Gość: mirek nie zgadzam się ,w moim szpitalu było super żarcie IP: 62.133.128.* 17.06.09, 09:57 gdy byłem na oddz. kardiologii szpitala miejskiego w Rzeszowie jedzenie było bardzo dobre, prawie jak w domu! Odpowiedz Link Zgłoś
szaser Szpitalne jedzenie całkiem dobre! 17.06.09, 09:57 Sam leżałem w szpitalu na Oczki i raz w Wolskim, moja mama na Banacha. Jedzenie wszędzie było dobre, a czasami nawet lepsze, niż mam w domu. Nieraz troszkę za mało, ale jak poprosiłem, to zawsze dostałem dokładkę, oczywiście chleba, albo zupy. Nie narzekam, bo wiem, co to niedostatek, ale były osoby, co to salcesonu, albo smażonej kaszanki nie jedzą. Ja zjem wszystko, co nie zepsute i jadalne. Ale oczywiście sa tacy, co narzekają, choć w domu jedzą byle g...o! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ~~ Re: Szpitalne jedzenie całkiem dobre! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.09, 10:23 Łatwo osądzać, że ktoś nie tknie z byle powodu salcesonu czy smazonej kaszanki, ale druga strona medalu jest taka, że jeśli ktoś ma wyrobione pewne nawyki żywieniowe, albo po prostu choroba nie pozwala mu na tego typu odżywianie (z całym szacunkiem, ale kaszanka jednak nie należy do szczególnie zdrowych)to dieta tego rodzaju raczej choremu nie pomoże, a jedynie zaszkodzi. Zawsze zadziwia mnie, że tak łatwo oceniamy i mierzymy swoją miarą... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: ichi51e Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.acn.waw.pl 17.06.09, 09:58 Ciagle o tym zarciu w szpitalach... Ktos z redakcji chorowal ostatnio czy moze jakis kuzyn ma firme cateringowa? A w szkolach to lepiej karmia? Smiech na sali. Odpowiedz Link Zgłoś
cati0n Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 09:59 Witam Czy wiecie że w Auschwitz dzienne wyżywienie szacunkowo zawierało 1400-1700 kcal, fakt że przy ciężkim wysiłku fizycznym. Zapotrzebowanie kobiety w ciąży czy karmiącej sięga 3000 kcal a w szpitalach podają tak na oko nie więcej niż 2000. Dobrze że ktoś ten temat wreszcie poruszył. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: karzeł_wasyl jedzeinie w KL Auschwitz IP: *.stat.gov.pl 17.06.09, 10:26 1400-1700 kcal? A skąd takie wyliczenia? Ile by tej brukwi trzeba było zjeść, albo ile wypić kawy zbożowej, żeby te kalorie uzyskać? Zresztą kaloria - kalorii nierówna :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: frizz Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.tvk.torun.pl 17.06.09, 10:01 Myślę, że to nie chodzi o to, żeby jedzenie było jakieś szczególnie wykwintne. Ale dobrze byłoby gdyby było chociaż ciepłe i świeże. Moja Mama leżała zimą w szpitalu, nie dość że było zimno jak szlag, to wszystkie posiłki były w najlepszym razie letnie..włącznie z herbatą. Wiadomo, że nikt nie przychodzi do szpitala się "odkarmić". Jeśli szpitali nie stać na porządne wyżywienie to niech zapewnią chociaż ciepłą podstawę i poinformują rodzinę co ewentualnie przynosić. Ja np. nie wiem czym powinien żywić się pacjent po operacji.. a widziałam gości z pizzą dla chorego codziennie.. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: m Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.06.09, 10:04 W tym roku "odwiedziłam" dwa szpitale. Posiłki w jednym kompletnie niezjadliwe. Śniadanie i kolacja 2 kromki chleba, masło i wędlina składająca sie z chrząstek. Obiad - zimna zupa bez smaku, zimne ziemniaki z zimnym klopsem( tydzień czasu to samo, choć w menu nazywało sie inaczej ;)). Drugi szpital jedzenie ok. Ciepłe, smaczne i dobrze wygladające. Odpowiedz Link Zgłoś
dupa2_2 Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 10:06 Znowy nagonka - byłem w szpitalu trzy dni na badaniach - szpital na Bielanach. Zupa mleczna rozwodniona i niesmaczna pewnie jak wszędzie. Obiady skromne, ale wystarczające. Według mnie jedzenie jest W PORZĄDKU - to nie senatorium dla anorektyków ani tuczarnia kurczaków. Wielu pacjentom przydałoby się schudnięcie - mi też. Schudłem przez ten czas i czułem się lepiej, lżejszy. Tylko gdyby nie ta wada serca ... Odpowiedz Link Zgłoś
misi.a Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś 17.06.09, 10:07 Ja leżałam 5 dni w Jeleniej Górze na Chirurgii Urazowo-Ortopedyczniej. Jedzenia było wystarczajaco dużo oraz wystarczajaco dobre :D W ogóle, gdyby nie to, że złamałam nogę, to w szpitalu było całkiem fajnie :P Odpowiedz Link Zgłoś
yellow1302 Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś 17.06.09, 10:25 Znajomy pracownik domu opieki co prawda, a nie szpitala opowiadał mi kiedyś dlaczego jedzenie było tam okropne: Zamiast ugotowac mniej, ale dobrej zupy, gotowało się hektolitry czegoś, czego nikt nie chciał jeść. W efekcie przeznaczane to było do wyrzucenia, a że dyrektor domu opieki miał hodowlę świń... W części przypadków i taki mechanizm może działać. Byłam kiedyś z cóką w szpitalu dwa tygodnie, jedzenie niezłe i na swój sposób smaczne, choć generalnie za tłuste i kompletny brak warzyw, ze dwa razy dali buraczki z chrzanem lub rozgotowaną marchewkę. Ani kropli mleka. Wszystko (śniadanie, obiad, kolacja) w jednorazowych styropianowych pudełkach - po co? Czy to taki problem kupić dużą zmywarę zamiast produkować góry śmieci? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jac Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś IP: 195.69.81.* 17.06.09, 11:49 Dobre jedzenie w Łodzi to np. Szpital Chorób Płuc w Łagiewnikach i Tuszynie, chociaż nie mają własnej kuchni tylko dobry katering. Za 11 złotych dziennie przy duzej ilosci dostarczanych posiłków, naprawdę posiłki mogą byc smaczne a napewno ciepłe.Za ich jakośc odpowiada dyrektor placówki. Kto kontroluje posiłki w publicznej służbie zdrowia - chyba SANEPID (dział żywienia),a jeżeli tak, to w świetle stwierdzonego stanu, wynika z tego wniosek, że ta zbiuraktywizowana instytucja, istnieje tylko dla samego istnienia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Anneczka Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś IP: 87.105.182.* 17.06.09, 13:23 Dobre jedzenie w Łagiewnikach? No nie wiem, mój synek tam przebywał i powiem szczerze, że kilka tygodni takiego odżywiania i dziecko ma chyba anemię. Mięso zazwyczaj niejadalne, mało owoców, herbata tak słodka, że łyżka stoi, a przecież wszędzie trąbią, żeby ograniczać dzieciom cukier w diecie. Kompocik sztuczny, margaryna chyba z oleiny. Poza tym dzieci permanentnie głodne - nie moje, bo to niejadek i tak odżywiany głównie domowymi posiłkami. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xck Można inaczej IP: *.chello.pl 17.06.09, 10:09 W Centrum Onkologii w Warszawie - za 5-6zł jest smaczny obiad z dwóch dań i kompot. Porcje takie, że ciężko przejeść. Sama zupa 1.50zl. Podobno przy takiej ilości jedzenia (pracownicy i pacjencji jedzą to samo) ok 6zł wystarcza żeby to sfinansować. Odpowiedz Link Zgłoś
kycu Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 10:09 I wszystko się schodzi na służbę zdrowia, jak zwykle :).Do szpitala nie chciał bym już nigdy trafić. Mam 24 lata a w szpitalach już się wyleżałem. Wiem dokładnie jak to wszystko wygląda. I tu nie tylko jest tak z jedzeniem. Ale dobrze, że temat został poruszony. Może kiedyś się coś zmieni w tej "Polszczynie" jak to moja babcia mówi ;) Odpowiedz Link Zgłoś
slavko.matejovic Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 10:10 A złodziejskie państwo kradnie mi jeszcze na tą fikcję zdrowotną jedną trzecią pensji. Za które to zaoszczędzone pieniądze w wypadku odpukać w niemalowane choroby w rodzinie mógłbym o wiele lepiej załatwić prywatne leczenie z pełną stawką żywieniową. I może ten kraj jeszcze będzie oczekiwać lojalności? A taki ебаный xyй! Odpowiedz Link Zgłoś
misiu-1 Ale za to w więzieniach dobrze karmią 17.06.09, 10:13 POpaprańcy dbają o swój żelazny elektorat. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Andi Re: Ale za to w więzieniach dobrze karmią IP: *.toya.net.pl 17.06.09, 10:55 Dlaczego na każdym forum zawsze jakiś debil typu "misiu-1" musi się znaleźć ? Może Misia trzeba zamknać w więzieniu aby się przekonał jak jest naprawdę Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: savon de Marseille Szpitalne menu IP: *.dyn.iinet.net.au 17.06.09, 10:14 Nieco historii. Szpital dla psychicznie chorych W Gladesville (Australia) rok 1926 www.records.nsw.gov.au/state-archives/resources-for/family-historians/asylum-records/images/3-1772-2.jpg/image_view_fullscreen Odpowiedz Link Zgłoś
aharper Guzik prawda - artykuł z tezą 17.06.09, 10:16 W Instytucie Onkologii w Gliwicach stawka żywieniowa wynosi 5,80 PLN (sic) i jedzenie jest bardzo OK. Odpowiedz Link Zgłoś
tomek_atomek Szpital w Legnicy RULEZ! 17.06.09, 10:21 Na neonantologii (noworodki) podali rano mleko, na obiad bigos... dla nie rozumiejących problemu powiem, że matka karmiąca nie może pozwolić sobie na kapustę, a wiele dzieci ma skazę białkową (uczulenie na białka w krowim mleku). Generalnie to z 4 obiadów tylko jeden "był możliwy" do zjedzenia... Zarabia na tym tylko firma cateringowa, bo połowa pacjentów chętnie zrezygnowała by ze szpitalnego żywienia w całości... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kasztan Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.59.classcom.pl 17.06.09, 10:22 a ja leżałem w szpitalu w Nowym Sączu nieco ponad tydzien. Co do jedzenie to w zasadzie narzekac nie mogłem. Co prawda racje żywnosciowe nieduże ale za to był twaróg, jakies wędlinki, buraczki ćwikłowe, pieczone jabłko, sałata. Obiady były zawsze ciepłe Warto wspomniec o miłych paniach dietetyczkach które nie skąpiły jak sie ładnie do nich uśmiechnęło ;) Odpowiedz Link Zgłoś
reklama-bolek5 Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 10:22 Chyba rzeczywiście ludziom nieźle się powodzi. Ja niekiedy marzę sobie, by lekko zachorować, tak by nie bolało za mocno, a za to podjeść sobie prawdziwego obiadku. Nawet tego szpitalnego. Z drugiej strony, szpital to szpital niestety. Odpowiedz Link Zgłoś
bambussi Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś 17.06.09, 14:05 po co wypisujesz bzdury? na jedzenie cię nie stać, ale na pisanie bzdur w necie to czas i pieniądze masz??? co za troll... Odpowiedz Link Zgłoś
sylwia.g21 Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 10:27 obserwowałam to przez prawie pół roku w szpitalu praskim w Warszawie.a 85% tego "niby jedzenia" zostaje na talerzach i idzie do śmieci...bo rodziny muszą karmić pacjentów przyniesionym z domu...takie marnotrawstwo że żal patrzeć...a służba zdrowia nie ma pieniędzy..skandal Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kamila_gov Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: *.toya.net.pl 17.06.09, 10:30 Mam wrażenie, że temat dotyczy głównie łódzkich szpitali :/ Ja leżałam w szpitalu MSWiA w łodzi na oddziale gin. z zagrożoną ciążą. Jedzenie czasem było gorsze od tego opisywanego w artykule. Zimne - zawsze. Kolacje i śniadania składały się najczęściej z kromki chleba i najtańszej z możliwych mielonek. Zimne jajko na twardo - ale już bez soli, owsianka - nie słodka ani nie słona itd. Schudłam 4kg przez 10 dni pobytu (a i tak mam niedowagę w ciąży, więc wcale nie potrzebowałam takiej "kuracji"). Trochę pomagali przyjaciele, rodzina niestety mieszka daleko, a mąż akurat pracował za granicą. Odpowiedz Link Zgłoś
liwilla1 Re: ja mam pytanie... 17.06.09, 10:33 jak kobieta po trudach porodu ma dojść do siebie, gdy jako posiłek dostaje 3 kromki z bagietki i plasterek chudej wędliny? jak ma jeszcze z tego wykarmić dziecko?? przy dwóch połogach, których doświadczyłam do tej pory, mąż musiał mi donosić jedzenie w bańkach, bo byłam cały czas wygłodzona! teściowie śmiali się, że jest jak za komuny. to jest skandal! Odpowiedz Link Zgłoś
mamahania2 Re: ja mam pytanie... 17.06.09, 11:02 Zgadzam sie calkowicie.Mam dokladnie te same doswiadczenia.Dwa razy rodzilam w polskich szpilalach raz w angielskim.W naszych rodzimych placowkach poprostu glod mi doskwieral i rodzina przysylala mi jedzenie.Zalosne to dla mnie.Na obczyznie przynosili mi menu abym mogla wybrac na co mam ochote(obiady i kolacje)sniadania moglam robic sobie w kuchni szpitalnej(tosty,platki takie tam). Odpowiedz Link Zgłoś
liwilla1 Re: ja mam pytanie... 17.06.09, 11:14 zazdroszcze :) z publiczną służbą zdrowia jest jak z polskimi drogami - wszyscy na nie płacą, ale żeby raz na ruski rok skorzystać z usług na odpowiednim poziomie, trzeba dodatkowo się opodatkować z zarobków netto (np. wykupując prywatną usługę). to ja się pytam, gdzie wyciekają te pieniądze? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Belinea Bo się zaraz rozpłaczę... IP: *.chello.pl 17.06.09, 11:48 Jak widzę te spasione wieloryby, co przez 9 miesięcy żrą bez opamiętania, bo mamusia i babcia podpowiedziały, że w ciąży trzeba jeść za dwoje (co jest oczywiście kompletną herezją, ale to kolejny wiejski mit), to się nie dziwię, że przyzwyczajone od dłuższego czasu do obżarstwa, mają potem pretensje, że są w szpitalu głodzone. Jednego tylko nie rozumiem - skoro już drogie panie jesteście w stanie wygrzebać kasę choćby spod ziemi, żeby tylko mieć prywatną opiekę położnej albo lekarza przy porodzie, to chyba też wystarczy na żarło w bufecie? Jedno jest pewne - choćby wam dania z ekskluzywnej restauracji przynieśli i tak będziecie narzekały, że najlepsze jest domowe jedzenie, które wam mamusia w termosiku przyniesie. I jeszcze jedno - z tego, co pamiętam, po porodzie też obowiązuje pewnego rodzaju dieta, żeby dzieciak w mleku za dużo alergenów nie dostał, więc chyba tłuste dania odpadają i pozostaje zupa marchwianka i gotowane mięso. Jedno jest pewne - zanim stracicie ten narosły przez miesiące tłuszcz, zdążycie wyjść ze szpitala, a te 2-3 dni da się chyba jakoś wytrzymać? To nie hotel ani knajpa, nie podoba się, to się nie je, zresztą - kiedy się podobało? Odpowiedz Link Zgłoś
liwilla1 Re: Bo się zaraz rozpłaczę... 17.06.09, 12:12 koleżanko, zajdź w ciąże, uródź i wykarm - wtedy możemy podyskutować i o diecie, i o prawidłowej wadze położnicy. Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: azyt Re: Bo się zaraz rozpłaczę... IP: *.fbx.proxad.net 17.06.09, 13:27 uródź? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Belinea Urodziłam i wykarmiłam IP: *.chello.pl 17.06.09, 13:53 Nie korzystałam z żadnych udogodnień w szpitalu - prywatnej położnej, indywidualnej opieki lekarza, cesarki na życzenie ani prywatnej sali. Rodzina nie donosiła mi zupek w słoikach, nie podżerałam w bufecie. Nie spasłam się jak świnia, a 3 dni po urodzeniu dziecka byłam na ścisłej diecie, mimo to karmiłam i jakoś żyję, dziecko zdrowe. Jak już mogłam cokolwiek jeść, to "panie kuchenkowe" przynosiły mi dokładki, bo byłam jedną z 3 kobiet, które nie narzekały na warunki, tylko z uśmiechem przyjmowały sytuację, dzięki temu byłyśmy ulubienicami personelu w przeciwieństwie do pozostałych - zapasionych baleronów, które traktowały szpital jak hotel, a lekarzy i pielęgniarki jak służących. Stać je było na wszystkie "dodatkowe usługi", pożerały tony jedzenia spoza szpitala, a mimo to były niezadowolone i tak krytyczne, że psuło to atmosferę na oddziale. Odpowiedz Link Zgłoś
shellerka Re: Urodziłam i wykarmiłam 17.06.09, 14:48 dokładnie belinea - ze mna na porodowce lezaly kobiety, ktore narzekały na kolor kafelkow w toalecie (toaleta w pokoju, nei na korytarzu) i ogólnie na to ze polozne nie skacza tylko wkolo nich, a salowa nie chodzi usmiechnieta. dzieki temu doswiadczeniu ze zmanierowanymi babskami zrozumialam, dlaczego jadac na polna spodziewalam sie najgorszego (po czytaniu wpisow na forach internetowych, ktore pisaly takie babska wlasnie), a to co zastałam pozytywnie mnie zaskoczylo i w niczym nie przypominało "beznadziei" z opowieści forumek. Odpowiedz Link Zgłoś
shellerka Re: Bo się zaraz rozpłaczę... 17.06.09, 14:40 :))) belinea! to bylo piękne! absolutnie sie pod tym podpisuje Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Belinea Re: Bo się zaraz rozpłaczę... IP: *.chello.pl 17.06.09, 15:38 Pozdrawiam, jako żona poznaniaka. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jagodast Re: ja mam pytanie... IP: *.adsl.inetia.pl 17.06.09, 12:59 To że porcje niewielkie to nic ale jak przez 4 dni po cesarce na obiad dostawała gotowanego kalafiora i dziecko karmiłam to się troszkę zdziwiłam :))) Odpowiedz Link Zgłoś
grubel Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 10:33 Ja miałem to szczęście, że głodzili mnie przed operacją, tydzień po operacji a jak już przyszedł moment, że zaczęło mi przysługiwać jedzenie to natychmiast mnie wypisali. :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mamazosi1 Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś IP: *.ze.tarnow.pl 17.06.09, 10:50 Zgadzam się z autorem. Jedzenie w naszych szpitalach jest ochydne i zimne. Poza tym jak można dawać ludziom z problememi żołądkowymi tzw. pieczeń rzymską, po której odbija się cały następny dzień ?!? Parę lat temu urodziłam dzidzię przez cesarkę. Kilka dni po porodzie dziecko zrobiło się niespokojne i miało problemy z brzuszkiem. Pielęgniarki na mnie nakrzyczały że napewno najadłam się jakiejś czekolady i dlatego dziecko nie może się wypróżnić. Niestety nie zwróciły uwagi na to, że np. na obiad była strasznie slona i ostra zupa a na kolację dziwna pseudokiełbaska.Masakra Odpowiedz Link Zgłoś
dom_maklerski Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości 17.06.09, 10:37 Ze swojej strony dodam tylko, że w Wars[u]awie na Neurologii (w MSWiA na Wołoskiej)niesamowity był sposób podawania posiłków pacjentom: wchodzi do pokoju pani - bez słowa, dosłownie rzuca talerz na stolik (dobrze, że nie zjechało z niego to co tam było) i jesli nie zdążył mój tata krzyknąć, że chce jeszcze nóż i łyżeczkę to musiał niestety radzić sobie bez nich. To nie zdarzyło sie jeen raz, a tata leżał prawie 2 tygodnie. Kurcze - tak bezosobowo, a nawet niekulturalnie nie powinni się chyba zachowywać w szpitalu - nie tylko w szpitalu... aaa.. oczywiście my mu jedzenie przynosiliśmy, chociaż stracił apetyt tam zupełnie.... Odpowiedz Link Zgłoś
jaqbek2 Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś 17.06.09, 10:54 Niestety, wiele pielęgniarek i tzw. obsługi szpitalnej wychodzi z założenia, że jaka płaca, taka praca. Ja, leżąc niedawno w Centrum Onkologii w Warszawie musiałem mieć swoje: - kubek na herbatę - sztućce - talerzyk, bo jak nie zjadłem śniadania w 15 minut, to zabierali, więc by mieć na dłużej, musiałem sobie przełożyć Raz poprosiłem panią roznoszącą posiłki, czy mogłaby mi przepłukać kubek, bo kiepsko się czuję po kroplówce. Mało nie wydarła się na mnie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: j... Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś IP: *.chello.pl 17.06.09, 15:49 dla ciebie pielęgniarka to służąca?Poproś lekarza nastepnym razem. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Nina Jedzenie jest częścią leczenia! IP: *.r.kbt.pl 17.06.09, 10:41 Do wszystkich, którzy piszą, że szpital to nie Sheraton i ma leczyć, a nie karmić: Miesiąc temu mój tata (62 l.,75 kg., cukrzyca, ciężka zatorowość płucna) przeszedł 7-dmio godzinną, bardzo skomplikowaną operację płuc w szpitalu w Aninie. Lekarze uratowali mu życie (mimo dramatycznych powikłań w trakcie operacji) i chwała im za to! Od początku jednak z jedzeniem był problem. Tata nie wybrzydzał, próbował jeść szpitalne posiłki. Po koronografii, jeszcze przed operacją, kazano mu (słusznie) leżeć nieruchomo i nie podnosić głowy. W porze obiadu panie przyniosły posiłek, po czym WYSZŁY. Próbowaliście kiedyś zjeść coś leżąc płasko na plecach? Całe szczęście, że akurat odwiedziłam tatę - mogłam go nakarmić; wydaje mi się jednak, że to jeden z obowiązków personelu szpitala... O ile w Aninie jedzenie było znośne, to w szpitalu płucnym na ul. Płockiej (tam przeniesiono tatę po operacji, w bardzo ciężkim stanie, po otwarciu mostka) po prostu nie dało się na nie patrzeć! Tata leżał tam 3 tygodnie, schudł 5 kg, a rozległe rany pooperacyjne nie goiły się tak, jak powinny. Po tym czasie wypisano go do domu, mimo że jego stan nie był zadowalający. Po 2 dniach wrócił do tego samego szpitala - tyle że już z zapaleniem płuc i spędził tam kolejne 2 tygodnie. Kilku niezależnych lekarzy potwierdziło nasze przypuszczenia: właściwie zbilansowane, apetycznie wyglądające posiłki, mają kolosalny wpływ na pozytywny przebieg rekonwalescencji pacjenta!! Gdyby mój tata dostawał odpowiednie jedzenie, rany goiły by się szybciej, nie cierpiał by tak długo z powodu bólu pooperacyjnego i prawdopodobnie nie złapałby zapalenia płuc (osłabiony organizm nie broni się przed wirusami i bakteriami). Tak, płacimy przymusową składkę na "bezpłatne" ubezpieczenie zdrowotne po to, aby w razie potrzeby szpital nas LECZYŁ. Właściwe żywienie jest fundamentalną CZĘŚCIĄ PROCESU LECZENIA, dlatego uważam, że to skandal, że pacjenci otrzymują na talerzach to, co widać na zdjęciach w artykule. PS. Za niezbędne leki też szpitale nie chcą płacić: musieliśmy dowozić tacie jego własne insuliny, glukometr (w przeciwnym razie pielęgniarki 5 razy dziennie dźgałyby go wielką igłą do zastrzyków w palec w celu zbadania poziomu cukru) i leki na zakrzepicę. Musiał też zapłacić z własnej kieszeni za usztywniający gorset, bez którego nie zrósłby się mostek. Osobiście musiałam interweniować u obsługi szpitala na Płockiej, aby tata dostał drabinkę mocowaną do ramy łóżka, bez której nie mógł nawet samodzielnie usiąść, a tym bardziej wstać (pielęgniarki były szczerze zdziwione moją prośbą). Nie otrzymywał żadnych środków przeciwbólowych, przez miesiąc prawie nie sypiał, a w dzień przy każdym najmniejszym ruchu wił się z bólu. Nie piszcie, że szpital to nie Sheraton tylko spróbujcie wykrzesać z siebie odrobinę empatii albo wybierzcie się na wycieczkę do dowolnego oddziału pooperacyjnego. Zobaczycie prawdziwe, niepotrzebne ludzkie cierpienie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mk Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwości IP: 193.16.229.* 17.06.09, 10:41 mkNie godzę się. Leżałam dość długo na onkologii w Kielcach. Jedzenie pyszne ciepłe, a Siostra dba żeby każdy zjadł , a nawet podgrzewa jeżeli pacjent jest np. na zabiegach. Odpowiedz Link Zgłoś
sven_b Re: Szpitalne jedzenie, czyli galeria obrzydliwoś 17.06.09, 10:41 Każdy mieszkaniec okolicy wie, że poziom Szpitala Wojewódzkiego w Zgierzu można określić na wczesny trzeciorzęd. Odpowiedz Link Zgłoś