wlodekzpoznania
11.12.05, 15:08
Dyskusja na temat pochodzenia nazw Winogrady skłoniła mnie pośrednio do
podniesienia dwóch wątków. Jakie byłyby zalety, a jakie wady tego rozwiązania?
Aglomeracje rosną i w biegu historii wchłaniają mniejsze sąsiednie wspólnoty.
Poznań tak wchłonął ok. sto lat temu Łazarz, Grunwald, Sołacz, Piotrowo, a
jeszcze we wczesnych latach 50tych gdy moja rodzina sprowadzała się do
Poznania z zachodniej Wlkp (skąd musieli uciekać jako rodzina kułacza),
okolice ul. Hetmańskiej były zabudowane, ul. Słonecznej również, ale między
nimi były pola uprawne.
Teraz wyjeżdżając z Poznania w kierunku na te miejscowości bez tablicy nie
zauważyłoby się przekroczenia granicy miasta.
Staliśmy się aglomeracją, gdzie w mieście mieszka 578 tys ludzi. Razem jednak
z obszarami ściśle zabudowanymi sąsiadującymi z miastem Poznań osiąga 692 tys
(w tym 29 tys. miasto Swarzędz, 10 tys. gmina Swarzędz, 27 tys. Luboń, 10 tys.
miasto Koziegłowy, 6 tys. miasto Czerwonak, 5 tys. reszta gminy Czerwonak,
Suchy Las 6 tys., Złotniki, Przeźmierowo, Baranowo, Skórzewo, Komorniki, Wiry
po ok. 3 tys., Puszczykówko 9 tys., Mosina 18 tys.). A prócz tego są obszary
nieprzylegające do miasta, a ludność powiatu liczy jeszcze dalsze 150 tys
ludzi (łącznie 277 tys - najludniejszy powiat ziemski w Polsce).
Zauważyć należy, że w ostatnich 6 latach liczba ludności gmin Suchy Las,
Dopiewo i Tarnowo Podgórne zwiększyły się o 30-40%, co jest ewenementem w
skali kraju, zaś Poznań stracił 15 tys. mieszkańców.
Co sądzicie? Jakie plusy, jakie minusy?