l.george.l
16.09.14, 11:32
Oczywiście nie po to, by został tam prezydentem, ale by zobaczył, jak powinno wyglądać polskie miasto XXI wieku. Całe wieki nie byłem na wschodzie Polski i zmuszony obowiązkami służbowymi do wyjazdu do Rzeszowa jechałem tam w przekonaniu, że nie wychylę nosa z hotelu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zobaczyłem przepiękne miasto, którego śródmieście zamieniono na sieć deptaków, gdzie kamienice są wyremontowane, gdzie lokale użytkowe nie świecą pustkami, gdzie rowerzyści nie są nękani przez policję, gdzie po obu stronach rzeki ciągną się kilometrami bulwary dla pieszych i rowerzystów nieprzegrodzone płotami. Zobaczyłem miasto, którego rynek nie cuchnie wódą i sikami, lecz tętni życiem towarzyskim. Czułem się tam bezpiecznie i dobrze. Trudno w to uwierzyć, ale tam jest inny świat. W Rzeszowie w przeciwieństwie do Poznania mieszkańców systematycznie przybywa. Choć pod względem ludności jest to miasto ponad trzykrotnie mniejsze od Poznania, to oba brzegi łączy chyba tyle samo mostów. A te bulwary. Jeśli u nas będzie powstawać 500 m rocznie, to Rzeszowa nie dogonimy za 20 lat, a i tak nie uzyskamy bezkolizyjnych ciągów od mostu do mostu, bo już popełniono niewybaczalne błędy. A jakie tam są ulice. Za miesiąc Rzeszów uzyska autostradowe połączenie z Krakowem i dalej na zachód. Oczywiście są tam korki jak wszędzie, ale jeździło mi się znakomicie i będąc tam kilka dni nie natrafiłem na ulicę przypominającą naszą Naramowicką. Przykro to przyznać, ale jeśli tam jest Polska B, to Poznań jest w tej chwili poza wszelką klasyfikacją. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie obleciał wszystkich kościołów. Jaki tam przepych, jakie bogactwo, ileż złota, ołtarze pięknie ukwiecone żywymi kwiatami, czarni w sutannach najlepszego gatunku. Widać po nich, że leżą na kasie.