Dodaj do ulubionych

Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują b...

18.11.10, 09:10
Przetargi są dobre bo dzięki nim problem naukowy sam się rozwiązuje - zostaje przeterminowany i nie potrzeba już wydawać kasy. Oszczędzajcie panowie!
Obserwuj wątek
    • Gość: JurandZeSpychaczem Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: 188.33.46.* 18.11.10, 10:51
      A ja myślę, że likwidacja procedur przetargowych przyczyni się do powstawania fikcyjnych kosztów i prawdziwych zysków u "znajomych królika".

      Może naukowcy przestaną wreszcie kręcić lody i zaczną robić badania?
      • Gość: dr inż. Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: 156.17.13.* 18.11.10, 11:07
        Gość portalu: JurandZeSpychaczem napisał(a):

        > A ja myślę, że likwidacja procedur przetargowych przyczyni się do powstawania f
        > ikcyjnych kosztów i prawdziwych zysków u "znajomych królika".
        >
        > Może naukowcy przestaną wreszcie kręcić lody i zaczną robić badania?

        Tak? Kiedy mamy robić badania, jak większość czasu spędzamy w biurokratycznych zawiłościach przetargów, zamówień publicznych, zapytań o cenę itp.
        Proponuję zostać naukowcem i podjąć pracę w państowej uczelni, zdobyć grant unijny i spróbować pracować naukowo (a nie jak zwykła biurwa) przez 8h dziennie - też bym tak chciał - w ośrodkach zagranicznych tak właśnie pracowałem, ale zachciało mnie się uprawiania nauki w Ojczyźnie :(.

        Pozdrawiam
        • Gość: ian7 Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.usilu.net 18.11.10, 11:18
          po okresie calkiem sporej korupcji na uczelniach (zwlaszcza na PWr skad piszesz - 156.17...) potrzeba troche procedur zeby ludzie nauczyli sie porzdaku. W niemczech czy szwajcarii mozna sobie pozwolic na rozluznienie procedur troche "bo i tak wyjdzie". Wlosi bez dobiazgowej kontroli (a czasem nawet pomimo niej) rozkradli by cala kase. Taki lajf. Kontrola pozera wydajnosc.
          Ktos obiecywal ze Twoja praca bedzie wydajna w Ojczyznie ?

          pozdr z daleka
          - M.
          • Gość: Janusz Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.wroclaw.mm.pl 18.11.10, 14:25
            Dokładnie. Polska to nie Zachód, a środowisko naukowe w Polsce to relikt komunizmu, gdzie każdy myśli tylko o tym, jak by tu urwać z publicznej (czyt. niczyjej) kiesy jak najwięcej dla siebie. Ze zgrozą myślę, co by się działo, gdyby jeszcze bardziej złagodzić zasady kontroli nad tym, co się dzieje na uczelniach. Najpierw uczciwa praca i sprawiedliwe reguły, a potem pieniądze!
        • Gość: gość Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: 156.17.73.* 18.11.10, 11:19
          Jaki problem ? W każdej Uczelni jest biuro zajmujące się przetargami , są zatrudniani prawnicy więc o co chodzi ? W całej Unii są przetargi i procedury . Po prostu : należy do tego przywyknąć i nauczyć się procedur .
          • Gość: Jonek Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.10, 11:31
            I czekać 5 miesięcy na zakup nowej drukarki.
            • Gość: sqro Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.11.10, 10:13
              Nieeee na drukarke to rok
              na CDki czy papier to zapotrzebowanie trzeba podać z 3-6 miesiecznym wyprzedzeniem,
              • Gość: aristo Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.opera-mini.net 20.11.10, 12:11
                Biedactwa... A na długopisy ile czekacie? Teraz już wszystko jasne, dlaczego cały czas siedzicie i zbijacie bąki, a nauka leży i kwiczy - po prostu "nie macie warunków" do pracy.

                Weźcie się w końcu za robotę, bo ciągle wymyślacie jakieś problemy, a opinia o nauce i naukowcach w Polsce od lat jest taka, że to banda obiboków i nierobów z mentalnością rodem z głębokiego komunizmu!
        • Gość: doktorant Potwierdzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 11:19
          Miałem zamiar uzyskać grant na badania naukowe do pracy doktorskiej. Nieduży - kilka tysięcy. Potrzebowałem na książki, czasopisma itp. Żadnej aparatury, bo to nie jest projekt dotyczący nauk technicznych.
          Oczywiście ze strony uczelni żadnego wsparcia - radź sobie człowieku sam. Znalazłem w końcu jakiś program, ale jak zobaczyłem wymagania, procedury i stos papierów do wypełniania, to mi się odechciało. Złapałem jedną, drugą fuchę, zarobiłem, kupiłem co chciałem (nie tyle, ile miałem zamiar, ale zawsze coś) i już.
          Ubieganie się o jakąkolwiek pomoc w postaci grantów, dofinansowań etc. to droga przez mękę. No i wyszło na to, że sam finansuję swój doktorat. Ewenement na skalę światową.
          • Gość: ian7 Re: Potwierdzam IP: *.usilu.net 18.11.10, 15:23
            do robienia doktoratu tez nikt Cie nie zmusza.
            Jesli robisz doktrat za wlasne pieniadze - pieknie i bardzo szczytnie. Jesli za kase z gory, to tancz tak jak zagraja. Praca na uczelni to jednak praca jak kazda inna.

            - M.
            • wielki_czarownik No wiesz 18.11.10, 15:44
              W ten sposób torpedujesz wszelkie reformy, bo przecież nikt nikogo nie zmusza do pracowania w firmie X czy do mieszkania w kraju Y. A nam nie chodzi o to, żeby stać w miejscu, tylko żeby się rozwijać i zwalczać patologie, prawda?
              • Gość: ian7 Re: No wiesz IP: *.usilu.net 18.11.10, 16:20
                wrecz przeciwnie.
                Jesli uzyskanie grantu jest "za trudne" to moze warto znalezc "latwiejszy", a jesli nikt nie dostanie grantu, to moze znaczy ze kasa pojdzie na cos innego.
                W polsce kasy na nauke jest malo i w tym zyciu nie bedzie duzo wiecej. zadne reformy tego nie zmienia. z pustego nie naleje, zwlaszcza gdy 50% populacji "studiuje".
                Zawsze mozna pojsc po europejskie granty, zamiast bic sie z Polska administracja. kasa lepsza i wyglada na to ze europa jakos daje sobie rade z nimi.

                - M.
                • wielki_czarownik Re: No wiesz 18.11.10, 17:22
                  No ale to znowu jest podejście na zasadzie "brać albo nie narzekać". Tu zaś trzeba pomyśleć nad zmianą systemu tak, aby naukowiec mógł łatwo zdobyć pieniądze a nie marnował swojego czasu na walkę z biurokracją. Rolą profesora chemii jest ślęczenie nad jakąś aparaturą i opracowywanie "niewiemczego", które to "niewiemco" da się sprzedać za grubą kasę albo użyć w jakimś pożytecznym celu, a nie wypełnianie setek formularzy, przeprowadzanie przetargów itp.
            • Gość: slawo Re: Stop pasożytnictwu. IP: 192.100.130.* 18.11.10, 16:05
              dokładnie.

              Niby dlaczego społeczeństwo miało finansować "doktorat" doktoranta?

              Gdy ja się douczam to sam to finansuję i to chyba normalne.
              • lord.wiader Re: Stop pasożytnictwu. 18.11.10, 16:16
                "Spoleczenstwu" bardziej sie oplaca finansowac doktoranta niz gornika czy fryzjera, bioracego 20 tys. na rozkrecenie biznesu. Nawet jezeli 100 doktoratow zda sie psu na bude to sto pierwszy zarobi na ta wczesniesza setke i i wroci do "spoleczenstwa" w postaci miejsc pracy przy nowych technologiach... To znaczy tak byloby w normalnym swiecie...
              • wielki_czarownik Dlatego, że to się opłaca 18.11.10, 17:19
                Mądrzy ludzie wyliczyli, że jeden dolar przeznaczony na naukę daje średnio 4-7 dolarów zysku. Dlaczego?
                1. Doktorat uczy studentów (konwersatoria) i pomaga na uczelni (czyt. odwala większość roboty), a więc zarabia na siebie.
                2. Doktorat zajmuje się zagadnieniem które ma wnieść wkład w naukę - a więc opracowuje nową technologię, nowy sposób leczenia jakiejś choroby, dokonuje analizy problemu ekonomicznego albo też analizuje problem prawny i np. proponuje rozwiązania, które uproszczą i uszczelnią przepisy.

                Z tego też powodu warto w doktoraty zainwestować, bo to popycha świat do przodu. Oczywiście w dobre doktoraty, które można "przekuć" na konkretne rozwiązania czy to techniczne, czy medyczne, czy prawne. Sens publicznego opłacania doktoratów zajmujących się np. wpływem poezji Kochanowskiego na twórczość Mickiewicza jest moim zdaniem dyskusyjna. Jednakże zasadność sponsorowania doktoratów zajmujących się np. technologią budowy autostrad tudzież prawnokarnymi aspektami odpowiedzialności podmiotów zbiorowych (jak państwo może ukarać firmę za nieuczciwe zachowanie i jak to zrobić najlepiej, żeby budżet na tym zyskał ile się da) jest oczywista dla każdego ciut inteligentniejszego od ślimaka.

                Oczywiście pojawia się pytanie ile z tych osiągnięć jest wykorzystywanych, a ile nie. Nie zależy to jednak od doktoranta. Cóż bowiem z tego, że jakiś doktorant zanalizuje przepisy (mówię o naukach prawnych, bo na tym się znam, a nie będę opowiadał o chemii o której pojęcia nie mam), zaproponuje rozwiązania dzięki którym prawo będzie lepsze a administracja tańsza, skoro politycy nie chcą tej wiedzy wykorzystać, bo oni przecież wiedzą lepiej? Cóż z tego, że doktorant opracuje nowy model karabinu (dającego naszej armii przewagę ogniową nad nieprzyjacielem), skoro wojsko i tak kupi Beryle?
                No ale to już inna bajka i temat do innej dyskusji.
                • Gość: slawo To się NIE opłaca IP: 85.187.131.* 18.11.10, 23:33
                  Jeśli studia doktoranckie się opłacają to niech je sobie studenci sami sfinansują, tak jak każdy inny człowiek finansuje swoje inwestycje w biznes/edukacje/zdrowie.
                  Pisanie o rozwoju technologii jest w najwyższym stopniu nie na miejscu, kto doktorantów rozliczaz ich wkładu w rozwój technologii? Jeśli się okaże że wkład był zbyt mały to czy zwrócą stypendia?
                  • wielki_czarownik Re: To się NIE opłaca 19.11.10, 00:01
                    Dzięki Bogu, że w Polsce władze nie mają Twojego podejścia, bo byśmy nadal w jaskiniach siedzieli. Już widzę, jak doktorant z chemii - młody gość po studiach znajduje 100 czy 200 tysięcy na swoje studia.
                    Nauka, to najlepsza inwestycja - to rozumieją na całym świecie, tylko nie w Polsce.
                  • Gość: pipi Re: To się NIE opłaca IP: *.wroclaw.vectranet.pl 19.11.10, 12:41
                    Czytanie ze zrozumieniem jest chyba dla ciebie za trudne. Robienie doktoratu, dobrego doktoratu, się opłaca SPOŁECZEŃSTWU, PAŃSTWU, doktorantowi wcale niekoniecznie (a w Polsce prawie na pewno nie - ktoś, kto jest w stanie zrobić dobry doktorat, zarobi więcej poza uczelnią), dlatego Państwo miałoby do niego dopłacać - to o tym był post powyżej.
                    • Gość: były naukowiec Re: To się NIE opłaca IP: *.wroclaw.mm.pl 19.11.10, 13:41
                      Chyba ty nie rozumiesz pewnych rzeczy. Robienie doktoratu, owszem, opłaca się państwu, pod warunkiem, że te doktoraty dotyczą realnych problemów, związanych z gospodarką, przemysłem, ochroną środowiska, społeczeństwem, kulturą itp. Tymczasem większość doktoratów w Polsce to jest zwykła produkcja makulatury, sztuka dla sztuki, oderwana od rzeczywistości, bo tak najłatwiej dostać dyplom. Wyjaśnij mi przykładowo, jakie znaczenie ma dla państwa i społeczeństwa kolejna "błyskotliwa" interpretacja teorii autopoietycznych systemów społecznych Niklasa Luhmanna? Albo kolejne porównanie (z tysięcy, jakie do tej pory powstały) systemów filozoficznych Platona i Arystotelesa? Albo analiza kartometryczna kolejnej (jednej z setek, jakie wykonał i które teraz stanowią tematy na setki doktoratów) XVII-wiecznej mapy Fryderyka Khünoviusa? A takich prac powstaje na pęczki! Nie przez przypadek nowe odkrycia z nauk przyrodniczych czy technicznych niemal od razu znajdują zastosowanie w gospodarce, słyszałeś za to o praktycznym wykorzystaniu przez rządzących kiedykolwiek jakiejkolwiek teorii filozoficznej, socjologicznej, psychologicznej, kulturoznawczej itp.?

                      Finansowanie przez państwo dziedzin wiedzy kompletnie nieprzydatnych w praktyce, krytykowanych nawet przez samych naukowców (oczywiście spoza danej dyscypliny) i stanowiących co najwyżej hobby dla grupki zindoktrynowanych entuzjastów, jest wyrzucaniem pieniędzy w błoto!
                      • Gość: doktorant Ale widzisz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 16:13
                        Ja piszę doktorat na temat, który powinien bardzo zainteresować niektóre podmioty - zarówno publiczne, jak i prywatne. Jest to pierwsza w Polsce analiza pewnego praktycznego problemu, który ma bezpośrednie przełożenie na działalność wielu podmiotów.
                        Wysłałem o tym informację do kilku jednostek publicznych i prywatnych z zapytaniem, czy chcieliby nawiązać współpracę. Myślałem o tym że jakaś firma udzieli mi informacji praktycznych i może wspomoże pracę poprzez zakup książek czy czasopism - koszty w granicach góra kilku tysięcy PLN. W zamian firma dostałaby doktorat w dużej mierze oparty o dane z jej działalności - wręcz spersonalizowany. Miała by opracowanie, jakiej nie miałaby żadna organizacja konkurencyjna.
                        Nie odpowiedział mi nikt! Ani żaden urząd, ani żadna firma żyjąca z działalności, o której mówię. Więc o tym zainteresowaniu biznesu i tworzeniu praktycznych doktoratów to lepiej mi nie mów. Co z tego, że kolejny rok zajmuję się badaniem zagadnienia, którego w Polsce tak naprawdę do tej pory nikt nie zgłębił skoro podmioty, które powinny być tym żywotnie zainteresowane mnie ignorują?
                        • Gość: były naukowiec Re: Ale widzisz IP: *.wroclaw.mm.pl 19.11.10, 17:03
                          Nie piszemy tu o twoim konkretnym przypadku, ale o średniej. A ta wygląda, jak wygląda. Czyli marnie. A co do twojego doktoratu: jak ja pisałem swój, to też myślałem, jaki to on będzie znaczący dla wielu różnych instytucji. Teraz widzę, że byłem młody i głupi. Nikogo nie zainteresują jakieś teoretyczne spekulacje oderwane od specyfiki konkretnej firmy lub instytucji, i to jeszcze w polskich realiach, gdy chęć wykorzystania takich badań pociągnęłaby za sobą więcej problemów i komplikacji niż korzyści. Niestety, ale taka jest prawda. Gdybyś choć przez krótki czas siedział po tej drugiej stronie (szefa firmy), doskonale byś to rozumiał i postąpiłbyś dokładnie tak samo jak on.
                          • Gość: doktorant Re: Ale widzisz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 19:12
                            Ale mój doktorat to żadna teoria, tylko czysta praktyka (no poza pierwszym rozdziałem, który jak wiadomo musi być teoretyczny). Problem - rozwiązanie, problem - rozwiązanie, niejasność - wyjaśnienie, błąd - propozycja naprawienia. Praca możliwa do zastosowania bezpośredniego, bez żadnego tłumaczenia na ludzki język. Coś jakby instrukcja obsługi pewnego wycinka rzeczywistości. To jest doktorat, który szef może dać pracownikom i powiedzieć - przeczytajcie rozdział drugi, bo tam są wyjaśnione wszystkie problemy, jakie macie z tym zagadnieniem, tam macie napisane co i jak ma być zrobione, żeby nikt się nie czepiał i jak odpowiedzieć na ewentualne zarzuty, że coś jest nie tak.
                            Problem w tym, że na moje maile nikt nie odpowiedział. Nie było żadnego odzewu pokroju "a może Pan coś bliżej powiedzieć" albo "chcemy z Panem porozmawiać, bo nie wiemy czy nas to zainteresuje". Nic - cisza.
                            To jest właśnie najgorsze, że człowiek się stara napisać doktorat, który będzie po prostu przydatny - który będzie podręcznikiem dla praktyka (przedsiębiorcy albo urzędnika). Który będzie nijako spisem pytań i odpowiedzi dotyczących pewnego zagadnienia (łącznie z przytoczeniem i omówieniem procedur). Coś, co można bezpośrednio zamienić na konkretne działania (a przez to konkretne pieniądze). A tu co? Nikt nie jest zainteresowany, a potem wypowiada się jeden prezes z drugim, że naukowcy nie chcą współpracować z biznesem i są oderwani od rzeczywistości. Z mojego punktu widzenia to właśnie biznes jest oderwany od życia i nie chce współpracować z naukowcami, tylko wymaga od nich sam nie wiem czego.
                            • Gość: były naukowiec Re: Ale widzisz IP: *.wroclaw.mm.pl 19.11.10, 19:42
                              Twój doktorat właśnie jest teoretyczny - w tym sensie, że nie dotyczy konkretnego problemu w konkretnych okolicznościach, ale uogólnionych zagadnień na dany temat. Trzeba było zrobić na odwrót: znaleźć pracę w jakiejś instytucji, wniknąć w jej problemy, a dopiero potem tak ułożyć temat pracy, aby rozwiązała ten problem. Tylko obawiam się, że wtedy nie znalazłbyś promotora, bo oni nauczeni są, że "prawdziwa" nauka to taka, która nie "zniża się" do wymagań jakiegoś tam biznesmena. Taka mentalność i trzeba pokoleń, aby to w Polsce zmienić. Innym sposobem jest poszukanie stypendium w różnych instytucjach na zasadzie: instytucja wymaga, instytucja płaci. Niestety, faktem jest, że polscy pracodawcy darzą dużą nieufnością naukę, ale to wina przede wszystkim samych naukowców, którzy przez lata byli przyzwyczajeni do życia w klasztorach - świątyniach "wiedzy", finansowanych w całości przez państwo i w oderwaniu od rzeczywistości. Dlatego właśnie nauka w Polsce w tak dużym stopniu stała się sztuką dla sztuki. Twierdzę, że najlepszym wyjściem dla zdolnego polskiego doktoranta jest wyjechanie na Zachód, gdzie realia naukowe są zupełnie inne. I nie ma w tym żadnej ujmy ani dyshonoru - nie ma sensu poświęcać całego życia na walkę z wiatrakami. Wręcz przeciwnie: jest to najrozsądniejsze wyjście, na tej samej zasadzie, jak turysta idący granią, słysząc nadciągającą burzę, schodzi w dół - nie ze strachu, ale z rozsądku, bo wie, że z burzą nie wygra. W Polsce jeszcze wiele czasu upłynie, zanim cokolwiek się zmieni na lepsze, tym bardziej że same środowisko naukowe od lat torpeduje wszelkie zmiany i reformy, jakie próbują wprowadzić kolejni ministrowie.
                              • Gość: doktorant Re: Ale widzisz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.11.10, 20:11
                                Sam wiesz, że doktoratu na podstawie funkcjonowania jednej firmy nikt w Polsce nie obroni, bo zostanie wyśmiany (słusznie moim zdaniem, bo doktorat to doktorat a nie magisterka). Moja praca jest konkretna na ile się da, bo zawiera "instrukcje" przeznaczone dla konkretnych urzędów i konkretnego typu przedsiębiorców. Mam w swojej pracy fragmenty, które prezes firmy (czy też jakiś dyrektor w urzędzie) mógłby zaznaczyć, wcisnąć ctrl+c, ctrl+v wydrukować i powiedzieć "oto nowa procedura postępowania". Mam całe podrozdziały dotyczące np. zasad przechowywania pewnych materiałów, które to podrozdziały są przeznaczone do bezpośredniego zastosowania - na takiej zasadzie, że są podane i omówione parametry techniczne poszczególnych rodzajów zabezpieczeń! Wystarczy, aby osoba odpowiedzialna za zabezpieczenie tych rzeczy wydrukowała to sobie, poszła do właściwego przedsiębiorcy zajmującego się handlem czy produkcją takich urządzeń i powiedziała "potrzebuję takiego czegoś". Da się bardziej konkretnie? No chyba już nie, bo przecież nie będę podawał adresu sklepu, gdzie takowe coś można kupić.
                                Poza tym pisząc doktorat nie byłoby dla mnie problemu, żeby nijako na boku uszczegółowić go na potrzeby wspomagającej mnie firmy. Na zasadzie takiej, że oni mi fundują materiały a ja oprócz doktoratu dokładam im kilkanaście czy kilkadziesiąt stron konkretów napisanych dokładnie pod nich - łącznie z tym, który pracownik co ma robić, gdzie umieścić jakie urządzenie, przeprowadzeniem szkolenia itp. Tylko potrzeba zainteresowania, a tego brak.
                                A wyjechać z Polski? Tak, ale po napisaniu. Szkoda teraz, bo jestem na finiszu.
                                • beatrix-kiddo Re: Ale widzisz 19.11.10, 20:46
                                  Drogi doktorancie, ja Ci nie chcę odbierać zapału, ale powiem tak. W moim doktoracie stworzyłam pewien system, wielce usprawniający pracę pewnej Instytucji. Instytucja podczas testów wyła z zachwytu. Zgadnij, czy zdecydowała się na implementację? A nie było wiele trzeba pracy do tego.
                                  W habilitacji z kolei zaproponowałam rozwiązanie, które pozwoliłoby przedsiębiorstwom sporo zaoszczędzić. Przepytywani przedsiębiorcy chwalili. I co? Ileś rozmów, prób zainteresowania wdrożeniem - efektów brak.
                                  To tyle na temat związków nauki z biznesem w Polsce.
                                  Myślę, że gdyby to biznes finansował prace naukowe, to sprawa wyglądałaby inaczej, bo po prostu biznes nie fnansowałby prac, których by później nie wdrażał.
                                  • Gość: były naukowiec Re: Ale widzisz IP: *.wroclaw.mm.pl 20.11.10, 03:00
                                    Myślę, że to jednak faktyczne zainteresowanie wdrożeniem projektu po jego szczegółowej ocenie decyduje o jego wartości, a nie pierwsze zachwyty. Te drugie są powierzchowne, a przy tym nie zawsze szczere. Polscy naukowcy długo jeszcze nie nauczą się rynkowego myślenia, wolą za to biadolić i użalać się nad swoim losem. Natomiast żaden rozsądny biznesmen nie zrezygnuje z dobrego projektu naukowego usprawniającego pracę jego firmy, bo on - w przeciwieństwie do polskich uczelni - nauczył się liczyć pieniądze, a konkurencja na rynku jest ostra. Jestem przekonany, że gdyby od samego początku, od zarodka pomysłu była ścisła współpraca pomiędzy naukowcami a przemysłem, to ten drugi w dużo większym stopniu byłby skłonny finansować działalność badawczą. Naukowcom bardzo często wydaje się, jakie stworzyli wspaniałe i praktyczne rozwiązania, niestety, życie często weryfikuje na niekorzyść te zbyt dobre mniemania na temat własnej pracy.
                          • Gość: @były naukowiec Re: Ale widzisz IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.10, 13:12
                            Kolego, z podobnych przyczyn rezygnuję z pracy na uczelni. Niestety w polskich warunkach nie da się robić dobrej nauki i rozwiązywać realnych problemów. Niestety jest tak jak piszesz, nadal pokutuje myślenie, że im szerzej i ogólniej ujęty problem, na wyższym poziomie abstrakcji tym rozwiązanie jest lepsze. Później powstaje bezlik kompletnie nieprzydatnych i oderwanych od rzeczywistości teorii. Zbyt ogólny model zastosowań jest dla biznesu bezużyteczny.

                            Ja w przeciwieństwie do tych gramoli, wykształciłem się za własne, ciężko zarobione pieniądze, zdobywałem doświadczenie w międzynarodowych firmach (tak, kilka lat pracowałem poza Polską) nie po to, żeby teraz wysłuchiwać, że biznes jest BEEE. Wróciłem do kraju ze względów rodzinnych, chciałem wykorzystać swoje doświadczenie i umiejętności tu i teraz, na państwowej uczelni. Niestety zarówno w nauce jak i dydaktyce zostałem brutalnie sprowadzony na ziemię. Jedno i drugie musi być byle jakie, bo dr hab., prof. XXX tak powiedział! Kiedy ja zdobywałem doświadczenie on pisał dykteryjki o wyższości Świąt Wielkanocnych nad Bożym Narodzeniem. On ma stopnie, a ja wiedzę. Wiadomo co się w Polsce opłaca – układy, uśmieszki do właściwych osób i papierki.
                      • beatrix-kiddo Re: To się NIE opłaca 19.11.10, 17:14
                        Zgadzam się, że bardzo ważne, wręcz najważniejsze są prace naukowe (doktoraty, habilitacje, patenty itd.) z nauk ścisłych, przyrodniczych - to, co ma bezpośrednie przełożenie na gospodarkę.
                        ALE! Nie deprecjonowałabym tak w czambuł prac humanistycznych. W końcu jesteśmy Homo Sapiens Sapiens, kultura jest jednak bardzo ważna. Nie bez powodu nagrody Nobla przyznaje się i w naukach ścisłych i w literaturze :-)
                        • Gość: były naukowiec Re: To się NIE opłaca IP: *.wroclaw.mm.pl 19.11.10, 17:47
                          No właśnie, w literaturze, a nie w naukach humanistycznych! Znam wielu naukowców zajmujących się humanistyką i naukami społecznymi i wcale nie zauważyłem, żeby byli oni pod jakimkolwiek względem "lepsi". A wręcz przeciwnie. Można by powiedzieć, może nieco kolokwialnie, że to takie humanistyczne bydło, niczego nie umiejące, a potrafiące tylko żreć się nawzajem między sobą. W co trudno się dziwić - humanistów jest po prostu zdecydowanie za dużo w stosunku do potrzeb społeczeństwa. A wszędzie tak jest, że im mniejsza jest nisza ekologiczna, tym większa panuje rywalizacja. Mój znajomy trafnie kiedyś stwierdził, że nigdzie nie spotkał tak niehumanitarnych ludzi jak wśród humanistów.
                          • beatrix-kiddo Re: To się NIE opłaca 19.11.10, 17:55
                            Ja zupełnie nie bronię humanistów :-) Chodziło mi tylko o to, że humanistyka jako taka jest potrzebna. Kim bylibyśmy, gdyby nie literatura, sztuka, muzyka? Nie można tego tak zupełnie odrzucać.
                            Dla jasności - nie jestem humanistką, żeby nie było, że bronię samej siebie, skończyłam cybernetykę :-). Pozdrawiam.
                            • Gość: były naukowiec Re: To się NIE opłaca IP: *.wroclaw.mm.pl 19.11.10, 19:24
                              Oczywiście. Twórcza i oryginalna humanistyka jest potrzebna, ona ubogaca nasze życie. Sam bardzo lubię dobrą literaturę czy muzykę. Ale pisanie kolejnej z rzędu interpretacji teorii autopoietycznych systemów społecznych Niklasa Luhmanna czy inne przykłady, jakie podałem, w żaden sposób do niej nie należą. To jest zwykłe, prymitywne markowanie działalności naukowej za biernym przyzwoleniem reszty akademickiego światka. I takich mamy właśnie naukowców: albo beztalencia, albo oportunistów. A wszystko to się dzieje za publiczne pieniądze.
                              • beatrix-kiddo Re: To się NIE opłaca 19.11.10, 19:32
                                Zgadzam się. Też lubię dobrą książkę, teatr, muzykę.
                                Natomiast nie wiem, czemu ma służyć n-ta interpretacja teatru Leszka Mądzika. Jak ktoś llubi ten teatr, to po prostu do niego chodzi.
                                Chyba doszliśmy do porozumienia :-)
                                • Gość: były naukowiec Re: To się NIE opłaca IP: *.wroclaw.mm.pl 19.11.10, 19:49
                                  Ja wiem, czemu ma służyć, bo przez lata napatrzyłem się na kuriozalne reguły rządzące polskim światkiem akademickim. Ma służyć łatwemu zdobyciu stopnia lub tytułu naukowego. Dużo łatwiej, taniej, szybciej i wygodniej jest pójść parę razy do biblioteki, przeczytać ileś tam książek i napisać kompilację tego, co się przeczytało niż zrobić jakieś bardziej zaawansowane i oryginalne badanie empiryczne. A tylko takie rozwija naukę. Smutne jest to, że tego rodzaju markowanie pracy naukowej odbywa się przy akceptacji całego akademickiego światka, który w ten sposób sam tylko na tym traci, czego oczywiście nie widzi.
                                  • wari Re: To się NIE opłaca 20.11.10, 02:28
                                    Gość portalu: były naukowiec napisał(a):

                                    > Ja wiem, czemu ma służyć, bo przez lata napatrzyłem się na kuriozalne reguły rz
                                    > ądzące polskim światkiem akademickim.

                                    Nie wiem gdzie pracowałeś, ale chyba dobrze, że już tam nie pracujesz. Takiego steku bzdur dawno nie czytałem. Pomijam jakieś patologiczne zwyczaje, mentalność, bo one nie są cechą szczególną środowiska naukowego ale dotyczą w ogóle Polaków, ale poglądy tu przedstawione są przerażające. Negowanie potrzeby istnienia nauk podstawowych świadczy po prostu o niedorozwoju intelektualnym. Gdyby nie nauki podstawowe robione dla celów "hobbystycznych" nie mielibyśmy w ogóle nauk stosowanych, które bazują na dziedzinach podstawowych. Fizyka teoretyczna, humanistyka, klimatologia, biologia i masa innych dziedzin do kosza? Przez wiele lat uprawiałem dziedzinę całkowicie teoretyczną - po zmianie jaka zaszła w Polsce po wejściu do UE, moja "hobbystyczna", teoretyczna dziedzina stała się nagle użyteczna. Dziś stałem się potrzebny, bez moich ekspertyz nie zbuduje się drogi, linii kolejowej. W życiu bym nie przypuszczał, że tak się stanie. Naprawdę nie jesteśmy w stanie przewidzieć co i kiedy będzie potrzebne, dlatego wszystkie kraje cywilizowane inwestują mocno w badania podstawowe. Polska nie inwestuje w żadne. Skrajnie mała liczba naukowców w przeliczeniu na liczbę mieszkańców oraz najmniejsze spośród wszystkich krajów unijnych finansowanie nauki dobitnie o tym świadczą. Dziwć się nalezy, ze niektórym w ogóle chce się ruszać ręką za te grosze...Po prostu wstyd, dziadowskie państwo z wiejską mentalnością obywateli.
                                    • Gość: były naukowiec Re: To się NIE opłaca IP: *.wroclaw.mm.pl 20.11.10, 02:43
                                      Stekiem bzdur to akurat jest to, co ty tutaj napisałeś. Najwyraźniej nie zrozumiałeś tego, co napisałem. Być może w ogóle nie rozumiesz, na czym polega nauka i na jakie rodzaje się dzieli. Wstyd, że mamy takich "naukowców", którzy własną niewiedzę nadrabiają agresją. Właśnie m.in. przez takie zawistne osoby jak ty odszedłem z nauki - teraz pracuję w dużo lepszych warunkach i za lepsze pieniądze. I wszystkim tłumaczę, że pieniądze zainwestowane w polskie środowisko naukowe to pieniądze wyrzucone w błoto.
                                    • wielki_czarownik Mylisz coś 20.11.10, 13:40
                                      Mylisz nauki teoretyczne z potrzebnymi. Fizyka teoretyczna jest jak najbardziej potrzebna. Pytanie jest inne - czy z publicznych pieniędzy powinno się opłacać kolejny doktorat dotyczący np. greckiej poezji XVIII wieku, wpływu Medyceuszy na politykę Francji czy innego podobnego zagadnienia, które nie ma żadnego przełożenia na realne potrzeby naszego kraju? Rozumiem - historia czy archeologia - to dziedziny istotne np. dla podtrzymania ciągłości kulturowej czy też wzmacniania prestiżu naszego kraju (patrz nasi archeolodzy w Egipcie) na których na dodatek można nieźle zarobić (co pokazują np. Amerykanie albo Brytyjczycy ze swoimi muzeami i filmami dokumentalnymi). Ale jak już mówiłem państwo powinno opłacać te doktoraty, które są istotne z jego punktu widzenia. Niekoniecznie punktu widzenia gospodarczego, ale też np. kulturowego czy patriotycznego. Opłacanie z publicznych pieniędzy badań nad zagadnieniem, które nie przyniesie żadnych korzyści naszemu krajowi jest błędem. Niech takie doktoraty powstają, ale w ramach studiów zaocznych czy eksternistycznych.
                                      • Gość: były naukowiec Re: Mylisz coś IP: *.wroclaw.mm.pl 20.11.10, 14:02
                                        Oczywiście! O tym cały czas pisałem, czego nie był w stanie zrozumieć swoim naukowym umysłem "wari". Powiem więcej: państwo powinno opłacać tylko doktoraty ważne z punktu widzenia gospodarczego, kulturowego czy patriotycznego, natomiast nie powinno opłacać tematów, których jedyną wartością jest to, że stanowią hobby jakiejś konkretnej osoby. Oczywiście środowisko naukowe broni się przed tym rękami i nogami, bo taka polityka sprawiłaby, że musieliby dostosować swoją radosną, niczym nieskrępowaną "twórczość" do nałożonych wymagań i ograniczeń. Każdy by chciał robić w życiu to, co najbardziej lubi. Tylko naukowcy do tej pory zachowali przywilej, że mogą sobie pozwolić na robienie czegoś, co im się żywnie podoba (albo i nie robić nic), a nikt (poza samym środowiskiem naukowym) nie weryfikuje przydatności czy efektów tej "pracy". Niech każdy finansuje z własnej kieszeni swoje prywatne hobby, natomiast z kieszeni podatników powinno być finansowane wyłącznie to, co przyniesie społeczeństwu realne korzyści.
                                        • lord.wiader Re: Mylisz coś 20.11.10, 15:49
                                          Wreszcie, po dlugiej drabince postow doszliscie do porozumienia w sprawie jak najbardziej oczywistej :).

                                          Kwestia jak osiagnac to aby pieniadze podatnika szly na badania w tych dziedzinach, ktore w blizszej lub dalszej przyszlosci podanikowi przyniosa korzysc. Pierwszy pomysl z brzegu: nabor na studia doktoranckie nie jest prowadzony co roku "z urzedu", lecz na wniosek kierownika badan, ktory ma wykazac srodki na sfinansowanie delikwenta na okres 3 lat (wlacznie ze stypendium na przyzwoitym poziomie). Wszystko jedno czy bedzie to promesa od firmy, projekt finansowany z budzetu MNiSW, projekt unijny czy jego BW albo DS. Wszystko jedno czy kierownik zglaszajacy zapotrzebowanie na doktoranta ma habilitacje, sam jest doktorem czy tez magistrem i pracuje w dziale R&D firmy.

                                          Obstawiam, ze liczba rozpoczynanych co roku doktoratow spadlaby co najmniej o 90%, za to pozostale 10% byloby finansowane na przyzwoitym poziomie i dotyczylo istotnych problemow. Oczywiscie wymagaloby to postawienia na glowie dydaktyki, opedzanej obecnie darmowa praca doktorantow.
          • Gość: lismann Re: Potwierdzam IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.11.10, 17:53
            Myślę, że na wielu wrocławskich uczelniach są odpowiednie komórki, które służą radą jak wypełnić wniosek o projekt badawczy z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Trzeba tylko
            skorzystać z informacji umieszczonych na stronach poszczególnych uczelni. Zapewniam pana, że
            bardzo wielu doktorantów korzysta z grantów promotorskich i nie narzeka, że jest to droga przez mękę. Wystarczy tylko chcieć przygotować dobry projekt , który po bardzo dobrych recenzjach skierowany będzie do finansowania. Przypominam DOBRY Projekt.
            • zetkaf Re: Potwierdzam 21.11.10, 22:18
              > Myślę, że na wielu wrocławskich uczelniach są odpowiednie komórki, które służą
              > radą jak wypełnić wniosek o projekt badawczy z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa
              > Wyższego.
              Dodam jeszcze tylko ze sam, jeszcze jako student, i to kierunku zdecydowanie nieekonomicznego, siegalem po dotacje wtedy jeszcze MENu, i to skutecznie. Wzialem, przeczytalem wszystkie pozycje, wypelnilem, tylko z jedna (honoraria) mialem problem, z racji statusu organizacji jako non-profit, kolega-ksiegowy wytlumaczyl, co tam moge wpisac.
              Z 3 wnioskow (w tym jeden pisany: i tak sie nie uda, ale zawsze lepiej jak z 3 odrzuca 1, niz jak z 2 odrzuca 1;) 2 przeszly ...
        • Gość: M. A co to za kwestia? IP: *.ssp.dialog.net.pl 18.11.10, 13:39
          A co za problem zatrudnić specjalistów ds. przetargów, obsługi księgowej itp.? Akurat projekty finansowane z budżetu UE dają takie możliwości.
          • Gość: Janusz Re: A co to za kwestia? IP: *.wroclaw.mm.pl 18.11.10, 14:15
            Jak to za co? Za te pieniądze, które marnujecie na uczelniach, rozdajecie wg różnych podejrzanych układów personalnych albo zwyczajnie kradniecie, zgodnie z filozofią rodem z komunizmu, że jak sukno jest państwowe, to należy urwać jak największy kawałek dla siebie. Figę z makiem dostaniecie, nic więcej!
            • Gość: Janusz P.S. IP: *.wroclaw.mm.pl 18.11.10, 14:20
              Wystarczy zobaczyć, jaki jest przerost administracji na uczelniach państwowych w porównaniu z uczelniami prywatnymi. Etaciki dla znajomych królika zawsze się znajdą, a później biadolą, że nikt z tej armii nierobów nie potrafi napisać głupiego projektu czy wniosku.
              • Gość: poli Re: P.S. IP: *.pwrnet.pwr.wroc.pl 19.11.10, 15:19
                Tak, tak. Oszczędniości mają, bo etaty, na których oszczędzają opłacają im uczelnie publiczne. Wykładowca ma etat na państwowej (a ta ponosi wszystkie związane z tym koszty), z prywatnej bierze tylko honorarium za zajęcia. I pokażcie mi prace badawcze na uczelniach prywatnych?
            • Gość: khem Re: A co to za kwestia? IP: *.magma-net.pl 18.11.10, 15:55
              zajrzyj do prywatnej uczelni, to dopiero zobaczysz księcia udzelnego i jego familię, na państwowych muszą pozory sprawiać przynajmniej, a tam u prywaciarzy wolna amerykanka i tym sposóbem portier z klucza rodzinnego się szarogęsi bardziej niż pan doktor, który prowadzi zajęcia
              • Gość: agatha Re: A co to za kwestia? IP: *.wroclaw.mm.pl 18.11.10, 16:23
                Jest tylko drobna różnica: prywatna uczelnia żyje z tego co sama zarobi. Widać niektórym to się opłaci. Państwowa żyje z pieniędzy podatników i podatnicy mają prawo wymagać przejrzystości i uczciwości procedur.
      • Gość: Jonek Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.11.10, 11:29
        "...Może naukowcy przestaną wreszcie kręcić lody i zaczną robić badania?..." - a jak oni maja robić badania skoro na głupie komputery muszą czekać po kilka miesięcy i to tylko w sytuacji gdy któryś z odrzuconych oferentów się nie odwoła? A zdajesz sobie sprawę jaki destrukcyjny wpływ na prace naukowe ma np. badanie krwi w najtańszym laboratorium? To tak jak z zakupem telewizora - ja 10 lat temu kupiłem philipsa i mam go do dzisiaj mój kolega "oszczędny" kupił jakiś chiński szmelc, zapłacił połowę tego co ja i śmiał się ze mnie że przepłaciłem. Tyle, że ja ten telewizor mam nadal a on w tym czasie musiał swój zmienić kilkukrotnie, za każdym razem kupując tania tandetę. Suma summarum ja za TV zapłaciłem dotychczas 1200 zł a on przez tych 10 lat wydał już na telewizory ponad 2 tys złotych. To co tanie w chwili zakupu nie zawsze faktycznie jest tanie. Tanie firmy budowlane budują drogi na 2-3 lata a potem trzeba je remontować. Ale polskie prawo przetargowe nie przewiduje wyboru dobrego oferenta, który zrobi coś dobrze na długie lata, liczy się jak najmniejsza kasa. Jakość dla urzędników to taki nic nie znaczący banał.
      • Gość: m Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: 156.17.46.* 18.11.10, 11:31
        Praca badawcza na uczelni (a w zasadzie także w działach R&D firm) ma to do siebie, że nikt tego co właśnie robimy nie wykonywał nigdy wcześniej i w zasadzie do samego końca nie wiemy co nam będzie potrzebne - możemy jedynie w pewnym zakresie przewidywać. W chwili obecnej wygląda to tak, że wychodzi nam na przykład z analiz, że jest potrzebny pomiar jakiejś cechy czegośtam. Okazuje się, że to coś ma kształt oczywiście tak nietypowy, że nie pasuje nam do posiadanej głowicy pomiarowej. Należy ją przerobić albo kupić nową. W obu przypadkach badacz musi siąść przy komputerze i pomimo, że wie gdzie można potrzebną część kupić musi znaleźć jeszcze dwa konkurencyjne rozwiązania. Przeważnie sprzedawcy sprzętu specjalistycznego cen nie podają. Należy więc wysłać zapytania ofertowe, następnie odczekać kilka dni na odpowiedzi, sporządzić protokół rozeznania cenowego uzasadniając dlaczego chcemy potrzebną nam rzecz kupić akurat tam a nie gdzie indziej, dać to do podpisu wszystkim świętym, zanieść do kwestury aby uzyskać zgodę na zakup (co trwa kolejne kilka dni), następnie wysłać do firmy zamówienie oczywiście z odroczoną płatnością bo uczelnia może zapłacić tylko po dostawie na podstawie faktury pro-forma. To wszystko robi człowiek, którego zawodem jest praca naukowo-badawcza a nie administracyjna. Nie można nikogo oczywiście do pomocy biurowej zatrudnić bo po pierwsze nie ma za co, po drugie posądzą nas o niegospodarność a po trzecie taka osoba i tak nie kupi tego co trzeba bez odpowiedniej wiedzy specjalistycznej. Minęły w sumie dwa tygodnie i oto mamy czego potrzebowaliśmy. W normalnej sytuacji po prostu byśmy zamówili dany przedmiot i już go dawno mieli. Ponieważ jak pisałem praca jest pionierska za kolejne dwa tygodnie wyniknie następny problem - brakować będzie np. jakiegoś układu elektronicznego o lepszych parametrach, który kosztuje powiedzmy 30 złotych - rok czy dwa temu zniknął przepis, że do kwoty bodajże 200 zł można kupować bez zamówień wewnętrznych. I znowu papierkologia. Takich rzeczy po prostu nie da się przewidzieć/zaplanować tylko wychodzą w praniu w ramach postępów badań. Powoduje to, że czas realizacji projektów wydłuża się dwu-trzy krotnie z czego większość tego czasu nikt nic nie robi bo czeka się na podpisy kierowników, dziekanów itd a następnie przetworzenie zamówień w administracji uczelni.

        O gospodarność niech się "góra" nie martwi, bo i tak dana jednostka badawcza (instytut, zakład, grupa) ma określony budżet i jak wyda wszystkie pieniądze to do końca danego roku już więcej nic nie kupi - kierownicy badań sami o to dbają żeby nie szastać kasą niepotrzebnie.
        • Gość: mx Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.itma.pwr.wroc.pl 18.11.10, 11:42
          Zgadzam się z Tobą w całej rozciągłości. Też cierpię na biurwokratyczność, a myślałem, że zostając na uczelni będę mógł prowadzić badania, szukać nowych rozwiązań... pracować w LABORATORIUM, a nie ZA BIURKIEM(!). Od roku siedzę zakopany w papierach :(.
      • Gość: Zuzia Komuna ma sie dobrze i nawet coraz lepiej IP: *.ip.netia.com.pl 18.11.10, 22:14
        W nauce działa nadal system komunistyczny. Profesorowie z nadania prezydenta prowadzą badania na stopień naukowy. W krajach gdzie potrzebny jest wynik badań otrzymany szybko, nie wprowadza się takich procedur i nie zajmuje czasu pracy naukowców. Jedyny stopień naukowy to Ph. D. Reszta to wyniki pracy badawczej i stanowiska w instytucjach gdzie pracują. Kiedy tak będzie w Polsce?
    • valana Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują b... 18.11.10, 11:23
      Całkiem racjonalnie wygląda ta wzmianka o podejściu US Army do kwestii rozliczenia kosztów. Umówili się na konkretną sumę, zadanie zostało wykonane, a ile z tego poszło na koszty, a ile na - powiedzmy - zysk badacza, nie jest kwestią pierwszoplanową. Wystarczy tylko dobrze oszacować potencjalne koszty i sami wygrani (poza, rzecz jasna, wszystkimi tymi, którzy pracowicie i w pocie czoła mielą te tony papierków, szukając zapomnianego przecinka czy niewłaściwego koloru flamastra na stronie 8 załącznika nr 33/b do formularza CK-44/88, będącego załącznikiem do sprawozdania RC-99/99 itd.).
      Tylko z czego wtedy żyłyby te tysiące pracowników różnych konsultingów, fundacji, doradztw itd.? Że o urzędnikach to badających nie wspomnę...
      • Gość: mrozek Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.net-81-220-20.rev.numericable.fr 18.11.10, 12:01
        Dziwny jest ten świat
        Wydawać by się mogło, że Profesory to jakieś wykształcone typy.
        Że potrafią myśleć, kombinować, wypełniać, wybierać.
        A tu patrzcie, nie podoba im się że jest przetarg i że to trwa.
        A co byś Profesorze chciał ? Szybko, łatwo, przyjemnie, bez kłopotów ?
        Nie da się.
        Nie po otacza nas armia urzędników, kontrolerów, agentów, komisarzy,
        funkcjonariuszy, analityków, doradców, konsultantów, specjalistów od wszystkieg
        i na wszystkie okoliczności, abyś Profesorze nie robił błędów, nie kupował wszystkiego
        i po każdej cenie, kupował od szwagra, kuzyna, albo nawet brata bliźniaka.

        Tak ma być !! I tak będzie !!
        Nie podoba ci , granice otwarte. Jedź tam gdzie nauka jest wolna.
        W Polsce tak było i będzie.

        Przecież tak jest w wielu innych dziedzinach. Zamiast budować nowe i szersze drogi, stawia
        się płoty, przewężenia, spowalniacza, progi, zatoki, fotoradary, ..

        Tak wybrałeś, taki masz Sejm, takich masz ministrów, takich masz urzędników.
        Gdyby wszystko było łatwo, to co oni by robili, nad czym pracowali, jakie problemy by usuwali ?
        Myśl Profesorze, postaraj się zrozumieć biurokratów. Bo oni dbają o ciebie, o nas, o nasze bytowanie.
        Myśl, ale nie zadawaj takich głupich pytań i nie żądaj wolności.
        Dlaczego profesorom ma być łatwiej czy inaczej ? Przecież takie same, a nawet gorsze procedury
        obowiązują na wszystko związane z jakimkolwiek przetargiem. Taka właśnie jest polska norma.
        Swoją wolność i myślenie za ciebie, przekazałeś dawno i na zawsze KLASIE URZĘDNICZEJ !!
        Abyś nie robił głupot, abyś żył długo, bezpiecznie, bezkonfliktowo. Niech żyje nam urzedniczy stan.
    • trombozuh Hej, "naukowcy"! 18.11.10, 11:59
      Reformy zacznijcie od własnego podwóreczka. A jest na nim co robić, oj jest.... Ci dożywotni profesorkowie informatyki, których wiedza zakończyła się na czasach MERY i ODRY, ci doktorkowie, którzy pracę doktorską napisali za pomocą CTRL_C i CTRL_V...
      • zetkaf Re: Hej, "naukowcy"! 20.11.10, 13:27
        > ch MERY i ODRY, ci doktorkowie, którzy pracę doktorską napisali za pomocą CTRL_
        > C i CTRL_V...
        a ktorym nikt nie powiedzial, ze specyfikacje do przetargu tez mozna podobna metoda zrobic, i tylko lekko przeredagowac ;)
        • Gość: aristo Re: Hej, "naukowcy"! IP: *.opera-mini.net 20.11.10, 13:45
          Może i powiedział, ale żeby to zrobić, trzeba już mieć odrobinę inteligencji...
          • zetkaf Re: Hej, "naukowcy"! 20.11.10, 13:51
            > Może i powiedział, ale żeby to zrobić, trzeba już mieć odrobinę inteligencji...
            czy sugerujesz, ze zeby zostac naukowcem, to juz nie trzeba? ;)
            • Gość: aristo Re: Hej, "naukowcy"! IP: *.opera-mini.net 20.11.10, 14:07
              zetkaf napisał:

              > czy sugerujesz, ze zeby zostac naukowcem, to juz nie trzeba? ;)

              Sugerujesz, że trzeba?
              • zetkaf Re: Hej, "naukowcy"! 20.11.10, 14:23
                > Sugerujesz, że trzeba?
                w normalnym kraju TAK ;)
                a czy Polska jest normalnym krajem - zostawiam ocenie innych ;)
                • Gość: aristo Re: Hej, "naukowcy"! IP: *.opera-mini.net 20.11.10, 14:45
                  Najbardziej nienormalni w tym nienormalnym kraju są właśnie naukowcy.
    • Gość: mikser Naukowcy chcą wyciąć ogniwo w łańcuchu pokarmowym? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.11.10, 14:09
      Przecież ci od przetargów też mają rodziny i chcą godnie żyć :-P
    • sverir Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują b... 18.11.10, 17:39
      "Jeśli chcemy kupić drobne rzeczy, materiały biurowe, długopisy, nożyczki, to musimy ogłosić przetarg, zebrać przynajmniej trzy oferty, porównać ceny i wybrać najtańszą propozycję. A jeśli jeszcze któraś z firm złoży protest, to wszystko ciągnie się miesiącami"

      Setki instytucji idą w tryb zapytania o cenę w przypadku takich zakupów i nikomu to nie zajmuje kilku miesięcy. Nie mówiąc o tym, że nie ma już instytucji protestu, a możliwość odwołań jest mocno ograniczona. Nie wiem więc dlaczego akurat naukowcom zajmuje to całe miesiące.

      "Najtańsza firma, wybrana w przetargu, remontowała nam pracownie. Robota została sknocona. Od roku walczymy z tą firmą, aby naprawiła, co zepsuła."

      Naukowcy sami są sobie winni w takim razie. Ustawa nie narzuca bowiem ceny jako jedynego kryterium, ani nawet jako najważniejszego. Jedyne co prawo zamówień publicznych narzuca, to stosowanie ceny, ale obok niej mogą być inne kryteria.

      "Na Zachodzie formalnościami związanymi z realizacją projektów naukowych zajmują się wyspecjalizowane firmy."

      Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby zajmowały się tym i w Polsce. Tu nie prawo jest złe, tylko brak dobrej woli zamawiających.

      "Urzędnicy kontroli skarbowej korzystają z tego, że polskie i unijne przepisy dotyczące rozliczeń finansowych nie są jednoznaczne."

      Urzędnicy UKS to sobie mogą. Mogą sobie rekomendować korektę dla projektów unijnych. Decyzja i tak od nich nie zależy.

      Wniosek prosty: to nie prawo jest złe.
      • Gość: przetargownik Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.173.21.244.tesatnet.pl 19.11.10, 01:28
        > Setki instytucji idą w tryb zapytania o cenę w przypadku takich zakupów i nikom
        > u to nie zajmuje kilku miesięcy.

        Wbrew pozorom właśnie zapytanie o cenę jest najtrudniejszą procedurą. Dlaczego? Ano dlatego, że nawet jeśli znajdziesz interesującą Ciebie ofertę, którą skłonny jesteś zaakceptować, zmuszony jesteś znaleźć 'jelenia', który przedstawi drugą ofertę, bowiem w trybie zapytania o cenę musi być więcej niż jedna oferta - w przetargu nawet jeśli zgłosi się jeden dostawca/wykonawca, rozstrzygnięcie jest możliwe i jest prawomocne.
        • sverir Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują 19.11.10, 08:20
          W trybie zapytania o cenę zamawiający sam wybiera sobie wykonawców. Chyba tylko ktoś, kto chce udzielić zamówienia znajomemu będzie narzekał na to, że wykonawca przedstawił niższą cenę niż faworyt zamawiającego. A przecież celem postępowania jest wybór najkorzystniejszej oferty.
          • wari Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują 20.11.10, 02:35
            Oferta najkorzystniejsza to często nie ta najtańsza. W przypadku odczynników, testów chemicznych z nieznanych przyczyn (może kwestia stopnia oczyszczenia?) reakcje udają się na odczynnikach jednej firmy (zwykle droższej), a na innej dużo słabiej. Wszyscy w środowisku wiedzą na które firmy szkoda kasy, a które warto kupować. Konia z rzędem temu, kto zapisze kryterium jakie ma spełniać odczynnik, aby wygrała ta droższa, lepsza. Wcześniej robić badania skuteczności? To nie będzie trwało miesiące, ale lata.
            • Gość: gz Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.10, 12:57
              Chodzi nie tylko o odczyniki. Prosty przykład z brzegu: wpisanie do przetargu na sprzęt komputerowy klawiatur, niemal materiał eksploatacyjny. Jak to zrobić, żeby dostać ergonomiczny sprzęt i nie było tanie chińskie g***, które po roku przestanie działać?
              • zetkaf Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują 20.11.10, 13:25
                > żeby dostać ergonomiczny sprzęt
                kazdy sprzet musi byc ergonomiczny, ew. mozna sie powolac na odpowiednie rozporzadzenie w sprawie warunkow bhp przy pracy z monitorami ekranowymi...
                to chyba wystarczy?

                >i nie było tanie chińskie g***, które po roku przestanie działać?
                wymagana dwuletnia gwarancja? ;)
              • Gość: aristo Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.opera-mini.net 20.11.10, 13:29
                To proste: nauczyć się procedur i umiejętności zdobywania sprzętu. Dlaczego wszędzie się da, tylko u was jak zwykle "niedasię"?

                Biedne sierotki z tytułami profesorów...
              • sverir Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują 20.11.10, 16:41
                > Jak to zrobić, żeby dostać ergonomiczny sprzęt i nie było tanie chińskie g***, które po roku
                > przestanie działać?

                Postawić odpowiednie wymagania? Zażądać właściwego okresu eksploatacji? Wymogi gwarancyjne? Ludzie nauki chyba są mądrzejsi od urzędników, a ci ostatni potrafią zamówić sprzęt, który działa przez kilka lat.
                • Gość: xzc Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.10, 17:47
                  Jeżeli jesteście tacy mądrzy to zapraszam nie tylko na moją uczelnie. Chciałbym Was zobaczyć badających wpływ zanieczyszczeń do odczynników czy jak się wykłócacie z jakąś biurwą na temat warunków szczególnych przetargu. Chcę zobaczyć wasz wyraz twarzy w przypadku 3. odwołania od przetargu na głupie akcesoria do komputerów i wydłużenia całej procedury ...
                  albo jak przychodzi kontrola i wielokrotnie pada pytanie: dlaczego zastosowano kryterium jakościowe, a nie cenowe?

                  z resztą nie rozumiecie w ogóle tej dyskusji - absurdem jest to, że polski nauczyciel akademicki ma następujący łańcuszek obowiązków:
                  - prowadzenie dydaktyki (a nie może wstawić 2.0 wszystkim nieprzygotowanym, bo dotacja jest na głowę studenta)
                  - przygotowywanie materiałów (oba często w ogóle niezwiązane z pracą badawczą)
                  - prowadzenie badań (oczywiście w światowej czołówce)
                  - przygotowywanie aparatury (także utrzymywanie sprzętu uczelnianego, bo są wakaty na tych wspaniałych uczelnianych stanowiskach technicznych, o ile są pieniądze na takowe)
                  - przygotowywanie dokumentacji przetargowych
                  - odpowiadanie na pytania często nie kompetentnych kontrolerów
                  - zasiadanie we wszelkiej maści komisjach wydziałowych
                  - kupa wyjazdów zagranicznych i konieczność praktyk międzynarodowych
                  - podtrzymywanie układów, bo inaczej nie dostanie żadnego grantu albo będzie miał problem przy habilitacji.

                  Wszystko za trochę ponad 2200 zł na rękę :)
                  • sverir Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują 20.11.10, 17:58
                    > Jeżeli jesteście tacy mądrzy to zapraszam nie tylko na moją uczelnie.

                    Dziękuję, ale nie skorzystam. Wystarczy mi Twoja opinia, że problem nie leży w ustawie, tylko w uczelni. Mam się naocznie przekonać, że nie kłamiesz?
                  • Gość: Arek Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.wroclaw.mm.pl 20.11.10, 17:59
                    Zapomniałeś dodać, że jeszcze ma czas na drugi etat, a nierzadko trzeci, czwarty, a nawet piąty. A dlaczego? Bo jest tak zdolny, że wszystkie te obowiązki, które wymieniłeś, wykonuje w ekspresowym tempie.
                    • Gość: aristo Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.opera-mini.net 20.11.10, 18:03
                      Albo nie wykonuje ich wcale, bo cały czas zajmuje mu biadolenie nad tym, jak dużo ma obowiązków...
                  • zetkaf Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują 20.11.10, 19:50
                    > Was zobaczyć badających wpływ zanieczyszczeń do odczynników
                    a nie wystarczy dookreslic, ze poziom maksymalny zanieczyszczen wynosi 1,5%, w tym zanieczyszcenia siarkowe max 0,5%? no, ale skoro nie wiemy, jakie sa zanieczyszczenia, to skad wiedziec, ze te zanieczyszczenia nie maja wiekszego wplywu na badanie niz wlasciwy srodek? No bo skoro prawie taki sam srodek daje zupelnie rozne wyniki...

                    > acie z jakąś biurwą na temat warunków szczególnych przetargu. Chcę zobaczyć was
                    > z wyraz twarzy w przypadku 3. odwołania od przetargu na głupie akcesoria
                    wiesz, ta biurwa ma swoich przelozonych. Raz, drugi sie czepi, ze podanie napisane czerwonym a nie niebieskim dlugopisem - i odwolanie do swojego i jej przelozonego, ze z powodu pierdoly istnieje ogromne ryzyko zawalenia grantu. Zazwyczaj pomaga ;)

                    > albo jak przychodzi kontrola i wielokrotnie pada pytanie: dlaczego zastosowano
                    > kryterium jakościowe, a nie cenowe?
                    bo wiadomo, ze zanieczyszczenia powyzej 1,5% zmieniaja wyniki w sposob przekraczajacy dopuszczalna granice bledu ;)
                    ps. nie stosuje sie kryterium jakosciowego. Stawiasz minimalne wymagania stawiane produktowi, a potem niech urzednicy stosuja kryterium cenowe wsrod produktow spelniajacych wymagania ;)

                    > z resztą nie rozumiecie w ogóle tej dyskusji - absurdem jest to, że polski nauc
                    > zyciel akademicki ma następujący łańcuszek obowiązków:
                    > - prowadzenie dydaktyki
                    to akurat zaden absurd, powinien sie wiedza dzielic... ;)

                    > (a nie może wstawić 2.0 wszystkim nieprzygotowanym, bo
                    > dotacja jest na głowę studenta)
                    i wlasnie przez taka walke o kase, poziom studiow jest tak niski, jak jest... jak ktos glab, to pala sie nalezy i basta...

                    > - przygotowywanie materiałów (oba często w ogóle niezwiązane z pracą badawczą)
                    a czemu nie zwiazane? Znaczy co, badania robi z fizyki jadrowej, a wyklada chemie? To raczej w tym rozroznieniu jest absurd, skoro badania z fizyki, to i fizyke powinien wykladac...

                    > - prowadzenie badań (oczywiście w światowej czołówce)
                    no i co w tym z absurdu???

                    > - przygotowywanie dokumentacji przetargowych
                    i tu wlasnie jest absurd. Powinien jedynie okreslic, co chce dostac, i na tym sie powinna jego rola konczyc (bo skad urzedas ma wiedziec, ze taki chromatograf nie ma wyjscia USB, i komputer MUSI miec pwejscie na RS-232... albo odpowiednia przejsciowke ;)... albo ze chromatograf ma w takim a nie innym zakresie pracowac?

                    > - kupa wyjazdów zagranicznych i konieczność praktyk międzynarodowych
                    co, to profesory na praktyki jezdza? to co oni na studiach robili? ;)
                    a wyjazdy zagraniczne to akurat norma ... przynajmniej wsrod tych, ktorzy sa na tyle dobrzy, zeby ich za granice zapraszali ;)

                    > - podtrzymywanie układów, bo inaczej nie dostanie żadnego grantu albo będzie mi
                    > ał problem przy habilitacji.
                    no coz, ktos ten system podtrzymuje. Ciekawe, czy za kilka lat to o tobie nie beda mowic, ze musza ci sie podlizywac, zeby doktorat zaliczyc? i kawusie robia, a ten wybrzydza, ze mleko ma niewlasciwy odcien ;)
                    • Gość: ?? Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.10, 21:34
                      Po raz kolejny pokazałeś, że nie masz bladego pojęcia o pracy w większej grupie i nie znasz realiów pracy "na państwowym".
                      • zetkaf Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują 20.11.10, 21:52
                        > Po raz kolejny pokazałeś, że nie masz bladego pojęcia o pracy w większej grupie
                        > i nie znasz realiów pracy "na państwowym".
                        Po raz kolejny powala mnie "merytoryczna" sila argumentacji niektorych ludzi na tym forum ;)
            • zetkaf Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują 20.11.10, 13:24
              > Oferta najkorzystniejsza to często nie ta najtańsza. W przypadku odczynników, t
              > estów chemicznych z nieznanych przyczyn (może kwestia stopnia oczyszczenia?)
              COOOO????? Z NIEZNANYCH PRZYCZYN????
              To po kiego tacy naukowcy? To moze pora zbadac przyczyny? bo chemia to tak abstrakcyjna nauka, ze nie mozna np. zbadac skladu zanieczyszczen i okreslic ich wplywu (albo wymagan granicznych do przetargu ;)


              > kupować. Konia z rzędem temu, kto zapisze kryterium jakie ma spełniać odczynni
              > k, aby wygrała ta droższa, lepsza.
              No wlasnie po to naukowiec - zeby okreslil kryteria. Czy nie na tym polegaja wlasnie badania naukowe? ;)
            • sverir Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują 20.11.10, 16:32
              > Oferta najkorzystniejsza to często nie ta najtańsza.

              Oferta najkorzystniejsza to ta, która ma najwyższy współczynnik wyliczony wg podanych kryteriów. Nikt nie zabrania naukowcom stosowania wyłącznie jednego kryterium.

              > W przypadku odczynników, testów chemicznych(...)

              Badania naukowe to nie tylko odczynniki i testy chemiczne.

              > Konia z rzędem temu, kto zapisze kryterium jakie ma spełniać odczynnik, aby wygrała ta
              > droższa, lepsza.

              Jeżeli już przy tym jesteśmy, to naukowcy chyba dobrze wiedzą jakie wymagania musi spełniać ten odczynnik, żeby im odpowiadał? Jeżeli nie wiedzą, to już nie jest wina prawa zamówień publicznych.



    • Gość: defaa Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.11.10, 13:19
      "Nadrobimy te opóźnienia, ale kosztem olbrzymiego zaangażowania ludzi. Po prostu nimi orzemy." dzięki Ci, Panie Profesorze za szczerość.
      To co całe środowisko wie, ale o czym nikt nie mówi: projekt to jest wielki zapieprz! Duży projekt, nie oznacza wcale dużych pieniędzy, ale za to więcej godzin spędzonych w pracy (zarówno na uczelni jak i w domu). Przeliczając na nadgodziny nie zawsze to się rekompensuje. Niestety najwięcej wykorzystywani są najmłodsi w zespołach - doktoranci, młodzi doktorzy i to oni najwięcej dostają po tyłku. Mam nadzieję, że młodzi ludzie wezmą sobie to do serca zanim przyjdą do pracy na uczelni przy wielu projektach.
      Nomen omen ta nadmiarowa robota jest wywołana zarówno przez nieżyciowe przepisy, jak w równym stopniu przez kompletny brak umiejętności zarządzania zasobami przez polskich naukowców. Skąd taki sfrustrowany człowieczek ma wiedzieć jak prowadzić zespół?

      Niestety projekty europejskie podtrzymują ten chory system przed załamaniem się pod własnym ciężarem. Wyniki w postaci publikacji: mizerne, wyniki w postaci wdrożeń w przemyśle: żadne. Dziękuję postoję obok.
      • Gość: aristo Re: Apel naukowców. Przetargowe procedury mordują IP: *.opera-mini.net 20.11.10, 13:40
        Całkowita racja! Wbrew mitom rozpuszczanym przez samych pracowników naukowych, pracy na uczelniach nie ma dużo. Jest tylko "elyta", która od lat siedzi i zbija bąki i "koty" (czyli nowicjusze), którzy muszą odwalać za nich całą robotę. Marzeniem prawie każdego polskiego "naukowca" jest wejść do tej "elyty" "intelektualnej", co przeważnie następuje po kilku latach pracy, gdy zdobędzie się odpowiednią pulę znajomości i wejdzie w odpowiednie układy.

        Niech żyje akademicka hierarchia! Hierarchia to istota polskiej nauki! Hierarchia ponad wszystko!!!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka