Dodaj do ulubionych

Jak pies z kotem

08.06.07, 08:20
Może w końcu ktoś się przyjrzy dokładnie działalności schroniska?? Skąd bierze
się taki opór wobec współpracy z fundacją? skąd ta niechęć do wirtualnych
adopcji? do nagłaśniania problemu przepełnienia schroniska?

Njlepiej brać kasę z miasta i nic nie robić...
Obserwuj wątek
    • Gość: z UK a moze wziac przyklad z innych IP: 198.28.92.* 08.06.07, 08:38
      Od kilku miesiecy mieszkam w UK i widze, jak dzialaja tutejsze schroniska. Nie
      ma problemu braku pracownikow i pieniedzy dla nich, bo jest cala masa
      wolontariuszy, ktorzy pomoagaja w schroniskach. Przeciez to oni moga oprowadzac
      po schronisku. Sa strony internetowe, gdzie sa zdjecia i historie zwierzat do
      adopcji. Za adoptowanego zwierzaka sie placi, sa to glownie koszty szczepien,
      odrobaczen ewentialnie sterylizacji. I jeszcze jedno, sprawdzane sa warunki w
      jakie zwierze jest zabierane. Schroniska zarabiaja na siebie prowadzac uslugi
      weterynaryjne i hotele dla zwierzat.
    • Gość: marinella (FKP) Re: Jak pies z kotem IP: *.popl.cable.ntl.com 08.06.07, 09:35
      Dzięki pani Monice trafiło do mnie kilka kociaków i dwa dorosłe persy z
      poznanskiego schroniska. Jestem tzw domem tymczasowym , koty leczę a nstępnie
      znajduję im dobry dom. W przypadku obu persów , chorych kocich staruszków gdzie
      liczyła sie dla nich kazda minuta (persy bardzo szybko poddają sie w schronisku
      i są bardziej narazone na złapanie chorób z tym miejscu) ,władze schroniska
      bardzo utrudniały wydanie kotów.Tłumaczono to koniecznoscią leczenia a chyba
      logiczne jest ze zadne schronisku nie zapewni zwierzeciu takiej uwagi i takich
      warunków jak noramlny dom. Zwierzaki bylam gotowa zabrac duzo wczesniej niż je
      otrzymalam w schronisku. Po tych kilku i kilkanastu dniach koty nie trafiły
      oczywcicie do mnie zdrowe a ja zaczynalam ich leczenie znacznie pozniej niz
      mozna bylo. Pytam dlaczego nie wydano ich wczesniej ? dlaczego siedziały w
      stresie i postepującej chorobie dluzej niz to było konieczne? dlaczego narazano
      je na kolejne choroby jesli była możliwosć ich zabrania do zastepczego domu?.....
      • Gość: marinella Re: Jak pies z kotem IP: *.popl.cable.ntl.com 08.06.07, 09:39
        p.s. Tylko dzięki dyplomatycznym dzialaniom pani Moniki wyciągniecie tych kotów
        było dla mnie mniej problematyczne i skrócilo czas pobytu kotów w schronisku ,
        który to czas i tak tak był o wiele za dlugi dla tych kotow

      • Gość: rem Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.07, 20:42
        co za głupoty piszesz wystarczy podpisac dokument że kota bierze się na własną
        odpowiedzialność znany jest stan zdrowia i będz9ie się leczyć . Nie piszcie głupot
    • Gość: drevni.kocur Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.07, 09:54
      "Myśmy zaproponowali fachowy transport Sułtana do Warszawy, leczenie psa i
      znalezienie dla niego nowego domu. Czego chcieć więcej?"
      ???
      Nawet nie chcę myśleć, ile pracy Monikę to kosztowało i że to wszystko o miało
      iść na marne.

      "Jeśli ktoś zagwarantuje zwierzęciu lepszą opiekę medyczną, to my się nie upieramy."
      No właśnie się uparli, stąd problem.

      "Pies był u nas kilka tygodni, dochodził do siebie. Mógł poczekać jeszcze
      tydzień, aż wrócę z urlopu."
      No właśnie o to chodzi, że nie mógł czekać. A właściwie po co i na co miał
      czekać, skoro miał zagwarantowaną lepszą opiekę w Wawie?

      "To był pies rasowy. A ja mam takiego psa, mieszańca, gdzie nie jesteśmy w
      stanie zrobić operacji. Dlaczego jego nie wezmą? Mam pieski, które są bez nóżek.
      Dlaczego fundacja nie pomoże znaleźć mi właściciela dla tych biedaków?"
      To Monika, nie miała pomóc psu, BO jest ładny i rasowy? Jego wina?
      Lachowicz oczywiście wie najlepiej i będzie dyrygował, jak ma Monika pracować.

      "Kilka razy odmówił przyjęcia psa. Jednej z osób zaproponował, żeby poszła ze
      zwierzęciem na Sielankę."
      Ręce opadają. "Wspólnymi siłami zwalczymy rozmnażaczy i giełdy zwierząt!"

      "Co schronisko robi, by zachęcić do adopcji? - Nic - przyznaje Lachowic"z
      To może chociaż nie przeszkadzać tym, co COŚ robią??

      "W schronisku jest ponad 500 psów i ok. 70 kotów. Lachowicz mówi, że to za dużo."
      A czego się spodziewa? Usypiać nie, aukcje nie, bo wrócą, fundacje i
      wolontariusze są be. No to ma pękające w szwach schronisko.

      "Preibisz żali się jednak, że kierownik rzuca im kłody pod nogi."
      Nie tylko jej. :((
    • Gość: drevni.kocur Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.07, 10:14
      Pracuję z kotaami i dodam jeszcze tylko coś ze swojej działki.
      Wszyscy wiemy, że schronisko nie ma warunków do przechowywania małych kociąt.
      Trąbi się na prawo i lewo, że potrzeba jest rozbudowy kociarni, że schronisko,
      to dla małych kotków wyrok śmierci. Sama widziałam, jak siedzą wszystkie
      stłoczone w 1 klatce, chore ze zdrowymi, zarażając się od siebie nawzajem, tak
      że po kilku dniach wszystkie już są zaropiałe i kichające. Kotka karmiąca + 10
      kociaków na klatkę!
      Teraz niech ktoś spróbuje je ze schroniska wyciągnąć, to się dowie, ile trzeba
      się nagimnastykować. Nawet jeśli jest się założycielem fundacji od kilku lat
      ratującym zwierzęta, nawet jeśli poda się swoje dane, gdyby ktoś chciał
      sprawdzić, co się z wydawanymi kotami dzieje, nawet jeśli wydaje się uratowane
      zwierzęta na umowę adopcyjna, tak, że nawet z ich późniejszym właścicielem,
      można się skontaktować.
      Nie, lepiej, żeby umierały w schronisku.
      powiem tak: wyciągniecie ich ze schroniska, to najtrudniejsza część zadania.
      Potem jest już zwykle z górki.
    • Gość: Agata Jak pies z kotem IP: *.eranet.pl 08.06.07, 15:11
      Tego całego Lachowicza powinni wywalić na zbyty pysk! Postanowił zrobić sobie
      interes na biednych skrzywdzonych zwierzętach! Mam nadzieję że fundacja
      przezwycięży tego całego kierownika i dalej będzie pomagała zwierzętom!
      Najgorsze jest to że my nic nie możemy zrobić, żeby ten cały kierownik stracił
      posadkę!
    • jurek_duszynski Poznań bez Programu zapobieg. bezdomnościzwierząt 08.06.07, 15:19
      Ustawa o ochronie zwierząt zezwala na uchwalenie przez gminę (tutaj miasto
      Poznań) tzw. program zapobiegania bezdomności zwierząt. W innych miastach już
      uchwalono. Dziwne są opory urzędników miejskich w tej materii. Sami w kwietniu
      2004 roku opracowali jego projekt, wysłali do zaopiniowania i schowali do szuflady.

      W tym programie można określić:

      - regulamin schroniska - sposób adopcji zwierząt, kontrolę ich warunków -
      standard w zachodnich schroniskach, nasze nie aprobujące,
      - stopniowe ograniczenie sprzedaży zwierząt na Sielance (bo faktycznie gro
      psiaków stamtąd ląduje w schronisku),
      - pomoc osobom opiekującym się kotami wolnobytującymi
      i inne.

      Ps. Fundacja "Zwierzęta i my" (tel. 061 814 28 19) bezpłatnie sterylizuje KOTKI
      I SUCZKI spoza Poznania.

      Jurek Duszyński tel. kom. 0-504 609 797
    • mysiam1 Re: Jak pies z kotem 08.06.07, 16:39
      Tu FCEF.
      Pan Lachowicz ma krótką pamięć i zapomniał zdaje się, że dzięki nam poszły do
      adopcji kalekie psy ze szpitala - najbrzydsze, najbiedniejsze, łącznie z psami
      o wysokiej niepełnosprawności, które miały "szansę" na dożycie swoich dni za
      kratami i TYLKO dzięki naszemu zaangażowaniu i pomocy dobrych ludzi wiodą teraz
      szczęśliwe życie w kochających domach.
      Zapomina o szczeniętach i kociętach, które w schronisku skazane były na powolną
      śmierć, a które my we własnych domach leczyliśmy i przygotowywaliśmy do
      adopcji. Nie ma pojęcia, ile pieniędzy trzeba wydać, by postawić na nogi takie
      maleństwo, a jeszcze robi wielką łaskę, że pozwala je zabrać.
      Pan Lachowicz zapomina,że ponad półtora roku temu zaczęliśmy tworzyć
      wolontariat, między innymi po to, by służyć pomocą osobom odwiedzającym
      schronisko. Że chcieliśmy wybudować na terenie schroniska wybieg, na którym
      wolontariusze będą mogli uczyć psy chodzenia na smyczy, bawić się z nimi,
      poznawać je i w ten sposób pomóc w dobraniu odpowiednich dla nich opiekunów.
      Usłyszałam od niego,że taki wybieg byłby dla psów SZKODLIWY.

      Jeśli ktoś jest zainteresowany sprawą Sułtana, oto link:
      www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=55736
      • mysiam1 Re: Jak pies z kotem 08.06.07, 17:52
        Jeszcze jedno. Nie tylko sporo zwierząt z Sielanki ląduje w schronisku.
        Tajemnicą poliszynela jest to,że w sobotę do schroniska przychodzą podejrzani
        osobnicy, którzy z pewnością na utrzymanie psa pozwolić by sobie nie mogli, a
        którzy następnego dnia tego wziętego ze schronu za 20 zł pieska sprzedają dwa
        czy trzy razy drożej na Sielance. Że na kwarantannie (gdzie odwiedzającym
        wchodzić nie wolno) siedzą miesiącami co ładniejsze psy, czekające zapewne
        na "gości specjalnych". Że schronisko nie stosuje się do cennika ustalonego
        przez Radę Miasta i psy w typie rasy oddaje do adopcji pobierając o wiele
        większe opłaty, niż dopuszcza prawo.

        I bardzo jestem ciekawa, czy Pani Doktor byłaby szczęśliwa, gdyby ją ktoś z
        połamanymi nogami położył bez gipsu do szpitalnego łóżka, dał pabialginę na
        ból, zostawił na miesiąc, a potem wyjechał na wakacje (prawie 2-tygodniowe) i
        powiedział, że może sobie zaczekać. Bo tak właśnie stało się z Sułtanem. Który
        nota bene nie był w stanie pochylić się nad miską z karmą i z wodą. Miski stały
        o metr od niego, a on nie mógł zaspokoić głodu i pragnienia. Został zostawiony
        na kilkanaście godzin w czasie weekendu w zamkniętym pomieszczeniu, do którego
        klucz zabrał ze sobą pracownik dyżurny. Przez ten czas do połamanego psa,
        któremu nota bene żaden pracownik w czasie weekendu nawet nie podał środka
        przeciwbólowego, nie było żadnego dostępu. Takiego właśnie Sułtana zabrałyśmy
        ze schroniska.
    • Gość: Kajetan Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.06.07, 18:59
      Artykuł w gazecie nie oddaje treści.Jest bardzo stonowany. Proszę na Dogomanię-
      posty Moniki super spokojne i obiektywne. A sytuacja z Sułtanem patologiczna.
      Z jednej strony " kierownik" mający określony kontrakt z władzami a z drugiej
      cierpiący pies. Argumenty "kierownika i " pani dr.' karygodne. Osobiście
      wyadoptowywałem ze schroniska dwa psy. Zero zainteresownia i wiedzy/ dobrze
      ilość/Na zewnątrz porządek. Poznańska schludnośc ale i pruska bezduszność. Zero
      wiedzy o psach. Zeroo zainteresowania. Py są wyadoptowywane/ czym szczyci się
      ten Wi-----prz na foto wyborczej/ tylko dzięki sporadycznie przypadkowi a
      częściej dzięki Moni, Goni, carolci,Hali,KaOLinie którym się utrudnia dostęp
      do piesków. Postepowanie dyrekcji/ nie wiem czy dlatego że pies rasowy- i
      chcieli skasować pieniąchy, czy niekompetencja p- dr schroniskowej ktora nic
      nie umie, i jeszcze boi się szefa/. Wiedząc że pies ma załtwione miejsce w
      klinice znika. A pies bez pomocy cierpiał miesiąc. Jak przyjechała policja miał
      miskę z wodą i karmą- ale jak się miał do niej doczołgać. W domu goni żarł
      jak " głupi" ale jak dostał jedzenie pod pysk. Jak miał się wysiusiać jak nie
      miał praktycznie tylnych łap. Jak dziewczyny go uniosły sikał 20 minut. Jesteś
      niewiele po studiach ale już jesteś zakałą środowiska i powinna byś stracić
      dyplom i prawo wykonywania zawodu . A jeszcze nie zdajesz sobie sprawy ze
      swojej niekompetencji i głupoty/ bo co to to pies . najwyżej zdechnie/Pocieszam
      Cię młodzi lekarze podobnie podchodzą do tematu i mam nadzieję że jak coś Ci
      się stanie trafisz na podobnego siebie tumana który skończył studia dla
      pienieędzy czy dla rodziców..Mamy Cię na oku. Możeśz oczekiwać przy tak
      ewidentnym zaniedbaniu doniesienie do prokuratury o ile EMIR nie zrobi
      tego.Następnym razem ci się nie upiecze . Zawdzięczasz to tylko naiwnej Monice
      która cały czas liczy że da się ze schroniskiem współpracować. Może kiedyś
      złamiesz dwie tylne /bo Ty nie masz dolnych/ kończyny i miesiąc będziesz
      szczała z bólu pod siebie bez pomocy.
      Z wyrazami szacunku .Kajetan
      • Gość: marinella Re: Jak pies z kotem IP: *.popl.cable.ntl.com 08.06.07, 20:30
        Kajetanie ostra wypowiedz ale masz calkowita rację. Dyletanctwo panidoktor tez
        mnie poraziło. Kazała przemywac oczy kotu rumiankiem , kazdy kociarz i dobry wet
        wie ze rumiankiem sie oczy nie przemywa, to podstawowa wiedza !!!!. W duzej
        mierze dzięki niej persiczka bez zębów którą zabrałam ze schrosnika siedziala
        tam ponad tydzień. nie sadze zeby pani doktor która sobie zazyczyła tygodniowej
        obserwacji kotki przynosiła jej rozdrobniony pokarm bo innego ta kotka nie
        potrafila jeść ( ma cztery zęby ). Tylko dzieki Monice która tam chodziła i ją
        karmila kotka wyszła ze schroniska. jak po nia przyszłam kotka juz nie zwracała
        uwagi na nic , nie miala ochoty się ruszac , poddala sie, u mnie odzyła w ciagu
        kilku godzin. Bycie lekarzem i weterynarzem to powołanie, trzeba miec serce i
        odrobine empatii dla istot które sie leczy. W pani doktor mi tego brakuje ,
        podstawpowej wiedzy również, ale na zwierzakach schroniskowych swietnie sie
        eksperymentuje, one sie nie odezwą a opiekuna brak...

        Kotów które zabrałam ze schroniska było dokladnie 6 , dwa dorosle i cztery
        kociaki, nikt nigdy nie sprawdził co sie z nimi dzieje
      • Gość: wet. Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.07, 20:56
        Kajetan znam panią dr. osobiście i ostro przesadziłeś pisząc takie rzeczy . na
        przyszłość zastanów się czy jesteś na tyle obiektywną osobą ,żeby tak ostro
        oceniać ludzi.
        • mysiam1 Re: Jak pies z kotem 10.06.07, 22:08
          Abstrahując od wypowiedzi Kajetana, czy możesz wobec tego wytłumaczyć -
          subiektywnie czy obiektywnie - wybór należy do Ciebie - dlaczego pies z
          połamanymi łapami leżał przez 4 tygodnie i miał "sobie poczekać"? Czy to jakieś
          specjalne postępowanie weterynaryjne? Czy połamane kości same się miały
          pozrastać? To jakaś nowa terapia? I jak do etyki lekarskiej ma się świadome
          skazywanie zwierzęcia na cierpienie?

          Gość portalu: wet. napisał(a):

          > Kajetan znam panią dr. osobiście i ostro przesadziłeś pisząc takie rzeczy . na
          > przyszłość zastanów się czy jesteś na tyle obiektywną osobą ,żeby tak ostro
          > oceniać ludzi.
      • Gość: Zbyszek Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.07, 22:06
        Jesteś niesprawidliwy i wymyślasz nierzeczywiste fakty. Lepiej uważaj, bo za
        pomówienia również są konsekwencje.Jest szereg osób które w każdej chwili jest
        gotowa stanąć murem za Panią weterynarz!!!!!!!I to zrobią jak będzie trzeba
    • mysiam1 Historia Sułtana 08.06.07, 21:49
      Schronisko poznańskie. 28 lutego trafia tu pies rasy husky. Ma poważny uraz
      tylnych łap. Diagnoza - rozerwane więzadła krzyżowe i strzaskane rzepki. Aby
      przywrócić mu jako taką sprawność, konieczna jest skomplikowana operacja,
      która, jak przyznaje lekarka, jest niemożliwa do przeprowadzenia w warunkach
      schroniskowych, choćby ze względu na brak odpowiedniego zaplecza.
      Pies ma tatuaż kynologiczny, wetka dzwoni do ZK i zostawia tam informację o
      psie, prosząc o pilny kontakt, gdyby udało się ustalić właściciela. Niestety
      nikt się nie zgłasza.
      Udaje się przeprowadzić jakiś drobniejszy zabieg, prowadzone jest też leczenie
      zachowawcze, pies dostaje leki przeciwbólowe i przeciwzapalne. Niemal cały czas
      spędza leżąc na boku na podłodze w szpitalnym boksie - jest co jakiś czas
      obracany...
      Po kilkunastu dniach próbuje sam siadać, wylizuje sobie rany po szyciu i ślady
      po kroplówkach, dostaje więc kołnierz.


      img213.imageshack.us/my.php?imag … 074kf1.jpg


      img71.imageshack.us/my.php?image … 105sh3.jpg

      Zaczynam wydzwaniać do Związku Kynologicznego - trzeba pilnie znaleźć
      właściciela, bo pies powinien mieć jak najszybciej przeprowadzoną operację,
      inaczej grozi mu poważne kalectwo.
      Udaje mi się ustalić tylko tyle, że pies ma na imię Sułtan, ma 6 lat i pochodzi
      z hodowli pana X. Dzwonię tam...Pan X nie zna danych osób, które kupowały od
      niego psy, a poza tym dawno się "przebranżowił" i teraz hoduje psy innej rasy.
      Gdy słyszy o losie psa, jest mu bardzo przykro. To wszystko.
      Wiemy już więc, że nie mamy co liczyć na to,że Sułtan zostanie zabrany przez
      swojego pana. Kończy się kwarantanna, trzeba koniecznie zrobić coś, by psu
      pomóc.
      Zaczynamy myśleć o zoperowaniu Sułtana poza schroniskiem, jednak na to musi
      wyrazić zgodę kierownik.
      W pewnej chwili pada propozycja leczenia psa na SGGW. Podchwytujemy ją. W
      schronisku mówimy o tej możliwości lekarce, ma się zastanowić, ale oczywiście i
      tak ostatnie słowo należy do kierownika...

      Jest czwartek, 22 marca - GoniaP prosi wetkę o przemyślenie sprawy do
      następnego dnia. Jest możliwość przewiezienia Sułtana do kliniki SGGW w czasie
      weekendu. Następnego dnia, czyli w piątek osoby zaangażowane w tę sprawę ze
      strony Warszawy dzwonią do schroniska - pani doktor nie ma, pojechała na urlop,
      wróci 2 kwietnia. Cóż, szkoda, że nie wiedziałyśmy o tym wcześniej....
      Co zrobić. Wierzymy, że uda się pomóc psu, dla którego każdy kolejny dzień bez
      odpowiedniej pomocy to większe ryzyko kalectwa.
      Gosia słyszy od kierownika, że pies interesuje nas tylko dlatego,że jest
      rasowy, a poza tym ma się coraz lepiej i w schronisku ma wszystko, czego mu
      potrzeba. Na prośbę Gosi dzwoni do lekarki (Gosia w tym czasie wychodzi). Gdy
      rozmowę kończy, twierdzi, że wetka stanowczo zabroniła wydawać komukolwiek psa.
      Zrezygnowane zastanawiamy się, co robić... Zbieram się na odwagę i wieczorem
      dzwonię do lekarki...Przez pół godziny prowadzimy rozmowę, w trakcie której
      dowiaduję się, że kierownik dzwoniąc do niej od razu na wstępie zaznaczył, że
      jego zdaniem psa oddawać nie należy. Ona sama więc nie ma za dużo do gadania. W
      końcu przekonuję ją, by wydała dyspozycje pracownikom mającym dyżur w weekend,
      abyśmy mogły zabrać Sułtana w sobotę przed południem.
      Działamy już w porozumieniu z Panią Krystyną z Fundacji Emir i jesteśmy z nią w
      stałym kontakcie telefonicznym.
      W sobotę o 10 Gonia jedzie po nosze dla psa, a potem razem z jej TŻem jedziemy
      do schroniska. Tu okazuje się, że...nikt nic nie wie....Technik wet. który na
      polecenie lekarki miał przyjechać, by wydać nam psa, telefonicznie zdążył już
      przekazać, że nie ma czasu, a pytany przez Gonię twierdzi,że nie ma
      kompetencji, by wydawać polecenia innym pracownikom. Pracownik dyżurny, który
      miał zajmować się psem w sobotę i niedzielę (gdy nie ma w schronisku ani
      lekarza, ani techników) nie ma pojęcia, o czym mówimy, a miał dostać informacje
      od wyżej wymienionego technika.
      Próbujemy na wszelkie sposoby przekonać pracowników, by pozwolili nam adoptować
      Sułtana. TŻ Goni może go natychmiast zawieźć do Warszawy, więc nie ma na co
      czekać. Odpowiedź "nie, nie i jeszcze raz nie". Usiłujemy wytłumaczyć im, że
      przetrzymywanie psa, gdy nie ma możliwości zapewnienia mu odpowiedniej opieki
      na miejscu i gdy jest szansa na pomoc dla niego, jest świadomie zadawanym mu
      okrucieństwem, a więc jest złamaniem ustawy o ochronie zwierząt. Skądinąd wiemy
      też, że pies, który przez dłuższy czas leży niemal bez ruchu, może mieć
      problemy z układem oddechowym, krążenia i z układem wydalniczym. A to już stan
      zagrożenia życia. Pracowników to nie interesuje. Nie chcą stracić pracy.
      Proszę o wykręcenie numeru do kierownika. Proszę go o wydanie pozwolenia na
      adopcję psa. Mówię, że rozmawiałam z lekarką, która na to zezwoliła. Słyszę, że
      jestem oszustką i kłamczuchą. Słyszę, że zamiast zajmować się właśnie tym psem,
      mamy sobie znaleźć inne. Słyszę, że Sułtan ma się coraz lepiej i w ogóle żadna
      operacja nie jest mu potrzebna. Słyszę, że on, kierownik schroniska dla
      bezdomnych zwierząt ma w nosie ustawę o ochronie zwierząt.
      Za radą Pani Krystyny jedziemy na policję prosić o asystę, zależy nam też na
      tym, by została spisana oficjalna notatka służbowa.
      Natychmiast dostajemy "obstawę" czterech policjantów i jedziemy z powrotem do
      schroniska.

      W schronisku pewien popłoch. Jeszcze przed naszym wyjazdem na policję między
      biurem a szpitalem zaczął się "wzmożony ruch" pracowników.
      Policjanci nie mogą wydobyć od pracowników jasnego i konkretnego podania
      przyczyn, dla których nie możemy adoptować psa, skoro zapewniamy mu leczenie w
      warunkach lepszych niż schroniskowe.
      Dzwonią do kierownika - ten nie chce słyszeć o wydaniu psa, który ma tu tak
      dobrze, że niczego nie potrzebuje. Sami dochodzą do wniosku,że nie można
      wytłumaczyć całej sytuacji inaczej jak tylko wyjątkowo złą wolą pana L.
      Czekają na decyzję "góry" o wydaniu pozwolenia na zabranie psa siłą, niestety
      nie otrzymują go, bo "szefostwu" nie mieści się w głowie, by tego typu
      interwencję trzeba było przeprowadzać w placówce powołanej do opieki nad
      zwierzętami.
      Na koniec pracownicy, poproszeni przez nas, prowadzą policjantów i nas obie do
      pomieszczenia tatuowni, gdzie od czwartku przebywa pies (jest to mały pokój z
      dwoma boksami tuż obok szpitala).
      Naszym oczom ukazuje się niemal sielski widok - na nowiutkim pontonie leży
      Sułtan, wokół niego miski z wodą i z suchą karmą. Czysta podłoga, żadnych
      brzydkich zapachów. No tak, chyba już wiemy, dlaczego pracownicy
      tak "kursowali" między biurem a szpitalem, podczas gdy my
      wygłaszałyśmy "przemowy" przed panem dyżurnym...
      img117.imageshack.us/my.php?imag … 107zb9.jpg

      Policja odjeżdża, a my z pustymi noszami wracamy do domu.
      Pod wieczór dostaję wiadomość od wetki, która pyta, jak poszło w schronisku
      (nie było z nią kontaktu, gdy próbowałyśmy się dodzwonić będąc w biurze). Potem
      rozmawiamy. Umawiamy się, że następnego dnia rano zadzwoni do kierownika i
      powie mu,że nie ma nic przeciwko temu, byśmy zabrały psa.
      W niedzielę o godzinie 11 dostaję od niej SMSa, że jest OK, psa możemy zabrać.
      Życzy nam powodzenia.
      Teraz pozostaje tylko potwierdzić tę informację u kierownika i w schronisku,
      które musi tę decyzje usłyszeć z jego ust. Niestety, i komórka, i telefon
      stacjonarny pana L. milczą. Pracownik schroniska również twierdzi, że nie może
      się do niego dodzwonić. Czas mija. Osoba, która ma zabrać Sułtana do Warszawy,
      ma być u Goni około 12, na szczęście jest mocno spóźniona.
      Dzwonimy na zmianę do kierownika i do schroniska - nikt nic nie wie.
      Około 13 Pani Krystyna telefonuje do schroniska pytając o samopoczucie psa.
      Dyżurny nie umie jej odpowiedzieć na
      • mysiam1 Re: Historia Sułtana -c.d. 08.06.07, 21:51
        Około 13 Pani Krystyna telefonuje do schroniska pytając o samopoczucie psa.
        Dyżurny nie umie jej odpowiedzieć na to pytanie. Ku jej zdziwieniu i
        przerażeniu mówi, że pracownik, którego zadaniem było zajmowanie się Sułtanem
        przez weekend, zabrał klucze i pojechał do domu, więc dostęp do psa będzie
        możliwy od poniedziałku, od 7 rano. Na pytanie, jak to możliwe, że pies po
        urazie został zamknięty, klucze "sobie pojechały", nikt nie ma do niego
        dostępu, by sprawdzić, jak się czuje albo podać mu leki, pracownik odpowiada,
        że wykonuje polecenia swojego kierownika i nie zamierza dłużej rozmawiać.
        Pani Krystyna dzwoni na policję, niestety ta nie zamierza tym razem
        interweniować...
        Tuż przed godziną 15 dostaję telefon ze schroniska, że pół godziny temu
        zadzwonił do nich kierownik i wyraził zgodę na zabranie psa. Wsiadam w
        samochód, jadę po Gonię.
        Przed schroniskiem, gdy dzwonimy do bramy, pracownik sucho nas informuje, że
        mamy czekać, bo "kolega pojechał po klucze" - w domyśle - od tatuowni... Na
        teren schroniska nie zamierza nas wpuszczać... Czekamy pół godziny,
        wreszcie "kolega" wraca. Bierze od nas nosze i każe nam czekać. Psa zaraz nam
        przyniosą. I tak też się dzieje - wkładamy nosze z Sułtanem do bagażnika, a ja
        daję pracownikowi mój dowód osobisty, z którego ma spisać dane. W poniedziałek
        mam przyjść do biura, by formalnie wypisać psa. Pytam o leki....nikt nic nie
        wie na ich temat...
        Sułtan jest niespokojny, kręci się, siada, próbuje się ruszać. Daję mu chrupki,
        które mam w kieszeni - rzuca się na nie łapczywie. Z przerażeniem obie z Gosią
        uświadamiamy sobie,że pies jest po prostu wygłodzony...A te wczorajsze miski z
        karmą?....
        Wolniutko jedziemy do domu Gosi...
        Tam razem z Jej TŻem przenoszę psa w spokojne miejsce, do piwnicy...
        Gonia biegnie po wodę i po coś do jedzenia dla Sułtana, ja zostaję z nim w
        piwnicy. Biedak podnosi się, próbuje do mnie podejść, za chwilę kładzie się i
        opiera głowę o moje kolana. Odsłania brzuszek, podaje łapę...bardzo, bardzo
        chce być głaskany...Głaskany, ale nie w dolnej części tułowia...tu wyraźnie coś
        go boli... Nie pozwala mi się odsunąć, chce się przytulać, chce być drapany pod
        brodą...
        Przychodzi Gosia z miską pełną mięsa z puszki - Sułtan rzuca się na jedzenie,
        jakby nie miał nic w pysku od paru dni.
        Muszę wracać do domu. Zostawiam Gonię z Sułtanem - już bezpiecznym.
        img265.imageshack.us/my.php?imag … 121gp5.jpg
        img160.imageshack.us/my.php?imag … 124mb3.jpg
        img160.imageshack.us/my.php?imag … 126mt6.jpg
        • mysiam1 Re: Historia Sułtana -c.d.2 08.06.07, 21:51
          A oto diagnoza postawiona w klinice SGGW w Warszawie:
          W momencie przyjęcia na SGGW Sułtan był w stanie:

          -umiarkowanego odwodnienia

          -umiarkowanego wychudzenia

          -z wyraźnie wystającymi wyrostkami kręgosłupa

          -braku tkanki tłuszczowej

          -w złej kondycji ogólnej

          -bardzo złej kondycji psychicznej

          Lekarze natychmiast wdrożyli kroplówki, podawali preparaty wzmacniające i
          witaminy.

          Po paru dniach, Sułtan miał wykonane badania RTG...

          kończyna lewa tylna:

          stare złamanie w obrębie kości udowej ze wskazaniem amputacji główki kości
          udowej.

          kończyna prawa tylna:

          zestarzałe złamanie dot. stanu kolanowego (złuszczenie i przemieszczenie kości
          piszczelowej, strzałkowej i trzeszczki mięśnia brzuchatego) nienadające się do
          odtworzenia anatomicznego.

          Następstwem powyższego były oczywiście powyrywane więzadła, co każdy
          doświadczony lekarz mógł sobie dopowiedzieć.

          Pierwsza operacja, która już się odbyła: usunięcie główki kości udowej

          Po 3 dniach, Sułtan odzyskał rezon i wolę życia. Widocznie mu ulżyło. Zaczął
          się samodzielnie poruszać.

          Ponieważ prawą tylną kończynę ma niesprawną, ciężar ciała przenosi na
          zoperowaną nogę, co jest samo w sobie świetną rehabilitacją.

          Druga, planowana operacja to artrodeza stanu kolanowego.

          Dla prawej kończyny już nic więcej się nie zrobi - to ostateczność i jedyne
          wyjście...

          ................................................................................
          ..................................

          Pies z połamanymi łapami przez 4 tygodnie leżał na podłodze schroniskowego
          szpitala, dostając jedynie środki p/bólowe i p/ zapalne (widząc, jak to
          wyglądało w czasie weekendu, możemy się domyślać, że nie regularnie). Leżałby
          kolejne dwa, gdyby nie interwencja naszej fundacji. Mimo, że po operacji zaczął
          dochodzić do siebie, ma poważne zaniki mięśni spowodowane leżeniem niemal bez
          ruchu. Jest rehabilitowany.
          Schronisko nie miało możliwości ani przeprowadzenia operacji - dla wyjaśnienia -
          w Warszawie operował go ZESPÓŁ specjalistów - sław ortopedii o wieloletnim
          doświadczeniu, ani też możliwości rehabilitacji psa, która dla jego
          usprawnienia jest równie ważna, jak operacja.

          Jeśli stwierdzenie, że pies ze złamanymi kończynami może sobie poczekać kolejne
          dwa tygodnie na lekarza ( z ROCZNYM doświadczeniem), który i tak nie wie, jak
          zabrać się do operacji, jest zgodne z etyką lekarską, to zdaje się,że zbyt
          dobre mniemanie miałam o personelu medycznym tego schroniska.
    • Gość: Medar Jak pies z kotem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 09.06.07, 00:49
      Dużo już zostało powiedziane. Aż szkoda pytać, dlaczego pies został wydany
      dopiero po interwencjii w mediach ( pytanie retoryczne), w naszym kraju jak
      widać ( w sprawach zwierząt) nawet policja jest bezsilna i należy liczyć tylko
      na ludzi konsekwentnych i zdeterminowanych jak pani Krystyna z Fundacji Emir.
      Dla Pani Magdaleny,mimo wszystko nie życzę żadnego urazu na urlopie i leczenia
      na zasadzie "może poczekać" ( ciśnie się na usta pytanie - na kogo i po co).
      Dla mnie ta pani nie jest lekarzem, i ten dyplom to duży błąd. Dużo słów ciśnie
      się na usta, proszę spójżcie w te oczy i sami wyciągnijcie wnioski.
      images12.fotosik.pl/67/e479c0c3e90f0bce.jpg" border="0" alt="images12.fotosik.pl/67/e479c0c3e90f0bce.jpg">
      www.dogomania.pl/forum/showthread.php?t=55736&page=27
      • Gość: Kasia Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.07, 22:22
        Samemu się nie chciało uczyć i skończyć studiów, to się krytykuję kogoś kto
        jest zdolny i naprawdę kocha to co robi??Wylewajcie swoje frustracje na kogoś
        innego, a nie niszcie osobę która kocha to co robi. Lepiej skoncentruj swoją
        energie na coś pożytecznego a nie na niszczniu innych.
    • mysiam1 Re: Jak pies z kotem 09.06.07, 10:33
      Rozumiem, że problem nie jest dla wielu z Was ważny, ale....schronisko
      poznańskie dostaje od UM całkiem sporo pieniędzy. Te pieniądze są
      wykorzystywane chyba nie do końca tak, jak być powinny. W schronisku jest
      piękna zieleń i trawniki z rolki. I są śmierdzące boksy z psami, które przez
      lata nie wychodzą poza ich próg. Są szczenięta i kocięta umierające na
      galopującą sr..kę, bo nikomu nie chce się zanieść im odpowiedniej karmy. Są
      psie maluchy wrzucane do budy z garstką słomy, gdy na dworze jest mróz, a w
      schroniskowym szpitalu stoją puste klatki, w których te zwierzaki mogłyby
      siedzieć. No, ale wtedy "ktoś" miałby więcej roboty. Jest SALA KONFERENCYJNA, z
      której nikt nie korzysta - kilkadziesiąt metrów niewykorzystanego
      pomieszczenia, gdy tymczasem kierownik roni krokodyle łzy nad losem kociąt,
      które nie mają się gdzie podziać i nad szpitalem, na który miasto nie chce dać
      pieniędzy. Jest cwaniactwo kwitnące pod okiem i za aprobatą, a zapewne i przy
      udziale kierownika, który akceptuje przetrzymywanie co ładniejszych psów
      miesiącami na kwarantannie albo nawet w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie
      czekają na ....właśnie, na kogo? Jest akceptacja dla handlarzy i
      pseudohodowców, którzy w schronisku mogą się "zaopatrzyć" małym kosztem w psy
      do rozrodu.
      Nie mówiąc o traktowaniu ludzi, którzy pełni dobrej woli przychodzą do
      schroniska by adoptować psa lub pomóc w inny sposób, a których traktuje się jak
      upierdliwych petentów i zniechęca do adopcji.

      Nota bene nasza fundacja na LECZENIE i przygotowanie do adopcji psów i kotów,
      które - zwykle podstępem - wyciągnęła ze schroniska w ciągu półtora roku
      zapłaciła ponad 10 tys. zł. Wszystkie te zwierzęta zostały przekazane nowym
      opiekunom BEZPŁATNIE.
    • Gość: mysiam1 Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.06.07, 09:29
      Wielka szkoda, że nikt się nie interesuje tym problemem. Tu nie chodzi tylko o
      jednego psa, ale także o to, jak są wydawane publiczne pieniądze. Bo na
      funkcjonowanie takiej właśnie instytucji rodem z minionej epoki płacą wszyscy
      Poznaniacy.
    • Gość: inspektoratanimals Re: Jak pies z kotem IP: *.btk.net.pl 12.06.07, 17:05
      Wiele jest w tym kraju fundacji czy stowarzyszeń i tak np. Ogólnopolskie TOZ
      Animals Pani Gebert z Bydgoszczy , która sama nie przeprowadza interwencji a jak
      zacznie to nie kończy i zbiera jedynie środki finansowe na pomoc zwierzętom a
      jak jest naprawdę. Kolejna fundacja z Kłodzka , która zainteresowała się
      jedynie pasami zabranymi od V Villas i zbierała środki na pomoc , ja zabrałem 70
      psów i jakoś pomocy od fundacji nie widać. Fundacje b nie są powołane do
      jakiejkolwiek kontroli mają jedynie wspierać a wychodzą po za normy prawne.
      Znam kierownika Poznańskiego schroniska i myślę ,że dba należycie o zwierzęta a
      fundacja niech zajmie się psami porzuconymi i buduje schron iska a nie robi
      larum. Harłacz Jerzy Inspektorat Animals
      • julka_10000002 Re: Jak pies z kotem 13.06.07, 14:35
        Oni jak widać nie chca wydawać rasowych zwierząt.Kundelków, czy "dachowców"
        zaraz jakchętniej by sie pozbywli...
    • Gość: K Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.07, 22:01
      Jesteście okropni!!!Nie znacie człowieka a go krytykujecie. Znam Panią Doktor
      wiele lat i wiem, ze jest wspaniałym lekarzem. Zawsze można jej zaufać, że się
      zajmie zwierzakiem. Czepiacie się urlopu???Pracuje tam od sierpnia/wrzesnia a
      pozwoliła sobie jedynie na kilka dni wyjazdu!!!!Wolicie zniszczyć człowieka
      tylko dlatego, że raz nie postąpiła jak sobie życzą Panie z Fundacji, a uznałą
      że postępuje zgodnie z zasadami medycyny.Brak mi słów na taką ignoracje. pani
      Doktor nigdy by nie pozwoliłą zrobić krzywdy zwierzakowi!!!!!!!!Lepiej
      zobaczcie ilu pomogła i ile razy przyjeżdzała tam w wolnym czasie by po
      godzinach pomóc zwierzakowi. Jesteście bezduuszni, a udajcie wielich obrońców
      zwierząt, a lepiej pomyście jaką jej robicie krzywde tym.
      • Gość: Zuza Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.06.07, 22:03
        Zgadzam się, że Pani Doktor to świetny lekarz. W pełni mogę oddać jej każdego
        mojego zwierzaka i sie nim zajmię cudownie.!!!!!
    • Gość: Asia Jak pies z kotem IP: *.lanet.net.pl 13.06.07, 22:42
      Czy naprawde Polacy potrafią tylko krytykować? Tylko ludzie płytcy i
      niedouczeni po przeczytaniu jednego artykułu pisanego pod publiczkę wysuwają
      wnioski. Przecież nawet bez wiedzy dziennikarskiej wiadomo że w artykule nie ma
      nawet połowy faktów,które są istotne, a nie zostały wymienienione. Pomyślcie,
      że przecież Pani Doktor na pewno miałą powody by tak postąpić, a w artykule w
      ogóle ich nie wymieniono. Tekst został maksymalnie skrócony, a dociekliwy
      czytelnik na pewno spostrzegł że brakuje jeszcze wielu faktów, które
      pominęto.Ludzie zacznijcie DOCIEKAĆ i SZUKAĆ PRAWDY zamiast się bezmyślnie
      wypowiadać.
      Co do wypowiedzi Kajetana to bym się nie przejmowała. Jego sposób i kultura
      wypowiedzi nasuwa mi myśl, czy nie jest on jedną z osób, które właśnie siedzą
      pod moim blokiem i ku własnej uciesze po wypiciu piwka "rozkosznie" bekają.
      • Gość: medar Re: Jak pies z kotem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.07, 00:05
        Właśnie zrobiłaś to, co zarzucasz innym. Krytykujesz osoby, które uczestniczyły
        w całym zajściu i wiedzą znacznie więcej. Proponuje czytać wszystkie komentarze-
        nie tylko te wybrane ( tam jest właśnie prawda, której nie widzisz).
    • Gość: Asia Jak pies z kotem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.07, 08:14
      ja proponuje czytać wnikliwie zdanie innych jeśli chcesz się do niego
      ustosunkować, ponieważ nie zauważyłeś że nie krytykuje osób, które brały udział
      w zajściu tylko osoby na forum, które wypowiadają się o uczestnikach zajścia, a
      sprawę znają tylko z artykułu. To za mało by oceniać całe wydarzenie.
      • Gość: Maja Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.07, 09:23
        w pełni się zgadzam z Asią. Niektóre komentarze są poniżej krytyki i żałośnie
        bezstronne. Ludzie zajmijcie się naprawdę pomocą zwierząt a nie niszczeniem
        ludzi, którzy pomagają
    • Gość: Marek Jak pies z kotem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.07, 10:56
      No właśnie, brawo dziewczyny, zgadzam się z wami. Krytyka osób trzecich na
      podstawie jednego tekstu jest niedopuszczalna. Najpierw trzeba samemu dociec
      prawdy w wielu źródłach zanim się zacznie "wieszać na kimś psy".
      • Gość: Jarek Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.07, 10:58
        Widzę, że są jeszcze ludzie którzy nie żywią się jedynie pustą nienawiścią i
        myślą logicznie. Dzięki
      • mysiam1 Re: Jak pies z kotem 14.06.07, 16:21
        Tak się składa, że jestem osobą bezpośrednio zaangażowaną w tę sprawę.I
        ponawiam pytanie - czy zostawienie psa z połamanymi kończynami na wiele dni ze
        świadomością,że nie umie się go zoperować i jednocześnie uniemożliwia się pomoc
        innym,jest właściwym postępowaniem?
        Nasza fundacja najpierw proponowała zoperowanie psa w WYBRANEJ PRZEZ PANIĄ
        DOKTOR klinice poznańskiej, tak, by pies mógł wrócić do schroniska i tam
        przejść rekonwalescencję. Jednak nie spotkało się to z zainteresowaniem.
        Zabranie psa na SGGW miało być omówione w dniu, w którym Pani Doktor zaczęła
        urlop - nie zająknąwszy się ani słowem dzień wcześniej, że przez najbliższych
        10 dni jej nie będzie i wręcz UMAWIAJĄC SIĘ Z NAMI na rozmowę. A wystarczyło o
        tym po prostu powiedzieć, a sprawa byłaby załatwiona szybciej, nie mówiąc o
        tym, że Pani Doktor wiedząc, że na SGGW czekają na psa lekarze i że jest
        organizowany transport w czasie weekendu, specjalnie zostawiła w karcie
        adnotację ZAKAZUJĄCĄ WYDAWANIA PSA KOMUKOLWIEK.

        W to,że Pani Magda jest osobą kochającą zwierzęta i potrafiącą o nie dbać,
        zdążyłam zauważyć. Zdążyłam też zauważyć, że miejsce, w którym pracuje, zrobi
        nawet z najlepszego człowieka ....no, mniejsza z tym, kogo zrobi.... I tak
        naprawdę nie wiem, kogo za ten stan rzeczy winić - osobę, która zawodowo jest
        za tę sytuację odpowiedzialna, czy człowieka, który doprowadził do tego, że w
        schronisku nikomu nie wolno mówić własnym głosem. W rozmowie z Panią Doktor w
        czasie tego feralnego weekendu powiedziałam, w jaki sposób może wybrnąć z tej
        sytuacji i zachować twarz - tak, by nie mieć kłopotów. Nie skorzystała z tego.

        Jednak są rzeczy ponad to. Na przykład zwykła empatia. I szkoda,że w tym
        przypadku chyba najwięcej miała do powiedzenia głupia ludzka ambicja.
        • Gość: Maja Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.07, 20:19
          No niby kogo zrobiła????Pani Doktor została cudownym czowiekiem takim jakim
          była. To Wy bezpodstawnymi wypowiedziami, że nie zasłużyła na dyplom itp ją
          niszczycie. Jak zmieni prace i będzie inny wet to znowu doprowadzicie do
          załamania jej kariery
        • Gość: Wojtek Re: Jak pies z kotem IP: *.lanet.net.pl 14.06.07, 20:31
          Prawdziwy miłośnik zwierząt nie zajmuje się wychwalaniem na forum swoich
          zasług, tylko sama pomoc powinna być dla niego spełnieniem. Ile w niektórych
          jest próżności...
          • Gość: Wojtek Re: Jak pies z kotem IP: *.lanet.net.pl 14.06.07, 20:41
            to ponownie ja, mam nadzieje że mysiam1 przestanie wymieniać kolejne swoje
            zasługi. To na prawde świetnie że troszczy się o zwierzęta, ale tu naprawdę
            powoli czuć już próżność w wypowiedziach.
    • Gość: kk Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.07, 19:04
      Moim zdaniem to chyba dobrze, że lekarz weterynarii nie zezwolił na niekorzystny
      dla zdrowia pieska transport. Spoko w schronisku miał dobre warunki to powinien
      tam wracać do zdrowia. Schronisko pełne jest psów a mimo to mają tam fachową
      opiekę. A śmieszne jest tutaj w całej tej sprawie oburzenie na urlop pani
      weterynarz - w końcu przecież każdy ma prawo skorzystać z urlopu.
      • mysiam1 Re: Jak pies z kotem 14.06.07, 20:14
        Myślę, że należałoby przeczytać poprzednie moje posty z odrobiną zrozumienia.
        Pies miał fachową opiekę i przez 4 tygodnie leżał z połamanymi łapami na
        podłodze - mogę prosić o wyjaśnienie, na czym polega fachowość takiego
        postępowania?
        Na urlop się nie oburzam, tylko na to, że nie zostałyśmy o tym poinformowane,
        mimo, iż POPRZEDNIEGO dnia Pani Doktor umówiła się z nami wiedząc,że jej nie
        będzie i w ten sposób świadomie przekreślając możliwość pomocy psu.

        Zresztą, nie będę powtarzać całej historii, bo była już w tym wątku
        przedstawiona.

        Gość portalu: kk napisał(a):

        > Moim zdaniem to chyba dobrze, że lekarz weterynarii nie zezwolił na
        niekorzystn
        > y
        > dla zdrowia pieska transport. Spoko w schronisku miał dobre warunki to
        powinien
        > tam wracać do zdrowia. Schronisko pełne jest psów a mimo to mają tam fachową
        > opiekę. A śmieszne jest tutaj w całej tej sprawie oburzenie na urlop pani
        > weterynarz - w końcu przecież każdy ma prawo skorzystać z urlopu.
        • Gość: Jarek Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.07, 20:39
          Trudno o zrozumienie gdy ktoś piszę takie słowa: "mam nadzieję że jak coś Ci
          się stanie trafisz na podobnego siebie tumana który skończył studia dla
          pienieędzy czy dla rodziców..Mamy Cię na oku. Możeśz oczekiwać przy tak
          ewidentnym zaniedbaniu doniesienie do prokuratury o ile EMIR nie zrobi
          tego.Następnym razem ci się nie upiecze" (Kajetan). Tacy obrońcy z was
          zwierząt, tak????a nie zapominacie, że niszczycie kogoś przy tym???Takie
          zachowanie jak wasze powoduje, że nikt nie z Wami nie będzie chciał
          współpracować a w schronisko nie znajdzie tak szybko nowego lekarza. I tu wasze
          zwierzaki będą dopiero cierpiały.
        • Gość: Emilia Re: Jak pies z kotem IP: *.lanet.net.pl 14.06.07, 21:01
          Jakoś nie wierze by Pani Doktor celowo uumawiała się z wami wiedząc że jej nie
          będzie. Tym bardziej że znam ją osobiście i nigdy nie zrobiłaby takiego czynu
          świadomie. Radzę się powstrzymać z komentarzami.
          • mysiam1 Re: Jak pies z kotem 14.06.07, 21:25
            Gość portalu: Emilia napisał(a):

            > Jakoś nie wierze by Pani Doktor celowo uumawiała się z wami wiedząc że jej
            nie
            > będzie. Tym bardziej że znam ją osobiście i nigdy nie zrobiłaby takiego czynu
            > świadomie. Radzę się powstrzymać z komentarzami.


            Jakoś nie wierzysz? To jak wytłumaczysz fakt, że w czwartek po południu
            umówiłyśmy się z nią,że w piątek będziemy omawiać szczegóły przewiezienia psa
            do W-wy,a poza tym weźmiemy do badania próbkę krwi innego, chorego psa ze
            schroniska? Po czym w piątek rano dowiedziałyśmy się od sekretarki w
            schronisku,że Pani Doktor nie ma, bo pojechała na urlop?
      • zulu01 Re: Jak pies z kotem 14.06.07, 22:50
        A czy Ty w ogole byłes w schronisku? Skąd ta wypowiedź?
    • Gość: Wanda Jak pies z kotem IP: *.lanet.net.pl 14.06.07, 20:37
      Nie ważne czy bronię jednej czy drugiej strony, czy znam osoby z fundacji czy
      ze schroniska. Kto jest bez winy, kto nigdy nie popełnił błędu niech pierwszy
      rzuci kamieniem...niech to wszystkim na forum potrafiącym tylko krytykować da
      do myslenia...
    • mysiam1 Wobec tylu adwokatów schroniska... 14.06.07, 20:58
      ...może ktoś z wykształceniem weterynaryjnym wypowie się na temat postępowania
      z psem, któremu sławy ortopedii weterynaryjnej postawiły diagnozę przytoczoną
      przeze mnie w jednym z pierwszych postów? Co według weterynarza powinno się
      zrobić z psem, który ma połamane łapy i pozrywane więzadła stawowe?
      Jedno jest pewne - to, co NALEŻAŁO ZROBIĆ, zostało zrobione DOPIERO W KLINICE
      SGGW W WARSZAWIE.

      A psu można było pomóc o wiele wcześniej, choćby organizując zabranie go ze
      schroniska do którejś z klinik na terenie Poznania, co proponowałyśmy Pani
      Doktor, która - przypominam - SAMA POWIEDZIAŁA MI,ŻE JEST W STANIE PSA
      ZOPEROWAĆ.
      • Gość: Maja Re: Wobec tylu adwokatów schroniska... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.06.07, 21:06
        a mam pytanko; ilu zwierzętam tam uratowano życie????Krytyka i krytyka, zamiast
        powiedzieć dziękuje. No cóż- niszcie sobie dalej, ajk nie umiecie współpracować
        • mysiam1 Re: Wobec tylu adwokatów schroniska... 14.06.07, 21:31
          Gość portalu: Maja napisał(a):

          > a mam pytanko; ilu zwierzętam tam uratowano życie????Krytyka i krytyka,
          zamiast
          >
          > powiedzieć dziękuje. No cóż- niszcie sobie dalej, ajk nie umiecie
          współpracować

          Czy fakt,że wielu zwierzętom uratowano tam życie oznacza,że mam usprawiedliwiać
          zaniedbanie w przypadku Sułtana?

          Widzę, że jakoś nikt z Was nie czuje się na siłach odpowiedzieć mi na pytanie,
          JAKIE POWINNO BYĆ POSTĘPOWANIE Z PSEM W TAKIM WYPADKU.

          A skoro już szukamy winnych - bo - NIESTETY - skoro sprawa jest weterynaryjna,
          odpowiedzialny jest lekarz weterynarii, ale - piszecie,że tak dobrze znacie
          Panią Doktor...może zapytajcie Ją więc, GDZIE należy szukać PRAWDZIWYCH
          przyczyn takiej,a nie innej sytuacji? Zapytajcie, jak bardzo zastraszeni sa
          ludzie w schronisku i jaką mają "swobodę" działania? Zapytajcie, kogo należy za
          to winić?
          • Gość: gość Re: Wobec tylu adwokatów schroniska... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.06.07, 14:21
            Nikt z wykształceniem weterynaryjnym nie udzieli Ci takiej odpowiedzi. Żeby to
            zrobić trzeba widzieć pacjenta , zdjęcia rtg.Wyrzucasz z siebie tyle jadu ,że
            zapewne Pani doktor nawet nie ma już siły czytać tych postów.Schronisko nie jest
            idealne ale są tam ludzie starający się poprawić los zwierząt. Przestańcie
            naskakiwać na weterynarzy bo jak nie będzie weterynarza to ZOOTECHNIK nie
            pomoże.Pozdrawiam wszystkich i mam nadzieje że sułtan ma nowy dom ,który
            sprawdzi choćby TOZ
            • mysiam1 Re: Wobec tylu adwokatów schroniska... 18.06.07, 15:57
              Gość portalu: gość napisał(a):

              > Nikt z wykształceniem weterynaryjnym nie udzieli Ci takiej odpowiedzi. Żeby to
              > zrobić trzeba widzieć pacjenta , zdjęcia rtg.Wyrzucasz z siebie tyle jadu ,że
              > zapewne Pani doktor nawet nie ma już siły czytać tych postów.Schronisko nie
              jes
              > t
              > idealne ale są tam ludzie starający się poprawić los zwierząt. Przestańcie
              > naskakiwać na weterynarzy bo jak nie będzie weterynarza to ZOOTECHNIK nie
              > pomoże.Pozdrawiam wszystkich i mam nadzieje że sułtan ma nowy dom ,który
              > sprawdzi choćby TOZ

              Szkoda tylko, że ludzie starający się poprawić los zwierząt wiedząc, że nie
              mogą z czymś dać sobie rady, odrzucają bezinteresowną pomoc, bo w całej tej
              sprawie schronisko miało po prostu wydać zgodę na to, byśmy mogli udzielić psu
              pomocy. Nie sądzisz, że to trochę paradoksalne, że musimy z nimi walczyć o to,
              by pozwolili nam pomóc? Nie musieli za to ani płacić, ani sami nic robić - w
              sprawę przetransportowania Sułtana, leczenia i dalszej opieki było
              zaangażowanych sporo osób - i tu w Poznaniu, i w Warszawie. Dla mnie jest to
              niepojęte, że trzeba się szarpać z ludźmi, z którymi powinno się współpracować
              i że chęć pomocy i zaangażowanie jest odbierane jak coś nagannego, podejrzanego.

              Nie, Sułtan wciąż szuka domu, bo całkiem niedawno wyszedł z kliniki - był cały
              czas tak osłabiony, że codziennie musiał być podłączany do kroplówek.
              • mysiam1 Z wielką radością informuję, że.... 18.07.07, 17:57
                Sułtan jest już w nowym domu :-))))).
        • Gość: NK Re: Wobec tylu adwokatów schroniska... IP: *.lanet.net.pl 14.06.07, 22:15
          zgadzam się z Mają. Czy wy naprawdę żywicie się tylko krytyką. Znjdźcie sobie
          inną używkę.
          • Gość: milka Re: Wobec tylu adwokatów schroniska... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.06.07, 22:48
            Nie byłam zaangażowana bezpośrednio. Ocena "czytacza" - pies był połamany,
            wymagał odpowiedniego postępowania medycznego - unieruchomienie, operacja....Z
            punktu widzenia lekarza - przy takich zmianach pourazowych = operacja. Nie mam
            warunków, nie umiem wykonać = szukam pomocy ( wiem, w tym wypadku wiąże się to
            z kosztami, nie ma NFZ :-P). Ktoś deklaruje, że zabiera psa i mu
            pomoże....Rany, ja mu dziękuję i jeszcze pomagam, żeby się udało ( jak tylko
            mogę)= punkt widzenia lekarza ( "ludzkiego")
            • zulu01 Re: Wobec tylu adwokatów schroniska... 15.06.07, 10:51
              Milka zgadzam się z Twoją wypowiedzią całkowicie... W całym zajściu zabrakło
              odrobiny dobrej woli ze strony Pana Lachowicza i czystej ludzkiej empatii. Na
              temat etyki lekarskiej, którą winna była kierować sie Pani Doktor wypowiadać
              sie nie będę, bo dla mnie oczywistym jest, że jej zabrakło. Jedynym
              usprawiedliwieniem dla Jej postępowania mógł być strach przed dyktatorskimi
              rządami Pana L. jednak nie mnie oceniać Ją jako lekarza i człowieka...

              Jak słusznie pisze Pani Bosakowska, sprawa Sułtana przelala kroplę goryczy w
              długotrwałym konflikcie pomiędzy Fundacją a schroniskiem. Frustrującym jest
              fakt, że Pan L. ma gotowe odpowiedzi na wszystkie zarzuty (których jest
              multum), pozuje do fotografii z przyklejonym teatralnym uśmiechem ściskając
              spragnione ludzkiej dłoni zwierzęta, które podobno tak kocha. Na codzień jednak
              przechodzi obojętnie obok cierpienia i z uporem maniaka nie pozwala Fundacji im
              pomóc. Pytam dlaczego?
              Tylko swoim archiwum naliczyłam 63 psy, w ktorych adopcji osobiście
              uczestniczyłam, a przeceż osób zaangażowanych w Fundacji jest więcej i każda
              takie archiwum posiada. Pan L. nie pamięta o szczeniakach na pograniczu śmierci
              zabieranych przez nas zimą z zimnych kwarantannowych bud (podczas gdy szpital
              był pusty)leczonych, karmionych pipetami, chowanych w naszych prywatnych
              domach, i wydawanych potem w dobre ręce. Zapomina o psach kalekich, które za
              pośrednictwem Fundacji znalazly wspaniałe i kochajace domy. Nie wie o psach
              chorych, które zanim zostały przez nas oddane do adopcji spędzały długi czas w
              domach wolontariuszy dochodząc do siebie. Nie obchodzą go rachunki u
              weterynarzy, nie dostrzega poświęcenia i zaangażowania wielu osób, które
              kosztem swoich rodzin, prywatnego czasu i wielu wyrzeczeń walczą o poprawę
              psiego losu. Zapomina też o wielu godzinach spędzonych w schronisku po to by
              poznać te psy, by móc o nich cokolwiek powiedzieć, by dobrać psa do człowieka i
              odwrotnie. Czy wie, że los każdego z psów wyadoptowanych przez Fundację jest
              nam znany? Czy wie, że te psy maja imiona? Czy wie, że domy są sprawdzane?
              NIE!!!On sam odbębnia swoje 8 godzin przeważnie czytając gazety, zamyka za sobą
              drzwi biura i znieczulony na rozgrywającą się za kratami tragedię opuszcza
              schronisko. Nie wykazuje żadnej inwencji by poprawić warunki panujące w
              schronisku, by ulżyć trochę tym zwierzętom. Dba natomiast o swoje roślinki i
              kładzie trawniki z rolki na koszt podatników i pozuje do zdjęć wciskając
              ludziom ciemnotę. Bo przecież psy tam mają raj...
              Przejdźcie się do schroniska, spójrzcie na skisłą breję w psich miskach,
              popatrzcie w umęczone psie oczy tych zdrowszych... Psów połamanych, z ranami,
              na wpół żywych nie zobaczycie, bo sa pochowane w dusznym, obskórnym szpitaliku
              i na kwarantannie... Pytam dlaczego Pan L. nie pozwala im pomóc? Dlaczego
              Fundacja musi toczyć walki o każde psie życie? I jeszcze bezczelnie na forum
              Gazety rozgranicza pomiędzy cierpiącym psem rasowym a cierpiacym kundelkiem...
              Jakie to ma znaczenie? Dla nas żadne. Pies to pies, każde psie życie jest nam
              drogie i o każde walczymy tak samo. Są na to dowody.
              • mysiam1 Re: Wobec tylu adwokatów schroniska... 15.06.07, 13:36
                Chciałabym przypomnieć, że jedynymi osobami, które mają prawo wypowiadać się w
                imieniu fundacji jest zulu1 i ja. Więc nie musicie, drodzy Państwo -
                rozumiem,że reprezentujący pracowników schroniska (a może jedna osobo pisząca
                jako różni użytkownicy?) - organizować akcji w obronie Pani Doktor.

                Natomiast kto, jak nie WY:
                - miał w głębokim poważaniu polecenia Pani Magdy
                - donosił kierownikowi, gdy Pani Doktor przyjeżdżała do chorych zwierząt w dni
                wolne, bo baliście się,że zobaczy nie to, co powinna?
                - mówił nam prosto w oczy,że weterynarz w schronisku nie ma do powiedzenia NIC,
                także w sprawach weterynaryjnych, bo RZĄDZI KIEROWNIK?
                - z lekceważeniem mówił za plecami Pani Magdy o niej per "młoda"?
                - podawał się za lekarza schroniskowego, choć nim nie jest (pozdrowienia dla
                Pana J.!)?
                - miał gumowe uszy i każdą rozmowę Pani Magdy - choćby z którąś z nas -
                posłuchiwał i zawiadamiał o niej kierownika? (tu szczególne pozdrowienia dla
                Pani E., ale nie tylko)

                Więc uprzejmie proszę, nie chrzańcie tu, szanowni Państwo, o tym, jak bardzo
                kochacie Panią Doktor, bo to,że stała się kłębkiem nerwów, zawdzięcza w dużej
                mierze Wam samym i dobrze wie, że utopilibyście ją i każdą inną osobę, której
                chce się chcieć, w łyżce wody.

                A artykuł w gazecie dotyczył całokształtu tego, co się w schronisku dzieje oraz
                tego, jak schronisko traktuje ludzi chcących pomóc. I o ile macie " odwagę"
                psioczyć po kątach i obrabiać tyłki pewnym osobom, to żaden z Was nie odważy
                się powiedzieć o tym głośno.
                Brawo.
                • Gość: Saszka8 Re: Wobec tylu adwokatów schroniska... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.06.07, 22:22
                  www.schronisko.com/forum/viewtopic.php?id=610
                  Maja, Asia i cała reszta broniąca kobiety, będącej weterynarzem w schronisku to
                  zapewne ta sma osba, cóż za żałosne chwyty...
                  • zulu01 Re: Wobec tylu adwokatów schroniska... 15.06.07, 22:28
                    Jakoś dziwnie umilkła... Czyżby z braku argumentów?
                  • Gość: Asia Re: Wobec tylu adwokatów schroniska... IP: *.lanet.net.pl 15.06.07, 22:47
                    No niestety nie trafione, po prostu ZONK!...Brak słów...
    • mysiam1 Re: Jak pies z kotem 19.06.07, 08:37
      A tak BTW i nawiązując do wypowiedzi Pana Kierownika, że nie interesujemy się
      innymi chorymi psami, to zaraz po sprawie Sułtana dostałam bezwzględny szlaban
      na wstęp do schroniskowego szpitala. Zapewne ktoś zaraz napisze, że podyktowany
      dobrem zwierząt. I kierownik, i lekarz, i technicy wet. wiedzieli "od zawsze",
      że w razie, gdyby była potrzebna pomoc w leczeniu jakiegokolwiek zwierzaka
      schroniskowego, będziemy się starali zrobić, co w naszej mocy. NIGDY nie
      zostaliśmy o to poproszeni, mimo, że taka pomoc na pewno wiele razy by się
      przydała.
      • asiakas1 Re: Jak pies z kotem 19.06.07, 09:26
        dzieczyny z Fundacji i nie tylko robią kawał dobrej roboty dla dobra zwierzaków
        ze schroniska, które niejednokrotnie są bez szans.
        DLACZEGO IM TO UTRUDNIAĆ???
        jestem wolontariuszką w schronisku w Obornikach i widzę jak wiele dobrego mogą
        zdziałac osoby, które z chęcią przychodza (również dzieci), opiekują się
        psami,poznają je, ucza i bawią sie z nimi, dzięki temu wiemy jakie są te
        psinki,a psiaki dzięki temu są szczęśliwe.
        a na Bukowskiej kompletna klapa...
        zachowania pani wet i kierownika nie skomentuje...
    • Gość: Fundacja Re: Jak pies z kotem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.06.07, 18:57
      Tym razem chcę Wam zaprezentować coś innego. Impresje schroniskowe. Zdjęcia
      pochodzą między innymi z wystawy prezentowanej przez Fundację Canis et Felis w
      listopadzie zeszłego roku w CH King Cross Marcelin.
      Na razie umieszczam je w dziale "psy duże", a sukcesywnie będę je dodawać
      także gdzie indziej, mimo, że tematycznie nie zawsze będą związane z nazwą
      działu.
      schronisko.com/index.php
      Bądź człowiekiem. Pomóż.

      Fundacja Canis et Felis
      • mysiam1 Z wielką radością informuję, że.... 18.07.07, 17:58
        ....Sułtan jest już w nowym domu :-)))))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka