, gdzie znakomita wiekszosc prywatnych posesji jest
        ubezpieczona. Musialbym sprawdzic polise, ale zdaje sie tego typu wypadki mam
        ubezpieczone do 30mln AUS. Jest dla mnie rzecza oczywista, ze jezeli moj gosc
        potknie sie na cegle, ktora bezmyslnie zostawilem na chodniku, i polamie rece
        i nogi, to ja ( moje ubezpieczenie ) odpowiadam za splate jego rachunkow
        medycznych oraz wyplate dochodow, ktore stracil. Gdyby zostal kaleka, wyplaty
        siegaja milionow dolarow.

        Doprawdy nie rozumiem, jakim cudem parafia nie miala ubezpieczenia. Czy nikt
        nie sprawdza w kuri, w jaki sposob sie administruje parafiami ? Jestem zdania,
        ze za swoj brak wyobrazni kosciol powinien wyplacic tej dziewczynce, nie 400
        tys, ale 40 mln. Przeciez, oni zniszczyli jej zycie, jej plany na przyszlosc.
        Z tego co rozumiem, bedzie potrzebowala opieki do konca zycia.

        Mazur
    • sioban Re: Kościół oferuje 100 tys. zł poszkodowanej dzi 30.10.03, 10:15
      Nie ważne czy tobie się wydaje że cmentarz jest miejscem
      publicznym, ważne jest to że sąd orzekł że odpowiada za niego
      parafia. I niech płacą czarne spódnice, brawo dla wszystkich
      którzy doprowadzili do tego wyroku w końcu klechy zobaczą że
      nie wszystko im się może upiec.
    • sioban LICYTACJA 30.10.03, 10:17
      Proponuje zrobic licytacje przez sieć , ale byłaby jazada,
      każdy by mógł spróbowac być proboszczem poprzez zakup kościoła .
    • dziad_borowy Sprawa zbliza sie do konca 30.10.03, 11:24
      Na poczatek:
      info.onet.pl/820894,11,1,0,120,686,item.html

      "Gazeta Wyborcza": Matka niepełnosprawnej dziewczyny wszczyna egzekucję parafii
      w Dalikowie. Kurii nie udało się uzbierać żądanej przez kobietę kwoty 400 tys.
      zł. odszkodowania.

      6 lat temu na cmentarzu w Dalikowie (woj. łódzkie) na Agnieszkę M. spadł konar
      drzewa, przez co doznała trwałego urazu kręgosłupa. Jej rodzina wytoczyła
      parafii proces i wygrała go we wszystkich instancjach.

      Odszkodowanie za wypadek wraz z odsetkami za zwłokę urosło prawie do 400 tys.
      Prócz tego niepełnosprawnej dziewczynie należy się dożywotnia renta.

      Ale parafii nie stać na wypłatę, grozi jej licytacja - pisze dziennik

      Rodzina M. liczyła, że dojdzie do ugody z kurią, dlatego kilka razy odraczano
      wejście komornika. Jak się nieoficjalnie dowiedziała "Wyborcza", kuria była
      skłonna spełnić żądania, ale potrzebowała więcej czasu na zebranie pieniędzy.
      Zaproponowanych wcześniej 100 tys. zł matka niepełnosprawnej dziewczyny nie
      chciała przyjąć, domagając się całej kwoty.

      Wczoraj okazało się, że władze kościelne usztywniły swoje stanowisko - pisze
      dziennik - i nie zgadzają się na większe odszkodowanie niż oferowane wcześniej
      100 tys.

      Kobieta twierdzi, że te pieniądze nie wystarczą na rehabilitację Agnieszki i
      oświadczyła, że ponawia egzekucję parafii.

      A skoro usztywnili to beda mieli:
      info.onet.pl/820998,11,1,0,120,686,item.html
      "Express Ilustrowany": Kupnem licytowanego kościoła w Dalikowie jest
      zainteresowany Jerzy Urban. Jak dowiedział się dziennik, redaktor
      naczelny "Nie" chciałby tam otworzyć dyskotekę.

      Parafia przegrała proces o odszkodowanie dla dziewczyny, która uległa wypadkowi
      na przykościelnym cmentarzu. Niepełnosprawna Agnieszka powinna otrzymać około
      400 tys. odszkodowania.

      Parafia nie ma jednak pieniędzy i decyzją komornika miała zostać wystawiona do
      licytacji. Mimo interwencji biskupa, matce poszkodowanej nie udało się dojść do
      porozumienia. Kuria oferowała kobiecie 100 tys. zł, na co ta nie chciała się
      zgodzić - pisze "Express Ilustrowany". Kobieta zdecyduje się najprawdopodobniej
      na licytację parafii.

      Jak pisze gazeta, jednym ze starających się o kupno kościoła jest Jerzy Urban –
      były rzecznik rządu i redaktor naczelny kontrowersyjnego czasopisma "Nie".

      Wysłałem swoich przedstawicieli, żeby zorientowali się, ile to będzie
      kosztowało – powiedział "Expressowi" Urban. – Na razie jednak gmina nie
      przedstawiła mi swoich warunków. Chciałbym kupić ten kościół pod warunkiem, że
      nie będzie zbyt drogi. Co w nim zrobię? Zastanawiam się nad dyskoteką...


      • Gość: MK1 Re: Sprawa zbliza sie do konca IP: *.apcc.com 30.10.03, 13:02
        I bardzo dobry po mysl z ta dyskoteka - aczkolwiek troche nieekonomiczny- bo to
        pewnie jakas dziura - choc z drugiej strony kazdy bedzie chcial tam pojsc zeby
        sie przekonac jak tam jest - no i juz jest darmowa reklama w wiekszych
        dziennikach i bedzie kolejna - toz to sie stanie miejscem wszystkich
        pielgrzymek z calej okolicy - dewoci beda sie modlili pod tym kosciolem a i
        bijatyki sie zwieksza (chlopi z kosami versus wszyscy chetni do pojscia na
        dyskoteke) . Policja bedzie musiala ustawiac swoich ludzi tam (byc moze nowe
        zatrudnic nowych stojkowych do pilnowania tego przybytku) , beda potrzebni
        ochraniarze, barmani, tancerki toples a na plebanii bedzie mozna otworzyc dom
        publiczny - tyle nowych miejsc pracy - przeciez to poruszy cala ekonomie
        regionu..::))

        z jednej osoby ktora robila biznes z tego przybytku i byla "trutniem" okolicy -
        bedzie moglo wyzyc przynajmnij 30-40 osob...


        a wracajac do samego wypadku to zastanawia mnie dlaczego proboszcz tej parafii
        nigdy nie zaproponowal matce tej dziewczynki pomoc w zalatwieniu operacji lub
        rehabilitacji za granica??? Przeciez KK ma wiele kontaktow z organizacjami
        charytatywnymi na calym swiecie i napewno znalazlaby sie jakas ktora pomoglaby
        w wyleczeniu lub przynajmenij zmniejszeniu skutkow tego wypadku...- i tak
        naprawde to by go nic nie kosztowalo - no moze poza czasem...-ale jak wiemy
        ksieza KK to bardzo zajeci ludzie...zabiegania,nie maja czasu nawet spojrzec na
        los drugiego czlowiek...(oczywiscie generalizuje tutaj i zapewne znajda sie
        wyjatki, ktore niestety tylko potwierdza regule)
    • kuubaa Zapłacic powinni wszyscy. 30.10.03, 16:48

      Pomyślmy logicznie: Skoro zarządca ich parafii (czyli proboszcz) nie może
      zapłacić, nadzorca tego zarządcy (czyli kuria) nie chce zapłacić, do tego nie
      ubezpieczyli się od OC, to chyba oczywiste, że powinna zapłacić cała
      organizacja, czyli kościół. A skoro kosciól jest wspólnotą wiernych, to niech
      płacą ci wierni - parafianie lub być może nawet wierni z innych parafii. Jak
      nie maja z czego zapłacić, to przecież mogą zadecydowac żeby np. sprzedac jakąś
      inna nieruchomość, opodatkować siebie lub funkcjonariuszy czy zaciągnąć kredyt.
      Bycie we wspólnocie (jakiejkolwiek) to prawa, korzyści ale i obowiązki. Tym
      bardziej, że przynależność do tej wspólnoty nie jest obowiązkowa, jak w
      przypadku np. państwa (przecież też się płaci za tę przymusową przynależność,
      często za zbędne i niechciane wydatki i wpadki). Takie rozwiązanie ma też
      aspekt wychowawczy.
    • Gość: x11 Re: Kościół oferuje 100 tys. zł poszkodowanej dzi IP: *.aster.pl / *.acn.pl 30.10.03, 16:49
      właśnie zbliża się wszystkich świętych
      jakoś nikt nie pomyślał żeby na cmentarzach zbierać pieniążki do puszek na
      rzecz poszkodowanej - byłoby to najbardziej honorowe rozwiązanie
      a jeśli teraz się nie uda to przeznaczyć dla niej część dochodu ze sprzedaży
      świec caritasu i opłatków wigilijnych
    • Gość: Dobrze poinformowany... Re: Kościół oferuje 100 tys. zł poszkodowanej dzi IP: *.lodz.dialog.net.pl 01.11.03, 22:56
      Zobaczcie jak to wygląda a może zmienicie zdanie... Wszystko
      zaczęło się sześć lat temu. Nikt wtedy nie przypuszczał, że
      taki obrót przybierze cała sprawa. 11 października 1997 roku w
      Dalikowie, podczas wichury, 14-letnia wówczas Agnieszka M.
      stała przy grobie swojego dziadka na cmentarzu parafialnym.
      Zawiózł ją tam, jak wynika z zeznań złożonych w prokuraturze w
      Poddębicach, jej ojciec. W pewnym momencie z pobliskiego drzewa
      oderwał się konar i uderzył dziewczynę. W wyniku wypadku
      Agnieszka uległa urazowi kręgosłupa. Ekspertyzy lekarskie
      wykazały, że było to złamanie trzonów trzech kręgów. Po wypadku
      dochodzenie wszczęła prokuratura w Poddębicach. W trakcie
      śledztwa ustalono, że tego dnia wiał bardzo silny wiatr,
      osiągający prędkość 25 m/s, tj. 10 stopni w skali Beauforta
      (według Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej).
      Postępowanie jednak w krótkim czasie zostało umorzone z powodu
      niestwierdzenia przestępstwa. Niecały rok później, 10 lipca
      1998 r., do łódzkiego sądu wpłynął wniosek matki poszkodowanej
      o zasądzenie na rzecz córki kwoty ponad 172 tys. zł i renty w
      wysokości 800 zł miesięcznie. Pozew skierowany był przeciwko
      Kurii Archidiecezji Łódzkiej, do której należy parafia Dalików
      oraz cmentarz w tej miejscowości. W odpowiedzi na pozew kuria
      zadeklarowała pomoc w kontynuowaniu leczenia i rehabilitacji
      Agnieszki. Zwrócono się o pomoc do Caritas. Na jej wniosek
      poszkodowaną dziewczynkę zbadano w Centrum Rehabilitacyjno-Op
      iekuńczym w Łodzi. Uczynił to nieżyjący już dziś dr Andrzej
      Jedynecki. Według niego, dotychczasowa rehabilitacja nie była
      właściwa. Agnieszka M. rehabilitowana była w ośrodku w
      Rąbieniu, który należał do Ośrodka Pomocy Społecznej w
      Aleksandrowie Łódzkim, gdzie pracowała matka poszkodowanej.
      Doktor Jedynecki zalecił zmianę dotychczasowego sposobu
      leczenia i zaproponował prowadzenie rehabilitacji w innym,
      bardziej wyspecjalizowanym ośrodku (w Konstancinie, Reptach,
      Poznaniu). Podobnego zdania był biegły sądowy, który
      stwierdził, że prowadzenie rehabilitacji w specjalistycznym
      ośrodku dałoby lepsze efekty, niż uzyskane. Rodzice dziewczynki
      jednak się na to nie zgodzili. Zażądali załatwienia przez Kurię
      ośrodka rehabilitacyjnego w Niemczech, w Szwajcarii, a nawet w
      Brazylii. Odrzucili także zaproponowaną przez Caritas pomoc
      pieniężną. Co tak naprawdę stało się Agnieszce M.? Według
      posiadanych przez nas informacji, dziewczyna uległa pewnemu
      niedowładowi, który spowodowało złamanie trzonów trzech kręgów,
      a nie, jak napisano w "Gazecie Wyborczej" (9.10.2003 r.) -
      przerwanie rdzenia kręgowego. W każdym razie owa kontuzja nie
      doprowadziła do konieczności używania przez chorą wózka
      inwalidzkiego. Agnieszka M. mieszka z matką w Aleksandrowie
      Łódzkim. Jak sprawdziliśmy, nie figurują w kartotekach w żadnej
      z tamtejszych parafii katolickich. Parafia osaczona Przed Sądem
      O kręgowym w Łodzi przez kilka lat toczył się proces.
      Przesłuchiwani byli kolejni świadkowie. W trakcie procesu
      okazało się, że proboszcz parafii w Dalikowie od 1994 roku, a
      więc ponad trzy lata przed zdarzeniem, występował do władz
      administracyjnych o zgodę na wycięcie drzew na cmentarzu. Cały
      bowiem cmentarny drzewostan, a są to głównie akacje, pozostaje
      pod opieką konserwatorską. W ciągu tych lat ksiądz proboszcz
      dwukrotnie uzyskał zgodę na wycięcie pojedynczych drzew, jednak
      drzewo, którego konar przygniótł poszkodowaną, nie było - nawet
      po wypadku - uwzględnione jako obiekt do "kasacji". Całe
      wydarzenie, do jakiego doszło na cmentarzu w Dalikowie 11
      października 1997 r., zostało poddane ocenie biegłego. Ten
      oparł jednak swoje wnioski nie na obliczeniach, wypowiedziach
      czy analizie sytuacji, ale jedynie na zeznaniach, jakie złożyła
      matka poszkodowanej Agnieszki M. Szereg wewnętrznych
      sprzeczności zawartych w tej opinii oraz słabość podstawy
      faktycznej oskarżenia w postaci niewiarygodnych i
      niezweryfikowanych wypowiedzi matki Agnieszki, która nie była
      przecież świadkiem wypadku, nie przeszkodziły sądowi w wydaniu
      określonego wyroku. Sąd Okręgowy w Łodzi orzekł 13 kwietnia
      2001 r., że parafia w Dalikowie - bo to ją obarczono winą za
      wypadek, ma zapłacić tytułem zadośćuczynienia 120 tys. zł, 7
      tys. zł odszkodowania i wypłacać comiesięczną rentę w wysokości
      1450 zł. Obecnie razem z odsetkami suma ta urosła do 400 tys.
      złotych. Odwołanie od wyroku do sądu apelacyjnego nie
      przyniosło żadnych rezultatów, Sąd Najwyższy odrzucił wnisek o
      kasację, i w kwietniu br. decyzja sądu uprawomocniła się.
      Niewielka parafia w Dalikowie nie miała i nie ma możliwości
      zapłacić tak dużego odszkodowania ani tym bardziej wypłacać
      wysokiej renty. Niedawno do parafii został przysłany komornik.
      Poinformował księdza proboszcza Stanisława Wojtyrę o
      czynnościach, jakie będzie przeprowadzał, i co grozi parafii,
      gdy nie wypłaci ona zasądzonej kwoty. Mieszkańcy Dalikowa są
      oburzeni. - Dlaczego winą za wypadek obarcza się parafię?! -
      mówią. Według wójta Dalikowa Pawła Szymczaka, postanowienie
      sądu i przyznana poszkodowanej kwota są nieadekwatne do tego,
      co się stało. - Czemu z taką samą skwapliwością sądy nie
      egzekwują pieniędzy od oszustów, malwersantów? - denerwuje się
      wójt. - Dlaczego ten wyrok zapadł tak pośpiesznie? Przecież
      podobne sprawy w sądach trwają znacznie dłużej. Może dlatego,
      że w tym wypadku chodzi o Kościół? - zastanawia się. Inni
      parafianie pytają, czy pijani kierowcy, którzy spowodowali o
      wiele większe ludzkie tragedie i kalectwa, płacą do końca życia
      tak wysokie odszkodowania i renty? Wyrok bez dowodów W całej
      tej sprawie zastanawia jedna kwestia: czemu wyrok nie został
      oparty na zebranych w toku postępowania dowodach, lecz na
      przypuszczeniach? Dlaczego rację zawsze miała jedna strona, a
      nikt nie wziął pod uwagę argumentów drugiej? Także bez
      odpowiedzi na razie pozostaje kwestia, co dzieje się z
      poszkodowaną. Z informacji podanych przez mecenasa Jerzego
      Zielaka, adwokata występującego w imieniu parafii w Dalikowie,
      wynika, że Agnieszka ani razu nie uczestniczyła w rozprawie.
      Nie widzieli jej także dociekliwi zazwyczaj dziennikarze.
      Oprócz mieszkańców Dalikowa i okolicznych miejscowości, księdza
      Wojtyry i wójta Szymczaka nikt jej nie widział. Według Bogumiły
      Kłosińskiej, adwokata Agnieszki, dziewczyna pragnie zachować
      prywatność i nie chce pokazywać swego wizerunku. Co więc
      wiadomo o stanie jej zdrowia? Mieszkańcy Aleksandrowa i
      Dalikowa twierdzą, że dziewczyna ma się dobrze i po tamtym
      zdarzeniu nie pozostał żaden ślad. - Chodzi na dyskoteki,
      jeździ samochodem - mówią. Co innego twierdzi adwokat
      Kłosińska. Jednak nie popiera tego żadnymi badaniami
      lekarskimi, nie pokazała nam też żadnych dokumentów
      stwierdzających stan zdrowia Agnieszki M. W jej imieniu
      występuje nadal matka. Co dzieje się z dziewczyną? Jest
      przecież pełnoletnia, wszyscy zainteresowani sprawą mają prawo
      z nią rozmawiać. Czy takie postępowanie nie jest grą rodziców,
      adwokata i sędziów, którzy zasądzając tak drakoński wyrok,
      liczą na duże pieniądze od Kościoła? Tego nie wiemy... Wiemy
      natomiast, że sprawa jest bezprecedensowa, bo jeszcze nigdy nie
      zdarzyło się, aby ktoś wystąpił o tak olbrzymie odszkodowanie
      od Kościoła. I takie odszkodowanie zostało mu zasądzone. Można
      spodziewać się, że jeśli nie dojdzie do porozumienia między
      rodziną dziewczyny a Kościołem, do sądów trafiać będą podobne
      absurdalne wnioski, niepoparte żadnymi dowodami. W ubiegły
      wtorek ksiądz arcybiskup Władysław Ziółek spotkał się z matką
      poszkodowanej dziewczyny. Egzekucję wyroku zawieszono na kilka
      dni. Uznano też, że potrzeba czasu na wyjaśnienie całej
      sytuacji. - Niewykluczone, że ksiądz arcybiskup spotka się
      jeszcze kilka razy z rodziną poszkodowanej - powiedział nam ks.
      Andrzej Dąbrowski, kanclerz łódzkiej kurii. Niestety, nie udało
      nam się porozmawiać z matką dziewczyny, bowiem po spotkan
      • yarro Co pan na to, panie Hubar? 01.11.03, 23:12

      • kuubaa Re: Kościół oferuje 100 tys. zł poszkodowanej dzi 02.11.03, 08:33
        Z wyrokami się nie dyskutuje. Jeśli ujawniły się nowe dowody, zawsze można
        wystąpić o rewizję nadzwyczajną. Tekst jest w wielu miejscach niesmaczny w
        próbach dyskredytacji poszkodowanej oraz miesza fakty z manipulacją.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka