kiks4
02.09.25, 12:14
W dawnej Polsceprzy każdym, nawet najskromniejszym dworku szlacheckim, jak i przy okazałym pałacu magnackim był obowiązkowo park a w nim sadzono krzewy derenia. (Cornus mas L.).
Jego owoce, przypominające kształtem i kolorem wiśnie służyły do sporządzania znakomitej nalewki.Myślę,że głównym powodem sporządzania nalewek był okropny smak gorzałki, pędzonej w prymitywnych urządzeniach gorzelanych. O rektyfikacji nikt nawet nie słyszał więc smakowało to niewiele lepiej od denaturatu.
Ratowano się na różne sposoby, np. zakopywano beczułkę spirytusu w dniu urodzin córki, którą (wódkę, nie córkę) wykopywano i serwowano podczas jej ślubu. To była słynna starka. Prócz tego były dziesiątki przepisów na przeróżne nalewki na owocach czy ziołach ale prym wiodła (i wiedzie nadal) nalewka z derenia.
Oprócz niezwykle interesującego smaku oznacza się wieloma prozdrowotnymi cechami. Od dużej zawartości witaminy C, poprzez flawonoidy czy przeciwutleniacze aż po mikroelementy.
Jak widać- w najbliższej przyszłości awitaminoza mi nie grozi. Żeby tylko wytrzymać kilka miesięcy, aż nalewka nabierze mocy.
klaudynahebda.pl/dereniowka-nalewka-z-derenia/
Jeśli macie kawałek ogródka- posadźcie derenia a jeszcze lepiej dwa, lepiej owocują. Nie wymagają żadnej pielęgnacji, nie groźne im przymrozki ani szkodniki. Za trzy lata będziecie się delektować własnym lekarstwem w zimowe wieczory.