Dodaj do ulubionych

"S" będzie nękać

IP: *.toya.net.pl 24.11.08, 20:58
Nadmiernie upolityczniony Waldemar Krenc zaczyna nam związkowieć?
A może to już najwyższe stadium upolitycznienia?
Obserwuj wątek
    • Gość: tubylec Krenc czyt. nierób i krzykacz za nasze pieniądze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.11.08, 21:54
      Takich darmozjadów i cwaniaków jak Krenc powinno się psami poszczuć.
      Związkowiec w duszę kopany.
      Poustawiał siebie i rodzinkę, udając, że mu na czymś innym zależy.

      Uczciwej roboty, to facet chyba nie zna.
    • Gość: nikifor Po stronie związków zawodowych IP: 217.76.112.* 25.11.08, 17:39
      Wraz z nastaniem Najjaśniejszej Rzeczpospolitej (zwanej także
      Tuskmenistanem) polskie związki zawodowe zmuszone były przypomnieć
      sobie cele, do jakich zostały powołane. Uśpione, pogrążone
      dotychczas w marazmie i bezradności, stale biurokratyzujące się i
      niebojowe nagle zabrały się do pracy. Oczywiście wynika to z
      określonych okoliczności, z których bezwzględnie najważniejszą,
      jest świadomość szeregowych związkowców. To właśnie ona bowiem
      została ostatnimi czasy mocno pobudzona „cudem gospodarczym”
      i „gigantycznymi podwyżkami”, a właściwie nie tyle samymi tymi
      zjawiskami, co dysonansem pomiędzy rzeczywistością medialną, której
      były one sednem; a rzeczywistością realną, w której występują one w
      ilościach ujemnych. Na związkowych liderów zaś (zwłaszcza tego
      średniego szczebla) to jest jedyny sposób.
      Dopóki nie poczują oni na plecach oddechu wściekłej załogi rzadko
      wykazują gotowość do zrobienia jakiegoś zamieszania, koniecznego
      często, dla obrony pracowniczych praw. W Polsce podminowali oni
      swój autorytet na tyle poważnie, że mogliśmy w ostatnich latach
      zaobserwować serię tzw. dzikich strajków, do których związki
      zawodowe później – często z niemałym trudem – się przyłączały. Dziś
      mają pewną okazję się zrehabilitować, ale nie wygląda na to, by
      liderzy (zwłaszcza średniego szczebla) byli tym przesadnie
      zainteresowani. Niemniej jednak zabrali się do poważnej roboty i to
      można im zapisać w pewnym sensie na plus. Teraz wypada uważnie
      obserwować, czy nie zechcą czasem zrejterować z pola walki przy
      pierwszej lepszej okazji, gdy pracodawcy i rząd rzucą jakiś ochłap.
      Zresztą jak na razie sytuacja jest rozwojowa – determinacja
      pracowników jest olbrzymia.

      Naturalnie, wydarzenia ostatnich kilku miesięcy – nasilenie i
      rozszerzanie się protestów pracowniczych na coraz więcej grup
      zawodowych – sprowokowały niespotykaną dotąd falę cynicznych ataków
      na związki zawodowe. Zwłaszcza działacze związkowi stali się
      obiektem bezprecedensowych, obraźliwych, szyderczych,
      sarkastycznych, urągliwych, gorzkich i złośliwych - acz przy tym
      wszystkim mało wyrafinowanych - kpin. W takich wypadkach, nawet
      najgorsi przewodniczący zasługują na obronę. Niezależnie od krytyki
      na jaką ten czy inny działacz zasługuje, cała lewica ma obowiązek
      bronić związków zawodowych przed tymi bezpardonowymi atakami. Są
      one (związki, nie ataki!) instytucjonalną reprezentacją klasy
      pracowniczej! Pomimo, iż niektórzy mogą mieć uzasadnione
      zastrzeżenia do przewodniczącego X czy przewodniczącej Y, nie wolno
      włączać się w prawicowy młyn propagandowy i jednoczyć się z frontem
      kapitału. Wielu lewicowych aktywistów tego nie zrozumiało i
      popełnia fatalny błąd polityczny.


      A związkowcom radziłbym – jeśli wolno – tak: strajkować, strajkować
      i nie popuszczać! Nie słuchajcie bredni o tym, że nie ma pieniędzy.
      Jak są na Irak, Afganistan i Czad, to dla Was też się znajdą. Nie
      oglądajcie się na media, które piszą, że trzeba Was przerobić na
      konserwy – Wy to zrobicie z nimi, jak przejmiecie kiedyś władzę.
      Nie żałujcie sobie zażądać nawet 500% podwyżki – i tak dadzą Wam
      mniej. Żądajcie nawet niemożliwego, by od wroga wyrwać cokolwiek. I
      nie miejcie litości, pracodawcy i rząd jej nie mają i przy
      pierwszej lepszej okazji zechcą Was zniszczyć, bez skrupułów.

      • ordynat.uchleja Re: Po stronie związków zawodowych 25.11.08, 19:16

        " O ile na szczeblu wojewódzkim dobrze dogadujemy się z pracodawcami
        i w Komisji Dialogu Społecznego, o tyle...."

        /.../ Waldemar Krenc

        Lewiźnie łódzkiej tylko gratulować takich związków zawodowych.
        O co ten krzyk ?!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka