Gość: jothagie Ab equis ad asinos... IP: *.olsztyn.mm.pl 05.02.11, 10:42 zamknięty Powtórzę coś, co nazwałem apelem do Redakcji: Przy okazji tych „Oskarów” warto by podać (prawdziwe) wyniki w liczbach bezwzględnych, bo wygląda na to, że ta decyzja zapadła na zapleczu GW. Czy był przy tym jakiś prawnik, który potrafi wziąć odpowiedzialność za podane wyniki. I wreszcie, jak to się ma procentowo do liczby Olsztynian. Innymi słowy, interesują mnie decyzje Olsztynian, a nie ustalenia Knesetu.(03.02.11, 21:29). Przyznam, że miałem do wyboru określenia: Agora (za mądrze i z koneksjami do Spółki), Wielki Churał Państwowy (zbyt poniżająco) i Kneset (właściwie politycznie, bo faktycznie prowadzi politykę na całym świecie). Jeśli okaże się, że te wyniki nie będą urągać ani metodologii, ani statystyce, ani logice (zbyt małe prawdopodobieństwo wyciągnięcia takiego wniosku), to będę wątpił w jakość ludzi czytających GW i ich zdolność rozumowania. W rzeczy samej, ma się rozumieć (niech to trąci kiczem) ewentualny wybór JCM na prezydenta Olsztyna, a „błazenka” (sam siebie tak określił) na Olsztynianina Roku jest tej samej natury. Bolesne zakpienie z tych wszystkich, co sądzą inaczej. Ale jest to żart tak grubiański, jak pomysł ustawienia pewnych ludzi jako kandydatów, do czegokolwiek. Wzmacnia się to wrażenie, kiedy spojrzymy na listę tych, co nie wygrali (na szczęście!). Przynajmniej dwóch z nich trzeba by chronić przed takimi tytułami, ale czy ze złośliwymi kpiarzami można się umówić na cokolwiek? Nawet na wspomaganie demokracji. Ale powiem Wam jedno, że wszystko cokolwiek na ten temat przemyślałem, prowadzi z jednej strony do władzy, a z drugiej strony, do macherów jakiejś zaplanowanej rozpierduchy. Jest w tym widzialna ręka inżynierii społecznej, działającej niekoniecznie w naszym (np. narodowym, no może tożsamościowym) interesie. Domyślam się, o co chodzi, ale jest zbyt mało danych, żeby taki wniosek uzasadnić. I to zaburza prawidłowe widzenie naszej kondycji ludzkiej i obywatelskiej. Na to nie ma siły, bo jest to zamierzone. Obywatelu, poznaj więc swoje miejsce w szeregu. Ewentualnie głosuj bez skreśleń! Jeszcze tylko o poprawności w zakresie metodologii i statystyki. Jeśli błazenek nr1 wygra z błazenkiem nr2 o tzw. damski włos, to jest to zwycięstwo demokracji. Jeśli jednak błazenek nr1 o damski włos wygrywa z profesorem i znanym publicystą, w dodatku na bardzo małej próbie, to statystyka łącznie z zastosowaną metodologią nie służy demokracji a tylko szerzeniu głupoty. W takiej ewentualności drąży mnie myśl następująca, czy kandydaci musieli wyrazić zgodę na poddanie się ocenie i czy wiedzieli w jakim towarzystwie przyjdzie im walczyć o palemkę. To oczywiste, że dobrze rozumiem konwencję gry i zabawy, w jaką można taki plebiscyt na siłę wcisnąć, ale ma to sens tylko przy założeniu, że uczestnicy grali, grają lub grać będą czysto. Tu niestety, jeden z uczestników zagrał brzydko. Urealnił procedurę z gry fiction, typu „bij - zabij” i przeniósł to na grę w demokrację (Sim City demokracji). W założeniu była to gra typu city-building a nie destruction. I za taką pomyłkę dostał bonusa, może nawet „drugie życie”, a dla dobra społeczeństwa obywatelskiego raczej powinien dostać informację „game over”. Jeśli dostanę kod tej gry, to w czynie społecznym napiszę programik z „palcem wskazującym kierunek wyjścia”. Gra skończona i bez kolejnej szansy na nowe rozdanie, początek. Gra się „powiesiła” z przerażenia. Komenda „enter” nie będzie już przydatna. Raczej Control-Alt-Delete. Procedura Whisky – Enter – Delete raczej nie zadziała, bo wymaga solidnego wspomożenia Tab-Caps-Alka-Seltzer. P.S. Na koniec moja deklaracja. Jest mi to doprawdy wszystko jedno, kto został, czy w przyszłości zostanie Olsztynianinem Roku... Do Centrum miasta wyprawiam się najdalej w trójkącie: Żołnierska – Mariańska – Dworcowa i wszystko poza numerem w kolejce do lekarza mogłoby mi zwisać. Ale nie! Czytam, obserwuję i „podziwiam” jak to wszystko pada na pysk, szczególnie w dobrych obyczajach. Może to i dla Was jest dobra zabawa, okazja do uchlania się, ale mnie nic tak nie przeraża, jak widoczne nadpsuwanie się procesów myślenia społecznego. Nigdy w tym nie byliśmy dobrzy, ale nigdy, do tej pory lejców tego myślenia nie trzymali „Rozbrykani, Nicponiowaci Jeźdźcy Apokalipsy”. Zapewnili sobie wspaniałe rumaki a nas, bez naszej zgody, przesadzają z koni na osły (jak w tytule postu), żeby nie powiedzieć, że już nie tylko robią nas w konia ale przede wszystkim w osła. Takie nasze ustalanie stosunków własnościowych z niewidzialną ręką błaznów. forum.gazeta.pl/forum/w,64,121735436,121735436,Tytul_za_obrone_miasta_przed_osmieszeniem.html Teraz widzicie, czym ta Wasza demokracja trąci. Cenzurą oczywiście – na 44 wpisy aż 6 kasacji. Tym dowiedliście, że do wszystkiego jesteście zdolni i raczej nie bierzcie się za organizację czegoś, gdzie swoje łapska możecie włożyć. Pokusa jest dla Was zbyt wielka. Drogowskaz demokracji, który nie chodzi drogami, które sam wskazuje. Też mi, psia krew, demokracja! Link Zgłoś
Gość: jothagie C'est du chenu IP: *.olsztyn.mm.pl 06.02.11, 11:46 zamknięty Jest wybornie. Jest cudnie, jakby to zinterpretowała Maryla Rodowicz, ale Jej do tego na razie nie mieszajmy. Agnieszki Osieckiej również. Polska ustrojowa sprawiedliwość nie cieszy się u mnie szczególnym uznaniem, tym bardziej prokuratura i sądy. Napatrzyłem się w swoim życiu na przypadki co najmniej dziwne i życzę sobie, obym z tej formy sprawiedliwości nie musiał korzystać. Ale niezależnie od moich doświadczeń jestem głęboko przekonany, że w skali nie-indywidualnej jest to obiektywna forma porządku społecznego. Ten porządek jest ustalany pewnymi normami, które niezależnie od naszego doświadczenia i zdania powinny być uznawane jako obowiązujące. Jedna z tych norm, którą deklasujemy stosownie do naszych potrzeb, jest: nie osądzaj, zanim sąd nie wyda prawomocnego wyroku. I nawet jeśli prokuratura widocznie mataczy, a sąd się myli, to szanujmy wyroki i nie wychodźmy przed szereg, tym bardziej, kiedy jest to pomocniczy środek do czegoś, np. w walce politycznej. Powyższy wstęp, to nawiązanie, do sprawy, która ostatecznie powinna zejść z naszych zainteresowań – udział JCM w wyborach i „osiągnięcia” jego przeciwników. Sprawa ma się zupełnie nieskomplikowanie, jeśli tylko na chwilę zdobędziemy się na odrobinę obiektywizmu. W trakcie kadencji JCM, mimo zachwytu i pozytywnej oceny wielu, dostaliśmy dostateczna ilość informacji, że ta kariera polityczna powinna się zakończyć. Niedowiarków jednak, że tak będzie, było zbyt wielu, żeby przy tym nie pomanipulować. Zrobili to w wielkim, jak dla nich stylu, czyli doprowadzili do skandalu. Co gorsza, ustanowili fakty, które wystarczyły do referendum odwoławczego. Z biegiem czasu fakty stawały się co raz bardziej cienkie. JCM, jako polityk, wykorzystał to - stanął do wyborów i częściowy sukces odniósł. Ale sukces to nie mandat radnego, ani nie druga tura wyborów prezydenta miasta – to przerażenie tych, coby mogli wpaść w ręce szaleńca, żądnego „zrywania skóry i sypania solą”. Mówię to jak Gilowska o Tusku, bo znam człowieka i nieco w kontekście się rozeznaję. I nie opowiadajcie narodowi dyrdymał moralnych, typu gwałciciel, itp. Zupełnie o co innego chodzi. Ubraliście to w szaty oburzenia i zrobiliście typowe fashiontv dla drżących ze strachu. A jak sąd to oceni, to już zupełnie inna sprawa – stworzy fakty (może ustali, choć wątpię), które będą obowiązywać od czasu uprawomocnienia się. I wtedy i my będziemy mieć podstawę do rozmowy, a jeśli wiemy (to może zbyt dużo powiedziane) coś innego, to wypada milczeć. Taka jest nasza kultura prawna i skuteczna podstawa porządku społecznego, jeśli oczywista, wszyscy to uszanujemy. Ale jak ma uszanować to ktoś, kto niczego nie szanuje? „Pchajmy więc taczki obłędu jak Byron, bo raz mamy bal!” I w świetle tego warto by jeszcze raz przemyśleć walkę polityczną, której byliśmy świadkami. Wielu wypowiedziało się, niektórzy nawet heroicznie, ale to były słowa źle nakierowane. Dostało się przede wszystkim JCM i słusznie, bo on sam dobrze wie, za co dostał, ale na „zapleczu” siedziała grupa macherów i zacierała ręce. To cudotwórcy, którzy mimo jawnego qure...twa zachowali „niewinnośc”. A w ich imieniu tak wielu rozdzierało szaty i oby tylko w stylu pożytecznych idiotów (Lenin), choć mogę sądzić inaczej, a mianowicie, że powstają prywatne armie złożone również z inteligentów – pieczeniarzy, gotowych na wszystko, niekoniecznie ze wzniosłych (ideowych) pobudek. C'est la vie. Minął czas zasiewów, walki o utrzymanie plonów - teraz dożynki i odznaczenia. Nic to, że naród witamy zakalcem. Ważne, że efekty zasiewu i wzrostu w gumnie (że niby jak miało być?). Czeka nas czas wypiekania ciasteczek, gdzie oprócz piekarzy przydadzą się także lukiernicy. Zawszeć to milej czekoladę jeść w dziesięciu, niż gó...no samemu. C'est que. „A na razie fruwają motyle/tyle tego tamtego też tyle. A na razie wierzymy w baśnie/i jaśniej, i jaśniej. A na razie kołyszą nas noce/a na razie kołyszą nas dni. Choć już życia psia mać popołudnie/jest cudnie, jest cudnie”. P.S. Cytując piosenkę M.R. mam nadzieję wskazać, że istnieje jeszcze inna rzeczywistość. Rzeczywistość obiektywnie trochę lepszego świata. Spieszcie się korzystać z niej, bo dzięki pożytecznym idiotom szybko odchodzi. Link Zgłoś
Gość: jothagie Żyć - to myśleć, ale i odwrotnie... IP: *.olsztyn.mm.pl 06.02.11, 21:04 zamknięty "Kiedy człowiek zabije tygrysa, nazywa to sportem, ale jeśli tygrys zabija człowieka, nazywa się to okrucieństwem”. George Bernard Shaw. Kiedyś przedstawiono nas sobie – śp. kierowcę rajdowego i mnie. Było to na kilka dni przed wypadkiem na rajdzie. Prezentacji dokonał nasz wspólny znajomy - duchowny, który z moich cech zaprezentował podziw dla ludzi, którzy dla Polski robią coś więcej. Pamiętam, że byłem wtedy poruszony i sprostowałem, że dla mojej Polski nie trzeba ryzykować życiem. Szczególnie podkreśliłem to przy córce, licealistce jeszcze wtedy. Teraz przy pani poseł dodałbym, że dla Polski coś jednak robić trzeba. Skrywanie się za słupkami nie przystoi nawet w imię tych, co dla Polski zaryzykowali coś więcej. Ale nie o tym. Przeżywam bardzo wypadek Kubicy. Daleki jestem od podziwu rozrywki bogatych, ale „ofiara” na ołtarzu pasji ludzkiej porusza mnie bardzo, bo przecież nie robił tego z powodu głodu, braku jedzenia dla dzieci, czy tym podobnych kłopotów rodem z „Pamiątki z Celulozy”. Realizował swoją pasję, może dla niej samej, może dla pieniędzy. Nie jest to ważne, choć ważne jest to, że „wycisnął” siebie do granic możliwości. Może zlekceważył przy tym jakieś procedury, a może stał się ofiarą przypadku, który w sporcie ma duże znaczenie. Gdzie jak gdzie, ale tu determinizm ustępuje przypadkowości, która w splocie tworzy konieczność. Żaden to przykład, ale zdarzało się dosyć często, że cudzym samochodem (zawsze lepszym od mego) jeździłem do RFN. Pomnę ten uśmieszek pasażerów, że przez pierwsze 100 km testowałem możliwości samochodu. Samochód i kierowca musi stanowić jedność, ale to kierowca powinien mieć świadomość, kto tu rządzi i do jakich granic. Nie wystarczy podejrzenie. Pewność jest tu wymagana, ale pewność wynikająca z doświadczenia i rezerwy ryzyka. Nie rozumiem, jak można z takiego cacka jak samochód Formuły1 przesiąść się do Skody wyścigowej. To bez wątpienia dobry samochód, ale nie na ambicje „formularza”. Współczuję wszystkim, którym coś się zawaliło z tym zdarzeniem. Życie z tego powodu nie stanie w miejscu, Bruno Senna już tylko czeka, kibice będą kibicować temu, kto aktualnie wygrywa. Takie są niebezpieczne sporty, choć warto w takiej sytuacji odświeżyć myśl Stefana Wyszyńskiego: „Sztuką jest umierać dla ojczyzny, ale największą sztuką jest dobrze żyć dla niej” i liczne jej trawestacje. I cóż z tego, jeśli na wzór ”sapere auso” przyznalibyśmy Kubicy medal „temu, który odważył się być odważnym”. Czy zniwelowałoby to żal, że tak się wydarzyło? Do którego momentu chcielibyśmy cofnąć czas? I jeśli toby się udało, to na ile pasjonat skorzystałby z takiej możliwości? Jest to jasne, że na kanwie każdego takiego przypadku powstaje cały szereg pytań, na które świadomie nie odpowiada się, bo współczesny sport musi pozostać sportem, a nie lekcją WFu, czyli nie może być tylko szansą na zdrowie i życie. W dzisiejszym sporcie ta granica została "pokonana". Nie wystarczają już walki kogutów... Podobnie jak u gladiatorów rzymskich umieranie było niemodne - tylko śmierć była trendy. P.S. Pisze to człowiek, który kiedyś uwielbiał „żużel”. Na własne oczy widziałem wypadek Kapały i wielu innych, których podziwiałem. Po którymś z nich powiedziałem; „Koniec, to nie ma sensu” i do dziś mam spokój. Czasem tylko spektakularne wypadki, jak ten z Kubicą przypominają, że kiedyś oglądanie tego sprawiało mi przyjemność. Wyrosłem z tego, ale rozumiem. W czasie pasjonowania się sportem świadomie byłem zwolennikiem powiedzenia Anatola France'a „Wolę błędy entuzjasty od obojętności mędrca”. Górę jednak wzięła obojętność mędrca jako coś podziwu godnego. Link Zgłoś
Gość: jothagie Ideologiczne zaklinanie rzeczywistości IP: *.olsztyn.mm.pl 08.02.11, 10:45 zamknięty Trudno jest zadawać się z poważnymi tematami na łamach forum czy pism internetowych, bo tu nie wymaga się poważnych argumentów, a inne argumenty przekonują w stopniu takim, w jakim przekonują. Rzecz w tym, że ludziom poważnym, którzy przewijają się przez różne portale zasygnalizować problemy – niech sami myślą i nie poddają się trendom bezmyślności. Do tego w końcu prowadzi nas kultura masowa – chrońmy się więc. Takim tematem często staje się religia – laicyzacja, bo w ateizm i ateizację ja nie wierzę i traktuję jako prowokację, z dowolnej zresztą strony. Przyznam, że przeczytałem tekst: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1513:fani-barabasza-i-tak-bd-chcieli-zbudowa-roowy-taliban&catid=63:ukasz-adamski&Itemid=97 i nie dowierzam, że można tak lekceważyć proces myślenia. O jaką my religijność walczymy i czy warto oraz jak ją udokumentować statystycznie. Jeśli powiem, że mój sąsiad jest człowiekiem głęboko wierzącym (sam tak mówi) a jest ostatnim sk...synem jeśli chodzi o stosunek do żony i dzieci, to ja powiem, że koniecznie trzeba się policzyć w bardzo konkretnym celu. Sprzed laty pamiętam taki światowy trend statystyki katolickiej, że dane wielkich religii (np. EB) podawano w taki sposób: katolicy – 13%, muzułmanie 12%, itd. Gdy jednak muzułmanie osiągnęli 13%, to zaczęto podawać kategorię chrześcijanie – 20%. Otóż mnie oszukaństwo i manipulacje nie są potrzebne. W tej sprawie mam kogo zapytać i zapytałem. Światły duchowny stwierdził, że statystyka niedzielna jest do niczego, nawet do ustalenia podatku kościelnego się nie nadaje. Sądzi, że „możemy mówić o 48% wierzących po katolicku, z czego około 15% nie trzeba piekłem straszyć”. I to jest dla mnie istotne, bo jeśli Kościół jakoś tam dba o życie duchowe swoich członków (tak załóżmy), to około 50% pozostaje bez jakiegokolwiek oddziaływania w sferze ducha (kultury). Nałóżmy na to tych, co nie biorą udziału w życiu politycznym (np. w wyborach), nie czytają żadnych książek, to jawi nam się grupa osób zaniedbanych duchowo, którzy będą staczać się w kierunku nie dającym się przewidzieć. A przy braku pracy... I jeśli realnie obejrzeć rzeczywistość ostatnich lat, to rzeczywiście „zaniedbanie” dotyczy ludzi młodych. Tu wyłania się zadanie dla państwa, bo nikt ich nie zagospodarował. Nie mówmy, że w demokracji każdy może żyć, jak chce, bo to może mieć niesamowite konsekwencje. Już dosyć tego, żeby rząd odmawiał społeczeństwu możliwości rozwoju, np. intelektualnego, duchowego, ekonomicznego, a w dodatku jednych zmuszał a drugim zatwierdzał te szanse. Dziwnym zbiegiem okoliczności są w tym równi i równiejsi, ale przede wszystkim niechlujnie i świadomie zaniedbani. Ideologiczne zaklinanie rzeczywistości najbardziej ośmiesza się w wersji radzieckiej. Przykład: pożądana wiadomość ukazuje się (tak było kiedyś) w dowolnej gazecie finansowanej przez Kreml (np. w RPA). Za nią wszystkie gazety w tzw. „obozie” powtarzają ową wiadomość, aż do stania się „prawdą” w świadomości atakowanych „społeczności”. Taką metodą posługujemy się i dzisiaj. Przykład: Debata umieściła taką sondę „Kto jest winny katastrofy Tu-154?” i możliwości do wyboru. Najpierw intensywnie pracowano z pożądaną wersją (wersjami) a teraz bada się, jakie spustoszenie uczyniliśmy. Czy w ten sposób przybyło faktów? Tak, jeden, a mianowicie fakt reakcji w postaci świadomości społecznej. Czy jednak przybyło prawdy? A w socjologii to takie ważne, żeby sobie uświadomić, co badamy, fakty czy świadomość... w której uprzednio gmeraliśmy. Czasem czuję się bezradny wobec treści takich artykułów: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1566:dziesitek-roaca-za-palikota&catid=68:tomasz-terlikowski&Itemid=97 Zamiast biadolić, może warto się zastanowić, jakie są przyczyny, że na kanwie antyklerykalizmu można w Polsce zdobyć taki poklask. Może naród aż tak porąbany? Czy to wielkiego rachunku sumienia nie wymaga? P.S. Czytam o masowej zagładzie ptaków i zwierząt. Czekam na pogłębioną refleksję. Na miejscu byłaby religijna. Czyżby Bóg im również czegoś nie wybaczył? Może także refleksja polityczna – nawet ptaki spadają a PO idzie w górę lub się trzyma... Czyżby zwierzętom także podniesiono VAT? (deser.pl/deser/1,97052,8919006,Co_laczy_masowa_smierc_zwierzat_na_calym_swiecie_.html) Przyznam, że najbardziej spodobała mi się następująca interpretacja: Nawalił się jak rumuński szpak. (wiadomosci.onet.pl/ciekawostki/tajemnica-martwych-ptakow-rozwiklana,1,4108015,wiadomosc.html) W tym ideologii nawet za grosz. Zupełnie jak u Vangelisa & Jean Michel Jarre'a - Apocalypse Des Animaux, ale niepokoić dopiero kiedy masowo zaczną ginąć pszczoły. Albert Einstein powiedział, że my do czterech lat po nich zakończymy swoją przygodę (odkrywcy.pl/kat,111406,title,Wiemy-dlaczego-wymieraja-pszczoly,wid,13055416,wiadomosc.html). Link Zgłoś
Gość: jothagie O nas bez nas, IP: *.olsztyn.mm.pl 10.02.11, 11:02 zamknięty czyli co wielka literatura mówi o naszej skomplikowanej sytuacji? Zacznijmy od portalu: wiadomosci.wp.pl/kat,1342,title,Miro-wraca-do-lask-ostatni-beda-pierwszymi,wid,13106521,wiadomosc.html?ticaid=1bbc0 Interesująca ta nowa interpretacja Pisma św. A swoją drogą, ile trzeba wiedzieć o szefach, żeby załapać się aż na koniec listy. I wprost nie do wiary, „ile rozumu zużyje się dla udowodnienia głupstw” przedwyborczych (trawestacja powiedzenia Hebbela), żeby to ostatnie miejsce uczynić właściwym dla kandydata. To wszystko jest możliwe i to w bardzo prosty sposób. Nowy (PR) pijar jest niezbędny. Pierwsza zasada, to trzymać się starej prawdy, autorstwa amerykańskich przedstawicieli tzw. czwartej władzy. Albert Einstein rozszyfrował to mówiąc: „Świat Amerykanina jest tak wielki, jak jego gazeta”. Jest już kilka ustalonych mediów, które poszerzają i będą poszerzać „świat” Polaka. Widząc tych prymusów, którzy na co dzień teatr swój widzą ogromny, mam prawo podejrzewać, że w tym „Weselu” demokracji (bo trudno to świętem nazwać), ujawni się wiele gatunków sztuki, z qures..m włącznie. Druga zasada, to na moment dać odetchnąć od ustawicznego nacisku i dodatkowo wzbudzić nadzieję. Przykładowo zrezygnować z reformy OFE, KRUSU i jeszcze coś dorzucić. Niech przykładowo, potanieją szyny, prąd, gaz lub diabli wiedzą co. Innymi słowy, trochę usprawnić głowę, ale nie myślenie. Wiadomo przecież, że „większość ludzi używa głowy nie do myślenia, lecz do potakiwania” (Evelyn Waugh). Obrońcy „zagrożonych” to będzie modne przez dwa sezony – lato, jesień... Trzecia zasada, to niestandardowość działań. Nie mam pojęcia, czy już nadszedł ten właściwy czas, żeby wprowadzić konia do senatu, ale osła do sejmu można wprowadzić bez problemu, czego będziemy zbiorowo doświadczać jeszcze w tym roku. Niezauważenie przejdzie wszystkie kontrole, weryfikacje list, wyborcze komisje i nawet zasłuży sobie na potwierdzenie certyfikatu przez Państwowe Komisje. Dlatego karnawałowy strój osła długo będzie w poważaniu. Sam osioł będzie odpowiednio przygotowywany, żeby mógł wejść na salony Rzeczypospolitej. Czwarta zasada, to koniecznie unieszczęśliwić człowieka intelektualnie. Zbliża się okres kończenia wszystkich raportów z powołanych wcześniej Komisji. Wiedza ma być taka, żeby obywatela unieszczęśliwiła. „Nie da się wyjaśnić, nie było, nie stwierdza się, brak dowodów, itp.” To jest wiedza porażająca człowieka, który patrzy i widzi, słucha i rozumie. Wiedza, która robi bęcwała z człowieka. Wiadomo jednak, że „im mniej człowiek wie, tym łatwiej mu żyć. Wiedza daje mu wolność, ale unieszczęśliwia” (Erich Maria Remarque). Otóż ta wiedza musi go unieszczęśliwić tak dalece, żeby zapragnąć rządów bęcwałów, na obraz swój i podobieństwo. Zasada piata, to nowe spojrzenie na „Solidarność”. Wszyscy jesteśmy z tego samego korzenia (i ja się na „korzeń” załapałem), ale warto narodowi uświadomić, tako rzecze władza, że „wolność ma wysoką cenę, równie wysoką jak niewola. Jedyna różnica polega na tym, że te cenę płaci się z przyjemnością i uśmiechem, nawet jeśli czasem bywa to uśmiech przez łzy”. (Paulo Coelho). I wszystko jasne... Może tylko warto swój autorytet zacytować, że łzy, „bieda łacniej przekuwa człowieka niźli kowal żelazo” a politycy społeczeństwo. (Reymont). W tej sytuacji społeczeństwo może nie wie, co to jest wolność, bo jest skutecznie dezorientowane, ale chciałoby wiedzieć, kim są ludzie wolni i jakie mają do tego podstawy. Jednostki pragną i to zrealizować w swoim życiu, ale partie polityczne zamiast przerzucać mosty między grupami społecznymi (np. pracodawcami - pracownikami), jednostkami a wzorcami społecznymi, stawiają tablice ostrzegawcze przed tym, co trąci samodzielnością myślenia, nie zdając sobie sprawy, że tym samym ostrzegają przed sobą. To ostrzeżenie właściwe jest społecznym bajkopisarzom, a to z powodu o którym Ezop: „Im mniejszy rozum, tym większa zarozumiałość”. I tak mógłbym mnożyć zasady, bo przecież, każda głupota już się w jakiejś postaci zdarzyła i została przez kogoś opisana. I dla niektórych jest to jedyny sposób poczucia się wolnym – czytanie tego, co inni wcześniej spostrzegli. Ale ile osób ma szanse na taką wolność? Myślący z różnych partii i bezpartyjni, łączcie się! P.S. Teraz zrozumiecie Państwo powiedzenie Karela Capka: „Wiele wymyślono po to, żeby nie trzeba było myśleć”. A jeszcze mamy nadzieję na nowe możliwości. Wystarczy tylko dobrze zagłosować. Link Zgłoś
Gość: jothagie Kup pan wpis na forum... sp. z o.o. IP: *.olsztyn.mm.pl 12.02.11, 10:27 zamknięty Wiedziano o tym już dawno, ale dopiero teraz wyszło na jaw pod wpływem ekspansji firm chcących zajmować się tym zawodowo. I trudno temu się dziwić – pieniądze leżą na ulicy, trzeba tylko po nie się schylić. wyborcza.pl/1,75478,9088022,Pochwala_lekarza_za_pieniadze.html Póki co, nie jest to nielegalne, a „odważnym sprzyja los”. Po drugiej zaś stronie są ludzie, którzy sądzą podobnie jak Wespazjan, że pieniądze nie śmierdzą. Powstał nawet nowy zawód – copywriter, ale modyfikacja w stronę menela jest szybka, czego dowodzi choćby to forum. Historia była następująca. Zaczęło się rzeczywiście od lekarzy, psychologów i różnych terapeutów, którzy na nadmiar pacjentów nie cierpieli. Postanowili sami sobie pomóc. Dawali więc anonsy na forach typu: “Dobry...np.(stomatolog) w... (np. Olsztynie)”. W którymś momencie pojawiała się informacja a w niej nazwisko: “A ja byłam u... (np. Kowalskiego) i jestem bardzo zadowolona”. Były to dosyć prymitywne schematy, czasem pisane z jednego IP (przy kilku nickach), a później z proxy. Wreszcie zabrały się za to firmy profesjonalne, chociaż poziom tego nie jest najwyższych lotów. Po prostu inteligencja przetwarzająca temat bywa na dosyć niskim poziomie, mówi się, na poziomie trolla. Rzecz jest nieco lepiej zorganizowana na rzecz partii politycznych. Ślady wiodą na same szczyty. Jest to zorganizowane następująco. Sztab wymyślający „ o co walczymy” (jak u Lenina: Co robić?”) i odpowiednie treści wpisów, przedstawiciel rozsyłający mejle i IP-słupy, które własnymi słowami muszą wpisać otrzymaną treść na wyznaczone fora. Płatne od wpisów i inwencji własnej. Nie wiem tylko, jaki to jest charakter umowy, bo nie wypada mi takiego jednego zapytać. Co powiedział, to powiedział, ale nie mogę pokazać, że mnie to interesuje. I to nie jedyny znany mi przypadek. Większość to licealiści, studenci i emeryci, poleceni przez partie. Teraz szykują się do wyborów. W martwym okresie częściej płaci się za inwencję własną, niż za obrabianie podanej treści. Dlatego mamy to, co mamy – marazm i dosyć niski poziom. Wynika to z tego, że ideologiczni idioci ćwiczą na wypadek wyborów. Na wszelki wypadek zawiadamiam, że bliżej wyborów powiem, co sądzę na temat Palikota, jego Ruchu i sensu głosowania na jego partię. Prawdopodobnie będzie to pozytywna i zachęcająca ocena. W Ruch zaangażowałem się finansowo, przy czym od razu dodaję, że ja czynię darowizny pieniężne na jego rzecz (Ruchu), a nic nie pobieram za pisanie. I tak pozostanie, bo na tym polega ideowość, na którą mogę sobie pozwolić, choć nie jestem pewien, czy jest to gwarancja pełnego obiektywizmu. To dygresja, która zapowiada coś, z czego w świetle powyższych, nie chciałbym się tłumaczyć. I wracając do tematu, według mojej wiedzy, fora stają się rodzajem przymusu, na tych, co przez przypadek szukają tam informacji. Nie mamy nawet pojęcia, jak poważne i przestępcze agendy czyhają na naszą naiwność. Dlatego traktujcie to jako rozrywkę, która, broń boże! nie wciąga, bo jeśli wciąga, to przepadliśmy. Czytamy, denerwuje nas głupota, chcemy odpowiedzieć, chcemy zrozumieć cudzy sposób myślenia i sami kretyniejemy. Tego nie można uprawiać na zasadzie odruchu walki o poglądy słuszne z naszego punktu widzenia. Forum to nie miejsce, gdzie mamy się kochać. Forum to miejsce, gdzie mamy się tolerować i ewentualnie lekceważyć. Lekceważyć, bo w takiej formie forum nie służy wyrabianiu sobie zdania a jedynie niszczeniu konkurencji. Tu należy stosować dyrektywę Cycerona, że „argumentów nie należy liczyć, lecz ważyć”. Jeśli oczywiście, musimy tu zaglądać, ale co robić w tych urzędach... P.S. Skóra mi cierpnie, jak pomyślę, że z takim przyjdzie mi się zetrzeć na forum jako np. z jakimś fanem moich wpisów. Jak się do tego odnieść? Wiele zawodów ma swoje informatory dające wiedzę, co gdzie i kiedy... Nie korzystajmy więc w tej mierze z forum. Internet stwarza okazje, które warto znać, ale z których nie warto korzystać. A jeśli chodzi o politykę, to jedyna rada: na długo przed akcjami, np. wyborami, na określony temat, trzeba mieć własne zdanie. Wtedy dobrze jest pośmiać się z „głupków”, „naiwniaków” i ewentualnie z copywriterów (po naszemu: trolli), ale warto zdać sobie sprawę, że i oni też z czegoś muszą żyć. Link Zgłoś
Gość: Annaj Re: Zrozumieć politykę naszych elit IP: *.members.linode.com 12.02.11, 22:55 zamknięty Jothagie, czytam Cię regularnie, ale brak mi jednego. Napisz coś o żonie, bo zaczynam mieć przeczucie, że powoli pozbawiasz się realizmu. Ta Twoja muzyka, ten romantyzm... Gdzie jest ona, że nie stawia Cię na nogi? Link Zgłoś
Gość: jhg Poprawiam Mickiewicza IP: *.olsztyn.mm.pl 14.02.11, 19:46 zamknięty Annoj! Prowokujesz walentynki? U mnie w pamięci bardziej tkwi noc Kupały, zwana złośliwie przez chrześcijan „sobótką” (mały sabat), ale cudze „religie” też cenię... Zwracam tylko uwagę, że nasz pogański obyczaj jest świętem ognia, wody, słońca i księżyca, urodzaju, płodności, radości i miłości, czyli wszystkiego, czego człowiekowi potrzeba. I to wszystko w jedną noc (prawidłowo z 21 na 22 czerwca – letnie przesilenie słońca). Wyobraź sobie, że wszystkie święta katolickie sprowadzamy do esencji: Dnia Zmartwychwstania. To samo z nocą Kupały. Co się tyczy Twego pytania, to odpiszę (odpowiem) w paru słowach, bo wspólne życie jeszcze trwa i nie czas na ostateczny bilans życia. Dane do tego rachunku są obiecujące i nie obawiam się rozliczeń – ani manka, ani superaty. Ostateczny wniosek jest konsekwencją i nie może się już zmienić, ale nie chciałbym jeszcze czegoś przegapić, co się nam zdarzy i warte będzie zapamiętania. Posiadam diament, którego nie udało mi się przez tyle lat obrobić i o który pokaleczyłem się wielokrotnie, ale który na cenie swojej nie traci mimo wieku i choroby. Jest to ukochany diament, którego nie zamieniłbym na żaden inny, bo jest to skarb, który się sprawdził i który przechował wszystkie moje uczucia. Jest moim lustrem, które potęguje moje pozytywne cechy, dodaje otuchy i nadziei. Od momentu wspólnego „tak” zawdzięczam tej osobie wszystko, co dobre i złe, w tym dobra widzę więcej. Ale i suma dobra i zła jest nasza, za co ponosimy konsekwencje bez wypierania się, czy zwalania jedno na drugiego. Jesteśmy sobie wdzięczni za wszystko, zachowując sobie jeszcze przyjemność z perspektywy każdego następnego dnia. Z ufnością zresztą czekamy na każdy następny dzień, bo mimo rozlicznych dolegliwości można zdobyć się i zapamiętać wiele życzliwych gestów właściwych dla refleksyjnych ludzi. Z perspektywy mojego życia przyznam rację Katarzynie Grocholi, która zwykła mawiać, że „mężczyzna, który nie ma zaplecza w postaci kochającej kobiety, jest martwy”. Annoj! Nie jest a tak źle, żeby trzeba było mnie stawiać na nogi. Zawsze byłem człowiekiem subtelnym i osobę subtelną wybrałem sobie (choć podobno zostałem wybrany) na współodpowiedzialną za nasze życie. Sprawdziło się to. Oprócz wspólnego myślenia o domu i rodzinie mamy myślenie rozłączne i wzajemnie nie zadeptujemy swojej specyfiki. Jesteśmy różni, co widać w wielu sprawach, ale to nie przeszkadza nam być razem nawet wtedy, gdy osłabną czysto przyrodnicze motywacje. Choć niech mi wolno będzie potwierdzić domniemanie Magdaleny Samozwaniec: „Starość ma te same apetyty co młodość, tylko nie te same zęby.” A jeśli już wspominasz o moich gustach muzycznych, które są przepastne – od chorału gregoriańskiego poprzez Wieniawskiego Mikołaja Góreckiego do Pendereckiego (nie gardzę dobrymi wykonaniami orkiestrowymi typu James Last (np. gdy gra Chopina), Ray Conniff i inni, to nawiążę do tego: Mogę się przyznać, że z osobą bliską mi osiągnąłem coś w rodzaju podobieństwa „Second Waltz” Jamesa Lasta i „Niech żyje walc” Maryli Rodowicz. Zadaj sobie odrobinę trudu, by to rozszyfrować. Może uda Ci się zgłębić moją tajemnicę. Dla ułatwienia zacytuję Fryderyka Nietzsche'go: „Jestem na to dość Polakiem, by całą muzykę świata oddać za Szopena.” Przyznam, że nie podpisuję się pod słowami Mickiewicza: „Kobieto! Puchu marny”. Ani pod pragnieniem wszystkiego złota Tagu, ani pod wietrznością istoty, ani w tym, że jest piękniejsza niźli aniołów oblicza, niźli sny moje, niźli poetów zmyślenia. No, może w jednym zgodnym byłbym: Dalej „Oddałbym ją (czyli wszystko) za ciebie!”. I ciary mi po plecach przechodzą, jeśli miałoby się sprawdzić to, co doktory mówią, że w razie czego, nie ma szans na chemioterapię „niestandardową”. A kysz! Może przypomnę jeszcze tematyczny aforyzm: „W życiu przeżywa się tylko dwie miłości prawdziwe: pierwszą, która umiera i ostatnią, od której się umiera”. Alexander Dumas ojciec. Link Zgłoś
Gość: jothagie „I ♥ Palikot” IP: *.olsztyn.mm.pl 16.02.11, 11:10 zamknięty I pod tym względem niech „walentynki” trwają do samych wyborów... Pewnie wszędzie tak jest, że gdy ciężko i duszno żyje się w kraju, to ludzie tęsknią do zmiany. Otwarły się takie możliwości, że z Polski można wyjechać i urządzić się gdziekolwiek wg własnej woli. Wiadomo, że wiele wyrzuconych bumerangów nie wraca – wybierają wolność. Ale co z tymi, którzy w Polsce chcą żyć wg wzbudzonej i ponad 20 lat oszukiwanej nadziei. Aż dziw, że dalej pragną zmian. Ale przecież pragną... Polskę zmieni ten, któremu będzie chciało się chcieć i ten, za którym stanie społeczeństwo. Uzyskanie w tej sprawie iunctim jest prawie niemożliwe, ale warto spróbować. Nie zmienią więc Polski ci, których znacie, bo im jest wygodnie tak, jak jest. Wyłudzą od Was władzę i to im wystarczy. Polskę może zmienić ktoś tak porąbany, jak Palikot. Porąbany, ale nie głupi. Jemu się jeszcze chce. To że może przykrócić Kościół, to drobiazg – może tak, może nie, bo jeśli Kościół został raz wpuszczony w szkodę, to trudno go będzie stamtąd przepędzić. Komuna była brutalna a miała kłopoty, to cóż dopiero demokracja. W tej sprawie warto mieć nadzieję, bo Kościół bez bicza bożego, to hamulcowy rozwoju społecznego. Istotnym jest to, że Palikot ma szansę wprowadzić ludzi do innej „obrzędowości”. Nie to, że świeckiej, ale myślącej interesem społecznym. To nie musi od razu być czymś korzystnym, ale w perspektywie może wprowadzić ludzi na ścieżkę samodzielności bez ograniczeń. On jest zwolennikiem wolności dla wszystkich, którzy chcą żyć z własnej pracy i intelektu. Bez oszukaństwa, wyzysku i ściemniania drugiego człowieka. Taki jest Palikot, ale znamy go tylko z tego, z czym przebił się do naszej wyobraźni. Zbliżają się wybory, więc poznamy go jeszcze z tej strony, z której zechcą go zobaczyć wrogowie. Nie bez znaczenia będzie również to, co Kościół na jego temat spreparuje i sobie znanymi sposobami wpuści w naród. Dla zwolenników Palikota będzie to trudny okres, który trzeba przetrwać w „wierze i nadziei”. Niemalże... Co to da? Po raz pierwszy istnieje możliwość pokazania, że Polacy to nie bydło gnane podstępem do urn. Po raz pierwszy będzie wiadomo, co to za siła, a tylko z siłą liczą się politycy, duchowni. Po raz pierwszy może okazać się, że to co media wykreowały to wcale nie jest elita. Po raz pierwszy u dotychczasowych cwaniaków może zagościć w oczach przerażenie. I o to chodzi, żeby rozmiękczyć ten beton, bo inaczej dekady to potrwa, zanim będziemy z siebie zadowoleni. Może w Polsce zamilknie Kościół a odezwą się uniwersytety. Odwrócone role dają karykaturę społeczeństwa wolnego, karykaturę dyskursu publicznego i wynaturzenie w postaci społeczeństwa wolnego w nietolerancji, ksenofobii i innych nieprzyzwoitościach możliwych w demokracji. Może ktoś odważy się powiedzieć publicznie, że z tego społeczeństwa trzeba zdjąć tę czapę nacisku w postaci władzy, mediów i Kościoła. Czy na dzień dzisiejszy możecie wskazać kogoś, to by to zrobił? Ja sądzę, że Palikot rozumie taką konieczność. Czy to zrobi, jeśli...., tego nie wiem, ale zaryzykuję, bo nikogo innego nie podejrzewam, żeby zdecydował się wykraść bogom ogień. Patrzymy na przywódców światowych i im zazdrościmy, bo sami możemy wybierać tylko spośród Maliniaków. I to mnie męczy od lat bardzo wielu. Nic dziwnego, że potem mamy wątpliwości, jak zachowa się wobec nas państwo – jak pan czy cham? Ta niepewność nie czyni z nas obywateli odpowiedzialnych za losy społeczności – dalej mamy wrażenie, że chłop pańszczyźniany, to nasze maksimum do osiągnięcia, że za nieudolność państwa każdy wraz ze swoim potomstwem poniesie konsekwencje. Tym właśnie skutkuje zacieśnianie możliwości sfery osobistej, na rzecz rozbuchanej sfery dostępnej nielicznym. Nigdy nie sądziłem, ze po socjalizmie będziemy musieli przerobić wszystkie ustroje czasów poprzedzających. Wydawać by się mogło, ze historia czegoś uczy, ale, jak widać, uczy tylko jednego, że niczego nie uczy. Trudno już mówić, że historia powtarza się jako farsa, bo minął już czas tolerancji, żeby pośmiać się tego. I to też wymaga zmiany. Czy zmieni to Palikot i jego Ruch? Nie wiem, ale jeśli nie zagłosuję na niego, to nigdy się o tym nie przekonam. Co zaś zrobią inni, to ja już wiem i nie dam im swego kredytu zaufania. Polityczna I liga, aktualnie prowadząca rozgrywkę, jest w strefie spadkowej. Nic tu nie pomoże stado „fryzjerów” i „Boże!” Też nie pomoże. P.S. Przyznaję, że moje przekonanie, iż Palikot dokona czegoś znaczącego w Polsce oparte jest na bardzo słabej podstawie. Wysoko cenię u niego fantazję. I w związku z tym przypomina mi się powiedzenie T. Kotarbińskiego: „Polak, jak mu przyjdzie fantazja do głowy, może być całkiem porządnym człowiekiem.” I od tego bym rozpoczął... Wykorzystałbym w pierwszej kolejności ludzi z fantazją. Film o Kościele w stylu Viscontiego pod fantastycznym tytułem "Zmierzch Bogów", to tylko nieznaczący epizodzik naszej polityki po wyborach – taką mam nadzieję. Zbytnio jednak nie przywiązujmy się do tego pomysłu. Link Zgłoś
edico Re: „I ♥ Palikot” 16.02.11, 20:32 zamknięty Pięknie ująłeś wątpliwości, z którymi borykam się nie tylko ja, ale chyba także znaczna część naszego społeczeństwa przyglądającego się scenie politycznej. Szczere słowa uznania. Link Zgłoś
Gość: jothagie Suturday Night's alright for fighting IP: *.olsztyn.mm.pl 19.02.11, 09:59 zamknięty Czy to nie Elton John śpiewał, że sobota jest dobra dla draki? Działo się to gdzieś około roku 1973. Wiele stacji radiowych otrzymało wtedy zakaz emisji piosenki, „bo tytuł zachęca do przemocy”. Ja też uważam, że pisanie na pewne tematy zachęca do takiej przemocy, a już na pewno do braku tolerancji, ale niektórzy eksploatują temat do końca i jeszcze stronę dalej, naiwnie sądząc, że to działa. To już tylko śmieszy. Człowiek nietolerancyjny to taki, który inny od jego zestaw poglądów na jakiś temat uważa za obrzydliwy. Definicję taka wyrobiłem sobie dawno temu słuchając w tv wywiadu z Franciszkiem Starowieyskim. Zapytany o stosunek do homoseksualizmu odpowiedział, że o rzeczach obrzydliwych nie chce rozmawiać. (Ostatnio przypomniała to „Debata” - www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1574:granice-tolerancji-a-wypowied-posa-wgrzyna&catid=45:bogdan-bachmura&Itemid=97) I to jest jakby beton po jednej stronie. Po drugiej stronie jest beton posła Węgrzyna, a Polacy uwięzieni w schemacie, tkwią między jednym a drugim. Mnie to nie odpowiada - ani mnie nie opisuje, ani też na świat nie chcę tak patrzeć. Ale czy chciałbym na ten temat rozmawiać. Pewnie nie, bo niczemu to nie służy. Mnie za wierszówkę nie płacą. Nie ma też potrzeby przekonywania do któregokolwiek stanowiska, ani ogłaszania wyższości jednych poglądów nad inne. Sfera intymna może być opisana w nauce, bez emocji, bez zbędnych słów i bez konieczności bycia w zgodności z czymś lub z kimś... I to wystarczy. Sądzę, że w systemie demokracji nie ma potrzeby wynoszenia tej sfery na ulicę, poza tym, co już zostało wyniesione, a więc informacja, że to istnieje, jest wśród nas i domaga się tolerancji. I ja wtedy odpowiadam: „tak, przyjąłem do wiadomości” i idę dalej bez gapienia się, co pikantnego mógłbym zobaczyć. Niestety, w sprawy te zamieszana jest religia – główny winowajca nietolerancji, przy czym nie każda religia jest tak fundamentalistyczna. I tu dyskusja staje się jałowa – „nie, bo nie”. Jeśli tak, to po co te elaboraty? Od samego mieszania w głowach, ludziom rozumu nie przybywa. Religia, w tej sprawie, oprócz anatem nie ma żadnego punktu godnego przemyślenia. To jest jedynie kolejne opukiwanie deseczek z tego płotka, którym odgrodziliśmy się od świata - „złego świata”. I przy tym założeniu dyskusja już jest trudna, bo aksjologia jest tam pierwsza, jeszcze przed myśleniem. A tak w ogóle, to po co ta dyskusja, jeśli każdy może pozostać przy swoim. Może też, jak ja, nie interesować się tym. Wystarczy, że sprawę kiedyś przemyślałem. Od tej pory nic nowego nie dotarło do mnie, ani z jednej, ani z drugiej strony. Gdzieś tam walki trwają, czasem nawet „krwawe”, ale nawet sprawozdań nie czytam, bo zwycięstwa nikt nie może ogłosić. To nie jest możliwe. A że ktoś sobie pogada... Mój Boże! Dla kogoś, kto przeżył Gomułkę i Castro, to gadanie w żadnym rozwiązywaniu krzyżówek nie przeszkadza. Powstaje pytanie, po co to, ale przecież w oparach absurdu urodziliśmy się, żyjemy i prawdopodobnie żyć będziemy, a jak mówi słynne powiedzenie Ebner-Eschenbach „sąd da się obalić, przesad nigdy”. Kiedyś Witold Gombrowicz postawił przed Polakami taką zagadkę: Jaka jest różnica między Polakiem a Francuzem? I odpowiedział, że jeden lubi kobietę rozebraną, a drugi nagą. Od tej pory wymyśliliśmy wiele nowych możliwości, ale ja wolę trzymać się tradycji – niech biegają rozebrane, albo nago, ale niech nie trzaskają drzwiami, bo mnie budzą. Ale nic to: per aspera ad Berlusconi... Ten to dopiero kanonik na biegunach. I jeszcze coś z aktualności, co nie daje mi spokoju. Metodologia dochodzenia do prawdy w dowolnej sprawie, ale na przykładzie... Uważam mianowicie, że podejście PiSu do katastrofy smoleńskiej przypomina metodologię zastosowaną w 1937 roku do katastrofy zeppelina LZ 129 Hindenburg na lotnisku w USA. Katastrofę badały trzy zespoły specjalistów niemieckich i każdy pod kątem sabotażu i zamachu. Wszystkie inne przyczyny katastrofy mogły być brane pod uwagę dopiero po odrzuceniu tezy o zamachu. Ta historia też niczego nie uczy... P.S. Ostatnio wiele czasu poświęciłem zrozumieniu nowej jakości rewolucji Egipskiej. Niestety, teoretyków brak wszędzie, i na Wschodzie i na Zachodzie. Jedni pytają, jakaż to rewolucja, jeśli nie ma w niej Che? Inni pytają o ducha rewolucji i o jej teoretyczne uzasadnienie. Może doczekamy czasów, że „dorobimy” to brakujące ogniwo w ewolucji rewolucji, ale zanim co, to mam własne zdanie. Jak dochodzi do współczesnych rewolucji? Są dwa sposoby: Pierwszy, kiedy większością staja się ludzie nie mający nic do stracenia. Drugi, kiedy większością staja się ludzie pragnący rozpierduchy. My realizujemy jeszcze stary scenariusz, kiedy mniejszość potrafi ogłupić większość. Przyznam, że sporo w tym finezji..., ale podziw dla kuglarzy już jest na wyczerpaniu. Link Zgłoś
Gość: jothagie By dojść do źródła, trzeba płynąć pod prąd. IP: *.olsztyn.mm.pl 21.02.11, 07:04 zamknięty Jeśli popłyniemy z prądem, to ten strumyczek wpada do olbrzymiej rzeki o nazwie „Białoruś Light”. Tam „ojciec narodu” wie najlepiej, co komu trzeba. Specjaliści nie są tam w cenie. A społeczeństwo? Nie wiecie? Naprawdę, nie wiecie? Można się do tego przyzwyczaić i nawet niektórym dobrze będzie... Sądzę jednak, że znów ktoś wpuszcza nas w maliny, bo co my jako społeczność mamy konsultować? Możliwość pierwsza, wizję. Jeśli za tym stoją fachowcy (np. architekci, plastycy, i inni) to my na modelach możemy powiedzieć, co nam się bardziej podoba i wybrać model na zasadzie matematycznej większości, co ma się do demokracji podobnie jak przysłowiowe krzesło i … Demokracja nie zapewnia przecież znajomości kanonów Witruwiusza i Polikleta, to chyba jasne i nie oszukujmy się. Za komuny stawialiśmy model gdzieś w miejscu widocznym i naród cieszył się, że raczono go poinformować. Zresztą dla ludzi oswojonych z wielką i szarą płytą, wszystko, co miało odrobinę kształtu, proporcji i koloru było zachwycające. I pod względem wizji, estetyki ogłaszam wyższość komuny nad obecnym kapitalizmem. Upsss! Naszą gospodarką rynkową. Takie postępowanie sprawdza się jednak pod jednym warunkiem, że w Urzędzie siedzi taki „cieć”, który ma wizję całości, dysponuje planem zagospodarowania miasta i który nie kłania się powszechnemu bezguściu, od prezydenta po prywatnego przedsiębiorcę, którzy swoje bezguście gotowi są złagodzić wziątkiem lub wzmocnić daniną... Niechże więc pod tym względem decydują fachowcy rozmieszczeni wszędzie – w urzędach również. Jeśli na ten temat wypowiada się prezydent, a nie jego pracownik (fachowiec), to mam wrażenie, że broni bardziej wymiernych wartości, niż estetycznych. Dałbym sobie za to głowę obciąć, ale po co komu moja głowa? Możliwość druga, funkcjonalność propozycji. To jest ważny aspekt, ale kiedy dopracowaliśmy się specjalistów od grzechów ciężkich i lekkich, to na pewno są i specjaliści od funkcjonalnych rozwiązań. Gdy studiowałem, to już wtedy kładziono nacisk na ergonomię i funkcjonalność. Projekty studenckie, cudeńka tamtych czasów, zapełniały magazyny politechniki. Takie były czasy, że ich nie realizowano... Ale dzisiaj? Studium funkcjonalności to jedna z podstawowych spraw. To rzecz zrozumiała, że każdy projektant chętnie przedstawi swój projekt, jego model, żeby porównać opinie i to daje dobre efekty w postaci korekt. Jak pokazuje życie, dziś też można zapomnieć o podjazdach dla wózków dziecięcych i osób niepełnosprawnych, mimo że to już jest kanonem. Ale i tu są ograniczenia, no może poza Szwajcarią, gdzie chodniki buduje się po śladach wydeptanych przez ludzi zimową porą. Ale to jest banał. Nigdy nie zapomnę przykładu wyniesionego z wykładów historii sztuki. Pani profesor opowiadała fakt z lat przedwojennych. Zakonnicy postanowili wybudować sobie nowy klasztor. Zrobili projekt i wysłali do Centrali w Rzymie z prośba o zatwierdzenie. Fachowiec projekt przejrzał i zauważył, że brak jest ubikacji – po prostu nie było pobożnych sraczy. Przekreślił więc refektarz (jadalnię) i bez słowa komentarza odesłał projekt twórcy. Takich błędów już dziś się nie spotyka, ale warto mieć pewność i spytać w poziomie (fachowcy) i w pionie (przełożeni, użytkownicy). O co więc tak naprawdę chodzi? Szanowni Państwo! Nie utożsamiajcie polityki z pozorami demokracji. W polityce nie ma ewidentnie czystych pociągnięć. Zastanowić się wypada, co autorzy mają na myśli? Przykładowo, ku czemu się sposobią ci, którzy konsultacji wymagają, bo może jest to już gra na wybory, może terminowe, może wcześniejsze, może referendum. Normalnie, jeśli dyskutanci wychodzą z zakamarków, to znak, że sezon wyborczy rozpoczęty. Co chce osiągnąć prezydent, który konsultacje proponuje lub się na nie musi zgodzić (UE tego wymaga). Chęć odwrócenia uwagi od czegoś to wspaniała zagrywka. Zagryźcie się a ja w tym czasie zrobię swoje... Może chce wywalić nieudaczników, może chce ich utrzymać, może ma nowych nieudaczników. Może jakieś działeczki pod budowę nowych kościołów trzeba dać w zamian za „opiekę”. Diabli wiedzą... A może chce odwrócić uwagę od siebie, bo czegoś nie zrobił, czegoś nie zrobi lub ma stracha, delikatnie rzecz biorąc. Moim zdaniem, jeśli prezydent potrzebuje konsultacji, to niech najpierw rozpocznie od CBA, ABW i HGW. Niech sprawdzi, czy jeszcze ma dobrą opinię, Jeśli tak, to obywatele mogą mu skoczyć... Panowie, to oni teraz mam mogą... i tu całujemy w zaciśniętą piąstkę. No wystarczy. Nieźle się ubawiłem. To było prawdziwe studium humoru i satyry i żaden błazenek tego nie potrafi, bo ja nie męczę mózgu – od razu walę jakimś idiotyzmem. Wychodzi na to samo, a wygląda, że jestem bystry, wykształcony i oczytany. A propos, taki jestem...i ubolewam, bo byłoby łatwiej prostaczkowi. Panie Prezydencie! Z sukcesem w polityce jest podobnie jak z miłością - przychodzi na palcach, odchodzi trzaskając drzwiami. Drzwi już są otwarte, trzaśnięcie niebawem... P.S. W Polsce każdy okres ma swoją „Golgotę”, „Sybir”, „Krzyż Pański”. Raz, że bez tego żyć nie umiemy, a dwa, to rzeczywiście mamy coś z pecha, choć przyczyny są zawsze określone jako „nasze”. Okres ten charakteryzuje się tym, że zamiast podążać za własnym rozumem to ogarnia nas „owczy pęd” - skrzyknięci robimy coś bez sensu, a potem długo ponosimy konsekwencje. Niezwykle karykaturalnie objawia się to w polityce. Popatrzmy na nasze wybory. Ileż było niewłaściwych. Patrzmy na naszą naiwność. W co i komu uwierzyliśmy. Patrzmy na nasze „chcenie”. Czy to, czego pragnęliśmy naprawdę było dobre dla Polski. Zostawiam Was z Józefem Piłsudskim: "Nie może być litości dla złodziejów dobra publicznego w Polsce”. Link Zgłoś
Gość: jothagie Panie Prezydencie! IP: *.olsztyn.mm.pl 22.02.11, 10:49 zamknięty Wątpię, żeby Pan to znał dlatego cytuję: „Rząd powinien być transparentny. Przejrzystość zwiększa możliwość rozliczenia, zapewnia obywatelom informacje o tym, czym ich Rząd się zajmuje”. To, m. in. znalazło się w komunikacie Baracka Obamy do jego pracowników. Czy można by taką zasadę stosować w naszej samorządności? Ja nie domagam się konsultacji Pańskich posunięć ze mną, bo to sparaliżuje Pańskie działanie a mnie i tak nie dowartościuje. Wpędzi mnie wręcz w kompleksy, bo dobrze znam się na niewielu sprawach. Domagam się więc tylko transparentności, albo otwartej kurtyny, jeśli język poprzedniego systemu bardziej Panu przemawia. I nie chciałbym, żeby ten temat „przykrył” Pan polityczną retoryką, albo klarowność administracji zamienił na widoczne administrowanie mną i moimi doznaniami psychicznymi. Pan powinien być przywiązany do tej idei, coby znaczyło, że Pan przynajmniej jeden z wektorów demokracji rozumie. Rzecz w tym, że ideowo jest Pan człowiekiem znikąd (odciął się Pan od przeszłości – człowiek JCM) a nieznane są grupy społeczne, które udzieliły Panu referencji. Interesy, a i owszem. Polityczne referencje otrzymał Pan od PSLu, ale w tym mieście jest takie polityczne bagno, że lepiej być niezależnym. Dlatego Pan musi sobie wszystko wypracować sam. Szczególnie wizerunek ideowy związany z systemem demokratycznym. Pan to wszystko psuje, jakby patroni wyborczego sukcesu spychali Pana w samozniszczenie. Konsultacje? Owszem, ale nie z całym miastem. Do konsultacji trzeba zaprosić fachowców, a miasto musi widzieć, że nie zaprosił Pan tylko swoich fanów. Pan musi się okazać kunsztem dyplomacji a zaproszeni fachowcy troską o miasto i interesy społeczności. Niech się Pan otacza niezależnymi ludźmi, a nie sługusami, którym w dodatku daje Pan pensje. A propos dyplomacji, Panie Prezydencie, proszę powiedzieć, czy zdarzyło się Panu coś takiego, że pamiętał Pan o urodzinach żony nie pamiętając jednocześnie o jej wieku. To jest taki najprostszy test, czy Pan ma w sobie coś z dyplomaty, bo wątpię od początku, jak tylko Pana obserwuję. A szkoda, bo mieszkańcy zasłużyli sobie na kogoś o większym formacie osobowościowym. Przekreśla Pana wiele rzeczy, ale wręcz dyskwalifikuje to, co się wokół Pana dzieje. Pan obraca się w złym towarzystwie a jeszcze sam Pan sytuację pogarsza. Daj sobie Pan pomóc, bo przecież nie będziemy co pół roku organizować referendum w sprawie... Trzymając nas w tym bagnie wcale nie ma pewności, że Pan w nim nie tkwi. Wyskakuj Pan z tego czym prędzej – z tych pomysłów, z tych metod, z tych nieracjonalności... I nam pomóż z tego wyjść... Przecież możemy zacząć od nowa – to żaden wstyd. Kampania wyborcza już się skończyła i odetnij się Pan od tego, bo rozczarowuje Pan nawet tych, co materiały na Pana zbierali. Chwilowo zaprzestali, ale żadnej pewności nie ma. Ubiegając się o fotel dobił Pan resztki moralnego kapitału i w sobie i w nas i teraz musi Pan w siedzeniu na tym fotelu okazać się przynajmniej dobrym rzemieślnikiem. Autorytetem już Pan nie będzie. Dlatego tylko transparentność i niezależność może Pana uratować na tyle, żeby nie wejść w klincz z kimkolwiek, kto ma świadomość szerszego interesu. Nie domagaj się Pan lokalnego Wikileaks. Wszyscy na tym stracimy, a jest to bardzo prawdopodobne. Informacje krążą i ktoś z nich użytek zrobi. Przy braku transparentności wszyscy wszystkich i w dodatku wszystkim będą ośmieszać. Może nie skończyć się na zawstydzeniu władzy. My musimy widzieć, że nowy szeryf wprowadził się do Ratusza, a nie, że szeryfowie depczą Panu po piętach, Pan zaś nie wiedzieć z jakiego powodu wykonuje niezrozumiałe kroki. Tropiciele śladów już Pana mają na widoku, ale przecież z tym trzeba było się liczyć. Przecież to normalka – kontrolują Pana (dokładnie patrzą na ręce), bo jasności nie mają. I teraz albo Pan ich wyprzedzi jawnością, albo „kontrolerzy” pozbierają co nieco. W wyborach został Pan potraktowany jako mniejsze „zło”. Nie lubię tego określenia i tak beznadziejnej sytuacji, ale chcę zwrócić uwagę, że przy okazji tychże wyborów wyszło na jaw, że system lokalnej demokracji wykoleja się co raz bardziej. Niechże swoim postępowaniem usiłuje Pan ową demokrację postawić na nogi. Społeczeństwa stają się bardzo wrażliwe na wykoślawienia i odcinanie ich od wszystkich autentycznych wartości a kierowanie na wartości(w tym i tematy) zastępcze. Ersatz nie wychodzi na zdrowie i w dodatku wychodzi z mody. P.S. W kraju obserwuję taki niepojący trend, że władzy mylą się dwie kategorie: egoizm i altruizm (w sensie nie-egoizm, bo treść pojęcia „altruizm” nadana przez A. Comte'a jest nieco myląca). Władza przejawia egoizm wobec własnych obywateli, przez skąpstwo, niedocenianie, mienie w poważaniu..., ujawniając jednocześnie nieegoistyczne podejście na zewnątrz (USA i niektórzy z Europy, w samorządach wobec partii, kolesi,„sponsorów”, „ratowników”). Może to zmienić. Społeczeństwo potrzebuje nieegoistycznej polityki wobec siebie. Jeśli tak dalej, to władza doprosi się kiedyś o kłopoty... jothagie - mieszkaniec Nibylandii Link Zgłoś
Gość: jothagie Młodości! ty nad poziomy... IP: *.olsztyn.mm.pl 23.02.11, 09:28 zamknięty „Ludzkości całe ogromy/Przeniknij z końca do końca”. Dyskusja o sensie istnienia w polityce ludzi starszych i doświadczonych toczy się od kiedy pamiętam. Jest ona tym bardziej potrzebna teraz, kiedy po okresie zdominowania polityki przez osoby starsze, często „wypalone”, przychodzi czas na zmiany pokoleniowe. I ta zmiana niebawem nastąpi, może płynnie, może nagle, ale nastąpi. Nic jednak, może poza „autorytetami” partyjnymi nie w stanie zapobiec niekorzystnej tendencji. A jak powszechnie wiadomo, autorytetów brak – jeśli nawet były, to zostały poświęcone na ołtarzu walki politycznej. Wiadomo, że o władzę, ale diabli wiedzą, o co jeszcze. Jest to bagaż, jakim młodzież została obdarzona w III RP. U młodych w polityce objawia się to skupieniem całej uwagi na technice uprawiania polityki. Tego byliśmy świadkami aż do „zgorszenia maluczkich” i „obrzydzenia myślących”. Zapewnia to udział w walce, może prowadzić do władzy, ale co więcej to trudno powiedzieć. Tym bardziej trudno mieć nadzieję, że brak temu dwóch istotnych wymiarów: aksjologii i etosu. Jedno i drugie dostatecznie ośmieszone, ale niezbędne. Aksjologię dostatecznie ośmieszył udział religii w polityce. Ostatecznie wygląda na to, że poza religijną nie ma innej aksjologii. Nie jest to prawdą, a szczególnie, gdy młodzieży ciąży takie podejście. Sama jednak nie jest w stanie wypracować własnej aksjologii, a zarozumiale (zgodnie z tradycją religijną) podchodzi do faktu zdobycia władzy, co może spowodować nieliczenie się z rozwarstwieniem aksjologicznym społeczeństwa. Dlatego u młodzieży pokutuje teza, że „najlepiej nie wiązać się głupotami”, innymi słowy, można aksjologii nie „ulegać” w ogóle. Doskonała technika władzy (zdobycia i sprawowania) zastąpi wszystko. Właśnie obserwujemy schyłek czegoś takiego w PO. Etos ośmieszyła inteligencja, która na barkach Solidarności weszła w posiadanie władzy. Ośmieszyła, bo etos służył za wszystko. Za aksjologię i za wszelkie uzasadnienia. Wiadomo, że „zdjęcie z Lechem” było dla Polski powodem wielu nieszczęść. Na tych zdjęciach byli przeważnie albo głupole, albo cwaniacy. Etos sprawowania władzy zaczął słabnąć, tracić na wartości i ośmieszać wszystko, co w jego imieniu robiono. Otóż, młodzi którzy wejdą do polityki z takim ograniczeniem mogą w niej skończyć jak wypalone karły, a dla społeczeństwa może to skończyć się kolejnym bolesnym rozczarowaniem. W jakim jesteśmy etapie historii naszej polityki? Dosyć nieprzyzwoitym. Cała nieprzyzwoitość polega na tym, że trzeba było aż tak wiele straconego czasu, żeby granica przyzwoitości stała się wyrazista. I co otrzymaliśmy? PO i PiS są poza przyzwoitością, ale co pozostało po stronie „przyzwoite”? Absolutne polityczne nic - parę gwiazd i reszta wypalonych karłów. Pustka. Znak to pewnie, że znów jakąś wojnę toczyliśmy, po której musimy się kompletnie odbudować. Żal tylko, że nowe partie nie powstaną z ludzi zasad, a ludzie zostaną dobrani wg zasad dobierania się do koryta. I dlatego z nadzieją spogląda się na młode pokolenie. Czy to jest oczekiwanie na rozgoryczenie? Może tak, może nie. Nie jest jednak tak, że całkowicie brak nauczycieli tych dwóch niezbędnych umiejętności zdobywania i sprawowania władzy. Są tacy doświadczeni politycy, ale kiedy te umiejętności stały się dla polityków démodé to, po prostu, stracili głos w sprawie. Nie trzeba unikać spotkania z nimi, ale wcześniej dobrze ich obejrzeć. Są pewne obiektywne przeciwwskazania. Wielu z możliwych nauczycieli odeszło z polityki, bo nie nadawali się na rozpychanie się łokciami. Wielu uległo pokusie i po zabezpieczeniu sobie przyszłości materialnej machnęło ręką, na coś tak obrzydliwego. Rzecz w tym, żeby młodzież polityczna zdawała sobie sprawę ze swoich braków, nie szła na łatwiznę (przyjęcia zasad z zewnątrz) i sama niech również szukała. P.S. Zrobiło się dosyć głośno, gdy młodzież eseldowska wyraziła skłonność koalicyjną z „młodzieżą” pisowską. Ciekawy ten sekciarski zestaw. Ma jednak dwie zalety. Po pierwsze, wzmoże głosowanie na PO, żeby tylko PiS nie zyskał możliwości koalicyjnej. Po drugie, wyborcy eseldowscy na własną rękę zacieśnią koalicję z Lidlem i Biedronką – partiami ekologicznymi. Co raz częściej mam ochotę krytykować PO, ale nie jest to takie proste. Jak chce się skrytykować PO, to koniecznie trzeba zaznaczyć: „Nie urodziłem się w Abderze, nie jestem wyborcą PiS, nie mieszkam na Podkarpaciu, mam prawo jazdy, konto w banku, czyste buty, znam hymn Polski” i że mówiąc o polityce nie opowiadam Polish jokes, ale to i tak nic nie pomoże. Istnieje narodowy obowiązek wiary w PO, narzucanej przez tych, co nieźle sobie żyją i są zainteresowani tym, co jest. Gdy jednak odważę się na krytykę, to natychmiast jestem w szeregach PiSu, co nie odpowiada mi jeszcze bardziej. Link Zgłoś
yadol Re: Młodości! ty nad poziomy... 23.02.11, 09:43 zamknięty pozdrawiam JHG jak zwykle (to robi się już nudne) zgadzam się z Tobą, ale jako człowiek już niemłody, którego młodość i życie ukształtowała Solidarność dorzucę dla mnie bardzo gorzką uwagę: dzisiejsza Solidarność kojarzy mi się jedynie z płonącymi oponami i twarzami ludzi, którzy nic z ideami o które kiedyś walczono nie mają wspólnego jak żałosnym, ogłupionym przez kościół i inne kolorowe mafie, jesteśmy narodem jak szelest banknotów i magia władzy ogłupia tych , którzy rządzą w tym kraju wystarczy wyrwać się z tego bagna i wyjechać choćby na parę dni za granicę , aby zobaczyć jak to wszystko jest prowizorycznie, tragikomicznie się buja na cieniutkich sznurkach Link Zgłoś
Gość: jothagie Kolejne rozbłyski IP: *.olsztyn.mm.pl 28.02.11, 10:11 zamknięty W słońcu wrze. wiadomosci.onet.pl/nauka/kolejna-fala-rozblyskow-i-plam-slonecznych,1,4192075,wiadomosc.html Rozbłysło już któryś raz, ale nie słyszałem, żeby coś rozjaśniło się naszym politykom. Może stanie się dopiero wtedy, gdy to wszystko pierdyknie w postaci pochodnego, lub każdego innego kataklizmu. Większość z tego, co powinienem cenić, popierać, być przynajmniej obojętnym stawia mnie w stan czuwania. Po kolei: Solidarność dała się wpuścić w maliny doradcom lub sama we własnym interesie przekombinowała na niekorzyść społeczeństwa. Kościołowi znudziła się misja ewangelizacyjna i na siłę wszedł do post monteskiuszowskiego podziału władzy i ponieważ nie odpowiada mu pozycja piąta dlatego usiłuje wepchnąć się na pozycję „zero”, czyli jako zbiór aksjomatów i niestety, jako zero zaczyna być postrzegany. Lewica już wielokrotnie wykiwała społeczeństwo. Teraz opiera się już tylko na „urządzonym” elektoracie i na naiwnych. PO tak ograła społeczeństwo na rzecz swoich interesów, że nawet nie wiem, czy „poszedłem” za dolary, euro, czy ruble. Czuje się jak szmata, gdy analizuję tradycję tych ludzi - od „korzenia” do dzisiejszych „owoców”. PiS to już zupełnie inna „kryminalna” bajka. Oprócz wielu, wielu mentalnościowych spraw nie odpowiada mi wzmacnianie nastroju społecznego, jak u Hitchcocka. Gdy ich słucham, to zakładam ciśnieniomierz, co chwila badam wartość ciśnienia i ze wskazań medycznych przestaję słuchać. Powoli staje się to „uzależnieniem”, bo wystarczy, że ich tylko widzę a już mi rośnie „gul”, a z pewnością ciśnienie. Staram się więc stać z boku, bo tolerancja tego towarzystwa zbyt wiele silnej woli ode mnie wymaga. Dlatego z uwagą przeczytałem coś na murze: „Zima wasza (zimo wypier...), wiosna nasza (Platformo wypier...) lato Muminków (pokraki wypier...), jesień gajowego (wszyscy wypier...)”, choć tak totalnej negacji nie należy się poddawać. Dlatego żyję nadzieją, że przyjdzie ktoś „nowy” (względnie nowy), komu można będzie jeszcze zaufać. To jest mi potrzebne. Potrzebne jest to również społeczeństwu. Żeby żyć w tym burdelu, który na co dzień postrzegam, to trzeba być Światowidem, żeby być świadomym, kto i z której strony cię „obrabia”. Ta świadomość ogólnego badziewia emanuje bylejakością życia i zgodą na to. Kumuluje się to w społeczeństwie, które zachęcone „becikowym” lub ubezwłasnowolnione zwykłą wpadką prokreuje przyszłe pokolenia z wadą, niemalże genetyczną. A tak w ogóle, to chyba doszedłem do zrozumienia różnicy między socjalizmem a kapitalizmem. Socjalizm korumpował (bezwzględnie psuł społeczeństwo), kapitalizm korumpuje władze (psuje jej mechanizmy i demoralizuje ludzi). W socjalizmie można było protestować wewnętrznie w kapitalizmie nawet zewnętrznie, ale jeden i drugi protest niewiele znaczy, a tylko zobojętnia na zło. Zobojętnia tak dalece, że wreszcie je akceptujemy. Nawet porządek w USA pełen nieprawości wszelakich, można nazwać normalnym a dla nas nawet wzorcowym. Takich wzorców ja się boję. W socjalizmie władza tylko pierwszy raz sfałszowała wybory, a potem już wygrywała nawet w granicach 90%. W kapitalizmie jest to trudniejsze a przecież i tak wygrywają mniej wartościowi (niedościgniony wzór prawicy George Walker Bush). W żadnym wypadku nie wygrywa crême de la crême, chyba że rozumieć to à rebours. Potraktujmy więc socjalizm i kapitalizm jako upiory przeszłości, które już dziś nie powinny straszyć. Dziś głupota straszy wystarczająco. P.S. Zbliża się dzień 10 kwietnia i szykuje się do rozprawy z samym sobą. Czasem drobny problem potrafi rzucić światło na sprawy poważniejsze. Przykładowo: generał pił, czy nie pił? Jeśli pił, to sam, czy w towarzystwie. Jeśli w towarzystwie, to w jakim? Kogo więc pochowaliśmy i dla kogo czci się domagamy? Czy ksiądz nie powinien tego towarzystwa pochować na niepoświęconej ziemi. ("No, chyba że wypił kieliszek koniaku" – T. Rydzyk. Chyba że tak...) A my heroicznymi czynimy nie tylko pamięć, ale i miejsce pracy i pochówku... równamy w zasługach do tych co świadomie zginęli w określonym celu i przy zdefiniowanych zasługach. Nie czepiam się, bo nie mam prawa rzucić pierwszy kamieniem – nie piję (10 lat), nie palę (30 lat) ale to z powodu ambicji (nie lubię jak coś nade mną panuje) lub zdrowia. Nie mam pretensji, bo nawet na pielgrzymce do Częstochowy można zdobyć trofea westalki, ale coś mi tu nie gra... Link Zgłoś
Gość: franciszek Re: Kolejne rozbłyski IP: *.formlessnetworking.net 01.03.11, 12:01 zamknięty Jothagie – nie babraj się w tym g... politycznym a jeśli Bóg dał ci talent widzenia i umiejętność opisania to zajmij się sprawami naprawdę ważnymi. Widzisz przecież co się dzieje w mieście że trzeba prezydentowi i jego ekipie patrzeć na ręce. Na uniwersytecie walka ukraińców z wilniukami i wszystkimi innymi. Szykuje się ofensywa ukraińców na to co jeszcze nie jest zdobyte w mieście. O tym trzeba pisać. To jest problem. Ty go widzisz zbyt daleko. Przestaw się na miasto i najdalej na województwo. Link Zgłoś
Gość: jothagie Wycofuję się...mam inny temat. IP: *.olsztyn.mm.pl 03.03.11, 07:47 zamknięty W przestrzeni publicznej, podczas niezbyt ideowego konfliktu, powstaje coś na kształt „ujadalni”. Racje już wyłożone. Nikogo nie przekonały oprócz przekonanych. Teraz sięgamy głębiej urozmaicając argumentację. Pojawiają się nowi uczestnicy sporu, umiejętnie zachęcani do obrony jedynie słusznego stanowiska „tej” strony. Pojawia się naturalny odruch, żeby komuś dopieprzyć, jeśli taka okazja się nadarza. Sygnał to, że zabrnęliśmy poniżej przyjętego poziomu. W czymś takim nie chciałbym uczestniczyć, nawet jeśli w internecie nie sposób tego uniknąć i takie ryzyko należy wkalkulować. Nie jestem aż tak porządny, jakby to mogło się wydawać, ale ostatnio sporządniałem w jednej chwili. Odwiedził mnie znajomy, który wiedział, że obecnie „zbijam bąki”, ale pamiętał, że nieźle i szybko piszę. Nie skojarzył sobie mojej aktywności na tym forum (a może wiedział i zagrał pokerowo), więc przyszedł z propozycją. Przyniósł (podobno bo nie przeglądałem) teczkę na „basenik” dla człowieka zamieszanego w publiczny spór. Chodziło o „podtopienie” - taki humanitarny Waterboarding. Powiedziałem, że z legalnych (przynajmniej u naszych przyjaciół) metod polecam jeszcze: przytrzymywanie uwagi, uderzanie o ścianę, ściskanie twarzy, bicie po twarzy, zamknięcie w ciasnym pomieszczeniu, stanie pod ścianą, niewygodne pozycje, pozbawianie snu, zamknięcie w skrzyni z owadami. Straciłem znajomego, ale mam przekonanie, że nie przyczyniłem się do eskalacji sporu, chodź z pewnością jakieś Prawo Murphy'ego zadziała. W tej sprawie pustki nie będzie. Sądzę, że sprawa konsultacji spraw Olsztyna z mieszkańcami, podobnie jak reforma opieki zdrowotnej idzie w kierunku amerykańskim, to znaczy do ustalenia, że każdy obywatel musi wykupić ubezpieczenie! Sprawa powszechnego dostępu do opieki zdrowotnej trafi do lamusa. I to będzie całość reformy. Dużo dymu, a podczas zadymienia placówki służby zdrowia ulegną prywatyzacji. Podobnie i w tej sprawie ustalono, kto ma rację, bo głosowało na niego społeczeństwo, a Duch św. nie poskąpił i obywatelu bądź szczęśliwy w ramach, jakie Ci wyznaczono, a w czasie zamieszania jakieś interesy „utłuczemy”. Konfliktu uniwersyteckiego nie imam się – nie wiem, nie znam i nie zamierzam. Jestem człowiekiem o dynamicznych, ale stabilnych poglądach. Nie zaprzecza to jedno drugiemu – rozwijam się, ale w pewnych, przemyślanych ramach. Nowe poglądy modyfikują dotychczasowe, ale nie rozsadzają ram. Poglądy zależą od siły argumentów, które udaje mi się zgromadzić. W żadnym zaś przypadku nie od tego, co przeczytam w GW, usłyszę w TOK FM, czy obejrzę w TVN24. Ramy to psychiczna więź z problemami pewnych grup ludzi, np. jestem po stronie dzieci chorych, biednych i głodnych, ale to nie tylko to. Sam nazwałem to kiedyś lewicowością z powodu braku właściwego określenia. Tak pozostało, ale gdy dopasuje właściwe określenie, to zawiadomię... Ale to tylko dygresja. Chodzi o to, że w moich ramach już nie ma miejsca na dyskusję o sprawach Olsztyna i jego mieszkańców. Nadajemy na różnych falach i w sprawie wcale nie chodzi o to, o co mnie chodzi. Dlatego jako kropkę stawiam coś w rodzaju epigramu Symonidesa umieszczonego na tablicy w Termopilach: "Franciszku, powiedz Olsztynowi, że mam to wszystko...”. Jedyne, co ja mogę zrobić, to podarować władzy pewien cytat: „Bądź miły dla ludzi, kiedy pniesz się w górę, bo możesz ich spotkać kiedy będziesz spadał w dół.” Dodam jeszcze coś o tym „sporządnieniu”. Podobno zawsze nosiłem „głowę w chmurach” i niewiele widziałem z życia. To nie jest prawdą, ale prawdą jest, że wielokrotnie w zamyśleniu przejeżdżałem swój przystanek. Dzięki temu miałem jednak coś dogłębnie przemyślanego. Po fakcie, o którym wspomniałem wyżej zacząłem myśleć przyziemnie. Załatwiałem parę spraw i przyjrzałem się ludziom w autobusach. Jestem przerażony, jak ludzie są źle ubrani. Mróz 20 stopni, a młodzież w trampkach, wytartych spodniach i trzęsie się z zimna. Jestem zdruzgotany, bo takiej biedy jeszcze nie widziałem. Po ludziach widzę biedę, choć jednocześnie widać, że chcą to ukryć. Chodzę po mieście z nową obsesją. Przyjrzyjcie się temu, bo może na starość to mnie coś odwaliło. A my się spieramy, jaką abstrakcję, jaki nietakt zarzucić w myśleniu estetycznym. W niektórych na nowo odżywają szlachetne idee (forum.gazeta.pl/forum/w,64,122006680,122006680,Samorzadnosc_to_kontrola.html To o kant doopy potłuc wobec tego, co dzieje się z tym społeczeństwem. P.S. Uwziąłem się, żeby poskąpić pieniędzy na książkę i czytam ją w wersji elektronicznej. To jest prawdziwa mordęga, chociaż wiele książek już tak przeczytałem. Ostatnio „Złote żniwa” dostałem na CD jeszcze przed oficjalnym wydaniem książki. Teraz czas poświęcam książce L. Ledermana, D. Teresiego, „Boska cząstka”. Do tej pory przymiotnik „boska” używałem tylko na osobistą odpowiedzialność Bogusława Kaczyńskiego... Interesuje mnie tego typu literatura a dodatkowe wrażenie robi podtytuł „Jeśli Wszechświat jest odpowiedzią, jak brzmi pytanie?”. Polecam, niech ktoś pomęczy się razem ze mną i później podzieli się wrażeniami (www.wiw.pl/fizyka/BoskaCzastka/). I coś całkiem prywatnego: François! Skoro powiedziałeś mi to przed Biedronką, to nie wyciągaj mnie na publiczne zwierzenia. Przestań „zbawiać”, a zajmij się swoim zdrowiem... Pogoń tę resztkę komuny z siebie – już nie ma sekretarza, który przejąłby się Twoimi wątpliwościami, obawami i wileńskim (to akurat coś dobrego) patriotyzmem. Od kiedy samodzielnie używasz internetu? Twój wnuczek przed południem nie powinien być w szkole? Link Zgłoś
Gość: drobna uwaga Re: Kolejne rozbłyski IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.03.11, 16:17 zamknięty W socjalizmie mozna wybrac najuczciwszego czlowieka pod sloncem ale nic to nie zmieni bo w tym ustroju rzadzi panstwowa mafia za to w kapitalizmie moze wybory wygrac ostatnia kanalia a i tak nie ma to wielkiego wplywu na zwyklego obywatela bo kapitalizm to wolny rynek. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Kolejne rozbłyski IP: *.olsztyn.mm.pl 01.03.11, 20:31 zamknięty Akceptuję zastrzeżenie, czy „drobną uwagę” w bardzo ogólnym ujęciu. Rzeczywiście, z okresu socjalizmu, nie znam uczciwych ludzi, którzy mieliby wpływ na istotną dla społeczeństwa zmianę. Przeważnie zostawali „odstawieni”, przegrywali z „kiepskim pieniądzem”, przy czym chodzi tylko o politykę. Dziś okazuje się, że nawet solidarnościowy bunt nie był odruchem uczciwych ludzi. A jeśli nawet takowym tu i ówdzie był, to został wyprowadzony przez szamanów i zadymiarzy daleko poza nasze osiedla. W kapitalizmie jest trochę inaczej, bo mówimy nie o jakimś wzorcu, ale o wykoślawionej praktyce, której akurat doświadczamy. Gdyby to był kapitalizm, gdyby to był wolny rynek, et cetera, to kanalie (określenie na Twoją odpowiedzialność) miałyby mniej do powiedzenia. Ja sądzę, że ten bałagan ustrojowy został wprowadzony pod te kanalie. I spirala się nakręca, a ten, pożal się Boże kapitalizm, dalej psuje władzę w zastraszającym postępie (nie chcę używać matematyki, bo trudno to przeliczyć). Bez reform, a przede wszystkim bez ukarania kanalii (czyli prewencji na przyszłość) proceder będzie się tylko utrwalał. Przecież władza nie jest zainteresowana „odcięciem się”. Trzeba ich na siłę odrywać od koryta, ale „kruczki” demokracji dopuszczają nabór ludzi z tego samego grona. A propos wolny rynek, dziś wchodzą w życie nowe ograniczenia, którymi władza ukróca swobody niegdyś wywalczone. Za „twarz”, a cóż ma się cenniejszego, może Cię wziąć byle kto. Jest to krok, który miał swoje wcześniejsze pociągnięcia i wcale ostatnim nie będzie. I to pod jakże cudownym aspektem „Ordnung muß sein”, co popieram, ale diabeł, jak zwykle, tkwi w szczegółach. P.S. Kiedyś zapytałem polityka, jakie ma poglądy, bo nie wiem, jak go zakwalifikować. Odpowiedział: „A jakie są potrzebne? Proszę bardzo, od Lenina po Thatcher”. To on rzeczywiście może wszystko... Miałem nadzieję, że wprowadzenie do polityki kobiet zaowocuje mniejszą agresją i ograniczeniem chęci kierowania wszystkim. „Nie licz na to” - dalej cytuje tego samego polityka – „zatracają nawet instynkt sex- menedżmentu, na rzecz zarządzania wszystkim /.../ Po przekroczeniu pewnego progu płeć jako jakościowa różnica podejścia do polityki traci swoją tzw. differentia specifica. Link Zgłoś
Gość: jothagie I wszystko w temacie... IP: *.olsztyn.mm.pl 09.03.11, 09:33 zamknięty Santayana George powiedział kiedyś coś bardzo zaskakującego: ”Nie istniejesz po to, by zrozumieć życie, ale żeby je przeżyć”. Wychodząc z tego założenia błędna była moja próba zrozumienia polityki naszych elit. Po pierwsze, jak wyżej, a po drugie i tak nie udało mi się ich zrozumieć. W tej sprawie rządzi jakaś inna logika, a mianowicie polityka, której wszyscy jakoś ulegamy, ale którą wielu odrzuca ze względu na przekonanie o swojej porządności, lub domniemanie, że to żadna logika – to zwykłe oszustwo. Ale jeśli tak musi być, to trudno kruszyć kopie o coś w czym ideału nie da się wprowadzić. Żaden ze znanych nam ustrojów nie tworzy powszechnego i dla wszystkich dostępnego modelu godnego życia i przeżycia. Może wybranym, tak. Pozostałych obdarowuje wegetacją mniej lub bardziej „godną” (i dopiero tu różnią się systemy). To powoduje „rozdarcie” tych w niemocy a w zetknięciu z egoizmem „wybranych” powoduje gorycz istnienia. Ku pokrzepieniu serc tych wegetujących trzeba powiedzieć, że motywem przewodnim wegetacji jest głęboka myśl filozoficzna (Martin Heidegger) Sein-zum-Tode, czyli pytanie o sens bycia w ogóle. Nic dziwnego, że wielu ma problem do przemyślenia od nowa. Wielu przemyślało i nie ma ich z nami.... Ale jakież to pocieszenie... I o tym pamiętajmy w sytuacji, kiedy przed nami wybory. Elity polityczne zapowiedzą kolejną rewolucję. Podchodźcie do tego obojętnie, w kpiarskim stylu: „Na kolejną rewolucję zgoda, ale najpierw wybudujcie panteon, bo gdzie my was wszystkich bohaterów pochowamy”. W ten sposób na własny użytek przybliżamy sobie coś ze średniowiecza - danse macabre. Do wyrażenia tego Saint-Saëns wykorzystał możliwości ksylofonu, naśladując klekot szkieletów wirujących w tańcu. Nam wystarczy zwykła nowomowa, która co innego znaczy gdy wpada do ucha, a co innego gdy już od niego się odbije. To klekot politycznej nowomowy. Jest jednak jakiś pożytek z tego myślenia o elitach, bo od którejkolwiek by zacząć strony, to i tak ostatecznie wylądujemy „na społeczeństwie”. To z niego biorą się te, boże pożal się(!) elity . Wymagają przecież jakiejś formy akceptacji. I dostają ów certyfikat, którym można pomachać pod nosem fachowcom - „to mnie a nie was społeczeństwo wybrało”. Elity z własnej pracy to raczej rzadkość. Są, ale już nie mają wpływu. Królują elity pierwszego „ukradzionego miliona”, elity „nieostatniego kłamstwa”, itp. W tej sytuacji zacniejszym zajęciem byłaby próba zrozumienia stanu świadomości naszego społeczeństwa, bo to wiele, choć nie wszystko wyjaśnia. Sytuacja świadomościowa tego społeczeństwa jest natomiast niezwykle trudna. Mamy do czynienia z wyraźnym podziałem, wcale nie do końca politycznym. Wyróżniamy jedną część społeczeństwa, która odniosła sukces, ma pracę lub na coś wyraźnie liczy. Trzymają się partii władzy niezależnie, co widzą i co przeczuwają. Koszmary wyobraźni i wyrzuty sumienia odsuwają to od siebie, bo chcą przetrwać trudną sytuację i żyć na dobrym w miarę poziomie. Charakterystyczne jest to, że do aktualnych władców dołączają odrzuceni przez społeczeństwo, jak np. SLD. Jest druga część, którą organizuje się poprzez wiarę i prawicową ideologię. Oni bardzo chcą ale nie mają instynktu państwowego i kolejność stawiania spraw wyklucza ich z większości i możliwości na zarządzanie. I wreszcie mamy zbieraninę wszystkiego, których łączy chyba jedno, że władza tuż po wyborach ma ich w miejscu wyraźnie niedookreślonym. Każda z tych „świadomości” ciągnie w swoim kierunku i tak będzie do następnych rozbiorów, upsss – wyborów. Spójrzcie, to lokalny dowcip, jak krokodyl nilowy wyszedł na tym, że posłuchał naszych elit w jednej drobnej sprawie: w kwestii ocieplania się klimatu...Skończył w prosektorium UWM. Podobne szanse mają bociany, jeśli uwierzą PeOwskim specjalistom od gospodarki. Tylko kormorany załapią się na zakąskę, bo nic o partiach nie mówią i elity mają gdzieś, chociaż tego nie uzewnętrzniają. Po lasach rozchodzi się wycie starych wilków – poszukują Wilczka. Jeszcze dziś mógłby być lekarstwem w wielu sprawach a cóż dopiero od początku przemian. Ale cóż, Wilczek chciał ułatwić gospodarowanie Polakom, a nie innym... Pamiętam, jak mówił, że Polak nie wywiezie swojej firmy za granicę. A co u mnie? (Uprzedzam, gdyby ktoś pytał). Mam słuchawki na uszach i zamierzam wysłuchać 8 Symfonii Mahlera. Jeszcze się nie zdarzyło, żebym w Finale nie popłakał się. Ot taka logika prostaczka...z romantycznymi manierami. I jeszcze a propos logiki, czy upowszechnianie w reklamie telewizyjnej określenia „mylny błąd” ma coś wspólnego z logiką? P.S. Toczy się dyskusja ile dni wyborów, ale wygrywa opcja masochistyczna, to znaczy ta część klasy politycznej, która uwielbia, kiedy społeczeństwo ma ich gdzieś... przyjemność przedłużyli sobie o jeden dzień, ale jeśli im tak na tym zależy, to śmiało możemy im przyrzec, że przyjemność zapewnimy im przez całą (!) kadencję. I wszystko w temacie... Multimedia na dłużej odcięły mnie od świata zaniedbując się w dostarczaniu mi internetu. Nikt nie raczył powiadomić. Już nawet nie protestuję, bo ileż można... już któryś raz, więc może powstać wrażenie, że jestem upierdliwy. „Radość z odzyskanego śmietnika” (Żeromski nie przewidział, że użyje to w odniesieniu do internetu) skutkuje tym, że dzielę się z Państwem moimi myślami. Link Zgłoś
Gość: jothagie Umówmy się na Palikota... IP: *.olsztyn.mm.pl 11.03.11, 09:14 zamknięty Czym dysponujemy w naszej polityce? Zgranym zestawem ludzi i wypalonym społeczeństwem. Przecież nikt nie uwierzy, że jakaś obecnie funkcjonująca partia polityczna wymyśli „proch”, czyli nowe idee, nowy sposób zaangażowania, nowy styl służby społecznej. Tak im jest dobrze i będą odgrzewać stare dania, sami jedząc świeże frykasy. Jestem na diecie i nie zazdroszczę im, ale odgrzewane dania bardzo mi szkodzą. Nikt też nie uwierzy, że „nowe” pomysły będą stałą zobowiązująca na następną kadencję (vide: SLD, JarKaczyński, PO). Ale to już trudno, jeśli taka jest wola boża, to przecież trudno „wierzgać przeciw ościeniowi” (daremnie się buntować Dz 26,9–18). Należy jednak pamiętać, że w tym „układzie” (złej woli i obojętności) wszystkie możliwości zostały już wyczerpane. Wie o tym nawet UP, który z uporem maniaka organizuje bezrobotnym kursy typu, jak napisać CV- już rozumieją, że to nie jest wiodący problem bezrobotnych. Martwi mnie jednak polityczne wypalenie się społeczeństwa. To oczywiście, wina polityków, ale to wszystkiego nie tłumaczy. Pewnie znów ponad połowa Polaków nie weźmie udziału w wyborach. Wielu zrobi to z obrzydzeniem – wreszcie „zdechnie” pomysł święta demokracji. A totalna większość tych, co pójdą będzie wiązać z tym faktem długotrwałe niedowiarstwo. Ktoś jednak na tym zyskuje, podczas gdy społeczeństwo traci coś bardzo ważnego. Traci podejrzenie, bo pewność już straciło, że jeszcze może na coś wpływać. Wtedy pojawiają się wątpliwości, typu „to po co nam ta demokracja” i wymyślanie, coby lepszym było. Wtedy ujawniają się mniejszości takie jak fundamentalistyczna mniejszość słuchaczy RM, zdezorientowana pozostałość komunistyczna, żarłoczna mniejszość aspołecznego biznesu i mniejszości narodowościowe, o których nie warto... Pamiętajmy jednak, że istnieje większość – wirtualna większość tych, co nie pójdą na wybory. Jest to siła mogąca stworzyć rząd, ale podobnie jak z emerytami, są ich miliony, ale KPEiR nie zyskuje procenta. Po prostu, Polak cały czas jest … po szkodzie. Zostawmy jednak KPEiR, bo to przecież też partia, która mimo braku pamięci o dziewictwie, dalej nie wie, komu się oddać. Na wsi mówią o takich „stara klempa”, słyszałem również określenie „stara kempa”, ale zupełnie nie rozumiem określenia. Jak Polacy wypadają w walce mniejszości, to niech posłuży przykład zaprzyjaźnionego kraju. Polonia w USA liczy ponad 10 milionów ludzi. Dla porównania, Żydów jest tam około 6 milionów. Porównajmy wpływy w gospodarce i w polityce (Żydzi - 42 kongresmenów i 10 senatorów). A Polacy w Stanach? W Polsce jest podobnie, czyli pewne mniejszości też mają większość udziałów... Co to jest, że Polacy nie czują się samodzielni, solidarni i spełnieni poprzez działanie dla dobra wspólnego? Dlatego namawiam do głosowania na Palikota. Zrozumiałe, że każdy, jak w biznesie, musi to zrobić na własne ryzyko. Dla wypalonych i nieobecnych w polityce jest to jakaś szansa poczucia interesu społecznego. Stwórzmy więc nową mniejszość: zdolnych do ryzyka politycznego, przy założeniu, że zarówno gorzej, jak i lepiej, to już było z innymi. Nie uda się, to będzie tylko znak, że nie zaniedbaliśmy szansy. Uda się, to chwała Bogu, bo i On (jeśliby istniał) to nie chciałby mieć cokolwiek wspólnego z tym, co obecnie jest. Popadajmy w realia walki o sprawiedliwość, a nie w bajki i tęsknoty za Absolutną Sprawiedliwością. Nie ma czegoś takiego, a o sądzie ostatecznym będziecie myśleć (lub nie) w moim wieku. Tu jeszcze warto powiedzieć o kształtowaniu społeczeństwa wg „czystych” intencji. Spotkałem wielu ludzi, którzy będą głosować, „żeby zrobić na złość tym sk...” (sic!). Z politycznego punktu widzenia – każdy głos na wagę złota. Społeczeństwo ma jednak prawo do zachowań moralnych, bo tylko to zobowiązuje dalej, na przyszłość. Właśnie już tak nas kiedyś wypalono – „przeciwko komuś”. Angażujemy się, a po rozum do głowy idziemy dopiero wówczas, gdy przez nierozwagę (żeby właśnie zrobić na złość) stworzyliśmy szansę a to Tymińskiemu, a to JCM. W takich sytuacjach pozostaje już tylko zły wybór – agent lub korupcjuszek. Jakże inaczej wyglądałaby (prawdopodobnie) Polska, gdyby wygrał Mazowiecki, gdyby w Olsztynie stworzono listę możliwych i akceptowalnych kandydatów (a nie koniecznych z punktu widzenia układu). I tyle w temacie Marioli.... P.S. Przy okazji awantury o OFE chciałbym zapytać Pana B., co na to George Soros i Jeffrey Sachs? A może już posprzątaliśmy po tych panach i L.B. odzyskał samodzielność. A może, daj Boże, już nie kieruje nim interes pewnego wielkiego narodu (właścicieli większości OFE), co to jak gwiazdy na niebie... I pomyśleć, kto będzie wypłacał emerytury – przecież nie mogą być wystarczające. Ten naród musi być trzymany we właściwym stanie, bo upokorzonym narodem rządzi się lepiej. Klasyczny zabieg japoński – nie mogliśmy podbić świata militarnie, podbijemy go ekonomicznie. Znalazłem się w stanie wojny z moim dostawcą internetu (chodzi o kolejną blokadę bramki VoIP) i dlatego do czasu jego godnego zachowania się będę powtarzał: Ceterum censeo ... esse delendam. Żaden ze mnie Kato Starszy, ale jakiś kat tej firmie się należy... Okazuje się, że w naszej demokracji UKE wystarcza tylko na krótki czas. Potem III wojna punicka – zdobyć, sprzedać w niewolę, zaorać, posypać solą. To ostatnie nie, bo może przyjdą rzetelniejsi. Link Zgłoś
Gość: jothagie Zanim krętacze coś wykręcą... IP: *.dynamic.mm.pl 15.03.11, 16:55 zamknięty Na potwiedzenie tez „yadola” (forum.gazeta.pl/forum/w,64,122877980,123106543,Re_Rybicki_z_Gdanska_znow_nr_1_w_kolonii_Olszt.html) popełniłem wypowiedź, coś w tym stylu: forum.gazeta.pl/forum/w,64,122877980,123110242,Obcy_jak_u_Alberta_Camusa.html . Następnie dopełniłem: forum.gazeta.pl/forum/w,64,122877980,123126211,Re_Obcy_jak_u_Alberta_Camusa.html Komuś, kto to wszystko przeczytał i zrozumiał dopełniam: … a więc rozbiór warmińsko-mazurskiego W poprzednim wpisie chciałem uchwycić jakiś smutek sprawy. Wystarczy odwołać się do pierwszego zdania wspomnianego Camusa (Obcy, Upadek). Teraz wskazuję na determinizm w myśl pomysłów bogów i jako skutek naszej lokalnej głupoty. Tych lokalnych i głupich ambicji narodowościowych przecież nie można inaczej złamać. To już nawet nie są ambicje, ale ideologia*. Nie zostaliśmy obszarem metropolitalnym. Kandydatów podsyła nam się z zewnątrz (choćby Rybicki, Kurski). Pieniądze kieruje się na „pilniejsze regiony”. Powoli zaczynają nas przekonywać, że sami utknęliśmy w grajdole niemocy i dobrze będzie, jeśli uda nas się gdzieś przyłączyć. Powoli, ale po kolei – sądy, obszary... Nie mówicie, że „elity” nie wiedzą o tym. Doskonale wiedzą od dawna i dlatego przyjęły zasadę umocnienia siebie. Przerabiano już to w świecie (Włochy – mafia na Zatybrzach i Zadupiach). Dlatego zabezpiecza się „tyły” w stylu termy lidzbarskie, śmieci, doposażenie niektórych rolników i wiele innych. Innymi słowy, na tej klęsce łupy też są do podziału. Cały czas mami nas się rozwojem turystyki. Ja sobie przypominam jak Niemcy przerabiali ten program u siebie. Owszem zrobili to, ale są tu dwa ukryte fakty, o których u nas się nie mówi. Po pierwsze, wpakowano w to olbrzymie pieniądze. Po drugie, tam dało się policzyć dokładnie, ilu ludziom da to zatrudnienie. Reszta miała jasno powiedziane, że musi się przenieść do miast i wspomóc rozwijającą się gospodarkę. I to był plan, który się udał i przez wiele lat funkcjonował doskonale. Kryzys robi swoje, ale patriotyzm Niemców nie pozwala wykańczać małych firm turystycznych (żyjących z turystyki). Czy widzicie jakąś analogię i naszą szansę powodzenia? Widzę tylko pozory i egoistycznie rozumiany interes własny. Rozczytanie tego wcale nie jest trudne, bo przecież czytamy z ruchu warg osób wcale nie mądrzejszych od nas. Na Śląsku zawołania „Szczęść Boże” używa się życzliwie, ale znam obszar, gdzie używa się tego określenia tylko wtedy, kiedy piorun „rozdupcy” sąsiadowi dom. Więc już nie wiem, co powiedzieć... P.S. Doceniam wskazówkę, że sympatię wyborczą trzeba podzielić między Palikotem a p. Lidią. W ten sposób uszanuje się i pomysł i uczciwość. Jednak pod jednym warunkiem, że p. Lidia znajdzie sobie inne gniazdo, niż PO. *Dziś poznałem nowy wymiar ideologii. Właściciel pewnej firmy zapytał trzy Agencje Ochrony o cenę usługi, którą zamierzał zamówić. Trzy kartki posortował wg ceny wzrastającej. Na kartce pierwszej (najniższa cena) dopisał: „ŻYDY i UBEKI”, choć profesjonalni; na drugiej (cena średnia): „UBEKI”, też profesjonalni; na trzeciej (cena najwyższa): porządni ludzie i skłonni do słuchania. Wybrał ten trzeci wariant. Miał prawo, ale zachował się właśnie ideologicznie i podejrzewam, że z małym znawstwem, czego może od takiej firmy oczekiwać. Gdyby chociaż ocenę trzeciej firmy napisał z dużych liter, to wiedziałbym, co ceni, a czego nie... Link Zgłoś
Gość: jothagie Witajcie w innym świecie, IP: *.dynamic.mm.pl 17.03.11, 10:48 zamknięty gdzie przychodzi żyć z nowymi mitami i w nowej kulturze. To, że wyczuwam nową Polskę świadczyłoby, iż myślowo żyję w jeszcze innej, być może nawet w starej Polsce. Ale wcale się jej nie wstydzę, bo gdy patrzę na to wszystko, to tak dalece ulegam zdziwieniu, że nawet mam problem z opisaniem tego, co widzę. Ta Polska jest kompatybilna tylko z jednym zdarzeniem, które jest bardziej zrozumiałe. Często odsłuchuje muzykę z internetu. Bywa, że niekiedy pojawia się informacja, iż ten utwór nie jest dostępny w moim kraju. To właśnie jest dokładnie to samo. Z jakichś względów ta Polska nie jest mi dostępna. I to z jakichś kompromitujących powodów. Tak to czuję. Może wina leży po mojej stronie, ale wątpię... O czym więc mówię? Na naszych oczach powstał nowy mit. Mit smoleński. Wyznawcy smoleńskiego mitu usilnie starają się, żeby z tego powstała nowa religia. Coś w rodzaju kościoła emotionology (neologizm, nowy śmieszny byt). I są już wszystkie elementy niezbędne do powstania tej religii. Sytuacja nowego mitu nakazuje snuć analogię, że ma się on do chrześcijaństwa podobnie jak chrześcijaństwo do judaizmu. Wcześniej zatem, czy później w konflikt popadnie i będzie musiał się usamodzielnić. Na razie wszystkim stronom jest on na rękę. I nie mnie odnosić się do tego faktu, bo przecież nie jest to religia, póki co, obowiązująca i zobowiązująca. Mnie niepokoi fakt, że z udziałem tego mitu powstaje jakaś kultura, której szkodliwość trudno jeszcze dziś przewidzieć. Na pewno przeniesie wszystkie negatywy neofitów – nietolerancję, ksenofobię, fundamentalizm, i inne (z forum Varsavianum – sprzed Pałacu Prezydenckiego). To mnie przeraża, bo w czymś takim żyje się trudno. Jeśli zostaje to dodatkowo wzmocnione przez politykę, to sytuacja staje się trudna nawet do dzielenia się z własnym stanem psychicznym. Sytuacja ta ostatecznie jest sprowokowana przez politykę i polityków. Jakiś nieracjonalny konflikt narastał od pewnego czasu. Czara goryczy przelała się w dwójnasób. Z jednej strony zwycięstwo PiSu parlamentarne i prezydenckie oraz wynikające z tego fakty niemożliwe do zaakceptowania przez wszystkich, a z drugiej, zbyt łatwe rozwiązanie się napięcia politycznego wraz z katastrofą smoleńską. Rozwiązuje się konflikt, co dla wielu stwarza możliwość działania, ale zawiązuje się problem, który wielu utrudnia myślenie. Sytuacja zmierza więc w stronę dosyć powszechnej nieracjonalności. Potrzeba mitu jest tak wielka, że powstaje on parę godzin po katastrofie, już na cmentarzu w Katyniu – wielu tam obecnych wiedziało już „wszystko”, co do mitu jest potrzebne. I tak przypadek tworzy scenariusz do mitu a następujące po nim działania rozpoczynają inną kulturę – religijną, polityczną i społeczną. I jeśli mit wybiórczo wchłania elementy mitu poprzedniego, to już nowa kultura wyraźnie rysuje się jako kontrkultura. Ta zaś po cichu jest wspomagana przez oficjalną religię. I powstaje zasadnicze pytanie, czy kultura, z której wyrastamy, obroni się czy będziemy musieli to „nowe” jakoś wchłonąć. Nawet jeśli się obroni, to nie jest możliwa sytuacja, że trwałych śladów ten konflikt nie pozostawi. Czy warto ten temat zgłębiać? Nie, bo jakikolwiek temat u nas zaczyna się drążyć, to ostatecznie i tak się okazuje, że wszyscy są niewinni. Dlatego nie drążę, ale nie byłbym sobą, gdybym nie potraktował tego jako jeszcze jeden komin do przeczyszczenia... W końcu to było dawne zajęcie obecnego premiera. Jaka więc rada? Rada Ostachowicza: rączki w koszyczek i udawać premiera. Heraklit powiedział, że „wszystko płynie”, to i po nas spłynie... (że uzupełnię). Chociaż niekoniecznie, bo ta, „nowa” kultura zmusza nas do myślenia kategoriami politycznymi wbrew zdrowemu rozsądkowi. Taki jest, niestety, jej ostateczny wydźwięk. Dlatego albo wydajemy z siebie bunt, albo godzimy się na ogłupianie. Arcykapłan etapu przejściowego „z mitu do kultury” lansuje wątpliwy i zapożyczony (od KazikaS) wzorzec: „Teraz z dumą patrzę na twarze, co słuchają, gdy mój brat gra na gitarze”. Nie musimy słuchać, ale to jest tak samo przerażające jak kiedyś maszerowanie z łopatami. „Niby nic, a tak to się zaczęło...”. Zapytajcie Kunickiej. P.S. Porozmawiałem sobie z uczonym w zakresie demografii. Jestem w sporym kłopocie. Perspektywa ludzkości jest niesamowita, bo albo będziemy redukować się świadomie, albo redukcja musi nastąpić poprzez wojny i nieszczęścia. Druga perspektywa jest horrendalna, ale sami się o nią prosimy. Dlatego śmieszy mnie dyskusja aborcjonistów z anty – tu może sprawdzić się bajka o zdenerwowanym gajowym, czyli naturze. Może Kościół to przemyśli, żeby nie musiał w przyszłości święcić armat, co ja mówię, bomb atomowych... No tak, ale z przemyślenia pieniędzy nie przybywa, a z pokropku tak. Z powodu zbliżających się świat postanowiłem stać się cukrowym baranem i kupiłem po cenach spekulacyjnych dwa kilogramy tej zgubnej słodyczy. Przy okazji co nieco przemyślałem zawiłą drogę buraka do „słodkiej” polityki. To ciekawe – jeden w jeden pasuje. Postanowiłem to napisać zanim idiotyczna ustawa wykończy „internet bez ograniczeń”. Mam nadzieję, że wtedy powitacie się sami w innym świecie. Link Zgłoś
Gość: jothagie W tym kraju wesołe jest życie inteligenta... IP: *.dynamic.mm.pl 20.03.11, 11:50 zamknięty Jak cholera! Za mojej młodości wyobraźnię rozpalał ortograficzny kawał: „Przez jakie „ó, u” (w sensie otwarte, czy zamknięte) pisze się „córka”. Odpowiedź brzmiała: „zależy czy przed, czy po 18tym roku życia”. Później, już tylko próg wieku się obniżał... Dziś mamy demokrację, czyli albo ból głowy, albo „bul” duszy. Gorzej już tylko z nadzieją – nie ma wyboru, bo nie ma „nadzieji”. Inteligent właśnie dlatego ma wesołe życie, że istnieje takie komunistyczne zesłanie Ducha św. po którym wybrany przez kolejne KC mówi językami i pisze ortograficznie. Może już czas im powiedzieć, że są nadzy, bo już dosyć tej wesołości... Ale nie o tym, bo jeśli człowiek chce sobie pożartować co nieco, to staje po stronie sfory bezlitośnie wykorzystującej przypadek per fas et nefas. A jeszcze nie tak dawno regularnie atakował mnie przeciwnik, który ortografię miał d...użym poważaniu. Teraz jego styl czuję w atakach na innych, mających swoje zdanie. Dlaczego mnie to porusza? Jest jeden powód – te prostackie ataki pisowskich trolli (może nie tylko) ograniczają moją wyobraźnię. To takie łubu-dubu na siłę podawane, nie dosyć, że ustawicznie trzyma w „błocie”, to również rozzuchwala, jeszcze do niedawna, porządnych ludzi. A teraz aktualia. Libia i Polska. Pozornie nic te kraje nie łączy, poza wspomnieniem tych, co tam na kontrakcie byli. Ale jest coś, choć porównanie jest bardzo niestosowne, za co przepraszam. Jaruzelski i Kaddafi. Jaruzelski oddał władzę, choć wcale nie musiał. Sądzę, że w swoim patriotycznym mniemaniu wykorzystał właściwy moment. Kaddafi powinien oddać władzę, bo już wystarczy ośmieszania Arabów, upokarzania Europy, ale broni się. Trzeba mu ją odebrać. Tak w jednej i drugiej sytuacji scenariusze mogły być różne, ale można być w pewnym sensie dumnym, że u nas zastosowano taką możliwość (jaką zastosowano), choć niekoniecznie najlepszą... Bardzo nie lubię, jak ktoś podaje się za idiotę. A za takich uważam tych, co to sprawę Jaruzelskiego międlą do znudzenia. Otóż Jaruzelski jasno dał do zrozumienia, że może oddać Polskę w inne ręce, ale na swoich warunkach. Myśl ta została pochwycona przez nadredaktora i zgromadzonej wokół niego ambitnej mniejszości narodowej. Nie wiem, dlaczego (domyślam się, że to było najłatwiejsze wyjście i nie trzeba było za ojczyznę umierać) tak rączo przystali nawet ci, co dzisiaj protestują. I mniejszość, manipulując innymi, wzięła wszystko, a gdy już zrobili prawdziwy geszeft, to obudzili się prawdziwi Polacy i nie godzą się na to. Rychło w czas... A gdzie była Solidarność? Przecież cały czas była przy tym, ale pętaki dali się przekupić. Dziś chcą protestować? A paszli won! To po co ujadać jeśli przespało się najważniejszy moment w historii. To było widoczne dla mnie, który trzymał się z dala od praktyki politycznej (prawda, że ze względu na swoje poglądy nie byłem dopuszczany do niczego). Kościół to przyklepał, bo już wcześniej był przygotowany ustawą o zwrocie dóbr i miał przyrzeczone profity i wpływy. Została cała masa publicznie oszukanych, ale jak się było idiotą, to teraz trudno przeciw temu protestować. A demokrację to macie po to, żebyście sobie mogli pogadać. Nie wpłynie to na nic. Chyba, że dołączycie do tych „postępowych” – idą do burdelu i wyżalają się w mankiet panienkom. W naszych warunkach, to jak zburzone mury świątyni jerozolimskiej. Zamiast „listów – próśb” zostawia się pieniądze... i zwierzenia. Przyznaję, jest to jakieś wyjście dla słowiańskiej upodlonej duszy, ale ma to podobny wydźwięk jak ogłoszenie: „Poszukuję bezpruderyjnej do odmawiania różańca...”. I uwaga. Gdy już zbliży się termin wyborów, to nie traktujcie kartki wyborczej jak niedzielnego rosołu – nie wybierajcie szumowin, sięgajcie do spodu. Najzdrowiej jest, kiedy wylewa się rosół z szumowinami, a zjada tylko mięso. Ale ja Wam tradycji psuł nie będę... Piszę to, bo denerwuje mnie ta nagonka na Jaruzelskiego. Nadredaktor powiedział Wam, że macie się od Jaruzelskiego odpier... Przecież można było z tych rąk nie brać Polski. W tym czasie byłem w Szczecinie i trafiłem na spotkanie bodajże z Żabińskim (to jakiś sekretarz, ale głowy nie dam). Powiedział wyraźnie: „Oddamy im władzę i albo niech się nią udławią, albo niech nimi rządzą Żydzi”. Co się sprawdziło? To po co narzekać, że ktoś ma semickie rysy, lub że żona tego czy innego polityka tak się nazywa, lub z takiej to a takiej rodziny się wywodzi. Moi Drodzy! Niedługo stanie się tak, że chcąc zrobić karierę naukową będziecie musieli brać za współmałżonka nieciekawe dzieci profesorów (przedwojenny Kraków), chcąc się dorobić trzeba teściom dziękować za ten pasztet małżeński, kłaniając się do stóp i całując po rękach jak Berlusconi Kaddafiego, a chcąc zrobić karierę polityczną trzeba będzie ożenić się z dziewczyną z „rysami” lub wyjść za faceta z niekompletną męskością. O tym, że aby zrobić karierę duchownego trzeba będzie mieć DNA zbieżne z jakimś duchownym, dawcą tegoż DNA to już tylko wspominam. P.S. Ta wspaniała narodowość decyduje dziś o większości spraw, co zabawne, nawet o tym, kto jest antysemitą i co jest antysemityzmem, przy czym tolerancja semityzmu jest objęta taką sama poprawnością polityczną jak tolerancja homoseksualizmu. Nie przystoi nawet uśmiać się z tego, szczególnie w świetle odkryć papieża, że to nie oni zabili Jezusa... Znów dziennikarze? I pomyśleć, że dzięki „tym decyzjom” jesteśmy w świecie gorzej traktowani niż Holandia, Norwegia i Francja – mimo że nigdy nie współpracowaliśmy z hitlerowskimi Niemcami. To tylko nas traktuje się jako poletko dla „złotych żniw”. Będziemy trzymani przy nodze. Link Zgłoś
Gość: jothagie Ballada jako luźna wydzielina mózgu. IP: *.dynamic.mm.pl 22.03.11, 10:34 zamknięty W niedzielne popołudnie byłem w dobrym nastroju, jak zwykle po porcji muzyki (tym razem relaksu z Ernesto Cortazarem). Zdecydowałem się więc na poczytanie czegoś z rodzaju „Prestidigitator (nowe znaczenie: iluzjonista klawiatury komputerowej) z krainy Oz”, a dokładnie: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1627:zielona-ballada-o-januszku&catid=63:ukasz-adamski&Itemid=97. Nauczyciel szkółki niedzielnej księdza proboszcza przenosi chętnych do magicznej krainy Oz, cokolwiek to będzie znaczyć, w każdym artykule zapewne coś innego, ale zawsze rację o teologicznym zabarwieniu. Przyznam, zachwycił mnie przede wszystkim jeden z głosów w dyskusji (zet) a to tylko dlatego, że autor artykułu tym razem nie odpowiedział z teologiczną zaciekłością. Chyba po japońskiej tragedii nastąpił jakiś postęp w duchowości autora. Do pełnego uchachania doprowadziło mnie przypisywanie Palikotowi antyklerykalizmu i robienie z tego jawnej czy skrytej włóczni w rękach obrońców mitu religijnego. Otóż pewnym ludziom trudno jest zrozumieć, że antysowietyzm powstał tam, gdzie sowieci posadowili swoje garnizony, antyamerykanizm tam, gdzie żołnierze U.S. Army chcieli okoliczne dziewczyny dupczyć za frajer, antysemityzm tam, gdzie Żydzi mieli nieproporcjonalnie dużo decyzji w swoich rękach, a antyklerykalizm tam, gdzie duchowni sięgnęli po więcej, niż społeczeństwo gotowe było im dać. To jest naturalny odruch pewnej części społeczeństwa. To rozpasanie uchodziło duchownym, kiedy spora część społeczeństwa była przypisana do tej duchowości. W komunizmie było to obowiązkowe, jeśli doktryna oficjalna nie dawała satysfakcji. W demokracji jest natomiast wolność i można nie podzielać ani racji, ani motywacji religijnych, ani sposobu zachowań się duchownych. A tępota duchownych, która to wywołuje jest właściwa dla naszych duchownych, bo świat cywilizuje się szybciej, także i pod tym względem. Świat rozlicza duchownych za ich niewłaściwe zachowanie – my nie. Tylko my, sui generis „różności”, żeby nie powiedzieć świństwa, zamiatamy pod dywan... Nie wszystkich to jednak zadowala – Palikotowców nie. I to też jest naturalne. Nie można tego ani zaklinać, ani przeklinać... I jeszcze słowo w sprawie ostatecznego poparcia Palikota. Mamy początek tradycji głosowania negatywnego - przeciwko komuś. Zaczęło się od głosowania „przez zaniechanie”, kiedy SLD zawiodło (mówi się coraz głośniej, że opcja semicka połamała L.Millera). Ilość niegłosujących tylko wzrasta. Już było „za PO”, bo jest to przeciw PiSowi. Zachwiało to bardzo sensem polityki, bo okazało się to niedobrym wyjściem. Teraz zapowiada się tłumne głosowanie na Palikota, bo jest to „przeciwko im wszystkim”. To rozwiązanie gremialnie popiera młodzież. Oni już nie wierzą w sensowność głosowania, ale maja ochotę trochę się zabawić. Młodzież generalnie nie aprobuje tego obłudnego liberalizmu, który zewsząd wyziera, a o którym nikt prawdy nie chce powiedzieć, czy przyznać się... Oficjalnie liberałowie definiują, że liberał to specyficzny stan ducha. Tak rzeczywiście może być, jeśli cynizm całkowicie wypełnia im ducha. Praktyka wskazuje jednak, że liberałom zamiast ducha całkowicie wystarcza kasa. Przeważnie nie aspirują aż tak wysoko. Wzorcem takiego liberalizmu są niektórzy duchowni „wyprani” przede wszystkim z ducha. W sumie, ta wersja jest obowiązująca, nawet jeśli oficjalnie chrzani się różne głupoty na ten temat. Młodzież natomiast zawsze miała, ma i będzie mieć okres potrzeby przyjaźni z ideałami, a tu na każdym kroku wali ich się pałą po głowie. Nie dziwię im się, że idą w stronę awersji do polityki i wszelkiej oficjalności. Dobrze chociaż, że nie dają się prowadzić znachorom i jasnowidzom. Trafił im się Palikot. To wcale nie jest ideał, ale może chociaż coś zrealizuje, a nadto będzie okazja wejść w odstresowujący happening. Oczywiście żal, jeśli zabraknie w tym czegoś głębszego, bo polityka jako happening, to kolejna pułapka, bo interes przejąć mogą ci, co na serio to traktują. Co jeszcze mnie niepokoi? Ta łatwizna w niszczeniu ludzi za to, że samodzielnie myślą. Jeśli ma się tylko niepodzielną rację, jaką „daje” wyznawana religia to można podeptać Kutza, Środę i nawet wszystkich innych. Przecież swoją rację można mieć nawet nie powołując się na żadne nazwisko a tym bardziej na nazwiska święcie znienawidzone. W religii (konkretnie w chrześcijaństwie) nie mogąc się różnić ze „źródłem”, usiłujemy się poróżnić z wszystkimi inaczej myślącymi, czyniąc tym samym naturalną granicę terytorium wyłącznego posiadania. To jest „uduchowiony” nawyk obsikiwania swego terytorium dla bytów typu animal. Okazuje się, że dla podgatunku „rationale” również. P.S. Marian Hemar powiedział kiedyś, że satyrę czyni cytata. Oto i ona: „Proponuję więc Panu Januszowi by zamiast dłużej bawić się politykę, wziął do ręki skręta, podpalił go i włożył do ust. Świat wyda mu się bardziej przyjazny i ciekawszy”. Pozostając w tej logice: „Proponuję więc Panu Łukaszowi, (tu przecinek Panie Prezydencie!) by zamiast dłużej pieprzyć o aborcji, namówił do tego dowolną dziewczynę, która nie może mieć dziecka, a jest w niechcianej ciąży. Zobaczy, że jeszcze ten świat może się komuś wydać ciekawszy i niekoniecznie trzeba chwytać się samobójstwa (fakt!), kiedy unicestwia się dwa życia. Pewnie to kiepska paralela, ale świadczy o jednym, że dobre rady, to sobie Pan możesz wsadzić... do Oz. Link Zgłoś
Gość: jothagie Wszystko jest możliwe... IP: *.dynamic.mm.pl 25.03.11, 10:21 zamknięty Właśnie do takiego wniosku dochodzę, kiedy spojrzę na nasze sprawy, nie tylko z mojego okna, które wprawdzie kieruje mój wzrok na sprawy publiczne, ale co nieco zniekształca widzenie. Rzecz w tym, że majestat władzy widzianej z okna rozprasza się na niezbyt przyzwoite intencje. Władza jednak ośmiesza się tylko w zastępstwie – kiedyś ma zamiar cieszyć misją... Czytam te pasztety na forum, przecież zbliżają się wybory i „będzie” co poczytać i nie dziwię się temu, co tam znajduję i nie zdziwię się, cokolwiek się tam w przyszłości znajdzie. Wcale więc nie zdziwią mnie złośliwe komentarze pisowskich trolli w atakach na wszystko, jeśli taki wymowny przykład idzie z góry. deser.pl/deser/1,111857,9288723,_Kulisy_Wawelu___Dziwisz_o_Komorowskim____Co_za_duren__.html Jak to w ogóle jest możliwe, że takie perełki wychodzą na światło dzienne? Albo następna sprawa do rozwikłania: politykier.pl/kat,1026515,wid,13163144,wiadomosc.html.To przerażające, ale możliwe jak cenzura i znikanie wątków na tym forum – już nawet nie reaguję. Bardzo się ubawiłem, kiedy przez kilkakrotną obserwację utwierdziłem się w przekonaniu, ze lewica rzuca ponętne spojrzenia i z pewną taką nieśmiałością rozpuszcza niby to plotki, że w przyszłości ma zamiar prostytuować się. Niestety, a dla niej stety, że już nawet i w to jej nie wierzę i w przeciwieństwie do posła Węgrzyna, nawet nie chciałbym tego oglądać. Nadzieja w tym, że społeczeństwo zna wszystkie wystarczające powody, dla których żadne małżeństwo SLD zawarte być nie może. Dopóki więc czuje poślizgową wilgoć, niech robi to, co zamierza i to, co zna najlepiej. Zresztą, nie oni jedni stawiają w tym kraju na kompromitację. Jest drożyzna. Zaczyna brakować na tzw. życie i nie wiadomo, jak obniżyć sobie standard, żeby bilans wyszedł przynajmniej na zero. Dokładać nie ma kto, a liczyć na to państwo już nie można, poza tym śmiesznym „urealnieniem” emerytury. Emeryturę jednak mam i do wyborów nikt mi jej nie zabierze. Co jednak z tymi, co żadnego źródła utrzymania nie mają. Im jest jeszcze trudniej. Pogodziłem się z tym, że obok mnie żyją bogaci, którzy biednych maja gdzieś. Pogodziłem się z tym, że i mnie obniżył się poziom życia, ale nie mogę się pogodzić z tym, że u tych prawdziwie biednych wszystko jest możliwe w niedługiej przyszłości, przy czym niczego krzepiącego się nie podziewam. I gdzie tu jakiekolwiek ideały. Gdzie podział się humanizm zarówno świecki, jak i religijny. Szanowni Państwo! Wszystko to, to efemeryda i zwyczajne oszustwo. I pomyśleć, że trzeba było aż zmiany systemu politycznego, żeby o tym się przekonać. Drogo za nadzieję płacimy... Świat wraca do swoich korzeni. Już parę lat nie zaglądałem do Odysei, a tu darmowa ściąga - „Świt Odysei”. Z niepokojem czekam na „Zmierzch Odysei”, bo „Zmierzch Bogów” to już chyba był. Osobiście poleciłbym poranek z Horacym: „Dokąd to, dokąd tak na oślep gnacie, zbrodniarze/Czemu w prawicach nagie miecze?” Bardziej prawdopodobne, że parę osób poczytało sobie H. Marcuse'go i zachłysnęło się konstatacją, że "wolność jest niepodzielna". Tak, ale to są ich pierwsze lektury - oni nawet nie przypuszczają, iż być wolnym to trudne zadanie. Za rogiem hycel z obrożą już czeka... Niemożliwe, żeby to chodziło o ropę... I aż wierzyć mi się nie chce, że Majowie rąbnęli się z tym końcem Świata o sto lat. A tak wiarygodnie z tym „Świtem” to wyglądało. Trochę też powątpiewałem, żeby w tym dziele zniszczenia Bóg posłużył tak marnymi sługami. A nasz przywódca, pewnie w imię wartości, odmówił. Można? Czy coś wiemy o pokropku pocisków „tomahawk”, a mianowicie, czy jastrzębie fruwają, nie daj Boże, bez boskiego oprogramowania? Interesuje mnie, czy błogosławił rabin, czy dostojnik słusznej religii. „A gdzie tu patriotyzm”? W odpowiedzi usłyszałem od „przedstawiciela elity”: „ale żeś pojechał grubymi nićmi”. Spotkanie towarzyskie stało się drętwe. Wszyscy mieli pretensje, że zepsułem spotkanie. Wygłupiłem się, prawda? Dobrze wiem, że bezpośrednio za klęskę polskiego patriotyzmu winę ponosi PRL, ale wydawało się, że ci, co szli po władzę mieli pełne głowy patriotycznych myśli. Okazuje się jednak, że tylko pełne usta. Jest mi przykro, że ten skrawek Ziemi jest dla nas niczym. Jeśli taka postawa jest powszechna, to i w condominium skłonny jestem uwierzyć. Nie mogę się z tym pogodzić, ale mogę tylko zepsuć... spotkanie towarzyskie. P.S. Dla oddania stanu ducha zacytuję Paulo Coelho: "Czekanie sprawia ból. Zapomnienie sprawia ból. Lecz nie móc podjąć żadnej decyzji jest najdotkliwszym cierpieniem". Cóż, szczerze życzę stanu pełnego uwolnienia się od takich myśli osaczenia. Link Zgłoś
Gość: mlody Re: Wszystko jest możliwe... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.11, 16:21 zamknięty Ja Ci chetnie wytlumacze jaka jest polityka naszych elit. To jest proste jak drut. Nie potrzeba do tego zadnych przemyslen. Polityka naszych elit jest zrobienie z nas niewolnikow. Nie po to socjalizm faszystowski i ruski zniszczyl w tym kraju inteligencje zeby bylo tu bogato i madrze. Jestesmy biednym glupim narodem bez klasy sredniej opodatkowanym do granic absurdu i bedziemy jeszcze biedniejsi dlatego spieprzam do Norwegi a Ty zalosny grafomanie analizuj sobie dalej. Jestes zywym dowodem ciemnoty tego kraju. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Wszystko jest możliwe... IP: *.dynamic.mm.pl 25.03.11, 16:43 zamknięty Posłuchaj „młody”! Poświęciłeś mi trochę czasu, za co serdecznie Ci dziękuję. Rewanżuję się życzeniami szerokiej drogi do Norwegii. Każdy ma prawo jechać, gdzie tylko ma ochotę. Ja już byłem i wróciłem. Mam prawo do własnego skrawka na tej Ziemi i dlatego o niego walczę jak tylko potrafię. Stać mnie już tylko na patrzenie i opisywanie. Patrz, mnóstwo ludzi walczy i ginie w walce o swój kawałek Ziemi... a Ty jedziesz egoisto pieprzony... To oczywista, że za pieniądze pisze Michnik, Ziemkiewicz, Baczyński, i inni, a mnie pozostaje grafomaństwo. Nie miej jednak wyrzutów sumienia – nie obraziłeś mnie. Link Zgłoś
Gość: mlody Re: Wszystko jest możliwe... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.11, 17:40 zamknięty Zgadnij dlaczego wcale mnie nie dziwi fakt ze nie zrozumiales mojego postu? Ja nie jestem egoista tylko zdaje sobie sprawe jak banalnie latwa w interpretacji jest polityka naszych elit. To co Tobie zamuje mase czasu dla mnie jest oczywiste na przyslowiowe "dzien dobry". To co Tobie zajmuje cale lata ja jestem w stanie opisac jednym zdaniemw ciagu 2 minut i wlasnie dlatego nie dziwie sie temu jak potraktowales moj post. Pisz dalej te swoje grafomanskie teksty, moze kogos przekonasz do swoich zalosnych teorii, niestety bedzie to ktos wylacznie Twojego pokroju. :D Link Zgłoś
Gość: mix Re: Wszystko jest możliwe... IP: *.adsl.inetia.pl 25.03.11, 17:53 zamknięty No cóż, krótkie myślenie tak jak krótka pamięć ma swoje zalety. Niestety, o skutkach tej postawy tego samego powiedzieć nie mogę. Znam w Olsztynie kilku takich młodzieńców, którzy w podobny sposób buńczucznie obiecywali sobie raj na Zachodzie ferując na około tę swoją niby wyższość intelektualną, a wracali do kraju z długami za pożyczone pieniądze. Pół biedy, jeżeli jest to jeszcze Europa. Slamsy Manhatanu są tylko potwierdzeniem znanych słów "mierz siły na zamiary", o ile wiesz czyjego są autorstwa. Ale wbrew pozorom życzę Ci pomyślności i ze swoim stosunkiem do otoczenia przekrocz tą granicę swych marzeń, ale tylko w jedną stronę. Nie sprawia to dla mnie żadnej przyjemności utrzymywać takich "intelektualistów na zasiłku dla bezrobotnych ze swoich podatków. Spływaj młodzieńcze już dzisiaj, bo bezczelnie i żebraczo studiujesz też na mój koszt. Link Zgłoś
Gość: jhg Następny z rodziny niewyżytych kwakwaków... IP: *.dynamic.mm.pl 25.03.11, 18:03 zamknięty Jeśli intencje masz czyste i przejrzyste, to witam Cię. Coś mi się wydaje, że jesteś następnym, który szuka swego szczęścia na cudzych plecach. Coś mi się też wydaje, że jesteś tym samym typem... dyskutanta, który oczerniając mnie o donos do prokuratury, wycofał się używania nicka „fansld”. Długo jednak nie wytrzymał. Ten typ tak ma... już swędzi go tam, gdzie nie powinno. Wybacz, O ZUSie i KRUSie i Twoim liberalizmie, który ma być, już nie mogę słuchać. I dosyć mam Twego bałaganiarstwa intelektualnego. Potrafisz uczepić się tylko cudzego, a sam głupoty pisujesz i sądzisz, że prowadzisz dyskusję. Stanowczo odmawiam dalszej reakcji na Twoje posty. Link Zgłoś
Gość: nowy Re: Następny z rodziny niewyżytych kwakwaków... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.03.11, 20:32 zamknięty W swietle mojego stosunku do naszych elit porownanie mnie do fansld brzmi dosc dziwnie poniewaz moj stosunek do komunistow jest lagodnie mowiac negatywny. Ale zgadzam sie z jednym. Dyskusja z Toba nie ma sensu. Link Zgłoś
yadol Re: Następny z rodziny niewyżytych kwakwaków... 25.03.11, 20:47 zamknięty w związku z tym młody sperdalaj świńskim truchtem i bądź teraz bohaterem w Norwegii życzymy ci powodzenia JHG pozdrawiam jak zwykle Link Zgłoś
Gość: jhg Pisiarnia ćwiczy solfeż... IP: *.dynamic.mm.pl 25.03.11, 22:30 zamknięty to znak, że jakieś wybory się zbliżają... Yadol, dzięki, że czuwasz. Link Zgłoś
Gość: mix Re: Pisiarnia ćwiczy solfeż... IP: *.adsl.inetia.pl 25.03.11, 23:27 zamknięty Wybacz mi jhg mizerną orientację w temacie praktycznego nauczania czytania nut i prawidłowego odzwierciedlenia zapisanego w ten sposób dźwięku. Jest to dla mnie sztuka przekraczająca moje możliwości. Nie mniej jednak porównanie serwowanych na forum dźwięków z nauką solfeżu jest w moim przekonaniu zbyt przyjazną oceną bezspornych faktów. Na mnie sprawia to zupełnie inne wrażenie muzyczne. Słonie atakując podnoszą trąbę do góry też rycząc wydają dźwięki rzucają się do walki. Czy to można ująć w ramach jakiegoś solfeżu, nie wiem i prawdę mówiąc nie bardzo mnie taki zapis interesuje nie mówiąc już o nauczaniu tego rodzaju klasyki. Tak właśnie odczytuję - nazwijmy to pieniami - wszelkie próby uporządkowania tych głosów w jakiejś sensownej pisowskiej tonacji nie honorującej żadnych reguł czy zasad. P.S. Pozdrawiam Was obydwóch. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Pisiarnia ćwiczy solfeż... IP: *.dynamic.mm.pl 26.03.11, 10:14 zamknięty Drogi Mixie! Pewnie, że masz rację, ale chciałem, żeby to było w miarę życzliwe, nawet jeśli tego nie docenią. Jeśli umieścimy to w sztuce, to mam nadzieję mieć rację, jeśli natomiast w zwykłym kru...stwie, to Twoje porównanie jest absolutnie słuszne. Może tylko z tymi słoniami przesadziłeś, bo jakież to u nich trąby. W tym gatunku, im mniejsza trąba, tym większy krzyk... Kłaniam się! Link Zgłoś
Gość: jothagie „Być wolnym to móc nie kłamać”. (A.Camus) IP: *.dynamic.mm.pl 28.03.11, 10:18 zamknięty Spalikocę się na początek, żeby trolle nastawione wg schematu „zombie” pogłupiały nieco, co w ich przypadku nie jest takie trudne. Chcę ich namówić, żeby atakowali za właściwe „zasługi”, a nie za wszystko, o czym mówi ich instrukcja. Kampania się skończy, wybory zostaną dokonane, a samodzielność im się przyda do życia. Najpierw przeczytajcie Państwo to, bo rzeczywiście woła to o pomstę do nieba. Że to Bóg nie wykopie za drzwi takie sługi swoje kompromitujące główne założenia tej bajki: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1598:zlikwidujmy-fundusz-kocielny-i-niech-sld-zwraca-kocioowi-co-ukrado&catid=68:tomasz-terlikowski&Itemid=97 Następnie zadajcie sobie trud pomyślenia podobnie jak jeden z dyskutantów (Camille): „To jest intelektualna i propagandowa obrzydliwość... i trzeba to wreszcie nazwać po imieniu. Akcję SLD również. Nigdy niczego nie zrobiła w tej materii, więc nich się odpieprzy i zostawi temat Palikotowi. A tak a propos, pilnie przypominam sobie historie Kościoła katolickiego w Polsce i nie mogę wpaść na jakiś przypadek, żeby z Watykanu szły jakieś transporty złota, pieniędzy i dóbr materialnych. A wprost przeciwnie, świętopietrze to chyba danina narodu na rzecz Watykanu. A mimo wszystko Kościół dorobił się olbrzymich majątków – darowizny ludzi bogatych i normalne strzyżenie owieczek. To jest majątek wspólny, który powinien służyć narodowi w postaci instytucji służących temu społeczeństwu w postaci szkół i instytucji charytatywnych. Biedne społeczeństwo nie ma obowiązków utrzymywania pasibrzuchów, pijaków. Gwałcicieli, pedofilów i kochanek duchownych. Niechże mają trochę honoru i na dup-y zarobią jako robotnicy, ciężką pracą. I zamiast cieszyć się, że społeczeństwo coś z tego ma, to larum się podnosi. Powiem jeszcze raz: obrzydliwość!” Tyle dyskutant i prawdę mówiąc nie ma potrzeby dodawania czegokolwiek mimo, że widzę to jeszcze trochę inaczej. Teraz spójrzmy na nasz kryzys. Jest – to nie ulega wątpliwości. Ma duże ambicje rozwojowe, a rozwiązań nie widzę ani w praktyce, ani tym bardziej w teorii. Nasuwają mi się tylko takie skojarzenia. Systemy demokratyczne nie potrafią spektakularnie wychodzić z kryzysów, bo nie mają możliwości zarządzenia biedy dla wszystkich. Nadto to, co jest kryzysogenne leży daleko poza ich zasięgiem. Rozwiązuje się on „sam” globalnie, ale lokalnie cudzym kosztem. W kapitalizmie kolejność wychodzenia z kryzysu jest ustalona – od bogatych do biednych, zarówno w skali krajów jak i jednostek. Dlatego kapitalizm zawsze jest gdzieś w ustawicznym kryzysie, bo zawsze „komuś jest dobrze, żeby innym mogło być źle”. Nie tu, to tam... Zarządzić biedę „po równo”, jak podstawę odbicia się i powolnego wychodzenia z kryzysu mogą tylko systemy totalitarne. Dlatego bieda rodzi dwa takie zagrożenia, zarówno na prawo, jak i na lewo. Zagrożenie skuteczniejsze czyha „na lewo”. Zagrożenie „na prawo” jest natomiast bardziej możliwe, ale jest mniej skuteczne i jak uczy historia nie do końca jest konsekwentne, jak przykładowo faszyzm, który tworzy nową nierówność na korzyść towarzyszy partyjnych i to w zależności od stopnia wierności. O taką wersję ciągle się ocieramy, choć cud jakiś ratuje nas przed ostatecznym zadekretowaniem tego. Martwi mnie również moja konstatacja, że owszem demokracja, ale tylko do możliwych granic. W powietrzu wisi tendencja, żeby w interesie swobody polityków ograniczać cokolwiek się da. Oczywiście, poza ich statusem. Zakusy są na wszelkie swobody, ale utyskiwam z powodu tych podstawowych. Zaręczam Was, że wielu ludzi nie wyraża swoich poglądów mimo, że je ma, a to w tym celu, żeby dostać pracę czy pracę utrzymać. To jest bezpośrednią przyczyną naszej mierności, braku inicjatyw i postępu. Wszelkie inicjatywy biorą się bowiem z systemu poglądów, oczywista, nie koniecznie politycznych. Odgórne przyzwalanie temu powoduje, że środki i metody brutalnieją. Zawsze, gdy na tym forum wchodzę w problematykę polityki (elit tego typu), to czuję się jak w momencie zasiadania za kierownicę samochodu – czuję, że ryzykuję. Wymownym przykładem dziennikarz Paweł Miter, który za ujawnienie mechanizmów zatrudniania w TVP został pobity. A wysokiej rangi stróż prawa zaangażowany w morderstwo biznesmena. To są konsekwencje systematycznego (prawnego i pozaprawnego) ograniczania demokracji. Ewidentny brak konsekwencji i zapatrzenie się w „skuteczność” z pominięciem moralności. W Moskwie istnieje nawet „demokratyczna” pewność, że sprawcy pobić i morderstw na tym tle nie zostaną nigdy odnalezieni. Teraz zaczynam wierzyć, że zbliżamy się do Białorusi i Wschodnich modeli sprawowania władzy. Nie sądziłem, że z tego „korzenia” (Solidarność) może coś takiego wyjść. To czym była ta Solidarność? Może już czas, by zacząć ją odzierać z mitów? Czy jednak warto, jeśli większość wie to samo? P.S. Mam zapadnięte żyły i każda próba pobrania krwi grozi wenesekcją. Ostatnio zdarzyło mi się tak, że dwóch specjalistów zleciło mi różne badania, w tym jedna grupa koniecznie w Szpitalu Wojewódzkim. Sądziłem, że uda mi się je połączyć. Ale gdzież tam - „nie mamy umowy”. Jak jednak za drugą część badań zapłaciłem, to już było dobrze... I jak tu nie kląć. Czy studenci z Humany mogliby mi podrzucić koszulkę z napisem "Who the f**k is man". Może być nawet bez gwiazdek, bo te tumany nie potrafią myśleć na poziomie rozwinięcia skrótu. Będę z dumą nosił i powtarzał jak J.F. Kennedy w Berlinie Zachodnim przed ratuszem dzielnicy Schöneberg (Ich bin ein Berliner)... Link Zgłoś
Gość: jothagie Do trolli a także do porządnych ludzi IP: *.dynamic.mm.pl 31.03.11, 10:32 zamknięty Tekst w „...” powtarzam celowo, bo mam podejrzenie, ze inteligentni ludzie nie zaglądają do postów, do których się odniosłem. Nadto mój wywód jest nieco dłuższy a wiadomo, że trolle czytają tylko dwie pierwsze linijki i już mają gotową recenzję z podręcznym słownikiem. „Kochane Dzieciaki! Zapraszam na kolejną lekcję. „System”, którego to słowa używacie bardzo lekkomyślnie jest to zbiór spójnych poglądów z którego wynikają wszelkie dyrektywy, w tym także aksjologiczne, dla różnych innych działań. Może lepiej zrozumiecie, gdy powiem, że to jest to, czego Wy absolutnie nie macie. Oceniam to po rodzaju ataków na, jak to nazywacie, „Watahę”. Nie będę Wam udowadniał, że Wataha ma jednak system spójnych poglądów, ale w przeciwieństwie do Was, ma również instynkt... Wasze natomiast wpisy robią wrażenie jakby z niczego nie wynikały, a jedynie jakby były objawem tego, że bardzo Wam się siku chce. Proponujecie obalenie systemu (czyjegoś w tym wypadku). Dzieciaki. System to koszary, które zawsze muszą być zaludnione. Pamiętacie, a może nie, jak obalano socjalizm – jeszcze w ciepłe koszary i okopy po PZPR wszedł Kościół. Wszedł, bo Solidarność, a przede wszystkim doradcy nie potrafili systemu stworzyć. Zresztą egoistycznie zabiegali o zupełnie coś innego. I mamy to, co mamy – Kościół przy pomocy swoich sług, trolli i pieczeniarzy okopuje się przeciwko wszystkim, także przeciwko narodowi. Następni okopują się Żydzi ze swymi roszczeniami odszkodowawczymi w granicach 65 miliardów dolarów. Kto następny? Czy Polski wystarczy? I Wy stajecie z pretensjami o IV RP? „Nie jest ważne, czy Polska jest biedna, czy bogata – ważne, żeby była katolicka”. Powiedział to Goryszewski, ale do Was również to pasuje (ważne, żeby była nasza). U Was, podobnie jak u Bernsteina, nie liczy się cel – liczy się tylko rozróba. Toleruje się to, jako kaprys nieletnich, ale powoli wyrastajcie z tego”. Tak więc z czym do ludzi? Jeśli obalacie system, to co (jaki) proponujecie w zamian. Już dosyć mamy kalek osobowościowych, bez poglądów, bez aksjologii – popychadeł społecznych, którym za motyw życia wystarczy codzienna modlitwa typu: „jakiego mnie Boże stworzyłeś, takiego mnie masz”. Wielokrotnie występowałem i w ich obronie, bo to też istota..., ale z takimi nie da się niczego zbudować. Kononowicz to doskonały wyborczy pstryczek, ale architektem społeczeństwa ten pan nie będzie. Żaden ani puder, ani ten środek na pozycję „w poziomie” nie pomoże... Po przeczytaniu kilku trolli na tym forum zawsze przenoszę się na Ziemkiewicza. Muszę jakoś odreagować lokalna głupotę, choć w tym samym trendzie. Ziemkiewicz jest metodologicznym oszustem, chociaż w swoim mniemaniu, oszustem w dobrej wierze. Wybiórczo przywala tam, gdzie mu to pasuje, w czym używa całej swojej inteligencji, nieprzeciętnej zresztą. I to mi wystarcza. Z podziwem się z nim nie zgadzam i to mnie satysfakcjonuje. Czy mogę mieć na tym forum takich przeciwników? A chciałbym... Zapyta ktoś, czemu interesują mnie trolle z forum. Kiedyś uległem wpływowi książki T.W. Adorno, "Osobowość autorytarna" i widzę pewne analogie. Troll, to typowe autorytarne zaburzenie osobowości, w którym jednostka wykazuje silne predyspozycje do akceptowania i podzielania antydemokratycznych przekonań, wyrażanych w konserwatywnych poglądach i postawach. Osobowość taka postrzega świat pod kątem stereotypów. I co mnie szczególnie poraża, dla autorytarnej osobowości właściwa jest rezygnacja z własnej oceny zjawisk. W tej sprawie podpiera się autorytetem znanej osoby (np. Prezesa). Człowiek taki nie istnieje „sam” a tylko z autorytetem, przy którym idealizuje obraz „swoich” i szuka sposobu karania „innych” lub inaczej myślących. Trudno to już nazwać patologią osobowości, ale jest to bez wątpienia zapowiedź możliwej nieprzydatności społecznej. Zlecone zadanie kończy się i co potem? P.S. Spotkałem się z niemieckim urzędnikiem służby cywilnej (to chyba beamter – fachowo). Pogadaliśmy sobie o nowym typie opiekuńczości społecznej. U nas żadnemu liberałowi nie może przejść to przez usta a oni stosują to w praktyce. Najważniejszy jest wywiad całościowy – współpracuje w tym wiele osób. Wiedzą, kto jak żyje, kto ma prace a kto nie, a najważniejsze, komu ze względów rodzinny praca jest niezbędna. W jednej rodzinie pracują obydwoje rodzice, w innej nikt. Rozmawiają z pracodawcami a ci współpracują i bardzo szanują decyzje. Dochodzi do dzielenia się pracą i taką (podzieloną) pracę urzędy proponują tym, którzy jej potrzebują, tak by przynajmniej jedno miało jakiś dochód. Nie mam wyobraźni, jak to faktycznie funkcjonuje, nawet jeśli słabo, to przynajmniej ktoś coś próbuje. Dzielenie się pracą to zresztą stary pomysł. A co u nas? Przedsiębiorcy nie mają żadnych zobowiązań wobec społeczeństwa. Byliśmy w UP. Tłumaczyłem mu oferty pracy i dostępne kursy – powiedział coś, czego nie znalazłem w słowniku, ale pozwalam sobie nazwać „zmyłą”. Prosił mnie, żeby zdobyć mu listę pracowników dwóch instytucji – szukał tych samych nazwisk (pod katem nepotyzmu), ale dałem mu do zrozumienia, że to może być poczytane za współpracę z obcym wywiadem... To jednak, że „budowy nie pracują w soboty, niedziele i w nocy” dało mi sporo do myślenia. Link Zgłoś
Gość: hihi Re: Do trolli a także do porządnych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.11, 16:40 zamknięty Zostan przedsiebiorca i wtedy poczytaj sobie co napisales. Bedziesz sie smial sam z siebie. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Do trolli a także do porządnych ludzi IP: *.dynamic.mm.pl 31.03.11, 16:54 zamknięty Polska wersja problemu polega właśnie na tym, że istnieją strony interesu bez zobowiązań wobec państwa innych niż formalne (np. podatki). Podczas gdy jedna strona ma ubaw po pachy to druga połyka łzy nędzy... I prawie nikogo to nie obchodzi. Nie chodzi o jałmużnę, chodzi o pracę. I już się uśmiałem... to jest naprawdę śmieszne. Ja w końcu mam emeryturę i cieniutko od pierwszego do pierwszego styknie. Dziś jeszcze nie byłem na zakupach, bo jeszcze nie przyszło, ale jutro wyjdę. Link Zgłoś
Gość: bum Re: Do trolli a także do porządnych ludzi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.03.11, 19:49 zamknięty gwiazdowski.blogbank.pl/2008/10/28/jeszcze-raz-o-kosztach-pracy/ Przedsiębiorcy podobnie jak pracownicy są uciskani przez zbiurokratyzowane państwo. Fiskalizm ukryty pod maską socjalnej opiekuńczości jest główną przyczyną naszej biedy. Praca jest normalnym towarem, jej wysokie opodatkowanie jest absurdem lub - jak twierdzą niektórzy - celowym działaniem lewicowych elit w celu zrobienia z nas niewolników. Link Zgłoś
Gość: jhg Re: Do trolli a także do porządnych ludzi IP: *.dynamic.mm.pl 31.03.11, 20:55 zamknięty Z ekonomistami nie zamierzam dyskutować, bo w przeciwieństwie do robotów nie da im się zamontować “serca” w widzeniu problemu człowieka pracy i pieniędzy (mam na myśli film dla dzieci, gdzie robot z wmontowanym „sercem” dawał wygrywać w szachy). Im zawsze człowiek przeszkadza. To tylko liczba w kosztach (nawet już nie ilość). Na ich usprawiedliwienie powiem tylko, że rzeczywiście istnieje różnica między rynkami finansowymi a wolnym rynkiem. Ale... znam koszty pracy i ich kształtowanie się z trzech różnej wielkości zakładów pracy na wybrzeżu. Październiku porównałem z kosztami pracy we francuskiej stoczni trzech różnej kategorii pracowników. Mógłbym powiedzieć: nie bluźnijcie. Zobaczcie trochę świata i zachowujcie się w sposób cywilizowany. Ale... przecież nie o tym miało być. Miało być o pracy i dzieleniu się nią, nie tylko wg biblijnej zasady, że godzien jest pracownik zapłaty swojej, ale przede wszystkim, że jest na tyle godzien, żeby miał pracę. Ja wiem, że to łączy się z kosztami pracy, ale świat to jakoś reguluje. We Francji wyczułem nawet marksistowską terminologię: ze względu na wartość dodatkową (ojej, jakie to zapomniane) pracodawca powinien być patronem. To określenie bodajże u nich powstało, ale nie dam głowy. Patronem, nie dla klubu sportowego, ale ludzi na obszarze. Portugalia kupuje u nas zakłady mięsne i wozi półtusze, żeby tylko ich rolnicy mieli pracę. Ale to cholerna ideologia. Prawda? Coś takiego zapewne przyniosłoby wstyd naszemu kapitalizmowi... Gdzie jest ta Solidarność, kiedy unieruchomieni w Kartuzach gdańskimi strajkami zostaliśmy poczęstowani resztkami chleba. Szanowni Państwo Pracodawcy, nie przenoście nam rewolucji z krajów Bliskiego Wschodu, bo tam duszą się obywatele, którzy zarabiają powyżej 2 tyś dolarów (przykład wziąłem z telewizji) a ich koszty pracy wynoszą 44% czyli gdzieś tyle, ile u nas około roku 2005. Ale przecież ta dyskusja nie ma sensu, bo mówimy dwoma różnymi językami i o dwóch różnych sprawach. Link Zgłoś
Gość: obserwator Re: Do trolli a także do porządnych ludzi IP: *.olsztyn.mm.pl 01.04.11, 07:58 zamknięty Pracodawców to egoiści, zgoda ale w tym kraju jesti ich bardzo mało - wszak mamy bezrobocie. Można odnieś wrażenie, że powinno ich byc wogóle niewielu. Wtedy pracownicy czuliby się naprawdę szczęśliwi? Czy może jednak powinno byc odwrotnie? Link Zgłoś
Gość: stoczniowiec Re: Do trolli a także do porządnych ludzi IP: *.cloudlet-computing.net 03.04.11, 10:19 zamknięty Wiem o co Wam chodzi. Pracodawca chciałby, żeby obniżyć mu koszty pracy przez zdjęcie z niego pozapłacowych kosztów pracy a on będzie chętnie płacił pracownikowi najniższą krajową. Tego się tak nie da zrobić, bo położy to gospodarkę. To nie w takiej gospodarce. Dawno temu pracowałem w jednym z krajów Europy Zachodniej i jako nie-obywatel z pozwoleniem na pracę miałem taki indywidualny układ z pracodawcą (zatwierdzony przez organy podatkowe i związki zawodowe). Płacił mi 4700 $ netto (mam przed sobą wybrany losowo odcinek) z czego ja sam musiałem sobie opłacić zdrowie (obowiązkowy procent), emeryturę (wg własnych decyzji jednak nie mniej niż...) i ubezpieczenie (obowiązkowy procent). Bank prowadził to jako stałe zlecenie – inaczej inspektor sprawdzał kwity z każdego miesiąca. Pracodawca natomiast płacił mi prawnika, szkolenia i jeszcze coś. Moich kosztów nazbierało się około 43% (zostawało mi około 2600 $). Często jednak brałem za kogoś nadgodziny i wpuszczałem albo w życie, albo w konto emerytalne, bo tam oszczędności były oprocentowane wyżej. Kosztów pracodawcy nie znam, ale podobno nie przekraczały 50-80 $. Nie znam też, jaki był procent kosztów pracy w stosunku do wszystkich kosztów, ale zakład prosperuje do dziś. Zachęcają mnie, żebym wrócił do pracy, ale w przeliczeniu nie dadzą więcej, niż 3500 $. Pewnie kryzys, ale bardziej mniejsza moja wydajność wchodzi w rachubę. Wtedy wystarczało na dostatnie życie a i obecnie emerytura jest przyzwoita (sam opłacam sobie zdrowie i ubezpieczenie). Gotowi jesteście na coś takiego, czy znów będziecie kwękać. Wiem, że w Polsce to nie jest możliwe, bo wymagałoby zmiany systemu prawnego (np. emerytura już nie jest obciążona podatkiem) i innych. Przecież to wszystko jedno, kto ponosi koszty pracy, jeśli tylko jest z czego je ponieść. Koszty pracy również napędzają gospodarkę – obrót pieniądza. Rzecz w tym, że przez naszą prywatyzację spora cześć tych pieniędzy wypływa i rozwija innych. Ale jeśli ktoś założył, że Polska będzie zagłębiem siły roboczej a Polacy konsumentami, to cóż się dziwić, że przyczyn stanu gospodarki poszukujemy tam, gdzie poszukujemy. Link Zgłoś
Gość: jothagie Przywykacie do życia z potworem IP: *.dynamic.mm.pl 01.04.11, 10:24 zamknięty Repetytorium z niektórych wczorajszych wpisów: Pozwoliłem sobie na apel do Państwa jako Wyborców: Przy okazji pobytu Palikota na naszej ziemi (tej ziemi!) zaapelowałem do wyborców PO, PiS, SLD i PSL. Uderzcie się w piersi – wychowaliście politycznego Frankensteina. Dodajmy, w postaci obecnie nam panującego systemu politycznego i tych geszefciarzy dokonujących wiwisekcji na żywym organizmie społecznym. System to grupa trzymających: władzę, własność, możliwości i niezbędne atuty, żeby się zasiedzieć na zawsze. Sami pozszywaliśmy go z moralnych trupów. To widać dopiero, kiedy na sprawy polskie patrzy się oczami Janusza Palikota. Wiadomo, figura retoryczna, bo któż by się przyznał, że powołał do życia coś tak potwornego. Postarałem się zaapelować do wyobraźni patriotycznej i wyraziłem wątpliwość, czy „wczorajsi” wyborcy, ze względu na to, na co przyzwolili w życiu społecznym (politycznym, przede wszystkim), zasługują na niepodległą Polskę. Chciałem wstrząsnąć, ale mogło to nie zadziałać, bo niewielu już pamięta wojnę, a komunizm już nie taki straszny, jeśli powszechnie nim się posługujemy. Wcześniej czy później staniemy jednak przed takim politycznym bunga bunga i wezwaniem na społeczny osąd. Zróbmy to wcześniej sami. Nic więc dziwnego, że bardzo mi przemawia do wyobraźni idea wolnej Polski idąca krok w krok za Palikotem, a więc kolejne miasta Polski stają się wolne od głupoty wszelakiej. Czekam na Wolny Olsztyn! Symbol, ale jakże wymowny. Symbol reprezentujący masze marzenia ulepione wraz z Nową Polską. Marzenia, które sukcesywnie nam odbierano. A odbierali nam wszyscy, których teraz Palikot wskazuje palcem. W uzupełnieniu: Każdy widzi, że powstał partyjno – religijno - medialny system polityczny, który ze względu na brak ideowej konkurencji i postanowienia prawne (dotacje partyjne, ekonomiczne wzmocnienie i pieczeniarstwo dziennikarzy) ma tendencję betonowania się, co nie pozwala na zmiany nawet im samym. Jest im z tym dobrze, więc dlaczego cokolwiek zmieniać. Zresztą piłkarzyk reaguje jak system chce, zamiast zawiadywać tym systemem. Wymyślono również kliniczną odmianę propagandy - to propagandzica, na którą żaden s.t.o.p.e.r.a.n nie działa. Dlatego obywatel szanujący przyszłość swoją i swoich dzieci nie powinien oddawać głosu na to, co jest. Wyjście z beznadziejnego układu należy wiązać z czymś ideowo nowym. Nie koniecznie z czymś formalnie nowym, czyli z nową partią. Wiadomo, że ja wiążę to z Ruchem Janusza Palikota. Głosując na niego pozbędę się tego obciążenia, że w przeszłości również ja kreowałem tego politycznego Frankensteina. Jest jeszcze jedna sprawa, której u Palikota nikt nie chce dostrzec, a mianowicie modelu budowania partii z nowym zaciągiem ludzi ideowych i fachowców, przy czym ludzie ideowi „trzymają sztandar” a do rządzenia idą fachowcy. Do tej pory było tak, ze w partii byli ludzie ideowi i cwaniacy, lub tylko sami cwaniacy, jak ostatnio. Cwaniacy ubijali każdą ideowość, a wtedy to już wszystko jest możliwe. Frankenstein również, co z przerażeniem stwierdza się tylko z innych niż partyjne pozycji. A co z obrońcami Frankensteina? W Libii też są obrońcy przywódcy. P.S. Palikot zna lubelskie, więc pewne sprawy nie są mu obce, ale na okoliczność pobytu na tej ziemi warto przypomnieć o intensywności różnic narodowościowych. Nie mam nic przeciwko innym narodowościom, żyjącym obok siebie w tych samych strukturach państwowych i mądrze się respektujących. Rzecz tylko w tym, że wszystkie nasze mniejszości są za coś obrażone na Polskę. Ukraińcy za akcję „W”, Niemcy za wysiedlenia, Żydzi za zagospodarowanie pozostawionego majątku. Wszyscy odbijają sobie za nie nasze winy. W dodatku mniejszości są u władzy... grabią ją tak intensywne, że niedługo nie będzie co grabić. Komu więc dobra wola jest potrzebna? Nam romantykom muszą wystarczyć marzenia? Link Zgłoś
Gość: jothagie O wyższości ćpuna III RP nad ćpunem PRL IP: *.dynamic.mm.pl 02.04.11, 10:22 zamknięty Po tym tytule muszę odwołać się do „źródła”: www.debata.olsztyn.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=1647:kto-tak-naprawd-popiera-mafi-&catid=63:ukasz-adamski&Itemid=97 Posłanka Iwona Arent powiedziała audycji (Rozmowa bardzo polityczna TVN24), że nie można porównywać trawki do alkoholu. Dlaczego nie? Trzeba się tylko na tym znać. Naukowcy zrobili to. Wzięli pod uwagę różne kryteria: wpływ na psychikę, szybkość rozwoju uzależnienia, zniszczenia organizmu, koszty uzależnienia dla społeczeństwa, utratę pracy, przestępczość, leczenie itp. Według wyników badań, najbardziej niszczycielskie dla organizmu są narkotyki: heroina, kokaina i crack. Ale jeżeli chodzi o negatywne skutki społeczne w pierwszej kolejności wymieniany jest alkohol, a następnie heroina i kokaina. Marihuany nie ma w tych porównaniach, ale powszechnie wiadomo, że alkohol szkodzi bardziej. Mam wstręt do wszystkiego, co się pali, dlatego nie będę się wypowiadał w szczegółach, ale oburza mnie aspekt „medyczny” sprawy. Kiedyś z „dumą” podkreślano, że w zielsku są substancje (bodajże 4) korzystne dla organizmu. Wszystkie je otrzymano syntetycznie a poza tym jest tam około 60 substancji rakotwórczych, jak w każdym papierosie. Poza tym nie wyobrażam sobie, żeby terminalnie chorzy mogli przyjmować coś innego niż morfinę. Czy ktoś widział terminalnie chorego? Ja rozumiem całą sytuację poluzowania w tej sprawie. Obecny stan jest skandaliczny i trzeba z tym coś zrobić. Są jeszcze dwa aspekty sprawy, których nikt nie porusza. Po pierwsze, nie daje się ludziom pracy, trzeba dać iluzję: religię, narkotyki. Pamiętajmy jednak o sentencji dr Huose'a, że religia to placebo a nie narkotyk. Tak już niestety nie jest z marihuaną. Nie wiem, jak dokładnie jest z marihuaną, ale wolę real. Po drugie, jeśli ktoś rzeczywiście zaplanował, że ma nas być 15 milionów, co słyszałem nie tylko u Świtonia, to jakiś legalny środek na „wybicie” musi istnieć. Mam nadzieję, że ja na pozycję Palestyńczyka we własnym kraju już nie doczekam. Dzieci już zrobiły wolne miejsce - wchłonięte przez Europę... Może jest i trzeci aspekt, który poruszyła posłanka Kempa – nie wiem, ale mogło tak być. Poluzowanie, a nie zniesienie mogłoby o tym zaświadczać. Osobiście widzę jeszcze wiele różnych aspektów tej sprawy. Przykładowo, jak można być przeciwnikiem legalnej aborcji, a zwolennikiem legalnej marihuany. Przecież to jawna niekonsekwencja, a środek „na wybicie” tak samo skuteczny. Ale pozostawmy to tym, co umieją dzielić włos na czworo. Mam nadzieję, że to wystarczy dla tych, co „wsłuchują się uważnie w głosy terapeutów”... P.S. Wypiłem poranną kawę i jestem pod jej „wpływem”. Już myślę o po południu i kawałku czekolady. Poza ideami, to jedyny mój napęd... i pewnie dlatego nie wszystko rozumiem. Link Zgłoś
Gość: jothagie Sentencje praktyki politycznej IP: *.dynamic.mm.pl 05.04.11, 09:17 zamknięty Rosjanie ostatnio doszli do zaskakującego wniosku: nie ma nic gorszego dla ustroju niż inteligent na bezrobociu. Kochani Rosjanie! Rzadko mówicie mądrze, ale za to Was kocham, że raz na sto lat powiecie coś bardzo mądrego. Z tego można wyciągnąć następujące wnioski w postaci alternatywy: Albo wprowadzimy płatne studia i przyznamy, że jest to czysto prywatna sprawa obywatela wspomożona tylko gwarancją państwową możliwości zaciągnięcia kredytu, albo zredukujemy te olbrzymie szeregi bezrobotnych inteligentów (złagodzę nieco: wykształconych, w sensie - przepuszczonych przez tryb). Dodam, że ten współczesny tryb w odróżnieniu od socjalistycznego „programu” niczego nie gwarantuje dla żadnej ze stron. Mój przyjaciel, „komusza zadziora” jak sam o sobie mówi – nie ogląda żadnych transmisji z państwowych uroczystości. Denerwuje go udział „klech”. Znam jeszcze wielu innych, reagujących podobnie mimo, że o komunizmie wiedzą niewiele. Nie wiedziałem jednak, że urasta to do rangi problemu, ale utwierdziła mnie w tym publikacja: wiadomosci.onet.pl/kraj/u-nas-jest-niemal-przymus-by-urzednicy-panstwowi-b,1,4226149,wiadomosc.html I zaraz starałem się poznać odpowiedź Kościoła (dokładnie, znajomego duchownego): „nikt nikogo nie zmusza do bycia urzędnikiem państwowym”. Znaczy to, że istnieje poważny problem... I jakby w nawiązaniu do tego konflikty.wp.pl/title,Profesorowie-teologii-zamieszani-w-zabojstwo-chrzescijan,wid,13271864,wiadomosc.html Trudno przed zakończeniem postępowania karnego przychylać się do takich czy innych komentarzy, ale gdy tak patrze na historię Kościoła (religii w ogóle), to jakoś wcale mnie to nie dziwi. W każdym bądź razie, przybywa argumentów, żeby z powiedzenia rzymskiego „cave canem” zrobić ostrzeżenie polityczne. Ostrzeżenie moralne, po skandalach pedofilskich i gruntowych, już mamy w wystarczającej sile. I nasza bezradność, że nie da się nawet tego ukarać wg obowiązującego systemu prawnego. Społeczeństwo, nie wiedzieć dlaczego, bardzo rozzuchwaliło się w szukaniu prawdy. Wszystkim i w każdym temacie stała się mu ona niezbędna. I tu tkwi celowo spreparowana pułapka, bo prawda w naszym kraju staje się co raz kosztowniejsza. Sądy robią wrażenie celowo opieszałych, uczeni zaczynają prawdę mijać bokiem. Przykładów mam sporo, ale niech będzie znamienny ten z L. Wałęsą. Jestem przeciwny temu, by Jego jako naszą historię przeciągać przez każde błoto, ale ultimatum dane naukowcom - przeprosiny albo sąd – oceniam jako niesmaczne. Są pewne wartości, takie jak np. nauka (nawet skłonna się mylić, jak to w naukach społecznych bywa), które są obowiązującym kanonem myślenia. Szanujmy to, a upokorzenie Galileusza powinno nam wystarczyć na całą ludzką historię. To „napuszczenie” ludzi na prawdę a później powolne przystopowanie lub mówienie, że nie jest ważna jakaś prawda, a ważna jest ta bezcenna... oceniam jako polityczny zabieg. Gdy prawda już nie będzie do osiągnięcia (np. w tym politycznym kotle) to znajdą się tłumacze „z polskiego na nasze” i będą otumaniać, jak to klasycznie już bywało. Od tego jesteśmy o krok, bo doświadczamy etapu wstępnego, że prawda zaczyna być niebezpieczna. To symptom! I popatrzcie, Hołdys, Kukiz i Lipiński - muzycy i Meller szef ''Playboya'' lepiej czuja prawdę o naszym życiu niż dziennikarze – zawodowcy, którzy już nie wiedzą , komu w d... wejść. I jak przy nich wyglądają wielcy grabarze prawdy społecznej, jak przykładowo choćby GW? A przecież nie zanosi się na pogrzeb „miszczów” - wielkich przegranych w społecznych oczach. Może tylko ostatnia wieczerza w TVN. I może w związku z tym prawda zasadnicza: Państwo jest powołane do tworzenia obywatelowi szans, a obywatel ma niezbywalne prawo wyboru. Ten aspekt sprawy nie jest u nas barany pod uwagę. Państwo wymiguje się od tworzenia szans a obywatel nie mając szans ma niewielki wybór, a raczej żaden. I ja to odczuwam boleśnie (ból psychiczny). Kiedyś. nasiąkałem pozytywnie społeczeństwem, jego problemami, historią i przyszłością. Teraz zmuszany jestem do nasiąkania ostrożnością, żeby przypadkowo nie kupić jakiegoś świństwa, przy czym nie chodzi tylko o parówkę i kaszankę... Coś takiego kiedyś nieopatrznie kupiłem w postaci „jednego okienka”. Do dupy z tym „jednym okienkiem”, jeśli dom się wali. Kiedyś kupiłem również OFE, a dziś staje się widocznym, że powstały one w tym celu, żeby Towarzystwom Emerytalnym żyło się dostatnio. Koszty funkcjonowania tego to jawny bandytyzm (Leszek Balcerowicz też powinien powiedzieć – mea culpa). Przeważnie pobierają procent od „wdowiej” najniższej płacy – niech więc ujawnią swoją średnią (plotka w tym względzie mnie przeraża). Czemu ustawa nakłada obowiązek? Obowiązkiem mogą być obciążenia na ZUS na poziomie najniższej płacy (rozumiem solidarność pokoleniową) i obowiązek posiadania konta emerytalnego w jakimś banku inwestycyjnym. P.S. Byłem posiedzieć sobie na ławeczce w parku, nad wodą. Tam dobrze nawiązuje się jednorazowe znajomości. I w trakcie luźnej rozmowy usłyszałem stwierdzenie, że „z wszystkich rzeczy wiecznych samotność trwa najdłużej”. Już to gdzieś spotkałem, ale było to aż tak dawno, że nie miałem potrzeby zgłębiać problemu. Teraz w sam raz w wielu wymiarach, choć na dziś życia wciąż wystarcza. Link Zgłoś
yadol Re: Sentencje praktyki politycznej 05.04.11, 09:51 zamknięty sprawdzone już w życiu niejednokrotnie; najlepszym lekarstwem na samotność są przyjaciele Ty JHG powinieneś być o to spokojny pozdrawiam jak zwykle :) Link Zgłoś