ponury-piesniarz
14.06.07, 23:16
Ostatnio mam okazję często podróżować autobasami MPK i przeżyłem na tę
okoliczność mały kulturowy szok. Otóż niektórzy z kierowców linii 51
postanowili wprowadzić kilka nieoczekiwanych zmian w toponimii Miasta.
Okazuje się, że ulica Grochowe Łąki to teraz Garbary, Małe Garbary to
Libelta, Solna to Zamek, a Zamek (i tu największe zdziwienie) to tak naprawdę
Dworzec Główny PKP! Aż miał człowiek chętkę wysiąć dwa przystanki za
wcześnie, tak bardzo kusił czule zapowiadający elektroniczny głosik. Byłoby
to może i zabawne, gdyby nie fakt, że osoba spoza Poznania może nie
orientować się co gdzie w Stołecznym Mieście jest i ładnie się pogubić
kierując błędnymi nazwami przystanków wyświetlanymi w autobusach. Innym
zgubnym zwyczajem niektórych kierowców 51 jest zbyt wczesne zmianianie nazw
na tablicach- kiedy głosik już zapowiedział Garbary kierowca od razu zmienia
napis na "Winogrady n/ż", chociaż jeszcze do przystanku Garbary nie dojechał.
To jednak nie koniec osobliwości 51- w jednym z autobusów możemy odczytać na
wyświetlaczu kasownika, że mamy obecnie rok 2047..... Ostatnie upały odkryły
nowe nieoczekiwane niedostatki w wykształeceniu kierowców- nie umieją oni
włączyć klimazytora, choć skądinąd wiem, że Solarisy mają całkiem porządną
klimatyzację. A nie sądzę, żeby bawiło ich kiszenie się w swojej kabinie...
Linia 51 ma jednkże jedną pozytywną cechę- autobusy jeżdżą punktualnie... z
jednym jednakowoż wyjątkiem. Spóźnią się zawsze kiedy człowiek spieszy się
akurat na pociąg. Całe szczęście pociągi spóźniają się jeszcze bardziej...