brezly
04.03.02, 13:08
W ostatnim Tygodniku Powszechnym wywiad dotyczący perspektyw Krakowa. Jak sądze
interesujący równiez dla mieszkancow Wrocka. Poniewaz na stronie TP wywiad jest
tylko sygnalizowany, pozwolilem sobie ptrzeslac wam fragment. Calosc jest
obszerniejsza ale dotyczy scisle przypadku Krakowa.
Z gory uprzedzam ze moim zamiarem nie jest wywolywanie kolejnej awantury miedzy
miastami :-)
"„Prowincja czy metropolia?”
Wywiad z prof. Jackiem Purchlą.
(...)
Dzis nie ulega już watpliwosci, że wzrost gospodarczy skupia się w
metropoliach, zwłaszcza w tak zwanych węzłach globalnych, czyli takich, które
łączą w sobie globalność z lokalnością. Największe z nich – Nowy Jork czy
Tokio – skupiają wszystkie zglobalizowane funkcje w dziedzinie polityki,
kultury czy informacji. Pytanie tylko co okreslamy mianem metropolii. Są to
miejsca, które promieniują swoimi ponadlokalnymi funkcjami. O tym czy miasto
jest metropolia, decyduje nie jego wielkość, ale złożoność zadań, które ma
pełnić. Anglicy określają to pojęciem „diversified city” – miasto
skomplikowane, o dużym stopni złożoności. Europa wykreowała dwie metropolie
globalne – Londyn i Paryż. Do statusu trzeciej aspiruje ponownie Berlin, który
na początku XX wieku był już przecież Weltstadt. Metropolia globalna (ze
względu na pozycje Rosji) staje się Moskwa. Dalej ida „europole”, grupa
trzydziestu miast, które wypełniają jakieś funkcje ponadlokalne. Patrząc na
mapę Europy łatwo dostrzec cos, co fachowcy nazywają „niebieskim bananem”,
który od Liverpoolu, poprzez Londyn i Paryż, wzdłuż Renu, przez Zurich aż po
Turyn i Mediolan skupia największe metropolie i aglomeracje. Strefa „blue
banana” to dziś gwarancją sukcesu I najlepszy adres dla inwestorów.
Dlatego miasta znajdujące się na zewnątrz „niebieskiego banana” powinny
zrobic wszystko aby wejść do ligi miast o znaczeniu europejskim. Aspiruje do
niej także Kraków. Porównuje go często z dwoma miastami o podobnej wielkości:
Zurichem, który jest bardzo ważny nie tylko jako lotniczy węzeł komunikacyjny,
ale także jako siedziba wielkich banków i dzienników. A także z Frankfurtem nad
Menem, który jako jeden z największych ośrodków dyspozycji kapitałowej jest
metropolią, choć – paradoksalnie – trudno w nim o atmosferę twórczego fermentu,
mógłby mieć więc wobec Krakowa liczne kompleksy.
- Czy w obecnej sytuacji państwa polskiego te krakowskie aspiracje mogą zostać
zrealizowane, czy też pzostają jedynie w sferze marzeń?
- W Polsce do roli „europolu” pretenduje Warszawa. Na pewno jej się to udaje,
ale także za cenę ograniczenia funkcji metropolitalnych innych miast – Gdańska,
Wrocławia, Poznania, Krakowa. Tę zależność łatwo zrozumieć porównując Polskę z
Niemcami. Tamtejsza tradycja urbanizacji historycznej jest bardzo podobna do
polskiej. To tradycja policentryczna i dziś nikomu nie przeszkadza, że obok
Berlina są Frankfurt, Monachium, Kolonia, Hamburg, a każde z tych miast ma
jakąś komplementarną funkcję metropolitalną. W Polsce jest Warszawa, a potem
długo, długo nic.
Nasza klasa polityczna nie zrozumiała w ciągu ostatnich dziesięciu lat prostej
ekonomicznej prawdy – że wzrost i rozwój państwa generują wielkie miasta.
Regiony potrzebują silnych stolic. W połowie XIX wieku, kiedy w Monarchii
Austriackiej tworzono podstawy pod nowoczesny samorząd, inny status otrzymał
Wiedeń, inny Lwów, a jeszcze inny przewidziano dla małych miasteczek. Grzech
pierworodny (...) reformy ustrojowej z 1990 roku polegał na tym że nie
odróżniała gminy wiejskiej od miejskiej. Na to w 1998 roku nałożyła się reforma
regionalna, która zignorowała oczywiste argumenty ekonomiczne. Polska może się
wybić na sześć, najwyżej osiem metropolii, ale nie na szesnaście! Tymczasem
mamy szesnaście słabych regionów i co najmniej osiem stolic regionalnych, które
metropoliami nie zostaną, gdyż nie są w stanie podjąć międzynarodowej
rywalizacji. Bo jakie atuty maja Kielce czy Rzeszów wobec wielkich miast
niemieckich? Taką rywalizacje mogą podjąć Kraków, Poznań, Wrocław – ale reforma
odbyła się ich kosztem.
Odbudowywaliśmy państwo pod hasłem decentralizacji, ale w
rzeczywistości skupiliśmy wszystkie funkcje metropolitalne w Warszawie.
Obserwujemy np., jak interesy ministerstwa transportu, a zwłaszcza interesy
Portu Lotniczego Okęcie i LOT-u sprawiły że świadomie ograniczano znaczenie
lotnisk w Krakowie, Poznaniu czy Gdańsku. Gdyby nie blokowano wejścia Lufthansy
do Krakowa, pewnie istniałyby już połączenia lotnicze z Berlinem i Monachium.
Ich brak degraduje. Na naszych oczach upada tutejszy ośrodek telewizyjny,
wycofują się symbole ogólnopolskiego rynku prasy. Do Warszawy ucieka kapitał.
Ostatni wielki krakowski bank, BPH, po zakupieniu go przez Hypovereinsbank, ma
już prezesów w Warszawie. W dodatku spora część budżetów naszych wielkich miist
to subwencje – scentralizowane państwo ciągle manifestuje swój brak zaufania do
samorządów. Nie ma już marginesu swobody. Oczywiście w Poznaniu dalej będą
odbywać się targi, a w Gdańsku będzie port. Kraków natomiast traci resztki swej
metropolitalności jako regionalne centrum mediów i dystrybucji kapitałowej.
Pytanie, co w tej sytuacji powinien robić?"
pozdrawiam
BreslY