Gość: Ed Próżniactwo św. Antoniego IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 16.05.05, 23:47 Cała policja w Poznaniu postawiona na nogi. Złodzieje ukradli samochód arcybiskupa, a razem z nim - cenny pastorał i paliusz Czteroletni granatowy passat zniknął spod plebani parafii pw. Najświętszego Zbawiciela przy ul. Fredry. Arcybiskup Stanisław Gądecki, metropolita poznański, przyjechał tam na zaproszenie proboszcza na kolację. Wcześniej uczestniczył w procesji. Kierowca - brat zakonny - zostawił auto na niewielkim podwórku obok kościoła i wszedł na plebanię. Ktoś nie zamknął bramy wjazdowej i kiedy ok. godz. 21 brat wrócił po samochód, już go nie było. Razem z samochodem zginęło kilka cennych dla arcybiskupa przedmiotów - m.in. pamiątkowy pastorał, który niegdyś należał do kardynała Augusta Hlonda, przedwojennego prymasa Polski, brewiarz i paliusz. - Paliusz ma dla arcybiskupa szczególną wartość. Dostał go od Papieża dwa lata temu, kiedy obejmował poznańską archidiecezję - mówi ks. Bogusz Lewandowski, rzecznik poznańskiej kurii. Sprawą odzyskania samochodu osobiście interesuje się komendant wojewódzki policji. - Rozmawialiśmy już ze wszystkimi znanymi złodziejami, ale żaden nie chce się przyznać do tej kradzieży. Sugerowaliśmy nawet, żeby chociaż te cenne dla biskupa przedmioty odnalazły się w jakimś przypadkowym miejscu. Ale na razie nie ma odzewu - mówi oficer z poznańskiej komendy miejskiej. - Jak nam święty Antoni nie pomoże, to leżymy. Według funkcjonariuszy samochód ukradziono prawdopodobnie po to, by go pociąć na części. - Być może zrobiła to jakaś grupa spoza Poznania. A wtedy to ani samochodu, ani pastorału nie zobaczymy - uważa oficer. [Jakub Stachowiak, gazeta.pl] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Pijarzy na start z darem Prezydenta IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 16.05.05, 23:50 Zakon pijarów otwiera od września publiczną szkołę podstawową i gimnazjum w Poznaniu. Prezydent miasta Ryszard Grobelny wręczył uroczyście przełożonemu polskich pijarów o. Józefowi Tarnawskiemu dokument założycielski placówki. "Pragniemy kontynuować dobre tradycje szkół pijarskich, zapewniając nie tylko wysoki poziom dydaktyczny oraz bezpieczne wychowanie dzieci i młodzieży, ale także o ich formację religijną w duchu chrześcijańskim" ? powiedział podczas uroczystości w poznańskim Urzędzie Miasta o. Tarnawski. Dodał, że istotną częścią programu będzie opieka duszpasterska nad uczniami, nauczycielami i rodzicami. Prezydent Grobelny wyraził nadzieję, iż prowadzona przez zakon placówka wzbogaci ofertę edukacyjną miasta. Z kolei przybyły na ceremonię wręczenia aktu abp Stanisław Gądecki zwrócił uwagę na zasługi pijarów w dziejach polskiej oświaty. "Dzieło Sejmu Wielkiego i Konstytucja 3 Maja są w dużej mierze dziełem szkół pijarskich" ? przypomniał metropolita poznański, nawiązując do reformatorów Pierwszej Rzeczpospolitej, którzy ukończyli założone przez pijarów w 1740 r. w Warszawie słynne Collegium Nobilium. Publiczna Szkoła Podstawowa i Publiczne Gimnazjum św. Józefa Kalasancjusza znajdować się będą w wydzielonej części budynku Zespołu Szkół Ogólnokształcących nr 6 na osiedlu Jana III Sobieskiego. W ramach szkoły podstawowej w roku szkolnym 2005/2006 otwarte zostaną klasy od pierwszej do piątej, a w ramach gimnazjum ? tylko klasa pierwsza. Nabór uczniów potrwa do 15 czerwca. Polska prowincja pijarów prowadzi obecnie szkoły w Krakowie, Warszawie, Elblągu i Łowiczu. [gazeta.pl] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Diecezja musi sprzedać wszystkie kościoły IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 16.05.05, 23:52 Rzymskokatolicka Diecezja St. George w Nowej Fundlandii stoi na skraju bankructwa i zmuszona będzie do sprzedaży wszystkich nieruchomości. Powód? Ks. Kevin Bennett, jeden z duchownych diecezji, został w 1990 roku oskarżony o molestowanie seksualne nieletnich chłopców. 39 ofiar domaga się od diecezji odszkodowania, które po przeliczeniu wynosi łącznie 40 mln euro. Po sprzedaży nieruchomości diecezja ma nadzieję na uzyskanie około 8,2 mln euro. Musimy sprzedać wszystko: kościoły, kaplice, plebanie - powiedział bp Douglas Crosby, ordynariusz diecezji. Bennett wabił chłopców do swojego mieszkania, przekupywał ich, częstował alkoholem i groził w wypadku, gdyby chłopcy chcieli ujawnić pedofilskie skłonności swojego proboszcza. Duchowny został skazany na 20 lat więzienia, a odsiedział jedynie cztery. Do kanadyjskiej diecezji należy ok. 32 tys. wiernych, którzy nie zgadzają się na sprzedaż swoich świątyń, mimo że diecezja nie ma innego wyboru. Aby uporządkować finanse kościelne diecezja zatrudniła nawet Ernst & Young, renomowaną firmę, zajmującą się zarządzaniem finansami. Biskup poprosił wiernych o ofiarność, aby można było odpkupić później choć część własności kościelnej. [Dariusz Bruncz, ekumenizm.pl] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Hmm... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:01 Jezus mógł być homoseksualistą - do takich wniosków doszedł pierwszy otwarcie homoseksualny zwierzchnik Diecezji New Hampshire Kościoła Episkopalnego w USA biskup Gene Robinson. Zdaniem biskupa Jezus nie był żonaty, żył w nietradycyjnej wspólnocie mężczyzn, nie zachowywał wartości rodzinnych i znajdował się w szczególnej relacji z jednym ze swoich uczniów. Wszystko to może, choć nie musi zdaniem biskupa, oznaczać, że Jezus sam był homoseksualistą. www.ekumenizm.pl/content/article/20050404174327327.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Rozczarowanie Ratzingerem IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:10 Kiedy przybyłem do Brazylii w 1992 r. teologia wyzwolenia była jeszcze silna, ale i tak już o wiele słabsza, aniżeli jeszcze w latach 80-tych. Moi koledzy, polscy księża, mówili, że "miałem szczęście", ponieważ przyleciałem do Ameryki Płd. w czasach, w których "kościelna lewica" nie miała już takich wpływów w brazylijskim Kościele. Abstrahując od innych czynników, znaczną rolę w osłabieniu teologii wyzwolenia i w neutralizowaniu lewicowych teologów odegrał aktualny papież, wówczas strażnik prawowierności, kardynał Joseph Ratzinger. Teraz, kiedy kardynał został papieżem Benedyktem XVI, można przeczytać w brazylijskiej prasie liczne artykuły, które ukazują możliwą postawę nowego papieża wobec Kościoła w Brazylii, który jest największym Kościołem lokalnym na całym świecie. Jeden na dziesięciu katolików żyje właśnie w Brazylii. www.ekumenizm.pl/content/article/20050504221458347.htm Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Benedykt XVI oskarżony o chronienie pedofili? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:12 Benedykt XVI został wczoraj wieczorem oskarżony o to, że jeszcze jako kard. Joseph Ratzinger wydał poufny list do biskupów, w którym miał nakazać im zachowywanie szczególnej poufności w sprawach o pedofilię, toczonych przeciwko księżom. To zaś oznaczać mogło, zdaniem wielu prawników, że namawiał on biskupów do utrudniania śledztwa i przeszkadzał w dochodzeniu sprawiedliwości. Polecenie miało zostać wydane, zdaniem brytyjskiego "Observera", w liście z 2001 roku, który wysłany został do wszystkich biskupów w maju 2001 roku. Kard. Ratzinger w liście tym zapewniał, że Kościół ma prawo prowadzić swoje dochodzenia w takich sprawach w sekrecie, i nie ujawniać ich wniosków władzom państwowym. Zdaniem prawników, którzy zajmują się pomocą poszkodowanym przez duchownych pedofilii dokument ten był przeszkodą dla władz prowadzących dochodzenia w sprawach o pedofilie prowadzonych przez sądy. Oskarżyli oni kardynała Ratzingera o "zwyczajne przeszkadzanie sprawiedliwości". Watykan nie chciał komentować doniesień prasowych. - To nie był dokument publiczny, więc nie będziemy o nim rozmawiać - powiedziano w biurze prasowym Stolicy Apostolskiej. źródło: ekumenizm.pl Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Jak Benio XVI dostal klucze od Santa Mafia IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.01.06, 21:35 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=57&w=34099420 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Biskup oskarża postkomunistów IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:15 Dla PDS wolność religijna jest wolnością od religii – powiedział biskup Berlina i prezes Rady Ewangelickego Kościoła Niemiec (EKD) Wolfgang Huber. PDS (Partia Demokratycznego Socjalizmu) jest spadkobierczynią komunistycznej SED, która rządziła Niemiecką Republiką Demokratyczną. Biskup Huber skrytykował PDS, która współrządzi w Berlinie wraz z socjaldemokratami z SPD, za chęć wprowadzenia obowiązkowego przedmiotu "Kształtowanie życia - Etyka - Religioznawstwo" (LER). EKD i inne Kościoły, a także opozycyjni chadecy z CDU, oraz liberałowie z FDP opowiadają się za wolnym wyborem uczniów, aby ci mogli zdecydować, czy chcą uczestniczyć w lekcji religii czy w LER. Za Ekumeniczna Agencja Informacyjna Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Ekumenizm - ale na własny rachunek IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:20 Duński rząd chce zaostrzyć warunki, na których misjonarze z obcych krajów mogą na stałe przebywać na terenie królestwa. Misjonarze będą musieli m.in. udowodnić, że są w stanie utrzymać siebie i swoje rodziny, będą musieli też znać język duński i należeć do konkretnej wspólnoty religijnej. W praktyce, nowe przepisy będą dotyczyć przede wszystkim muzułmanów, gdyż bardzo wielu imamów nie mówi językiem kraju, w którym mieszka i nie wie nic o społeczeństwie duńskim. Bez spełnienia wyżej wymienionych warunków stały pobyt w Danii będzie niemożliwy, choć ludzie ci nadal będą mogli ubiegać się o przedłużone wizy turystyczne. Odpowiednie akty prawne przeprowadzi przez parlament rządząca Duńska Paria Ludowa przy pomocy Partii Socjaldemokratycznej, największej siły opozycyjnej. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Księdza poniosło w duchu ekumenizmu IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:24 Sąd warunkowo umorzył postępowanie wobec katechety ze Strzyżowa, któremu prokuratura zarzuciła naruszenie nietykalności cielesnej trzech gimnazjalistów Ksiądz Roman K., proboszcz strzyżowskiej parafii był oskarżony o to, że jednego z uczniów uderzył dziennikiem w głowę, innego uderzył ręką w tył głowy, a trzeciego gimnazjalistę wypchnął z klasy tak, że nastolatek uderzył kolanem o kaloryfer na korytarzu. Sąd umorzył postępowanie, ponieważ uznał, że żaden z tych czynów nie był społecznie szkodliwy. Odstąpił od ukarania duchownego z uwagi na to, że ksiądz Roman K. cieszy się nieposzlakowaną opinią i jest uważany za aktywnego społecznika, a to daje rękojmię, iż bez karania będzie przestrzegał porządku prawnego. Proces ks. Romana K. rozpoczął się w połowie minionego roku. Proboszcz ze Strzyżowa zasiadł na ławie oskarżonych obwiniony o to, że między grudniem 2002 a styczniem 2003 roku trzykrotnie naruszył nietykalność cielesną uczniów tamtejszego gimnazjum. Sprawa wyszła na jaw w styczniu 2003 roku. Stało się to po skardze, jaką na księdza złożono w zamojskiej Delegaturze Kuratorium Oświaty. 37-letniemu katechecie zarzucono, że 15 stycznia pobił 14-letniego Daniela D. Gimnazjalista na lekcji religii jadł chipsy. Ksiądz Roman K. zwrócił mu uwagę i wyprosił z klasy. Nastolatek na odchodne zapytał, czy ma jeszcze wrócić na zajęcia. Wtedy - jak zeznali uczniowie - katecheta złapał chłopca za ręce, podniósł wysoko i wypchnął z całej siły z klasy. Nastolatek uderzył się o kaloryfer na korytarzu. Z relacji uczniów wynika, że katecheta rzucił jeszcze uczniem o podłogę. Chłopiec kilka dni przebywał na obserwacji w szpitalu. Podejrzewano wstrząśnienie mózgu. Ksiądz Roman K. zaprzeczał takiej wersji zdarzeń. Zapewniał, że nie pobił ucznia, a jedynie chwycił za kołnierz i wyprowadził go z klasy. Dziewięć dni po tym incydencie, dyrektorka Gimnazjum Publicznego w Strzyżowie odsunęła katechetę od pracy w szkole. Ksiądz zapewniał, że oskarżenia ucznia są bezpodstawne, a decyzja kierownictwa szkoły jest dla niego krzywdząca i odwołał się do Kuratorium Oświaty w Lublinie. Podczas dochodzenia okazało się, że nie był to jedyny przypadek takiego zachowania ks. Romana K. Prokuratura Rejonowa w Hrubieszowie ustaliła, że proboszcz ze Strzyżowa jeszcze dwukrotnie naruszył nietykalność cielesną uczniów tamtejszego gimnazjum. W grudniu 2002 r. katecheta uderzył dziennikiem lekcyjnym w głowę Tomasza N., jednego z uczniów gimnazjum. Miesiąc później ksiądz złapał za sweter Pawła K. i uderzył gimnazjalistę pięścią w tył głowy. Ks. Roman K. nie przyznawał się także do tych zarzutów. Prokuratura złożyła do sądu akt oskarżenia i postawiła katechecie zarzuty trzykrotnego naruszenia nietykalności cielesnej uczniów. Po wyroku W miniony czwartek, 15 kwietnia, w sprawie przeciwko proboszczowi ze Strzyżowa zapadł wyrok. Sąd uznał, że zarzuty postawione księdzu przez prokuraturę mają pełne uzasadnienie. Sąd nie dał wiary tłumaczeniom obrońcy księdza, że katecheta stał się ofiarą spisku gimnazjalistów i części nauczycieli strzyżowskiego gimnazjum. Za okoliczność łagodzącą sąd uznał to, że katecheta w każdym z tych trzech przypadków próbował przywrócić porządek wśród gimnazjalistów. A że do uczniów nie docierały żadne tłumaczenia, więc ks. Romana K. poniosły nerwy. Sąd rozpatrywał osobno każdy z trzech czynów katechety. Postępowanie w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej Tomasza N. zostało umorzone. Z relacji świadków wynika, że gimnazjalista zachowywał się wulgarnie. Ksiądz Roman K. próbował go przywołać do porządku, ale zareagował zbyt impulsywnie. Sąd podkreślił, że nauczyciel nie jest upoważniony do karcenia uczniów. Mogą to robić jedynie rodzice uczniów lub ich opiekunowie prawni, ale i to w dozwolony sposób. Dwa styczniowe incydenty z udziałem katechety oceniono bardziej surowo. W tych dwóch przypadkach sprawę także umorzono, ale tym razem warunkowo - na dwa lata, tytułem próby. Sąd zobowiązał ks. Romana K. by zapłacił Pawłowi K. 500 zł odszkodowania, a Danielowi D. 1,5 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed xxx IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:26 Katecheta opisuje uczniom dobroć Boga: - Jeśli któryś ze zmysłów człowieka szwankuje, to dobry Bóg sprawia, że jakiś inny zmysł jest udoskonalony. Na przykład jeśli ktoś ma osłabiony wzrok, to jego słuch i dotyk są bardziej czułe. Czy któryś z was mógłby dać jakiś inny przykład? - Mój wujek ma jedną nogę krótszą - mówi mały Jasiu - Bóg mu to jednak wynagrodził, bo drugą nogę ma dłuższą. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Pogoda dla pedofili IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:31 Grzech publicznego zgorszenia Z ks. bp TADEUSZ PIERONKIEM rozmawia Jarosław Makowski JAROSŁAW MAKOWSKI: – Ksiądz, zakonnik czy osoba duchowna zostaje oskarżony o seksualne wykorzystywanie dzieci. Co Ksiądz biskup robi w takiej sytuacji? BP TADEUSZ PIERONEK: – Przede wszystkim trzeba szukać prawdy. Bo ludzka seksualność jest obecnie taką dziedziną życia, w której – z różnych przyczyn – pojawiają się wobec rozmaitych osób, w tym także księży, niesłuszne oskarżenia. Jeśli więc przyjmuje się zasadę domniemania niewinności w stosunku do każdego przestępstwa, to i w omawianym przypadku należy zachować szczególną ostrożność. O molestowanie seksualne bardzo łatwo człowieka oskarżyć, a potwornie trudno się go broni. Dlatego ustalenie faktów jest w takich przypadkach niezbędne. – Co Ksiądz Biskup rozumie przez ,,szukanie prawdy”? Jakie konkretne kroki należy w takiej sytuacji podjąć? – Należy szczegółowo zapoznać się z oskarżeniem, rozmawiać z podejrzanym – to dwa pierwsze kroki. Jeżeli dalej nie miałbym jasności, wysłuchałbym relacji świadków. Zasady postępowania w Kościele nie różnią się od tego, co robią sądy w analogicznych sprawach w demokratycznym państwie. – Czy jednak, w aurze podejrzeń, osoba duchowna – proboszcz, ksiądz katecheta czy biskup – winien dalej pełnić swoją funkcję? Czy raczej w imię dobra sprawy, swojego własnego i domniemanych poszkodowanych, nie powinien zawiesić swojej działalności? – A czy analogiczną strategię działania podejmuje się w stosunku do innych – nieduchownych – oskarżonych o molestowanie seksualne? Nie, nie robi się tego... Czy jeśli by oskarżono nauczyciela o molestowanie seksualne swoich wychowanków – automatycznie zostałby zawieszony w dalszym wykonywaniu pracy? – Ksiądz jest, by tak rzec, profesją specyficzną. Stąd nie bez powodu stawia się kapłanom większe wymagania, a już na pewno w dziedzinie moralnej, niż nauczycielom, lekarzom czy politykom. – Upieram się przy tym, aby nie stosować dwóch reguł postępowania i oceniania: jednej wobec Kościoła i księży, a innej wobec instytucji publicznych i ich pracowników. Oczywiście nie wykluczam, że ksiądz w atmosferze podejrzeń i pomówień winien zostać odsunięty od zadań duszpasterskich. Ale, proszę mi wierzyć, tu nie ma reguł. Dlatego tak ważna jest w takich momentach chrześcijańska cnota roztropności, która winna charakteryzować działania biskupa. To na nim spoczywa odpowiedzialność, to biskup musi powiedzieć: czy podejrzenia są uzasadnione, czy też nie. Bo należy sobie zdać sprawę, że oskarżenie kapłana o molestowanie seksualne dzieci jest zazwyczaj definitywnym wyłączeniem go z pracy duszpasterskiej. Dlatego trzeba badać szczegółowo nie tylko osobę podejrzaną, ale także tego, kto oskarża: co to za człowiek, jaką ma przeszłość, skąd przyszedł? Są tacy, z ust których oskarżenie brzmi wiarygodne, ale są i tacy, których oskarżenie wydaje się śmieszne. Dlatego, raz jeszcze to powiem, wstrzemięźliwość w podejmowaniu wyroków i spokój w śledztwie są w takich sytuacjach niezmiernie ważne. – Jednak na Zachodzie, np. w Anglii, znane są przypadki, gdzie biskup murem stanął po stronie podejrzanego o wykorzystywanie seksualne dzieci przez kapłana, a w trakcie dochodzenia zarzuty wobec oskarżonego potwierdziły jego winę. Osoby poszkodowane zażądały gigantycznych odszkodowań, które diecezja londyńska musi obecnie płacić. Czy ,,solidarność branżowa” w takich sytuacjach nie jest złym doradcą? – To prawda, że biskup podejmuje tu wielkie ryzyko. Ale ma do tego prawo. Gdyby w takich przypadkach istniały jasne reguły postępowania, nie popełnialibyśmy błędów. Ba, prokuratura, sądy, policja wolne byłyby od niesłusznych decyzji. Myślę, że zaufanie do człowieka jest ogromnie ważne. W ten bowiem sposób tworzy się autentyczne relacje międzyludzkie. A już na pewno praca duszpasterska opiera się na zaufaniu między ludźmi. – Czy molestowanie seksualne dzieci jest grzechem? – Oczywiście, że tak! Jest nie tylko grzechem, ale przestępstwem. Prawo kościelne mówi w takich przypadkach nawet o usunięciu ze stanu duchownego osoby, której udowodniono taki czyn. Zresztą zależy też, co przez molestowanie seksualne rozumiemy. Dzisiaj w Stanach Zjednoczonych jeżeli ksiądz pogłaszcze chłopca po głowie, natychmiast mówi się, że go molestuje seksualnie. Przecież to absurd, nie można dać się zapędzić w kozi róg. W tej dziedzinie mamy do czynienia ze skrajnościami, dlatego trzeba być ostrożnym. – Pytam o to, gdyż wydaje się, że wspólny plan działania w eliminowaniu analogicznych przypadków mogą podjąć policja, sądy i Kościół. – Zgadzam się, że współpraca tych instytucji winna być ścisła. Niezależnie od tego, czy są to wypadki masowe czy pojedyncze. Wspólny front zwalczający przestępstwa na tle seksualnym jest konieczny, gdyż są to czyny bardzo złe społecznie i wszelkim sposobami trzeba je eliminować. – Czy Ksiądz Biskup w swojej pracy duszpasterskiej miał do czynienia z przypadkami molestowania seksualnego dzieci? – Owszem, spotkałem się... – I jakie Ksiądz Biskup podjął działania? – Trzeba kierować się wyczuciem, nie ma innej drogi. A więc czasami można zaufać człowiekowi, a czasami należy podejmować decyzje stanowcze. Paleta działań jest tu szeroka, gdyż materia jest bardzo delikatna. Jeżeli mamy do czynienia z grzechem publicznego zgorszenia, gdzie sytuacja jest, by tak rzec, dająca pewność, że podejrzany jest winny – wówczas działa się stanowczo, ale dyskretnie. Jeżeli sprawa przedostała się do szerokiej opinii publicznej, musimy uzbroić się w cierpliwość i czekać na jej dokładne wyjaśnienie przez kompetentne władze kościelne i państwowe. – Czy Ksiądz Biskup pozwoliłby osobie, która była podejrzana o molestowanie seksualne dzieci, na powrót do pracy duszpasterskiej? – To zależy od tego, w jakim stanie psychicznym i fizycznym znajduje się człowiek. Bo może to była chwilowa słabość, a może stała i głęboka skłonność, która może powtórzyć się w przyszłości. Dlatego pomocy należy szukać u lekarzy: psychologów, psychiatrów czy seksuologów. Tu również trudno o jedną i stałą zasadę. Każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie. – Czy Kościół w Polsce dysponuje ośrodkami terapeutycznymi dla duchownych z zaburzeniami seksualnymi? – Nie znam takich ośrodków, są jednak kompetentni i godni wiary lekarze, z których usług można skorzystać w razie potrzeby. Rozmawiał Jarosław Makowski www.tygodnik.com.pl/numer/2710/makowski.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Msza dla zwierząt, czyli zwierzęca ekumenizacja :) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:47 Tym razem u Franciszkanów na Mokotowie. Odprawiona została Msza Św., na której pobłogosławiono zwierzęta. Parafianie z ulubieńcami mieli pozostać na dziedzińcu, ale jak pokazał DTV niektórzy wnieśli zwierzęta do kościoła. Święcenie zwierząt gospodarskich, jak i jadła wielkanocnego, plonów, mieszkań, fabryk i innych rzeczy mających służyć człowiekowi ma w Polsce długą tradycję. Zawsze byłem przekonany, że tzw. msza Św. jest dla ludzi. Czyli wszystko zgodnie z Biblią i tradycjami na niej opartymi :)) Jezus wypędził barany i woły z świątyni (J. 2.15). Akceptował obecność zwierząt w świątyni tylko jako ofiary (Łk 2,24). Pozwolił, by trzoda świń popędziła na urwisko i utonęła (Łk.8,32-33). Bóg troszczy się o zwierzęta, nie ze względu na nie, ale ze względu na nas (1Kor 9.9-10). Ciekawe, do czego ten katolicyzm zmierza zrównywać ludzi i zwierząt w relacji do Boga. Czyżby kolejny dowód na akceptację kościelną heretyckiego myślenia wywodzące się z akceptacji teorii ewolucji??? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed franciszkański ekolog o dbałości o przyrodę IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:53 "- Zwierzę może być podmiotem prawa tylko w pewnym sensie. Wolałbym mówić raczej o naszych moralnych prawach i obowiązkach w tej dziedzinie. Inne mamy wobec zwierząt, które z nami żyją i które lubimy: psów, kotów, kanarków. Inne wobec tych, które hodujemy na pokarm: świń i kur. A jeszcze innej - wobec dzikiej przyrody, która żyje tak, jak ją stworzył Pan Bóg. Św. Franciszek miał intuicję, że inne stworzenia to także dzieci naszego Ojca. Możemy razem wołać do Niego "Ojcze nasz", a więc jesteśmy dla siebie rodzeństwem, braćmi i siostrami. Ten "drugi" potrzebuje niekiedy naszej pomocy..." I dla tego w ramach pomocy dla zwierząt odprawia się dla nich msze... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI I PIENIĄDZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.05, 13:08 Wszak ponoć dżentelmeni o pieniadzach nie rozmawiają - bo je mają. A jednak warto przemyśleć ten temat podnoszony niejednokrotnie na łamach publikatorów 3RP. Choćby po to, by obudzić odpowiedzialność świeckich katolików - również finansową! - za ich wspólnotę, jaką jest parafia, diecezja, cały Kościół... A także po to, by wreszcie księża poczuli się nieustannie wzywani do tzw. rachunku sumienia: - czy żądanie ofiary (czytaj: opłaty!) za chrzest, ślub czy pogrzeb jest zawsze zgodne z duchem Ewangelii. "Kościół i pieniądze" - to temat rodzący wiele pytań a także i zniesmaczenia. Na przykład: - ile tak na prawdę świeccy katolicy dają na tacę? I czy wiemy, jakie jest przeznaczenie naszych pieniędzy? - na jakim poziomie żyją ludzie w kraju, a na jakim księżaksięża - czy wyobrażamy sobie życie bez dobrego samochodu? - jak wygląda coroczna kolęda? - czy w parafii rzeczywiscie istnieją obowiązkowe rady ekonomiczne - powołane przez proboszcza i mile widziane przez świeckich, gotowych do społecznej pracy? - czy w końcu parafia jest wspólnotą wiernych czy też lennem nie zawsze odpowiedzialnego księdza? Mysle, że zwłaszcza wśród katolików warto o tym wszystkim poważnie porozmawiać, pamiętając o V przykazaniu kościelnym (por. nowy Katechizm, wersja poprawiona przez Kongregację Nauki Wiary: "Wierni są zobowiązani dbać o potrzeby Kościoła") i o słowach Jana Pawła II skierowanych do polskiego duchowieństwa: "Stylem życia musicie być bliscy przeciętnej, owszem, raczej uboższej rodziny". Jak sie ma to do rzeczywistości? Znany mi jest wypadek, kiedy to mieszkańcy gminy musieli się składać na pogrzeb bezdomnego, ponieważ łaskawy ksiądz proboszcz nie chciał go pochować na jedynym cmentarzu parafialnym. Czyżby kościelna miłość bliźniego weryfikowana była wyłącznie mamoną? Nie chcę wspominać już o dalekim od oryginału dekalogu. Stawiam pytanie zasadnicze: czy katolicy są świadomi swej sytuacji, w jakiej się znajdują, czy też z uwagi na pewne przyrodzone ociężałości, zagubienie czy nawet brak umiejętności czytania Biblii ze zrozumieniem - wolą przybrać postawę posłusznie strzyżonej na każdą okazję owczarni? Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Czy księża powinni zajmować się biznesem? 19.05.05, 13:12 I o tego w sposób prawnie nie dostepny nikomu innemu w tym kraju? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: Czy księża powinni zajmować się biznesem? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.05, 13:19 Stąd niezbędna jest kontrola, która by pokusy marnotrawnego człowieka (jakim jest - niestety mimo popularyzowania pozorów - także kazdy ksiądz) odsuwała w cień konsekwencji prawnych ;-) Niestety, w 3RP robi sie wszystko, by bezkarność urzędników kościelnych zachować na jak najwyższym poziomie. Dla wyciszenia sprawy i uniknięcia odpowiedzialności księdza, kościół potrafi wyasygnować setki tysięcy dolarów 0 i to u nas w Polace. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Największe bezpodatkowe przedsiębiorstwo w Polsce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.05, 08:08 Największym "przedsiębiorstwem" kościelnym w Polsce jest prawdopodobnie Caritas Archidiecezji Katowickiej - twierdzi jej dyrektor ks. Krzysztof Bąk. Roczne "obroty" kierowanej przez niego organizacji to ponad 27 mln zł. Pieniądze pochodzą w większości ze środków publicznych, czyli od władz państwowych i samorządowych, które zlecają Caritas wypełnianie ustawowych obowiązków. [KAI] Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mas Re: Czy księża powinni zajmować się biznesem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.05, 16:17 carne nieroby do kamieniolomow plebanje dla bezdomnych Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: A tajemnicze parafie kwitną IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 21.05.05, 11:25 www.stogi.dzielnica.pl/aktualnosci.php?subaction=showfull&id=1098023692&archive=&start_from=&ucat=1&Ed Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Po katolicku w Szyszkowską IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 23.05.05, 14:36 Senator Maria Szyszkowska powiedziała w piątek, że jest wstrząśnięta zmasowanymi atakami, jakie w związku z jej kandydaturą do Pokojowej Nagrody Nobla skierowały w jej stronę środowiska kościelne i prawicowe. Ujawniła też, że znajduje się pod specjalną ochroną policyjną, gdyż od dłuższego czasu nieznane osoby grożą jej śmiercią. - To coś skandalicznego, nie mającego niczego wspólnego z ideą chrześcijaństwa. W każdym normalnym państwie obywatele byliby dumni, że ich rodak jest zgłoszony do Nobla - skomentowała protesty Szyszkowska. Jest zdziwiona, iż atakują ją środowiska powołujące się na katolicki rdzeń światopoglądowy. - Moja działalność nie była nigdy skierowana przeciwko jakiejkolwiek religii! Jestem zwolennikiem wolności światopoglądowej, w tym również religijnej - powiedziała Szyszkowska w Toruniu. Protest przeciwko kandydaturze Szyszkowskiej ogłosili w ubiegłym tygodniu przedstawiciele trzech organizacji: Stowarzyszenia KoLiber, Klubu Zachowawczo - Monarchistycznego i Młodzieży Wszechpolskiej. W internecie pojawił się też apel o bombardowanie ambasady Szwajcarii mailami z protestami przeciwko zaangażowaniu organizacji społecznych tego kraju w promowanie kandydatury Szyszkowskiej. W apelu tym nieznani autorzy stanowczo protestują przeciwko "ośmieszaniu dobrego imienia Polski w świecie" poprzez zgłoszenie prof. Szyszkowskiej do Pokojowej Nagrody Nobla. Ich zdaniem, taka propozycja, to "kpina z Państwa Polskiego". "Pani Szyszkowska od lat zwalcza polską rodzinę, żądając ustanowienia tzw. małżeństw homoseksualnych" - czytamy w apelu. - To zupełny nonsens. Ja od lat aktywnie zwalczam tylko ograniczanie wolności człowieka. Żyjemy w błędnym przekonaniu, że człowiek to część rodziny. A on jest jednostką autonomiczną i nie może być zmuszany, by się żenić lub wychodzić za mąż - mówi Szyszkowska. Dodała też, iż jest przerażona, że zwalczają ją organizacje, które mają szansę zdobyć część władzy w kraju w jesiennych wyborach parlamentarnych. Szyszkowska ujawniła też, że od pewnego czasu objęta jest ochroną policyjną, ze względu na powtarzające się telefony, w których nieustalone osoby grożą jej śmiercią, jeżeli będzie kontynuowała swoją działalność na rzecz praw homoseksualistów. W ubiegłym tygodniu ambasador Szwajcarii w Polsce Andre von Graffenried poinformował, że Szyszkowska została zgłoszona do Pokojowej Nagrody Nobla przez szwajcarską inicjatywę społeczną "Projekt - 1000 kobiet do nagrody Nobla 2005", koordynowany przez Fundację Swisspeace, zajmującą się promocją idei pokoju na świecie. Von Graffenfied dodał, że w formułowaniu kandydatury Szyszkowskiej nie brały udziału oficjalne organy państwowe Federacji Szwajcarskiej. Dlatego wszelkie protesty w tej sprawie powinny być kierowane do przedstawicieli tego ruchu, nie zaś do ambasady szwajcarskiej. Senator Szyszkowską do szwajcarskiej organizacji zgłosiła polska Kampania Przeciw Homofobii. Szyszkowska kieruje Katedrą Filozofii Prawa i Nauki o Państwie na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W styczniu wystąpiła z SLD, ale nadal zasiada w senackim klubie SLD-UP. Pod jej patronatem powstał senacki projekt ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich. Przewiduje on, że osoby tej samej płci będą mogły zarejestrować związek w urzędzie stanu cywilnego. serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2720589.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kolega Re: Po katolicku w Szyszkowską IP: *.ruch.com.pl / *.ruch.com.pl 24.05.05, 12:06 Oto i sedno katolicyzmu - kto nie z nami - tego zniszczyć! Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Po katolicku w Szyszkowską 24.05.05, 15:29 Jak na razie nie mogę dostrzec niczego chrześcijańskiego w katoocyźmie poza powoływaniem sie na niego. Ot taki swoisty "drang nacht osten" w czarno- sukienkowym wydaniu. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - rozczarowanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.05, 13:35 Sąd nie uwzględnił wniosku księdza o odroczenie kary Sąd Rejonowy w Strzyżowie (Podkarpacie) nie uwzględnił we wtorek wniosku o odroczenie kary księdza Tadeusza N., który został skazany na 3 lata więzienia za śmiertelne potrącenie 11-latki - poinformował prezes tego sądu Leszek Zamorski Ksiądz Tadeusz N. został wezwany do dobrowolnego stawienia się w Zakładzie Karnym w Załężu koło Rzeszowa. Ma to uczynić jeszcze we wtorek. Ksiądz motywował wniosek o odroczenie kary stanem zdrowia. Jednak w opinii biegłych Tadeusz N. może odbywać karę w więzieniu. Biegli zbadali duchownego na wniosek sądu, który chciał rozstrzygnąć wątpliwości w tej sprawie. Ksiądz nie stawiał się na badania, więc doprowadziła go na nie policja. Jeśli duchowny nie zgłosi się do więzienia, w ciągu tygodnia zostanie doprowadzony przez policję. W ubiegłym tygodniu Sąd Najwyższy oddalił kasacje obrońców duchownego. W tym sposób utrzymał się wyrok sądów I i II instancji. Postanowienie Sądu Najwyższego jest ostateczne. W grudniu 2003 roku strzyżowski sąd rejonowy i w lipcu 2004 roku rzeszowski sąd okręgowy skazały księdza na trzy lata pozbawienia wolności za spowodowanie wypadku drogowego, w którym ranna została 11-latka, oraz za oddalenie się z miejsca wypadku i nieudzielenie pomocy żyjącemu jeszcze dziecku. Dziewczynka zmarła. Ponadto oba sądy wydały trzyletni zakaz prowadzenia przez księdza pojazdów mechanicznych, a także nakaz wypłacenia rodzinie dziewczynki 5 tys. zł nawiązki. Do tragicznego wypadku doszło w maju 2002 roku w miejscowości Połomia, na trasie Rzeszów-Barwinek. Z ustaleń prokuratury wynikało, że dziecko potrąciły dwa samochody - najpierw ciężarówka, której nie udało się odnaleźć, potem zaś seat księdza Tadeusza N., proboszcza jednej z podkarpackich wiejskich parafii. Duchowny najechał na leżące na jezdni dziecko, ale nie zatrzymał się i nie udzielił ofierze pomocy. W czasie procesu przed sądem rejonowym w Strzyżowie ksiądz przyznał się jedynie do nieudzielenia pomocy dziecku. Twierdził, że dziewczynka wypadła spod kół ciężarówki jadącej tuż przed jego samochodem. Biegli wykluczyli jednak, by ciężarówka jechała tuż przed autem księdza. Podobnie zeznała kobieta, która nieopodal pracowała w polu. Sądy I i II instancji ustaliły, że ksiądz jechał z nadmierną prędkością i nie zachował ostrożności na drodze. forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=24313841 P.S. Taka niesprawiedliwość, jak można? Przecież księża z zasady są niewinni ;((. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Godność JPII na biurku prokuratora IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.05, 14:31 Za obronę godności Papieża Polaka stołeczna prokuratura chce uchylić immunitet Witoldowi Tomczakowi, posłowi do PE. "Po bezskutecznej interwencji u Premiera i Ministrów Kultury i Sprawiedliwości, podjąłem bezpośrednie działania w celu zaprzestania poniżania godności Ojca Świętego Jana Pawła II w Narodowej Galerii "Zachęta", poprzez odrzucenie głazu z leżącej postaci Papieża Polaka. I oto u schyłku kadencji lewicowych rządów, (...) nie bacząc na uczucia milionów Polaków do Jana Pawła II, Prokuratorzy RP usiłują doprowadzić do mojego skazania pod zarzutem chuligaństwa" - napisał w swoim oświadczeniu poseł Tomczak. www.lpr.pl/?sr=!czytaj&id=2560&dz=pe&x=0&pocz=0&gr=0 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mas Re: Godność JPII na biurku prokuratora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 14:47 pezpodstawne uzywanie okreslenia Ojciec Swiety beatyfikacja sie jeszcze nie odbyla Jan Pawel II zgoda ale nie swiety. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Godność JPII na biurku prokuratora IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 25.05.05, 15:12 W "praworządnej" 3RP bardziej sie liczy czarny fanatyzm, niż fakty. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: * Re: Godność JPII na biurku prokuratora IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.05.05, 11:34 Papieży przestali uświęcać już wiele lat temu. Jest to kolejny dowód na to, do czego zdąża polski katolicyzm. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Wizerunek Rydzyka obrazą uczuć religijnych IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 25.05.05, 16:34 Firma McTommi - producent papieru toaletowego z podobiznami znanych osób - uważa, że zarzuty toruńskiej posłanki Anny Sobeckiej (LPR) są śmieszne, a doniesienie do prokuratury jest przejawem jej bujnej wyobraźni - napisała w oświadczeniu rzeczniczka McTommi Polska Ewa Kazula. Posłanka LPR Anna Sobecka chce ścigania producenta papieru toaletowego "Toaletnicy", na którym wydrukowano komiks z osobistościami życia publicznego, gdyż - jej zdaniem - umieszczenie wśród nich o. Tadeusza Rydzyka obraża uczucia religijne katolików. Sprawę zbada warszawska prokuratura. Zgłaszam popełnienie przestępstwa przez warszawską firmę McTommi Polska i wnoszę o pociągnięcie do odpowiedzialności osób odpowiedzialnych za jego dokonanie - napisała Sobecka. Trudno ustosunkować się do tego, co kto widzi na papierze. Nie spodziewaliśmy się aż takiej wyobraźni u pani posłanki - powiedziała Kazula. Nie sądzimy, by nasz komiks obrażał uczucia religijne, bo nie ma na nim żadnych symboli religijnych - dodała. Polskie prawo uznaje bowiem za obrazę uczuć religijnych jedynie publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej lub miejsca kultu religijnego, a nie duchownego. Maybach na plaży, w którym pojawia się nasz bohater w czarnej koszuli słynnego włoskiego projektanta, przez wielu może być dostrzegany jako przedmiot kultu, a nie symbol religijny - powiedziała Kazula. McTommi tłumaczy również, że forma, w której wydano komiks, jest specyficzna, ale ma - zdaniem firmy - historyczne tradycje: "zwijany w rulon papier do przekazywania informacji był już wykorzystywany w starożytnym Egipcie, stąd czerpaliśmy informacje" - napisano w oświadczeniu. wiadomosci.wp.pl/kat,35116,wid,7273012,wiadomosc.html?_err=1&ticket=cookies_off Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed WC Stellą Maris pisane - kiełkowanie posiewu :)) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.05.05, 08:33 miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,2716828.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Oskarżani o pedofilię skazani IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.05.05, 09:33 W stosunku do dwóch oskarżonych - księdza i psychologa - sąd orzekł dodatkową karę 4 lat zakaz pracy z dziećmi. www.bbc.co.uk/polish/domestic/story/2005/05/050517_paedophile_trial.shtml Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Za sutanną kasa płynie - nie tylko końkordatowa IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.05.05, 17:32 Budżet państwa, w którym ciągle brakuje pieniędzy na zasiłki dla najuboższych i podwyżki emerytur i rent, jest bardzo szczodry dla tych, którzy dbają o życie duchowe służb mundurowych. Kapelani wojskowi kosztują budżet MON 8,7 mln złotych. A odchodzący w ubiegłym roku ze służby biskup polowy Leszek Sławoj Głódź dostał królewską odprawę. Wszystko zgodnie z obowiązującym prawem. W strukturach resortu obrony narodowej pełni obecnie służbę, lub jest zatrudnionych 173 kapelanów wojskowych – wynika z najnowszych danych przedstawionych w Sejmie przez podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji Tadeusza Matusiaka. Odpowiadał on na interpelację posła Jana Orkisza (SLD-UP). 134 kapelanów to żołnierze zawodowi. Nie jest to fakt bez znaczenia – żołnierzowi należą się bowiem, w chwili zwolnienia ze służby, wysokie odprawy. Jak są one wysokie, dowiedzieliśmy się dzięki dociekliwości posła, którego zainteresowało uposażenie i przywileje byłego kapelana WP, bp. polowego, ks. bp. gen. dyw. Leszka Sławoja Głódzia. Jak wynika z informacji przedstawionej przez podsekretarza stanu bp Głódź pełnił zawodową służbę wojskową do 2 października 2004 r. Jego ostatnie uposażenie – po podwyżce w lipcu ub. roku – wynosiło 9.271,18 zł miesięcznie. Arcybiskup Głódź, w związku z objęciem obowiązków ordynariusza diecezji warszawsko-praskiej, pożegnał się z wojskiem, z którym był związany od czternastu lat. Na pożegnanie otrzymał odprawę wys. 360 proc. kwoty ostatnio należnego uposażenia, dodatkowe uposażenie roczne (za 10 miesięcy służby wojskowej w 2004 r.) oraz gratyfikację urlopową i ekwiwalent za niewykorzystane przejazdy w roku zwolnienia. Czyli ok. 136 tys. złotych. To jednak nie koniec. W związku ze zwolnieniem z zawodowej służby wojskowej gen. dyw. Sławoj Leszek Głódź skorzystał również z przysługującego mu prawa do jednorazowego pobrania uposażenia należnego co miesiąc przez rok po zwolnieniu, zgodnie z art. 18 ust. 1 ustawy z 17 grudnia 1974 r. o uposażeniu żołnierzy zawodowych, w brzmieniu obowiązującym do 30 czerwca 2004 r. Czyli 12 razy 9.271,18 zł. Razem 111.254,16 zł. Generał nabył również uprawnienia do emerytury wojskowej wys. 74,72 proc. kwoty ostatnio należnego uposażenia, czyli 6.927,43 zł. Na razie jednak emerytury nie pobiera – zawieszono jej wypłacanie do 30 listopada br. w związku ze skorzystaniem z jednorazowej wypłaty rocznej pensji. No, cóż. Też byśmy z tego skorzystali – 100 proc. a 74,72 proc. to pewna różnica. A w dodatku skoro się należy... Ile więc budżet MON wypłacił odchodzącemu ze służby generałowi? Prawie 250 tys. złotych! Prawicowi posłowie, tak czuli ostatnio na pensje i odprawy należne ministrom i członkom rad nadzorczych, tak głośno zazwyczaj gardłujący – w sprawie generała biskupa nie mrugnęli nawet okiem. I nie chodzi o to, by odbierać mu pieniądze, lecz by poważnie przyjrzeć się środkom wydawanym przez państwo na posługę duszpasterską w wojsku. (Elżbieta Biela) www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2005052705 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: kolega Re: Za sutanną kasa płynie - nie tylko końkordato IP: *.ruch.com.pl / *.ruch.com.pl 30.05.05, 12:36 Wojsko to czubek góry lodowej - dodajmy szkoły,szpitale,policję - cały KC PZPR przemianowany na "duszpasterzy" w miejsce sekretarzy. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Za sutanną kasa płynie - nie tylko końkordato IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 23:33 Myślę, że cały tak krytykowany PZPR leży w cieniu tego kościelnego dojenia społeczeństwa zaczynając od budżetu centralnego po przez terenowe i kończąc na horendalnych opłatach za bezsensowne i nieopodatkowane usługi czy szarą strefę w działalności gospodarczej. Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,” ... (A. Mickiewicz) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Powtórka z o. Hejny IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.05.05, 01:45 Bez wiedzy prof. Kieresa dr Jan Żaryn z IPN udzielił obszernego wywiadu o agenturalnej działalności o. Konrada Hejmo. Rozmowę opublikowała Katolicka Agencja Informacyjna - Jest mi przykro, że mimo mojej prośby, by wstrzymać się z komentarzami, ukazał się taki wywiad - mówi Leon Kieres, prezes IPN. Żaryn opracowuje materiały po dawnej SB na temat współpracy o. Hejmo ze służbami specjalnymi PRL. Opracowanie miało ukazać się dopiero po dzisiejszych przesłuchaniach kandydatów na prezesa IPN. Kieres prosił, by wcześniej pracownicy Instytutu nie wypowiadali się o zawartości teczek. Sam też o tym milczy. To właśnie ujawnienie przez niego pod koniec kwietnia, że według akt SB Hejmo był agentem, nadwerężyło zaufanie do prezesa IPN i wywołało oskarżenia, że złamał prawo. Żaryn ujawnia, że akta o. Hejmo składają się z dwóch części: pierwsza to okres do lutego 1980 r., przed wyjazdem dominikanina do Watykanu; dwie kolejne teczki dotyczą okresu watykańskiego. - O. Konrad był prowadzony przez funkcjonariusza IV Departamentu MSW, a więc przez centralę. To świadczy, że był traktowany jako cenne źródło informacji - mówi dr Żaryn. - Jak się domyślam, jako sekretarz redakcji wydawanego przez dominikanów w Poznaniu pisma "W Drodze", został wręcz oddelegowany przez zakon do bardzo trudnych kontaktów z władzami. Jednak funkcjonariusz SB bardzo szybko, bo już po trzeciej rozmowie, a wszystkie odbyły się na terenie klasztoru, zorientował się, że o. Hejmo ma charakterystyczne cechy, przede wszystkim wyjątkowe gadulstwo. W związku z tym został zarejestrowany jako kandydat na tajnego współpracownika, który wydaje się bardzo cennym źródłem informacji, ponieważ nie pytany opowiada bardzo dużo rzeczy dotyczących życia wewnątrzzakonnego czy napięć między Episkopatem Polski a zakonem dominikańskim - tłumaczy Żaryn. - Informacje uzyskiwane od o. Hejmo mogły pomóc w dezintegrowaniu środowiska kościelnego - uważa. Pytany, czy z materiałów IPN wynika, że o. Hejmo miał świadomość, iż jest tajnym współpracownikiem donoszącym na współbraci zakonnych i ludzi Kościoła, Żaryn odpowiada: - W zależności od tego kto, będzie czytał tę dokumentacje, może wysnuć różne wnioski. Moja obecna znajomość tych akt skłania mnie do oceny, iż mógł nie być świadomy, że jego informacje tak bardzo pomagały w głębokim rozpracowywaniu Kościoła. Jest to kwestia jego naiwności, głupoty, różnych innych cech osobowości. Jednak inny czytelnik tych akt może sformułować zdecydowanie bardziej negatywną ocenę, np. wskazując, że między rokiem '77 a '80 zdecydował się na przyjęcie od SB konkretnych podarunków, które wiążą go ze Służbą Bezpieczeństwa. Żeby nie wiem jak człowiek był naiwny, musi mieć świadomość, że przyjmowanie takich podarunków jest elementem preparowania przez służby faktów, które mogą go kompromitować. Żaryn nie daje też jednoznacznej odpowiedzi, czy w Rzymie o. Hejmo wiedział, że przekazuje informacje wywiadowi PRL. - Wiele faktów świadczy, że miał on świadomość, że prowadzi podwójną grę. Na przykład gdy przyjechał do Polski w 1983 r., nadal spotykał się z tymi samymi współpracownikami SB, z którymi rozmawiał przed wyjazdem, choć przecież już nie był sekretarzem redakcji "W Drodze" - dowodzi historyk. Żaryn dzieli się też swymi ocenami: - Nie mam wątpliwości, że o. Hejmo na pewno nie jest ofiarą służb bezpieczeństwa PRL. Natomiast jeśli chodzi o stopień świadomości tej współpracy, to jest to pytanie do o. Konrada. Można zakładać, że jest to człowiek wyjątkowo naiwny. Ale można też udowodnić tezę przeciwną, że jest wyjątkowym cynikiem. Odpowiedz Link Zgłoś
morse a kiedy wchodza na giełde???? 30.05.05, 13:03 a kiedy wchodza na giełde???? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: Banco Ambrosiano??? Ciekawa robota!!! IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 30.05.05, 19:43 Materiały dostepne w internecie :)) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Same ewartości i to po katolicku IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 31.05.05, 21:01 Andrzej Kalwas osobiście kazał wpisać na listę aplikantów adwokackich w Olsztynie syna prawicowej posłanki Haliny Nowiny-Konopki, mimo że ten nie zdał egzaminu - Tego jeszcze nie było - oburza się Stanisław Rymar, prezes Naczelnej Rady Adwokackiej. - Zdarzało się, że minister uwzględniał odwołania aplikantów i wpisywał ich na listy, ale zawsze były to osoby, które przeszły pełen cykl egzaminów. Okręgowa Rada Adwokacka w Olsztynie jednogłośnie zdecydowała, że zaskarży decyzję ministra do sądu. - Ewidentnie zostało naruszone prawo i nie zamierzamy tego tolerować - mówi Mirosława Pietkiewicz, dziekan olsztyńskiej rady. - Zanim sąd nie rozpozna naszej skargi, pan Nowina-Konopka nie będzie u nikogo aplikował. Tymon Nowina-Konopka ma 34 lata, w Olsztynie jest dyrektorem biura poselskiego swojej matki (weszła do Sejmu z listy LPR, teraz jest w kole poselskim Porozumienie Polskie). Do egzaminu na aplikację przystępował w sierpniu 2004 r. Po uzyskaniu na egzaminie pisemnym co najmniej 85 punktów można było przejść do ustnego. Tymon Nowina-Konopka dostał na teście 83 punkty. Od tej oceny rady adwokackiej w Olsztynie odwołał się do Naczelnej Rady Adwokackiej. Ta przyznała mu tylko jeden punkt. Wtedy odwołał się do ministra sprawiedliwości. Ten nakazał olsztyńskiej radzie jeszcze raz zbadać sprawę. - Umorzyliśmy ją, bo sytuacja pana Konopki nie zmieniła się po dodaniu punktu - mówi dziekan Pietkiewicz. Decyzję ministra o skierowaniu sprawy z powrotem do Olsztyna syn posłanki zaskarżył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Ale ten nie zdążył się nią zająć, bo 9 maja Andrzej Kalwas podpisał decyzję o wpisaniu Tymona Nowiny-Konopki na listę aplikantów. Tłumaczył to m.in. tym, że pytania w teście były nieścisłe. - To nieprozumienie! Minister mógł co najwyżej skierować pana Konopkę na ustny etap egzaminu - komentuje mec. Rajmund Żuk, członek NRA. Posłanka Halina Nowina-Konopka zaprzecza, że interweniowała w sprawie syna u ministra. - Mam zamiar być wpisany na listę aplikantów adwokackich i udzielanie pochopnych informacji rzutuje na moją przydatność do zawodu - uciął rozmowę Tymon Nowina-Konopka. Zapytaliśmy więc ministra, jak często interweniuje w podobnych sprawach i dlaczego syn posłanki nie musiał zdawać egzaminu ustnego. Barbara Mąkosa- Stępkowska, rzecznik prasowy ministerstwa, powiedziała nam, że Andrzej Kalwas poznał pytania i ma nam do przekazania, że jest za jak najszerszym dostępem do zawodów prawniczych, zwłaszcza do adwokatury. - Poza tym zakończyła się rekrutacja i nie działała już komisja, która przeprowadzała te egzaminy, dlatego pana Nowiny- Konopki nie można było skierować na ustny. Pan Tymon często dowiadywał się w ministerstwie o swoją sprawę. Pan minister dziwi się, że inni tak nie robią, bo też by reagował. Jak adwokatom nie podoba się ta decyzja, to mogą się odwołać do ministra - tłumaczy rzeczniczka. (Joanna Wojciechowska) serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2737996.html Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed IPN opublikował dokumenty o o. Hejmo IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:07 Ojciec Konrad Hejmo był agentem SB w latach 1975-1980, a wywiadu PRL - od 1980 do 1988, gdy był już w Watykanie. Informuje o tym opracowanie historyków Instytutu Pamięci Narodowej, które w środę pojawiło się na stronach internetowych IPN. Opracowanie podaje, że zachowały się teczka pracy i teczka personalna. Nie zostały one zniszczone w 1989 r., bo były od 1980 r. w gestii wywiadu PRL, gdzie zniszczenia były wtedy mniejsze. wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2741191.html Ojciec Hejmo jeszcze dziś ma zostać odwołany z funkcji dyrektora Domu Pielgrzyma Polskiego w Rzymie. W ciągu miesiąca ma zapaść decyzja do którego klasztoru zostanie przeniesiony. W internecie - decyzją prezesa IPN Leona Kieresa - znajdzie się całe opracowanie historyków IPN nt. związków dominikanina ze służbami specjalnymi PRL. - Konrad Hejmo był bardzo cennym współpracownikiem służb bezpieczeństwa PRL bowiem przekazywane przez niego informacje były wykorzystywane do walki z Kościołem - zapewnia historyk dr Jan Żaryn, jeden z autorów opublikowanego dziś przez IPN opracowania. O. Konrad był prowadzony przez funkcjonariusza IV Departamentu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Według Żaryna to świadczy niewątpliwe, że był traktowany jako cenne źródło informacji. Początek współpracy datuje się na połowę 1975 r., kiedy o. Konrad jako sekretarz redakcji wydawanego przez dominikanów w Poznaniu pisma "W Drodze" został oddelegowany przez zakon do bardzo trudnych kontaktów z władzami. Jednak funkcjonariusz SB bardzo szybko, bo już po trzeciej rozmowie, zorientował się, że o. Hejmo odznacza się charakterystycznymi cechami, przede wszystkim wyjątkowym gadulstwem. W związku z tym zarejestrował go jako kandydata na tajnego współpracownika, który wydaje się być bardzo cennym źródłem informacji. Z dokumentów wynika m.in., że o. Hejmo nie pytany odpowiadał bardzo dużo rzeczy dotyczących życia wewnątrzzakonnego, czy napięć między Episkopatem Polski a zakonem dominikańskim. Analiza akt o. Hejmy z tzw. okresu watykańskiego pokazuje, że przekazywał on SB informacje dotyczące sytuacji Kościoła w Polsce, stosunków państwo-Kościół w latach 80., a także relacji między Stolicą Apostolską a Episkopatem Polskim. Jednocześnie Żaryn podkreśla, że analiza akt znajdujących się w IPN wskazuje, że o. Hejmo nie donosił na Jana Pawła II w rozumieniu służb bezpieczeństwa PRL. Zdaniem Żaryna dokumenty jednoznacznie pokazują, że o. Hejmo był tajnym współpracownikiem SB. Natomiast trudno na ich podstawie ocenić czy miał on świadomość, że donosi na współbraci zakonnych i ludzi Kościoła. - Nie mam wątpliwości, że o. Hejmo na pewno nie jest ofiarą służb bezpieczeństwa PRL. Natomiast jeśli chodzi o stopień świadomości tej współpracy, to jest to pytanie do o. Konrada. Można oczywiście zakładać, że jest to człowiek wyjątkowo naiwny i głupi i lektura tych akt może taką tezę potwierdzić - komentuje Żaryn. Z dokumentów Departamentu I wynika, że "Hejnał" mógł być nieświadomy, że na terenie rzymskim nadal i to przez cały czas (co najmniej do 1988 r.) pozostaje współpracownikiem SB. Nie musiał znać prawdziwego umocowania w Departamencie I MSW występującego w roli dyplomaty "Pietra"; być może nie znał także faktycznego mocodawcy "Lakara". Z drugiej strony "Hejnał" świadomie i bez żadnego nacisku spotkał się w Warszawie w czerwcu 1983 r. z dwoma funkcjonariuszami SB i udzielił im wielu informacji. "Sprawa "Dominika" - "Hejnała" nie ma w dostępnych aktach swego epilogu. Na końcu tomu 3. znajduje się notatka odręczna z 14 lipca 1988 r. i dotyczy rozliczeń finansowych z o. Konradem za okres od 1 VII 1987 r. do 30 VI 1988 r. Rozliczenie, według autora notatki kpt L. Machalskiego, miało nastąpić 12 lipca 1988 r. Nie wiemy, czy ta ostatnia data była końcem rzeczywistej współpracy o. Hejmo z "Lakarem", a za pośrednictwem tego ostatniego z MSW." - napisali historycy na zakończenie opracowania. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - wstęp IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:10 O dokumentach Służby Bezpieczeństwa Teczka pracy tajnego współpracownika ps. "Dominik", a następnie kontaktu operacyjnego "Hejnał" z lat 1975 - 1988 obejmuje trzy woluminy, w sumie ok. 700 stron. Akta otwiera kwestionariusz osobowy nr ewid. 47865, ps. "Dominik", w którym rubryka dotycząca zakończenia współpracy pozostała niewypełniona. Na końcu trzeciego tomu znajduje się dokument z lipca 1988 r., który stanowi jedyną wskazówkę określającą czasowy horyzont współpracy. W aktach widoczna jest podwójna paginacja. Zapewne po zakończeniu współpracy i przy przekazywaniu akt do archiwum całość dokumentacji została zgromadzona w jednym tomie, któremu nadano nową paginację. Zmiany te zostały dokonane, w bliżej nieokreślonym czasie, przed przekazaniem akt do IPN. Dnia 2 grudnia 2004 r. Agencja Wywiadu przekazała IPN akta sprawy, co zostało potwierdzone protokółem zdawczo-odbiorczym (Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (dalej: AIPN), Protokół zdawczo-odbiorczy przekazania akt dotyczących tw "Dominik", "Hejnał", 2 XII 2004 r.). Obecna sygnatura: IPN 2320/188, t. 1-3. Dokumentacja dzieli się merytorycznie na dwie części. Pierwszy tom obejmuje okres 1975 - 1980, kiedy to kandydat na tajnego współpracownika, a następnie tajny współpracownik "Dominik", był prowadzony przez V Wydział IV Departamentu MSW, który zajmował się Kościołem katolickim i innymi wyznaniami religijnymi. Druga część mieści się w dwóch kolejnych tomach i obejmuje okres 1980-1988, czyli lata współpracy "Dominika"- "Hejnała" z Departamentem I MSW - a zatem z wywiadem PRL. Zgodnie z wytycznymi resortu akta osobowych źródeł informacji (dalej: OZI), w tym tajnego współpracownika, gromadzono w dwóch teczkach; w teczce pracy oraz w teczce personalnej. Sposób prowadzenia dokumentacji regulowały stosowne instrukcje i wytyczne. Teczka pracy powinna zawierać doniesienia agenta oraz sporządzone w oparciu o nie raporty prowadzącego go funkcjonariusza resortu. Teczka personalna z kolei powinna zawierać dokumentację dotyczącą werbunku agenta, zobowiązanie do współpracy (jeśli takowe zostało przyjęte), pokwitowania za otrzymane wynagrodzenie, okresowe oceny jego "pracy" , "charakterystyki" agenta, itp. a także korespondencję oficera prowadzącego z jego zwierzchnikami. Najczęściej otwiera ją wypełniony formularz E-O-18, a także np. zebrany materiał kompromitujący (wywiad środowiskowy; raporty innych agentów; zapisy podsłuchów itp.). Są w niej zazwyczaj dokumenty związane z okresowym sprawdzaniem lojalności agenta (np. w formie doniesień innych tajnych współpracowników; analizy okresowe). W tym przypadku jednak, teczka personalna agenta w znacznej mierze była gotowa; stanowiły ją materiały przejęte przez Departament I od Departamentu IV. Drugi tom otwiera dokument dotyczący oceny pracy kontaktu informacyjnego nr 14844 krypt. "Hejnał" za okres 1980 - 1983, a zatem wolumin ten ma znamiona teczki personalnej. Tamże przechowywane są także taśmy magnetofonowe (W materiałach znajduje się jedna kaseta oraz taśma do magnetofonu szpulowego. Jest na nich niewątpliwie zarejestrowany głos o. Konrada Hejmo. Jakość nagrania miejscami jest bardzo zła, słowa a nawet sens wypowiedzi trudne do zidentyfikowania. Z powodu sytuacji prawnej, w jakiej musieli pracować autorzy raportu (niejasność co do tego, czy dokumenty dotyczące "Dominika"-"Hejnała" w całości stanowią materiał jawny, czy też jakaś ich część ma charakter tajny), nie mogliśmy zlecić wykonania fachowej ekspertyzy specjalistom spoza Instytutu. Jest ona niezbędna, by ustalić prawdopodobne okoliczności nagrania i się w teczce pracy agenta. Podobnie w tomie trzecim znajdują się przede wszystkim dokumenty dotyczące oceny pracy agenta na poziomie centrali (Departamentu I), planów jego wykorzystania, itd. odpowiedzieć na pytania o ewentualny montaż, cięcia, identyfikację charakterystycznych szumów itd. Nie chcąc - z tego powodu - opóźniać wydania niniejszego raportu, jedynie sygnalizujemy potrzebę dalszej pracy nad tym fragmentem dokumentacji) i stenogramy rozmów, które z kolei powinny znajdować się w teczce pracy agenta. Podobnie w tomie trzecim znajdują się przede wszystkim dokumenty dotyczące oceny pracy agenta na poziomie centrali (Departamentu I), planów jego wykorzystania, itd. odpowiedzieć na pytania o ewentualny montaż, cięcia, identyfikację charakterystycznych szumów itd. Nie chcąc - z tego powodu - opóźniać wydania niniejszego raportu, jedynie sygnalizujemy potrzebę dalszej pracy nad tym fragmentem dokumentacji. Po zakończeniu współpracy teczki personalne i pracy agenta składano do archiwum, a przy tej okazji często łączono. Wtedy też opatrywano je sygnaturą z "I" (jedynką rzymską), co oznaczało tajnych współpracowników bądź kandydatów na tajnych współpracowników. W tym przypadku brak jednak dokumentacji świadczącej o zakończeniu współpracy. Zazwyczaj na końcu podobnych teczek znajdują się dokumenty o zaprzestaniu bądź zawieszeniu współpracy, skierowaniu materiałów do archiwum, brakowaniu (zniszczeniu) ich części. W tym przypadku nie ma żadnych informacji świadczących o zamknięciu sprawy, co jest nietypowe (O aktach tajnych współpracowników zob. W. Frazik, F. Musiał, Akta agenturalne w pracy historyka, w: "Zeszyty Historyczne WiN-u", nr 19-20, grudzień 2003, s. 315-339.). W okresie od lipca 1989 r. do stycznia 1990 funkcjonariusze SB przeprowadzili operację masowego niszczenia akt operacyjnych dotyczących inwigilacji Kościoła katolickiego, w tym personalnych (m.in. teczki ewidencji operacyjnej księdza, czyli: TEOK) (Notatka mjr W. Dubielis dotycząca dokumentacji operacyjnej Departamentu IV z 20 VII 1989 r. oraz Departamentu Studiów i Analiz w sprawie niszczenia akt Departamentu IV (w tym "teczek ewidencji operacyjnej księdza") z 25 I 1990, w: Metody pracy operacyjnej aparatu bezpieczeństwa wobec Kościołów i związków wyznaniowych 1945-1989, wstęp, wybór dokumentów, redakcja A. Dziurok, opracowanie zespół, Warszawa 2004, s. 590-591, 599-600.). Biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia historyków badających teczki personalne i pracy tajnych współpracowników Departamentu IV (kościelnego), można skonstatować, że zachowana dokumentacja tw "Dominika" stanowi bardzo ważną spuściznę historyczną. Akta "Dominika" z lat 1975-1980 nie zostały zniszczone przypuszczalnie dlatego, iż od 1980 znalazły się w gestii Departamentu I, którego zasoby nie uległy radykalnemu brakowaniu pod koniec istnienia PRL. Wystawcami zachowanej dokumentacji byli funkcjonariusze najpierw IV, a następnie I Departamentu MSW. Czym zajmowały się te piony? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: sprawa o. Konrada Hejmo - Departament IV MSW IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:12 Departament IV MSW W interesującym nas okresie Departament IV MSW zajmował się "wrogą działalnością Kościołów i związków wyznaniowych" (Zob. więcej, Metody pracy operacyjnej, s. 24 i nast. (tamże literatura przedmiotu). Od 1977 r. składał się z sześciu Wydziałów, z których większość zajmowała się Kościołem rzymskokatolickim, jego instytucjami, duchowieństwem świeckim i zakonnym, a także laikatem. W terenie, przy Komendach Wojewódzkich Milicji Obywatelskiej (pion Służby Bezpieczeństwa) funkcjonowały Wydziały IV, w skład których wchodziły sekcje oznaczone numerami odpowiadającymi numerom Wydziałów w centrali. W latach 1975-1980 o. Konrad Hejmo był prowadzony bezpośrednio przez funkcjonariusza Wydziału V Departamentu IV, mjr (od 1979 r. ppłk) Wacława Głowackiego. Wydział ten zajmował się klerem zakonnym, w tym członkami władz prowincjonalnych, domów zakonnych; zakonnikami: członkami komisji Episkopatu Polski, pracownikami kurii, proboszczami kościołów parafialnych, profesorami i wykładowcami Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Akademii Teologii Katolickiej oraz Wyższych Seminariów Duchownych; studentami i alumnami zakonnymi, a w końcu także osobami świeckimi kontaktującymi się z zakonnikami, np. w ramach działalności Duszpasterstw Akademickich (dalej: DA) (Tamże, s. 25. W l. 1981 - 1984 do Departamentu IV włączono kolejne Wydziały, zajmujące się "ochroną operacyjną kompleksu gospodarki żywnościowej". Tamże, s. 26.). W 1981 r. w Departamencie IV (w centrali) pracowało 129 funkcjonariuszy, w tym w Wydziale V - 15 osób (14 funkcjonariuszy oraz 1 maszynistka). Z kolei, w tym samym czasie, w terenowych Wydziałach IV obsada personalna liczyła 2460 etatów (7 Tamże, s. 27, 579-581; P. Piotrowski, Struktury Służby Bezpieczeństwa MSW 1975 - 1990, w: "Pamięć i Sprawiedliwość", nr 1, Warszawa 2003, s. 76-77.). Fakt, że tw. "Dominik" był prowadzony przez centralę (mimo iż mieszkał w Poznaniu) świadczył o wysokiej ocenie przydatności tego właśnie OZI w skali całego kraju. Funkcjonariuszy IV Departamentu MSW obowiązywały wówczas wytyczne z 15 VI 1973 r. "w sprawie form i metod działań operacyjnych" wśród duchowieństwa katolickiego. Jednym z celów pracy operacyjnej wśród ludzi Kościoła miała być: "neutralizacja polityczna hierarchii kościelnej i kleru, - doprowadzenie do afirmacji przez duchowieństwo i Kościół systemu społeczno-politycznego PRL, - sprowadzenie roli Kościoła do zaspakajania potrzeb religijnych ludzi wierzących". Tym celom podporządkowano metody pracy, w tym werbunku tajnych współpracowników. Preferowano zatem "drogę stopniowego pozyskiwania", a nie szantażu. W pracy postulowano: "znalezienie mimo różnic ideologicznych płaszczyzny porozumienia z kandydatem [na tw] na zasadzie lojalności wobec państwa i jego interesów; - przekonanie kandydata, że jego współpraca z nami nie narusza jego godności osobistej, zasad moralnych i sumienia; - utwierdzenie kandydata w przekonaniu, że współpraca z nami nie narusza istotnych interesów Kościoła, [...] a prowadzi jedynie do ujawnienia i usuwania tych wszystkich zjawisk, które utrudniają normalizację stosunków państwo-Kościół". Nie zmienia to w niczym faktu, że - jak instruowano - "tajni współpracownicy spełniają z zasady dwa generalne zadania: stanowią oni źródło informacji, a równocześnie są instrumentem oddziaływania na środowisko" (Cyt. za: Metody pracy operacyjnej, s. 466-478.). Departament I MSW Departament I MSW zajmował się w interesującym nas okresie wywiadem. Miał bardzo rozbudowaną strukturę (w latach 80-tych składał się aż z 19 Wydziałów) (Posiadał także struktury terenowe, jednakże w formie bardziej rozbudowanej, tylko w kilku miastach: Krakowie, Katowicach, Wrocławiu.). Posiadał także osobne archiwum, w którym przechowywano akta spraw operacyjnych, Samodzielną Sekcję Ewidencji gromadzącą dane o agenturze, a także Samodzielną Sekcję Kadr. W połowie lat 70-tych Departament I MSW liczył ok. siedmiuset funkcjonariuszy (P. Piotrowski, Struktury Służby Bezpieczeństwa MSW, s. 59-60.). O. Konrad Hejmo był prowadzony przez funkcjonariuszy Wydziału III, a konkretnie rezydenta wywiadu przy ambasadzie PRL przy Kwirynale ps. "Pietro", oraz funkcjonariuszy Wydziału XIV, który pełnił rolę nadrzędną. Bezpośrednim "opiekunem" "Hejnała" pozostawał por. Ryszard Emczyński, inspektor, a następnie starszy inspektor Wydziału XIV Departamentu I MSW (Cyfrowe oznaczenia wydziałów Departamentu I były stosowane tylko w korespondencji wewnętrznej, natomiast korespondencja napływająca od "rezydentur" lub "wywiadu niejawnego" były sygnowane oznaczeniami literowymi. H. Bosak, Wnuk generała, Warszawa 2000, s. 53.). Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - Wydział XIV Departamentu IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:14 Wydział XIV Departamentu I MSW W latach 1980 - 1988 o. Konrad Hejmo był prowadzony przez Wydział XIV Departamentu I, za pośrednictwem agenta "Lakara", mieszkającego w tym czasie wraz z rodziną w Kolonii (mieściła się tam siedziba ambasady PRL, a także jedna z trzech rezydentur wywiadu PRL na terenie niemieckim; ponadto działały w Berlinie Zachodnim i Wschodnim). Do zadań wspomnianej Samodzielnej Sekcji Kadr Departamentu I należał także nabór do wywiadu nielegalnego. Obsługą tego wywiadu zajmował się właśnie Wydział XIV (do 1978 r. II) (Tamże, s. 52, 170. W tej paradokumentalnej książce, autor opisał także działania wywiadu PRL, w tym rezydentury w Rzymie, w związku z wyborem papieża-Polaka. Tamże, s. 170-180.). W wywiadzie nielegalnym, czyli tworzonym poza "rezydenturami" (oficjalnymi przedstawicielstwami dyplomatycznymi w wybranych państwach), mogli pracować tak funkcjonariusze resortu, jak i tzw. "agentura kadrowa". Praca i szczegóły operacyjne Wydziału były, jak się wydaje, szczególnie utajnione, także przed pozostałymi oficerami Departamentu I. Mieścił się poza budynkiem MSW, posiadał także własną łączność. Zgodnie z zarządzeniem dyrektora I Departamentu MSW z 15 I 1971 r. Wydział ten został powołany "do organizowania, prowadzenia i koordynowania działalności wywiadowczej z pozycji nielegalnych". Wydział nie korzystał zatem w swej pracy w sposób bezpośredni z polskich instytucji zagranicznych oraz rezydentur przy placówkach dyplomatycznych; tworzył natomiast samodzielne grupy wywiadowcze (tzw. "rezydentury nielegalne") lub działał w oparciu o samodzielnie działających wywiadowców, zwanych "punktami nielegalnymi". Wydział XIV koncentrował swoją pracę na terenie wroga ideologiczno-politycznego, czyli "na typowanych obiektach przeciwnika w Niemieckiej Republice Federalnej oraz w głównych krajach NATO na terenie Europy". Zgodnie z par. 5, ust. 2 wspomnianej instrukcji z 1971 r., Wydział mógł prowadzić działalność wywiadowczą także poza wyznaczonymi rejonami, a zatem także w Watykanie. Był traktowany przez dyrekcję Departamentu I jako priorytetowy; pozostałe jednostki (w tym Wydział III) miały służyć mu pomocą (AIPN, 01821/3, Zarządzenie nr 008 Dyrektora Departamentu I MSW płk M. Milewskiego, z dnia 15 I 1971 r., k. 284-287.). Wydział III Departamentu I Pracę Wydziału III Departamentu I MSW określało zarządzenie z 15 I 1971 r. W zakres jego zadań wchodziła penetracja wywiadowcza struktur NATO, instytucji rządowych państw zachodnioeuropejskich, w tym Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch i Belgii, a także Watykanu. Podejmowane zadania wywiadowcze miały prowadzić m.in. do: " (...) 6. ujawniania zamierzeń Watykanu wobec PRL oraz rozpoznawania działalności polskiej hierarchii kościelnej prowadzonej na terenie Watykanu. 7. Zdobywania tajnych dokumentów i informacji z Watykanu nt. podstawowych problemów polityki światowej, zwłaszcza zaś w odniesieniu do PRL i krajów socjalistycznych. 8. Zdobywania informacji o powiązaniach i współpracy Watykanu z NRF w akcjach wymierzonych przeciwko PRL". Wydział ten miał także wspierać działaniami operacyjnymi zadania instytucji rządowych (np. MSZ) powołanych do oficjalnych kontaktów bilateralnych. Stąd, w sposób szczególny Wydział III interesował się "obiektami" centralnymi państwa watykańskiego (kuria rzymska, w tym Sekretariat Stanu), a także władzami generalnymi wybranych zakonów, jak również "ośrodkami kleru polskiego". W przypadku tej ostatniej kategorii ich liczba znacznie wzrosła za czasów pontyfikatu Jana Pawła II. Bazą operacyjno-wywiadowczą, jak stwierdzano w instrukcji, były rezydentury przy placówkach dyplomatycznych, w tym przy ambasadzie PRL przy Kwirynale. Rezydenci wywiadu korzystali z agentury tkwiącej bezpośrednio w "ośrodkach" przeciwnika (np. spośród zatrudnionych w Sekretariacie Stanu), ale także mogli wykorzystywać "kontakty informacyjne oraz tajnych współpracowników i kontakty operacyjne pozyskane spośród obywateli PRL" Należy stwierdzić, że wobec o. Konrada Hejmo funkcjonariusze MSW, tak Departamantu I jak i IV, zastosowali cały wachlarz działań zgodnie z obowiązującymi ich instrukcjami operacyjnymi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Re: sprawa o. Konrada Hejmo - Zakony w PRL IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:15 Zakony w PRL W okresie PRL zakon dominikanów, podobnie jak większość zgromadzeń męskich i żeńskich nastawionych na aktywna pracę duszpasterską, był jednym z najbardziej represjonowanych zgromadzeń przez władze komunistyczne (Wstępna lista spraw obiektowych prowadzonych tylko przeciwko zakonom męskim w latach Polski Ludowej obejmuje co najmniej 130 sygnatur (jedna może obejmować także więcej tomów), w tym dominikanów dotyczą akta od sygn. AIPN, 01283/1086 do 01283/1096 (w sumie 11), jezuitom poświęcono ("rekordzistom") aż 30 spraw. Zob. Aneks, w: J. Żurek, Powtórna kasata placówek wychowawczych Kościoła katolickiego w Polsce (1958 - 1963), w: "Nasza Przeszłość", t. 102, 2004, s. 234-237.) W aktach spraw obiektowych prowadzonych przez SB, a także w poufnych analizach opracowywanych przez Urząd ds. Wyznań, zakon ten plasował się zawsze w czołówce "wrogów antypaństwowych" (Zob. m.in. Sprawa krypt. "Pingwini" i "Pingwini - 2" (takie kryptonimy nadawała SB sprawom dotyczącym Dominikanów). A. Pietrowicz, P. Zwiernik, U Pingwinów za metalową bramą, "Biuletyn IPN", nr 6, Warszawa 2003, s. 41 - 48. Np. w załączniku do instrukcji nr 001/77 dyrektora Departamentu IV MSW z dnia 15 III 1977 r. wyodrębniono zakony, które "pozostają w pierwszoplanowym zainteresowaniu Departamantu IV MSW i wydziałów IV KW MO". Wśród 10 wymienionych znalazł się także zakon dominikanów: "Departament IV prowadzi na te zakony sprawy obiektowe, kierując przedsięwzięciami operacyjno-politycznymi w skali ogólnokrajowej. Wydziały IV KW MO zakładają i prowadzą jedną sprawę obiektową na placówki każdego z tych zakonów znajdujące się na terenie województwa" - pisano w instrukcji. Zob. Metody pracy operacyjnej, s. 532-533. W okresie wzmożonych represji wobec ludzi Kościoła, w sposób szczególny komuniści inwigilowali o. Bernarda Przybylskiego, pierwszego duszpasterza akademickiego z Poznania (Plan rozpracowania o. Bernarda realizowano w latach 1952-1961). Na początku lat 60-tych w środowisku DA w Poznaniu prowadzonym wówczas przez o. Tomasza Pawłowskiego, SB przeprowadziła szeroko zakrojoną akcję, z wkroczeniem do kaplicy akademickiej włącznie (AIPN, 01283/1089 (mkf V14-51D-4, nr 12). "W listopadzie 1961 r. przeżyliśmy szok niespodziewanego wkroczenia do kaplicy akademickiej milicji - wspominał o. Tomasz - Usłyszeliśmy twarde uderzenia butów. Ktoś wchodził po schodach. Wejście do kaplicy zaniebieściło się...". T. Pawłowski, Stopem przez życie, Poznań 1991, s. 57-58.). Od połowy tej dekady, w sposób szczególny SB inwigilowała środowisko DA "Beczka" w Krakowie, w tym jego twórców: o. Tomasza Pawłowskiego, i kolejnych duszpasterzy o. Jana A. Kłoczowskiego, czy też o. Joachima Badeniego. W latach 70-tych tamtejsi dominikanie włączyli się m.in. w działania Towarzystwa Kursów Naukowych, co spotkało się z reakcją aparatu bezpieczeństwa. Z kolei, na przełomie lat 60-tych i 70-tych powstał silny ośrodek DA w Gdańsku, przy dominikańskiej parafii św. Mikołaja, kierowany przez o. Ludwika Wiśniewskiego. Spośród uczestników tego DA wyrosła z czasem grupa założycieli Ruchu Młodej Polski z Aleksandrem Hallem na czele (Zob. więcej, P. Zaremba, Młodopolacy. Historia Ruchu Młodej Polski, Gdańsk 2000.). W okresie "Solidarności" i stanu wojennego, obok ośrodka krakowskiego, to właśnie DA w Poznaniu cieszyło się największą popularnością wśród młodzieży akademickiej, co z kolei powodowało wzmożone działania represyjne ze strony SB. Szczyt tych represji przypadł na okres pracy w Poznaniu o. Honoriusza Kowalczyka. W kwietniu 1983 r. uległ on wypadkowi samochodowemu. Powszechnie przypisywano ten wypadek działaniom SB. O. Honoriusz zmarł nie odzyskawszy przytomności 8 maja 1983 r., a jego pogrzeb stał się manifestacja religijno-patriotyczną (Dusz Pasterz. Ojciec Honoriusz Stanisław Kowalczyk OP (1935-1983), Poznań 2000.). Represje, w tym stałą inwigilację, stosowano także wobec innych dominikanów, szczególnie aktywnych i kontaktujących się z opozycją demokratyczną od lat 70-tych do końca istnienia PRL, w tym zwłaszcza wobec o. Ludwika Wiśniewskiego (Literatura przedmiotu, zob. J. Żaryn, Dzieje Kościoła katolickiego w Polsce 1944-1989, Warszawa 2003, s. 583-607. Na marginesie, warto podkreślić, że SB od lat 70-tych w sposób szczególny podejmowała działania represyjne wobec DA oraz ruchu "oazowego" ks. Franciszka Blachnickiego. Tamże, s. 359-400; Beczka nasz dom. Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie Beczka 1964-2004, Kraków 2004.). Dopiero pamiętając o tym szerokim tle, można lepiej zrozumieć losy o. Hejmy, szczególnie w pierwszym okresie jego kontaktów ze Służbą Bezpieczeństwa. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - Lata 1975 - 1980 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:16 Lata 1975 - 1980 Pierwszy numer miesięcznika "W drodze" ukazał się wprawdzie dopiero w 1973 r. , ale jego początki należy wiązać z ociepleniem się stosunków państwo - Kościół po grudniu 1970 r. Nowa ekipa, na czele z Edwardem Gierkiem, podjęła subtelniejszą grę z Episkopatem Polski oraz z duchowieństwem katolickim niż jej poprzedniczka. Jej elementem stało się - jak czytamy wielokroć w dokumentach SB - dążenie do "lojalizacji kleru". Proces ten należy widzieć w szerszym kontekście społecznym, opisanym np. przez Andrzeja Krajewskiego w odniesieniu do środowiska literatów (A. Krajewski, Między współpracą a oporem. Twórcy kultury wobec systemu politycznego PRL (1975-1980), Warszawa 2004.), czy też przez Marcina Zarembę w skali ogólnospołecznej (M. Zaremba, Komunizm, legitymizacja, nacjonalizm. Nacjonalistyczna legitymizacja władzy komunistycznej w Polsce, Warszawa 2001, s. 357 i nast.). W pracach tych opisano proces legitymizacji władzy przez przejęcie przez nią symboli narodowych, zmieszanych z dotychczas dominującymi w propagandzie, czyli komunistycznymi (marksistowskimi i "internacjonalistycznymi") oraz proces dostosowania ówczesnych elit społecznych. I sekretarz KC PZPR rozpoczynający swe przemówienia od słowa: "Rodacy" i godzący się na odbudowę symbolu suwerenności Polski - warszawskiego Zamku Królewskiego, stawał się w szerszej opinii publicznej jednocześnie gwarantem ciągłości prosowieckiej władzy, jak i polskich tradycji narodowych. Następowała także wymiana pokoleniowa. Powoli odchodziło pokolenie II Rzeczypospolitej, lepiej przygotowane na odpieranie propagandy komunistycznej niż jego sukcesorzy - wychowankowie szkół Polski Ludowej (Pisała o tym, m.in. H. Świda-Ziemba, Człowiek wewnętrznie zniewolony, Warszawa 1997.). Relatywizm sytuacyjny rodził szereg nowych pułapek, z których trudno było wyjść także ludziom Kościoła. Stosunki państwo-Kościół w latach 70-tych Ponieważ ważne miejsce w informacjach przekazywanych SB przez o. Konrada Hejmę zajmowały kwestie związane z relacjami między władzami PRL a Stolicą Apostolską, warto przypomnieć międzynarodowy kontekst w jakim prowadzona były rozmowy z kandydatem na tajnego współpracownika, a później tw "Dominikiem". Zmiana ekipy rządzącej w Polsce w grudniu 1970 r. otworzyła nową perspektywę dla rozmów ze Stolicą Apostolską. Niewątpliwie ekipie Gierka bardziej zależało na ułożeniu stosunków z Kościołem aniżeli jego poprzednikowi. Stanowiło to także element budowy międzynarodowego prestiżu grupy rządzącej, co było jednym z istotnym elementów tworzenia nowego wizerunku PRL na arenie międzynarodowej (A. Dudek, R. Gryz, Komunizm i Kościół w Polsce 1945-1989, Kraków 2004, s. 257.). Gierek mógł także liczyć na szybkie uregulowanie problemu tymczasowej administracji kościelnej na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Układ między PRL a RFN o podstawach normalizacji i wzajemnych stosunków, podpisany w Warszawie 7 grudnia 1970r. otwierał drogę do rozwiązania tej bardzo ważnej kwestii ponieważ oznaczał ostateczne uznanie polskich granic zachodnich przez rząd RFN. Co ważne, działania te były zbieżne z długoletnimi staraniami Prymasa Polski, który 15 grudnia 1969 r. złożył w Watykanie obszerne Memorandum, przygotowane przez Episkopat Polski, uzasadniające potrzebę szybkiej stabilizacji organizacji kościelnej na zachodnich i północnych ziemiach Polski. W styczniu 1971 r. Sejm podjął decyzję przyznającą Kościołowi w Polsce tytuł własności na nieruchomości poniemieckie, które zostały mu przekazane w użytkowanie po II wojnie światowej. Kolejnym pozytywnym gestem było anulowanie kościelnych długów podatkowych, wynikających z prowadzonej przez ekipę Gomułki walki o tzw. "księgę inwentarzową" . Odnotowano też zanik agresywnego języka antyreligijnego w propagandzie. Powyższe decyzje i gesty w istotny sposób poprawiły klimat rozmów wstępnych, jakie między przedstawicielami rządu PRL (na czele stał Aleksander Skarżyński, kierownik Urzędu ds. Wyznań) oraz Stolicy Apostolskiej (abp Agostino Casaroli) toczyły się w Rzymie i Watykanie w kwietniu i maju 1971r. Natomiast 28 czerwca 1972 r., kilka tygodni po ratyfikacji układu z grudnia 1970 r. przez parlamenty w Bonn i Warszawie, opublikowana została konstytucja apostolska Pawła VI "Episcoparum Poloniae Coetus", nadającą pełnoprawny kanoniczny status organizacji kościelnej na Ziemiach Zachodnich i Północnych (P. Raina, Rozmowy biskupa Dąbrowskiego z władzami PRL. Stolica Apostolska reguluje organizacje kościelną na Ziemiach Zachodnich i Północnych Polski, Olsztyn 1998, s. 13-23.) . Czynnikiem mającym znaczący wpływ na dalszy bieg wydarzeń były ogólnoeuropejskie negocjacje, zmierzające do stworzenia warunków bardziej pokojowej koegzystencji między blokami w Europie. W 1972 r. rozpoczęła się Konferencja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Aktywny udział brała w niej zarówno delegacja PRL, jak i Stolicy Apostolskiej. W sierpniu 1973 r. miało miejsce spotkanie ministra spraw zagranicznych PRL Stefana Olszowskiego z abp A. Casarolim. W trakcie kilku nieoficjalnych spotkań zdecydowano, że wkrótce podjęte zostaną rozmowy robocze (A. Casaroli, Pamiętniki. Męczeństwo cierpliwości. Stolica Święta i kraje komunistyczne 1963-1989, Warszawa 2001, s. 227.). W lipcu 1974 r. podjęta została decyzja o nawiązaniu stałych kontaktów między rządem PRL a Stolicą Apostolską. Na czele Zespołu ds. stałych Kontaktów Roboczych ze Stolicą Apostolską stanął min. Kazimierz Szablewski, który stale rezydował w Rzymie, jako członek polskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego. Natomiast współprzewodniczącym po stronie watykańskiej został abp Luiggi Poggi, który miał swą misję realizować z Watykanu. Niewątpliwie takie rozwiązanie było kompromisem przyjętym przez Stolicę Apostolską ze względu na stanowisko Episkopatu Polski oraz kard. Stefana Wyszyńskiego. W czasie kilku wizyt w Watykanie przekonywał on gorąco swych rozmówców, m.in. papieża Pawła VI, aby rozmowy z Warszawą prowadzić z dużą ostrożnością. Dalsze rozmowy z władzami PRL prowadził abp Luiggi Poggi, który jako szef zespołu roboczego Stolicy Apostolskiej odbył kilka podróży do Polski. Po raz pierwszy przybył tu 25 lutego 1975 r. Celem misji było ustanowienie przedstawicielstwa Stolicy Apostolskiej przy Episkopacie Polski, a w przyszłości nawiązanie stosunków dyplomatycznych między PRL a Stolicą Apostolską. Prymas Polski oraz biskupi także byli zwolennikami zbudowania stosunków dyplomatycznych z Watykanem, jednocześnie jednak chcieli, aby towarzyszyło temu rozwiązanie zasadniczych problemów Kościoła w Polsce. Dla komunistów z kolei rozpoczęła się subtelna gra, której celem było przede wszystkim wyeliminowanie prymasa Polski (czy szerzej Episkopatu Polski) z udziału w rozmowach, w imię zasady, że z dalekim od pełnego rozumienia kwestii polskich Watykanem będzie je łatwiej prowadzić (P. Raina, Cele polityki władz PRL wobec Watykanu. Tajne dokumenty 1967-1989, Warszawa 2001.). W okresie "pogrudniowej odwilży" na porządku dziennym stanęła także kwestia poszerzenia pola dla aktywności Kościoła w sferze szeroko pojętej kultury katolickiej. Władze państwowe - poprzez Urząd ds. Wyznań - godziły się na utworzenie nowego pisma skierowanego do inteligencji katolickiej. W kolejkę do otrzymania koncesji ustawiły się także zakony, w tym jezuici i dominikanie, a zatem najbardziej aktywne w sferze duszpasterskiego oddziaływania na świeckich, oceniane przez władzę jako wrogie, a jednocześnie rywalizujące ze sobą. Koncesję na miesięcznik ostatecznie otrzymali dominikanie poznańscy. Jak pisał pierwszy redaktor naczelny "W drodze", o. Marcin Babraj: "Kiedy wróciłem do Poznania, do pracy w naszym akademickim kościele i w [piśmie archidiecezji poznańskiej], głównym duszpasterzem był ojciec Konrad Hejmo, bardzo otwarty na wszelkie inicjatywy i nowości. Był też entuzjastą stworzenia czasopisma. Gdy Gierek doszedł do władzy, zaczęliśmy robić starania. Ojcie Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - Początki kontaktów z SB IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:18 Początki kontaktów o. Hejmo ze Służbą Bezpieczeństwa Episkopat Polski wydawał instrukcje wewnętrzne przestrzegające duchowieństwo przed niejawnymi kontaktami z funkcjonariuszami SB i Urzędu do spraw Wyznań (dalej: UdsW). Po raz kolejny, w 1965 r. Konferencja Episkopatu Polski (dalej: KEP) uchwaliła, by "przełożeni zakonni na zaproszenie USW [Urzędu do Spraw Wyznań - AG,PM,JŻ] nie reagowali - dopiero, gdy otrzymają wezwanie urzędowe - mogą iść na spotkanie"; kapłani zaś "nie maja obowiązku odpowiadać na zaproszenia władz", a jeśli zdecyduje się na kontakt powinni "zachować postawę wyznawcy" (cyt. za: J. Żaryn, Dzieje Kościoła katolickiego w Polsce, s. 213.). Kapłani mieli także informować swoich przełożonych o odbytych spotkaniach. Instrukcje te obowiązywały do końca lat 80-tych. Wobec pojawiających się sygnałów o stałym nękaniu duchowieństwa, w tym o wzywaniu kapłanów na rozmowy, w styczniu 1975 r. biskupi zabrali w tej sprawie publicznie głos pisząc w komunikacie z KEP: "Konferencja rozpatrując problemy pracy kapłanów w naszej Ojczyźnie zaniepokoiła się występującymifaktami wzywania księży, zarówno diecezjalnych, jak i zakonnych, przez funkcjonariuszy bezpieczeństwa na rozmowy i spotkania, bez podania podstaw faktycznych oraz prawnych i bez dopełnienia formalności wymaganych przez obowiązujący kodeks postępowania administracyjnego. Mając na uwadze interes społeczny i dobro duchowieństwa Konferencja przypomina wszystkim osobom duchownym i zakonnym, że nie powinni stawiać się na takie spotkanie" (Tamże, s. 317.). Komunikat KEP stanowił pewnego rodzaju drogowskaz, w praktyce trudny do realizacji. Jednocześnie, każde odstępstwo kapłana od "instrukcji" dawało funkcjonariuszom SB wstępny materiał do ewentualnego, często nie werbalizowanego wprost szantażu. Pewność siebie kapłana mogła go zaprowadzić na manowce, podobnie jak i zbytnia otwartość na dialog z wrogimi Kościołowi służbami. Pryncypialność EP wobec reżimu Gierka konfrontowana z codziennością, w której władza jawiła się często bardziej otwartą na dialog mogła też prowadzić do "ześlizgnięcia" się kapłanów z pozycji niezachwianych strażników solidarności i dyscypliny wewnątrzkościelnej. A zatem dekada lat 70-tych przyniosła nowe niebezpieczeństwa dla stanu duchownego (diecezjalnego i zakonnego), tym razem wynikające z polityki pozornej normalizacji w stosunkach państwo - Kościół. Skrótowe przedstawienie zagrożeń z pierwszej połowy lat 70-tych pozwoli lepiej zrozumieć losy o. Hejmy i przebieg jego rozmów z funkcjonariuszami SB. Trudno dziś odtworzyć historykom ówczesny pogląd o. Hejmy na rzeczywistość stosunków państwo - Kościół w pierwszych latach epoki Gierka. Pewną wskazówkę przekazał w swoich wspomnieniach pierwszy redaktor naczelny "W drodze" o. M. Babraj pisząc o inicjatywach o. Konrada dotyczących uatrakcyjnienia pracy z młodzieżą w ramach DA: "To ojciec Hejmo wprowadził wtedy . Wzięły nazwę od telewizyjnych towarzysza Jana Szydlaka. (...) Trochę denerwowało mnie to nawiązanie przez Konrada do partyjnej nazwy, ale były to spotkania cieszące się dużą frekwencją w kościele. poświęcone były między innymi problemowi hippisów, seksu, ekumenizmu" (Poznańscy dominikanie, s. 210.). Spotkania te cieszyły się olbrzymią popularnością. Podobne cechy, pewnej otwartości, dostrzegali także u o. Hejmy funkcjonariusze SB, którzy po trzeciej z nim rozmowie - z listopada 1976 r. - podjęli decyzje o założeniu kwestionariusza osobowego na kandydata na tajnego współpracownika (tw). Pisano o nim w rubryce: "Walory osobiste i cechy ujemne": "miła powierzchowność, dużo mówi, podtrzymuje rozmowę, jako b. duszpasterz akademicki ma szerokie kontakty z młodzieżą i inteligencją". W kolejnej rubryce pt. "Ocena osobistego zetknięcia z kandydatem do pozyskania" można przeczytać słowa zapisane przez oficera prowadzącego z Wydziału V Departamentu IV MSW mjra mgr Wacława Głowackiego: "Chętnie rozmawiał na interesujące SB tematy, przekazywał ciekawe informacje, chociaż o treści raczej ogólnej. Chętnie godzi się na dalsze rozmowy, obiecał skontaktować się ze mną podczas pobytu w Warszawie, nie uczynił tego jednak. W rozmowie jest wylewny, mówi obszernie, chętniej na tematy problemowe niż poszczególnych zakonników" (AIPN, 2320/188, t. 1, Kwestionariusz osobowy o. Konrada Hejmo, k. 3.). Pierwsza rozmowa o. Hejmy z oficerami V Wydziału IV Departamentu MSW (a zatem z funkcjonariuszami centrali, a nie Wydziału IV w Poznaniu) miała miejsce 12 listopada 1975 r. Kolejne dwie: 9 września 1976 r. oraz 11 listopada 1976 r. Z ramienia SB prowadził je mjr mgr Wacław Głowacki, nadto w pierwszej z omawianych brał udział ppor. mgr Bogdan Rypiński, inspektor Wydziału V (Tytuły naukowe z akt; funkcjonariusze ci byli zapewne pierwszymi absolwentami powołanej rozporządzeniem Rady Ministrów z 11 sierpnia 1972 r. Akademii Spraw Wewnętrznych. Uczelnia miałaprawo wydawania dyplomów magisterskich, a następnie doktorskich. Jej absolwentami byli m.in. oficerowie IV Departamentu MSW, w tym m.in. jeden z zabójców ks. Jerzego Popiełuszki - Waldemar Chmielewski. Zob. więcej o powołaniu szkół wyższych obsługujących funkcjonariuszy MSW, H. Dominiczak, Organy bezpieczeństwa PRL 1944-1990. Rozwój i działalność w świetle dokumentów MSW, Warszawa 1997, s. 244-245.). Rozmowy te zostały nagrane bez wiedzy o. Hejmy, jak stwierdzono w raportach, a odbyły się na terenie klasztoru: "w mieszkaniu zakonnika". Trzecie spotkanie zostało poprzedzone rozmową telefoniczną. Biorąc pod uwagę realia życia klasztornego, spotykano się zapewne w rozmównicy. Niewiele wiadomo na temat okoliczności podjęcia przez SB tej inicjatywy. Wcześniej, jak pisano w materiałach operacyjnych, "były prowadzone sporadyczne rozmowy" z o. Hejmo przez Wydział IV KWMO w Poznaniu. W terenie zorientowano się zapewne co do jego roli w poznańskim DA, a następnie w piśmie "W drodze". Jako sekretarz redakcji, o. Hejmo kierował oficjalne listy do UdsW, w których stale wysuwał postulat zwiększenia nakładu (w sumie do stycznia 1978 r. wysłał, jak pisał do prymasa Polski, 10 listów [AIPN, 2320/188, t. 1, List o. Hejmy do S. Wyszyńskiego, 19 I 1978 r. k. 109.]). W rozmowach z funkcjonariuszem SB o. Hejmo prowadził swoistą grę. Jak się wydaje, głównym celem podjęcia jawnych de facto spotkań w klasztorze, była chęć uzyskania jak najlepszych warunków pracy dla redakcji "W drodze". Podkreślał zatem lojalną postawę wobec państwa: "komunizm, mimo wszystko, jest bliższy kościołowi niż wszystkie dotychczasowe formacje społeczno-ekonomiczne" - miał stwierdzić podczas drugiej rozmowy. Zdaniem mjr Głowackiego o. Konrad chciał podtrzymywać te kontakty. Także oficer SB prowadził grę ze swoim rozmówcą. Podczas kolejnych rozmów odmawiał zwiększenia nakładu, uznając, że pismo nie realizuje przyjętych - rzekomo - zobowiązań. W kolejnych rozmowach przypominano te zobowiązania, co stawiało SB w roli współredaktora pisma. Nacisk był czytelny a przewrotność wyjątkowa. Podczas pierwszej rozmowy funkcjonariusze SB z troską dopytywali się, czy "W drodze" nie podzieli losu zbyt "postępowego" "Concilium" wstrzymanego przez cenzurę kościelną. Następnie dawali do zrozumienia, że nakład pisma będzie zależny od podjęcia tematów, które właśnie narażały je na konflikt z władzami kościelnymi. O. Hejmo, w ramach swoistej gry, dzielił się swoimi niepokojami, bardziej broniąc suwerenności pisma od wpływu hierarchii kościelnej niż SB. Podczas drugiej rozmowy, o. Konrad przyznał się do swoich obaw, żeby cenzorem kościelnym z ramienia kardynała Wyszyńskiego nie został jego współbrat, zasłużony dla zakonu, o. Bernard Przybylski: "jest człowiekiem niezrównoważonym" - stwierdził, dając za to do zrozumienia, iż dominikanin ten nie akceptuje porządku socjalistycznego państwa. Informował także swych rozmówców, że kuria rzymska nie zezwoliła na pozostawienie kwestii czystości doktrynalnej pisma tylko w gestii zakonu: "Watykan stara się Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - stopniowe pozyskanie IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:20 "Stopniowe pozyskiwanie" Po trzeciej rozmowie z o. Hejmo mjr Głowacki założył kwestionariusz osobowy na kandydata na tajnego współpracownika. Uznał, że o. Konrad wykazuje chęć podtrzymanie dialogu operacyjnego z funkcjonariuszami, a powodem dalszego pozyskiwania do współpracy była pozycja dominikanina w zakonie, celem zaś możliwość uzyskania ciekawych informacji na temat współbraci, nadto pozyskiwanie informacji z "jego styków z biskupami", a także wpływanie przez SB na kształt pisma "W drodze". W zależności od dalszych losów o. Konrada, czyli ewentualnego przeniesienia się do Rzymu, miał być on także wykorzystany przez Departament I (wywiad). W rubryce 3 kwestionariusza: "Motywy pozyskania" zapisano wówczas, że o. Konrad ma świadomość prowadzenia dialogu z władzami państwowymi dla obustronnych korzyści; dla SB zaś motywem pozostawała chęć lojalizacji dominikanów "rękami' o. Konrada. W rubryce "sposób pozyskania" zapisano: "droga stopniowego pozyskiwania" [AIPN, 2320/188, t. 1, Kwestionariusz osobowy o. Konrada Hejmo, k. 3-8.]. W innym miejscu, stwierdzono zaś, że o. Hejmo jest zwolennikiem negocjowania i podejmowania dialogu z władzami w celu uzyskania większego nakładu dla pisma. Przeciwstawiano go zwolennikom prowadzenia walki z SB (dotyczyło to o. Ludwika Wiśniewskiego) i stosowania stałego nacisku wobec władz, prowadzącego do tego samego celu, czyli zwiększenia nakładu "W drodze". Mjr Głowacki, za zgodą swego szefa ppłk Stefana Ostapińskiego naczelnika Wydziału V Departamentu IV MSW, podjął decyzję o założeniu "kandydatowi" podsłuchu telefonicznego (PT) oraz o perlustracji korespondencji, w celu pełniejszego rozpoznania o. Konrada i jego najbliższego otoczenia. Były to typowe metody działania SB. Do początku 1980 r. mjr Głowacki przeprowadził z o. Konradem kolejne rozmowy, w sumie od 1975 r. dziewięć. Obok poprzednich wątków, pojawiały się w nich nowe tematy, służące lojalizacji zakonu, w tym "sprawa o. Ludwika Wiśniewskiego". Ten znany duszpasterz akademicki, po wyjeździe z Gdańska rozpoczął pracę w ośrodku dominikańskim w Lublinie. W ciągu kilku lat utworzył kolejne DA, a od 1976 r. związał się z opozycją demokratyczną (KOR, ROPCiO, także działacze chłopscy z Januszem Rożkiem na czele i inni). Jego ordynariusz, bp Bolesław Pylak, podobnie jak wcześniej ordynariusz gdański, bp Lech Kaczmarek, dzielił się na forum Rady Głównej EP swoimi krytycznymi uwagami na temat politycznego zaangażowania się o. Ludwika [J. Żaryn, Dzieje Kościoła katolickiego, s. 359-363, 378-400; A. i A. Anusz, Samotnie wśród wiernych. Kościół wobec przemian politycznych w Polsce (1944-1994), Warszawa 1994, s. 65-66.]. O. Hejmo z jednej strony informował funkcjonariusza SB o konflikcie istniejącym na tym tle także wewnątrz zakonu, a także o kulisach podejmowania decyzji o ewentualnym przeniesieniu o. Wiśniewskiego do innego klasztoru, gdzie miałby mniejsze możliwości angażowania się w działalność opozycyjną . Z drugiej strony przyjmując punkt widzenia SB o konieczności lojalnej postawy Zakonu, w imię doraźnych zysków dla redakcji pisma "W drodze" o. Konrad naciskał de facto na prowincjała o. Michała Mroczkowskiego, by ten śmielej dyscyplinował "niepokornego" dominikanina z Lublina. Jednocześnie, w rozmowach z SB wskazywał na słabości decyzyjne Kościoła czy też odkrywał zakulisową grę prowadzoną przez bp Pylaka i o. Mroczkowskiego. Jeden i drugi bowiem, wobec władz państwowych, zasłaniali się niekompetencją w kwestii ewentualnego przeniesienia o. Ludwika z "akademickiego" Lublina na inne stanowiska (np. magistra kleryków). O. Hejmo swoimi doniesieniami dawał dodatkową amunicję w ręce SB: "[o. Ludwik] jest indywidualistą, bardzo trudny we współżyciu, nie liczy się z otoczeniem. Na ogół chce dobrze, ale daje się ponosić emocjom" - mówił podczas czwartej rozmowy z SB. Prowincjał dominikanów, "też załamuje ręce"; przeor lubelskiego domu o. Gołąb wniósł - jak twierdził kandydat na tw - o przeniesienie o. Ludwika, ale nie był konsekwentny, "bo [o. Ludwik] pracuje w Kościele najbardziej ofiarnie z całego składu, pozostali migają się jak mogą" [AIPN, 2320/188, t. 1, Raport z rozmowy z o. Konradem Hejmo, 12 X 1977 r., k. 46.]. Hejmo na prośbę SB zobowiązał się do osobistego przekonywania o. Wiśniewskiego (z którym był zaprzyjaźniony jeszcze z czasów studiów) o bezsensie jego opozycyjnego zaangażowania. Na próżno. W rozmowie z SB z kwietnia 1978 r. Hejmo przytaczał słowa o. Wiśniewskiego, że czuje się "osamotniony w prowincji", ale mimo to nie zrezygnuje. Relację o. Hejmy zapisaną w SB-ckim raporcie można uznać za mimowolny hołd oddany odważnemu dominikaninowi. "Argumenty Hejmy o bezsensowności postawy Wiśniewskiego spotykały się z repliką: jestem chłopem, mam 42 lata i swój rozum mam, nie zmienię się, tylko taka droga jaką obrałem jest skuteczna i słuszna. Wiśniewski uważa, że wszyscy skapitulowali, tylko on jeden broni obecnie honoru zakonu." W kolejnej rozmowie z SB (z grudnia 1978 r.) Hejmo sam nawiązał do o. Wiśniewskiego, mówiąc o coraz większej izolacji tego ostatniego w zakonie. Podał także "przykład dobrego rozwiązania" podobnego problemu - wysłania zagranicę jezuity, Huberta Czumy. Formułowanie negatywnych opinii o współbraciach i odsłanianie wewnętrznych spraw zakonu i Kościoła zachęcało SB-eka do zadawania kolejnych pytań i uzyskiwania opinii na temat innych duchownych: "Hejmo zgodził się ze mną, że [o. Jan Andrzej] Kłoczowski w wypowiedziach swoich pozwala sobie na niewybredne epitety pod adresem władz państwowych", bo - jak twierdził o. Konrad, zakonnik ten "szybciej mówi niż myśli". Hejmo, w tej samej rozmowie, kontestował także fakt, że prymas Polski Stefan Wyszyński nadal posiadał pełnomocnictwa na czas wojny państwa z Kościołem w epoce stalinowskiej, a przecież w dekadzie Gierka "nie ma potrzeby aby prymas zachowywał uprawnienia wobec zakonów nadane mu przez Stolicę Apostolską" [Tamże, k. 47.]. Kwestia ta wiązała się ściśle z chęcią uzyskania większej samodzielności przez niektóre zgromadzenia, w tym prawa do swobodnego wyboru władz Prowincji, a także do podejmowania zdecentralizowanej, samodzielnej polityki kościelnej wobec państwa. Pod wpływem pytań Głowackiego, o. Konrad opowiadał także o ludziach Watykanu; plotki mieszały się z faktami: "[abp Luigi Poggi] kiedyś był u nas w redakcji w Poznaniu. Wypił, nawet nie mało, rozbawił się. Robi wrażenie zagubionego, taki wiejski proboszcz, ale sprytny, wszystko chwyta, nic nie uchodzi jego uwadze. Jest bardzo elastyczny, nikomu jeszcze się nie naraził" - mówił o. Konrad 15 XII 1977 r. [AIPN, 2320/188, t. 1, Notatka z rozmowy z kandydatem na tw o. Konradem Hejmo, 17 XII 1977 r., k. 59.] W tym czasie, minister Kąkol prowadził robocze rozmowę z arcybiskupem, stałym delegatem Stolicy Apostolskiej do kontaktów roboczych z władzami PRL. Swoiste negocjacje polegały m.in. na próbie skompromitowania w oczach gościa prymasa Polski i jego polityki Kościoła wobec PRL. Dla SB ważne mogły być także pozornie nieistotne informacje, dotyczące "szeregowych" duchownych. Jeszcze w jednej z pierwszych rozmów (w listopadzie 1976 r.) o. Hejmo opowiedział SB-kowi o konflikcie z przełożonymi pewnego dominikanina z Krakowa, który kolejno odmówił zgody na przeniesienie do Wrocławia i do Gdańska. "Sprawa oparła się o generała zakonu, który pozostawił ją do ostatecznego rozstrzygnięcia przez prowincjała - mówił Hejmo - Dominikanie z zainteresowaniem oczekują na epilog tej sprawy, komentuje się ją tak: nie należy szukać sprawiedliwości we władzach generalnych, bo generał zawsze stanie po stronie prowincjała, a nie zakonnika" [AIPN, 2320/188, t. 1, Notatka z rozmowy z o. Konradem Hejmo, 30 XI 1976 r., k. 33]. Jednym z wniosków, jakie w wyniku tego spotkania formułuje mjr Głowacki, jest konieczność "podjęcia rozmów" ze wspomnianym ojcem przez Wydział IV KW MO w Krakowie [Tamże, k. 35 ]. Nie wiemy czy do takich rozmów doszło i czy dop Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - Lata 1980 - 1988 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:22 Lata 1980 - 1988 W raporcie mjr Głowackiego z 21 II 1980 r. pojawiła się informacja o wyjeździe, co najmniej na dwa lata, o. Konrada do Rzymu. Okoliczności otrzymania paszportu świadczyły o tym, że SB zamierzała nadal korzystać z jego informacji. W ramach dalszego wplątywania w sieć SB: "Na prośbę spowodowałem - pisał Głowacki 18 II 1980 r. - wydanie mu w krótkim czasie paszportu za co wyrażał mi podziękowanie. W czasie spotkania wręczyłem "Dominikowi" okolicznościowy upominek" (wspomnianą już metaloplastykę - za 1300 zł). Z jednej strony o. Konrad - konstatował Głowacki "chce być osobą znacząca w zakonie i Kościele", z drugiej zaś ma kłopoty finansowe. A zatem, postulował Głowacki, by udzielić o. Konradowi pożyczkę "w ramach wiązania z SB" [AIPN, 02320/188, t. 1, Raport w sprawie pozyskania do współpracy, 21 II 1980 r., k. 83.]. Z dokumentów wynika, że rada ta nie spotkała się z akceptacją; świadczyła jednak o znajomości przez SB rzymskich realiów. W raporcie z 18 lutego 1980 r. Głowacki stwierdził, w związku z informacją o wyjeździe o. Konrada do Rzymu, że powinien zostać przejęty przez innego oficera SB, w domyśle z Departamentu I (wywiad): " do sugestii mojej ustosunkował się ogólnikowo i sceptycznie, dając odpowiedź wymijającą". Dawał do zrozumienia, że chętnie się spotka z Głowackim po przyjeździe do Warszawy. Być może, to właśnie ta rozmowa spowodowała, że na gruncie rzymskim SB zastosowała wobec o. Konrada kilka wariantów współpracy, w tym bardzo skomplikowaną "grę operacyjną". O. Konrad wyjechał do Rzymu, gdzie podjął studia doktoranckie w uczelni dominikańskiej Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza (Angelicum). Został zatrudniony w Delegaturze Biura Prasowego Episkopatu Polski, u ks. dyrektora Bogumiła Lewandowskiego. Miał również pracować w sekcji polskiej Radia Watykańskiego, do czego jednak - na stałe - nie doszło. Za to, został współpracownikiem ks. Ksawerego Sokołowskiego, opiekuna Domu Polskiego im. Jana Pawła II przy via Cassia, gdzie m.in. redagował "Kronikę Rzymską". W sierpniu 1984 r., po dymisji ks. Kazimierza Przydatka TJ, otrzymał nominację na dyrektora Polskiego Ośrodka Corda Cordi w Rzymie przy ul. Pffeifer 13, w centrum miasta blisko bazyliki św. Piotra. Utrzymanie i inne bieżące wydatki obciążały jego skromny budżet, a większość z wyżej wymienionych zadań o. Hejmo pełnił bez wynagrodzenia. W 1983 r. miał już poważne długi, o których sam mówił w trakcie rozmów pracownikiem ambasady PRL w Rzymie: " przydzielony jest obecnie do pomocy [ks.] B. [ogumiłowi] Lewandowskiemu, który wypłaca mu miesięcznie 200-250 USD pensji. W ocenie jest to suma niewystarczająca i przez to popadł w długi - głównie zadłużenie obejmuje sprawy mieszkaniowe i wyżywieniowe"- czytamy w raporcie z czerwca 1983r. [AIPN, 2320/188, t. 3, Raport dot. przebiegu spotkania z "Hejnałem" KO nr 14844, 14 VI 1983 r., k. 100.] W latach 1981-1983 informacje od o. Hejmo napływały do SB trzema równoległymi, niezależnymi od siebie "kanałami" , które odpowiadały trzem formom kontaktów dominikanina ze służbami specjalnymi PRL. W pierwszych miesiącach pobytu o. Konrada w Rzymie, prowadzenie jego osoby formalnie przekazano z Departamentu IV MSW do Departamentu I (wywiadu), nadając mu jednocześnie nowy pseudonim: "Hejnał" (w okresie "watykańskim" stosuje się w odniesieniu do Hejmy jeszcze trzeci pseudonim "Vox" - w ramach kontaktów z rzymskim rezydentem wywiadu). "Wyrażamy zgodę na przekazanie t.w. na czas jego pobytu za granicą na Wasz kontakt. Po powrocie na stały pobyt w kraju, prosimy przekazać go na kontakt Dep. IV MSW" - pisał zastępca dyrektora tegoż departamentu, płk mgr Adam Pietruszka do swego kolegi, dyrektora Departementu I MSW, 29 XII 1981 r. [AIPN, 2320/188, t. 2, Pismo płk A. Pietruszki do Dyrektora Departamentu I MSW, 29 XII 1981 r., k. 17. ]. Z kolei w Departamencie I w latach 1981 - 1983 o. Hejmo był równolegle prowadzony przez dwa Wydziały, działające na różnych obszarach pracy wywiadowczej. Wydział III Departamentu I, kierowany przez płk Stanisława Kwiatkowskiego, dotarł do niego za pośrednictwem swej rzymskiej rezydentury (pion "R"). Rezydentura w Rzymie Rezydent wywiadu w Rzymie, w raportach pisanych do centrali używający pseudonimu "Pietro", po raz pierwszy z o. Konradem spotkał się 11 listopada 1981 r. Dało to początek kontaktom, które trwały ponad rok. Spotkania odbywały się w miejscu pracy "Hejnała" lub na lotnisku, w czasie oczekiwania na przylot np. delegacji EP do Watykanu, a najczęściej w rzymskich kawiarniach bądź restauracjach. Rozmówca "Hejnała" - "Voxa" występował jako pracownik ambasady PRL przy Kwirynale. "Cieszy się Pan dobrą opinia w Watykanie i wśród księży polskich, a więc, aby porozmawiać spokojniej pójdźmy gdzieś na kawę" - zaproponował o. Konrad podczas pierwszego spotkania z "Pietro" - "W tej sytuacji oświadczyłem mu, że zapraszam go . Chętnie na to się zgodził" [AIPN, 2320/188, t. 2, Notatka operacyjna dot. odbycia rozmowy z "Voxem" w dniu 11 XI 1981 r., w godz. 11.00-13.00, 11 XI 1981 r. , k. 24.]. "Pietro" w swoich raportach podkreślał łatwość uzyskiwania informacji od Hejmy: "W trakcie swobodnej rozmowy na tematy stanowiące przedmiot naszych zainteresowań "Vox" bardzo chętnie i szeroko wypowiadał się na znane mu tematy. Do tego stopnia, że odniosłem wrażenie, że nie ma sensu zbytniego forsować sprawy ewentualnego mojego w przyszłości. [czyli ujawnienia rozmówcy jako funkcjonariusza wywiadu PRL; fragment podkreślony w oryginale - AG, PM, JŻ]. Wydaje się, że jego obecna gwarantuje w pełni dobre informacyjne jego wykorzystanie. Wydaje mi się też, że możliwości są zbliżone do możliwości , a w niektórych sprawach mogą być jeszcze szersze" [Tamże, k. 27. Nie wiemy, do kogo odnosił się wymieniony pseudonim "Tevere".]. Po kolejnej rozmowie, z 19 IV 1982 r., "Pietro" raportował: "Rozmowa odbyła się w wyjątkowo dobrej atmosferze. bez najmniejszego oporu i skrępowania relacjonował znane mu fakty i nie unikał podawania nazwisk i szczegółów. (Odniosłem wrażenie, że klimat tej rozmowy był lepszy niż z niektórymi źródłami, z którymi pracuje się dłużej. Stwierdziłem, że nabrał do mnie dużo zaufania. Warto sprawę tę kontynuować na dotychczasowej zasadzie)" [AIPN, 2320/188, t. 2, Notatka operacyjna dot. rozmowy z "Voxem", 19 IV 1982 r., k. 30.]. Główna część informacji przekazywanych przez Hejmę w trakcie rozmów z "Pietro" dotyczyła z jednej strony polskich duchownych pracujących w Watykanie, relacji między nimi, w tym i napięć i konfliktów, z drugiej strony - polskich biskupów przybywających do Rzymu. Informował m.in. o spotkaniu Jana Pawła II z ministrem spraw zagranicznych RFN Hansem-Dietrichem Genscherem, jak również charakteryzował poglądy ks. Orszulika i bp (od 1982 r. arcybiskupa) Dąbrowskiego na sytuację w kraju. Mówił o polityce wschodniej Watykanu, o tym jak kuria rzymska ocenia zaangażowanie Papieża w polskie sprawy. Niektóre z dostarczonych informacji "Pietro" oceniał bardzo wysoko. "Podczas spotkania uzyskałem od "Voxa" - pisał w raporcie sporządzonym po rozmowie z 20 X 1982 - informacje na temat oceny Sekretariatu Stanu aktualnej sytuacji w Polsce, w jej różnych kontekstach, a także na temat ustaleń co do nowej polityki kierownictwa episkopatu polskiego, która ma być zasugerowana abpowi Glempowi podczas jego najbliższego przyjazdu do Rzymu. Powyższą informację uważam za b. istotną, rzeczową i tłumaczącą postawę episkopatu polskiego w ostatnim czasie." [AIPN, 2320/188, t. 2, Raport operacyjny dot. odbytego spotkania z "Voxem" w dniu 20 X 1982 w godz. 13.30-15.00, k. 33] Mimo dobrego kontaktu "Pietro" z o. Hejmo w centrali podjęto decyzję o "ograniczeniu", a następnie "zamknięciu" tego kanału informacyjnego. 10 I 1983 r. o. Hejmo odbierał paszport konsularny w ambasadzie i tam spotkał się z "Pietro" (było to ich szóste spotkanie). U dołu notatki z tego krótkiego spotkania znajduje się odręczny dopise Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - "Lakar" IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:23 "Lakar" Rzeczywiste powody "wyciszenia" kontaktów przez rezydenturę w Rzymie były związane właśnie z działalnością wspomnianych "Lakara" oraz por. Emczyńskiego. "Jako tw [o. Konrad] zarejestrowany przez Dep. IV w lutym 1980 r. Przez nas zabezpieczony w Wydz. XIV Dep. I MSW został w dniu 25 XI 1981 r." [Tamże, k. 104.] - pisał Emczyński w czerwcu 1983 r. A zatem, w tym samym czasie kiedy pozostawał w Rzymie w kontakcie z "Pietro" (czyli z Wydziałem III Departamentu I) "Hejnał" był prowadzony przez jeszcze inny wydział Departamentu I MSW. Przypomnijmy, do zadań Wydziału XIV należało prowadzenie wywiadu nielegalnego (prowadzonego w oparciu o zakonspirowanych agentów - jak "Lakar"), czyli niezależnego od działań rezydentów wywiadu działających w przedstawicielstwach dyplomatycznych. Trzecim i najbardziej owocnym "kanałem informacyjnym" okazał się właśnie ten ustanowiony przez "Lakara" i prowadzony z centrali przez por. Emczyńskiego. "Lakar" dysponował szerokimi kontaktami w środowisku polskich duchownych w Rzymie, wobec których występował w roli doradcy biskupów niemieckich. Ojciec Hejmo w publicznych wypowiedziach wygłoszonych po ujawnieniu jego współpracy wymieniał osobę "Andrzeja M.", jako tego któremu przekazywał informacje. Dostępne dokumenty potwierdzają jego słowa. Z raportów "Lakara" na temat wizyty o. Konrada u niego w domu oraz z listów pisanych przez o. Konrada do "Andrzeja" wynika jednoznacznie, iż "Lakar" mieszkał w Kolonii. Osoby, które mieszkały w latach 70- i 80-tych na Zachodzie, bądź często tam jeździły, także potwierdziły nam jego tożsamość (ks. Adam Boniecki, Maciej Morawski, Zdzisław Najder, Janusz Zabłocki). Jednakże w aktach sprawy osoba "Lakara" funkcjonuje tylko pod pseudonimem, stąd nie ujawniamy jej nazwiska. [Teczka "Lakara" nie została odnaleziona w zasobie IPN. Nie wiemy, czy została zniszczona, czy też znajduje się w zbiorze zastrzeżonym.] "Lakar" niewątpliwie odgrywał kluczową rolę w sprawie o. Konrada Hejmo, o czym staramy się przekonać w następnej części raportu. Pod obcą flagą Wobec ojca Hejmo wywiad MSW zastosował skomplikowaną grę wywiadowczą, nazywaną czasami działaniami "pod obcą banderą", lub "pod obcą flagą". W terminologii wywiadowczej określa się w ten sposób postępowanie służby wywiadowczej (jej agenta, rezydenta, czy oficera wywiadu) które pozornie jest działaniem innego wywiadu. W praktyce dzieje się tak podczas werbowania informatora lub tajnego współpracownika, gdy ten, na przykład z powodów ideowych, nie chce współpracować z jedną służbą, ale nie ma zastrzeżeń do współpracy z inną. Czasami werbowana osoba w ogóle nie ma świadomości, że współpracuje z jakąkolwiek służbą wywiadowczą, gdyż w czasie werbunku nabrała przekonania, że przekazuje informacje zaprzyjaźnionej instytucji. Osoba, z którą agent stara się wejść w bliższe stosunki, może udzielić cennych informacji w przekonaniu, że ma do czynienia z sojusznikiem, a nie agentem obcego wywiadu. Werbowanie pod obca banderą stosowane jest przez wszystkie służby wywiadowcze świata, ale szczególnie znane były podobne operacje realizowane przez radzieckie służby wywiadowcze [Norman Polmar, Thomas B.Allen, Księga szpiegów. Encyklopedia, Warszawa 1997, s. 453.]. M.in. taktykę werbunku "pod obcą banderą" stosowano często w ramach operacji "Progriess", prowadzonej przez KGB po 1968 r. na terenie wielu krajów Europy Wschodniej. Przykładem takiej operacji może być inwigilowanie ks. Andrzeja Bardeckiego, osoby bliskiej kard. Karolowi Wojtyle. W jego otoczeniu pojawił się Gienadij Blablin (pseudonim Bogun) oficer wywiadu KGB, tzw. "nielegał", który przedstawił mu się, jako fotoreporter prasowy z RFN. Z informacji Wasilija Mitrochina, b. archiwisty KGB, który przekazał część materiałów operacyjnych tej służby wywiadowi brytyjskiemu, wynika, że ks. Bardecki mógł nieświadomie informować "Boguna" o sytuacji Kościoła w Polsce oraz o kardynale Wojtyle [Ch. Andrew, W. Mitrochin, Archiwum Mitrochina. KGB w Europie i na Zachodzie, Warszawa 2001, s. 496.]. Później jego misję kontynuował inny radziecki "nielegał", pochodzenia ukraińskiego Iwan Bunyk, używający pseudonimu "Filozof". Udając francuskiego pisarza, od 1977 r. zdobywał informacje z kręgu Karola Wojtyły, a po 1980 r. także wśród działaczy "Solidarności", m.in. Tadeusza Mazowieckiego [Tamże, s. 894.]. Inny "nielegał", wysłany do Polski już po wyborze kard. Wojtyły na papieża, Oleg Burien , o pseudonimie "Dieriewlow", podając się za przedstawiciela kanadyjskiej oficyny wydawniczej wszedł w bliski kontakt z ks. Józefem Tischnerem [Tamże, s.897.]. Jak wynika z ujawnionych dokumentów, jednym z priorytetów operacji zagranicznych SB w czasie pontyfikatu Jana Pawła II stało się rozbudowywanie agentury wśród Polaków w Rzymie i w Watykanie. 16 czerwca 1980 r. warszawska rezydentura KGB meldowała Centrali: "Nasi przyjaciele (SB) dysponują silną pozycją operacyjną (agenturą) w Watykanie, co umożliwia im bezpośredni dostęp do papieża i do kongregacji rzymskiej. Oprócz doświadczonych agentów, do których Jan Paweł II jest osobiście dobrze nastawiony i którzy mogą uzyskać audiencję w dowolnym momencie, nasi przyjaciele pozyskali zasoby agenturalne wśród przywódców katolickiego ruchu studenckiego, którzy są w stałych kontaktach z kołami watykańskimi i mają możliwości operacyjne w Radiu Watykańskim oraz w sekretariacie papieskim" [Tamże s. 899.]. W przypadku o. Hejmy, oficerowie Departamentu I MSW (nie znamy wszystkich okoliczności podejmowania decyzji w tej sprawie, winny się one znajdować w teczce "Lakara") najwyraźniej uznali, że jego opory będą mniejsze w przypadku, gdy nabierze przekonania, że utrzymuje kontakty z zachodnioniemieckim wywiadem, a nie służbami PRL. Było to tym istotniejsze, że w czasie pracy w Rzymie, wywiad MSW miał znacznie mniejsze możliwości nakłonienia o. Hejmę do współpracy aniżeli w kraju. Otwartym pozostaje pytanie, czy informacje uzyskiwane przez SB od o. Hejmy były przekazywane KGB. W świetle ówczesnych relacji między tymi służbami taką możliwość należy uznać za wysoce prawdopodobną zwłaszcza, że jedną z osób, która uczestniczyła w tej grze operacyjnej był gen. Jan Słowikowski, w resorcie odpowiedzialny za kontakty z KGB [Tamże, s. 897. Por. zał. 1]. "W październiku 1981 r. "Lakar" via "Lew" i "Hrabia" ["Lew" i "Hrabia" , a także - być może zamiennie - "Bombelek" i "Rajfur", to prawdopodobnie pseudonimy innych informatorów tkwiących w środowisku - szeroko pojętym - rzymskim i polskim jednocześnie. Dokumenty, do których udało się dotrzeć, nie dają pewności pozwalającej zidentyfikować ich tożsamość. Według dostępnej dokumentacji byli zapewne elementami "ogniwa" prowadzonego w Rzymie przez "Lakara", traktowani byli przez Departament I jako "kontakty operacyjne" (tak jak o. Hejmo - "Hejnał") bądź "kontakty informacyjne." W niektórych dokumentach pseudonim "Hrabia" może się odnosić do "Lakara". Nie jesteśmy w stanie wyjaśnić tej wątpliwości] zapoznał się z i wykorzystując jego sytuację materialną zaproponował mu współpracę pod . Po otrzymaniu wynagrodzenia od za przekazane informacje samorzutnie dążył do dostarczenia dokumentów i informacji . Celem bliższego ich poznania się i związania za zgodą Centrali zaprosił do RFN na święta wielkanocne" [AIPN, 2320/188, t. 2, Analiza sprawy KO Nr. 14844 krypt. "Hejnał" na dzień 1 XII 1983 r, k. 117]. W pierwszym okresie współpracy, do 1 XII 1983 r. włącznie, o. Konrad "dostarczył szereg dokumentów wewnętrznych Biura Prasowego EP [w Rzymie], przekazywał pisemnie bądź ustnie (posiadamy nagrania) informacje na tematy watykańskie oraz opinie na temat stosunków Episkopat - rząd Polski - Watykan. Przekazał w w/w okresie 17 informacji o zawartości 115 stron maszynopisu. Informacje oceniono jako dobre i dostateczne w Wydziale XVII Departamentu I MSW" - charakteryzował w grudniu 1983 r. pierwszą fazę współpracy z "Hejnałem" via "Lakar" por. Emczyński. [Ibidem, k. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Informacje przekazywane przez o. Hejmę IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:26 Informacje przekazywane przez o. Hejmę Niezależnie od tych dylematów, trzeba stwierdzić, że współpraca "Lakara" z o. Hejmo prowadzona od końca 1981 r. co najmniej do lipca 1988 r. była dla MSW niezwykle owocna. Wszyscy rozmówcy o. Konrada ("Lakar", por. Emczyński i "Pietro") podkreślali jego łatwość w nawiązywaniu kontaktu i "brak oporów do podejmowania rozmów na tematy kościelne i rzymskie". Jak pisał por. Emczyński w czerwcu 1983 r., "ze względu na predyspozycje osobiste będzie cennym źródłem wywiadu na terenie Rzymu" [AIPN, 2320/188, t. 3, Raport dot. przebiegu spotkania z "Hejnałem" KO nr 14844, 14 VI 1983 r., k. 103.]. A zatem i szkodliwość o. Konrada jako "kontaktu operacyjnego" I Departamentu MSW na terenie rzymskim należy ocenić na wysoką. Jednocześnie, w zależności od rozmówcy, "Hejnał" ujawniał swoje poglądy: lojalnego obywatela PRL bądź antykomunisty. Tematyka rozmów była przebogata. Na potrzeby niniejszego sprawozdania można jedynie wymienić najistotniejsze, a omówić jedynie wybrane wątki. Większość informacji pochodziła z nagrań dokonywanych przez "Lakara" (za zgodą rozmówcy) i przez niego spisywanych. Podczas rozmów z "Lakarem" o. Konrad charakteryzował kapłanów polskich pracujących w Wiecznym Mieście. O ks. Stanisławie Dziwiszu, osobistym sekretarzu papieża, donosił, iż spotyka się z Dominikiem Morawskim i Bohdanem Cywińskim, którzy doradzają papieżowi w kwestiach polskich. Na temat ks. Adama Bonieckiego, wówczas redaktora polskiej edycji "Osservatore Romano" mówił, że kapłan ten posiadał dobre kontakty z opozycją , że przewoził nielegalną literaturę, że kontaktował się także z ośrodkami emigracyjnymi, przede wszystkim z "Biurem Solidarności" w Rzymie. Wielokrotnie donosił na ks. Bogumiła Lewandowskiego, swego bezpośredniego zwierzchnika w Biurze Prasowym EP w Rzymie: "Poza listem, K.[onrad] H.[ejmo] przysłał szereg dokumentów , jak to zapowiada w liście. - pisano w raporcie do centrali 28 IV 1984 r. - Wszystkie nielegalne wydawnictwa, które docierają do Watykanu kolportowane są przez dwa kanały [ks. Boniecki i ks. Lewandowski] [...] dokumenty tego rodzaju docierają do Radia Wolna Europa, CIA, prasy zachodniej, wywiadów itp. zainteresowanych osób i ośrodków" [AIPN, 2320/188, r. 2, Wyciąg z raportu źródła nr 4072, 28 IV 1982 r. , k. 16.]. Kolejnym ważnym tematem rozmów była analiza postaw i poglądów Polaków - duchownych i ludzi emigracji "solidarnościowej" - mieszkających na stałe w Rzymie lub często odwiedzających Wieczne Miasto. W tym kontekście kilkakrotnie padło nazwisko B. Cywińskiego, który jednak - wedle słów "Hejnała" - "po wylewie krwi do mózgu wycofał się z życia politycznego i przeniósł się z Rzymu do Szwajcarii jako wykładowca Uniwersytetu w Freiburgu" [AIPN, 2320/188, t. 3 , Informacja dot. lobby polskiego w Watykanie oraz wpływu jego działań na podziały w Episkopacie Polskim, 14 VI 1983 r., k. 119.]. W raportach "Lakara" pojawiały się także informacje o Karolu Wagnerze ("Pan z laseczką") z RWE, informacje - także o innych współpracownikach RWE (Dominiku Morawskim) - odnajdujemy również w raporcie por. Emczyńskiego z bezpośredniej rozmowy z "Hejnałem". "Lakar" wypytywał "Hejnała" , a następnie przekazywał do centrali informacje na temat dyrektora polskiej sekcji RWE Zdzisława Najdera : jego relacji z polskimi duchownymi w Rzymie, tego jak abp Glemp oceniał "Wolną Europę" (szczegółowo opisywał wycofanie się prymasa Polski z uroczystości w Rzymie, w których miał wziąć udział Najder), wysiłków podejmowanych przez tego ostatniego, aby przekonać zarówno polskich hierarchów, jak i amerykańskich przełożonych w RWE, że polska sekcja pod jego kierownictwem nie jest krytyczna wobec linii Kościoła w Polsce. Był to wówczas istotny spór na emigracji, bowiem "Kultura" Jerzego Giedroycia zarzucała polskiemu Episkopatowi, zwłaszcza prymasowi Glempowi, ugodowy stosunek wobec ekipy stanu wojennego. Sądząc z często pojawiających się w rozmowach wątków RWE i "Kultury", jak i zadań stawianych wprost "Lakarowi' przez centralę, można wnosić, że uzyskiwanie informacji o polskich środowiskach emigracyjnych było - obok rozpracowywania Watykanu i polskiego Kościoła - główną jego misją na Zachodzie. Doniesienia o. Konrada dotyczące środowisk "solidarnościowych" oraz kontaktów przedstawicieli duchowieństwa z pozostającymi na Zachodzie działaczami NSZZ "Solidarność" niewątpliwie służyły wywiadowi PRL także do wyrobienia sobie opinii na temat poglądów Jana Pawła II odnośnie sytuacji w Polsce. Z tego też powodu por. Emczyński dopytywał się podczas rozmowy z czerwca 1983 r. "o sprawę przyjęcia przez J. Pawła II L. Wałęsy na audiencję". W ślad za tym, "Lakar" z kolei, instruował "Hejnała" prosząc o bliższe informacje: "Możliwie wszystkie szczegóły dotyczące Jerzego Turowicza w Rzymie, a szczególnie jego kontakty z Najderem, Ludwiczakiem, K. Wagnerem itp." [AIPN, 2320/188, t. 2, List o. Konrada do "Stasia", maj 1984 r., k. 136.]. Charakter niektórych fragmentów doniesień "Hejnała" zbliżał się do kategorii pomówień, a na pewno plotkarskich i niesprawdzalnych pseudowiadomości. "Lakar", zgodnie z instrukcjami otrzymywanymi od centrali, interesował się wadami a nie zaletami osób pozostających w zainteresowaniu SB: "W Rzymie mówi się bardzo krytycznie o dotychczasowej działalności Sz.[czepana] Wesołego." - "Lakar" dopytywał się o szczegóły w liście do "Hejnała" - "Wszystko co możliwe o /ile lat, panna czy mężatka, zawód, gdzie pracowała, dokąd, kiedy przyjechała z PRL itp. ? Powody usunięcia znamy [z pracy w "Corda Cordi", za rzekome kontakty z SB - AG, PM, JŻ], może są jakieś pikantne szczegóły?" . Takie też - jak widać - zadawał pytania swojemu rozmówcy. O. Konrad wytykał zatem wady, rzekome lub prawdziwe, ks. Kazimierza Przydatka TJ, szefa ośrodka "Corda Cordi" do 1983 r., jego poprzednika na tym stanowisku. Mówił o interesujących SB szczegółach z życia np. ks. Janusza Bolonka, który w pewnym momencie zmienił mieszkanie, co interpretowano jako konsekwencję utraty zaufania w Watykanie [AIPN, 2320/188, t. 3, Rozmowa "Hejnała" z "Lakarem", 17 IV 1983 r., k. 123-128; Rozmowa z 11 VII 1983 r., Tamże, k. 131-133.]). W co najmniej jednym przypadku o. Hejmo przekazał "Lakarowi" materiał o charakterze osobistym, który następnie został skopiowany i przesłany do Departamentu IV. Był to list ojca Jacka Salija wystosowany ("celem zwalczania insynuacji") do o. Hejmy, ks. Bolonka i ks. Dziwisza, w którym dominikanin wyjaśniał dlaczego nie przyjechał w 1983 r. do Rzymu, mimo wcześniejszych starań o otrzymanie paszportu. "Ponieważ prymas wystąpił z tym żalem do Jacka Salija, więc Jacka poniosło i napisał list..." - objaśniał "Lakarowi" Hejmo. [AIPN, 2320/188, t. 3, Stenogram rozmowy z z dnia 5-6 I 84 r, . k. 218] Obok tych spraw pozornie drugorzędnych czy nawet błahych (o których wiedza była jednak niezbędna SB dla identyfikowania słabych punktów i konfliktów w rozpracowywanych środowiskach), "Hejnał" poruszał także wątki dużo poważniejsze. Mówił m.in. o reakcjach na stan wojenny w Watykanie, o sporach w środowiskach, w których przebywał, a także o rzeczywistych - jego zdaniem - wpływach i pozycji polskich kapłanów oraz biskupów w strukturze Kościoła katolickiego. "Hejnał" przedstawiał także charakterystyki członków EP, podając m.in. informacje na temat istniejących - rzekomo lub naprawdę - konfliktów między członkami Episkopatu przybywającymi z Polski do Ojca Świętego w ramach kanonicznych wizyt "ad limina apostolorum" w okresie stanu wojennego (1982-1983). Część tych informacji ma charakter plotek korytarzowych, większość jest utrzymana w tonie pretensji, np. że ktoś skrzywdził ks. Zenona Grocholewskiego (dziś kardynała), a inny kapłan zatrudnił sekretarkę, która zapewne była agentem SB itd. "Hejnał" określał także sympatie wspomnianego kleru polskiego w Rzymie wobec poszczególnych biskupów, członków EP. Podstawowy podział w EP i wśród duchowieństw Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Ed Wynaghrodzenie otrzymywane przez o. Hejmę IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:32 Wynagrodzenie Pierwsze pieniądze "Hejnał" otrzymał w sierpniu 1981 r., po raz ostatni zaś prawdopodobnie w drugiej połowie 1988 r. - za okres od 1 stycznia 1988 do 30 czerwca 1988 r. Otrzymywał je za pośrednictwem "Lakara"z funduszu I Departamentu MSW. A aktach znajdują się pokwitowania o. Hejmy , w formie odręcznie napisanych oświadczeń , bądź podpisów na formularzach rachunków w języku niemieckim (na części z nich widnieje adnotacja, że jest to wynagrodzenie od BND: za udzielanie informacji dotyczących Watykanu, czy też Kościoła katolickiego - jak umieszczono na rachunku [Przykładowo, rachunek z 9 V 1986 r. wystawiony na 1000 DM i podpisany przez "St. Hejmo": "Honorarium fur Informationen betr. den Vatican geliefert an den Bundesnachrichten - dienst - BND in der Zeit v. 18.06.85 - 28.1. 86". AIPN, 2320/188, t. 3, Rachunki, k. 207.]. W sumie, według zachowanych rachunków i notatek, "Hejnał" otrzymał w latach 1981 - 1988, blisko 20 tys. DM (dokładnie: 19. 355). O okolicznościach przyjmowania pieniędzy pisano do Centrali w 1982 r., przy okazji drugiej wypłaty: "Konradowi jako zaliczkę na postawione zadania wypłacono 300, - DM co pokwitował . Przejście na tę formę umotywowano tak - suma którą otrzymał pierwszy raz, a za którą prawie nic nie zrobił zmieściła się w kosztach podróży [z Rzymu do Kolonii w RFN i z powrotem]. Obecnie jednak, za konkretne informacje muszą być wystawiane konkretne kwity, gdyż takie są normalne przepisy i formalności. Pokwitował bez specjalnych wahań, wątpliwości czy też wyrażania obaw"[ AIPN, 2320/188, t. 2, Wyciąg z raportu źródła nr 4072, 28 III 1982 r., k. 14 ]. W innym raporcie, z 22 XII 1983 r., "Lakar" stwierdził, że "przy podpisywaniu Hejnał zwracał tylko uwagę na sumę" [AIPN, 2320/188, t. 2, Wyciąg z raportu źródła nr 4072 z dnia 5 XII 1983 r. dot. współpracy z "Hejnałem"] Zamiast zakończenia Sprawa "Dominika" - "Hejnała" nie ma w dostępnych aktach swego epilogu. Na końcu tomu 3-ego znajduje się notatka odręczna z 14 lipca 1988 r. i dotyczy rozliczeń finansowych z o. Konradem za okres od 1 VII 1987 r. do 30 VI 1988 r. Rozliczenie, według autora notatki kpt L. Machalskiego, miało nastąpić 12 lipca 1988 r. [AIPN, 2320/188, t. 3, Notatka kpt L. Machalskiego, 14 VII 1988 r., k. 209.] Nie wiemy, czy ta ostatnia data była końcem rzeczywistej współpracy o. Hejmo z "Lakarem", a za pośrednictwem tego ostatniego z MSW. Sądzimy, że ojciec Hejmo stanowił dla MSW jedno z najcenniejszych źródeł informacji o sytuacji w Watykanie i w polskim Kościele w latach osiemdziesiątych. Trzeba jednak zaznaczyć, że ocena ten ma charakter hipotezy, która powinna być zweryfikowana poprzez dalsze badania dokumentów pozostawionych przez służby specjalne i władze PRL. Raport niniejszy nie ma charakteru opracowania całościowego i ostatecznego. Opiera się przede wszystkim o trzy tomy dokumentów bezpośrednio dotyczące kontaktów o. Hejmy z MSW w latach 1975-1988. Wiele wątków i faktów wymaga dalszych, żmudnych badań i poszukiwań, w tym konfrontacji z innymi źródłami historycznymi (nie wykluczając relacji o. Konrada). W naszym raporcie staraliśmy się unikać formułowania ocen moralnych (choć oczywiście cały czas taka refleksja była obecna podczas naszej pracy), pozostawiając je czytelnikom. Staraliśmy się zrekonstruować najważniejsze fakty, a także wskazać te interpretacje, które wydają się nam najbardziej uprawnione i prawdopodobne. W wielu przypadkach - wobec braku pewności - musieliśmy ograniczyć się do sformułowania hipotez czy jedynie pytań. Raport ma ułatwić lekturę całej zachowanej dokumentacji, która stwarza wiele trudności interpretacyjnych nawet dla historyków od kilku lat pracujących na aktach wytworzonych przez służby specjalne PRL. Zdaniem autorów raportu analizowane przez nas dokumenty winny być udostępnione innym historykom (także spoza IPN) oraz dziennikarzom (w trybie przewidzianym przez ustawę o IPN). Otworzy to możliwość zweryfikowania przez opinię publiczną naszej pracy, jak i tej całej, wyjątkowo zawikłanej sprawy. (Andrzej Grajewski, Paweł Machcewicz, Jan Żaryn) serwisy.gazeta.pl/kosciol/1,65545,2741477.html Odpowiedz Link Zgłoś
edico Re: Tajne, zniszczyć przed przeczytaniem 19.06.05, 21:31 Instytut Pamięci Narodowej opublikował raport „Sprawa o. Konrada Hejmy. Działania Służby Bezpieczeństwa przeciwko Kościołowi katolickiemu w latach 1975–1988”. Wyszło też na jaw, że dominikanin nie był jedynym agentem w Watykanie. Znamy kolejnego. Historycy IPN (Andrzej Grajewski, Paweł Machcewicz, Jan Żaryn) przygotowali wstępne – jak zastrzegają – opracowanie dokumentujące proces werbunku o. Hejmy oraz przebiegu jego późniejszej współpracy (w aktach występuje kolejno pod pseudonimem Hejnał, Dominik oraz Vox) z tajnymi służbami PRL: w latach 1975–1980 z osławionym Departamentem IV, a od 1980 do 1988 r. – Departamentem I, czyli wywiadem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Podkreślmy raz jeszcze, że człowiek miał wybitnego pecha, gdyż: „W okresie od lipca 1989 r. do stycznia 1990 funkcjonariusze SB przeprowadzili operację masowego niszczenia akt operacyjnych…”, zaś teczki o. Hejmy „(…) nie zostały zniszczone przypuszczalnie dlatego, iż od 1980 r. znalazły się w gestii Departamentu I, którego zasoby nie uległy radykalnemu brakowaniu pod koniec istnienia PRL” – czytamy w raporcie IPN. Pierwsza rozmowa o. Hejmy z majorem (od 1979 r. podpułkownikiem) Wacławem Głowackim odbyła się w listopadzie 1975 r. Potem długo nic i dopiero we wrześniu 1976 r. panowie spotkali się po raz drugi. Po trzeciej randce (listopad 1976 r.) Głowacki napisał w kwestionariuszu Kandydata na Tajnego Współpracownika: „Chętnie rozmawiał na interesujące SB tematy, przekazywał ciekawe informacje, chociaż o treści raczej ogólnej. Chętnie godzi się na dalsze rozmowy, obiecał skontaktować się ze mną w Warszawie, nie uczynił tego jednak”. Później było już tylko lepiej: „Od pewnego momentu „Dominik” wysyła listy do mjra Głowackiego na konspiracyjny adres (…), a nawet sam „wywołuje” – czyli inicjuje – spotkanie” – podkreślają autorzy raportu. Do początku 1980 r. oficer SB rozmawiał z o. Konradem dziewięciokrotnie, a spotkania – począwszy od piątego – odbywały się w kawiarniach bądź zaciszu pokoju hotelowego. Za każdym razem o. Hejmo wychodził obdarowany, a to „butelką winiaku luksusowego za 300 zł”, a to „koniaku za 840 zł”, innym razem „panoramą Warszawy w metaloplastyce za 1300 zł” itp. W lutym 1980 r. o. Hejmo „awansował” na oficjalnego tajnego współpracownika o pseudonimie Dominik: „Pozytywny proces stopniowego wiązania ze Służbą Bezpieczeństwa doprowadził do realizacji stawianych założeń operacyjnych i uzyskano taki stopień jego zaangażowania, że spełniał wymogi stawiane tajnym współpracownikom…” – czytamy w laurce wystawionej duchownemu przez Głowackiego, który podkreślał, że zakonnik spotyka się z SB „na płaszczyźnie konfidencjonalnej” oraz „przyjmuje wynagrodzenie za współpracę w formie okolicznościowych upominków”. Wyjazd o. Hejmy do Rzymu nadał jakże owocnej współpracy z bezpieką nową jakość. Departament IV przekazał „Dominika” do dalszego prowadzenia Departamentowi I (tu otrzymał pseudonimy: Hejnał, którym posługiwano się w kraju, i Vox – za granicą): „Wyrażamy zgodę na przekazanie t.w. (tajnego współpracownika – dop. red.) na czas jego pobytu za granicą na Wasz kontakt. Po powrocie na stały pobyt w kraju, prosimy przekazać go na kontakt Dep. IV MSW” – pisał płk Adam Pietruszka, zastępca dyrektora tegoż departamentu do swego kolegi z wywiadu. Agent o pseudonimie Pietro – oficjalnie pracownik ambasady w Rzymie, a w rzeczywistości rezydent wywiadu – podjął współpracę z „Hejnałem” vel „Voksem” 11 listopada 1981 r. Przez ponad rok spotykali się później w rzymskich kawiarniach bądź restauracjach lub na lotnisku, oczekując na przylot z Polski kościelnych oficjeli. „Pietro” raportował po jednym ze spotkań: „Rozmowa odbyła się w wyjątkowo dobrej atmosferze. Bez najmniejszego oporu i skrępowania relacjonował znane mu fakty i nie unikał podawania nazwisk i szczegółów”. Mimo znakomicie – jak podkreślał w kolejnych meldunkach „Pietro” – układającej się współpracy z o. Hejmą, centrala wywiadu podjęła decyzję o ograniczeniu, a następnie zamknięciu tego kanału informacyjnego: „Dot. „Voxa”. Ograniczcie kontakty do oficjalnych. Po jego powrocie do Rzymu 23 bm. (czerwca 1983 r. – dop. red.) obserwujcie rozwój jego kariery” – taki szyfrogram otrzymał „Pietro” 21 czerwca 1983 r. po dwóch tzw. spotkaniach kontrolnych, jakie z „Hejnałem” odbyli w Warszawie oficerowie Departamentów I i IV. Cóż takiego się stało? Powodem był wzgląd na bezpieczeństwo „Hejnała” vel „Voksa”. Bezpieka uznała, że agent stał się zbyt cenny, by ryzykować utrzymywanie z nim kontaktów przez pracownika ambasady. Mogłoby to zostać zauważone przez Polaków w Watykanie i Rzymie, a w konsekwencji – doprowadzić do dekonspiracji. – „Pietro”, czyli ówczesny porucznik Edward K., zajmował stanowisko sekretarza ambasady – posadę tradycyjnie i od kilku już lat obsadzaną przez oficerów, którzy swoje korzenie mieli w Departamencie IV. Przed nim był pułkownik Eugeniusz M., a po – porucznik Janusz Cz. Przed rozpoczęciem kariery dyplomatycznej wszyscy pracowali w „czwórce” i do niej też później wracali, co po jakimś czasie nie było – jak przypuszczam – tajemnicą dla włoskiego kontrwywiadu. W 1983 roku perspektywy Hejmy były już tak obiecujące, że postanowiliśmy, iż w Polsce owszem, będziemy się z nim dalej spotykać, ale za granicą obsługiwać go będzie „nielegał”. Któż to taki? Agent niekorzystający z ochrony dyplomatycznego immunitetu – mówi „FiM” dawny pracownik wywiadu. Decyzja o zamrożeniu kontaktów „Pietra” z „Hejnałem”-„Voksem” była o tyle łatwiejsza, że „nielegał” o kryptonimie Lakar (prowadzony z Warszawy przez porucznika Ryszarda Emczyńskiego z Departamentu I) miał już o. Konrada w ręku, a ściślej mówiąc – w kieszeni. Okazuje się dzisiaj, że bezpieka zastosowała skomplikowaną grę wywiadowczą, nazywaną w ich żargonie werbunkiem „pod obcą banderą”. A było tak: „Lakar” (Andrzej M. zamieszkały w Kolonii) początkowo zaprezentował się o. Hejmie jako doradca Episkopatu Niemiec Zachodnich ds. Kościoła w Polsce. „W październiku 1981 r. „Lakar” (…), wykorzystując jego (o. Hejmy – dop. red.) sytuację materialną, zaproponował mu współpracę pod „flagą BND” (Bundesnachrichtendienst, czyli niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza – dop. red.). Po otrzymaniu wynagrodzenia od „Lakara” za przekazane informacje „Hejnał” samorzutnie dążył do dostarczenia dokumentów i informacji „Lakarowi”. Celem bliższego ich poznania się i związania „Lakar” za zgodą Centrali zaprosił „Hejnała” do RFN na święta wielkanocne” – tak charakteryzował w grudniu 1983 r. pierwszą fazę współpracy z „Hejnałem” via „Lakar” por. Emczyński. Jak widać, wystarczyło o. Hejmie zapłacić, żeby współpracował z każdym wywiadem. Do połowy 1988 r. „Hejnał” vel „Vox” otrzymał od bezpieki – za pośrednictwem „Lakara” – 19 tys. 355 marek. Kwitował pieniądze własnoręcznymi oświadczeniami bądź podpisami na formularzach rachunków w języku niemieckim, odnotowujących, że jest to wynagrodzenie od BND „za udzielanie informacji dotyczących Watykanu”. Na przykład 9 maja 1986 roku o. Hejmo podpisał się pod sumą 1000 DM otrzymaną tytułem zaległego „Honorarium für Informationen betr. Odpowiedz Link Zgłoś