Dodaj do ulubionych

Bestia z Poznańskiej

13.01.12, 19:59
W Boże Narodzenie, w południe, przejeżdżając ul. Legnicką, na wysokości skrzyżowania z ul. Poznańską dostrzegliśmy kota leżącego na poboczu jezdni. Zdziwiło nas to, że nie przeszkadzają mu samochody. Okazało się, że zwierzę jest poważnie pogryzione. Praktycznie cała tylnia część jego ciała była jedną otwartą raną. Pomimo poważnych obrażeń kot uciekał przed nami. Przerażenie było silniejsze od bólu. Udało się nam go w końcu schwytać.
Pojechaliśmy do schroniska na ul. Ślazowej. Wydawało nam się, że tam najprędzej znajdziemy fachową pomoc dla cierpiącego zwierzęcia. Otworzył nam Pan ochroniarz, na którym żadnego wrażenia nie zrobiło, że przywieźliśmy poważnie ranne zwierzę. Powiedział, że zwierzę może przyjąć, ale lekarza nie ma i że będzie jutro. Możemy zadzwonić. Pokazał mi numer, nikt nie odbierał. Wtedy weszła rodzina, która znalazła psa potrąconego przez samochód i tak, jak my liczyła, że najlepiej pomogą mu ludzie w schronisku. Tego było za wiele dla Pana z ochrony. Nie wiedział, co ma zrobić i poszedł po kogoś w głąb schroniska. Wrócił niespiesznie z innym Panem, który po nieudanej próbie dodzwonienia się do lekarza poinformował nas, że w takiej sytuacji najlepiej będzie, jak znajdziemy dla kota prywatnie pierwszą pomoc medyczną. Zwierzęta mogą zostać przyjęte, ale lekarz zobaczy je dopiero jutro. Kot do jutra z pewnością byłby martwy, więc nie czekaliśmy dłużej, wsiedliśmy w samochód i pojechaliśmy do prywatnej przychodni na ul. Metalowców. Nie wiemy, jaką decyzję podjęła rodzina z psem. W przeciwieństwie do kota, jego stan zdrowia, przynajmniej pozornie, nie był zagrażający życiu. Ale zwierzę mogło mieć przecież obrażenia wewnętrzne.
W prywatnej przychodni od razu przyjął nas lekarz, chociaż weszliśmy, gdy zajmował się innym pacjentem. Okazało się, że kot nie ma szans na dalsze życie. Ogon – do amputacji (praktycznie odgryziony), rozpruta tylnia część ciała, wypadające wnętrzności, bez szans na rekonstrukcję i odgryziona tylnia lewa łapa, wisząca jedynie na resztkach tkanki miękkiej. Zdaniem lekarza kot w takim stanie męczył się już, co najmniej kilka godzin. Zwierzę najpierw dostało zastrzyk uśmierzający, a potem niestety zostało uśpione.
Powyższa historia generuje pytania. Dlaczego tak wielu ludzi widziało bardzo cierpiące zwierzę, mijało je i nie reagowało? Dlaczego nikt chociażby nie zadzwonił po Straż Miejską, do schroniska? Może obawiali się, że nikt nie będzie miał czasu w Święta łapać rannego kota…, ciekawe, czy słusznie…A nawet, gdyby ktoś ze schroniska przyjechał, to przecież i tak nie było na miejscu lekarza i zwierzę męczyłoby się jeszcze zapewne, co najmniej kilka godzin, przecież nikt nie zrobiłby mu nawet zastrzyku przeciwbólowego. Dlaczego w tak dużym mieście, jak Wrocław nie ma zapewnionej opieki lekarskiej dla zwierząt w schronisku 24 h/dobę? Co w sytuacji, gdy zwierzęciu chciałby pomóc ktoś, kto nie ma pieniędzy na prywatnego weterynarza, czy powinien je zostawić w schronisku na pewne cierpienie i śmierć? Czy może powinien prosić w prywatnej przychodni o darmową pomoc, licząc na dobre serce weterynarza? Czy może winien nie pomagać wcale, udawać, że nie widzi, przecież i tak zdechnie, to tylko kot…Jeśli ktoś tak myśli, to powinien spojrzeć w oczy tego cierpiącego zwierzęcia, z których ciekły łzy…
Kolejna refleksja dotyczy sprawcy zdarzenia. Jakim trzeba być „człowiekiem”, żeby nie pomóc zwierzęciu, które zostało tak strasznie pogryzione przez jego własnego psa? Czy był to wypadek? Jeśli tak, to odrobina odpowiedzialności i współczucia nakazuje pomóc ofierze. Chyba, że brakuje nawet tej odrobiny. Czy nie był to przypadek? Czy Pan jeszcze psa pochwalił? Jeśli tak, to współczuję rodzinie i społeczności, w której żyje taka jednostka, nie mogą się czuć bezpieczni.
W załączeniu przesyłam zdjęcia obrażeń zwierzęcia. Są drastyczne. Ale proszę o ich publikację. Zobaczcie, jacy ludzie żyją obok nas i jak świętują…Proszę sobie samemu odpowiedzieć, czy tytuł dotyczy psa, czy też jego właściciela.
Obserwuj wątek
    • Gość: Student Re: Bestia z Poznańskiej IP: *.e-wro.net.pl 13.01.12, 20:27
      Głosowałem na PO, czekam na Irlandię!
      Obecnie nie pracuję, nie mam na nic kasy, kupuję najtańsze żarcie w biedzie i tesco. Jestem chudy, pewnie odżywiam się nie za zdrowo i zapłace za to w przyszłości.
      Kota, takiego zwykłego dachowca mam ratować?
      A MNIE KTO URATUJĘ? Mnie - człowieka z wyższym wykształceniem?!!!
      • Gość: stary zgred Re: Bestia z Poznańskiej IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 13.01.12, 22:07
        jakoś mi cię nie żal, człowieku z wyższym wykształceniem...
      • Gość: pozdrawiam Re: Bestia z Poznańskiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 20.01.12, 18:05
        To idź do pracy to będziesz ją miał miernoto życiowa?? Tusk ma ci ją dać. Zresztą jesteś pewnie jednym z wielu studencików co studiują bo tak wypada. a nie bo chcą.
    • pleple.pl Temat "schroniska", temat personelu w nim 13.01.12, 20:35
      pracującego, temat pewnych hmmmm... cudów, to temat i oczywisty, i temat tabu.

      A JNP wystarczy, że sporo kasy poszło na nowe "schronisko" a developerzy już się zapewne interesują starą lokalizacją.
      • Gość: gosc Re: Temat "schroniska", temat personelu w nim IP: *.ssp.dialog.net.pl 13.01.12, 20:42
        Co prezydent jakiegoś miasta ma wspólnego z męczarnią kota i znieczulicą ludzi? Kup sobie koło i pierd..ij się czoło popaprany zjebie.
        • pleple.pl O tej porze jeszcze w pracy? 13.01.12, 20:46
          JNP "nadzoruje" m.in. "schronisko", które w dodatku w sporej części jest sponsorowane przez podatników...

          Już? Łapiesz?
    • wielki_czarownik A takie pytanie. 13.01.12, 23:25
      Byłaś kiedyś w lesie? Tam znajdziesz sarny, zające i inne zwierzęta pogryzione, zagryzione, umierające z głodu itp. Ot natura - tak działa biologia. W mieście pies (może nie pies, ale np. kuna) zagryzł kota, w lesie lis zagryzł zająca a wilk sarnę. Tam też powinien 24 godziny na dobę czuwać weterynarz i ratować zwierzęta?
      Nie piszę tego ze złośliwością. Chcę ci jeno uświadomić, że to jest biologia. Tak działa zwierzęcy świat. Kot, pies, zając... Czy kiedy będę w lesie i zobaczę, jak lis gryzie zająca, to mam go przepłoszyć? Mam pomóc zającowi? Skazać lisa na śmierć z głodu?
      • qwerty-zx Re: A takie pytanie. 14.01.12, 10:00
        - bez znaczenia jest, gdzie znalazłabym ranne zwierzę-zawsze bym mu pomogła,
        - nie jest tożsama sytuacja, gdy w lesie zwierzę upolowało inne, jako pokarm, a ta z miasta, gdy kot został pogryziony, bo to zwierzę, które go pogryzło, nie potraktowało go jako pokarm,
        - więc nie dokonuj błędnych uproszczeń po to, by zbagatelizować temat i ośmieszyć moje współczucie oraz dowodzić, że nie ma problemu, te sytuacje nie są analogiczne,
        - jak zobaczysz na ulicy, że kogoś biją, to nie pomożesz, bo to biologia i prawo silniejszego ?
        - szczujesz psem na spacerze np. koty i ze spokojem patrzysz na biologię? kręci Cię to?
        - lisy z zasady nie polują na zające
        • wielki_czarownik Re: A takie pytanie. 14.01.12, 11:49
          qwerty-zx napisała:

          > - bez znaczenia jest, gdzie znalazłabym ranne zwierzę-zawsze bym mu pomogła,

          Tym samym szkodząc innemu zwierzęciu?

          > - nie jest tożsama sytuacja, gdy w lesie zwierzę upolowało inne, jako pokarm, a
          > ta z miasta, gdy kot został pogryziony, bo to zwierzę, które go pogryzło, nie
          > potraktowało go jako pokarm,

          Ciekawe dlaczego? Może zostało spłoszone, zanim dokonało konsumpcji?

          > - więc nie dokonuj błędnych uproszczeń po to, by zbagatelizować temat i ośmiesz
          > yć moje współczucie oraz dowodzić, że nie ma problemu, te sytuacje nie są analo
          > giczne,

          Są.

          > - jak zobaczysz na ulicy, że kogoś biją, to nie pomożesz, bo to biologia i praw
          > o silniejszego ?

          Jak strasznie głupim trzeba być, żeby przyrównać kota do człowieka?

          > - szczujesz psem na spacerze np. koty i ze spokojem patrzysz na biologię? kręci
          > Cię to?

          Nie mam psa.

          > - lisy z zasady nie polują na zające

          Polują. Co prawda wolą małe myszowate, ale zającowatym też nie pogardzą.
        • zetkaf Re: A takie pytanie. 20.01.12, 17:57
          > - nie jest tożsama sytuacja, gdy w lesie zwierzę upolowało inne, jako pokarm, a
          > ta z miasta, gdy kot został pogryziony, bo to zwierzę, które go pogryzło, nie
          > potraktowało go jako pokarm,
          wystarczyło, że pogoniło intruza z terenów pokarmodajnych - podobnie jak niektóre zwierzęta bronią swojego terenu i gonią intruzów w lesie...

          > - szczujesz psem na spacerze np. koty i ze spokojem patrzysz na biologię?
          A kto szczuje lisy na zające?

          > - lisy z zasady nie polują na zające
          Ooo, ciekawe... skąd ty takie brednie bierzesz? A jak wytłumaczysz obowiązujący obecnie zakaz polowania na zające? Czy nie właśnie nadmiarem lisów, które z braku naturalnego wroga (jedynym była wścieklizna, którą ludzie skutecznie zwalczyli) rozmnożyły się i przetrzebiły zające?
      • qwerty-zx Re: A takie pytanie. 14.01.12, 10:09
        analizując ponownie Twoją wypowiedź rzuca się w oczy, że nie przemyślałeś swojej odpowiedzi, kuna nie byłaby w stanie zadać takich obrażeń, ze względu na budowę swojego ciała (np. szczęki) , w lesie weterynarz nie musi czuwać 24 h, bo tam rzeczywiście reguluje wszystko natura, ale w mieście, gdzie "ekosystem" nie jest dziełem tylko natury, bowiem dominuje działanie człowieka, który między innymi doprowadza do spotkania oswojonych kota i psa, wymagana jest obecność człowieka także, gdy zwierzęciu trzeba pomóc, bo człowiek winien odpowiadać za konsekwencje swoich działań, to się nazywa odpowiedzialność,
        nie musisz mi uświadamiać więc co to jest biologia, bo mam uzasadnione wrażenie że lepiej ją rozumiem od Ciebie
        • Gość: życzliwy Re: A takie pytanie. IP: *.e-wro.net.pl 14.01.12, 11:26
          a ja widziałem człowieka w mieście, który nie miał na chleb. Kto jest odpowiedzialny za taki stan rzeczy?
          Ja byś pomogła takiemu człowiekowi?
          • wielki_czarownik Odpowiedź jest prosta 14.01.12, 11:51
            Należy upolować kota i mu dać (zamiast chleba).
          • Gość: qwerty-zx Re: A takie pytanie. IP: *.dynamic.chello.pl 14.01.12, 14:13
            a jak Ty pomogłeś temu człowiekowi?
        • wielki_czarownik Re: A takie pytanie. 14.01.12, 11:51
          qwerty-zx napisała:

          > analizując ponownie Twoją wypowiedź rzuca się w oczy, że nie przemyślałeś swoje
          > j odpowiedzi, kuna nie byłaby w stanie zadać takich obrażeń, ze względu na budo
          > wę swojego ciała (np. szczęki) ,

          Nie widziałem tego kota, więc skąd mam wiedzieć jakie miał obrażenia? Może jeszcze sekcję mu miałem zrobić?

          w lesie weterynarz nie musi czuwać 24 h, bo ta
          > m rzeczywiście reguluje wszystko natura, ale w mieście, gdzie "ekosystem" nie j
          > est dziełem tylko natury, bowiem dominuje działanie człowieka, który między inn
          > ymi doprowadza do spotkania oswojonych kota i psa, wymagana jest obecność człow
          > ieka także, gdy zwierzęciu trzeba pomóc, bo człowiek winien odpowiadać za konse
          > kwencje swoich działań, to się nazywa odpowiedzialność,

          A jeżeli kot był bezdomny i pies był bezdomny (i zdziczały)?

          > nie musisz mi uświadamiać więc co to jest biologia, bo mam uzasadnione wrażenie
          > że lepiej ją rozumiem od Ciebie

          Bardzo mnie to cieszy. Obcowanie z ludźmi wykształconymi sprawia mi przyjemność.
          • Gość: qwerty-zx Re: A takie pytanie. IP: *.dynamic.chello.pl 14.01.12, 14:15
            Czy pomógłbyś takiemu kotu, gdyby pojawił się na Twojej drodze?
            • wielki_czarownik Nie. 14.01.12, 15:37
              Niby czemu bym miał pomóc? Może jeszcze zabrać do samochodu i zawieźć do weterynarza? A za pranie tapicerki, to kto zapłaci?
              • king_k-9 Re: Nie. 20.01.12, 15:18
                wielki_czarownik napisał:

                > Niby czemu bym miał pomóc? Może jeszcze zabrać do samochodu i zawieźć do wetery
                > narza? A za pranie tapicerki, to kto zapłaci?

                Idź sie leczyć. Masz chyba zaburzenia emocjonalne skoro tak piszesz. Jestes zwykłym tchórzem i cipą, takim małym kutaskiem zapatrzonym w swoja dupe wyłącznie. Widocznie skrzywdził cie ktoś w domu jak byłes malcem albo nie okazywał zbyt wiele miłośći. Za głupote tez sie płaci ale rachunek wtedy jest znacznie większy i szokujacy.
                • zetkaf Re: Nie. 20.01.12, 18:09
                  > Idź sie leczyć. Masz chyba zaburzenia emocjonalne skoro tak piszesz. Jestes zwy
                  > kłym tchórzem i cipą, takim małym kutaskiem zapatrzonym w swoja dupe wyłącznie.
                  Oj, chyba miał trudne dzieciństwo, i teraz próbuje odreagować ;)

                  > Za głupote tez sie płaci
                  To właśnie wielki czarownik napisał - o rachunku za pranie tapicerki, za weterynarza ;)
                • wielki_czarownik A merytorycznie i bez wyzwisk? 20.01.12, 18:51
                  1. Kto zapłaci za weterynarza?
                  2. Kto zapłaci za zużyte przeze mnie paliwo?
                  3. Kto zapłaci za pranie tapicerki w aucie?

                  Od razu odpuść sobie argument "człowiekowi też byś nie pomógł". Człowiek, to człowiek a zwierzę to zwierzę.
      • king_k-9 Re: A takie pytanie. 20.01.12, 15:11
        wielki_czarownik napisał:

        > Byłaś kiedyś w lesie? Tam znajdziesz sarny, zające i inne zwierzęta pogryzione,
        > zagryzione, umierające z głodu itp. Ot natura - tak działa biologia. W mieście
        > pies (może nie pies, ale np. kuna) zagryzł kota, w lesie lis zagryzł zająca a
        > wilk sarnę. Tam też powinien 24 godziny na dobę czuwać weterynarz i ratować zwi
        > erzęta?
        > Nie piszę tego ze złośliwością. Chcę ci jeno uświadomić, że to jest biologia. T
        > ak działa zwierzęcy świat. Kot, pies, zając... Czy kiedy będę w lesie i zobaczę
        > , jak lis gryzie zająca, to mam go przepłoszyć? Mam pomóc zającowi? Skazać lisa
        > na śmierć z głodu?

        Jasne tylko tu nie chodzi o biologie tylko o okazanie współczucia, a biologia ma sie nijak do tego tylko rozum. Tego kota nikt nie zjadł, jego ofiara nikomu nie pomogła przetrwać. To jest ta malutka różnica lae jak znaczaca.
        • wielki_czarownik Re: A takie pytanie. 20.01.12, 18:54
          king_k-9 napisał:


          >
          > Jasne tylko tu nie chodzi o biologie tylko o okazanie współczucia, a biologia m
          > a sie nijak do tego tylko rozum.

          No właśnie - rozum. Ktoś zjada a ktoś jest zjedzony.

          Tego kota nikt nie zjadł, jego ofiara nikomu n
          > ie pomogła przetrwać. To jest ta malutka różnica lae jak znaczaca.

          A dlaczego go nikt nie zjadł? Może właśnie jakiś miłosierny przepłoszył drapieżnika (choćby zdziczałego psa) i w ten sposób zamiast szybkiej i uzasadnionej biologicznie śmierci przysporzył kotu niepotrzebnego i bezsensownego cierpienia.
    • Gość: gość Re: Bestia z Poznańskiej IP: *.ssp.dialog.net.pl 14.01.12, 13:38
      Wielki szacunek dla osoby, która zajęła się rannym kotem, jak i dla ludzi, którzy zawieźli rannego psa do schroniska. Temat schroniska to temat rzeka...to skandal, że nie ma w takim miejscu dyżurującego lekarza. Poza tym jaka szefowa tacy pracownicy. Miałam niestety do czynienia z nimi, kiedy prosiłam o przyjazd do potrąconego psa. Totalna znieczulica i brak profesjonalizmu. Przyjechał taki pracownik, że musiałam sama psa zabezpieczyć przed dalszymi obrażeniami i załadować na samochód. O jego dalszych losach niestety nic się nie dowiedziałam, bo przepływ informacji w tym miejscu jest tragiczny. Oczywiście zawsze znajdą się jełopy, które będą płakać nad żebrakami na ulicy. Tyle tylko, że większość z nich ma takie życie na własne życzenie. Alkoholicy, narkomani, staruszkowie, których własne dzieci mają w d...
      Ja wolę pomóc zwierzęciu niż litować się nad jakimś zarzyganym menelem.
      • Gość: konrad Re: Bestia z Poznańskiej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.12, 14:31
        Pozytywnych odruchów nie należy w człowieku hamować.
        Szlachetnie że mimo iż nie ma w Polsce pogotowia weterynarjnego incydentalnie trafia się osoba która próbuje zwierzęciu pomóc.
        W przypadku zwierząt wolnożyjących niech obowiązują odwieczne prawa natury.
        W przypadku zwierząt które żeśmy udomowili to właściciele powinni zapewnić mu bezpieczeństwo i dobrostan.
        Od 1 stycznia schroniska obok zarejestrowanych hodowli ustawowo uzyskały monopol na handel psami i kotami .
        Mam nadzieje że zobliguje to schroniska do rzetelnej pomocy potrzebującym pomocy zwierzętom.
        Usługowa weterynaria od ponad 20 lat została sprywatyzowana i lekarz weterynarii obok kurw.to jedyna profesja od której wymaga się całodobowej dyspozycji.
        Jak słusznie zauważono nie każdego na taką usługę stać a bezpańskie zwierze jest zadaniem własnym gminy czyli gmina winna ponosić koszty.
    • king_k-9 Re: Bestia z Poznańskiej 20.01.12, 15:06
      To bardzo smutna historia. Niestety po rodakach takich wlasnie reakcji trzeba sie spodziewać. Państwo sa wstrzasnieci i ja też, ale czego sie spodziewać po ludziach skoro widząc bitego człowieka na ulicy albo nieprzytomnego olewamy go i odwracamy głowe? W kraju, w którym ponoc tradycją jest trzymanie psa na łańcuchu zwierze mało kogo obchodzi. Smutne ale prawdziwe i tyle chyba w tym temacie. Nic nie pomoże jesli ludzie pozostana betonem.
      Co do domysłów jak to sie stało możemy jedynie pozostac w tych wlasnie domysłach. Jeśli był to bezpański pies to jego zachowanie szczerze było typowe dla psa, który ma instykt łowczy, szczególnie jak "coś" przed nim ucieka. Natomiast jesli był z właścicielem to trzeba pochylic głowę i przyjać do wiadomości,ze właściciel psa okazał się sk.... .Dlaczego w schornisku nie ma pogotowia dla zwierzat 24/h? A czemu większość z nas mimo,ze placimy składki to leczy sie prywatnie? No własnie odp. znów prosta.
      Jeszcze długo Polsce do osiagniecia poziomu minimum w zrozumieniu, że zwierze czuje, rozumie i potrzebuje bliskości.
      • kupalnik Re: Bestia z Poznańskiej 20.01.12, 17:57
        Schronisko dla zwierząt bez dyżurnego lekarza w czasie weekendu to jakieś totalne nieporozumienie. Trzy razy znalazłam się w takiej sytuacji i za każdym razem pomocy udzielili zwierzakowi funkcjonariusze Straży dla Zwierząt, których praca była ze wszech miar pożyteczna. Niestety, od ok. dwóch lat we Wrocławiu nie działa ta organizacja, a jeśli potrzebna jest pomoc, należy się kontaktować z oddziałem w Jaworze (!!!).
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka