Gość: RAAK
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
21.11.05, 13:56
Od kilku dni już nie tylko w Poznaniu nie milkną echa sobotnich wydarzeń w
stolicy Wielkopolski, gdzie policja skutecznie wykonując swoje obowiązki
uniemożliwiła grupie awanturników z organizacji lewicowych i homoseksualnych
złamania prawa i zakłócenia porządku publicznego. Lewaccy politycy, którzy w
przeszłości wysługiwali się totalitarnemu, zbrodniczemu reżimowi teraz przy
aplauzie niektórych jak się okazuje niezwykle dyspozycyjnych
przedstawicieli „czwartej władzy” teraz stroją się w piórka „demokratów”.
Dziennikarze, którzy wielokrotnie wcześniej krytykowali policję za
bezczynność wobec łamiących prawo, teraz nagle samozwańczo ogłosili
się „obrońcami praw człowieka” histerycznie i niezbyt zgodnie z prawdą
broniąc tych, którzy to prawo usiłowali złamać. Casus Poznania pokazał, że w
tych środowiskach określenie „ intelektualna prostytucja” osiągnęła nowy,
niespotykany dotąd wymiar.
W minioną sobotę w Poznaniu funkcjonariusze policji po blisko dwóch
godzinach próśb i nalegań zatrzymali kilkudziesięciu uczestników nielegalnej,
zakazanej manifestacji- „Marszu Równości” organizowanego przez skrajną lewicę
i środowiska homoseksualne, ludzi, którzy łamiąc obowiązujące w Polsce prawo
dopuścili się zakłócenia spokoju i porządku publicznego. Okazało się jednak,
że dla niektórych osób w Polsce zarówno stanowiących prawo jak i w przypadku
niektórych dziennikarzy kreujących rzeczywistość- sposób przestrzegania prawa
może być mocno naciągany w zależności od własnych przekonań politycznych albo
też po prostu- od dyspozycji przełożonych.
„Marsz Równości rozbity”- alarmuje poznańska dziennikarka „Gazety
Wyborczej” Aleksandra Przybylska. „ Dlaczego policja rozbiła pokojową
manifestację”- wtóruje jej w histerycznym tonie „Nowy Dzień” gazetka również
wydawana przez „Agorę” całkowicie lekceważąc fakt, iż o żadnej pokojowej
manifestacji nie mogło być mowy, albowiem organizatorzy otrzymali podwójny (
wydany najpierw przez prezydenta, a później wojewodę) zakaz organizowania
takiego zgromadzenia. Tym samym krzykliwe zgrupowanie kilkudziesięciu osób,
przez ponad dwie godziny dążących do konfrontacji z policją w kategorii
jakiejkolwiek manifestacji traktowane być nie może. Zarówno policja jak i ci
poznaniacy, którzy w sobotnie popołudnie zostali pozbawieni możliwości
spaceru poznańskim Deptakiem mieli bowiem do czynienia z nielegalnym,
łamiącym prawo zbiegowiskiem.
I tu można jedynie dziwić się cierpliwości policji, która przez prawie dwie
godziny nie tylko w sposób pokojowy, kulturalny, na drodze negocjacji
nakłaniała uczestników nielegalnej manifestacji do rozejścia się, ale jeszcze
przez cały ten czas…dbała o bezpieczeństwo łamiących prawo lewackich
ekstremistów i homoseksualistów. Stare powiedzenie mówi, że „prawd jest kilka
rodzajów: prawda, cała prawda i g…o prawda”. Najwyraźniej tej ostatniej
zasadzie hołduje redaktor Przybylska donosząc w swojej publikacji: „Wydaje
się, że manifestanci chcą się powoli rozejść. Ale policjanci wpadają między
nich i wyciągają brutalnie kilku siedzących. Ciągną ich po ziemi (…)”. Brzmi
sensacyjnie, strasznie i dramatycznie…ale też absolutnie nieprawdziwie.
Trzykrotne wezwanie funkcjonariuszy policji apelującej do manifestantów o
spokojne rozejście się wygłoszone przy pomocy sprzętu nagłaśniającego nie
przyniosło najmniejszego rezultatu. Wręcz przeciwnie- jedyną reakcją
uczestników nielegalnej manifestacji było naparcie na szpaler funkcjonariuszy
z okrzykiem „manifestacja będzie trwać”. Ale o tym już najwyraźniej ceniąca
swoiście pojmowany obiektywizm i rzetelność dziennikarską
przedstawicielka „Wyborczej” nie wspomniała już ani słowem. Nie zająknęła się
też o zachowaniu policjantów, którzy uczestników manifestacji również i
indywidualnie prosili o opuszczenie zgromadzenia. Każdy kto zechciał to
uczynić mógł oddalić się bezkarnie. Dopiero odmowa wykonania policyjnego
polecenia skutkowała krótkotrwałym zatrzymaniem i przewiezieniem na
komisariat. „bici, ciągnięci po ziemi ludzie”- taki rysuje się obraz
policyjnej interwencji na łamach „Gazety Wyborczej” i… serwisu
informacyjnego Polskiej Agencji Prasowej. Sęk w tym, że… to nie kto inny, a
manifestanci najwyraźniej doskonale pouczeni przez organizatorów,
prowadzeni przez policję do radiowozów na widok kamer i aparatów
fotograficznych z krzykiem rzucali się na ziemię symulując Bóg jeden wie
jakie urojone cierpienia.
Tego najwyraźniej nie potrafiła jednak dostrzec redaktor Przybylska,
mimo sokolego wręcz wzroku jakim, jak wynikałoby z jej publikacji
najwyraźniej dysponuje. Oto bowiem dziennikarka Gazety Wyborczej zdołała
bystrze wypatrzyć w skandującym rozmaite hasła tłumie przeciwników
homoseksualistów rzekomych działaczy Młodzieży Wszechpolskiej. Udało jej się
to, mimo tego, że przeciwnicy manifestacji zostali odsunięci od nielegalnego
zgromadzenia przez policję o co najmniej sto metrów i zasłonięci podwójnym
kordonem funkcjonariuszy z tarczami oraz policji konnej. Bystry wzrok
dziennikarki „Wyborczej” zdołał jednak pokonać tą niemałą odległość i za tym
kordonem potężnie zbudowanych policjantów rozpoznać w tłumie ludzi nieznanych
jej przecież działaczy prawicowej organizacji. Jak dokonała identyfikacji-
nie wiadomo, nikt bowiem na czole danych personalnych wypisanych nie miał,
faktem jednak jest, że w takiej sytuacji młodą reporterką czekać powinna
świetlana przyszłość… może nie w dziennikarstwie, ale na pewno w organach
ścigania. Po co bowiem tracić fundusze na kosztowne śledztwa, skoro redaktor
Przybylska bystrym wzrokiem rozpozna aferzystów, przestępców, bandytów… może
niekoniecznie zgodnie z prawdą, ale za to na pewno zgodnie z dyrektywami
przełożonych.
Jeszcze większymi zdolnościami wykazał się dziennikarz Polskiej
Agencji Prasowej Tomasz Lisiecki, który co prawda słyszał hasła jakich
podczas demonstracji nie skandowano, nie potrafił natomiast usłyszeć nazwiska
jednego ze swoich rozmówców, które w tekście w sposób ośmieszając przekręcił
Co się jednak dziwić niektórym dziennikarzom skoro w pierwszym rzędzie
obrońców demokraci znalazł się Marek Siwiec, były działacz PZPR znany z
szydzenia z Ojca Świętego i obrażania uczuć religijnych katolików. A skoro
taki „autorytet” broni uczestników nielegalnej manifestacji dyspozycyjnym
wobec lewicowej władzy dziennikarzom nie pozostaje nic innego..