Gość: Rafis
IP: *.wro.vectranet.pl / 213.199.196.*
22.04.04, 01:08
Gotowi do Unii
Czwartek, 22 kwietnia 2004r.
We Wrocławiu rośnie liczba firm z kapitałem zagranicznym. Urzędnicy uważają,
że to nie przypadek. Bo tu się inwestorom pomaga albo zwyczajnie nie
przeszkadza
Po 1 maja to Wrocław zyska najwięcej spośród wszystkich Polskich miast -
twierdzą przedsiębiorcy ze stolicy Dolnego Śląska. Biznesmeni już dziś ostrzą
sobie zęby na zyski ze współpracy z firmami z Unii Europejskiej.
- Nasza szansa to mały i średni biznes, zwłaszcza z Niemiec, który we
Wrocławiu będzie szukał przyczółka po drodze na wschodnią granicę Unii.
Dlatego to my na rozszerzeniu zyskamy najwięcej - twierdzi Robert Petri
właściciel Kompanii Marketingowo-Consultingowej, który już od kilku miesięcy
przygotowuje wrocławskie firmy do współpracy z firmami z UE.
Bo dobrze się kojarzy Zdaniem wrocławskich przedsiębiorców jest co najmniej
kilka powodów dla których to my, a nie inni zyskamy najwięcej. Podstawowym
atutem Wrocławia jest lokalizacja. Stolica Dolnego Śląska jest pierwszym
przystankiem przy jedynym szlaku komunikacyjnym łączącym kraje Unii z ich
przyszłymi rynkami zbytu, czyli byłymi republikami radzieckimi. Remontowaną
autostradą A4 już za kilka miesięcy będzie można bez problemów dojechać do
Krakowa, skąd na Ukrainę wiedzie przyzwoita droga ekspresowa.
Ale Wrocław ma więcej atutów. Niemcom, z racji historycznych po prostu dobrze
się kojarzy. Lepiej niż np. Warszawa. Stolica Dolnego Śląska jest w kręgach
biznesowych znana także z tego, że starała się o organizację Expo. Wśród
biznesmenów z Zachodu pokutuje co prawda przeświadczenie, że przegraliśmy, bo
po Wrocławiu nie da sie jeździć samochodem, ale teraz, kiedy całkiem realne
stało się, że most Milenijny odkorkuje zachodnią, a droga wojewódzka
wschodnią część miasta, coraz więcej firm jest zainteresowanych stolicą
Dolnego Śląska.
Przetłumaczyć ekspres Dla wielu firm Polska będzie jedynie przystankiem w
drodze na ogromne rynki wschodnie. Ale żeby tam handlować, zachodnie firmy
muszą mieć swoje przyczółki bliżej granicy.
- Unijne firmy będą tu szukały albo dystrybutorów dla swoich produktów, albo
producentów, z którymi mogłyby kooperować, żeby produkować taniej - wyjaśnia
Robert Petri. A właśnie te firmy są najlepiej przygotowane do takiej
współpracy. Po wejściu Polski do Unii największe szanse będą mieli ci, którzy
zachodnim firmom będą świadczyć usługi. Nastawiona jest na to np. firma
Iluminate Translations, która zajmuje się tłumaczeniami z języków zachodnich
na wschodnioeuropejskie.
- Przepisy unijne nakazują, żeby każdy produkt miał instrukcję obsługi w
języku kraju, w którym będzie sprzedawany. A przecież dokumentacja techniczna
zwykłego ekspresu do kawy liczy dwadzieścia stron - mówi Marek Cieśliński, z
Iluminate Translations.
Do tego dochodzi konieczność stworzenia nowej dokumentacji technicznej za
każdym razem, gdy produkt przechodzi nawet najmniejszą modyfikację. Do tego
dochodzi obowiązek instrukcji obsługi czy nawet napisów na opakowaniach w
językach nowych krajów Unii.
Dla zachodnich przedsiębiorców współpraca z firmami takimi jak Iluminate
Translations będzie koniecznością. Wprawdzie znalezienie na Zachodzie
tłumacza języka polskiego nie jest niemożliwe, ale już z tłumaczami na języki
niektórych mniejszych narodów ma nawet Iluminate Translations.
- Jesteśmy w stanie przetłumaczyć każdy dokument, niezależnie od tego, jak
jest skomplikowany, na języki wszystkich narodów sąsiadujących z Polską. Mamy
także doświadczenie ze słowiańskimi językami południa Europy, ale znalezienie
tłumaczy łotewskiego czy estońskiego jest bardzo trudne - mówi Marek
Cieśliński.
Jednak nie od razu trzeba nastawiać się na branżę, która jest popularna w
samej Unii. Drukarnia A-Z od lat zatrudnia 10 osób. Teraz ma się to zmienić.
- Nastawiamy się na przedsiębiorstwa unijne. Druki niskonakładowe, w których
się specjalizujemy są tam znacznie droższe niż u nas. Dlatego liczymy, że
otwarcie granic wyjdzie nam na dobre - mówi Andrzej Zajączkowski, prezes A -
Z.
Podobnie jak Cieśliński, Zajączkowski nie czeka na nikogo z założonymi rękami
tylko od dłuższego czasu podróżuje po Niemczech szukająca kontrahentów.
Droga konkurencja Najpoważniejszymi konkurentami Wrocławia są Warszawa i
Poznań. Stolica to oczywiście największe miasto Polski, w którym znajdują się
wszystkie centralne instytucje. Do tego jedynie w Warszawie urzędnicy fiskusa
nie biorą pod lupę firm, których obroty przekraczają 3 miliony dolarów, jak
to ma miejsce w mniejszych miastach. Z drugiej strony przez Warszawę jest co
najmniej równie trudno przejechać jak przez Wrocław i jest ona zdecydowanie
droższa niż reszta miast w kraju.
Poznań, podobnie jak Wrocław, jest miastem dobrze kojarzącym się zachodnim
inwestorom, łatwiej się także po nim jeździ. Jednak stolica Wielkopolski nie
jest tak dobrze skomunikowana ze wschodnia częścią kraju jak Wrocław. Trasa
Konin - Sochaczew, nie bez powodu nazywana jest drogą śmierci. Ale równie
poważnym minusem Poznania są... poznaniacy. Podczas bowiem gdy wrocławscy
przedsiębiorcy robią interesy ze wszystkimi, poznańscy robią je najczęściej
między sobą.
- Z badań jakie przeprowadziliśmy, jedynie we Wrocławiu jest tak dobry klimat
dla zachodnich inwestycji. W innych dużych miastach ciągle patrzy się na nie
podejrzliwie - mówi Marek Winkowski, dyrektor wydziału gospodarczego
wrocławskiego magistratu.
Bo nie przeszkadzają Urzędnicy podkreślają, że dobry klimat dla inwestycji we
Wrocławiu, to nie przypadek, bo tu sie im pomaga.
- Mamy już od dawna sprawdzone procedury. Kiedy zgłasza sie do nas
potencjalny inwestor, wyznaczany jest dla niego spośród wyższych urzędników
projekt manager. Jego zadaniem jest udzielenie inwestorowi wszelkiej możliwej
pomocy, m.in. ułatwienie kontaktów z innymi urzędami, pomoc w przebrnięciu
przez polskie przepisy czy znalezienie atrakcyjnego terenu pod inwestycje.
Manager musi nawet dzwonić do inwestora jeśli ten od dłuższego czasu się nie
odzywa - mówi Winkowski dodając, że w innych miastach tak się nie robi.
Na swojego managera mogą co prawda liczyć tylko duzi inwestorzy, ale małym i
średnim to specjalnie nie przeszkadza.
- Atutem Wrocławia są także władze samorządowe, które wiedzą jak pomóc
mniejszym przedsiębiorcom. Bo robią to, co powinny, czyli nie przeszkadzają -
dodaje Robert Petri.
Bartłomiej Knapik - Słowo Polskie Gazeta Wrocławska