Gość: krzych
IP: *.wtvk.pl
13.04.13, 22:03
Niestety zachwytu nie podzielam, choć rozumiem, że tekst jest sponsorowany.
Kontynuacja dawnej Kamei z Żydowskiej w sferze wizualnej jest generalnie ok, za to obsługa zupełnie nie ta. Weszliśmy zupełnie nie zauważeni. Oczekiwanie na uprzątnięcie stolika potrwało jakieś 10 minut, drugie tyle na zamówienie. Realizacja zamówienia zajęła jakiś kwadrans, a były to 2 kawy i dwa desery. Kawa z advocatem nie doszła, bo advocata nie było. Kelnerka na własną odpowiedzialność uznała, że z amaretto będzie ok. Ja bym oponował, żona jest spolegliwa i uznała tłumaczenie (obok pełno sklepów, monopolowych też). Na jabłko Parysa (pieczone) czekałem dodatkowo z 10 minut.
Czekanie to standard, ale tu ćwiczą u gości cnotę cierpliwości, której nie posiadam.
Muzyka jakieś wczesne lata 60-te, jakoś bez wyrazu, a na pewno nikt znany. W starej Kamei można było swobodnie rozmawiać, tu echo niesie wypowiedzi ze stolików po przekątnej, co nieco ogranicza i knebluje swobodę wypowiedzi.
W sumie szkoda, że szef-będący na miejscu-zajęty jest innymi sprawami, niż pilnowanie biznesu. Napiwku nie dałem, pewnie drugi raz w życiu. I nie wrócę tam. Kamea na Wronieckiej zdecydowanie bardziej mi odpowiada, choć też miałem parę zastrzeżeń. Tam się jednak starali, a tu nie. Ot i wszystko