Gość: wyngiel
IP: *.icpnet.pl
06.07.03, 14:56
kiedyś pracowaliśmy we czterech.trzech jeździło po warszawie a jeden
pracował
w małym warsztaciku i tam wykonywał różne drobne naprawy w samochodach
firmowych.kiedyś przyjechaliśmy we trzech. w garażu zaparkowany był
samochód
przodem.my we dwóch staliśmy na zewnątrz przy tylnym zderzaku.w
samochodzie
otwarta maska.podchodzi trzeci i pyta głośno " gdzie ten łysy chuj".na to
nas
wcięło a po chwili nad maską ukazuje się głowa naszego czwartego kolegi i
mówi " tu jestem".po prostu szok nie wiedzieliśmy co mamy ze sobą
zrobić.pozdrawiam.