Dodaj do ulubionych

KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o.

    • Gość: Ed Próżniactwo św. Antoniego IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 16.05.05, 23:47
      Cała policja w Poznaniu postawiona na nogi. Złodzieje ukradli samochód
      arcybiskupa, a razem z nim - cenny pastorał i paliusz
      Czteroletni granatowy passat zniknął spod plebani parafii pw. Najświętszego
      Zbawiciela przy ul. Fredry. Arcybiskup Stanisław Gądecki, metropolita
      poznański, przyjechał tam na zaproszenie proboszcza na kolację. Wcześniej
      uczestniczył w procesji.
      Kierowca - brat zakonny - zostawił auto na niewielkim podwórku obok kościoła i
      wszedł na plebanię. Ktoś nie zamknął bramy wjazdowej i kiedy ok. godz. 21 brat
      wrócił po samochód, już go nie było.
      Razem z samochodem zginęło kilka cennych dla arcybiskupa przedmiotów - m.in.
      pamiątkowy pastorał, który niegdyś należał do kardynała Augusta Hlonda,
      przedwojennego prymasa Polski, brewiarz i paliusz.
      - Paliusz ma dla arcybiskupa szczególną wartość. Dostał go od Papieża dwa lata
      temu, kiedy obejmował poznańską archidiecezję - mówi ks. Bogusz Lewandowski,
      rzecznik poznańskiej kurii.
      Sprawą odzyskania samochodu osobiście interesuje się komendant wojewódzki
      policji. - Rozmawialiśmy już ze wszystkimi znanymi złodziejami, ale żaden nie
      chce się przyznać do tej kradzieży. Sugerowaliśmy nawet, żeby chociaż te cenne
      dla biskupa przedmioty odnalazły się w jakimś przypadkowym miejscu. Ale na
      razie nie ma odzewu - mówi oficer z poznańskiej komendy miejskiej. - Jak nam
      święty Antoni nie pomoże, to leżymy.
      Według funkcjonariuszy samochód ukradziono prawdopodobnie po to, by go pociąć
      na części. - Być może zrobiła to jakaś grupa spoza Poznania. A wtedy to ani
      samochodu, ani pastorału nie zobaczymy - uważa oficer.
      [Jakub Stachowiak, gazeta.pl]
    • Gość: Ed Pijarzy na start z darem Prezydenta IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 16.05.05, 23:50
      Zakon pijarów otwiera od września publiczną szkołę podstawową i gimnazjum w
      Poznaniu. Prezydent miasta Ryszard Grobelny wręczył uroczyście przełożonemu
      polskich pijarów o. Józefowi Tarnawskiemu dokument założycielski placówki.
      "Pragniemy kontynuować dobre tradycje szkół pijarskich, zapewniając nie tylko
      wysoki poziom dydaktyczny oraz bezpieczne wychowanie dzieci i młodzieży, ale
      także o ich formację religijną w duchu chrześcijańskim" ? powiedział podczas
      uroczystości w poznańskim Urzędzie Miasta o. Tarnawski. Dodał, że istotną
      częścią programu będzie opieka duszpasterska nad uczniami, nauczycielami i
      rodzicami.
      Prezydent Grobelny wyraził nadzieję, iż prowadzona przez zakon placówka
      wzbogaci ofertę edukacyjną miasta. Z kolei przybyły na ceremonię wręczenia aktu
      abp Stanisław Gądecki zwrócił uwagę na zasługi pijarów w dziejach polskiej
      oświaty. "Dzieło Sejmu Wielkiego i Konstytucja 3 Maja są w dużej mierze dziełem
      szkół pijarskich" ? przypomniał metropolita poznański, nawiązując do
      reformatorów Pierwszej Rzeczpospolitej, którzy ukończyli założone przez pijarów
      w 1740 r. w Warszawie słynne Collegium Nobilium.
      Publiczna Szkoła Podstawowa i Publiczne Gimnazjum św. Józefa Kalasancjusza
      znajdować się będą w wydzielonej części budynku Zespołu Szkół
      Ogólnokształcących nr 6 na osiedlu Jana III Sobieskiego. W ramach szkoły
      podstawowej w roku szkolnym 2005/2006 otwarte zostaną klasy od pierwszej do
      piątej, a w ramach gimnazjum ? tylko klasa pierwsza. Nabór uczniów potrwa do 15
      czerwca.
      Polska prowincja pijarów prowadzi obecnie szkoły w Krakowie, Warszawie, Elblągu
      i Łowiczu.
      [gazeta.pl]
    • Gość: Ed Diecezja musi sprzedać wszystkie kościoły IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 16.05.05, 23:52
      Rzymskokatolicka Diecezja St. George w Nowej Fundlandii stoi na skraju
      bankructwa i zmuszona będzie do sprzedaży wszystkich nieruchomości. Powód? Ks.
      Kevin Bennett, jeden z duchownych diecezji, został w 1990 roku oskarżony o
      molestowanie seksualne nieletnich chłopców. 39 ofiar domaga się od diecezji
      odszkodowania, które po przeliczeniu wynosi łącznie 40 mln euro. Po sprzedaży
      nieruchomości diecezja ma nadzieję na uzyskanie około 8,2 mln euro. Musimy
      sprzedać wszystko: kościoły, kaplice, plebanie - powiedział bp Douglas Crosby,
      ordynariusz diecezji.
      Bennett wabił chłopców do swojego mieszkania, przekupywał ich, częstował
      alkoholem i groził w wypadku, gdyby chłopcy chcieli ujawnić pedofilskie
      skłonności swojego proboszcza. Duchowny został skazany na 20 lat więzienia, a
      odsiedział jedynie cztery. Do kanadyjskiej diecezji należy ok. 32 tys.
      wiernych, którzy nie zgadzają się na sprzedaż swoich świątyń, mimo że diecezja
      nie ma innego wyboru. Aby uporządkować finanse kościelne diecezja zatrudniła
      nawet Ernst & Young, renomowaną firmę, zajmującą się zarządzaniem finansami.
      Biskup poprosił wiernych o ofiarność, aby można było odpkupić później choć
      część własności kościelnej.
      [Dariusz Bruncz, ekumenizm.pl]
    • Gość: Ed Hmm... IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:01
      Jezus mógł być homoseksualistą - do takich wniosków doszedł pierwszy otwarcie
      homoseksualny zwierzchnik Diecezji New Hampshire Kościoła Episkopalnego w USA
      biskup Gene Robinson.


      Zdaniem biskupa Jezus nie był żonaty, żył w nietradycyjnej wspólnocie mężczyzn,
      nie zachowywał wartości rodzinnych i znajdował się w szczególnej relacji z
      jednym ze swoich uczniów. Wszystko to może, choć nie musi zdaniem biskupa,
      oznaczać, że Jezus sam był homoseksualistą.

      www.ekumenizm.pl/content/article/20050404174327327.htm
    • Gość: Ed Rozczarowanie Ratzingerem IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:10
      Kiedy przybyłem do Brazylii w 1992 r. teologia wyzwolenia była jeszcze silna,
      ale i tak już o wiele słabsza, aniżeli jeszcze w latach 80-tych. Moi koledzy,
      polscy księża, mówili, że "miałem szczęście", ponieważ przyleciałem do Ameryki
      Płd. w czasach, w których "kościelna lewica" nie miała już takich wpływów w
      brazylijskim Kościele. Abstrahując od innych czynników, znaczną rolę w
      osłabieniu teologii wyzwolenia i w neutralizowaniu lewicowych teologów odegrał
      aktualny papież, wówczas strażnik prawowierności, kardynał Joseph Ratzinger.
      Teraz, kiedy kardynał został papieżem Benedyktem XVI, można przeczytać w
      brazylijskiej prasie liczne artykuły, które ukazują możliwą postawę nowego
      papieża wobec Kościoła w Brazylii, który jest największym Kościołem lokalnym na
      całym świecie. Jeden na dziesięciu katolików żyje właśnie w Brazylii.

      www.ekumenizm.pl/content/article/20050504221458347.htm
    • Gość: Ed Benedykt XVI oskarżony o chronienie pedofili? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:12
      Benedykt XVI został wczoraj wieczorem oskarżony o to, że jeszcze jako kard.
      Joseph Ratzinger wydał poufny list do biskupów, w którym miał nakazać im
      zachowywanie szczególnej poufności w sprawach o pedofilię, toczonych przeciwko
      księżom. To zaś oznaczać mogło, zdaniem wielu prawników, że namawiał on biskupów

      do utrudniania śledztwa i przeszkadzał w dochodzeniu sprawiedliwości.

      Polecenie miało zostać wydane, zdaniem brytyjskiego "Observera", w liście z 2001
      roku, który wysłany został do wszystkich biskupów w maju 2001 roku.

      Kard. Ratzinger w liście tym zapewniał, że Kościół ma prawo prowadzić swoje
      dochodzenia w takich sprawach w sekrecie, i nie ujawniać ich wniosków władzom
      państwowym.

      Zdaniem prawników, którzy zajmują się pomocą poszkodowanym przez duchownych
      pedofilii dokument ten był przeszkodą dla władz prowadzących dochodzenia w
      sprawach o pedofilie prowadzonych przez sądy. Oskarżyli oni kardynała Ratzingera
      o "zwyczajne przeszkadzanie sprawiedliwości".

      Watykan nie chciał komentować doniesień prasowych. - To nie był dokument
      publiczny, więc nie będziemy o nim rozmawiać - powiedziano w biurze prasowym
      Stolicy Apostolskiej.


      źródło: ekumenizm.pl
      • Gość: Ed Re: Jak Benio XVI dostal klucze od Santa Mafia IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.01.06, 21:35
        forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=57&w=34099420
    • Gość: Ed Biskup oskarża postkomunistów IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:15
      Dla PDS wolność religijna jest wolnością od religii – powiedział biskup Berlina
      i prezes Rady Ewangelickego Kościoła Niemiec (EKD) Wolfgang Huber. PDS (Partia
      Demokratycznego Socjalizmu) jest spadkobierczynią komunistycznej SED, która
      rządziła Niemiecką Republiką Demokratyczną. Biskup Huber skrytykował PDS, która
      współrządzi w Berlinie wraz z socjaldemokratami z SPD, za chęć wprowadzenia
      obowiązkowego przedmiotu "Kształtowanie życia - Etyka - Religioznawstwo" (LER).

      EKD i inne Kościoły, a także opozycyjni chadecy z CDU, oraz liberałowie z FDP
      opowiadają się za wolnym wyborem uczniów, aby ci mogli zdecydować, czy chcą
      uczestniczyć w lekcji religii czy w LER.

      Za Ekumeniczna Agencja Informacyjna

    • Gość: Ed Ekumenizm - ale na własny rachunek IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:20
      Duński rząd chce zaostrzyć warunki, na których misjonarze z obcych krajów mogą
      na stałe przebywać na terenie królestwa. Misjonarze będą musieli m.in.
      udowodnić, że są w stanie utrzymać siebie i swoje rodziny, będą musieli też znać
      język duński i należeć do konkretnej wspólnoty religijnej. W praktyce, nowe
      przepisy będą dotyczyć przede wszystkim muzułmanów, gdyż bardzo wielu imamów nie
      mówi językiem kraju, w którym mieszka i nie wie nic o społeczeństwie duńskim.

      Bez spełnienia wyżej wymienionych warunków stały pobyt w Danii będzie
      niemożliwy, choć ludzie ci nadal będą mogli ubiegać się o przedłużone wizy
      turystyczne.

      Odpowiednie akty prawne przeprowadzi przez parlament rządząca Duńska Paria
      Ludowa przy pomocy Partii Socjaldemokratycznej, największej siły opozycyjnej.

    • Gość: Ed Księdza poniosło w duchu ekumenizmu IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:24
      Sąd warunkowo umorzył postępowanie wobec katechety ze Strzyżowa, któremu
      prokuratura zarzuciła naruszenie nietykalności cielesnej trzech gimnazjalistów

      Ksiądz Roman K., proboszcz strzyżowskiej parafii był oskarżony o to, że jednego
      z uczniów uderzył dziennikiem w głowę, innego uderzył ręką w tył głowy, a
      trzeciego gimnazjalistę wypchnął z klasy tak, że nastolatek uderzył kolanem o
      kaloryfer na korytarzu.
      Sąd umorzył postępowanie, ponieważ uznał, że żaden z tych czynów nie był
      społecznie szkodliwy. Odstąpił od ukarania duchownego z uwagi na to, że ksiądz
      Roman K. cieszy się nieposzlakowaną opinią i jest uważany za aktywnego
      społecznika, a to daje rękojmię, iż bez karania będzie przestrzegał porządku
      prawnego.

      Proces ks. Romana K. rozpoczął się w połowie minionego roku. Proboszcz ze
      Strzyżowa zasiadł na ławie oskarżonych obwiniony o to, że między grudniem 2002 a
      styczniem 2003 roku trzykrotnie naruszył nietykalność cielesną uczniów
      tamtejszego gimnazjum.
      Sprawa wyszła na jaw w styczniu 2003 roku. Stało się to po skardze, jaką na
      księdza złożono w zamojskiej Delegaturze Kuratorium Oświaty. 37-letniemu
      katechecie zarzucono, że 15 stycznia pobił 14-letniego Daniela D. Gimnazjalista
      na lekcji religii jadł chipsy. Ksiądz Roman K. zwrócił mu uwagę i wyprosił z
      klasy. Nastolatek na odchodne zapytał, czy ma jeszcze wrócić na zajęcia. Wtedy -
      jak zeznali uczniowie - katecheta złapał chłopca za ręce, podniósł wysoko i
      wypchnął z całej siły z klasy. Nastolatek uderzył się o kaloryfer na korytarzu.
      Z relacji uczniów wynika, że katecheta rzucił jeszcze uczniem o podłogę.
      Chłopiec kilka dni przebywał na obserwacji w szpitalu. Podejrzewano
      wstrząśnienie mózgu.

      Ksiądz Roman K. zaprzeczał takiej wersji zdarzeń. Zapewniał, że nie pobił
      ucznia, a jedynie chwycił za kołnierz i wyprowadził go z klasy.
      Dziewięć dni po tym incydencie, dyrektorka Gimnazjum Publicznego w Strzyżowie
      odsunęła katechetę od pracy w szkole. Ksiądz zapewniał, że oskarżenia ucznia są
      bezpodstawne, a decyzja kierownictwa szkoły jest dla niego krzywdząca i odwołał
      się do Kuratorium Oświaty w Lublinie.
      Podczas dochodzenia okazało się, że nie był to jedyny przypadek takiego
      zachowania ks. Romana K. Prokuratura Rejonowa w Hrubieszowie ustaliła, że
      proboszcz ze Strzyżowa jeszcze dwukrotnie naruszył nietykalność cielesną uczniów
      tamtejszego gimnazjum. W grudniu 2002 r. katecheta uderzył dziennikiem lekcyjnym
      w głowę Tomasza N., jednego z uczniów gimnazjum.
      Miesiąc później ksiądz złapał za sweter Pawła K. i uderzył gimnazjalistę pięścią
      w tył głowy.
      Ks. Roman K. nie przyznawał się także do tych zarzutów.
      Prokuratura złożyła do sądu akt oskarżenia i postawiła katechecie zarzuty
      trzykrotnego naruszenia nietykalności cielesnej uczniów.

      Po wyroku
      W miniony czwartek, 15 kwietnia, w sprawie przeciwko proboszczowi ze Strzyżowa
      zapadł wyrok. Sąd uznał, że zarzuty postawione księdzu przez prokuraturę mają
      pełne uzasadnienie. Sąd nie dał wiary tłumaczeniom obrońcy księdza, że katecheta
      stał się ofiarą spisku gimnazjalistów i części nauczycieli strzyżowskiego
      gimnazjum. Za okoliczność łagodzącą sąd uznał to, że katecheta w każdym z tych
      trzech przypadków próbował przywrócić porządek wśród gimnazjalistów. A że do
      uczniów nie docierały żadne tłumaczenia, więc ks. Romana K. poniosły nerwy.

      Sąd rozpatrywał osobno każdy z trzech czynów katechety. Postępowanie w sprawie
      naruszenia nietykalności cielesnej Tomasza N. zostało umorzone. Z relacji
      świadków wynika, że gimnazjalista zachowywał się wulgarnie. Ksiądz Roman K.
      próbował go przywołać do porządku, ale zareagował zbyt impulsywnie. Sąd
      podkreślił, że nauczyciel nie jest upoważniony do karcenia uczniów. Mogą to
      robić jedynie rodzice uczniów lub ich opiekunowie prawni, ale i to w dozwolony
      sposób. Dwa styczniowe incydenty z udziałem katechety oceniono bardziej surowo.
      W tych dwóch przypadkach sprawę także umorzono, ale tym razem warunkowo - na dwa
      lata, tytułem próby. Sąd zobowiązał ks. Romana K. by zapłacił Pawłowi K. 500 zł
      odszkodowania, a Danielowi D. 1,5 tys. zł. Wyrok nie jest prawomocny.
    • Gość: Ed xxx IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:26
      Katecheta opisuje uczniom dobroć Boga:
      - Jeśli któryś ze zmysłów człowieka szwankuje, to dobry Bóg sprawia, że jakiś
      inny zmysł jest udoskonalony. Na przykład jeśli ktoś ma osłabiony wzrok, to jego
      słuch i dotyk są bardziej czułe. Czy któryś z was mógłby dać jakiś inny przykład?
      - Mój wujek ma jedną nogę krótszą - mówi mały Jasiu - Bóg mu to jednak
      wynagrodził, bo drugą nogę ma dłuższą.
    • Gość: Ed Pogoda dla pedofili IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:31
      Grzech publicznego zgorszenia
      Z ks. bp TADEUSZ PIERONKIEM rozmawia Jarosław Makowski



      JAROSŁAW MAKOWSKI: – Ksiądz, zakonnik czy osoba duchowna zostaje oskarżony o
      seksualne wykorzystywanie dzieci. Co Ksiądz biskup robi w takiej sytuacji?
      BP TADEUSZ PIERONEK: – Przede wszystkim trzeba szukać prawdy. Bo ludzka
      seksualność jest obecnie taką dziedziną życia, w której – z różnych przyczyn –
      pojawiają się wobec rozmaitych osób, w tym także księży, niesłuszne oskarżenia.
      Jeśli więc przyjmuje się zasadę domniemania niewinności w stosunku do każdego
      przestępstwa, to i w omawianym przypadku należy zachować szczególną ostrożność.
      O molestowanie seksualne bardzo łatwo człowieka oskarżyć, a potwornie trudno się
      go broni. Dlatego ustalenie faktów jest w takich przypadkach niezbędne.
      – Co Ksiądz Biskup rozumie przez ,,szukanie prawdy”? Jakie konkretne kroki
      należy w takiej sytuacji podjąć?
      – Należy szczegółowo zapoznać się z oskarżeniem, rozmawiać z podejrzanym – to
      dwa pierwsze kroki. Jeżeli dalej nie miałbym jasności, wysłuchałbym relacji
      świadków. Zasady postępowania w Kościele nie różnią się od tego, co robią sądy w
      analogicznych sprawach w demokratycznym państwie.
      – Czy jednak, w aurze podejrzeń, osoba duchowna – proboszcz, ksiądz katecheta
      czy biskup – winien dalej pełnić swoją funkcję? Czy raczej w imię dobra sprawy,
      swojego własnego i domniemanych poszkodowanych, nie powinien zawiesić swojej
      działalności?
      – A czy analogiczną strategię działania podejmuje się w stosunku do innych –
      nieduchownych – oskarżonych o molestowanie seksualne? Nie, nie robi się tego...
      Czy jeśli by oskarżono nauczyciela o molestowanie seksualne swoich wychowanków –
      automatycznie zostałby zawieszony w dalszym wykonywaniu pracy?
      – Ksiądz jest, by tak rzec, profesją specyficzną. Stąd nie bez powodu stawia się
      kapłanom większe wymagania, a już na pewno w dziedzinie moralnej, niż
      nauczycielom, lekarzom czy politykom.
      – Upieram się przy tym, aby nie stosować dwóch reguł postępowania i oceniania:
      jednej wobec Kościoła i księży, a innej wobec instytucji publicznych i ich
      pracowników. Oczywiście nie wykluczam, że ksiądz w atmosferze podejrzeń i
      pomówień winien zostać odsunięty od zadań duszpasterskich. Ale, proszę mi
      wierzyć, tu nie ma reguł. Dlatego tak ważna jest w takich momentach
      chrześcijańska cnota roztropności, która winna charakteryzować działania
      biskupa. To na nim spoczywa odpowiedzialność, to biskup musi powiedzieć: czy
      podejrzenia są uzasadnione, czy też nie. Bo należy sobie zdać sprawę, że
      oskarżenie kapłana o molestowanie seksualne dzieci jest zazwyczaj definitywnym
      wyłączeniem go z pracy duszpasterskiej. Dlatego trzeba badać szczegółowo nie
      tylko osobę podejrzaną, ale także tego, kto oskarża: co to za człowiek, jaką ma
      przeszłość, skąd przyszedł? Są tacy, z ust których oskarżenie brzmi wiarygodne,
      ale są i tacy, których oskarżenie wydaje się śmieszne. Dlatego, raz jeszcze to
      powiem, wstrzemięźliwość w podejmowaniu wyroków i spokój w śledztwie są w takich
      sytuacjach niezmiernie ważne.
      – Jednak na Zachodzie, np. w Anglii, znane są przypadki, gdzie biskup murem
      stanął po stronie podejrzanego o wykorzystywanie seksualne dzieci przez kapłana,
      a w trakcie dochodzenia zarzuty wobec oskarżonego potwierdziły jego winę. Osoby
      poszkodowane zażądały gigantycznych odszkodowań, które diecezja londyńska musi
      obecnie płacić. Czy ,,solidarność branżowa” w takich sytuacjach nie jest złym
      doradcą?
      – To prawda, że biskup podejmuje tu wielkie ryzyko. Ale ma do tego prawo. Gdyby
      w takich przypadkach istniały jasne reguły postępowania, nie popełnialibyśmy
      błędów. Ba, prokuratura, sądy, policja wolne byłyby od niesłusznych decyzji.
      Myślę, że zaufanie do człowieka jest ogromnie ważne. W ten bowiem sposób tworzy
      się autentyczne relacje międzyludzkie. A już na pewno praca duszpasterska opiera
      się na zaufaniu między ludźmi.
      – Czy molestowanie seksualne dzieci jest grzechem?
      – Oczywiście, że tak! Jest nie tylko grzechem, ale przestępstwem. Prawo
      kościelne mówi w takich przypadkach nawet o usunięciu ze stanu duchownego osoby,
      której udowodniono taki czyn. Zresztą zależy też, co przez molestowanie
      seksualne rozumiemy. Dzisiaj w Stanach Zjednoczonych jeżeli ksiądz pogłaszcze
      chłopca po głowie, natychmiast mówi się, że go molestuje seksualnie. Przecież to
      absurd, nie można dać się zapędzić w kozi róg. W tej dziedzinie mamy do
      czynienia ze skrajnościami, dlatego trzeba być ostrożnym.
      – Pytam o to, gdyż wydaje się, że wspólny plan działania w eliminowaniu
      analogicznych przypadków mogą podjąć policja, sądy i Kościół.
      – Zgadzam się, że współpraca tych instytucji winna być ścisła. Niezależnie od
      tego, czy są to wypadki masowe czy pojedyncze. Wspólny front zwalczający
      przestępstwa na tle seksualnym jest konieczny, gdyż są to czyny bardzo złe
      społecznie i wszelkim sposobami trzeba je eliminować.
      – Czy Ksiądz Biskup w swojej pracy duszpasterskiej miał do czynienia z
      przypadkami molestowania seksualnego dzieci?
      – Owszem, spotkałem się...
      – I jakie Ksiądz Biskup podjął działania?
      – Trzeba kierować się wyczuciem, nie ma innej drogi. A więc czasami można zaufać
      człowiekowi, a czasami należy podejmować decyzje stanowcze. Paleta działań jest
      tu szeroka, gdyż materia jest bardzo delikatna. Jeżeli mamy do czynienia z
      grzechem publicznego zgorszenia, gdzie sytuacja jest, by tak rzec, dająca
      pewność, że podejrzany jest winny – wówczas działa się stanowczo, ale
      dyskretnie. Jeżeli sprawa przedostała się do szerokiej opinii publicznej, musimy
      uzbroić się w cierpliwość i czekać na jej dokładne wyjaśnienie przez kompetentne
      władze kościelne i państwowe.
      – Czy Ksiądz Biskup pozwoliłby osobie, która była podejrzana o molestowanie
      seksualne dzieci, na powrót do pracy duszpasterskiej?
      – To zależy od tego, w jakim stanie psychicznym i fizycznym znajduje się
      człowiek. Bo może to była chwilowa słabość, a może stała i głęboka skłonność,
      która może powtórzyć się w przyszłości. Dlatego pomocy należy szukać u lekarzy:
      psychologów, psychiatrów czy seksuologów. Tu również trudno o jedną i stałą
      zasadę. Każdy przypadek trzeba rozpatrywać indywidualnie.
      – Czy Kościół w Polsce dysponuje ośrodkami terapeutycznymi dla duchownych z
      zaburzeniami seksualnymi?
      – Nie znam takich ośrodków, są jednak kompetentni i godni wiary lekarze, z
      których usług można skorzystać w razie potrzeby.

      Rozmawiał Jarosław Makowski
      www.tygodnik.com.pl/numer/2710/makowski.html
    • Gość: Ed Msza dla zwierząt, czyli zwierzęca ekumenizacja :) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:47
      Tym razem u Franciszkanów na Mokotowie.

      Odprawiona została Msza Św., na której pobłogosławiono zwierzęta. Parafianie z
      ulubieńcami mieli pozostać na dziedzińcu, ale jak pokazał DTV niektórzy wnieśli
      zwierzęta do kościoła. Święcenie zwierząt gospodarskich, jak i jadła
      wielkanocnego, plonów, mieszkań, fabryk i innych rzeczy mających służyć
      człowiekowi ma w Polsce długą tradycję. Zawsze byłem przekonany, że tzw. msza
      Św. jest dla ludzi.

      Czyli wszystko zgodnie z Biblią i tradycjami na niej opartymi :))
      Jezus wypędził barany i woły z świątyni (J. 2.15).
      Akceptował obecność zwierząt w świątyni tylko jako ofiary (Łk 2,24).
      Pozwolił, by trzoda świń popędziła na urwisko i utonęła (Łk.8,32-33).
      Bóg troszczy się o zwierzęta, nie ze względu na nie, ale ze względu na nas (1Kor
      9.9-10).

      Ciekawe, do czego ten katolicyzm zmierza zrównywać ludzi i zwierząt w relacji do
      Boga.

      Czyżby kolejny dowód na akceptację kościelną heretyckiego myślenia wywodzące się
      z akceptacji teorii ewolucji???


      • Gość: Ed franciszkański ekolog o dbałości o przyrodę IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.05.05, 05:53
        "- Zwierzę może być podmiotem prawa tylko w pewnym sensie. Wolałbym mówić raczej
        o naszych moralnych prawach i obowiązkach w tej dziedzinie. Inne mamy wobec
        zwierząt, które z nami żyją i które lubimy: psów, kotów, kanarków. Inne wobec
        tych, które hodujemy na pokarm: świń i kur. A jeszcze innej - wobec dzikiej
        przyrody, która żyje tak, jak ją stworzył Pan Bóg. Św. Franciszek miał intuicję,
        że inne stworzenia to także dzieci naszego Ojca. Możemy razem wołać do Niego
        "Ojcze nasz", a więc jesteśmy dla siebie rodzeństwem, braćmi i siostrami. Ten
        "drugi" potrzebuje niekiedy naszej pomocy..."

        I dla tego w ramach pomocy dla zwierząt odprawia się dla nich msze...
    • Gość: * Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI I PIENIĄDZE IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.05, 13:08
      Wszak ponoć dżentelmeni o pieniadzach nie rozmawiają - bo je mają.

      A jednak warto przemyśleć ten temat podnoszony niejednokrotnie na łamach
      publikatorów 3RP.
      Choćby po to, by obudzić odpowiedzialność świeckich katolików - również
      finansową! - za ich wspólnotę, jaką jest parafia, diecezja, cały Kościół...
      A także po to, by wreszcie księża poczuli się nieustannie wzywani do tzw.
      rachunku sumienia:
      - czy żądanie ofiary (czytaj: opłaty!) za chrzest, ślub czy pogrzeb jest zawsze
      zgodne z duchem Ewangelii.

      "Kościół i pieniądze" - to temat rodzący wiele pytań a także i zniesmaczenia.
      Na przykład:
      - ile tak na prawdę świeccy katolicy dają na tacę? I czy wiemy, jakie jest
      przeznaczenie naszych pieniędzy?
      - na jakim poziomie żyją ludzie w kraju, a na jakim księżaksięża
      - czy wyobrażamy sobie życie bez dobrego samochodu?
      - jak wygląda coroczna kolęda?
      - czy w parafii rzeczywiscie istnieją obowiązkowe rady ekonomiczne - powołane
      przez proboszcza i mile widziane przez świeckich, gotowych do społecznej pracy?
      - czy w końcu parafia jest wspólnotą wiernych czy też lennem nie zawsze
      odpowiedzialnego księdza?

      Mysle, że zwłaszcza wśród katolików warto o tym wszystkim poważnie porozmawiać,
      pamiętając o V przykazaniu kościelnym (por. nowy Katechizm, wersja poprawiona
      przez Kongregację Nauki Wiary: "Wierni są zobowiązani dbać o potrzeby
      Kościoła") i o słowach Jana Pawła II skierowanych do polskiego
      duchowieństwa: "Stylem życia musicie być bliscy przeciętnej, owszem, raczej
      uboższej rodziny".

      Jak sie ma to do rzeczywistości?
      Znany mi jest wypadek, kiedy to mieszkańcy gminy musieli się składać na pogrzeb
      bezdomnego, ponieważ łaskawy ksiądz proboszcz nie chciał go pochować na jedynym
      cmentarzu parafialnym. Czyżby kościelna miłość bliźniego weryfikowana była
      wyłącznie mamoną?

      Nie chcę wspominać już o dalekim od oryginału dekalogu.

      Stawiam pytanie zasadnicze: czy katolicy są świadomi swej sytuacji, w jakiej
      się znajdują, czy też z uwagi na pewne przyrodzone ociężałości, zagubienie czy
      nawet brak umiejętności czytania Biblii ze zrozumieniem - wolą przybrać postawę
      posłusznie strzyżonej na każdą okazję owczarni?
      • edico Re: Czy księża powinni zajmować się biznesem? 19.05.05, 13:12
        I o tego w sposób prawnie nie dostepny nikomu innemu w tym kraju?
        • Gość: * Re: Czy księża powinni zajmować się biznesem? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.05.05, 13:19
          Stąd niezbędna jest kontrola, która by pokusy marnotrawnego człowieka (jakim
          jest - niestety mimo popularyzowania pozorów - także kazdy ksiądz) odsuwała w
          cień konsekwencji prawnych ;-)

          Niestety, w 3RP robi sie wszystko, by bezkarność urzędników kościelnych
          zachować na jak najwyższym poziomie. Dla wyciszenia sprawy i uniknięcia
          odpowiedzialności księdza, kościół potrafi wyasygnować setki tysięcy dolarów 0
          i to u nas w Polace.




          • Gość: * Największe bezpodatkowe przedsiębiorstwo w Polsce IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.05.05, 08:08
            Największym "przedsiębiorstwem" kościelnym w Polsce jest prawdopodobnie Caritas
            Archidiecezji Katowickiej - twierdzi jej dyrektor ks. Krzysztof Bąk.
            Roczne "obroty" kierowanej przez niego organizacji to ponad 27 mln zł.
            Pieniądze pochodzą w większości ze środków publicznych, czyli od władz
            państwowych i samorządowych, które zlecają Caritas wypełnianie ustawowych
            obowiązków. [KAI]
          • Gość: mas Re: Czy księża powinni zajmować się biznesem? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.05.05, 16:17
            carne nieroby do kamieniolomow plebanje dla bezdomnych
            • Gość: Ed Re: A tajemnicze parafie kwitną IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 21.05.05, 11:25
              www.stogi.dzielnica.pl/aktualnosci.php?subaction=showfull&id=1098023692&archive=&start_from=&ucat=1&Ed
    • Gość: Ed Po katolicku w Szyszkowską IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 23.05.05, 14:36
      Senator Maria Szyszkowska powiedziała w piątek, że jest wstrząśnięta
      zmasowanymi atakami, jakie w związku z jej kandydaturą do Pokojowej Nagrody
      Nobla skierowały w jej stronę środowiska kościelne i prawicowe. Ujawniła też,
      że znajduje się pod specjalną ochroną policyjną, gdyż od dłuższego czasu
      nieznane osoby grożą jej śmiercią.

      - To coś skandalicznego, nie mającego niczego wspólnego z ideą chrześcijaństwa.
      W każdym normalnym państwie obywatele byliby dumni, że ich rodak jest zgłoszony
      do Nobla - skomentowała protesty Szyszkowska. Jest zdziwiona, iż atakują ją
      środowiska powołujące się na katolicki rdzeń światopoglądowy. - Moja
      działalność nie była nigdy skierowana przeciwko jakiejkolwiek religii! Jestem
      zwolennikiem wolności światopoglądowej, w tym również religijnej - powiedziała
      Szyszkowska w Toruniu.

      Protest przeciwko kandydaturze Szyszkowskiej ogłosili w ubiegłym tygodniu
      przedstawiciele trzech organizacji: Stowarzyszenia KoLiber, Klubu Zachowawczo -
      Monarchistycznego i Młodzieży Wszechpolskiej. W internecie pojawił się też apel
      o bombardowanie ambasady Szwajcarii mailami z protestami przeciwko
      zaangażowaniu organizacji społecznych tego kraju w promowanie kandydatury
      Szyszkowskiej.

      W apelu tym nieznani autorzy stanowczo protestują przeciwko "ośmieszaniu
      dobrego imienia Polski w świecie" poprzez zgłoszenie prof. Szyszkowskiej do
      Pokojowej Nagrody Nobla. Ich zdaniem, taka propozycja, to "kpina z Państwa
      Polskiego". "Pani Szyszkowska od lat zwalcza polską rodzinę, żądając
      ustanowienia tzw. małżeństw homoseksualnych" - czytamy w apelu.

      - To zupełny nonsens. Ja od lat aktywnie zwalczam tylko ograniczanie wolności
      człowieka. Żyjemy w błędnym przekonaniu, że człowiek to część rodziny. A on
      jest jednostką autonomiczną i nie może być zmuszany, by się żenić lub wychodzić
      za mąż - mówi Szyszkowska.

      Dodała też, iż jest przerażona, że zwalczają ją organizacje, które mają szansę
      zdobyć część władzy w kraju w jesiennych wyborach parlamentarnych.

      Szyszkowska ujawniła też, że od pewnego czasu objęta jest ochroną policyjną, ze
      względu na powtarzające się telefony, w których nieustalone osoby grożą jej
      śmiercią, jeżeli będzie kontynuowała swoją działalność na rzecz praw
      homoseksualistów.

      W ubiegłym tygodniu ambasador Szwajcarii w Polsce Andre von Graffenried
      poinformował, że Szyszkowska została zgłoszona do Pokojowej Nagrody Nobla przez
      szwajcarską inicjatywę społeczną "Projekt - 1000 kobiet do nagrody Nobla 2005",
      koordynowany przez Fundację Swisspeace, zajmującą się promocją idei pokoju na
      świecie.

      Von Graffenfied dodał, że w formułowaniu kandydatury Szyszkowskiej nie brały
      udziału oficjalne organy państwowe Federacji Szwajcarskiej. Dlatego wszelkie
      protesty w tej sprawie powinny być kierowane do przedstawicieli tego ruchu, nie
      zaś do ambasady szwajcarskiej.

      Senator Szyszkowską do szwajcarskiej organizacji zgłosiła polska Kampania
      Przeciw Homofobii. Szyszkowska kieruje Katedrą Filozofii Prawa i Nauki o
      Państwie na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. W
      styczniu wystąpiła z SLD, ale nadal zasiada w senackim klubie SLD-UP.

      Pod jej patronatem powstał senacki projekt ustawy o rejestrowanych związkach
      partnerskich. Przewiduje on, że osoby tej samej płci będą mogły zarejestrować
      związek w urzędzie stanu cywilnego.
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34317,2720589.html
      • Gość: kolega Re: Po katolicku w Szyszkowską IP: *.ruch.com.pl / *.ruch.com.pl 24.05.05, 12:06
        Oto i sedno katolicyzmu - kto nie z nami - tego zniszczyć!
        • edico Re: Po katolicku w Szyszkowską 24.05.05, 15:29
          Jak na razie nie mogę dostrzec niczego chrześcijańskiego w katoocyźmie poza
          powoływaniem sie na niego. Ot taki swoisty "drang nacht osten" w czarno-
          sukienkowym wydaniu.
    • Gość: * Re: KOSCIÓŁ KATOLICKI Sp z o.o. - rozczarowanie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.05, 13:35
      Sąd nie uwzględnił wniosku księdza o odroczenie kary

      Sąd Rejonowy w Strzyżowie (Podkarpacie) nie uwzględnił we wtorek wniosku o
      odroczenie kary księdza Tadeusza N., który został skazany na 3 lata więzienia
      za śmiertelne potrącenie 11-latki - poinformował prezes tego sądu Leszek
      Zamorski

      Ksiądz Tadeusz N. został wezwany do dobrowolnego stawienia się w Zakładzie
      Karnym w Załężu koło Rzeszowa. Ma to uczynić jeszcze we wtorek.

      Ksiądz motywował wniosek o odroczenie kary stanem zdrowia. Jednak w opinii
      biegłych Tadeusz N. może odbywać karę w więzieniu. Biegli zbadali duchownego na
      wniosek sądu, który chciał rozstrzygnąć wątpliwości w tej sprawie. Ksiądz nie
      stawiał się na badania, więc doprowadziła go na nie policja.

      Jeśli duchowny nie zgłosi się do więzienia, w ciągu tygodnia zostanie
      doprowadzony przez policję.

      W ubiegłym tygodniu Sąd Najwyższy oddalił kasacje obrońców duchownego. W tym
      sposób utrzymał się wyrok sądów I i II instancji. Postanowienie Sądu
      Najwyższego jest ostateczne.

      W grudniu 2003 roku strzyżowski sąd rejonowy i w lipcu 2004 roku rzeszowski sąd
      okręgowy skazały księdza na trzy lata pozbawienia wolności za spowodowanie
      wypadku drogowego, w którym ranna została 11-latka, oraz za oddalenie się z
      miejsca wypadku i nieudzielenie pomocy żyjącemu jeszcze dziecku. Dziewczynka
      zmarła. Ponadto oba sądy wydały trzyletni zakaz prowadzenia przez księdza
      pojazdów mechanicznych, a także nakaz wypłacenia rodzinie dziewczynki 5 tys. zł
      nawiązki.

      Do tragicznego wypadku doszło w maju 2002 roku w miejscowości Połomia, na
      trasie Rzeszów-Barwinek. Z ustaleń prokuratury wynikało, że dziecko potrąciły
      dwa samochody - najpierw ciężarówka, której nie udało się odnaleźć, potem zaś
      seat księdza Tadeusza N., proboszcza jednej z podkarpackich wiejskich parafii.
      Duchowny najechał na leżące na jezdni dziecko, ale nie zatrzymał się i nie
      udzielił ofierze pomocy.

      W czasie procesu przed sądem rejonowym w Strzyżowie ksiądz przyznał się jedynie
      do nieudzielenia pomocy dziecku. Twierdził, że dziewczynka wypadła spod kół
      ciężarówki jadącej tuż przed jego samochodem. Biegli wykluczyli jednak, by
      ciężarówka jechała tuż przed autem księdza. Podobnie zeznała kobieta, która
      nieopodal pracowała w polu.

      Sądy I i II instancji ustaliły, że ksiądz jechał z nadmierną prędkością i nie
      zachował ostrożności na drodze.
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=28&w=24313841
      P.S. Taka niesprawiedliwość, jak można? Przecież księża z zasady są niewinni
      ;((.

    • Gość: * Godność JPII na biurku prokuratora IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.05.05, 14:31
      Za obronę godności Papieża Polaka stołeczna prokuratura chce uchylić immunitet
      Witoldowi Tomczakowi, posłowi do PE. "Po bezskutecznej interwencji u Premiera i
      Ministrów Kultury i Sprawiedliwości, podjąłem bezpośrednie działania w celu
      zaprzestania poniżania godności Ojca Świętego Jana Pawła II w Narodowej
      Galerii "Zachęta", poprzez odrzucenie głazu z leżącej postaci Papieża Polaka. I
      oto u schyłku kadencji lewicowych rządów, (...) nie bacząc na uczucia milionów
      Polaków do Jana Pawła II, Prokuratorzy RP usiłują doprowadzić do mojego
      skazania pod zarzutem chuligaństwa" - napisał w swoim oświadczeniu poseł
      Tomczak.

      www.lpr.pl/?sr=!czytaj&id=2560&dz=pe&x=0&pocz=0&gr=0
      • Gość: mas Re: Godność JPII na biurku prokuratora IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.05.05, 14:47
        pezpodstawne uzywanie okreslenia Ojciec Swiety beatyfikacja sie jeszcze nie
        odbyla Jan Pawel II zgoda ale nie swiety.
        • Gość: Ed Re: Godność JPII na biurku prokuratora IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 25.05.05, 15:12
          W "praworządnej" 3RP bardziej sie liczy czarny fanatyzm, niż fakty.
        • Gość: * Re: Godność JPII na biurku prokuratora IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.05.05, 11:34
          Papieży przestali uświęcać już wiele lat temu. Jest to kolejny dowód na to, do
          czego zdąża polski katolicyzm.
    • Gość: Ed Wizerunek Rydzyka obrazą uczuć religijnych IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 25.05.05, 16:34
      Firma McTommi - producent papieru toaletowego z podobiznami znanych osób -
      uważa, że zarzuty toruńskiej posłanki Anny Sobeckiej (LPR) są śmieszne, a
      doniesienie do prokuratury jest przejawem jej bujnej wyobraźni - napisała w
      oświadczeniu rzeczniczka McTommi Polska Ewa Kazula.

      Posłanka LPR Anna Sobecka chce ścigania producenta papieru toaletowego
      "Toaletnicy", na którym wydrukowano komiks z osobistościami życia publicznego,
      gdyż - jej zdaniem - umieszczenie wśród nich o. Tadeusza Rydzyka obraża uczucia
      religijne katolików. Sprawę zbada warszawska prokuratura.

      Zgłaszam popełnienie przestępstwa przez warszawską firmę McTommi Polska i wnoszę
      o pociągnięcie do odpowiedzialności osób odpowiedzialnych za jego dokonanie -
      napisała Sobecka.

      Trudno ustosunkować się do tego, co kto widzi na papierze. Nie spodziewaliśmy
      się aż takiej wyobraźni u pani posłanki - powiedziała Kazula. Nie sądzimy, by
      nasz komiks obrażał uczucia religijne, bo nie ma na nim żadnych symboli
      religijnych - dodała. Polskie prawo uznaje bowiem za obrazę uczuć religijnych
      jedynie publiczne znieważenie przedmiotu czci religijnej lub miejsca kultu
      religijnego, a nie duchownego.

      Maybach na plaży, w którym pojawia się nasz bohater w czarnej koszuli słynnego
      włoskiego projektanta, przez wielu może być dostrzegany jako przedmiot kultu, a
      nie symbol religijny - powiedziała Kazula.

      McTommi tłumaczy również, że forma, w której wydano komiks, jest specyficzna,
      ale ma - zdaniem firmy - historyczne tradycje: "zwijany w rulon papier do
      przekazywania informacji był już wykorzystywany w starożytnym Egipcie, stąd
      czerpaliśmy informacje" - napisano w oświadczeniu.
      wiadomosci.wp.pl/kat,35116,wid,7273012,wiadomosc.html?_err=1&ticket=cookies_off
    • Gość: Ed WC Stellą Maris pisane - kiełkowanie posiewu :)) IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.05.05, 08:33
      miasta.gazeta.pl/trojmiasto/1,35636,2716828.html
    • Gość: Ed Oskarżani o pedofilię skazani IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.05.05, 09:33
      W stosunku do dwóch oskarżonych - księdza i psychologa - sąd orzekł dodatkową
      karę 4 lat zakaz pracy z dziećmi.

      www.bbc.co.uk/polish/domestic/story/2005/05/050517_paedophile_trial.shtml
    • Gość: Ed Za sutanną kasa płynie - nie tylko końkordatowa IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 27.05.05, 17:32
      Budżet państwa, w którym ciągle brakuje pieniędzy na zasiłki dla najuboższych i
      podwyżki emerytur i rent, jest bardzo szczodry dla tych, którzy dbają o życie
      duchowe służb mundurowych. Kapelani wojskowi kosztują budżet MON 8,7 mln
      złotych. A odchodzący w ubiegłym roku ze służby biskup polowy Leszek Sławoj
      Głódź dostał królewską odprawę. Wszystko zgodnie z obowiązującym prawem.

      W strukturach resortu obrony narodowej pełni obecnie służbę, lub jest
      zatrudnionych 173 kapelanów wojskowych – wynika z najnowszych danych
      przedstawionych w Sejmie przez podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw
      Wewnętrznych i Administracji Tadeusza Matusiaka. Odpowiadał on na interpelację
      posła Jana Orkisza (SLD-UP). 134 kapelanów to żołnierze zawodowi. Nie jest to
      fakt bez znaczenia – żołnierzowi należą się bowiem, w chwili zwolnienia ze
      służby, wysokie odprawy.

      Jak są one wysokie, dowiedzieliśmy się dzięki dociekliwości posła, którego
      zainteresowało uposażenie i przywileje byłego kapelana WP, bp. polowego, ks.
      bp. gen. dyw. Leszka Sławoja Głódzia.
      Jak wynika z informacji przedstawionej przez podsekretarza stanu bp Głódź
      pełnił zawodową służbę wojskową do 2 października 2004 r. Jego ostatnie
      uposażenie – po podwyżce w lipcu ub. roku – wynosiło 9.271,18 zł miesięcznie.
      Arcybiskup Głódź, w związku z objęciem obowiązków ordynariusza diecezji
      warszawsko-praskiej, pożegnał się z wojskiem, z którym był związany od
      czternastu lat. Na pożegnanie otrzymał odprawę wys. 360 proc. kwoty ostatnio
      należnego uposażenia, dodatkowe uposażenie roczne (za 10 miesięcy służby
      wojskowej w 2004 r.) oraz gratyfikację urlopową i ekwiwalent za niewykorzystane
      przejazdy w roku zwolnienia. Czyli ok. 136 tys. złotych.
      To jednak nie koniec. W związku ze zwolnieniem z zawodowej służby wojskowej
      gen. dyw. Sławoj Leszek Głódź skorzystał również z przysługującego mu prawa do
      jednorazowego pobrania uposażenia należnego co miesiąc przez rok po zwolnieniu,
      zgodnie z art. 18 ust. 1 ustawy z 17 grudnia 1974 r. o uposażeniu żołnierzy
      zawodowych, w brzmieniu obowiązującym do 30 czerwca 2004 r. Czyli 12 razy
      9.271,18 zł. Razem 111.254,16 zł.
      Generał nabył również uprawnienia do emerytury wojskowej wys. 74,72 proc. kwoty
      ostatnio należnego uposażenia, czyli 6.927,43 zł. Na razie jednak emerytury nie
      pobiera – zawieszono jej wypłacanie do 30 listopada br. w związku ze
      skorzystaniem z jednorazowej wypłaty rocznej pensji. No, cóż. Też byśmy z tego
      skorzystali – 100 proc. a 74,72 proc. to pewna różnica. A w dodatku skoro się
      należy...
      Ile więc budżet MON wypłacił odchodzącemu ze służby generałowi? Prawie 250 tys.
      złotych!
      Prawicowi posłowie, tak czuli ostatnio na pensje i odprawy należne ministrom i
      członkom rad nadzorczych, tak głośno zazwyczaj gardłujący – w sprawie generała
      biskupa nie mrugnęli nawet okiem. I nie chodzi o to, by odbierać mu pieniądze,
      lecz by poważnie przyjrzeć się środkom wydawanym przez państwo na posługę
      duszpasterską w wojsku.
      (Elżbieta Biela)
      www.trybuna.com.pl/n_show.php?code=2005052705
      • Gość: kolega Re: Za sutanną kasa płynie - nie tylko końkordato IP: *.ruch.com.pl / *.ruch.com.pl 30.05.05, 12:36
        Wojsko to czubek góry lodowej - dodajmy szkoły,szpitale,policję - cały KC PZPR
        przemianowany na "duszpasterzy" w miejsce sekretarzy.
        • Gość: Ed Re: Za sutanną kasa płynie - nie tylko końkordato IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 23:33
          Myślę, że cały tak krytykowany PZPR leży w cieniu tego kościelnego dojenia
          społeczeństwa zaczynając od budżetu centralnego po przez terenowe i kończąc na
          horendalnych opłatach za bezsensowne i nieopodatkowane usługi czy szarą strefę w
          działalności gospodarczej.

          Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,” ...
          (A. Mickiewicz)
    • Gość: Ed Powtórka z o. Hejny IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 28.05.05, 01:45
      Bez wiedzy prof. Kieresa dr Jan Żaryn z IPN udzielił obszernego wywiadu o
      agenturalnej działalności o. Konrada Hejmo. Rozmowę opublikowała Katolicka
      Agencja Informacyjna

      - Jest mi przykro, że mimo mojej prośby, by wstrzymać się z komentarzami,
      ukazał się taki wywiad - mówi Leon Kieres, prezes IPN.

      Żaryn opracowuje materiały po dawnej SB na temat współpracy o. Hejmo ze
      służbami specjalnymi PRL. Opracowanie miało ukazać się dopiero po dzisiejszych
      przesłuchaniach kandydatów na prezesa IPN. Kieres prosił, by wcześniej
      pracownicy Instytutu nie wypowiadali się o zawartości teczek. Sam też o tym
      milczy. To właśnie ujawnienie przez niego pod koniec kwietnia, że według akt SB
      Hejmo był agentem, nadwerężyło zaufanie do prezesa IPN i wywołało oskarżenia,
      że złamał prawo.

      Żaryn ujawnia, że akta o. Hejmo składają się z dwóch części: pierwsza to okres
      do lutego 1980 r., przed wyjazdem dominikanina do Watykanu; dwie kolejne teczki
      dotyczą okresu watykańskiego.

      - O. Konrad był prowadzony przez funkcjonariusza IV Departamentu MSW, a więc
      przez centralę. To świadczy, że był traktowany jako cenne źródło informacji -
      mówi dr Żaryn. - Jak się domyślam, jako sekretarz redakcji wydawanego przez
      dominikanów w Poznaniu pisma "W Drodze", został wręcz oddelegowany przez zakon
      do bardzo trudnych kontaktów z władzami. Jednak funkcjonariusz SB bardzo
      szybko, bo już po trzeciej rozmowie, a wszystkie odbyły się na terenie
      klasztoru, zorientował się, że o. Hejmo ma charakterystyczne cechy, przede
      wszystkim wyjątkowe gadulstwo. W związku z tym został zarejestrowany jako
      kandydat na tajnego współpracownika, który wydaje się bardzo cennym źródłem
      informacji, ponieważ nie pytany opowiada bardzo dużo rzeczy dotyczących życia
      wewnątrzzakonnego czy napięć między Episkopatem Polski a zakonem dominikańskim -
      tłumaczy Żaryn.

      - Informacje uzyskiwane od o. Hejmo mogły pomóc w dezintegrowaniu środowiska
      kościelnego - uważa.

      Pytany, czy z materiałów IPN wynika, że o. Hejmo miał świadomość, iż jest
      tajnym współpracownikiem donoszącym na współbraci zakonnych i ludzi Kościoła,
      Żaryn odpowiada: - W zależności od tego kto, będzie czytał tę dokumentacje,
      może wysnuć różne wnioski. Moja obecna znajomość tych akt skłania mnie do
      oceny, iż mógł nie być świadomy, że jego informacje tak bardzo pomagały w
      głębokim rozpracowywaniu Kościoła. Jest to kwestia jego naiwności, głupoty,
      różnych innych cech osobowości. Jednak inny czytelnik tych akt może sformułować
      zdecydowanie bardziej negatywną ocenę, np. wskazując, że między rokiem '77
      a '80 zdecydował się na przyjęcie od SB konkretnych podarunków, które wiążą go
      ze Służbą Bezpieczeństwa. Żeby nie wiem jak człowiek był naiwny, musi mieć
      świadomość, że przyjmowanie takich podarunków jest elementem preparowania przez
      służby faktów, które mogą go kompromitować.

      Żaryn nie daje też jednoznacznej odpowiedzi, czy w Rzymie o. Hejmo wiedział, że
      przekazuje informacje wywiadowi PRL. - Wiele faktów świadczy, że miał on
      świadomość, że prowadzi podwójną grę. Na przykład gdy przyjechał do Polski w
      1983 r., nadal spotykał się z tymi samymi współpracownikami SB, z którymi
      rozmawiał przed wyjazdem, choć przecież już nie był sekretarzem redakcji "W
      Drodze" - dowodzi historyk.

      Żaryn dzieli się też swymi ocenami: - Nie mam wątpliwości, że o. Hejmo na pewno
      nie jest ofiarą służb bezpieczeństwa PRL. Natomiast jeśli chodzi o stopień
      świadomości tej współpracy, to jest to pytanie do o. Konrada. Można zakładać,
      że jest to człowiek wyjątkowo naiwny. Ale można też udowodnić tezę przeciwną,
      że jest wyjątkowym cynikiem.
    • morse a kiedy wchodza na giełde???? 30.05.05, 13:03
      a kiedy wchodza na giełde????
      • Gość: Ed Re: Banco Ambrosiano??? Ciekawa robota!!! IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 30.05.05, 19:43
        Materiały dostepne w internecie :))
    • Gość: Ed Same ewartości i to po katolicku IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 31.05.05, 21:01
      Andrzej Kalwas osobiście kazał wpisać na listę aplikantów adwokackich w
      Olsztynie syna prawicowej posłanki Haliny Nowiny-Konopki, mimo że ten nie zdał
      egzaminu



      - Tego jeszcze nie było - oburza się Stanisław Rymar, prezes Naczelnej Rady
      Adwokackiej. - Zdarzało się, że minister uwzględniał odwołania aplikantów i
      wpisywał ich na listy, ale zawsze były to osoby, które przeszły pełen cykl
      egzaminów.

      Okręgowa Rada Adwokacka w Olsztynie jednogłośnie zdecydowała, że zaskarży
      decyzję ministra do sądu. - Ewidentnie zostało naruszone prawo i nie zamierzamy
      tego tolerować - mówi Mirosława Pietkiewicz, dziekan olsztyńskiej rady. - Zanim
      sąd nie rozpozna naszej skargi, pan Nowina-Konopka nie będzie u nikogo
      aplikował.

      Tymon Nowina-Konopka ma 34 lata, w Olsztynie jest dyrektorem biura poselskiego
      swojej matki (weszła do Sejmu z listy LPR, teraz jest w kole poselskim
      Porozumienie Polskie). Do egzaminu na aplikację przystępował w sierpniu 2004 r.
      Po uzyskaniu na egzaminie pisemnym co najmniej 85 punktów można było przejść do
      ustnego.

      Tymon Nowina-Konopka dostał na teście 83 punkty. Od tej oceny rady adwokackiej
      w Olsztynie odwołał się do Naczelnej Rady Adwokackiej. Ta przyznała mu tylko
      jeden punkt.

      Wtedy odwołał się do ministra sprawiedliwości. Ten nakazał olsztyńskiej radzie
      jeszcze raz zbadać sprawę. - Umorzyliśmy ją, bo sytuacja pana Konopki nie
      zmieniła się po dodaniu punktu - mówi dziekan Pietkiewicz.

      Decyzję ministra o skierowaniu sprawy z powrotem do Olsztyna syn posłanki
      zaskarżył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie. Ale ten nie
      zdążył się nią zająć, bo 9 maja Andrzej Kalwas podpisał decyzję o wpisaniu
      Tymona Nowiny-Konopki na listę aplikantów. Tłumaczył to m.in. tym, że pytania w
      teście były nieścisłe.

      - To nieprozumienie! Minister mógł co najwyżej skierować pana Konopkę na ustny
      etap egzaminu - komentuje mec. Rajmund Żuk, członek NRA.

      Posłanka Halina Nowina-Konopka zaprzecza, że interweniowała w sprawie syna u
      ministra. - Mam zamiar być wpisany na listę aplikantów adwokackich i udzielanie
      pochopnych informacji rzutuje na moją przydatność do zawodu - uciął rozmowę
      Tymon Nowina-Konopka.

      Zapytaliśmy więc ministra, jak często interweniuje w podobnych sprawach i
      dlaczego syn posłanki nie musiał zdawać egzaminu ustnego. Barbara Mąkosa-
      Stępkowska, rzecznik prasowy ministerstwa, powiedziała nam, że Andrzej Kalwas
      poznał pytania i ma nam do przekazania, że jest za jak najszerszym dostępem do
      zawodów prawniczych, zwłaszcza do adwokatury. - Poza tym zakończyła się
      rekrutacja i nie działała już komisja, która przeprowadzała te egzaminy,
      dlatego pana Nowiny- Konopki nie można było skierować na ustny. Pan Tymon
      często dowiadywał się w ministerstwie o swoją sprawę. Pan minister dziwi się,
      że inni tak nie robią, bo też by reagował. Jak adwokatom nie podoba się ta
      decyzja, to mogą się odwołać do ministra - tłumaczy rzeczniczka.
      (Joanna Wojciechowska)
      serwisy.gazeta.pl/kraj/1,34308,2737996.html
    • Gość: Ed IPN opublikował dokumenty o o. Hejmo IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:07
      Ojciec Konrad Hejmo był agentem SB w latach 1975-1980, a wywiadu PRL - od 1980
      do 1988, gdy był już w Watykanie. Informuje o tym opracowanie historyków
      Instytutu Pamięci Narodowej, które w środę pojawiło się na stronach
      internetowych IPN.

      Opracowanie podaje, że zachowały się teczka pracy i teczka personalna. Nie
      zostały one zniszczone w 1989 r., bo były od 1980 r. w gestii wywiadu PRL, gdzie
      zniszczenia były wtedy mniejsze.
      wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,2741191.html
      Ojciec Hejmo jeszcze dziś ma zostać odwołany z funkcji dyrektora Domu Pielgrzyma
      Polskiego w Rzymie. W ciągu miesiąca ma zapaść decyzja do którego klasztoru
      zostanie przeniesiony.

      W internecie - decyzją prezesa IPN Leona Kieresa - znajdzie się całe opracowanie
      historyków IPN nt. związków dominikanina ze służbami specjalnymi PRL.

      - Konrad Hejmo był bardzo cennym współpracownikiem służb bezpieczeństwa PRL
      bowiem przekazywane przez niego informacje były wykorzystywane do walki z
      Kościołem - zapewnia historyk dr Jan Żaryn, jeden z autorów opublikowanego dziś
      przez IPN opracowania.

      O. Konrad był prowadzony przez funkcjonariusza IV Departamentu Ministerstwa
      Spraw Wewnętrznych. Według Żaryna to świadczy niewątpliwe, że był traktowany
      jako cenne źródło informacji.

      Początek współpracy datuje się na połowę 1975 r., kiedy o. Konrad jako sekretarz
      redakcji wydawanego przez dominikanów w Poznaniu pisma "W Drodze" został
      oddelegowany przez zakon do bardzo trudnych kontaktów z władzami. Jednak
      funkcjonariusz SB bardzo szybko, bo już po trzeciej rozmowie, zorientował się,
      że o. Hejmo odznacza się charakterystycznymi cechami, przede wszystkim
      wyjątkowym gadulstwem. W związku z tym zarejestrował go jako kandydata na
      tajnego współpracownika, który wydaje się być bardzo cennym źródłem informacji.

      Z dokumentów wynika m.in., że o. Hejmo nie pytany odpowiadał bardzo dużo rzeczy
      dotyczących życia wewnątrzzakonnego, czy napięć między Episkopatem Polski a
      zakonem dominikańskim. Analiza akt o. Hejmy z tzw. okresu watykańskiego
      pokazuje, że przekazywał on SB informacje dotyczące sytuacji Kościoła w Polsce,
      stosunków państwo-Kościół w latach 80., a także relacji między Stolicą
      Apostolską a Episkopatem Polskim. Jednocześnie Żaryn podkreśla, że analiza akt
      znajdujących się w IPN wskazuje, że o. Hejmo nie donosił na Jana Pawła II w
      rozumieniu służb bezpieczeństwa PRL.

      Zdaniem Żaryna dokumenty jednoznacznie pokazują, że o. Hejmo był tajnym
      współpracownikiem SB. Natomiast trudno na ich podstawie ocenić czy miał on
      świadomość, że donosi na współbraci zakonnych i ludzi Kościoła. - Nie mam
      wątpliwości, że o. Hejmo na pewno nie jest ofiarą służb bezpieczeństwa PRL.
      Natomiast jeśli chodzi o stopień świadomości tej współpracy, to jest to pytanie
      do o. Konrada. Można oczywiście zakładać, że jest to człowiek wyjątkowo naiwny i
      głupi i lektura tych akt może taką tezę potwierdzić - komentuje Żaryn.

      Z dokumentów Departamentu I wynika, że "Hejnał" mógł być nieświadomy, że na
      terenie rzymskim nadal i to przez cały czas (co najmniej do 1988 r.) pozostaje
      współpracownikiem SB. Nie musiał znać prawdziwego umocowania w Departamencie I
      MSW występującego w roli dyplomaty "Pietra"; być może nie znał także faktycznego
      mocodawcy "Lakara". Z drugiej strony "Hejnał" świadomie i bez żadnego nacisku
      spotkał się w Warszawie w czerwcu 1983 r. z dwoma funkcjonariuszami SB i
      udzielił im wielu informacji.

      "Sprawa "Dominika" - "Hejnała" nie ma w dostępnych aktach swego epilogu. Na
      końcu tomu 3. znajduje się notatka odręczna z 14 lipca 1988 r. i dotyczy
      rozliczeń finansowych z o. Konradem za okres od 1 VII 1987 r. do 30 VI 1988 r.
      Rozliczenie, według autora notatki kpt L. Machalskiego, miało nastąpić 12 lipca
      1988 r. Nie wiemy, czy ta ostatnia data była końcem rzeczywistej współpracy o.
      Hejmo z "Lakarem", a za pośrednictwem tego ostatniego z MSW." - napisali
      historycy na zakończenie opracowania.
    • Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - wstęp IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:10
      O dokumentach Służby Bezpieczeństwa

      Teczka pracy tajnego współpracownika ps. "Dominik", a następnie kontaktu
      operacyjnego "Hejnał" z lat 1975 - 1988 obejmuje trzy woluminy, w sumie ok. 700
      stron. Akta otwiera kwestionariusz osobowy nr ewid. 47865, ps. "Dominik", w
      którym rubryka dotycząca zakończenia współpracy pozostała niewypełniona. Na
      końcu trzeciego tomu znajduje się dokument z lipca 1988 r., który stanowi jedyną
      wskazówkę określającą czasowy horyzont współpracy. W aktach widoczna jest
      podwójna paginacja. Zapewne po zakończeniu współpracy i przy przekazywaniu akt
      do archiwum całość dokumentacji została zgromadzona w jednym tomie, któremu
      nadano nową paginację. Zmiany te zostały dokonane, w bliżej nieokreślonym
      czasie, przed przekazaniem akt do IPN. Dnia 2 grudnia 2004 r. Agencja Wywiadu
      przekazała IPN akta sprawy, co zostało potwierdzone protokółem
      zdawczo-odbiorczym (Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej (dalej: AIPN), Protokół
      zdawczo-odbiorczy przekazania akt dotyczących tw "Dominik", "Hejnał", 2 XII 2004
      r.). Obecna sygnatura: IPN 2320/188, t. 1-3.

      Dokumentacja dzieli się merytorycznie na dwie części. Pierwszy tom obejmuje
      okres 1975 - 1980, kiedy to kandydat na tajnego współpracownika, a następnie
      tajny współpracownik "Dominik", był prowadzony przez V Wydział IV Departamentu
      MSW, który zajmował się Kościołem katolickim i innymi wyznaniami religijnymi.
      Druga część mieści się w dwóch kolejnych tomach i obejmuje okres 1980-1988,
      czyli lata współpracy "Dominika"- "Hejnała" z Departamentem I MSW - a zatem z
      wywiadem PRL.

      Zgodnie z wytycznymi resortu akta osobowych źródeł informacji (dalej: OZI), w
      tym tajnego współpracownika, gromadzono w dwóch teczkach; w teczce pracy oraz w
      teczce personalnej. Sposób prowadzenia dokumentacji regulowały stosowne
      instrukcje i wytyczne. Teczka pracy powinna zawierać doniesienia agenta oraz
      sporządzone w oparciu o nie raporty prowadzącego go funkcjonariusza resortu.
      Teczka personalna z kolei powinna zawierać dokumentację dotyczącą werbunku
      agenta, zobowiązanie do współpracy (jeśli takowe zostało przyjęte), pokwitowania
      za otrzymane wynagrodzenie, okresowe oceny jego "pracy" , "charakterystyki"
      agenta, itp. a także korespondencję oficera prowadzącego z jego zwierzchnikami.
      Najczęściej otwiera ją wypełniony formularz E-O-18, a także np. zebrany materiał
      kompromitujący (wywiad środowiskowy; raporty innych agentów; zapisy podsłuchów
      itp.). Są w niej zazwyczaj dokumenty związane z okresowym sprawdzaniem
      lojalności agenta (np. w formie doniesień innych tajnych współpracowników;
      analizy okresowe). W tym przypadku jednak, teczka personalna agenta w znacznej
      mierze była gotowa; stanowiły ją materiały przejęte przez Departament I od
      Departamentu IV.

      Drugi tom otwiera dokument dotyczący oceny pracy kontaktu informacyjnego nr
      14844 krypt. "Hejnał" za okres 1980 - 1983, a zatem wolumin ten ma znamiona
      teczki personalnej. Tamże przechowywane są także taśmy magnetofonowe (W
      materiałach znajduje się jedna kaseta oraz taśma do magnetofonu szpulowego. Jest
      na nich niewątpliwie zarejestrowany głos o. Konrada Hejmo. Jakość nagrania
      miejscami jest bardzo zła, słowa a nawet sens wypowiedzi trudne do
      zidentyfikowania. Z powodu sytuacji prawnej, w jakiej musieli pracować autorzy
      raportu (niejasność co do tego, czy dokumenty dotyczące "Dominika"-"Hejnała" w
      całości stanowią materiał jawny, czy też jakaś ich część ma charakter tajny),
      nie mogliśmy zlecić wykonania fachowej ekspertyzy specjalistom spoza Instytutu.
      Jest ona niezbędna, by ustalić prawdopodobne okoliczności nagrania i się w
      teczce pracy agenta. Podobnie w tomie trzecim znajdują się przede wszystkim
      dokumenty dotyczące oceny pracy agenta na poziomie centrali (Departamentu I),
      planów jego wykorzystania, itd. odpowiedzieć na pytania o ewentualny montaż,
      cięcia, identyfikację charakterystycznych szumów itd. Nie chcąc - z tego powodu
      - opóźniać wydania niniejszego raportu, jedynie sygnalizujemy potrzebę dalszej
      pracy nad tym fragmentem dokumentacji)

      i stenogramy rozmów, które z kolei powinny znajdować się w teczce pracy agenta.
      Podobnie w tomie trzecim znajdują się przede wszystkim dokumenty dotyczące oceny
      pracy agenta na poziomie centrali (Departamentu I), planów jego wykorzystania,
      itd. odpowiedzieć na pytania o ewentualny montaż, cięcia, identyfikację
      charakterystycznych szumów itd. Nie chcąc - z tego powodu - opóźniać wydania
      niniejszego raportu, jedynie sygnalizujemy potrzebę dalszej pracy nad tym
      fragmentem dokumentacji.

      Po zakończeniu współpracy teczki personalne i pracy agenta składano do archiwum,
      a przy tej okazji często łączono. Wtedy też opatrywano je sygnaturą z "I"
      (jedynką rzymską), co oznaczało tajnych współpracowników bądź kandydatów na
      tajnych współpracowników. W tym przypadku brak jednak dokumentacji świadczącej o
      zakończeniu współpracy. Zazwyczaj na końcu podobnych teczek znajdują się
      dokumenty o zaprzestaniu bądź zawieszeniu współpracy, skierowaniu materiałów do
      archiwum, brakowaniu (zniszczeniu) ich części. W tym przypadku nie ma żadnych
      informacji świadczących o

      zamknięciu sprawy, co jest nietypowe (O aktach tajnych współpracowników zob. W.
      Frazik, F. Musiał, Akta agenturalne w pracy historyka, w: "Zeszyty Historyczne
      WiN-u", nr 19-20, grudzień 2003, s. 315-339.).

      W okresie od lipca 1989 r. do stycznia 1990 funkcjonariusze SB przeprowadzili
      operację masowego niszczenia akt operacyjnych dotyczących inwigilacji Kościoła
      katolickiego, w tym personalnych (m.in. teczki ewidencji operacyjnej księdza,
      czyli: TEOK) (Notatka mjr W. Dubielis dotycząca dokumentacji operacyjnej
      Departamentu IV z 20 VII 1989 r. oraz Departamentu Studiów i Analiz w sprawie
      niszczenia akt Departamentu IV (w tym "teczek ewidencji operacyjnej księdza") z
      25 I 1990, w: Metody pracy operacyjnej aparatu bezpieczeństwa wobec Kościołów i
      związków wyznaniowych 1945-1989, wstęp, wybór dokumentów, redakcja A. Dziurok,
      opracowanie zespół, Warszawa 2004, s. 590-591, 599-600.).

      Biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia historyków badających teczki
      personalne i pracy tajnych współpracowników Departamentu IV (kościelnego), można
      skonstatować, że zachowana dokumentacja tw "Dominika" stanowi bardzo ważną
      spuściznę historyczną. Akta "Dominika" z lat 1975-1980 nie zostały zniszczone
      przypuszczalnie dlatego, iż od 1980 znalazły się w gestii Departamentu I,
      którego zasoby nie uległy radykalnemu brakowaniu pod koniec istnienia PRL.

      Wystawcami zachowanej dokumentacji byli funkcjonariusze najpierw IV, a następnie
      I Departamentu MSW. Czym zajmowały się te piony?
      • Gość: Ed Re: sprawa o. Konrada Hejmo - Departament IV MSW IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:12
        Departament IV MSW
        W interesującym nas okresie Departament IV MSW zajmował się "wrogą działalnością
        Kościołów i związków wyznaniowych" (Zob. więcej, Metody pracy operacyjnej, s. 24
        i nast. (tamże literatura przedmiotu). Od 1977 r. składał się z sześciu
        Wydziałów, z których większość zajmowała się Kościołem rzymskokatolickim, jego
        instytucjami, duchowieństwem świeckim i zakonnym, a także laikatem. W terenie,
        przy Komendach Wojewódzkich Milicji Obywatelskiej (pion Służby Bezpieczeństwa)
        funkcjonowały Wydziały IV, w skład których wchodziły sekcje oznaczone numerami
        odpowiadającymi numerom Wydziałów w centrali. W latach 1975-1980 o. Konrad Hejmo
        był prowadzony bezpośrednio przez funkcjonariusza Wydziału V Departamentu IV,
        mjr (od 1979 r. ppłk) Wacława Głowackiego. Wydział ten zajmował się klerem
        zakonnym, w tym członkami władz prowincjonalnych, domów zakonnych; zakonnikami:
        członkami komisji Episkopatu Polski, pracownikami kurii, proboszczami kościołów
        parafialnych, profesorami i wykładowcami Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego,
        Akademii Teologii Katolickiej oraz Wyższych Seminariów Duchownych; studentami i
        alumnami zakonnymi, a w końcu także osobami świeckimi kontaktującymi się z
        zakonnikami, np. w ramach działalności Duszpasterstw Akademickich (dalej: DA)
        (Tamże, s. 25. W l. 1981 - 1984 do Departamentu IV włączono kolejne Wydziały,
        zajmujące się "ochroną operacyjną kompleksu gospodarki żywnościowej". Tamże, s.
        26.). W 1981 r. w Departamencie IV (w centrali) pracowało 129 funkcjonariuszy, w
        tym w Wydziale V - 15 osób (14 funkcjonariuszy oraz 1 maszynistka). Z kolei, w
        tym samym czasie, w terenowych Wydziałach IV obsada personalna liczyła 2460
        etatów (7 Tamże, s. 27, 579-581; P. Piotrowski, Struktury Służby Bezpieczeństwa
        MSW 1975 - 1990, w: "Pamięć i Sprawiedliwość", nr 1, Warszawa 2003, s. 76-77.).
        Fakt, że tw. "Dominik" był prowadzony przez centralę (mimo iż mieszkał w
        Poznaniu) świadczył o wysokiej ocenie przydatności tego właśnie OZI w skali
        całego kraju.

        Funkcjonariuszy IV Departamentu MSW obowiązywały wówczas wytyczne z 15 VI 1973
        r. "w sprawie form i metod działań operacyjnych" wśród duchowieństwa
        katolickiego. Jednym z celów pracy operacyjnej wśród ludzi Kościoła miała być:
        "neutralizacja polityczna hierarchii kościelnej i kleru, - doprowadzenie do
        afirmacji przez duchowieństwo i Kościół systemu społeczno-politycznego PRL, -
        sprowadzenie roli Kościoła do zaspakajania potrzeb religijnych ludzi
        wierzących". Tym celom podporządkowano metody pracy, w tym werbunku tajnych
        współpracowników. Preferowano zatem "drogę stopniowego pozyskiwania", a nie
        szantażu. W pracy postulowano: "znalezienie mimo różnic ideologicznych
        płaszczyzny porozumienia z kandydatem [na tw] na zasadzie lojalności wobec
        państwa i jego interesów; - przekonanie kandydata, że jego współpraca z nami nie
        narusza jego godności osobistej, zasad moralnych i sumienia; - utwierdzenie
        kandydata w przekonaniu, że współpraca z nami nie narusza istotnych interesów
        Kościoła, [...] a prowadzi jedynie do ujawnienia i usuwania tych wszystkich
        zjawisk, które utrudniają normalizację stosunków państwo-Kościół". Nie zmienia
        to w niczym faktu, że - jak instruowano - "tajni współpracownicy spełniają z
        zasady dwa generalne zadania: stanowią oni źródło informacji, a równocześnie są
        instrumentem oddziaływania na środowisko" (Cyt. za: Metody pracy operacyjnej, s.
        466-478.).

        Departament I MSW

        Departament I MSW zajmował się w interesującym nas okresie wywiadem. Miał bardzo
        rozbudowaną strukturę (w latach 80-tych składał się aż z 19 Wydziałów) (Posiadał
        także struktury terenowe, jednakże w formie bardziej rozbudowanej, tylko w kilku
        miastach: Krakowie, Katowicach, Wrocławiu.). Posiadał także osobne archiwum, w
        którym przechowywano akta spraw operacyjnych, Samodzielną Sekcję Ewidencji
        gromadzącą dane o agenturze, a także Samodzielną Sekcję Kadr. W połowie lat
        70-tych Departament I MSW liczył ok. siedmiuset funkcjonariuszy (P. Piotrowski,
        Struktury Służby Bezpieczeństwa MSW, s. 59-60.). O. Konrad Hejmo był prowadzony
        przez funkcjonariuszy Wydziału III, a konkretnie rezydenta wywiadu przy
        ambasadzie PRL przy Kwirynale ps. "Pietro", oraz funkcjonariuszy Wydziału XIV,
        który pełnił rolę nadrzędną. Bezpośrednim "opiekunem" "Hejnała" pozostawał por.
        Ryszard Emczyński, inspektor, a następnie starszy inspektor Wydziału XIV
        Departamentu I MSW (Cyfrowe oznaczenia wydziałów Departamentu I były stosowane
        tylko w korespondencji wewnętrznej, natomiast korespondencja napływająca od
        "rezydentur" lub "wywiadu niejawnego" były sygnowane oznaczeniami literowymi. H.
        Bosak, Wnuk generała, Warszawa 2000, s. 53.).
        • Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - Wydział XIV Departamentu IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:14
          Wydział XIV Departamentu I MSW

          W latach 1980 - 1988 o. Konrad Hejmo był prowadzony przez Wydział XIV
          Departamentu I, za pośrednictwem agenta "Lakara", mieszkającego w tym czasie
          wraz z rodziną w Kolonii (mieściła się tam siedziba ambasady PRL, a także jedna
          z trzech rezydentur wywiadu PRL na terenie niemieckim; ponadto działały w
          Berlinie Zachodnim i Wschodnim). Do zadań wspomnianej Samodzielnej Sekcji Kadr
          Departamentu I należał także nabór do wywiadu nielegalnego. Obsługą tego wywiadu
          zajmował się właśnie Wydział XIV (do 1978 r. II) (Tamże, s. 52, 170. W tej
          paradokumentalnej książce, autor opisał także działania wywiadu PRL, w tym
          rezydentury w Rzymie, w związku z wyborem papieża-Polaka. Tamże, s. 170-180.). W
          wywiadzie nielegalnym, czyli tworzonym poza "rezydenturami" (oficjalnymi
          przedstawicielstwami dyplomatycznymi w wybranych państwach), mogli pracować tak
          funkcjonariusze resortu, jak i tzw. "agentura kadrowa".

          Praca i szczegóły operacyjne Wydziału były, jak się wydaje, szczególnie
          utajnione, także przed pozostałymi oficerami Departamentu I. Mieścił się poza
          budynkiem MSW, posiadał także własną łączność. Zgodnie z zarządzeniem dyrektora
          I Departamentu MSW z 15 I 1971 r. Wydział ten został powołany "do organizowania,
          prowadzenia i koordynowania działalności wywiadowczej z pozycji nielegalnych".
          Wydział nie korzystał zatem w swej pracy w sposób bezpośredni z polskich
          instytucji zagranicznych oraz rezydentur przy placówkach dyplomatycznych;
          tworzył natomiast samodzielne grupy

          wywiadowcze (tzw. "rezydentury nielegalne") lub działał w oparciu o samodzielnie
          działających wywiadowców, zwanych "punktami nielegalnymi". Wydział XIV
          koncentrował swoją pracę na terenie wroga ideologiczno-politycznego, czyli "na
          typowanych obiektach przeciwnika w Niemieckiej Republice Federalnej oraz w
          głównych krajach NATO na terenie Europy". Zgodnie z par. 5, ust. 2 wspomnianej
          instrukcji z 1971 r., Wydział mógł prowadzić działalność wywiadowczą także poza
          wyznaczonymi rejonami, a zatem także w Watykanie. Był traktowany przez dyrekcję
          Departamentu I jako priorytetowy; pozostałe jednostki (w tym Wydział III) miały
          służyć mu pomocą (AIPN, 01821/3, Zarządzenie nr 008 Dyrektora Departamentu I MSW
          płk M. Milewskiego, z dnia 15 I 1971 r., k. 284-287.).

          Wydział III Departamentu I

          Pracę Wydziału III Departamentu I MSW określało zarządzenie z 15 I 1971 r. W
          zakres jego zadań wchodziła penetracja wywiadowcza struktur NATO, instytucji
          rządowych państw zachodnioeuropejskich, w tym Francji, Wielkiej Brytanii, Włoch
          i Belgii, a także Watykanu. Podejmowane zadania wywiadowcze miały prowadzić
          m.in. do:

          " (...) 6. ujawniania zamierzeń Watykanu wobec PRL oraz rozpoznawania
          działalności polskiej hierarchii kościelnej prowadzonej na terenie Watykanu.

          7. Zdobywania tajnych dokumentów i informacji z Watykanu nt. podstawowych
          problemów polityki światowej, zwłaszcza zaś w odniesieniu do PRL i krajów
          socjalistycznych.

          8. Zdobywania informacji o powiązaniach i współpracy Watykanu z NRF w akcjach
          wymierzonych przeciwko PRL".

          Wydział ten miał także wspierać działaniami operacyjnymi zadania instytucji
          rządowych (np. MSZ) powołanych do oficjalnych kontaktów bilateralnych. Stąd, w
          sposób szczególny Wydział III interesował się "obiektami" centralnymi państwa
          watykańskiego (kuria rzymska, w tym Sekretariat Stanu), a także władzami
          generalnymi wybranych zakonów, jak również "ośrodkami kleru polskiego". W
          przypadku tej ostatniej kategorii ich liczba znacznie wzrosła za czasów
          pontyfikatu Jana Pawła II.

          Bazą operacyjno-wywiadowczą, jak stwierdzano w instrukcji, były rezydentury przy
          placówkach dyplomatycznych, w tym przy ambasadzie PRL przy Kwirynale. Rezydenci
          wywiadu korzystali z agentury tkwiącej bezpośrednio w "ośrodkach" przeciwnika
          (np. spośród zatrudnionych w Sekretariacie Stanu), ale także mogli wykorzystywać
          "kontakty informacyjne oraz tajnych współpracowników i kontakty operacyjne
          pozyskane spośród obywateli PRL" Należy stwierdzić, że wobec o. Konrada Hejmo
          funkcjonariusze MSW, tak Departamantu I jak i IV, zastosowali cały wachlarz
          działań zgodnie z obowiązującymi ich instrukcjami operacyjnymi.
          • Gość: Ed Re: sprawa o. Konrada Hejmo - Zakony w PRL IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:15
            Zakony w PRL

            W okresie PRL zakon dominikanów, podobnie jak większość zgromadzeń męskich i
            żeńskich nastawionych na aktywna pracę duszpasterską, był jednym z najbardziej
            represjonowanych zgromadzeń przez władze komunistyczne (Wstępna lista spraw
            obiektowych prowadzonych tylko przeciwko zakonom męskim w latach Polski Ludowej
            obejmuje co najmniej 130 sygnatur (jedna może obejmować także więcej tomów), w
            tym dominikanów dotyczą akta od sygn. AIPN, 01283/1086 do 01283/1096 (w sumie
            11), jezuitom poświęcono ("rekordzistom") aż 30 spraw. Zob. Aneks, w: J. Żurek,
            Powtórna kasata placówek wychowawczych Kościoła katolickiego w Polsce (1958 -
            1963), w: "Nasza Przeszłość", t. 102, 2004, s. 234-237.)

            W aktach spraw obiektowych prowadzonych przez SB, a także w poufnych analizach
            opracowywanych przez Urząd ds. Wyznań, zakon ten plasował się zawsze w czołówce
            "wrogów antypaństwowych" (Zob. m.in. Sprawa krypt. "Pingwini" i "Pingwini - 2"
            (takie kryptonimy nadawała SB sprawom dotyczącym Dominikanów). A. Pietrowicz, P.
            Zwiernik, U Pingwinów za metalową bramą, "Biuletyn IPN", nr 6, Warszawa 2003, s.
            41 - 48. Np. w załączniku do instrukcji nr 001/77 dyrektora Departamentu IV MSW
            z dnia 15 III 1977 r. wyodrębniono zakony, które "pozostają w pierwszoplanowym
            zainteresowaniu Departamantu IV MSW i wydziałów IV KW MO". Wśród 10 wymienionych
            znalazł się także zakon dominikanów: "Departament IV prowadzi na te zakony
            sprawy obiektowe, kierując przedsięwzięciami operacyjno-politycznymi w skali
            ogólnokrajowej. Wydziały IV KW MO zakładają i prowadzą jedną sprawę obiektową na
            placówki każdego z tych zakonów znajdujące się na terenie województwa" - pisano
            w instrukcji. Zob. Metody pracy operacyjnej, s. 532-533.

            W okresie wzmożonych represji wobec ludzi Kościoła, w sposób szczególny
            komuniści inwigilowali o. Bernarda Przybylskiego, pierwszego duszpasterza
            akademickiego z Poznania (Plan rozpracowania o. Bernarda realizowano w latach
            1952-1961). Na początku lat 60-tych w środowisku DA w Poznaniu prowadzonym
            wówczas przez o. Tomasza Pawłowskiego, SB przeprowadziła szeroko zakrojoną
            akcję, z wkroczeniem do kaplicy akademickiej włącznie (AIPN, 01283/1089 (mkf
            V14-51D-4, nr 12). "W listopadzie 1961 r. przeżyliśmy szok niespodziewanego
            wkroczenia do kaplicy akademickiej milicji - wspominał o. Tomasz - Usłyszeliśmy
            twarde uderzenia butów. Ktoś wchodził po schodach. Wejście do kaplicy
            zaniebieściło się...". T. Pawłowski, Stopem przez życie, Poznań 1991, s.
            57-58.). Od połowy tej dekady, w sposób szczególny SB inwigilowała środowisko DA
            "Beczka" w Krakowie, w tym jego twórców: o. Tomasza Pawłowskiego, i kolejnych
            duszpasterzy o. Jana A. Kłoczowskiego, czy też o. Joachima Badeniego. W latach
            70-tych tamtejsi dominikanie włączyli się m.in. w działania Towarzystwa Kursów
            Naukowych, co spotkało się z reakcją aparatu bezpieczeństwa. Z kolei, na
            przełomie lat 60-tych i 70-tych powstał silny ośrodek DA w Gdańsku, przy
            dominikańskiej parafii św. Mikołaja, kierowany przez o. Ludwika Wiśniewskiego.
            Spośród uczestników tego DA wyrosła z czasem grupa założycieli Ruchu Młodej
            Polski z Aleksandrem Hallem na czele (Zob. więcej, P. Zaremba, Młodopolacy.
            Historia Ruchu Młodej Polski, Gdańsk 2000.).

            W okresie "Solidarności" i stanu wojennego, obok ośrodka krakowskiego, to
            właśnie DA w Poznaniu cieszyło się największą popularnością wśród młodzieży
            akademickiej, co z kolei powodowało wzmożone działania represyjne ze strony SB.
            Szczyt tych represji przypadł na okres pracy w Poznaniu o. Honoriusza
            Kowalczyka. W kwietniu 1983 r. uległ on wypadkowi samochodowemu. Powszechnie
            przypisywano ten wypadek działaniom SB. O. Honoriusz zmarł nie odzyskawszy
            przytomności 8 maja 1983 r., a jego pogrzeb stał się manifestacja
            religijno-patriotyczną (Dusz Pasterz. Ojciec Honoriusz Stanisław Kowalczyk OP
            (1935-1983), Poznań 2000.). Represje, w tym stałą inwigilację, stosowano także
            wobec innych dominikanów, szczególnie aktywnych i kontaktujących się z opozycją
            demokratyczną od lat 70-tych do końca istnienia PRL, w tym zwłaszcza wobec o.
            Ludwika Wiśniewskiego (Literatura przedmiotu, zob. J. Żaryn, Dzieje Kościoła
            katolickiego w Polsce 1944-1989, Warszawa 2003, s. 583-607. Na marginesie, warto
            podkreślić, że SB od lat 70-tych w sposób szczególny podejmowała działania
            represyjne wobec DA oraz ruchu "oazowego" ks. Franciszka Blachnickiego. Tamże,
            s. 359-400; Beczka nasz dom. Dominikańskie Duszpasterstwo Akademickie Beczka
            1964-2004, Kraków 2004.). Dopiero pamiętając o tym szerokim tle, można lepiej
            zrozumieć losy o. Hejmy, szczególnie w pierwszym okresie jego kontaktów ze
            Służbą Bezpieczeństwa.
            • Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - Lata 1975 - 1980 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:16
              Lata 1975 - 1980

              Pierwszy numer miesięcznika "W drodze" ukazał się wprawdzie dopiero w 1973 r. ,
              ale jego początki należy wiązać z ociepleniem się stosunków państwo - Kościół po
              grudniu 1970 r. Nowa ekipa, na czele z Edwardem Gierkiem, podjęła subtelniejszą
              grę z Episkopatem Polski oraz z duchowieństwem katolickim niż jej poprzedniczka.
              Jej elementem stało się - jak czytamy wielokroć w dokumentach SB - dążenie do
              "lojalizacji kleru". Proces ten należy widzieć w szerszym kontekście społecznym,
              opisanym np. przez Andrzeja Krajewskiego w odniesieniu do środowiska literatów
              (A. Krajewski, Między współpracą a oporem. Twórcy kultury wobec systemu
              politycznego PRL (1975-1980), Warszawa 2004.), czy też przez Marcina Zarembę w
              skali ogólnospołecznej (M. Zaremba, Komunizm, legitymizacja, nacjonalizm.
              Nacjonalistyczna legitymizacja władzy komunistycznej w Polsce, Warszawa 2001, s.
              357 i nast.). W pracach tych opisano proces legitymizacji władzy przez przejęcie
              przez nią symboli narodowych, zmieszanych z dotychczas dominującymi w
              propagandzie, czyli komunistycznymi (marksistowskimi i
              "internacjonalistycznymi") oraz proces dostosowania ówczesnych elit społecznych.
              I sekretarz KC PZPR rozpoczynający swe przemówienia od słowa: "Rodacy" i godzący
              się na odbudowę symbolu suwerenności Polski - warszawskiego Zamku Królewskiego,
              stawał się w szerszej opinii publicznej jednocześnie gwarantem ciągłości
              prosowieckiej władzy, jak i polskich tradycji narodowych. Następowała także
              wymiana pokoleniowa. Powoli odchodziło pokolenie II Rzeczypospolitej, lepiej
              przygotowane na odpieranie propagandy komunistycznej niż jego sukcesorzy -
              wychowankowie szkół Polski Ludowej (Pisała o tym, m.in. H. Świda-Ziemba,
              Człowiek wewnętrznie zniewolony, Warszawa 1997.). Relatywizm sytuacyjny rodził
              szereg nowych pułapek, z których trudno było wyjść także ludziom Kościoła.

              Stosunki państwo-Kościół w latach 70-tych

              Ponieważ ważne miejsce w informacjach przekazywanych SB przez o. Konrada Hejmę
              zajmowały kwestie związane z relacjami między władzami PRL a Stolicą Apostolską,
              warto przypomnieć międzynarodowy kontekst w jakim prowadzona były rozmowy z
              kandydatem na tajnego współpracownika, a później tw "Dominikiem".

              Zmiana ekipy rządzącej w Polsce w grudniu 1970 r. otworzyła nową perspektywę dla
              rozmów ze Stolicą Apostolską. Niewątpliwie ekipie Gierka bardziej zależało na
              ułożeniu stosunków z Kościołem aniżeli jego poprzednikowi. Stanowiło to także
              element budowy międzynarodowego prestiżu grupy rządzącej, co było jednym z
              istotnym elementów tworzenia nowego wizerunku PRL na arenie międzynarodowej (A.
              Dudek, R. Gryz, Komunizm i Kościół w Polsce 1945-1989, Kraków 2004, s. 257.).
              Gierek mógł także liczyć na szybkie uregulowanie problemu tymczasowej
              administracji kościelnej na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Układ między PRL a
              RFN o podstawach normalizacji i wzajemnych stosunków, podpisany w Warszawie 7
              grudnia 1970r. otwierał drogę do rozwiązania tej bardzo ważnej kwestii ponieważ
              oznaczał ostateczne uznanie polskich granic zachodnich przez rząd RFN. Co ważne,
              działania te były zbieżne z długoletnimi staraniami Prymasa Polski, który 15
              grudnia 1969 r. złożył w Watykanie obszerne Memorandum, przygotowane przez
              Episkopat Polski, uzasadniające potrzebę szybkiej stabilizacji organizacji
              kościelnej na zachodnich i północnych ziemiach Polski. W styczniu 1971 r. Sejm
              podjął decyzję przyznającą Kościołowi w Polsce tytuł własności na nieruchomości
              poniemieckie, które zostały mu przekazane w użytkowanie po II wojnie światowej.
              Kolejnym pozytywnym gestem było anulowanie kościelnych długów podatkowych,
              wynikających z prowadzonej przez ekipę Gomułki walki o tzw. "księgę
              inwentarzową" . Odnotowano też zanik agresywnego języka antyreligijnego w
              propagandzie.

              Powyższe decyzje i gesty w istotny sposób poprawiły klimat rozmów wstępnych,
              jakie między przedstawicielami rządu PRL (na czele stał Aleksander Skarżyński,
              kierownik Urzędu ds. Wyznań) oraz Stolicy Apostolskiej (abp Agostino Casaroli)
              toczyły się w Rzymie i Watykanie w kwietniu i maju 1971r. Natomiast 28 czerwca
              1972 r., kilka tygodni po ratyfikacji układu z grudnia 1970 r. przez parlamenty
              w Bonn i Warszawie, opublikowana została konstytucja apostolska Pawła VI
              "Episcoparum Poloniae Coetus", nadającą pełnoprawny kanoniczny status
              organizacji kościelnej na Ziemiach Zachodnich i Północnych (P. Raina, Rozmowy
              biskupa Dąbrowskiego z władzami PRL. Stolica Apostolska reguluje organizacje
              kościelną na Ziemiach Zachodnich i Północnych Polski, Olsztyn 1998, s. 13-23.) .

              Czynnikiem mającym znaczący wpływ na dalszy bieg wydarzeń były ogólnoeuropejskie
              negocjacje, zmierzające do stworzenia warunków bardziej pokojowej koegzystencji
              między blokami w Europie. W 1972 r. rozpoczęła się Konferencja Bezpieczeństwa i
              Współpracy w Europie. Aktywny udział brała w niej zarówno delegacja PRL, jak i
              Stolicy Apostolskiej. W sierpniu 1973 r. miało miejsce spotkanie ministra spraw
              zagranicznych PRL Stefana Olszowskiego z abp A. Casarolim. W trakcie kilku
              nieoficjalnych spotkań zdecydowano, że wkrótce podjęte zostaną rozmowy robocze
              (A. Casaroli, Pamiętniki. Męczeństwo cierpliwości. Stolica Święta i kraje
              komunistyczne 1963-1989, Warszawa 2001, s. 227.).

              W lipcu 1974 r. podjęta została decyzja o nawiązaniu stałych kontaktów między
              rządem PRL a Stolicą Apostolską. Na czele Zespołu ds. stałych Kontaktów
              Roboczych ze Stolicą Apostolską stanął min. Kazimierz Szablewski, który stale
              rezydował w Rzymie, jako członek polskiego przedstawicielstwa dyplomatycznego.
              Natomiast współprzewodniczącym po stronie watykańskiej został abp Luiggi Poggi,
              który miał swą misję realizować z Watykanu. Niewątpliwie takie rozwiązanie było
              kompromisem przyjętym przez Stolicę Apostolską ze względu na stanowisko
              Episkopatu Polski oraz kard. Stefana Wyszyńskiego. W czasie kilku wizyt w
              Watykanie przekonywał on gorąco swych rozmówców, m.in. papieża Pawła VI, aby
              rozmowy z Warszawą prowadzić z dużą ostrożnością.

              Dalsze rozmowy z władzami PRL prowadził abp Luiggi Poggi, który jako szef
              zespołu roboczego Stolicy Apostolskiej odbył kilka podróży do Polski. Po raz
              pierwszy przybył tu 25 lutego 1975 r. Celem misji było ustanowienie
              przedstawicielstwa Stolicy Apostolskiej przy Episkopacie Polski, a w przyszłości
              nawiązanie stosunków dyplomatycznych między PRL a Stolicą Apostolską. Prymas
              Polski oraz biskupi także byli zwolennikami zbudowania stosunków dyplomatycznych
              z Watykanem, jednocześnie jednak chcieli, aby towarzyszyło temu rozwiązanie
              zasadniczych problemów Kościoła w Polsce. Dla komunistów z kolei rozpoczęła się
              subtelna gra, której celem było przede wszystkim wyeliminowanie prymasa Polski
              (czy szerzej Episkopatu Polski) z udziału w rozmowach, w imię zasady, że z
              dalekim od pełnego rozumienia kwestii polskich Watykanem będzie je łatwiej
              prowadzić (P. Raina, Cele polityki władz PRL wobec Watykanu. Tajne dokumenty
              1967-1989, Warszawa 2001.). W okresie "pogrudniowej odwilży" na porządku
              dziennym stanęła także kwestia poszerzenia pola dla aktywności Kościoła w sferze
              szeroko pojętej kultury katolickiej. Władze państwowe - poprzez Urząd ds. Wyznań
              - godziły się na utworzenie nowego pisma skierowanego do inteligencji
              katolickiej. W kolejkę do otrzymania koncesji ustawiły się także zakony, w tym
              jezuici i dominikanie, a zatem najbardziej aktywne w sferze duszpasterskiego
              oddziaływania na świeckich, oceniane przez władzę jako wrogie, a jednocześnie
              rywalizujące ze sobą.

              Koncesję na miesięcznik ostatecznie otrzymali dominikanie poznańscy. Jak pisał
              pierwszy redaktor naczelny "W drodze", o. Marcin Babraj: "Kiedy wróciłem do
              Poznania, do pracy w naszym akademickim kościele i w [piśmie archidiecezji
              poznańskiej], głównym duszpasterzem był ojciec Konrad Hejmo, bardzo otwarty na
              wszelkie inicjatywy i nowości. Był też entuzjastą stworzenia czasopisma. Gdy
              Gierek doszedł do władzy, zaczęliśmy robić starania. Ojcie
              • Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - Początki kontaktów z SB IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:18
                Początki kontaktów o. Hejmo ze Służbą Bezpieczeństwa

                Episkopat Polski wydawał instrukcje wewnętrzne przestrzegające duchowieństwo
                przed niejawnymi kontaktami z funkcjonariuszami SB i Urzędu do spraw Wyznań
                (dalej: UdsW). Po raz kolejny, w 1965 r. Konferencja Episkopatu Polski (dalej:
                KEP) uchwaliła, by "przełożeni zakonni na zaproszenie USW [Urzędu do Spraw
                Wyznań - AG,PM,JŻ] nie reagowali - dopiero, gdy otrzymają wezwanie urzędowe -
                mogą iść na spotkanie"; kapłani zaś "nie maja obowiązku odpowiadać na
                zaproszenia władz", a jeśli zdecyduje się na kontakt powinni "zachować postawę
                wyznawcy" (cyt. za: J. Żaryn, Dzieje Kościoła katolickiego w Polsce, s. 213.).
                Kapłani mieli także informować swoich przełożonych o odbytych spotkaniach.
                Instrukcje te obowiązywały do końca lat 80-tych.

                Wobec pojawiających się sygnałów o stałym nękaniu duchowieństwa, w tym o
                wzywaniu kapłanów na rozmowy, w styczniu 1975 r. biskupi zabrali w tej sprawie
                publicznie głos pisząc w komunikacie z KEP: "Konferencja rozpatrując problemy
                pracy kapłanów w naszej Ojczyźnie zaniepokoiła się występującymifaktami wzywania
                księży, zarówno diecezjalnych, jak i zakonnych, przez funkcjonariuszy
                bezpieczeństwa na rozmowy i spotkania, bez podania podstaw faktycznych oraz
                prawnych i bez dopełnienia formalności wymaganych przez obowiązujący kodeks
                postępowania administracyjnego. Mając na uwadze interes społeczny i dobro
                duchowieństwa Konferencja przypomina wszystkim osobom duchownym i zakonnym, że
                nie powinni stawiać się na takie spotkanie" (Tamże, s. 317.).

                Komunikat KEP stanowił pewnego rodzaju drogowskaz, w praktyce trudny do
                realizacji. Jednocześnie, każde odstępstwo kapłana od "instrukcji" dawało
                funkcjonariuszom SB wstępny materiał do ewentualnego, często nie werbalizowanego
                wprost szantażu. Pewność siebie kapłana mogła go zaprowadzić na manowce,
                podobnie jak i zbytnia otwartość na dialog z wrogimi Kościołowi służbami.
                Pryncypialność EP wobec reżimu Gierka konfrontowana z codziennością, w której
                władza jawiła się często bardziej otwartą na dialog mogła też prowadzić do
                "ześlizgnięcia" się kapłanów z pozycji niezachwianych strażników solidarności i
                dyscypliny wewnątrzkościelnej. A zatem dekada lat 70-tych przyniosła nowe
                niebezpieczeństwa dla stanu duchownego (diecezjalnego i zakonnego), tym razem
                wynikające z polityki pozornej normalizacji w stosunkach państwo - Kościół.
                Skrótowe przedstawienie zagrożeń z pierwszej połowy lat 70-tych pozwoli lepiej
                zrozumieć losy o. Hejmy i przebieg jego rozmów z funkcjonariuszami SB.

                Trudno dziś odtworzyć historykom ówczesny pogląd o. Hejmy na rzeczywistość
                stosunków państwo - Kościół w pierwszych latach epoki Gierka. Pewną wskazówkę
                przekazał w swoich wspomnieniach pierwszy redaktor naczelny "W drodze" o. M.
                Babraj pisząc o inicjatywach o. Konrada dotyczących uatrakcyjnienia pracy z
                młodzieżą w ramach DA: "To ojciec Hejmo wprowadził wtedy . Wzięły nazwę od
                telewizyjnych towarzysza Jana Szydlaka. (...) Trochę denerwowało mnie to
                nawiązanie przez Konrada do partyjnej nazwy, ale były to spotkania cieszące się
                dużą frekwencją w kościele. poświęcone były między innymi problemowi hippisów,
                seksu, ekumenizmu" (Poznańscy dominikanie, s. 210.). Spotkania te cieszyły się
                olbrzymią popularnością.

                Podobne cechy, pewnej otwartości, dostrzegali także u o. Hejmy funkcjonariusze
                SB, którzy po trzeciej z nim rozmowie - z listopada 1976 r. - podjęli decyzje o
                założeniu kwestionariusza osobowego na kandydata na tajnego współpracownika
                (tw). Pisano o nim w rubryce: "Walory osobiste i cechy ujemne": "miła
                powierzchowność, dużo mówi, podtrzymuje rozmowę, jako b. duszpasterz akademicki
                ma szerokie kontakty z młodzieżą i inteligencją". W kolejnej rubryce pt. "Ocena
                osobistego zetknięcia z kandydatem do pozyskania" można przeczytać słowa
                zapisane przez oficera prowadzącego z Wydziału V Departamentu IV MSW mjra mgr
                Wacława Głowackiego: "Chętnie rozmawiał na interesujące SB tematy, przekazywał
                ciekawe informacje, chociaż o treści raczej ogólnej. Chętnie godzi się na dalsze
                rozmowy, obiecał skontaktować się ze mną podczas pobytu w Warszawie, nie uczynił
                tego jednak. W rozmowie jest wylewny, mówi obszernie, chętniej na tematy
                problemowe niż poszczególnych zakonników" (AIPN, 2320/188, t. 1, Kwestionariusz
                osobowy o. Konrada Hejmo, k. 3.).

                Pierwsza rozmowa o. Hejmy z oficerami V Wydziału IV Departamentu MSW (a zatem z
                funkcjonariuszami centrali, a nie Wydziału IV w Poznaniu) miała miejsce 12
                listopada 1975 r. Kolejne dwie: 9 września 1976 r. oraz 11 listopada 1976 r. Z
                ramienia SB prowadził je mjr mgr Wacław Głowacki, nadto w pierwszej z omawianych
                brał udział ppor. mgr Bogdan Rypiński, inspektor Wydziału V (Tytuły naukowe z
                akt; funkcjonariusze ci byli zapewne pierwszymi absolwentami powołanej
                rozporządzeniem Rady Ministrów z 11 sierpnia 1972 r. Akademii Spraw
                Wewnętrznych. Uczelnia miałaprawo wydawania dyplomów magisterskich, a następnie
                doktorskich. Jej absolwentami byli m.in. oficerowie IV Departamentu MSW, w tym
                m.in. jeden z zabójców ks. Jerzego Popiełuszki - Waldemar Chmielewski. Zob.
                więcej o powołaniu szkół wyższych obsługujących funkcjonariuszy MSW, H.
                Dominiczak, Organy bezpieczeństwa PRL 1944-1990. Rozwój i działalność w świetle
                dokumentów MSW, Warszawa 1997, s. 244-245.). Rozmowy te zostały nagrane bez
                wiedzy o. Hejmy, jak stwierdzono w raportach, a odbyły się na terenie klasztoru:
                "w mieszkaniu zakonnika". Trzecie spotkanie zostało poprzedzone rozmową
                telefoniczną. Biorąc pod uwagę realia życia klasztornego, spotykano się zapewne
                w rozmównicy.

                Niewiele wiadomo na temat okoliczności podjęcia przez SB tej inicjatywy.
                Wcześniej, jak pisano w materiałach operacyjnych, "były prowadzone sporadyczne
                rozmowy" z o. Hejmo przez Wydział IV KWMO w Poznaniu. W terenie zorientowano się
                zapewne co do jego roli w poznańskim DA, a następnie w piśmie "W drodze". Jako
                sekretarz redakcji, o. Hejmo kierował oficjalne listy do UdsW, w których stale
                wysuwał postulat zwiększenia nakładu (w sumie do stycznia 1978 r. wysłał, jak
                pisał do prymasa Polski, 10 listów [AIPN, 2320/188, t. 1, List o. Hejmy do S.
                Wyszyńskiego, 19 I 1978 r. k. 109.]).

                W rozmowach z funkcjonariuszem SB o. Hejmo prowadził swoistą grę. Jak się
                wydaje, głównym celem podjęcia jawnych de facto spotkań w klasztorze, była chęć
                uzyskania jak najlepszych warunków pracy dla redakcji "W drodze". Podkreślał
                zatem lojalną postawę wobec państwa: "komunizm, mimo wszystko, jest bliższy
                kościołowi niż wszystkie dotychczasowe formacje społeczno-ekonomiczne" - miał
                stwierdzić podczas drugiej rozmowy.

                Zdaniem mjr Głowackiego o. Konrad chciał podtrzymywać te kontakty. Także oficer
                SB prowadził grę ze swoim rozmówcą. Podczas kolejnych rozmów odmawiał
                zwiększenia nakładu, uznając, że pismo nie realizuje przyjętych - rzekomo -
                zobowiązań. W kolejnych rozmowach przypominano te zobowiązania, co stawiało SB w
                roli współredaktora pisma.

                Nacisk był czytelny a przewrotność wyjątkowa. Podczas pierwszej rozmowy
                funkcjonariusze SB z troską dopytywali się, czy "W drodze" nie podzieli losu
                zbyt "postępowego" "Concilium" wstrzymanego przez cenzurę kościelną. Następnie
                dawali do zrozumienia, że nakład pisma będzie zależny od podjęcia tematów, które
                właśnie narażały je na konflikt z władzami kościelnymi. O. Hejmo, w ramach
                swoistej gry, dzielił się swoimi niepokojami, bardziej broniąc suwerenności
                pisma od wpływu hierarchii kościelnej niż SB. Podczas drugiej rozmowy, o. Konrad
                przyznał się do swoich obaw, żeby cenzorem kościelnym z ramienia kardynała
                Wyszyńskiego nie został jego współbrat, zasłużony dla zakonu, o. Bernard
                Przybylski: "jest człowiekiem niezrównoważonym" - stwierdził, dając za to do
                zrozumienia, iż dominikanin ten nie akceptuje porządku socjalistycznego państwa.
                Informował także swych rozmówców, że kuria rzymska nie zezwoliła na
                pozostawienie kwestii czystości doktrynalnej pisma tylko w gestii zakonu:
                "Watykan stara się
                • Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - stopniowe pozyskanie IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:20
                  "Stopniowe pozyskiwanie"

                  Po trzeciej rozmowie z o. Hejmo mjr Głowacki założył kwestionariusz osobowy na
                  kandydata na tajnego współpracownika. Uznał, że o. Konrad wykazuje chęć
                  podtrzymanie dialogu operacyjnego z funkcjonariuszami, a powodem dalszego
                  pozyskiwania do współpracy była pozycja dominikanina w zakonie, celem zaś
                  możliwość uzyskania ciekawych informacji na temat współbraci, nadto pozyskiwanie
                  informacji z "jego styków z biskupami", a także wpływanie przez SB na kształt
                  pisma "W drodze". W zależności od dalszych losów o. Konrada, czyli ewentualnego
                  przeniesienia się do Rzymu, miał być on także wykorzystany przez Departament I
                  (wywiad). W rubryce 3 kwestionariusza: "Motywy pozyskania" zapisano wówczas, że
                  o. Konrad ma świadomość prowadzenia dialogu z władzami państwowymi dla
                  obustronnych korzyści; dla SB zaś motywem pozostawała chęć lojalizacji
                  dominikanów "rękami' o. Konrada. W rubryce "sposób pozyskania" zapisano: "droga
                  stopniowego pozyskiwania" [AIPN, 2320/188, t. 1, Kwestionariusz osobowy o.
                  Konrada Hejmo, k. 3-8.]. W innym miejscu, stwierdzono zaś, że o. Hejmo jest
                  zwolennikiem negocjowania i podejmowania dialogu z władzami w celu uzyskania
                  większego nakładu dla pisma. Przeciwstawiano go zwolennikom prowadzenia walki z
                  SB (dotyczyło to o. Ludwika Wiśniewskiego) i stosowania stałego nacisku wobec
                  władz, prowadzącego do tego samego celu, czyli zwiększenia nakładu "W drodze".
                  Mjr Głowacki, za zgodą swego szefa ppłk Stefana Ostapińskiego naczelnika
                  Wydziału V Departamentu IV MSW, podjął decyzję o założeniu "kandydatowi"
                  podsłuchu telefonicznego (PT) oraz o perlustracji korespondencji, w celu
                  pełniejszego rozpoznania o. Konrada i jego najbliższego otoczenia. Były to
                  typowe metody działania SB.

                  Do początku 1980 r. mjr Głowacki przeprowadził z o. Konradem kolejne rozmowy, w
                  sumie od 1975 r. dziewięć. Obok poprzednich wątków, pojawiały się w nich nowe
                  tematy, służące lojalizacji zakonu, w tym "sprawa o. Ludwika Wiśniewskiego". Ten
                  znany duszpasterz akademicki, po wyjeździe z Gdańska rozpoczął pracę w ośrodku
                  dominikańskim w Lublinie. W ciągu kilku lat utworzył kolejne DA, a od 1976 r.
                  związał się z opozycją demokratyczną (KOR, ROPCiO, także działacze chłopscy z
                  Januszem Rożkiem na czele i inni). Jego ordynariusz, bp Bolesław Pylak, podobnie
                  jak wcześniej ordynariusz gdański, bp Lech Kaczmarek, dzielił się na forum Rady
                  Głównej EP swoimi krytycznymi uwagami na temat politycznego zaangażowania się o.
                  Ludwika [J. Żaryn, Dzieje Kościoła katolickiego, s. 359-363, 378-400; A. i A.
                  Anusz, Samotnie wśród wiernych. Kościół wobec przemian politycznych w Polsce
                  (1944-1994), Warszawa 1994, s. 65-66.].

                  O. Hejmo z jednej strony informował funkcjonariusza SB o konflikcie istniejącym
                  na tym tle także wewnątrz zakonu, a także o kulisach podejmowania decyzji o
                  ewentualnym przeniesieniu o. Wiśniewskiego do innego klasztoru, gdzie miałby
                  mniejsze możliwości angażowania się w działalność opozycyjną . Z drugiej strony
                  przyjmując punkt widzenia SB o konieczności lojalnej postawy Zakonu, w imię
                  doraźnych zysków dla redakcji pisma "W drodze" o. Konrad naciskał de facto na
                  prowincjała o. Michała Mroczkowskiego, by ten śmielej dyscyplinował
                  "niepokornego" dominikanina z Lublina. Jednocześnie, w rozmowach z SB wskazywał
                  na słabości decyzyjne Kościoła czy też odkrywał zakulisową grę prowadzoną przez
                  bp Pylaka i o. Mroczkowskiego. Jeden i drugi bowiem, wobec władz państwowych,
                  zasłaniali się niekompetencją w kwestii ewentualnego przeniesienia o. Ludwika z
                  "akademickiego" Lublina na inne stanowiska (np. magistra kleryków). O. Hejmo
                  swoimi doniesieniami dawał dodatkową amunicję w ręce SB: "[o. Ludwik] jest
                  indywidualistą, bardzo trudny we współżyciu, nie liczy się z otoczeniem. Na ogół
                  chce dobrze, ale daje się ponosić emocjom" - mówił podczas czwartej rozmowy z
                  SB. Prowincjał dominikanów, "też załamuje ręce"; przeor lubelskiego domu o.
                  Gołąb wniósł - jak twierdził kandydat na tw - o przeniesienie o. Ludwika, ale
                  nie był konsekwentny, "bo [o. Ludwik] pracuje w Kościele najbardziej ofiarnie z
                  całego składu, pozostali migają się jak mogą" [AIPN, 2320/188, t. 1, Raport z
                  rozmowy z o. Konradem Hejmo, 12 X 1977 r., k. 46.].

                  Hejmo na prośbę SB zobowiązał się do osobistego przekonywania o. Wiśniewskiego
                  (z którym był zaprzyjaźniony jeszcze z czasów studiów) o bezsensie jego
                  opozycyjnego zaangażowania. Na próżno. W rozmowie z SB z kwietnia 1978 r. Hejmo
                  przytaczał słowa o. Wiśniewskiego, że czuje się "osamotniony w prowincji", ale
                  mimo to nie zrezygnuje. Relację o. Hejmy zapisaną w SB-ckim raporcie można uznać
                  za mimowolny hołd oddany odważnemu dominikaninowi. "Argumenty Hejmy o
                  bezsensowności postawy Wiśniewskiego spotykały się z repliką: jestem chłopem,
                  mam 42 lata i swój rozum mam, nie zmienię się, tylko taka droga jaką obrałem
                  jest skuteczna i słuszna. Wiśniewski uważa, że wszyscy skapitulowali, tylko on
                  jeden broni obecnie honoru zakonu."

                  W kolejnej rozmowie z SB (z grudnia 1978 r.) Hejmo sam nawiązał do o.
                  Wiśniewskiego, mówiąc o coraz większej izolacji tego ostatniego w zakonie. Podał
                  także "przykład dobrego rozwiązania" podobnego problemu - wysłania zagranicę
                  jezuity, Huberta Czumy.

                  Formułowanie negatywnych opinii o współbraciach i odsłanianie wewnętrznych spraw
                  zakonu i Kościoła zachęcało SB-eka do zadawania kolejnych pytań i uzyskiwania
                  opinii na temat innych duchownych: "Hejmo zgodził się ze mną, że [o. Jan
                  Andrzej] Kłoczowski w wypowiedziach swoich pozwala sobie na niewybredne epitety
                  pod adresem władz państwowych", bo - jak twierdził o. Konrad, zakonnik ten
                  "szybciej mówi niż myśli". Hejmo, w tej samej rozmowie, kontestował także fakt,
                  że prymas Polski Stefan Wyszyński nadal posiadał pełnomocnictwa na czas wojny
                  państwa z Kościołem w epoce stalinowskiej, a przecież w dekadzie Gierka "nie ma
                  potrzeby aby prymas zachowywał uprawnienia wobec zakonów nadane mu przez Stolicę
                  Apostolską" [Tamże, k. 47.]. Kwestia ta wiązała się ściśle z chęcią uzyskania
                  większej samodzielności przez niektóre zgromadzenia, w tym prawa do swobodnego
                  wyboru władz Prowincji, a także do podejmowania zdecentralizowanej, samodzielnej
                  polityki kościelnej wobec państwa.

                  Pod wpływem pytań Głowackiego, o. Konrad opowiadał także o ludziach Watykanu;
                  plotki mieszały się z faktami: "[abp Luigi Poggi] kiedyś był u nas w redakcji w
                  Poznaniu. Wypił, nawet nie mało, rozbawił się. Robi wrażenie zagubionego, taki
                  wiejski proboszcz, ale sprytny, wszystko chwyta, nic nie uchodzi jego uwadze.
                  Jest bardzo elastyczny, nikomu jeszcze się nie naraził" - mówił o. Konrad 15 XII
                  1977 r. [AIPN, 2320/188, t. 1, Notatka z rozmowy z kandydatem na tw o. Konradem
                  Hejmo, 17 XII 1977 r., k. 59.] W tym czasie, minister Kąkol prowadził robocze
                  rozmowę z arcybiskupem, stałym delegatem Stolicy Apostolskiej do kontaktów
                  roboczych z władzami PRL. Swoiste negocjacje polegały m.in. na próbie
                  skompromitowania w oczach gościa prymasa Polski i jego polityki Kościoła wobec PRL.

                  Dla SB ważne mogły być także pozornie nieistotne informacje, dotyczące
                  "szeregowych" duchownych. Jeszcze w jednej z pierwszych rozmów (w listopadzie
                  1976 r.) o. Hejmo opowiedział SB-kowi o konflikcie z przełożonymi pewnego
                  dominikanina z Krakowa, który kolejno odmówił zgody na przeniesienie do
                  Wrocławia i do Gdańska. "Sprawa oparła się o generała zakonu, który pozostawił
                  ją do ostatecznego rozstrzygnięcia przez prowincjała - mówił Hejmo - Dominikanie
                  z zainteresowaniem oczekują na epilog tej sprawy, komentuje się ją tak: nie
                  należy szukać sprawiedliwości we władzach generalnych, bo generał zawsze stanie
                  po stronie prowincjała, a nie zakonnika" [AIPN, 2320/188, t. 1, Notatka z
                  rozmowy z o. Konradem Hejmo, 30 XI 1976 r., k. 33]. Jednym z wniosków, jakie w
                  wyniku tego spotkania formułuje mjr Głowacki, jest konieczność "podjęcia rozmów"
                  ze wspomnianym ojcem przez Wydział IV KW MO w Krakowie [Tamże, k. 35 ]. Nie
                  wiemy czy do takich rozmów doszło i czy dop
                  • Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - Lata 1980 - 1988 IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:22
                    Lata 1980 - 1988

                    W raporcie mjr Głowackiego z 21 II 1980 r. pojawiła się informacja o wyjeździe,
                    co najmniej na dwa lata, o. Konrada do Rzymu. Okoliczności otrzymania paszportu
                    świadczyły o tym, że SB zamierzała nadal korzystać z jego informacji. W ramach
                    dalszego wplątywania w sieć SB: "Na prośbę spowodowałem - pisał Głowacki 18 II
                    1980 r. - wydanie mu w krótkim czasie paszportu za co wyrażał mi podziękowanie.
                    W czasie spotkania wręczyłem "Dominikowi" okolicznościowy upominek" (wspomnianą
                    już metaloplastykę - za 1300 zł). Z jednej strony o. Konrad - konstatował
                    Głowacki "chce być osobą znacząca w zakonie i Kościele", z drugiej zaś ma
                    kłopoty finansowe. A zatem, postulował Głowacki, by udzielić o. Konradowi
                    pożyczkę "w ramach wiązania z SB" [AIPN, 02320/188, t. 1, Raport w sprawie
                    pozyskania do współpracy, 21 II 1980 r., k. 83.]. Z dokumentów wynika, że rada
                    ta nie spotkała się z akceptacją; świadczyła jednak o znajomości przez SB
                    rzymskich realiów.

                    W raporcie z 18 lutego 1980 r. Głowacki stwierdził, w związku z informacją o
                    wyjeździe o. Konrada do Rzymu, że powinien zostać przejęty przez innego oficera
                    SB, w domyśle z Departamentu I (wywiad): " do sugestii mojej ustosunkował się
                    ogólnikowo i sceptycznie, dając odpowiedź wymijającą". Dawał do zrozumienia, że
                    chętnie się spotka z Głowackim po przyjeździe do Warszawy. Być może, to właśnie
                    ta rozmowa spowodowała, że na gruncie rzymskim SB zastosowała wobec o. Konrada
                    kilka wariantów współpracy, w tym bardzo skomplikowaną "grę operacyjną".

                    O. Konrad wyjechał do Rzymu, gdzie podjął studia doktoranckie w uczelni
                    dominikańskiej Papieskim Uniwersytecie św. Tomasza (Angelicum). Został
                    zatrudniony w Delegaturze Biura Prasowego Episkopatu Polski, u ks. dyrektora
                    Bogumiła Lewandowskiego. Miał również pracować w sekcji polskiej Radia
                    Watykańskiego, do czego jednak - na stałe - nie doszło. Za to, został
                    współpracownikiem ks. Ksawerego Sokołowskiego, opiekuna Domu Polskiego im. Jana
                    Pawła II przy via Cassia, gdzie m.in. redagował "Kronikę Rzymską". W sierpniu
                    1984 r., po dymisji ks. Kazimierza Przydatka TJ, otrzymał nominację na dyrektora
                    Polskiego Ośrodka Corda Cordi w Rzymie przy ul. Pffeifer 13, w centrum miasta
                    blisko bazyliki św. Piotra.

                    Utrzymanie i inne bieżące wydatki obciążały jego skromny budżet, a większość z
                    wyżej wymienionych zadań o. Hejmo pełnił bez wynagrodzenia. W 1983 r. miał już
                    poważne długi, o których sam mówił w trakcie rozmów pracownikiem ambasady PRL w
                    Rzymie: " przydzielony jest obecnie do pomocy [ks.] B. [ogumiłowi]
                    Lewandowskiemu, który wypłaca mu miesięcznie 200-250 USD pensji. W ocenie jest
                    to suma niewystarczająca i przez to popadł w długi - głównie zadłużenie obejmuje
                    sprawy mieszkaniowe i wyżywieniowe"- czytamy w raporcie z czerwca 1983r. [AIPN,
                    2320/188, t. 3, Raport dot. przebiegu spotkania z "Hejnałem" KO nr 14844, 14 VI
                    1983 r., k. 100.]

                    W latach 1981-1983 informacje od o. Hejmo napływały do SB trzema równoległymi,
                    niezależnymi od siebie "kanałami" , które odpowiadały trzem formom kontaktów
                    dominikanina ze służbami specjalnymi PRL. W pierwszych miesiącach pobytu o.
                    Konrada w Rzymie, prowadzenie jego osoby formalnie przekazano z Departamentu IV
                    MSW do Departamentu I (wywiadu), nadając mu jednocześnie nowy pseudonim:
                    "Hejnał" (w okresie "watykańskim" stosuje się w odniesieniu do Hejmy jeszcze
                    trzeci pseudonim "Vox" - w ramach kontaktów z rzymskim rezydentem wywiadu).
                    "Wyrażamy zgodę na przekazanie t.w. na czas jego pobytu za granicą na Wasz
                    kontakt. Po powrocie na stały pobyt w kraju, prosimy przekazać go na kontakt
                    Dep. IV MSW" - pisał zastępca dyrektora tegoż departamentu, płk mgr Adam
                    Pietruszka do swego kolegi, dyrektora Departementu I MSW, 29 XII 1981 r. [AIPN,
                    2320/188, t. 2, Pismo płk A. Pietruszki do Dyrektora Departamentu I MSW, 29 XII
                    1981 r., k. 17. ].

                    Z kolei w Departamencie I w latach 1981 - 1983 o. Hejmo był równolegle
                    prowadzony przez dwa Wydziały, działające na różnych obszarach pracy
                    wywiadowczej. Wydział III Departamentu I, kierowany przez płk Stanisława
                    Kwiatkowskiego, dotarł do niego za pośrednictwem swej rzymskiej rezydentury
                    (pion "R").

                    Rezydentura w Rzymie

                    Rezydent wywiadu w Rzymie, w raportach pisanych do centrali używający pseudonimu
                    "Pietro", po raz pierwszy z o. Konradem spotkał się 11 listopada 1981 r. Dało to
                    początek kontaktom, które trwały ponad rok. Spotkania odbywały się w miejscu
                    pracy "Hejnała" lub na lotnisku, w czasie oczekiwania na przylot np. delegacji
                    EP do Watykanu, a najczęściej w rzymskich kawiarniach bądź restauracjach.
                    Rozmówca "Hejnała" - "Voxa" występował jako pracownik ambasady PRL przy
                    Kwirynale. "Cieszy się Pan dobrą opinia w Watykanie i wśród księży polskich, a
                    więc, aby porozmawiać spokojniej pójdźmy gdzieś na kawę" - zaproponował o.
                    Konrad podczas pierwszego spotkania z "Pietro" - "W tej sytuacji oświadczyłem
                    mu, że zapraszam go . Chętnie na to się zgodził" [AIPN, 2320/188, t. 2, Notatka
                    operacyjna dot. odbycia rozmowy z "Voxem" w dniu 11 XI 1981 r., w godz.
                    11.00-13.00, 11 XI 1981 r. , k. 24.].

                    "Pietro" w swoich raportach podkreślał łatwość uzyskiwania informacji od Hejmy:
                    "W trakcie swobodnej rozmowy na tematy stanowiące przedmiot naszych
                    zainteresowań "Vox" bardzo chętnie i szeroko wypowiadał się na znane mu tematy.
                    Do tego stopnia, że odniosłem wrażenie, że nie ma sensu zbytniego forsować
                    sprawy ewentualnego mojego w przyszłości. [czyli ujawnienia rozmówcy jako
                    funkcjonariusza wywiadu PRL; fragment podkreślony w oryginale - AG, PM, JŻ].
                    Wydaje się, że jego obecna gwarantuje w pełni dobre informacyjne jego
                    wykorzystanie. Wydaje mi się też, że możliwości są zbliżone do możliwości , a w
                    niektórych sprawach mogą być jeszcze szersze" [Tamże, k. 27. Nie wiemy, do kogo
                    odnosił się wymieniony pseudonim "Tevere".].

                    Po kolejnej rozmowie, z 19 IV 1982 r., "Pietro" raportował: "Rozmowa odbyła się
                    w wyjątkowo dobrej atmosferze. bez najmniejszego oporu i skrępowania
                    relacjonował znane mu fakty i nie unikał podawania nazwisk i szczegółów.
                    (Odniosłem wrażenie, że klimat tej rozmowy był lepszy niż z niektórymi źródłami,
                    z którymi pracuje się dłużej. Stwierdziłem, że nabrał do mnie dużo zaufania.
                    Warto sprawę tę kontynuować na dotychczasowej zasadzie)" [AIPN, 2320/188, t. 2,
                    Notatka operacyjna dot. rozmowy z "Voxem", 19 IV 1982 r., k. 30.].

                    Główna część informacji przekazywanych przez Hejmę w trakcie rozmów z "Pietro"
                    dotyczyła z jednej strony polskich duchownych pracujących w Watykanie, relacji
                    między nimi, w tym i napięć i konfliktów, z drugiej strony - polskich biskupów
                    przybywających do Rzymu. Informował m.in. o spotkaniu Jana Pawła II z ministrem
                    spraw zagranicznych RFN Hansem-Dietrichem Genscherem, jak również
                    charakteryzował poglądy ks. Orszulika i bp (od 1982 r. arcybiskupa) Dąbrowskiego
                    na sytuację w kraju. Mówił o polityce wschodniej Watykanu, o tym jak kuria
                    rzymska ocenia zaangażowanie Papieża w polskie sprawy.

                    Niektóre z dostarczonych informacji "Pietro" oceniał bardzo wysoko. "Podczas
                    spotkania uzyskałem od "Voxa" - pisał w raporcie sporządzonym po rozmowie z 20 X
                    1982 - informacje na temat oceny Sekretariatu Stanu aktualnej sytuacji w Polsce,
                    w jej różnych kontekstach, a także na temat ustaleń co do nowej polityki
                    kierownictwa episkopatu polskiego, która ma być zasugerowana abpowi Glempowi
                    podczas jego najbliższego przyjazdu do Rzymu. Powyższą informację uważam za b.
                    istotną, rzeczową i tłumaczącą postawę episkopatu polskiego w ostatnim czasie."
                    [AIPN, 2320/188, t. 2, Raport operacyjny dot. odbytego spotkania z "Voxem" w
                    dniu 20 X 1982 w godz. 13.30-15.00, k. 33]

                    Mimo dobrego kontaktu "Pietro" z o. Hejmo w centrali podjęto decyzję o
                    "ograniczeniu", a następnie "zamknięciu" tego kanału informacyjnego.

                    10 I 1983 r. o. Hejmo odbierał paszport konsularny w ambasadzie i tam spotkał
                    się z "Pietro" (było to ich szóste spotkanie). U dołu notatki z tego krótkiego
                    spotkania znajduje się odręczny dopise
                    • Gość: Ed sprawa o. Konrada Hejmo - "Lakar" IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:23
                      "Lakar"

                      Rzeczywiste powody "wyciszenia" kontaktów przez rezydenturę w Rzymie były
                      związane właśnie z działalnością wspomnianych "Lakara" oraz por. Emczyńskiego.
                      "Jako tw [o. Konrad] zarejestrowany przez Dep. IV w lutym 1980 r. Przez nas
                      zabezpieczony w Wydz. XIV Dep. I MSW został w dniu 25 XI 1981 r." [Tamże, k.
                      104.] - pisał Emczyński w czerwcu 1983 r. A zatem, w tym samym czasie kiedy
                      pozostawał w Rzymie w kontakcie z "Pietro" (czyli z Wydziałem III Departamentu
                      I) "Hejnał" był prowadzony przez jeszcze inny wydział Departamentu I MSW.

                      Przypomnijmy, do zadań Wydziału XIV należało prowadzenie wywiadu nielegalnego
                      (prowadzonego w oparciu o zakonspirowanych agentów - jak "Lakar"), czyli
                      niezależnego od działań rezydentów wywiadu działających w przedstawicielstwach
                      dyplomatycznych.

                      Trzecim i najbardziej owocnym "kanałem informacyjnym" okazał się właśnie ten
                      ustanowiony przez "Lakara" i prowadzony z centrali przez por. Emczyńskiego.
                      "Lakar" dysponował szerokimi kontaktami w środowisku polskich duchownych w
                      Rzymie, wobec których występował w roli doradcy biskupów niemieckich. Ojciec
                      Hejmo w publicznych wypowiedziach wygłoszonych po ujawnieniu jego współpracy
                      wymieniał osobę "Andrzeja M.", jako tego któremu przekazywał informacje.
                      Dostępne dokumenty potwierdzają jego słowa. Z raportów "Lakara" na temat wizyty
                      o. Konrada u niego w domu oraz z listów pisanych przez o. Konrada do "Andrzeja"
                      wynika jednoznacznie, iż "Lakar" mieszkał w Kolonii. Osoby, które mieszkały w
                      latach 70- i 80-tych na Zachodzie, bądź często tam jeździły, także potwierdziły
                      nam jego tożsamość (ks. Adam Boniecki, Maciej Morawski, Zdzisław Najder, Janusz
                      Zabłocki). Jednakże w aktach sprawy osoba "Lakara" funkcjonuje tylko pod
                      pseudonimem, stąd nie ujawniamy jej nazwiska. [Teczka "Lakara" nie została
                      odnaleziona w zasobie IPN. Nie wiemy, czy została zniszczona, czy też znajduje
                      się w zbiorze zastrzeżonym.] "Lakar" niewątpliwie odgrywał kluczową rolę w
                      sprawie o. Konrada Hejmo, o czym staramy się przekonać w następnej części raportu.

                      Pod obcą flagą

                      Wobec ojca Hejmo wywiad MSW zastosował skomplikowaną grę wywiadowczą, nazywaną
                      czasami działaniami "pod obcą banderą", lub "pod obcą flagą". W terminologii
                      wywiadowczej określa się w ten sposób postępowanie służby wywiadowczej (jej
                      agenta, rezydenta, czy oficera wywiadu) które pozornie jest działaniem innego
                      wywiadu. W praktyce dzieje się tak podczas werbowania informatora lub tajnego
                      współpracownika, gdy ten, na przykład z powodów ideowych, nie chce współpracować
                      z jedną służbą, ale nie ma zastrzeżeń do współpracy z inną. Czasami werbowana
                      osoba w ogóle nie ma świadomości, że współpracuje z jakąkolwiek służbą
                      wywiadowczą, gdyż w czasie werbunku nabrała przekonania, że przekazuje
                      informacje zaprzyjaźnionej instytucji. Osoba, z którą agent stara się wejść w
                      bliższe stosunki, może udzielić cennych informacji w przekonaniu, że ma do
                      czynienia z sojusznikiem, a nie agentem obcego wywiadu. Werbowanie pod obca
                      banderą stosowane jest przez wszystkie służby wywiadowcze świata, ale
                      szczególnie znane były podobne operacje realizowane przez radzieckie służby
                      wywiadowcze [Norman Polmar, Thomas B.Allen, Księga szpiegów. Encyklopedia,
                      Warszawa 1997, s. 453.]. M.in. taktykę werbunku "pod obcą banderą" stosowano
                      często w ramach operacji "Progriess", prowadzonej przez KGB po 1968 r. na
                      terenie wielu krajów Europy Wschodniej. Przykładem takiej operacji może być
                      inwigilowanie ks. Andrzeja Bardeckiego, osoby bliskiej kard. Karolowi Wojtyle. W
                      jego otoczeniu pojawił się Gienadij Blablin (pseudonim Bogun) oficer wywiadu
                      KGB, tzw. "nielegał", który przedstawił mu się, jako fotoreporter prasowy z RFN.
                      Z informacji Wasilija Mitrochina, b. archiwisty KGB, który przekazał część
                      materiałów operacyjnych tej służby wywiadowi brytyjskiemu, wynika, że ks.
                      Bardecki mógł nieświadomie informować "Boguna" o sytuacji Kościoła w Polsce oraz
                      o kardynale Wojtyle [Ch. Andrew, W. Mitrochin, Archiwum Mitrochina. KGB w
                      Europie i na Zachodzie, Warszawa 2001, s. 496.]. Później jego misję kontynuował
                      inny radziecki "nielegał", pochodzenia ukraińskiego Iwan Bunyk, używający
                      pseudonimu "Filozof". Udając francuskiego pisarza, od 1977 r. zdobywał
                      informacje z kręgu Karola Wojtyły, a po 1980 r. także wśród działaczy
                      "Solidarności", m.in. Tadeusza Mazowieckiego [Tamże, s. 894.]. Inny "nielegał",
                      wysłany do Polski już po wyborze kard. Wojtyły na papieża, Oleg Burien , o
                      pseudonimie "Dieriewlow", podając się za przedstawiciela kanadyjskiej oficyny
                      wydawniczej wszedł w bliski kontakt z ks. Józefem Tischnerem [Tamże, s.897.].

                      Jak wynika z ujawnionych dokumentów, jednym z priorytetów operacji zagranicznych
                      SB w czasie pontyfikatu Jana Pawła II stało się rozbudowywanie agentury wśród
                      Polaków w Rzymie i w Watykanie. 16 czerwca 1980 r. warszawska rezydentura KGB
                      meldowała Centrali: "Nasi przyjaciele (SB) dysponują silną pozycją operacyjną
                      (agenturą) w Watykanie, co umożliwia im bezpośredni dostęp do papieża i do
                      kongregacji rzymskiej. Oprócz doświadczonych agentów, do których Jan Paweł II
                      jest osobiście dobrze nastawiony i którzy mogą uzyskać audiencję w dowolnym
                      momencie, nasi przyjaciele pozyskali zasoby agenturalne wśród przywódców
                      katolickiego ruchu studenckiego, którzy są w stałych kontaktach z kołami
                      watykańskimi i mają możliwości operacyjne w Radiu Watykańskim oraz w
                      sekretariacie papieskim" [Tamże s. 899.].

                      W przypadku o. Hejmy, oficerowie Departamentu I MSW (nie znamy wszystkich
                      okoliczności podejmowania decyzji w tej sprawie, winny się one znajdować w
                      teczce "Lakara") najwyraźniej uznali, że jego opory będą mniejsze w przypadku,
                      gdy nabierze przekonania, że utrzymuje kontakty z zachodnioniemieckim wywiadem,
                      a nie służbami PRL. Było to tym istotniejsze, że w czasie pracy w Rzymie, wywiad
                      MSW miał znacznie mniejsze możliwości nakłonienia o. Hejmę do współpracy aniżeli
                      w kraju. Otwartym pozostaje pytanie, czy informacje uzyskiwane przez SB od o.
                      Hejmy były przekazywane KGB. W świetle ówczesnych relacji między tymi służbami
                      taką możliwość należy uznać za wysoce prawdopodobną zwłaszcza, że jedną z osób,
                      która uczestniczyła w tej grze operacyjnej był gen. Jan Słowikowski, w resorcie
                      odpowiedzialny za kontakty z KGB [Tamże, s. 897. Por. zał. 1].

                      "W październiku 1981 r. "Lakar" via "Lew" i "Hrabia" ["Lew" i "Hrabia" , a także
                      - być może zamiennie - "Bombelek" i "Rajfur", to prawdopodobnie pseudonimy
                      innych informatorów tkwiących w środowisku - szeroko pojętym - rzymskim i
                      polskim jednocześnie. Dokumenty, do których udało się dotrzeć, nie dają pewności
                      pozwalającej zidentyfikować ich tożsamość. Według dostępnej dokumentacji byli
                      zapewne elementami "ogniwa" prowadzonego w Rzymie przez "Lakara", traktowani
                      byli przez Departament I jako "kontakty operacyjne" (tak jak o. Hejmo -
                      "Hejnał") bądź "kontakty informacyjne." W niektórych dokumentach pseudonim
                      "Hrabia" może się odnosić do "Lakara". Nie jesteśmy w stanie wyjaśnić tej
                      wątpliwości] zapoznał się z i wykorzystując jego sytuację materialną
                      zaproponował mu współpracę pod . Po otrzymaniu wynagrodzenia od za przekazane
                      informacje samorzutnie dążył do dostarczenia dokumentów i informacji . Celem
                      bliższego ich poznania się i związania za zgodą Centrali zaprosił do RFN na
                      święta wielkanocne" [AIPN, 2320/188, t. 2, Analiza sprawy KO Nr. 14844 krypt.
                      "Hejnał" na dzień 1 XII 1983 r, k. 117]. W pierwszym okresie współpracy, do 1
                      XII 1983 r. włącznie, o. Konrad "dostarczył szereg dokumentów wewnętrznych Biura
                      Prasowego EP [w Rzymie], przekazywał pisemnie bądź ustnie (posiadamy nagrania)
                      informacje na tematy watykańskie oraz opinie na temat stosunków Episkopat - rząd
                      Polski - Watykan. Przekazał w w/w okresie 17 informacji o zawartości 115 stron
                      maszynopisu. Informacje oceniono jako dobre i dostateczne w Wydziale XVII
                      Departamentu I MSW" - charakteryzował w grudniu 1983 r. pierwszą fazę współpracy
                      z "Hejnałem" via "Lakar" por. Emczyński. [Ibidem, k.
                      • Gość: Ed Informacje przekazywane przez o. Hejmę IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:26
                        Informacje przekazywane przez o. Hejmę

                        Niezależnie od tych dylematów, trzeba stwierdzić, że współpraca "Lakara" z o.
                        Hejmo prowadzona od końca 1981 r. co najmniej do lipca 1988 r. była dla MSW
                        niezwykle owocna. Wszyscy rozmówcy o. Konrada ("Lakar", por. Emczyński i
                        "Pietro") podkreślali jego łatwość w nawiązywaniu kontaktu i "brak oporów do
                        podejmowania rozmów na tematy kościelne i rzymskie". Jak pisał por. Emczyński w
                        czerwcu 1983 r., "ze względu na predyspozycje osobiste będzie cennym źródłem
                        wywiadu na terenie Rzymu" [AIPN, 2320/188, t. 3, Raport dot. przebiegu spotkania
                        z "Hejnałem" KO nr 14844, 14 VI 1983 r., k. 103.]. A zatem i szkodliwość o.
                        Konrada jako "kontaktu operacyjnego" I Departamentu MSW na terenie rzymskim
                        należy ocenić na wysoką. Jednocześnie, w zależności od rozmówcy, "Hejnał"
                        ujawniał swoje poglądy: lojalnego obywatela PRL bądź antykomunisty.

                        Tematyka rozmów była przebogata. Na potrzeby niniejszego sprawozdania można
                        jedynie wymienić najistotniejsze, a omówić jedynie wybrane wątki. Większość
                        informacji pochodziła z nagrań dokonywanych przez "Lakara" (za zgodą rozmówcy) i
                        przez niego spisywanych.

                        Podczas rozmów z "Lakarem" o. Konrad charakteryzował kapłanów polskich
                        pracujących w Wiecznym Mieście. O ks. Stanisławie Dziwiszu, osobistym sekretarzu
                        papieża, donosił, iż spotyka się z Dominikiem Morawskim i Bohdanem Cywińskim,
                        którzy doradzają papieżowi w kwestiach polskich. Na temat ks. Adama Bonieckiego,
                        wówczas redaktora polskiej edycji "Osservatore Romano" mówił, że kapłan ten
                        posiadał dobre kontakty z opozycją , że przewoził nielegalną literaturę, że
                        kontaktował się także z ośrodkami emigracyjnymi, przede wszystkim z "Biurem
                        Solidarności" w Rzymie. Wielokrotnie donosił na ks. Bogumiła Lewandowskiego,
                        swego bezpośredniego zwierzchnika w Biurze Prasowym EP w Rzymie: "Poza listem,
                        K.[onrad] H.[ejmo] przysłał szereg dokumentów , jak to zapowiada w liście. -
                        pisano w raporcie do centrali 28 IV 1984 r. - Wszystkie nielegalne wydawnictwa,
                        które docierają do Watykanu kolportowane są przez dwa kanały [ks. Boniecki i ks.
                        Lewandowski] [...] dokumenty tego rodzaju docierają do Radia Wolna Europa, CIA,
                        prasy zachodniej, wywiadów itp. zainteresowanych osób i ośrodków" [AIPN,
                        2320/188, r. 2, Wyciąg z raportu źródła nr 4072, 28 IV 1982 r. , k. 16.].

                        Kolejnym ważnym tematem rozmów była analiza postaw i poglądów Polaków -
                        duchownych i ludzi emigracji "solidarnościowej" - mieszkających na stałe w
                        Rzymie lub często odwiedzających Wieczne Miasto. W tym kontekście kilkakrotnie
                        padło nazwisko B. Cywińskiego, który jednak - wedle słów "Hejnała" - "po wylewie
                        krwi do mózgu wycofał się z życia politycznego i przeniósł się z Rzymu do
                        Szwajcarii jako wykładowca Uniwersytetu w Freiburgu" [AIPN, 2320/188, t. 3 ,
                        Informacja dot. lobby polskiego w Watykanie oraz wpływu jego działań na podziały
                        w Episkopacie Polskim, 14 VI 1983 r., k. 119.]. W raportach "Lakara" pojawiały
                        się także informacje o Karolu Wagnerze ("Pan z laseczką") z RWE, informacje -
                        także o innych współpracownikach RWE (Dominiku Morawskim) - odnajdujemy również
                        w raporcie por. Emczyńskiego z bezpośredniej rozmowy z "Hejnałem".

                        "Lakar" wypytywał "Hejnała" , a następnie przekazywał do centrali informacje na
                        temat dyrektora polskiej sekcji RWE Zdzisława Najdera : jego relacji z polskimi
                        duchownymi w Rzymie, tego jak abp Glemp oceniał "Wolną Europę" (szczegółowo
                        opisywał wycofanie się prymasa Polski z uroczystości w Rzymie, w których miał
                        wziąć udział Najder), wysiłków podejmowanych przez tego ostatniego, aby
                        przekonać zarówno polskich hierarchów, jak i amerykańskich przełożonych w RWE,
                        że polska sekcja pod jego kierownictwem nie jest krytyczna wobec linii Kościoła
                        w Polsce. Był to wówczas istotny spór na emigracji, bowiem "Kultura" Jerzego
                        Giedroycia zarzucała polskiemu Episkopatowi, zwłaszcza prymasowi Glempowi,
                        ugodowy stosunek wobec ekipy stanu wojennego.

                        Sądząc z często pojawiających się w rozmowach wątków RWE i "Kultury", jak i
                        zadań stawianych wprost "Lakarowi' przez centralę, można wnosić, że uzyskiwanie
                        informacji o polskich środowiskach emigracyjnych było - obok rozpracowywania
                        Watykanu i polskiego Kościoła - główną jego misją na Zachodzie.

                        Doniesienia o. Konrada dotyczące środowisk "solidarnościowych" oraz kontaktów
                        przedstawicieli duchowieństwa z pozostającymi na Zachodzie działaczami NSZZ
                        "Solidarność" niewątpliwie służyły wywiadowi PRL także do wyrobienia sobie
                        opinii na temat poglądów Jana Pawła II odnośnie sytuacji w Polsce. Z tego też
                        powodu por. Emczyński dopytywał się podczas rozmowy z czerwca 1983 r. "o sprawę
                        przyjęcia przez J. Pawła II L. Wałęsy na audiencję". W ślad za tym, "Lakar" z
                        kolei, instruował "Hejnała" prosząc o bliższe informacje: "Możliwie wszystkie
                        szczegóły dotyczące Jerzego Turowicza w Rzymie, a szczególnie jego kontakty z
                        Najderem, Ludwiczakiem, K. Wagnerem itp." [AIPN, 2320/188, t. 2, List o. Konrada
                        do "Stasia", maj 1984 r., k. 136.].

                        Charakter niektórych fragmentów doniesień "Hejnała" zbliżał się do kategorii
                        pomówień, a na pewno plotkarskich i niesprawdzalnych pseudowiadomości. "Lakar",
                        zgodnie z instrukcjami otrzymywanymi od centrali, interesował się wadami a nie
                        zaletami osób pozostających w zainteresowaniu SB: "W Rzymie mówi się bardzo
                        krytycznie o dotychczasowej działalności Sz.[czepana] Wesołego." - "Lakar"
                        dopytywał się o szczegóły w liście do "Hejnała" - "Wszystko co możliwe o /ile
                        lat, panna czy mężatka, zawód, gdzie pracowała, dokąd, kiedy przyjechała z PRL
                        itp. ? Powody usunięcia znamy [z pracy w "Corda Cordi", za rzekome kontakty z SB
                        - AG, PM, JŻ], może są jakieś pikantne szczegóły?" . Takie też - jak widać -
                        zadawał pytania swojemu rozmówcy. O. Konrad wytykał zatem wady, rzekome lub
                        prawdziwe, ks. Kazimierza Przydatka TJ, szefa ośrodka "Corda Cordi" do 1983 r.,
                        jego poprzednika na tym stanowisku. Mówił o interesujących SB szczegółach z
                        życia np. ks. Janusza Bolonka, który w pewnym momencie zmienił mieszkanie, co
                        interpretowano jako konsekwencję utraty zaufania w Watykanie [AIPN, 2320/188, t.
                        3, Rozmowa "Hejnała" z "Lakarem", 17 IV 1983 r., k. 123-128; Rozmowa z 11 VII
                        1983 r., Tamże, k. 131-133.]).

                        W co najmniej jednym przypadku o. Hejmo przekazał "Lakarowi" materiał o
                        charakterze osobistym, który następnie został skopiowany i przesłany do
                        Departamentu IV. Był to list ojca Jacka Salija wystosowany ("celem zwalczania
                        insynuacji") do o. Hejmy, ks. Bolonka i ks. Dziwisza, w którym dominikanin
                        wyjaśniał dlaczego nie przyjechał w 1983 r. do Rzymu, mimo wcześniejszych starań
                        o otrzymanie paszportu. "Ponieważ prymas wystąpił z tym żalem do Jacka Salija,
                        więc Jacka poniosło i napisał list..." - objaśniał "Lakarowi" Hejmo. [AIPN,
                        2320/188, t. 3, Stenogram rozmowy z z dnia 5-6 I 84 r, . k. 218]

                        Obok tych spraw pozornie drugorzędnych czy nawet błahych (o których wiedza była
                        jednak niezbędna SB dla identyfikowania słabych punktów i konfliktów w
                        rozpracowywanych środowiskach), "Hejnał" poruszał także wątki dużo poważniejsze.
                        Mówił m.in. o reakcjach na stan wojenny w Watykanie, o sporach w środowiskach, w
                        których przebywał, a także o rzeczywistych - jego zdaniem - wpływach i pozycji
                        polskich kapłanów oraz biskupów w strukturze Kościoła katolickiego. "Hejnał"
                        przedstawiał także charakterystyki członków EP, podając m.in. informacje na
                        temat istniejących - rzekomo lub naprawdę - konfliktów między członkami
                        Episkopatu przybywającymi z Polski do Ojca Świętego w ramach kanonicznych wizyt
                        "ad limina apostolorum" w okresie stanu wojennego (1982-1983). Część tych
                        informacji ma charakter plotek korytarzowych, większość jest utrzymana w tonie
                        pretensji, np. że ktoś skrzywdził ks. Zenona Grocholewskiego (dziś kardynała), a
                        inny kapłan zatrudnił sekretarkę, która zapewne była agentem SB itd.

                        "Hejnał" określał także sympatie wspomnianego kleru polskiego w Rzymie wobec
                        poszczególnych biskupów, członków EP. Podstawowy podział w EP i wśród
                        duchowieństw
                        • Gość: Ed Wynaghrodzenie otrzymywane przez o. Hejmę IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 01.06.05, 18:32
                          Wynagrodzenie

                          Pierwsze pieniądze "Hejnał" otrzymał w sierpniu 1981 r., po raz ostatni zaś
                          prawdopodobnie w drugiej połowie 1988 r. - za okres od 1 stycznia 1988 do 30
                          czerwca 1988 r. Otrzymywał je za pośrednictwem "Lakara"z funduszu I Departamentu
                          MSW. A aktach znajdują się pokwitowania o. Hejmy , w formie odręcznie napisanych
                          oświadczeń , bądź podpisów na formularzach rachunków w języku niemieckim (na
                          części z nich widnieje adnotacja, że jest to wynagrodzenie od BND: za udzielanie
                          informacji dotyczących Watykanu, czy też Kościoła katolickiego - jak umieszczono
                          na rachunku [Przykładowo, rachunek z 9 V 1986 r. wystawiony na 1000 DM i
                          podpisany przez "St. Hejmo": "Honorarium fur Informationen betr. den Vatican
                          geliefert an den Bundesnachrichten - dienst - BND in der Zeit v. 18.06.85 -
                          28.1. 86". AIPN, 2320/188, t. 3, Rachunki, k. 207.].

                          W sumie, według zachowanych rachunków i notatek, "Hejnał" otrzymał w latach 1981
                          - 1988, blisko 20 tys. DM (dokładnie: 19. 355).

                          O okolicznościach przyjmowania pieniędzy pisano do Centrali w 1982 r., przy
                          okazji drugiej wypłaty: "Konradowi jako zaliczkę na postawione zadania wypłacono
                          300, - DM co pokwitował . Przejście na tę formę umotywowano tak - suma którą
                          otrzymał pierwszy raz, a za którą prawie nic nie zrobił zmieściła się w kosztach
                          podróży [z Rzymu do Kolonii w RFN i z powrotem]. Obecnie jednak, za konkretne
                          informacje muszą być wystawiane konkretne kwity, gdyż takie są normalne przepisy
                          i formalności. Pokwitował bez specjalnych wahań, wątpliwości czy też wyrażania
                          obaw"[ AIPN, 2320/188, t. 2, Wyciąg z raportu źródła nr 4072, 28 III 1982 r., k.
                          14 ]. W innym raporcie, z 22 XII 1983 r., "Lakar" stwierdził, że "przy
                          podpisywaniu Hejnał zwracał tylko uwagę na sumę" [AIPN, 2320/188, t. 2, Wyciąg z
                          raportu źródła nr 4072 z dnia 5 XII 1983 r. dot. współpracy z "Hejnałem"]

                          Zamiast zakończenia

                          Sprawa "Dominika" - "Hejnała" nie ma w dostępnych aktach swego epilogu. Na końcu
                          tomu 3-ego znajduje się notatka odręczna z 14 lipca 1988 r. i dotyczy rozliczeń
                          finansowych z o. Konradem za okres od 1 VII 1987 r. do 30 VI 1988 r.
                          Rozliczenie, według autora notatki kpt L. Machalskiego, miało nastąpić 12 lipca
                          1988 r. [AIPN, 2320/188, t. 3, Notatka kpt L. Machalskiego, 14 VII 1988 r., k.
                          209.] Nie wiemy, czy ta ostatnia data była końcem rzeczywistej współpracy o.
                          Hejmo z "Lakarem", a za pośrednictwem tego ostatniego z MSW.

                          Sądzimy, że ojciec Hejmo stanowił dla MSW jedno z najcenniejszych źródeł
                          informacji o sytuacji w Watykanie i w polskim Kościele w latach
                          osiemdziesiątych. Trzeba jednak zaznaczyć, że ocena ten ma charakter hipotezy,
                          która powinna być zweryfikowana poprzez dalsze badania dokumentów pozostawionych
                          przez służby specjalne i władze PRL. Raport niniejszy nie ma charakteru
                          opracowania całościowego i ostatecznego. Opiera się przede wszystkim o trzy tomy
                          dokumentów bezpośrednio dotyczące kontaktów o. Hejmy z MSW w latach 1975-1988.
                          Wiele wątków i faktów wymaga dalszych, żmudnych badań i poszukiwań, w tym
                          konfrontacji z innymi źródłami historycznymi (nie wykluczając relacji o. Konrada).

                          W naszym raporcie staraliśmy się unikać formułowania ocen moralnych (choć
                          oczywiście cały czas taka refleksja była obecna podczas naszej pracy),
                          pozostawiając je czytelnikom. Staraliśmy się zrekonstruować najważniejsze fakty,
                          a także wskazać te interpretacje, które wydają się nam najbardziej uprawnione i
                          prawdopodobne. W wielu przypadkach - wobec braku pewności - musieliśmy
                          ograniczyć się do sformułowania hipotez czy jedynie pytań. Raport ma ułatwić
                          lekturę całej zachowanej dokumentacji, która stwarza wiele trudności
                          interpretacyjnych nawet dla historyków od kilku lat pracujących na aktach
                          wytworzonych przez służby specjalne PRL.

                          Zdaniem autorów raportu analizowane przez nas dokumenty winny być udostępnione
                          innym historykom (także spoza IPN) oraz dziennikarzom (w trybie przewidzianym
                          przez ustawę o IPN). Otworzy to możliwość zweryfikowania przez opinię publiczną
                          naszej pracy, jak i tej całej, wyjątkowo zawikłanej sprawy.

                          (Andrzej Grajewski, Paweł Machcewicz, Jan Żaryn)
                          serwisy.gazeta.pl/kosciol/1,65545,2741477.html
                          • edico Re: Tajne, zniszczyć przed przeczytaniem 19.06.05, 21:31
                            Instytut Pamięci Narodowej opublikował raport „Sprawa o. Konrada Hejmy.
                            Działania Służby Bezpieczeństwa przeciwko Kościołowi katolickiemu w latach
                            1975–1988”. Wyszło też na jaw, że dominikanin nie był jedynym agentem w
                            Watykanie. Znamy kolejnego.

                            Historycy IPN (Andrzej Grajewski, Paweł Machcewicz, Jan Żaryn) przygotowali
                            wstępne – jak zastrzegają – opracowanie dokumentujące proces werbunku o. Hejmy
                            oraz przebiegu jego późniejszej współpracy (w aktach występuje kolejno pod
                            pseudonimem Hejnał, Dominik oraz Vox) z tajnymi służbami PRL: w latach 1975–1980
                            z osławionym Departamentem IV, a od 1980 do 1988 r. – Departamentem I, czyli
                            wywiadem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
                            Podkreślmy raz jeszcze, że człowiek miał wybitnego pecha, gdyż:
                            „W okresie od lipca 1989 r. do stycznia 1990 funkcjonariusze SB przeprowadzili
                            operację masowego niszczenia akt operacyjnych…”, zaś teczki o. Hejmy „(…) nie
                            zostały zniszczone przypuszczalnie dlatego, iż od 1980 r. znalazły się w gestii
                            Departamentu I, którego zasoby nie uległy radykalnemu brakowaniu pod koniec
                            istnienia PRL” – czytamy w raporcie IPN.
                            Pierwsza rozmowa o. Hejmy z majorem (od 1979 r. podpułkownikiem) Wacławem
                            Głowackim odbyła się w listopadzie 1975 r. Potem długo nic i dopiero we wrześniu
                            1976 r. panowie spotkali się po raz drugi. Po trzeciej randce (listopad 1976 r.)
                            Głowacki napisał w kwestionariuszu Kandydata na Tajnego Współpracownika:
                            „Chętnie rozmawiał na interesujące SB tematy, przekazywał ciekawe informacje,
                            chociaż o treści raczej ogólnej. Chętnie godzi się na dalsze rozmowy, obiecał
                            skontaktować się ze mną w Warszawie, nie uczynił tego jednak”.
                            Później było już tylko lepiej: „Od pewnego momentu „Dominik” wysyła listy do
                            mjra Głowackiego na konspiracyjny adres (…), a nawet sam „wywołuje” – czyli
                            inicjuje – spotkanie” – podkreślają autorzy raportu.
                            Do początku 1980 r. oficer SB rozmawiał z o. Konradem dziewięciokrotnie, a
                            spotkania – począwszy od piątego – odbywały się w kawiarniach bądź zaciszu
                            pokoju hotelowego. Za każdym razem o. Hejmo wychodził obdarowany, a to „butelką
                            winiaku luksusowego za 300 zł”, a to „koniaku za 840 zł”, innym razem „panoramą
                            Warszawy w metaloplastyce za 1300 zł” itp.
                            W lutym 1980 r. o. Hejmo „awansował” na oficjalnego tajnego współpracownika o
                            pseudonimie Dominik: „Pozytywny proces stopniowego wiązania ze Służbą
                            Bezpieczeństwa doprowadził do realizacji stawianych założeń operacyjnych i
                            uzyskano taki stopień jego zaangażowania, że spełniał wymogi stawiane tajnym
                            współpracownikom…” – czytamy w laurce wystawionej duchownemu przez Głowackiego,
                            który podkreślał, że zakonnik spotyka się z SB „na płaszczyźnie
                            konfidencjonalnej” oraz „przyjmuje wynagrodzenie za współpracę w formie
                            okolicznościowych upominków”.
                            Wyjazd o. Hejmy do Rzymu nadał jakże owocnej współpracy z bezpieką nową jakość.
                            Departament IV przekazał „Dominika” do dalszego prowadzenia Departamentowi I (tu
                            otrzymał pseudonimy: Hejnał, którym posługiwano się w kraju, i Vox – za
                            granicą): „Wyrażamy zgodę na przekazanie t.w. (tajnego współpracownika – dop.
                            red.) na czas jego pobytu za granicą na Wasz kontakt. Po powrocie na stały pobyt
                            w kraju, prosimy przekazać go na kontakt Dep. IV MSW” – pisał płk Adam
                            Pietruszka, zastępca dyrektora tegoż departamentu do swego kolegi z wywiadu.
                            Agent o pseudonimie Pietro – oficjalnie pracownik ambasady w Rzymie, a w
                            rzeczywistości rezydent wywiadu – podjął współpracę z „Hejnałem” vel „Voksem” 11
                            listopada 1981 r. Przez ponad rok spotykali się później w rzymskich kawiarniach
                            bądź restauracjach lub na lotnisku, oczekując na przylot z Polski kościelnych
                            oficjeli.
                            „Pietro” raportował po jednym ze spotkań: „Rozmowa odbyła się w wyjątkowo dobrej
                            atmosferze. Bez najmniejszego oporu i skrępowania relacjonował znane mu fakty i
                            nie unikał podawania nazwisk i szczegółów”.
                            Mimo znakomicie – jak podkreślał w kolejnych meldunkach „Pietro” – układającej
                            się współpracy z o. Hejmą, centrala wywiadu podjęła decyzję o ograniczeniu, a
                            następnie zamknięciu tego kanału informacyjnego: „Dot. „Voxa”. Ograniczcie
                            kontakty do oficjalnych. Po jego powrocie do Rzymu 23 bm. (czerwca 1983 r. –
                            dop. red.) obserwujcie rozwój jego kariery” – taki szyfrogram otrzymał „Pietro”
                            21 czerwca 1983 r. po dwóch tzw. spotkaniach kontrolnych, jakie z „Hejnałem”
                            odbyli w Warszawie oficerowie Departamentów I i IV.
                            Cóż takiego się stało? Powodem był wzgląd na bezpieczeństwo „Hejnała” vel
                            „Voksa”. Bezpieka uznała, że agent stał się zbyt cenny, by ryzykować
                            utrzymywanie z nim kontaktów przez pracownika ambasady. Mogłoby to zostać
                            zauważone przez Polaków w Watykanie i Rzymie, a w konsekwencji – doprowadzić do
                            dekonspiracji.
                            – „Pietro”, czyli ówczesny porucznik Edward K., zajmował stanowisko sekretarza
                            ambasady – posadę tradycyjnie i od kilku już lat obsadzaną przez oficerów,
                            którzy swoje korzenie mieli w Departamencie IV. Przed nim był pułkownik
                            Eugeniusz M., a po – porucznik Janusz Cz. Przed rozpoczęciem kariery
                            dyplomatycznej wszyscy pracowali w „czwórce” i do niej też później wracali, co
                            po jakimś czasie nie było – jak przypuszczam – tajemnicą dla włoskiego
                            kontrwywiadu. W 1983 roku perspektywy Hejmy były już tak obiecujące, że
                            postanowiliśmy, iż w Polsce owszem, będziemy się z nim dalej spotykać, ale za
                            granicą obsługiwać go będzie „nielegał”. Któż to taki? Agent niekorzystający z
                            ochrony dyplomatycznego immunitetu – mówi „FiM” dawny pracownik wywiadu.
                            Decyzja o zamrożeniu kontaktów „Pietra” z „Hejnałem”-„Voksem” była o tyle
                            łatwiejsza, że „nielegał” o kryptonimie Lakar (prowadzony z Warszawy przez
                            porucznika Ryszarda Emczyńskiego z Departamentu I) miał już o. Konrada w ręku, a
                            ściślej mówiąc – w kieszeni.
                            Okazuje się dzisiaj, że bezpieka zastosowała skomplikowaną grę wywiadowczą,
                            nazywaną w ich żargonie werbunkiem „pod obcą banderą”.
                            A było tak: „Lakar” (Andrzej M. zamieszkały w Kolonii) początkowo zaprezentował
                            się o. Hejmie jako doradca Episkopatu Niemiec Zachodnich ds. Kościoła w Polsce.
                            „W październiku 1981 r. „Lakar” (…), wykorzystując jego (o. Hejmy – dop. red.)
                            sytuację materialną, zaproponował mu współpracę pod „flagą BND”
                            (Bundesnachrichtendienst, czyli niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza – dop.
                            red.). Po otrzymaniu wynagrodzenia od „Lakara” za przekazane informacje „Hejnał”
                            samorzutnie dążył do dostarczenia dokumentów i informacji „Lakarowi”. Celem
                            bliższego ich poznania się i związania „Lakar” za zgodą Centrali zaprosił
                            „Hejnała” do RFN na święta wielkanocne” – tak charakteryzował w grudniu 1983 r.
                            pierwszą fazę współpracy z „Hejnałem” via „Lakar” por. Emczyński.
                            Jak widać, wystarczyło o. Hejmie zapłacić, żeby współpracował z każdym wywiadem.
                            Do połowy 1988 r. „Hejnał” vel „Vox” otrzymał od bezpieki – za pośrednictwem
                            „Lakara” – 19 tys. 355 marek. Kwitował pieniądze własnoręcznymi oświadczeniami
                            bądź podpisami na formularzach rachunków w języku niemieckim, odnotowujących, że
                            jest to wynagrodzenie od BND „za udzielanie informacji dotyczących Watykanu”. Na
                            przykład 9 maja 1986 roku o. Hejmo podpisał się pod sumą 1000 DM otrzymaną
                            tytułem zaległego „Honorarium für Informationen betr.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka