Dodaj do ulubionych

Lech Kaczyński jest niewiarygodny

16.10.05, 02:01
Lech Kaczyński jest niewiarygodny

Jesteśmy w ostatniej fazie kampanii wyborczej i niektórzy kandydaci
prześcigają się w różnego rodzaju obietnicach, albo zaskakują opinię
publiczną nagłymi zwrotami w stosunku do swoich dotychczasowych poglądów czy
wypowiedzi. Tymczasem nie ulega wątpliwości, że kandydat na prezydenta
powinien być człowiekiem prawdomównym i wiarygodnym, a także takim, którego
czyny idą za słowami. Nawet kampania wyborcza nie usprawiedliwia, aby w
sposób rażący odbiegać o tych zasad, schodzić ze ścieżki prawdy i postępować
nieetycznie, zwłaszcza jeśli o etyce ma się bardzo wiele do powiedzenia.
W tym kontekście niektóre ostatnie zachowania i wypowiedzi kandydującego na
prezydenta, Lecha Kaczyńskiego oraz jego partyjnych kolegów budzą poważne
wątpliwości zarówno co do wiarygodności tego kandydata, jak i rzeczywistych
intencji, jakimi się kieruje.

Warszawa za 20 lat, a co teraz?

Po pierwsze, to sprawa broszury. Niby drobiazg - 60 - 70 tys zł. Nasuwa się
pytanie, dlaczego sztab pana Lecha Kaczyńskiego, który wydaje dziesiątki
milionów złotych na kampanię wyborczą, połasił się na taką małą sumę. Już
dzisiaj wiadomo, po wyjaśnieniach "Gazety Wyborczej", do której broszura
została dołączona, że był to element kampanii. W iście gierkowskim stylu
opracowano materiał o tym, jak będzie wyglądała Warszawa za 20 lat, chociaż
Lech Kaczyński w sposób ewidentny nie może dać sobie rady z Warszawą teraz.
Nie są wykonywane inwestycje, developerzy skarżą się, że kiedyś można było
uzyskać pozwolenie na budowę w trzy miesiące, a dziś trzeba czekać rok albo
dłużej, panoszy się biurokracja - i w takiej sytuacji prezentuje się
wspaniały polukrowany obrazek, za pieniądze miasta st. W-wy. Jednocześnie
Lech Kaczyński stwierdza, że jest na urlopie, nie interesuje się tym, co się
dzieje w urzędzie i nie do niego powinno się kierować pretensje. Urlop nie
przeszkodził mu jednak w uroczystym otwarciu Szybkiej Kolei Miejskiej, która
notabene przejechała się tylko raz. Już ten drobny przykład podważa więc
wiarygodność Lecha Kaczyńskiego.

Bezprawny zakaz Parady Równości

Po drugie, słyszymy o IV Rzeczpospolitej. Jarosław Kaczyński pozwolił sobie
nawet na stwierdzenie, że gwarantem IV RP jest Lech Kaczyński na stanowisku
prezydenta, a fundamentem konstytucja przygotowana przez PiS. Zatem trzeba by
założyć, że jeśli poważnie traktuje się dokument, który się samemu
opracowało, to postępuje się zgodnie z tym, co jest w tym dokumencie
napisane. Tymczasem już mamy parę przykładów pokazujących, że jest zupełnie
inaczej, że ten dokument został opracowany dla celów czysto propagandowych.
Pierwszy z brzegu to słynna Parada Równości. Lech Kaczyński jako prezydent
Warszawy zakazał jej zorganizowania nadużywając prawa i kierując się własnymi
przekonaniami. W obecnie obowiązującej konstytucji zapis jest prosty: Art.
57. Mówi: "Każdemu zapewnia się wolność organizowania pokojowych zgromadzeń i
uczestniczenia w nich. Ograniczenie tej wolności może określać ustawa". Zatem
obecna konstytucja dopuszcza ograniczenie. Wydawałoby się, że w projekcie
konstytucji PiS restrykcje pójdą dalej, ale nie, nic podobnego. W art. 29
projektu konstytucji PiS czytamy: "Odbycie zgromadzenia nie wymaga
zezwolenia /.../ a prewencyjny zakaz odbycia zgromadzenia może orzec jedynie
sąd w wypadkach przewidzianych w ustawie". Zatem Parada Równości po prostu
powinna się odbyć, a Lech Kaczyński postąpił niezgodnie z własnym projektem
konstytucji. Zachodzi więc pytanie, po co było pisać taki dokument? Po co
było informować obywateli o powoływaniu IV Rzeczpospolitej?

Studia płatne czy bezpłatne

Wczoraj byłem niezwykle zaskoczony widząc jak Lech Kaczyński informuje
młodych ludzi, że jest przeciwny płatnym studiom. Jak ktoś wygłasza takie
deklaracje, to można domniemywać, iż chce odsunąć od siebie podejrzenia, że
jest inaczej, czyli że faktycznie nie jest przeciwny płatnym studiom.
Ja ogłosiłem już dawno temu: żadnych płatnych studiów. W Programie Edukacja
XXI wieku - bardzo rozbudowanym - jest to wyraźnie napisane. Lech Kaczyński
do tej pory edukacją w ogóle się nie zajmował. A tu nagle okazuje się, że
jest zainteresowany bezpłatnymi studiami.
Wyjaśnienie tego nagłego zainteresowania znowu odnajdujemy w PiS-owskim
projekcie konstytucji. Według obecnej ustawy zasadniczej (art. 70.), "Nauka w
szkołach publicznych jest bezpłatna".. Jasno i zrozumiale. Natomiast w
projekcie konstytucji PiS, (art. 31) czytamy: "Szkolnictwo publiczne
podstawowe i średnie jest powszechnie dostępne i bezpłatne".
Mamy więc tutaj do czynienia z wyjątkową manipulacją. Ta konstytucja (PiS)
przygotowywała płatne studia, nie ulega to najmniejszej wątpliwości. Dzisiaj
Lech Kaczyński udaje, że nie tylko nie pisał tego projektu, ale nawet go nie
zna oraz oświadcza opinii publicznej i młodym ludziom, że jest za bezpłatnymi
studiami. Czy to jest kandydat wiarygodny? Myślę, że odpowiedź nasuwa się
sama.

Nierealny program gospodarczy

Dowiedzieliśmy się ostatnio, że eksperci PO obliczyli, iż program gospodarczy
PiS będzie kosztował 23 mld zł. Przypomnę, że jeszcze przed wyborami
parlamentarnymi poinformowałem o tym opinię publiczną podczas debaty
telewizyjnej, a potem mówiłem o tym na konferencji prasowej. Wtedy jednak nie
wzbudziło to zainteresowania, a teraz budzi. Cóż, muszę się z tym pogodzić.
Pan prawie- premier, Kazimierz Marcinkiewicz, najpierw w ogóle nie zajmował
się kosztami programu PiS, a potem oświadczył, że wyniosą 12 - 14 mld zł, ale
nadal nie wiadomo, skąd te pieniądze będą wzięte. Jest to wyjątkowa
manipulacja i oszustwo przedwyborcze zawarte w programie PiS. Teraz będziemy
obserwowali wycofywanie się rakiem z tych wszystkich obietnic, które zostały
złożone.

Duch Edwarda Gierka

Jedna jest zwłaszcza interesująca - wybudowanie 8 mln mieszkań w ciągu 8 lat.
Gdy to słyszę, duch Edwarda Gierka staje mi przed oczami. Jeżeli dla PiS
sprawa jest tak oczywista i prosta, to wobec tego zapytajmy, czy Lech
Kaczyński będąc prezydentem Warszawy zrobił coś w tym kierunku, czy pokazał
jak przyspieszyć budownictwo mieszkaniowe.
Zajrzałem do statystyk - w tej kampanii mało kto to robi. W roku 1995
wybudowano w Warszawie poniżej 4 tys. mieszkań - dokładnie 3887. Szczyt
został osiągnięty w roku 2000 - 2001- wybudowano 16278 mieszkań. Od tego
momentu mamy dramatyczny spadek.
Jeśli PiS rzeczywiście ma receptę na budowę mieszkań, to nikt inny nie był
lepiej wyposażony w narzędzia, żeby to uczynić, jak prezydent miasta st. W-wy
Lech Kaczyński. Ale niczego nie zrobiono w tej materii. Nie uczyniono też
postępu jeśli chodzi o plany zagospodarowania przestrzennego. Pytam po raz
trzeci: czy to jest kandydat wiarygodny.

Niebezpieczeństwo klerykalizacji

Sprawa czwarta, która wypłynęła stosunkowo niedawno i która budzi mój
największy niepokój, to jest niebezpieczeństwo klerykalizacji polskiego życia
publicznego. To, że Lech Kaczyński odwołuje się do proboszczów, szuka pomocy
u ojca Rydzyka, ni stąd ni zowąd, ni z gruszki, ni z pietruszki ogłasza, że
do końca życia będzie katolikiem, może oznaczać tylko jedno - otóż uważa on,
że takie postępowanie daje mu jakąś przewagę nad innymi kandydatami w
kampanii wyborczej. Przecież nikt o sobie nie mówi niczego, co miałoby mu
utrudnić kampanię. Stosując tego rodzaju metody Lech Kaczyński zapowiada więc
uwikłanie urzędu prezydenckiego w kwestie wyznaniowe, czyli w efekcie
naruszenie zasad wolności sumienia i wyznania
Znowu sięgnijmy do konstytucji. Artykuł 53. dotyczący wolności sumienia i
wyznania jest rozbudowany i dość szczegółowy. Najważniejsze z zapisów są
następujące: "Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do
nieuczestniczenia w praktykach religijnych. Nikt nie może być obowiązany
przez organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań
religijnych lub
Obserwuj wątek
    • cimokio Re: Lech Kaczyński jest niewiarygodny 16.10.05, 02:02
      Niebezpieczeństwo klerykalizacji

      Sprawa czwarta, która wypłynęła stosunkowo niedawno i która budzi mój
      największy niepokój, to jest niebezpieczeństwo klerykalizacji polskiego życia
      publicznego. To, że Lech Kaczyński odwołuje się do proboszczów, szuka pomocy u
      ojca Rydzyka, ni stąd ni zowąd, ni z gruszki, ni z pietruszki ogłasza, że do
      końca życia będzie katolikiem, może oznaczać tylko jedno - otóż uważa on, że
      takie postępowanie daje mu jakąś przewagę nad innymi kandydatami w kampanii
      wyborczej. Przecież nikt o sobie nie mówi niczego, co miałoby mu utrudnić
      kampanię. Stosując tego rodzaju metody Lech Kaczyński zapowiada więc uwikłanie
      urzędu prezydenckiego w kwestie wyznaniowe, czyli w efekcie naruszenie zasad
      wolności sumienia i wyznania
      Znowu sięgnijmy do konstytucji. Artykuł 53. dotyczący wolności sumienia i
      wyznania jest rozbudowany i dość szczegółowy. Najważniejsze z zapisów są
      następujące: "Nikt nie może być zmuszany do uczestniczenia ani do
      nieuczestniczenia w praktykach religijnych. Nikt nie może być obowiązany przez
      organy władzy publicznej do ujawnienia swojego światopoglądu, przekonań
      religijnych lub wyznania". I wreszcie, jeśli naucza się religii w szkole,
      to "nie może być naruszona wolność sumienia i religii innych osób".
      Tych zapisów w konstytucji PiS nie ma. Jest tylko bardzo krótkie sformułowanie
      mówiące głównie a właściwie wyłącznie o prawach osób, które wyznają określoną
      religię i w związku z tym przysługują im określone prawa. A zatem to co mówię o
      niebezpieczeństwie klerykalizacji polskiego życia publicznego nie jest
      straszeniem. To jest oparte na faktach, metodach i źródłach, w których Lech
      Kaczyński szuka poparcia a jednocześnie na tym, co zmienia jego konstytucja w
      porównaniu z konstytucją obecną.
      Trzeba zadać sobie pytanie, dlaczego i po co mają być te zmiany? Kogo i
      dlaczego obecne przepisy krępują? Kiedy słyszę na jednej z konferencji Lecha
      Kaczyńskiego, że pod jego rządami żaden przyzwoity człowiek nie powinien się
      bać, może spać spokojnie, to zaczynam się czuć nieswojo. Bo do tej pory
      mówiono, że każdy kto jest niewinny może czuć się pewnie i spać spokojnie.
      Teraz zaś słyszymy, że trzeba być jeszcze przyzwoitym. Kto jednak będzie
      określał, kto jest przyzwoity, a kto nie? Rozumiem, że Komisja Prawdy i
      Sprawiedliwości, w której skład wejdą przedstawiciele Lecha Kaczyńskiego i ojca
      Rydzyka, który udzielił Lechowi Kaczyńskiemu poparcia.
      To jest realne zagrożenie. Okazało się teraz, że w tej kampanii wyborczej, w
      wyścigu do fotela prezydenckiego naprawdę o coś chodzi. O coś ważnego dla
      Polski i Polaków. Bez względu na to, czy prezydentem zostałby Lech Kaczyński
      czy Donald Tusk, obaj będą działali w cieniu tych wszystkich sił i koncepcji,
      które przedstawiłem. A gdzieś tam zza pleców będzie im wyglądał ojciec Rydzyk.
      Donald Tusk uwikłany w układy - bo jest przecież członkiem tego układu
      politycznego - nie będzie w stanie skutecznie przeciwstawić się tym
      zagrożeniom. Skutecznie może się im przeciwstawić jedynie kandydat spoza tego
      układu. I dlatego kandyduję, dlatego przedstawiam rodakom tę propozycję. I
      zapewniam: zza moich pleców ojciec Rydzyk, ani ktokolwiek inny kto chciałby
      pociągać za sznurki wyglądał nie będzie.

      (Fragmenty wypowiedzi Marka Borowskiego na konferencji prasowej 5 października
      2005 r.)

      www.borowski.pl

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka