denia1
02.09.05, 01:27
Moi Drodzy Pozytywnie Zakręceni Kociarze, w Was moja ostatnia nadzieja.
Prawdopodobnie mój kochany kocur siłą zmienił właściciela, stał się znów
bezdomny lub juz nie stąpa po tej ziemi (czego nie dopuszczam do myśli).Wiem
że celem tego forum nie jest odnajdywanie zaginionych zwierząt, ale
wyczerpałam już wszystkie pomysły.Siedzę i ryczę od tygodnia z bezsilności.
Wiem ,że osoby lubiące koty zwracają na te zwierzęta większą uwagę, ale do
rzeczy.Zwracam się głównie do ludzi zamieszkujących Warszawę bądz jej
okolice.Sama mieszkam w Warszawie na Bemowie, ale to w tym momencie jest
chyba bez znaczenia, gdyż kot według mnie mógł tylko odjechać samochodem z
podwórka w niewiadomym kierunku( na posesji jest firma i przyjeżdzają
handlowcy).Kot miał niestety jedną wadę a mianowicie lubił wsiadać do
samochodu lub bagażnika i ostrzyć pazurki o dywaniki zostawiając tam swój
zapach.Myślę że w ten właśnie sposób mógł zmienić właściciela.Kot przybłąkał
się do mnie ok. 2 lata temu, ale był bardzo nieufny, wręcz bał się ludzi,
mnie również.Zamieszkał w opuszczonej ruderze działkę obok. Zaczęłam go
dokarmiać.Przychodził tylko na jedzenie, ale trzeba było odejść od miski na
bezpieczną odległość,żeby podszedł i zjadł.Na początku myślałam że to taka
wyrośnięta kocica, ale potem okazało się że to jednak kocur kastrat. Do tego
zaobserwowałam,że kot jest zupełnie głuchy, można było podejść do niego z
tyłu i siedział, a na wprost z przerażeniem w oczach uciekał. To oswajanie
się z dotykiem ludzkiej ręki trwało prawie pół roku.Pomyślałam ile krzywdy
musiał zaznać zludzkich rąk skoro tak reaguje. Nawet jak już się przełamał i
zamiszkał z nami ciągle miał problemy psychiczne, nie potrafił się bawić,
gryzł, drapał, skakał jak oszalały po meblach,zrzucał różne rzeczy mimo że
miał ogród do swojej dyspozycji (miał ok.3 lat).Nie wiem czy to wina tej
głuchoty czy poprzedniego właściciela, bał się nawet ręki wyciągniętej w jego
kierunku, pewnie musał być bity. Wszystko szło w dobrym kierunku, wyciszył
się, uspokoił, ale nadal do obcych odnosił się z wielkim dystansem. Aż
wreszcie nadszedł ten fatalny dzień-26.08.2005r.Kot zniknął.Jak do tej pory
nie znalazłam go ani żywego, ani rannego, ani zwłok.Były już ogłoszenia w
internecie, na przystankach w różnych częściach miasta, odwiedziny w
schronisku na Paluchu i w klinikach weterynaryjnych. Nie posiadam jego
zdjęcia ,ale postaram się Państwu go opisać. To wielki czarny kastrat ok.8kg
wagi , smukła sylwetka ciała (typ kota orientalnego pomieszanego z
dachowcem), no i niestety głuchy.Nie dopuszczam do siebie myśli,że go już nie
zobaczę, choć zdaję sobie sprawę że jest to szukanie igły w stogu siana.
Liczę jednak na jakiś cud.Tak jak kiedyś przybłąkał się do mnie tak teraz
może ktoś z Państwa widział podobnego kota, może u znajomych, sąsiadów.Będe
wdzięczna za wszelkie informacje. On na pewno będzie się garnął do ludzi po
jedzenie (w bezpiecznej odległości).Nie wiem co jeszcze mogę dla niego zrobić
żeby uwierzył że nie wszyscy ludzie to potwory.Błagam , odezwijcie się do
mnie, wszędzie przyjadę