damianka
16.12.02, 10:30
Mój mąż miał depresję, poszedł więc na psychoterapię grupową do szpitala na
Szpitalną w Poznaniu. Jest to terapia dla 10 osób, gdzie uczą ich, jak żyć w
prawdzie, jak sobie radzić w życiu itp. Miał to być ratunek dla naszej
rodziny. Ostatnia możliwość: miał nauczyć się żyć i nie ranić innych.
I mój mąż sobie poradził. Już po dwóch tygodniach znalazł sobie panienkę, z
którą od miesiąca wspólnie spędza noce. I nikomu to nie przeszkadza. Nawet
panie psychoterapeutki, te uczące żyć w prawdzie, podczas rozmowy ze mną
udawały, że o niczym nie wiedzą, chociaż mąż wyraźnie mi powiedział, że jedna
z nich zastała ich razem w łóżku. Ot, cała ich prawda.
I teraz: jak każda osoba pracująca, płacę składkę na kasę chorych. Jest z
niej finansowany również ten szpital. I nie rozumiem: wolałabym nie opłacać
domu publicznego dla wybranych. Czy - biorąc pod uwagę reakcję obsługi
szpitala, a raczej jej brak - w przypadku braku pieniędzy na hotelową noc z
kochankiem mogę ubiegać się o psychoterapię? Ciepłe szpitalne łóżeczko z
darmowym wyżywieniem i specjalistyczną obsługą wykwalifikowanych terapeutów
dbających o psyche przysługuje każdemu? Za pieniądze podatników?
Tak więc zapraszam na super zabawę na Szpitalną!