kiks4
22.07.07, 22:53
Tragiczny wypadek polskiego autobusu we Francji zwrócił uwagę na to, że wielu
kierowców jeżdżących codziennie po płaskim terenie nie ma odruchu prawidłowego
hamowania.
Jeżeli hamujemy na płaskim terenie to droga hamowania wynosi najwyżej
kilkadziesiąt metrów, tarcze hamulcowe lub bębny nieco się rozgrzeją na skutek
zamiany energii kinetycznej na cieplną wskutek tarcia ale po chwili ostygną
podczas jazdy i nic się złego nie dzieje.
Ale hamowanie w ten sposób przy kilkukilometrowym zjeździe w górach spowoduje
nadmierne rozgrzane hamulców i zagotowanie się płynu hamulcowego w przewodach.
Pęcherzyki pary uniemożliwiają wywarcie stosownej siły na szczęki lub klocki
hamulcowe- hamulce przestają skutecznie działać.
Są wakacje, wielu z nas wyjeżdża- także w góry.
Więc pamiętajmy- przy długich zjazdach, nawet z niewielką prędkością hamujemy
silnikiem.
Rozpoczynając zjazd redukujemy bieg- zależnie od spadku terenu do III lub II
biegu i puszczamy sprzęgło nie dodając gazu. Im bardziej stromy zjazd- tym
niższy bieg włączamy! Można czasem włączyć jedynkę.
W razie potrzeby na krótkim odcinku pomagamy sobie hamulcem nożnym (np. na
ciasnym zakręcie) ale sprzęgła nie dotykamy.
Prawdopodobnie nieszczęsny kierowca autobusu hamował hamulcem- tak jak się
jeździ pod Szczecinem, Poznaniem czy Warszawą!
Przepraszam za nudzenie- ale jeśli choć jedna osoba skorzysta z tej rady- będę
szczęśliwy!