Gość: P.B
IP: *.czerwonak.sdi.tpnet.pl
11.07.02, 19:33
To co dzieje się w Hiszpanii jest godne do naśladowania. Katalonia i kraj
Basków walczą o swoje, a polskie regiony?Niech coś się, kurcze , w tym kierunku
ruszy.
----------------------------------------Import z dzisiejszej GW .07.2002>
Parlament baskijski ma dziś przegłosować ultimatum pod adresem rządu
hiszpańskiego. Jeśli Madryt w ciągu dwóch miesięcy nie powie, kiedy odda Baskom
pełnię władzy samorządowej, rząd baskijski sam ją sobie weźmie. To zamach na
konstytucję, szantaż i prowokacja - odpowiada Madryt
W Madrycie i Bilbao wrze od poniedziałku, kiedy to lokalny rząd umiarkowanych
nacjonalistów pod przywództwem Juana Jose Ibarretxe zgłosił projekt przyszłego
baskijskiego samorządu. Żąda w nim od Madrytu wypełnienia do końca obecnego
Statutu Autonomicznego z 1979 r. Czyli przekazania rządowi w Bilbao
pozostających jeszcze pod kontrolą rządu centralnego 37 dziedzin polityki,
prawa i gospodarki, m.in. ubezpieczeń społecznych, zasiłków dla bezrobotnych,
banków, zarządu autostrad i lotnisk czy więzień i turystyki. Madryt ma na to
dwa miesiące. Jeśli tego nie zrobi, rząd baskijski sam sobie te uprawnienia
przyzna. Projekt przewiduje ponadto opracowanie nowego statutu samorządowego
dla Kraju Basków oraz "skorzystanie z prawa do samostanowienia przez naród
baskijski". Oznacza to rozciągnięcie granic Kraju Basków na Nawarrę oraz
baskijskie prowincje Francji.
Politycy rządzącej Krajem Basków koalicji umiarkowanych nacjonalistów i
komunistów PNV-EA-IU otwarcie mówią, że baskijska autonomia wyczerpała się i że
zmierzają w stronę niepodległości.
Prawicowy rząd Jose Marii Aznara zareagował najostrzej jak mógł. Ostrzegł, że
krok rządu baskijskiego to szantaż, prowokowanie rozłamu wśród mieszkańców
Kraju Basków, z których tylko ok. 30 proc. życzyłoby sobie niepodległości i
łamanie konstytucji. Zapowiedział, że nie zniesie żadnej jednostronnej
uzurpacji władzy przez rząd baskijski. Podobnie kategorycznie wypowiedziała się
opozycyjna partia socjalistyczna, która krok rządu lokalnego określiła
jako "szaleństwo".
Dodatkowym powodem wzburzenia rządu i socjalistów było to, że do przyjęcia
projektu w parlamencie baskijskim rząd umiarkowanych nacjonalistów Ibarretxe
potrzebował co najmniej wstrzymania się od głosu radykalnych nacjonalistów z
partii Batasuna, która jest politycznym i legalnym ramieniem terrorystów
separatystycznej organizacji ETA. Batasuna żąda wprost utworzenia nowego
państwa Euskal Herria złożonego z oderwanych od Hiszpanii trzech prowincji
Kraju Basków, niewchodzącej w jego skład Nawarry, a także zabranych Francji
prowincji baskijskich. Rzecznik Batasuny, były członek ETA Arnaldo Otegi nie
krył radości: - Ten projekt spełnia wszystkie nasze minimalne wymagania.
Batasuna, która w 75-osobowym parlamencie baskijskim ma siedmiu posłów, wkrótce
może zostać zdelegalizowana. Walkę przeciw ETA i jej rzecznikom prowadzi od lat
najsławniejszy hiszpański sędzia śledczy Baltasar Garzon. Garzon dowodzi, że
Batasuna stanowi publiczne i finansowe zaplecze terrorystów z ETA i wini ją na
równi z ETA za zniszczenia powodowane terrorem. W zeszłym tygodniu zajął na
poczet odszkodowań za straty materialne terroru 24 miliony euro zgromadzone na
wszystkich kontach Batasuny w hiszpańskich bankach. Wcześniej Garzon
delegalizował jej poprzedniczki - Herri Batasuna i Euskal Herritarrok - ale
radykałowie za każdym razem odradzali się legalnie pod nową nazwą. Radykalni
nacjonaliści z Batasuny i ETA zgodnie domagają się wypowiadania posłuszeństwa
prawu i państwu hiszpańskiemu, które uważają za okupanta. Zachęcają do
ignorowania policji, nieposługiwania się językiem hiszpańskim, prowadzą własne
spisy "prawdziwych Basków" oraz wydają baskijskie dowody osobiste. Jej
młodzieżowe bojówki Segi, Haika i Jarrai sieją "miękki" terror uliczny wśród
przeciwników niepodległości. Grożą im pobiciem lub biją, zmuszają do wyjazdu z
Kraju Basków, demolują lub wysadzają w powietrze ich sklepy, bary czy
samochody. Posłowie i radni z partii nienacjonalistycznych żyją w strachu przez
zamachami ETA lub napadami bojówek i mają stałą ochronę policyjną, podobnie jak
profesorowie, pisarze, dziennikarze publicznie zwalczający terror i separatyzm.
Hiszpański minister administracji publicznej Javier Arenas oświadczył wczoraj,
że faktyczny "sojusz rządu baskijskiego z rzecznikami terroru" oznacza, że
terroryzm "sięga instytucji demokratycznych Kraju Basków". Baskijski lider
rządzącej w Madrycie Partii Ludowej (PP) Carlos Iturgaiz oznajmił, że jest to
próba "narzucenia społeczeństwu baskijskiemu programu, którego nigdy nie poparł
w demokratycznym głosowaniu".
Jeśli parlament baskijski przegłosuje dzisiaj ultimatum, współpraca rządu
madryckiego z baskijskim w ramach demokratycznych instytucji hiszpańskiego
państwa przerodzi się w zimną wojnę.