Dodaj do ulubionych

Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna prze...

09.04.12, 17:18
Interesujące.

Bylem na uniwersytecie w Paderborn. Tam biblioteka była czynna do północy. Moglem więc choćby całe wieczory spędzać na czytaniu.

We Wrocławiu do biblioteki zaglądałem rzadko. Z teguły nie było po co, w dodatku w takich godzianach, w jakich nie miałem zajęcia.
Obserwuj wątek
    • supertlumacz Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna prze... 09.04.12, 17:35
      Bzdury opowiada. Spędziłem nie 3 mce a 4 lata, nie na stażu w ramach administracyjnie narzuconej wymiany, a jako wyrobnik do narzucania poziomu na konkursowym stypendium na studiach podyplomowych. Warunkiem kontynuacji stypendium były oceny z egzaminów nie gorsze niż B- (62%) przy sredniej nie niższej niż B+ (75%?)

      Przepaść jest w obie strony. Między wydziałami profesjonalnymi a polskimi wydziałami na korzyść USA, i między kolorowymi prostaczkami (nieproporcjonalnie dużo na marnych uczelniach jest kobiet i Murzynów) z uniwersytetów stanowych i wydziałów nieprofesjonalnych pozostałych uniwersytetów a polskimi uczelniami, nawet dawnymi WUML czy obecnymi studiami z marketingu w Wólce Zabździanej na korzyść tych ostatnich.
      • Gość: studentka Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: 217.203.150.* 09.04.12, 18:24
        Piszesz też bzdury ! Ja jestem studentką w stanach i nie podyplomową tylko normalną i jest to przepaść! Uczelnie polskie są tylko dla pracowników tych uczelni i zaspokajaniu ich prymitywnego ego ! Ilu polskich profesorów "uczonych" było branych pod uwagę do nagród noblowskich ? Ile polskich uczelni jest w pierwszej 100 uczelni świata ????
        W Polsce na uczelni panuje przekonanie że wszystko jest fajnie tylko po "WUJ" na Ci STUDENCI !
        I z tego co widzę i rozmawiam z rodziną w Polsce to nic się nie zmieni !!!
        • sokolasty Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr 09.04.12, 19:58
          Tacy naukowcy, a inne doświadczenie innych ludzi kwitują "bzdura".

          Może warto czasem wyjść poza swój punkt odniesienia?
          • Gość: WT Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.12, 21:50
            Fajnie, tylko po co wysłano tam Dybczyńskiego? Do Stanów należałby wysłać Bojarskiego. Z Dybczyńskim będzie tak, jak on mówi - o swoich przygodach może co najwyżej poopowiadać kolegom z gabinetu. Nikt z mafii profesorskiej nie będzie zainteresowany jego "rewelacjami". Myślicie, że oni nie wiedzą, jak jest w Stanach, jaka jest różnica między cywilizowanymi krajami a Polską? Wiedzą jeszcze lepiej niż Dybczyński! Są tylko tak przyspawani do stołków, tak doskonale przystosowani do patologicznych warunków, że nie mają żadnego interesu w zmianach. W pewnym wieku po prostu człowiek staje się świnią. Życzę Dybczyńskiemu, żeby jego to nie spotkało, choć w sumie mam wątpliwości, czy są to dobre życzenia, bo on na pewno na tym nie zyska.
            • Gość: absolwentka Biblioteka IGiRR IP: 204.45.29.* 09.04.12, 22:40
              Odnośnie bibliotek akademickich. Najlepsza jest biblioteka w Instytucie Geografii I Rozwoju Regionalnego. Tam studenci muszą przepisywać całe tabele z danymi z roczników statystycznych (często po kilka stron cyferek), bo panie bibliotekarki boją się, że przy kserowaniu rocznik się rozsypie. Podobnie zresztą wygląda sytuacja przy kserowaniu innych książek klejonych a nie zszywanych. Przy wypożyczaniu książek trzeba sprawdzić każdą książkę strona po stronie, czy czasem nie jest popisana i zaznaczyć to na odpowiedniej karteczce, bo gdyby okazało się, że student czegoś nie zgłosił, to sam będzie musiał wymazywać albo odkupywać książkę (gdy jest popisane długopisem). Z tego powodu prawie nikt nie wypożycza tam książek do domu (zresztą i tak są tam same pożółkłe starocie z lat 70-tych, nowości prawie nie ma żadnych). Jest taki stolik, gdzie leżą wyłożone najnowsze numery różnych czasopism (popularnonaukowych). Dostęp do niego mają wyłącznie wykładowcy, ale studenci już nie mogą z nich korzystać. Czy studenci są gorsi? A może skrajny feudalizm? Wielu z nich z chęcią poczytałoby ciekawe artykuły geograficzne, rozbudzając przy tym swoje zainteresowania. Żeby dostać książkę, trzeba pełnymi wyrazami i drukowanym pismem napisać na karteczce jej tytuł, autora i sygnaturę i dać pani bibliotekarce, w przeciwnym wypadku panie nie podadzą książki, nawet gdy się ją wskaże palcem. O czymś takim, jak pomoc bibliograficzna pań bibliotekarek, rady, gdy ktoś chce wypożyczyć książkę na jakiś temat, ale nie ma sprecyzowanego tytułu, podpowiedź, gdzie coś znaleźć w katalogu itp., można zapomnieć. Często zdarza się, że studenci są opierniczani na całą czytelnię z byle jakiego powodu: gdy źle wypełnią rewers albo popełnią drobny błąd przy wpisywaniu książki do zeszytu (bo wpiszą np. najpierw imię, a potem nazwisko autora, a nie na odwrót), szarpani za ramię, gdy trzymają długopis za blisko książki albo zapytają się o coś nie tak, jak panie by sobie życzyły itp. Czyli takie drobnostki, które w żadnej innej bibliotece nie wywołują nawet najmniejszej negatywnej reakcji. Z tego powodu mało kto korzysta z biblioteki. Ja przestałam korzystać z biblioteki instytutowej już na pierwszym roku, natomiast po książki chodziłam do ogólnej biblioteki uniwersyteckiej - położonej dalej, ale tam wszystko można było załatwić w normalnej atmosferze. Dodam, że w bibliotece instytutowej pracują same stare panie, chyba już w wieku emerytalnym, ale przez to, mimo że wszyscy wiedzą, że jest tam fatalna atmosfera (nawet wykładowcy), nikt nie może nic zrobić, bo panie mają lepsze znajomości w instytucie i na uniwersytecie niż niejeden profesor. Ponoć nawet doktoranci i niektórzy młodsi adiunkci boją się korzystać z tej biblioteki, niektórzy gdy potrzebują książek, wysyłają swoich kolegów z pracy - tych, których panie bibliotekarki akurat lubią. Tak wyglądają biblioteki (przynajmniej niektóre) na polskich uczelniach. Służą one nie studentom, a paniom bibliotekarkom. Na ironię zakrawa fakt, że pod względem wyglądu biblioteka IGiRR uważana jest za jedną z najładniejszych we Wrocławiu, tymczasem pod względem atmosfery jest jedną z najgorszych. Wielka szkoda, że panie bibliotekarki lubią książki, ale nie lubią czytelników.
              • Gość: doktorant UWr Re: Biblioteka IGiRR IP: *.arenanet.net 09.04.12, 23:18
                Wszystko to jest szczera prawda. Niestety wciąz niewiele zmienia się w tym temacie. Korzystam z wielu różnych bibliotek we Wrocławiu, instytutowych i publicznych, i w żadnej nie spotkałem sie z tak fatalną, wręcz chamską obsługą. Co do feudalizmu, to gdyby za tę cechę oceniano instytuty naukowe IGRR byłby w czołowce. Póki co, ocenia się dorobek naukowy, a z tym w IGRR jest bardzo marnie...
                • Gość: gosc Re: Biblioteka IGiRR IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.04.12, 12:04
                  Skąd ja to znam... Tak jest niestety nie tylko w IGiRR i nie tylko we Wrocławiu. Szkoda, że w tej kwestii nie przeszczepia się pozytywnych zagranicznych wzorców na polski grunt. Niestety wg mnie sprawa nie dotyczy tylko starszych pań, bo czasem młode przejmują podejście...a chyba to biblioteka jest dla czytelnika, a nie odwrotnie, a książki do pożyczania, a nie kurzenia się na półkach...?
                • Gość: Marta Biblioteka chroni książki IP: *.static.tvk.wroc.pl 08.12.13, 20:30
                  Korzystałam z biblioteki uniwersyteckiej za tzw.: "kaucją" czyli wypożyczałam do domu książki dzięki wpłaconemu zastawowi. Niestety odebrano mi tę możliwość ze względu na "zniesienie obowiązku meldunkowego" (sic!). Uczelnia wyższa, źródło wiedzy w społeczeństwie na wiedzy opartym ZAMYKA dostęp do jej źródeł swoim absolwentom. Do dziś trudno mi się z tym pogodzić.
            • Gość: hercules p. Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.12, 23:46
              ale to przecież B. wysłał D., żeby stracił animusz.I tak się stało.Będzie trzeba, wyśle jeszcze raz.
            • Gość: joa Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.kulnet.kuleuven.be 12.04.12, 11:00
              Facet ma duzo racji, ale nie drzyjmy szat. Wiekszosc z tego o czym mowi jest generalnie nie do przyjecia w Europie. Nie mowie, ze to dobrze, ale nie jest prawda ze tylko w Polsce jest dramat....
        • supertlumacz Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr 09.04.12, 22:15
          Gość portalu: studentka napisał(a):

          > Piszesz też bzdury ! Ja jestem studentką w stanach i nie podyplomową tylko norm
          > alną
          Lady, don't repeat punctuation marks...
          At the time I was a graduate student, I was too busy to debate in Polish. You better get involved in an English language debate at any American forum as I used to do 30 years ago.
          • dissident78 Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr 10.04.12, 16:12
            You sound like an old fart!
            • Gość: MACIEJ Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.c3-0.elm-ubr2.qens-elm.ny.cable.rcn.com 03.12.13, 02:21
              > You sound like an old fart!

              Definitywnie!
          • Gość: marny tłumacz Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.home.aster.pl 29.04.12, 11:24
            Piszesz po angielsku na polskim forum, na dodatek z błędami. "You'd better" - to jest jedyna poprawna forma "supertłumaczu". Spuść trochę z tonu.
          • Gość: gremba Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: 216.145.185.* 03.12.13, 03:47
            Supertlumacz, wlasnie wnioskowalem o usuniecie Twojego poprzedniego rasistowskiego komentarza. Za taki komentarz wylecialbys na pysk z mojego uniwersytetu jutro! a w Polsce znalazl bys z pewnoscia jakies zrozumienie...To jest tez jedna z przepasci kulturowychmiedzy uniwersytetami amerykanskimi i polskimi i nie tylko uniwersytetami.
          • Gość: newyorker Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.nyc.res.rr.com 18.03.15, 04:37
            Lady, don't repeat punctuation marks...
            At the time I was a graduate student, I was too busy to debate in Polish. You better get involved in an ...
            30 lat biegle wlada jezykiem angielskim ale gramatyki nie zna.
    • galt.john Dybczynski nie dotyka podstaw problemu 09.04.12, 17:45
      "Wstydzę się za to, czym zajmują się ludzie korzystający z przywileju życia na koszt podatników"

      Fundamentem skorumpowanego, niemoralnego a w efekcie wysoce nieefektywnego systemu jest fakt istnienia "bezplatnej" "edukacji"

      Uniwersystety dostaja pieniadze podatnikow za produkowanie absolwentow

      Uniwersystety produkuja takich absolwentow jakich jest najtaniej wyprodukowac (socjologow,bibliotekoznawcow,politologow)

      Uniwersytety nie maja zadnego bodzca do zwiekszania jakosci produkowanego absolwenta - (czyli takiego ktory znajdzie dobra prace) bo jakosc wyprodukowanego absolwenta nie przeklada sie na to ile funduszy dostana od panstwa (ktore zabierze je podatnikom).

      Skoro jakosc produktu nie przeklada sie na zmiane w finansowaniu - to nie ma zadnego bodzca do poprawy jakosci produktu - i to jest prawda w kazdej dzialanosci od Instytutu na Koszarowej po piekarnie albo telewizory.

      Jesli jakas instytucja zalatwila sobie stale finansowanie poprzez zabrane podatnikom pieniadze (jesli podatnik odmowi daniny na "darmowa edukacje" to idzie do wiezienia) i to finansowanie nie jest uzaleznione od jakosci produktu to jaki ta instytucja ma bodziec do poprawy jego jakosci?

      ZADEN

      Dzieciaki idace na studia podejmuja jedna z najwazniejszych decyzji w swoim zyciu - tyle ze skoro nie musza za nia placic (nie dociera do nich ze placicli za nia ich rodzice w podatkach oraz rodzice innych dzieci) to podjeta przez nich decyzja jest silnie znieksztalcona.

      Gdyby dzieciaki podejmujace decyzje o wyborze kierunku studiow mialy inormacje o tym jakie sa realne koszty(koszta studiow) i relane korzysci z podjetej decyzji (zarobki absolwentow danego wydzialu)- to podejmowalyby lepsza decyzje.


      W interesie kasty "naukowcow" lezy podtrzymywanie mitu "bezplatnej edukacji" - czyli stanu w ktorym wiekszosc podatnikow (i ci biedni i ci bogaci) funduja studia tym z klasy sredniej.

      "Naukowcy" w gronostajach spedzaja zycie na tym, by wbic do glowy szecowi z Walbrzycha ze odniesie on ogromne korzysci z ufundowania studiow dziennych jakiemus dzieciakowi z bogatszej rodziny we Wroclawiu (syn szewca pojdzie na studia zaoczne jednoczesnie placac podatki na studia bogatszych kolegow z dziennych)

      "Naukowcy" odnosza bezposrednia korzysci z tego ze jest jak jest.
      Moga do konca zycia zachowac swoje podaki, zatrudniach synow, kochanki i dzieci znajomych w "instytutach" jak WNS bez zadnej kontroli ze strony tych ktorzy placa za cala te obrzydliwie niemoralna zabawe.

      Obecny stan rzeczy odpowiada tez rzadowi i administracji "Ministerstwa Edukacji" ktore przyznaja fundusze zaprzyjaznionym "instytucjom edukacyjnym" wmawiajac ciemnemu ludowi ze dzieje sie to:
      a) na podstawie jakichs obiektywnych kryteriow jakosci
      b) dla dobra owego ciemnego ludu rabowanego z pieniedzy
      Urzedasy moga stac w pozycji "dziel i rzadz" zalatwiajac podaski w tych instytucjach dla swoich z koleii kochanek i dzieci w zamian za przyznana forse podatnikow


      Od kiedy wiec nikomu kto moze dokonac zmian nie zalezy na ich dokonaniu(ani urzedasom z ministerstwa ani "kadrze naukowej")

      I tyle,
      Zadne "zmiany" proponowane przez Dybczynskiego nie dotykaja sedna problemu, doza tylko do zastapienia zmurszalych, starych , skorumpowanych "Pracownikow Naukowych" przez mlodych, cynicznych, rownie skorumpowanych , glodnych wladzy "pracownikow Naukowych"

      Podatnik - jak byl dymany, tak dalej bedzie dymany przez sojusz "Naukowcow" i Urzedasow















      Więcej... wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35751,11491243,Uczelnie_polskie_i_amerykanskie__kosmiczna_przepasc.html?as=3&startsz=x#ixzz1rYbHAipG
      • Gość: gostek Re: Dybczynski nie dotyka podstaw problemu IP: *.play-internet.pl 09.04.12, 18:47
        W pelni zgadzam sie z teza ze dobry model finansowy to przynajmniej polowa sukcesu. Ale druga polowa to odpowiedni ludzie - zarowno managerowie nauki, jak i pracownicy akademiccy oraz wspierajaca administracja. Wiele uczelni publicznych osiagnelo sukces i wysoka pozycje, mimo ze dzialaly (i dzialaja) w systemie panstwowym/stanowym, ktory narzuca im pewien model finansowania (lub raczej - czesci finansowania).

        Propozycja Dybczynskiego to - tak jak to widze - reforma tej drugiej polowy "sukcesu", czyli wdrozenie sprawdzonego modelu zarzadzania nauka i szkolnictwem wyzszym. Do tego potrzebni sa ludzie. Przepisy w wiekszosci juz sa (nie jestem pewien co do prywatnego sponsoringu, ale np. zapis o wyborach rektora w nowej ustawie sie znajduje). Niestety, te przepisy sformulowane sa jako "zacheta" a nie "przymus" do wprowadzenia - trzeba wiec je odpowiednio wdrazac, jednoczesnie budujac nowoczesna strukture uczelni.

        Jest tylko jeden problem - kto ma to zrobic? Czy sa w Polsce managerowie nauki, ktorzy po pierwsze nie sa uwiazani w lokalne koterie akademickie, a po drugie - chcieliby za tak niskie pieniadze odbudowywac polskie uczelnie? Gdyby w kontraktach mieli podobne premie jak inni prezesi publicznych spolek (np. tych budujacych stadiony - gdzie interes spoleczny jest znacznie mniejszy), oraz gdyby byli wybierani przez rady zlozone z wybitnych zagranicznych naukowcow (przynajmniej tej klasy jacy siedza w komisjach wybierajacych KNOW'y), to bylaby szansa. Ale obawiam sie ze nie ma ku temu woli politycznej (tzw. "jaj").
        • Gość: m. Re: Dybczynski nie dotyka podstaw problemu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.12, 21:56
          A ja myślę, że fundamentem patologii jest mentalność. Amerykanin jak dostanie pieniądze, to myśli, jak je efektywnie wykorzystać, Polak - w jaki sposób jak najwięcej przerzucić do własnej kieszeni. Gdy zmieniają się przepisy (np. teraz wchodzi w życie nowa ustawa Kudryckiej), to na tzw. Zachodzie wszyscy są zadowoleni, że mają nowe, lepsze narzędzie do działania, u nas - kombinują, jak obejść przepisy, żeby wszystko było po staremu. Mentalność bardzo trudno zmienić wśród naukowców, bo jest to błędne koło - już młodzi są zdemoralizowani, gdyż karierę robią na uczelniach ci, którzy dostosują się do swoich profesorów.
      • Gość: JG Re: Dybczynski nie dotyka podstaw problemu IP: *.wroclaw.vectranet.pl 09.04.12, 21:11
        > Fundamentem skorumpowanego, niemoralnego a w efekcie wysoce nieefektywnego syst
        > emu jest fakt istnienia "bezplatnej" "edukacji"

        > W interesie kasty "naukowcow" lezy podtrzymywanie mitu "bezplatnej edukacji" -
        > czyli stanu w ktorym wiekszosc podatnikow (i ci biedni i ci bogaci) funduja stu
        > dia tym z klasy sredniej.

        Należy rozumieć, że problem efektywnego kształcenia wyższego i uprawiania nauki w naszym pieknym kraju (zakładam, że na problem polega na braku sukcesów w tych dziedzinach) został by rozwiązany po wprowadzeniu odpłatności za studia, czy tak?

        Ciekawe w jaki sposób, skoro i teraz spora część studentów płaci za studia (zaoczni i ze szkoł prywatnych).
        "Bezpłatna edukacja" dotyczy przecież tylko części, może nawet nie połowy, studentów, więc "płatna" może nawet i teraz przeważa. I co? W dodatku zdaje się, że w ta płatna jest szczególnie kiepska.

        Płatne studia w naszych warunkach natomiast załatwiłyby problem dostępu do studiów ludzi z rodzin ubogich - jeszcze bardziej by go utrudniły.

        Może więc problem nie w płatności za studiach? W każdym razie nie w opłatach studentów za naukę.

        Przecież wiadomo, że jest bezpośrednia relacja między nakładami na edukację a ilością edukowanych. Niby to nawet logiczne, jednak skutek tego systemu jest taki, jak każdy widzi. Na prowincji, gdzie układy są zacienione, prowdzi to do takich patologii jak w głośnych ostatnio szkołach legnickich, które skupiły się na inkasowaniu tej dotacji, nie zawrwcając sobie głowy nauczaniem.

        Na naszych uniwersytetach itp. uczelniach, których mamy przecież mrowie, w sumie jest podobnie - przyjmuje się na studia każdego, kogo się da przyjąć, w związku z tym poziom tych "studiów" jest sprawą drugorzędną wobec konieczności utrzymania studenta na studiach. Nie można go wywalić za uchylanie się od uczenia czegokolwiek, bo zmniejszy się liczba studentów i wraz z nią dotacja.

        Dawniej, "za PRL-u", kiedy studia były z zasady bezpłatne, żeby podjąć studia trzeba było zdać egzamin wstępny, następowała więc przynajmniej selekcja kandydatów, i w konsekwencji jakoś to funkcjonowało. Konkurs świadectw maturalnych, w sytuacji, kiedy znacznie obnizono wymagania maturzystom i niezdanie matury może wynikac już tylko ze złej woli maturzysty, nie ma przecież sensu.
        Minister oświaty za PiS-u, Giertych, gotów była nawet uznać i takie niezdane matury. To po co w ogóle marnować pieniądze na te egzaminy? i w dodatku stresować część młodzieży, która się tym przejmuje.

        Niedouczeni i nie mający nawyku uczyć się ludzie wpadają potem w tryby machiny szkolnictwa wyższego, która sprawnie przepycha ich do magisterium i magisterium już od dawna przestało być stopniem naukowym.

        Teraz nawet doktorat powoli przestaje być gwarantem jakiejś wiedzy i umiejętności. I wszystko toczy się sprawnie, tylko krysys demograficzny psuje uczelniom i np. naszemu rektorowi szyki.

        Niestety, wygląda na to, że przekonanie obcokrajowców z ludnych i egzotycznych krajów do zdobywania dyplomów na naszych znakomitych uczelniach ma kiepskie perspektywy - z powodu marnych wyników w rankingach i problemów komunikacyjnych. Dyplomy sprzedawć może właściwie każdy, w dużym stopniu to kwestia sprawnego marketingu.

        Wygląda więc na to, ze to swoiście pojęta demokratyzacja, obok nonsesownego systemu finasowania szkolnictwa wyższego, załatwiły problem szkolnictwa, szkolnictwa wyższego i nauki. Oczywiscie pomijam ważące może i bardziej uwarunkowania i tradycje lokalne z takimi stałymi elementami, jak nepotyzm i korupcja.

        Jak pokazuje doświadczenie, występowanie talentów i w szczególności predyspozycji do działań naukowych na poziome uniewersyteckim nie jest bynajmnie równomiernie w narodzie rozpowszechnione,. Więcej nawet - nie cała młodzież ma pewnie ochotę studiować cokolwiek. Zatem powiekszanie wspólczynnika osób z maturą i wykształceniem wyższym różnych stopni metodami de facto administracyjnymi, jak to się teraz niekiedy odbywa, mogło tylko doprowadzić do tego co mamy, czyli raczej do upadku szkół wyższych i powszechnej frustracji ich absolwenów.
        • angrusz1 Dybczynski nie dotyka podstaw problemu. Taak JG 09.04.12, 21:54
          Przypomnijmy nazwiska tych , którzy wprowadzali ten nowy system matur : Hantke, Dzieżgowska , Radziwiłł .
          To oni ten kit nam zachwalali jako reformę .
          No a Hall jeszcze bardziej .
      • supertester Re: Dybczynski nie dotyka podstaw problemu 09.04.12, 21:57
        Po co tyle gadać.
        Wystarczy stwierdzić, że jest się za wprowadzeniem odpłatnej wyższej edukacji, i tyle.
        Chociaż: może warto by rzetelnie przeanalizować skutki społeczne przyjęcia takiego rozwiązania, bo inaczej, to jest tylko takim sobie, trochę nudnym, odreagowywaniem swoich frustracji (rodzi się podejrzenie, że coś nie tak poszło z doktoratem - am I right?).
        • galt.john Re: Dybczynski nie dotyka podstaw problemu 10.04.12, 16:25
          Pytasz:
          Po co tyle gadać.?

          - Po to, zeby ludzie zrozumieli, punkt po punkcie jak dziala system i jakie sa zrodla jego stanu obecnego

          Piszesz:
          może warto by rzetelnie przeanalizować skutki społeczne przyjęcia tak
          > iego rozwiązania,

          Analizuje "spoleczne skutki" jak to ladnie nazwales - tylko moze przeczytaj ze zrozumieniem?
          a) racjonalnie podejmowana decyzja o studiach kiedy sie zna ich relane koszta i mozna lepiej ocenic korzysci
          b) brak opodatkowania najbiedniejszych na rzecz fundowania studiow dziennych dzieciakom z klasy sredniej
          c) uczelnie musialy by konkurowac o studentow - czyli konkurowac o ich pieniadze - a konkurowac musialyby oferta jakosci - czyli projektem tego ile ansolwent zarobi po studiach.
          d) stypendia od biznesu zainteresowane pozyskaniem ansolwentow danej specjalnosci - polaczenie pomiedzy rynkiem pracy a nauka

          piszesz:
          bo inaczej, to jest tylko takim sobie, trochę nudnym, odreago
          > wywaniem swoich frustracji (rodzi się podejrzenie, że coś nie tak poszło z dokt
          > oratem - am I right?).

          odp:
          Nie odnosisz sie konkretnie i merytorycznie ani do propozycji Dynczynskiego ani do tego co ja o propozycji Dybczynskiego napisalem. Tylko tyle odnosnie Twoje wypowiedzi mam do powiedzenia.

          Z doktoratem idzie dobrze, na szczescie kilkaset km na zachod od "Zielonej Wyspy".
          Studia tez skonczylem tutaj i tez za swoje ciezko zapracowane pieniadze - wiec sie 5 razy zastanowilem zanim je wydalem - i ciesze sie owocami trfnej decyzji.

          Mam szczescie nie stykac sie z nadodrzanskim "systemem bezplatnej edukacji" i jego funkcjonariuszami - co kazdemu ceniacemu proces zwany "mysleniem" goraco zalecam
    • Gość: doktor To działa w obie strony IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.12, 18:20
      Problem nie leży tylko na uczelniach. Leży też po stronie szeroko rozumianego biznesu. Żeby była jasność - nie pracuję już na uczelni. Napiszę jednak co mnie bolało i przeszkadzało.

      Primo - brak pomocy ze strony administracji uczelnianej. Może to się zmieniło, ale kiedy robiłem doktorat to pies z kulawą nogą się nie zainteresował, czy mam jakiś grant, czy chciałbym jakiś, czy chciałbym gdzieś wyjechać. Wszystko trzeba było organizować samemu. Przy okazji papierologia była tak ogromna, że zrezygnowałem z ubiegania się o grant i zamiast tego prowadziłem zajęcia w jednej z prywatnych wyższych szkół. Pieniądze lepsze, łatwiejsze. Efektem ubocznym było to, że moje badania naukowe nie były tak dobre, jak mogły być.

      Secundo - niechęć biznesu do współpracy z naukowcami. Moją pracę doktorską chciałem napisać w oparciu o realne problemy i zapotrzebowania gospodarki. Ile ja maili powysyłałem, ile rozmów odbyłem... Nic - zero zainteresowania. Na tyle, że nawet żadna z kilkunastu firm, które prosiłem nie zechciała mi udostępnić informacji, które bym mógł (z pożytkiem dla niej) wykorzystać w pracy. Potem są narzekania, że naukowcy są oderwani od życia i potrzeb gospodarki, ale kiedy naukowiec pukał do drzwi fabryki to się go spławiało.

      Tertio - to już po doktoracie. Jaki ja miałem wielki problem, żeby pracę znaleźć! Nic z tego, że mimo przeszkód publikowałem w niezłych czasopismach. Nic z tego, że przez 4 lata zasuwałem jak robocik będąc człowiekiem od wszystkiego (przynieś, wynieś, pozamiataj, przetłumacz, załatw, wypełnij, pomóż, opracuj, napisz...). Nic z tego, że pokazywałem podziękowania za szkolenia i analizy jakie robiłem w ramach tzw. fuch. Doktor? Albo nie było odzewu, albo za wysokie kwalifikacje, albo brak doświadczenia. A weź człowieku zrób dzienny doktorat na polskiej uczelni to zobaczysz, jakie to doświadczenie! W końcu udało się mi zaczepić w jakiejś firmie i (o dziwo) już po 3 miesiącach szef sam z siebie dał mi umowę na czas nieokreślony i podwyżkę.

      Pewnie - można jeszcze sporo napisać. O feudalizmie na uczelniach, o pensjach, o warunkach pracy, o poziomie studentów, o polskim piekiełku, o naukowym chowie wsobnym (czyli X cytuje Y, Y cytuje Z, Z cytuje X i biznes się kręci). Można, ale to już 1000 razy napisano i nie ma po co się powtarzać.
      • Gość: gostek Re: To działa w obie strony IP: *.play-internet.pl 09.04.12, 18:59
        Moje doswiadczenie z biznesem jest podobne - (polski) biznes nie jest zainteresowany bo (jak twierdzi):
        - polscy naukowcy "statystycznie" sa slabi (od mgr lub dr wolniej sie rozwijaja niz ich koledzy zagraniczni, sa mniej umotywowani i mniej doswiadczeni w naukowych i okolonaukowych tematach)
        - proces wdrazania jest zwykle dlugi i kosztowny
        - male i srednie biznesy nie maja kapitalu do inwestycji
        Dodam od siebie - duza czesc biznesu jest na etapie "kapitalizmu eksploatujacego" a nie tworczego, i potrzeba tez zmiany mentalnosci.

        I poniekad takie podejscie biznesu jest zrozumiale. Nie znam pewnego rozwiazania, ale warto sprobowac (znow pytanie - kto to zrobi):
        - przyciagac bogatszy biznes i konsorcja zagraniczne
        - wspolpracowac ze studentami i absolwentami, wypracowac mocna i silnie powiazana siec absolwentow, tak ze lokalnemu biznesowi bedzie zalezec na promocji poprzez wspolprace nad projektami (juz od poziomu projektow studenckich, tak aby konkurencja nie podebrala najlepszych studentow poprzez wieksze zaangazowanie)
    • trombozuh Od 2 lat nic nie opublikowałeś, profesorze? 09.04.12, 18:27
      (w wartościowym zagranicznym czasopiśmie, a nie w wydawnictwie uczelnianym). No to won z uczelni na zieloną trawkę. Proste? Bardzo proste. Ale nie w Polsce.
      Nie ma obecnie żadnego systemu weryfikacji kadr naukowych. Wręcz przeciwnie - mamy dożywotnich profesorów, a na stanowiska rektorów wyższych uczelni kandydat zazwyczaj jest jeden i jest nim aktualnie urzędujący rektor. Aby spaść niżej w uczelnianej hierarchii trzeba rozpaść się ze starości ( bo nawet popełnienie gigantycznej ilości plagiatów nie wystarczy).
      W tym feudalno-mafijnym świecie dobrze czują się tylko miernoty i kanalie, więc prawie wszyscy wartościowi ludzie spieprzają z Polski przy pierwszej nadarzającej się okazji. A tych okazji od 1989 jest dużo więcej niż przedtem - stąd totalny upadek poziomu polskich uczelni.
      I to wszystko. Jedynym wyjściem jest wprowadzenie jakiegokolwiek systemu weryfikacji kadr. No ale w Polsce profesorowie mają status udzielnych książąt, więc to co piszę to tzw. science-fiction.
      • supertester Re: Od 2 lat nic nie opublikowałeś, profesorze? 09.04.12, 22:06
        Proszę podać konkretny przykład - OK? :)
        Konkretny, to znaczy nazwisko profesora, afiliację i datę i miejsce ostatniej publikacji !
        Na jakich statystykach kolega się opiera mówiąc o totalnym upadku poziomu uczelni polskich? - przydałby mi się konkretne liczby. Oprócz tego, czy mówi kolega o wszystkich dziedzinach nauki polskiej; czy również o tych najlepszych?
        • Gość: trombozuh Re: Od 2 lat nic nie opublikowałeś, profesorze? IP: *.wroclaw.mm.pl 10.04.12, 00:05
          No nie, sorry. Coś mi się pomyliło, kolego. Faktycznie, wszyscy polscy profesorowie regularnie mają publikacje w najbardziej prestiżowych periodykach, naukowcy z polskich uczelni co i rusz są na ustach całego świata, dostają Nobla za Noblem, a przynajmniej są nominowani. No a na polskich uczelniach chce studiować młodzież z całej Europy i świata, bo przecież dyplom polskiej uczelni otwiera drzwi do najwspanialszej kariery. Rok w rok polskie uczelnie pną się coraz wyżej w rankingach, może już niedługo dogonimy nawet uczelnie z Sudanu i Dżibutti?
          • Gość: Antoni Re: Od 2 lat nic nie opublikowałeś, profesorze? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.12, 00:12
            Widzisz, może i masz sporo racji, ale poza obrzyganiem wszystkich wokoło nie podałeś żadnych danych, nie wymieniłeś nikogo z nazwiska. A zatem jak można ocenić Twoją wiarygodność?
            • Gość: trombozuh Re: Od 2 lat nic nie opublikowałeś, profesorze? IP: *.wroclaw.mm.pl 10.04.12, 00:20
              Czyje dane miałbym ci podać? Profesora od lat bez publikacji, plagiatora, rektora będącego jedynym kandydatem na stanowisko rektora?
            • Gość: fiku miku Re: Od 2 lat nic nie opublikowałeś, profesorze? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.12, 13:02
              Gość portalu: Antoni napisał(a):

              > Widzisz, może i masz sporo racji, ale poza obrzyganiem wszystkich wokoło nie po
              > dałeś żadnych danych, nie wymieniłeś nikogo z nazwiska. A zatem jak można oceni
              > ć Twoją wiarygodność?

              A jakie niby dane miał podać? Napisał tylko to, co wszyscy doskonale wiemy od dawna. Ma ci udowadniać, że czarne jest czarne, a białe jest białe? W jakim ty świecie żyjesz, Antoni? Obudź się i popatrz realistycznie na rzeczywistość! Nota bene ty też nie podałeś żadnych danych i nie wymieniłeś nikogo z nazwiska, więc jesteś jeszcze mniej wiarygodny.
    • labeo Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna prze... 09.04.12, 18:39
      Różnica pomiędzy uczelniami w USA i Polsce jest taka sama jak pomiędzy tymi dwoma krajami, więc nie widzę w tym nic dziwnego. Podobnie możemy porównywać armie USA z polską, system ubezpieczeń w USA z naszym, drogi, zarobki, itd.
      • Gość: Itsme Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.internetia.net.pl 09.04.12, 19:38
        Sądzę, że wielu pracowników wyższych uczelni jest jak najbardziej świadoma sytuacji na uczelniach polskich.
        Dlatego starają się z pełną premedytacją, robić wszystko, żeby tę sytuację ciągnąć w nieskończoność.
        Wiedzą, że postępują nieetycznie i niemoralnie, żyjąc na koszt podatnika, który często
        ledwo " wyrabia".
        Ilość studentów, a co za tym idzie absolwentów, nijak ma się do ilości innowacji, patentów, publikacji.
        Sytuacja taka doprowadzi do tego, że uczelnie nie będą miały pieniędzy na swoje utrzymanie.
        Obserwując stan nauki wrocławskiej z perspektywy płatnika podatku dochodowego, stwierdzić mogę, że poza pojedynczymi wyjątkami, osiągnęła ona poziom międzynarodowy ,jedynie w
        produkcji kurzych jaj i ogrodnictwie (UW-botanika)


        • flamengista jak to ma się "nijak" 10.04.12, 10:18
          Pisze Pani(Pan?):

          "Ilość studentów, a co za tym idzie absolwentów, nijak ma się do ilości innowacji, patentów, publikacji"

          Ależ zależność jest - negatywna. Im więcej mamy studentów "na głowę", tym gorzej z nimi możemy pracować i tym mniej jest czasu na badania naukowe.

          A dlaczego studentów jest tak dużo? Bo system finansowania wypracowany przez ministerstwo premiuje te uczelnie, które kształcą więcej studentów. A nie te, które kształcą dobrze.

          I to jest największy dramat.

          Można jeszcze zadać kolejne pytanie: czemu się tak dzieje? Czy urzędnicy nie są świadomi tego, co robią?

          Ależ są, jak najbardziej. Obecnie istnieje mit masowego wykształcenia na poziomie wyższym, powiązanego z celem ukrytym. Tym celem jest odwlekanie problemu bezrobocia młodzieży, które już teraz sięga 30%. A wyobraźmy sobie, co byłoby gdyby liczbę studentów na finansowanych z budżetu studiach obciąć o 50%...
          • Gość: Adam Nie pleć głupot, flamengista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.12, 13:09
            flamengista napisał:

            > Ależ zależność jest - negatywna. Im więcej mamy studentów "na głowę", tym gorze
            > j z nimi możemy pracować i tym mniej jest czasu na badania naukowe.

            Ale na drugie, trzecie etaty czasu wystarcza, prawda?

            > A dlaczego studentów jest tak dużo? Bo system finansowania wypracowany przez mi
            > nisterstwo premiuje te uczelnie, które kształcą więcej studentów. A nie te, któ
            > re kształcą dobrze.

            To nie system promuje - to uczelnie rzuciły się na łatwą kasę. Dlaczego na kierunkach ścisłych, technicznych studentów nie ma dużo, a wydziały humanistyczne, społeczne przyjmują ile wlezie, obniżając poziom nauczania do absurdu? Pani minister jednym każe przyjmować dużo, a innym nie?

            Marne masz pojęcie o szkolnictwie wyższym, flamengista.

            > Można jeszcze zadać kolejne pytanie: czemu się tak dzieje? Czy urzędnicy nie są
            > świadomi tego, co robią?

            Czy akademicy są świadomi tego, co robią? To oni, sprzedając się za łatwą kasę, zniszczyli cały system szkolnictwa wyższego w Polsce.

            > Ależ są, jak najbardziej. Obecnie istnieje mit masowego wykształcenia na poziom
            > ie wyższym, powiązanego z celem ukrytym. Tym celem jest odwlekanie problemu bez
            > robocia młodzieży, które już teraz sięga 30%. A wyobraźmy sobie, co byłoby gdyb
            > y liczbę studentów na finansowanych z budżetu studiach obciąć o 50%...

            Bo 'pfg' ci tak powiedział? Udowodnij swoje spiskowe teorie. Jeśli tego nie potrafisz (a jestem pewien, że nie, bo tacy jak ty lubią rzucać hasłami bez pokrycia, w razie kłopotów chowając głowę w piasek), nie są one warte funta kłaków.
            • flamengista marne masz pojęcie o szkolnictwie wyższym 10.04.12, 14:17
              świadczy o tym ten fragment: ". Dlaczego na kierunkach ścisłych, technicznych studentów nie ma dużo, a wydziały humanistyczne, społeczne przyjmują ile wlezie, obniżając poziom nauczania do absurdu? Pani minister jednym każe przyjmować dużo, a innym nie?"

              Ano dlatego, że są inne współczynniki kosztochłonności. Tu masz dane:
              www.bip.nauka.gov.pl/_gAllery/17/40/17400/20120209_poz._179.pdf
              fizyka, chemia, nauki techniczne, biologiczne i rolnicze - 2,5, ekonomia i nauki humanistyczne - 1,5, nauki społeczne i prawne - 1. I właśnie na tych ostatnich najwięcej jest studentów. Bo inaczej dotacja z ministerstwa jest za mała, by pokryć koszty funkcjonowania uczelni.

              Zanim coś napiszesz, warto sprawdzić. To są ogólnodostępne dane.
              • Gość: obserwator to ty marne masz pojęcie o szkolnictwie wyższym IP: *.static.edis.at 10.04.12, 14:57
                flamengista.

                Co ty zamydlasz oczy jakimiś współczynnikami? Czy uczelnia, która chce uruchomić dany kierunek, kieruje się "współczynnikami kosztochłonności". Nie. Współczynniki są tworzone post factum. Po prostu jedni obniżają kosztochłonność studiów, inni (jeszcze) nie. W Polsce mało kto patrzy na jakość studiów, bo dyplomy (szczególnie na studiach humanistyczno-społecznych) się kupuje. Myślisz, że fizyki albo automatyki nie da się "uczyć" studentów przez pięć lat za pomocą książek i wykładów, de facto tylko sprzedając dyplom? Mało jeszcze wiesz o zdolnościach naszych nałkoffców.

                I przestań trollować, bo od tego masz inne forum.
                • flamengista kompletne bzdury 10.04.12, 15:35
                  odpisuję tylko dlatego, że ktoś może śledzić naszą "dyskusję" i w te bzdury uwierzyć.

                  Współczynniki są kluczowe, bo od nich zależy dotacja dydaktyczna, która pokrywa jakieś 70-80% kosztów funkcjonowania uczelni. Więc ci, którzy mają niskie współczynniki kosztochłonności - ustalane przez ministerstwo - muszą przyjąć więcej studentów, żeby przeżyć. Powtarzam: to ministerstwo ustala te współczynniki, nie uczelnie.

                  Jest to proste jak konstrukcja cepa.

                  Co do fizyki i automatyki - obawiam się, że tu możesz mieć rację. Bo znając fantazję naszych decydentów, czeka nas dalsza obniżka współczynników również i na tych kierunkach. W rezultacie dydaktyka na tych kierunkach zamieni się w fikcję.
                  • Gość: ggh Re: kompletne bzdury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.12, 15:22
                    flamengista napisał:

                    > Współczynniki są kluczowe, bo od nich zależy dotacja dydaktyczna, która pokrywa
                    > jakieś 70-80% kosztów funkcjonowania uczelni. Więc ci, którzy mają niskie wspó
                    > łczynniki kosztochłonności - ustalane przez ministerstwo - muszą przyjąć więcej
                    > studentów, żeby przeżyć. Powtarzam: to ministerstwo ustala te współczynniki, n
                    > ie uczelnie.
                    >
                    > Jest to proste jak konstrukcja cepa.

                    Więc jak, ministerstwo ustala współczynniki, czy uczelnie? Napisałeś: "ci, którzy mają niskie współczynniki kosztochłonności - ustalane przez ministerstwo - muszą przyjąć więcej studentów, żeby przeżyć." Z tego wynika, że jednak uczelnie same decydują, a ścisłowcy też mogą zmniejszyć współczynniki kosztochłonności i w zamian przyjąć więcej studentów.

                    To, co piszesz, flamengista, nie trzyma się żadnej kupy. Sam sobie zaprzeczasz. Proponuję najpierw dowiedzieć się faktów, a potem zabierać głos na forum. Gdybać to można na I roku studiów, od naukowca oczekiwałbym większej znajomości tematu.
                    • flamengista łopatologicznie 11.04.12, 16:09
                      Ze współczynnikiem kosztochłonności (ustalonym przez ministerstwo) powiązana jest suma dotacji "od łebka".

                      Czyli: tam, gdzie współczynnik jest niski by dostać X złotych dotacji (pozwalającej na utrzymanie Y etatów) trzeba przyjąć więcej studentów, niż tam gdzie współczynnik jest wysoki.

                      Prościej wytłumaczyć się nie da.
                      • Gość: o rany! Re: łopatologicznie IP: *.static.edis.at 11.04.12, 17:42
                        Co ty flamengista bredzisz od rzeczy??? "Współczynniki kosztochłonności" to nie są pieniądze na utrzymanie etatów, tylko na zakup aparatury, wyposażenie laboratoriów, zagwarantowanie studentom zajęć na odpowiednim poziomie, kupno odczynników chemicznych, sfinansowanie praktyk etc. Tobie pewnie wydaje się, że na studiach technicznych, których kosztochłonność jest wysoka, wykładowcy zarabiają nie wiadomo ile, bo wszystko idzie do ich kieszeni? Rozśmieszasz mnie swoją naiwnością i ignoranctwem. Wiec proponuję: doucz się, zapoznaj z faktami, a dopiero potem zabieraj głos na forum. I przestań wprowadzać innych w błąd. To nie przedszkole, gdzie mało rozgarnięte dzieciaki przekrzykują się nawzajem, bo jednemu wydaje się tak, a innemu inaczej. Chodź sądząc po wypowiedziach niektórych, pomyliło im się forum z przedszkolem.
            • Gość: jurek [...] IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.04.12, 18:37
              Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • Gość: As Panie doktorze, niech się Pan trzyma! IP: *.adsl.inetia.pl 09.04.12, 19:19
      Pamiętam jako absolwent Stosunków Międzynarodowych fascynujące zajęcie z Panem z Teorii Stosunków Międzynarodowych. Dzięki tym zajęciom ja i wielu moich znajomych zobaczyliśmy, jaka przepaść jest pomiędzy tymi durniami z polskich uniwersytetów, kopiującymi prace kiepskich kolegów a światową czołówką nauki. System nauczania, priorytety do których powinno się dążyć, przydatność prac, znajomość języka i wile innych czynników to u nas dno, przerażające i kompromitujące dno.
      Niech Pan walczy i się nie przejmuje głupkami.
      Za moich czasów Pan doktor zrobił rewolucję na wydziale politologii (który w ogóle powinien być zlikwidowany bo to siedlisko patologii i źródło bezrobocia)/ Na czym polegała rewolucja?Otóż kazał tym kołkom zaliczać semestr na czas i rozliczać się zgodnie z regulaminem studiów!Okazało się,że większość tych debili nie była w stanie tego zrobić i w związku z tym zaczęła się nagonka na Dybczyńskiego,że tak strasznie dużo wymaga, bo poprzednik miał wszystko gdzieś. Jakoś każdy normlany student wszystko zdawał bez problemu (ja u Dybczyńskiego oczywiscie 5), a debile jak zwykle w szoku,że się na studiach uczyć trzeba.
      Żenujące pajace z politologii, z których większość nawet matury nie powinna mieć zdanej robiło zadymę na forach, obrażając tego człowieka i jego rodzinę. Każdy normalny i na poziomie (5 procent wydziału) wiedział,że to chamskie kłamstwa i pomówienia, ale w eter poszło co poszło.
      Także nie przynudzając-panie Doktorze, niech Pan się trzyma i na pohybel durniom!
      • Gość: Chris Georgtown to szkola Jezuicka IP: *.hsd1.nj.comcast.net 09.04.12, 19:46
        Znajduje sie w prestizowej dzielnicy D.C. o takiej samej nazwie. Zyje w niej (lub posiada domy) elita polityczna USA. Ten obszar Waszyngtonu nie ma metra. Przyczyny mozna sie domyslec. Szkola znajduje sie dobrych kilka mil od Pensylvania Avenue, a wjec do Bialego Domu idzie sie 40 minut minimum. Wiem bo czesto te trase pokonywalem. Kampus Georgtown to olbrzymii obszar na terenie ktorego znajduje sie doskonaly szpital universytecki (przynoszacy olbrzymie zyski), oraz budynki/laboratotia przeznaczone na research. Georgtown jest dumny ze swych osiagniec sportowych wjec przywjazuje duze znaczenie do objektow sportowo/rekraacyjnych.Szkola znajduje zaraz nad Potomakiem wjec wjoslarstwo jest popularne. Obok uczelni znajduje sie najstarsza restauracja w DC (est. 1779). Pelno knajpek, kawiarni i fajnych (w miare tanich) sklepow. Studencj Georgtown to amerykanskia klasa srednia. Jest rowniez sporo osob z zagranicy w tym z Polski.

        Nie wiem czy jest sens przenoszenia na grunt polski doswiadczen szkol prywatnych w USA. Lepiej byloby skopiowac/powielic dzialalnosci szkol stanowych. Imponujacy jest system w Kalifornii, ale rowniez w stanie Nowy Jork.
        • Gość: gaax Re: Georgtown to szkola Jezuicka IP: *.adsl.inetia.pl 10.04.12, 11:49
          Trochę nie po polsku piszesz Chris, jesteś Amerykaninem i uczyłeś się polskiego, czy też polakiem któremu się trochę zapomniał język ojczysty? Pytam z czystej ciekawości :)
      • galt.john co za bzdury 09.04.12, 19:48
        1. Rozumiem, ze zetknales sie ze "swiatowa czolowka edukacji" w postaci Mr Dybczynskiego
        Z czym stykales sie wczesniej - boje sie zgadywac

        2. Nie odniosles sie w zaden merytoryczny sposob an do tego co proponuje Dybczynski, ani do tego co pisza uczestnicy forum. Rozumie, ze brak merytorycznych odniesien to nie dlugotrwaly skutek zetkniecia sie z "czolowka swiatowej edukacji"?

        3. Kazda statystyka Ci powie, ze wszelkie wydzialy "Wyzszych Szkol Europejskich" "Stosunkow Miedzynarodowych" to tak samo jak Wydzialy Politologi - siedliska korupcji, nepotyzmu i wylegarnie bezrobotnych. Oczywiscie nie, jesli masz mamusie w MSZ albo kochanka w radzie wydzialu.

        Wydziaqly te - tak , tak drogi kolego - zostaly naprodukowane przez "instytucje naukowe" bo absolwenta Stosunkow Miedzynarodowych, Politologii, Socjologii, Filozofii tak samo latwo , tanio i szybko mozna wyprodukowac za dotacje rowna tej koniecznej do wyprodukowania inzyniera mostownictwa.

        Wiec WNS produkuje hordy bezmyslnych klakierow, niezdolnych do smaodzielnego , krytycznego myslenia "mundkow" wiedzacych wszystko na kazdy temat - a dokladnie potrafiacych wyklepac definicje na kazdy temet - bo przecie zna tym polegaja studia na WNS - i na SM i na Politologii i na kazdej innej Filozofii
        • katonzwybiorczej Columbia University in NY - realia! 09.04.12, 20:06

          Ponad 10 lat temu byłem na Columbia University in New York City.
          I wiecie co najbardziej mnie zdziwiło?
          10 lat temu na polskich uczelniach, był zwykły szary papier toaletowy, a w Columbia University...
          Wchodzę do campusu, tam od strony Broadway, szukam WC, wchodzę, robię co trzeba, patrze...a tu biały papier toaletowy!
          Więc myślę sobie tak. Może trochę zawinę sobie. Będę miał jako chusteczki higieniczne. Aż tu nagle ktoś się dobija. Patrzę przez szparę...a tam prawdziwy Murzyn i coś mówi do mnie.
          Więc ja do niego:
          "Don't stop me now because I have a good time! I am making something brown, brown like you mate!"
          On mówi: "OK, buddy!".


          A na polskich uczelniach jaki jest papier toaletowy?
          Przypominam, że w USA był biały już ponad 10 lat temu!
          Tak jest zupełnie inny model kształcenia! WIEM, BO TAM BYŁEM!!!
        • 1410_tenrok kolego, to co piszesz, to jest totalny bełkot 09.04.12, 21:22
          życzę ci, abyś to kiedyś pojął, i abyś przestał bełkotać.
          • katonzwybiorczej moja kariera naukowa na Columbia Uni. NYC 09.04.12, 21:53


            1410_tenrok napisał:

            > życzę ci, abyś to kiedyś pojął, i abyś przestał bełkotać


            CO?!!! JA BEŁKOCZE?!
            JA TAM BYŁEM! KURCZE, PRZECIEŻ NAWET WIEM GDZIE NA COLUMBIA UNIVERSITY, DOKŁADNIE NA MORNIGSIDE CAMPUS SĄ ...takie kraniki, gdzie można napić się wody i to za free!
            Mój kolega z Polski chciał nawet wlewać wode z tych kraników do butelek i sprzedawać! Ale ja jemu powiedziałem ( i mówie to teraz i do ciebie!):

            "Nie rób siary! Pamiętaj jakich przodków mamy!...Copernicus, Kosciuszko,... Andrew Golota...NIE RÓB SIARY!"
        • Gość: As Galt.John-frustrat do kwadratu:) IP: 217.153.189.* 10.04.12, 16:11
          Widze,że tak sie nakręciłeś nienawiścią do studiów humanistycznych,że aż zapomniałes, jak sie po polsku pisze. Cóż, to co piszesz nie ma żadnego znaczenia, poniewaz to banały i opinie człowieka ograniczonego. Nie będe sie nawet wypowiadał o krytyce konieczności i sensowności takich studiów, jak filozofia, bo nie wyglądasz na cżłowieka, który rozumie sprawy elementarne. Powiem krótko-zarówno ja, jak i wilu moich przyjaciół, którzy ukończyli Stosunki Międzynarodowe na WNS bez problemu radzi sobi ena rynku pracy, prowadzi swoje firmy i robi kariere w różnych korporacjach. Żaden nie narzeka i nie płacze, że nie poszedł na robotyke czy inny niby świetny kierunek. Niepotrzebnie przelewasz swoje frustracje na ogół, bo nie masz pojęcia jak wygląda rzeczywistość. O czym tu dyskutować?Poducz sie ,może chociaz na jakis zaocznyhch studiach to pogadamy.
          • galt.john Re :) Szanowny As 10.04.12, 17:51
            Piszesz:

            Widze,że tak sie nakręciłeś nienawiścią do studiów humanistycznych,że aż zapomn
            > iałes, jak sie po polsku pisze

            Zwiazek emocjonalny albo jego brak ze studiami humanistycznymi nie ma tutaj nic do rzeczy - literowki moga przydazyc sie kazdemu jesli pisze w pospiechu

            Piszesz:
            "Cóż, to co piszesz nie ma żadnego znaczenia, po
            > niewaz to banały i opinie człowieka ograniczonego"

            Rozumiem, ze cecha czlowieka o szerokich horyzontach jest poslugiwanie sie w dyskusji epitetami bez podania ani jednego rzeczowego argumentu?
            Wysil sie i podaj choc JEDEN rzeczowy argument w dyskusji - odnie ssie do propozycji Dybczynskiego albo do mojej o niej opinii.


            Piszesz:
            " Nie będe sie nawet wypowiada
            > ł o krytyce konieczności i sensowności takich studiów, jak filozofia, bo nie wy
            > glądasz na cżłowieka, który rozumie sprawy elementarne."

            Dlaczego nie? Wypowiedz sie - po to sa fora internetowe, prawda?
            Czy tez jestes zamkniety w swojej wiezy z kosci sloniowej odmawiajac maluczkim prawa do poznania uzasadnienia Twojego o nich zdania?
            Studiowanie filozofii jest bardzo przydatne - nigdy nie twierdzilem inaczej - jelsi potrafisz czytac ze zrozumieniem. Tylko, ze studiowanie filozofii a nauka na WNS to dosyc odlegle kwestie - czego dowodem jest brak logiki, brak rzeczowej argumentacji, brak umiejetnosci dyskusji ktory prezentujesz


            Piszesz:
            " Powiem krótko-zarówno j
            > a, jak i wilu moich przyjaciół, którzy ukończyli Stosunki Międzynarodowe na WNS
            > bez problemu radzi sobi ena rynku pracy, prowadzi swoje firmy i robi kariere w
            > różnych korporacjach."

            a) jak widzisz, literowki moga przydazyc sie kazdemu, nawet jednemu z "wilu" absolwentow WNS robiacemu kariere w "korporacjach" - wiec proponuje dac sobie spokoj z tym aspektem dyskusji

            b) ciesze sie Twoim szczesciem, powaznie - to bardzo dobra wiadomosc.


            Piszesz:
            "Niepotrzebnie przelewasz swoje frustracje na
            > ogół, bo nie masz pojęcia jak wygląda rzeczywistość."

            Jakies konkrety?
            Po czym wnosisz ze "przelewam frustracje"?
            Podalem konkretne przyklady i zrodla obecnego stanu systemu edukacji - odnies sie rzeczowo do tego co napisalem

            Po czym wnosisz ze nie wiem jak wyglada rzeczywistosc?
            Jakies dowody, przyklady?
            Czy to kolejny "argument"?
            ;-)


            Piszesz:
            O czym tu dyskutować?Podu
            > cz sie ,może chociaz na jakis zaocznyhch studiach to pogadamy.

            Jesli nie uwazasz, by bylo o czym dyskutowac - to nie zabieraj glosu.
            Jesli zabierasz glos - odnos sie merytorycznie do wypowiedzi wspoldyskutantow.


            Poducze sie z checia, mam zamiar "pouczac sie " cale zycie by sprostac szokujaco wysokim wymogom dyskutantow poslugujacych sie rzeczowymi, racjonalnymi i logicznymi argumentami.

            Odnies sie , jesli potrafisz merytorycznie do propozycji Dybczynskiego
            Odnies sie, jesli potrafisz merytorycznie do tego co napisalem o przyczynach degrengolady polskiej "edukacji"
            • 1410_tenrok znowu pitolisz, sam nie wiedząc, co to jest 10.04.12, 21:48
              argument merytoryczny!

              Studiowałem, ba skonczyłem studia na dwóch uniwersytetach z pierwszej setki rankingu. I jestem w stanie porównać unwersytet brigitte bardot z tymi uczelniami. Pierwsza zasadnicza rzeczy: to dostęp do wiedzy i jakość oferowania jej, zwłaszcza obecnie, w dobie ciągłych ostrych cięć programowych. Druga zasadnicza rzecz to stopień zbiurokratyzowania.

              Ad 1: nie było rzeczy na tamtych uniwersytetach, której nie mógłbym się poznać i dowiedzieć się. Wystarczała jedynie chęć studiowania, możliwości były idealne.
              Biblioteki instytutowe byłe czynne na okrągło! Jeżeli chciałem, mogłem nie wychodzić z uczelni.
              Ad. 2: urzędników/urzędniczki z dziekanatu widziałem jedynie dwa razy w trakcie studiów: raz, kiedy się zapisywałem; dwa, kiedy podchodziłem do egzaminu końcowego. Co semestr dostawałem pocztą płachtę z dokumentami, które były niezbędne do mego studenckiego życia. Jeżeli miałem problem, szedłem do tutora od spraw cudzoziemskich. Najwspanialszy urzędnik, jakiego widziałem w życiu. Sam dbał o to, aby było mi tam dobrze. doradzał mi, jak uzyskać stypendia.

              skończyłem wydział humanistyczny, nazywany w gwarze "Orchideenfach" czyli taki niepotrzebny, wyuzdany, produkujący nie wiadomo po co i nie wiadomo dla kogo. A jednak, wyobraź sobie kolego, że Microsoft lubił ludzi po doktoratach z tego wydziału, ponieważ byli otwarci i elastyczni. Organizowano dla nich crashkursy z programowania..............

              Już wiele lat minęło od skończenia studiów i nigdy nie spotkałem osławionego inżyniera humanisty. Wszyscy, których widziałem na swoje drodze to takie Maliniaki lub czterdziestolatkowie. Ludzie, którzy nie pojmą nigdy jak świat jest skomplikowany. Dlatego też, twoje dywagacje o fabrykach bezrobotnych rozśmieszają mnie, kiedy widzę chory świat tworzony przez produkty polskich politechnik.................


              • galt.john Re: znowu pitolisz, sam nie wiedząc, co to jest 11.04.12, 09:27
                Pisalem do forumowicza o nicku "AS"
                chyba ze to Ty drogi kolego zmieniasz nicki i zapomniales sie zalogowac?
    • jamroz78 uniwersytet tak, szkoła biznesu - niekoniecznie 09.04.12, 21:18
      Witam,

      tak się składa, że też byłem w tym samym czasie na stażu, co Pan Doktor, z tego samego programu, na jednym z uniwersytetów (Strathclyde) w Wielkiej Brytanii. Byłem w Business School. Toczy się w niej zawzięta walka pracowników przeciwko postulowanemu tu między innymi modelowi uniwersytetu jako instytucji zarządzanej biznesowo. To nie jest model zdrowy dla uprawiania nauki i nie jest jedynym modelem jej uprawiania na świecie.

      Również spędziłem trochę czasu poszukując nowych rozwiązań dydaktycznych. Napisaliśmy duży projekt FP7 ITN (szkoleniowy) z koleżankami i kolegami z kilku krajów, zaangażowaliśmy sporo firm prywatnych, ale też związki zawodowe. Może coś z tego wyjdzie, może nie. Ale nie oznacza to, że receptą na wszystko jest wprowadzanie biznesowych metod zarządzania nauką i ewaluacji pracy naukowej.

      Jeśli chodzi o konkrety, dla mnie receptą na zmiany jest ciężka, codzienna praca ze studentami. Czytelne standardy oceniania. Indywidualne kontakty, choćby mailowe - nawet ze 100 studentami, bo w takich warunkach działamy (na razie, to się oczywiście niedługo zmieni). Dostępność dla studenta. I równocześnie bardzo realna, ciężka praca naukowa dla własnej instytucji. Znowu, receptą nie jest wprowadzenie menedżerów na uczelnie. Receptą jest dobra robota. Praca u podstaw. Zastępowanie "fuch" podczepianiem wszystkiego, co się da pod własny instytut/wydział. Będzie narzut? No i dobrze, to są pieniądze instytucjonalne. Takich nam właśnie potrzeba. Oczywiście, czasami trafia się na otwartą niechęć/opór instytucjonalny na różnych poziomach administracji. Ale jak na razie w różnych podejmowanych przeze mnie inicjatywach (wnioski o granty z FP7, konferencje międzynarodowe, działania w PTS) nie były to sprawy nie do przejścia...

      Chciałem powiedzieć, że nie jestem obrońcą obecnego porządku. Ale trochę mnie męczy traktowanie wzorów urynkowienia nauki jako panaceum na wszystkie problemy. Nie jestem może wybitnym naukowcem, ale dużo pracuję. Trochę też popracowałem poza Polską w nauce (łącznie około 6 lat, w różnych krajach), wróciłem, bo myślę, że warto tutaj krok po kroku zmieniać rzeczywistość. W mojej pracy naukowej niewiele się zmieniło, nadal publikuję międzynarodowo, nadal mam podobną siatkę kontaktów naukowych.

      Moim największym problemem jest brak czasu, ponieważ musimy radzić sobie z masową edukacją (w przeciwieństwie do wielu elitarnie nastawionych naukowców - masową i darmową edukację uważam jednnak za coś istotnego dla ludzi, którzy do nas trafiają, coś czego trzeba bronić i o co trzeba walczyć). Obawiam się, że urynkowienie szkolnictwa wyższego - coś, co promuje w pewnym sensie ten wywiad i nowa ustawa - jest ścieżką samobójczą. Mamy potencjał ludzki - zarówno w młodej kadrze, jak i w studentach - który pozwoli nam uniknąć tego błędu. Nie idźmy w tą stronę.

      Może warto powrócić do wzorów pracy zespołowej w nauce, dobrej środowiskowej samokontroli, etosu dobrej jakości nauczania i dobrej jakości badań, które sprzyjają poprawie warunków życia społeczeństwa, które zainwestowało w nas pieniądze? To dla mnie dużo lepszy wzór niż promowanie indywidualistycznych wzorów kariery naukowej zarządzanej przez profesjonalnych menedżerów nauki i szkolnictwa wyższego.

      Adam Mrozowicki

      • Gość: m. Re: uniwersytet tak, szkoła biznesu - niekonieczn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.12, 22:09
        Widzę, że pracownicy WNS na potęgę jeżdżą do zagranicznych ośrodków naukowych patrzeć, jak wygląda prawdziwa nauka. Czy fakt ten sprawi, że w WNS będzie mniej nepotyzmu, uznaniowości, układów, mobbingu, feudalizmu, chorych stosunków i innych patologii, z jakich ten wydział słynie, a osiągnięcia naukowe i poziom studiów poszybują w górę? Szczerze mówiąc, wątpię.
        • jamroz78 Re: uniwersytet tak, szkoła biznesu - niekonieczn 09.04.12, 22:13
          Nie wiem, czy taki będzie efekt. Moje wcześniejsze wyjazdy nie były związane z pracą na WNS-ie (jeden to doktorat, drugi jeszcze w czasie studiów w ramach projektu). Jeśli bym tylko wątpił, nigdy nie zdecydowałbym się na powrót do Polski.
          • Gość: m. Re: uniwersytet tak, szkoła biznesu - niekonieczn IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.12, 22:48
            jamroz78 napisał(a):

            > Jeśli bym tylko wątpił, nigdy nie zdecydowałbym się na powrót do Polski.

            Obawiam się, że ten idealizm szybko minie. Zastanawiam się tylko kiedy. Proszę wybaczyć szczerość, ale sądząc po poziomie naukowym Instytutu Socjologii UWr oraz opinii, jaką ma ten instytut, trzeba być kompletnym głupcem, że wrócić tam z zagranicy.
            • Gość: biolog Re: uniwersytet tak, szkoła biznesu - niekonieczn IP: 109.169.37.* 10.04.12, 00:26
              Gość portalu: m. napisał(a):

              > ...sądząc po poziomie naukowym Instytutu Socjologii UWr or
              > az opinii, jaką ma ten instytut, trzeba być kompletnym głupcem, że wrócić tam z
              > zagranicy.

              Albo masochistą.
      • flamengista myślenie życzeniowe 10.04.12, 10:06
        Szanowny Panie:

        [quote]Indywidualne kontakty, choćby mailowe - nawet ze 100 studentami, bo w takich warunkach działamy (na razie, to się oczywiście niedługo zmieni). Dostępność dla studenta. I równocześnie bardzo realna, ciężka praca naukowa dla własnej instytucji. [/quote]

        Po pierwsze, jeśli indywidualne, to w obecnych warunkach nie ze 100 studentami, ale co najmniej z 300-400. Chyba, że pracuje Pan w cieplarnianych warunkach, prowadząc 1 kurs na popularnej specjalności. Bo już na kursie kierunkowym będzie Pan miał więcej studentów.

        Po drugie: ja też byłem na stażu w USA. W dużo gorszej uczelni niż Georgetown, ale i tak warunki pracownicy dydaktyczni mieli tam cieplarniane. Przede wszystkim: był JEDEN termin egzaminu, do którego wszyscy musieli podejść. Jeśli go oblewali, powtarzali kurs w kolejnym roku, słono za to płacąc. Dzięki temu chodzili na konsultacje i dzielili się z prowadzącym swoimi wątpliwościami, bo mieli w tym interes. A prowadzący mieli max. 2-3 kursy na rok, a na każdym kursie do 30 studentów. Nie więcej. I mówimy o amerykańskiej III lidze, przeciętnym uniwersytecie stanowym - nie Harvardzie.

        W naszych warunkach nikt studentów nie zmusza do wysiłku: mają 1, 2 i 3 termin oraz komis, do tego warunkowe wpisy i powtarzania roku. Każdy student na wagę złota, więc nie można go wyrzucić za lenistwo. Efekt taki, że kontakty ze studentami są, ale nie takie o jakie chodzi. Studenci nie kontaktują się ze mną, by przedyskutować problem naukowy tylko po to, by "zaliczyć". Na ogół po terminie i po raz n-ty. Taka praca ze studentami to marnowanie czasu: mojego, ich i polskiego podatnika.

        Po trzecie - wprowadzając takie standardy pracy obecnie, skazuje się pracowników na wyłącznie pracę dydaktyczną, bez żadnej możliwości na pracę naukową. Nikt na to nie pójdzie, bo rozliczani jesteśmy z nauki, pardon - z "robienia stopni".

        Po czwarte - "to się zmieni". Przy obecnym systemie finansowania zmieni się co najwyżej to, że część wydziałów się zamknie i zwolni się część pracowników. Ci co zostaną, nadal będą mieli kilkuset studentów "do obsłużenia". Bo inaczej to się nie kalkuluje, w każdym razie nie na kierunkach społecznych.

        Reasumując: bardzo ładnie Pan napisał, ale by wprowadzić takie zmiany trzeba zacząć od zmiany systemu finansowania szkolnictwa wyższego - z obecnego, promującego ilość, na taki, który promuje jakość. Na razie Pańskie pomysły - choć fajne - to czysta fantastyka i myślenie życzeniowe.
    • Gość: adiunkt Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.12, 21:42
      To nie jest tak, że się spotkam z pięcioma czy piętnastoma wpływowymi osobami, opowiem, co widziałem w Ameryce, a one powiedzą: to jest niezłe. Zaryzykujmy, spróbujmy zrobić tak u nas. Najczęściej usłyszę: a co, źle jest u nas? Po co cokolwiek zmieniać? Jesteśmy trzecim najlepszym uniwersytetem w Polsce.

      Niestety, ale jest jeszcze gorzej. Powiedzą: "Co się młody wymądrza? Niech siedzi cicho i słucha starszych, oni lepiej wiedzą, jak uprawia się naukę".

      I albo się dostosuje, albo wyleci z uczelni za nieposłuszeństwo i zły charakter.
    • angrusz1 A jak rekrutowac studentów ? 09.04.12, 21:43
      No i co zrobić jeśli ich nie będzie dość ?
      Jeśli będzie za mało, by dać pracę asystentom ?
    • supertester Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna prze... 09.04.12, 21:47
      Panie doktorze A. Dybczyński,

      Strasznie powierzchowne obserwacje Pan poczynił.

      Aby się dowiedzieć jak się wybiera prezydenta/dziekana/dyrektora Instytutu w uczelniach w USA nie potrzeba 3 miesięcznego stażu. Wystarczy internet (a jeśli jest się leniwym, to można napisać maile do kolegów tam pracujących). A tedy dowiedziałby się Pan, że na różnych uczelniach panują różne zwyczaje. A propos: w Princeton, Perdue, Madison biblioteki otwarte są długo, ale nie całą dobę. Mówi Pan o odpłatności, a nie wspomina o rozbudowanym systemie stypendialnym.
      • Gość: 73 Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.ssp.dialog.net.pl 09.04.12, 22:23
        Z artykułu przebija powierzchowność i naiwność Autora. To z gatunku młodych gniewnych co mają na wszystko proste recepty. Nie mówię że w Polsce jest dobrze. A ze współczesną politologią w USA to trzeba dać sobie na wstrzymanie. To ludzie zaczytani w upiornych podręcznikach. Wyszli z sukcesem z Iraku a teraz nie wiedzą jak wyjść z Afganistanu.
        Politologii uczmy się od Ruskich
        • Gość: aristo Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.04.12, 22:56
          Macie dużo racji co do tej powierzchowności (ja mimo to liczę, że on jednak wszystkiego nie mówi, poza tym artykuł w gazecie też rządzi się określonymi prawami), ale prawdę mówiąc wolę takich powierzchownych i młodych gniewnych niż młodych konformistów, którzy od samego początku nauczeni są lizać cztery litery swoim profesorom i ani im w głowie buntować się czy coś zmieniać. A takich, niestety, jest 99% na polskich uczelniach. Wręcz zastanawiam się, skąd w UWr wziął się taki Dybczyński (tak, chcę wierzyć, że robi on to i mówi szczerze, a nie jest to tylko efektem jakiejś wyrachowanej polityki na tanią karierkę).
          • Gość: zuza Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.04.12, 13:22
            Ty aristo oczywiscie zaliczasz się do tego 1% buntowników. Oczywiscie anonimowych i w Internecie. A w realu oczywiscie też nie jestes konformistą i nie liżesz nikomu czterech liter... Z rewolucyjnym pozdrowieniem! Buntownicy wszelkiej anonimowej masci łączcie się!
    • tam96 nie pajacuj ino wypad do usa :P 09.04.12, 22:28
      oddaj tez za swoje studia w bolandii z odsetkami ;)
      • Gość: luk Re: nie pajacuj ino wypad do usa :P IP: *.vivaldiego.wroclaw.pl 10.04.12, 14:52
        Co za głupi komentarz. Za co ma oddać i dlaczego od razu ma wyjeżdżać? Ty myślisz, że skąd u nas w Polsce jakikolwiek postęp? Nakręcają go ludzie, którzy popracowali trochę w cywilizacjach rozwiniętych "ponad kapustą, kotletem i jaskinią" Facet nie krytykuje dla samej krytyki, tylko stara się zmieniać realia wokół siebie. Uszanuj to człowieku, albo wracaj do jaskini.
    • waleczek88 Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna prze... 10.04.12, 00:39
      Osobiście również spędziłem trochę czasu w Ameryce. Niestety nie mogłem być oficjalnym studentem ze względów oczywistych - pieniądze. miałem przyjemność uczestniczenia w jednym z wykładów i również odwiedzenia paru uczelni, obserwacji zaplecza naukowego (dostępnego dla studentów sprzętu i pomocy) np. na MIT w Bostonie. Różnica wg. mnie jest kolosalna, jednak nie w wiedzy wykładowców, czy sposobie nauczania, lecz zasobach, środkach które można by wykorzystać. Zwykły wykładowca czy student ma w USA dostęp do najnowszych technologi, całego sprzetu jeśli tylko tego potrzebuje w ramach opłacanych już przez niego studiów. wszystko jest inwestycją. nic dziwnego ze mogą, chcą sobie pozwolić na taką inwestycję w studia, za które moi przyjaciele w stanach płacą nie 46 tysięcy ale ponad 100 tysięcy dolarów rocznie, skoro efektem jest pewność że po ich ukończeniu, ich pensja na rynku pracy będzie na tyle duża by nawet wzięty kredyt, spłacił się w przeciągu 3-4 lat a potem już tylko "żyć nie umierać". Najbardziej tylko szkoda tego, ze w Polsce jest tak wielu ludzi, którzy nie moga się w pełni realizować i korzystać z dorobku współczesnego świata, szczególnie gdy powszechnie wiadomo, że wiele największych wynalazków i osiągnięć o których słyszymy związanych jest właśnie z polskimi nazwiskami, jednak bardzo czesto jedynie z tymi, którym udało się w pewnym momencie życia znaleźć właściwe dla siebie miejsce właśnie np. w USA, gdzie mieli największa możliwość samorozwoju, gdzie otrzymali potrzebną im pomoc.

      Zakochany w USA i żyjący w polskiej rzeczywistości...
    • watashi-no z perspektywy studenta 10.04.12, 08:13
      z perspektywy bylego studenta- stypendysty amerykanskiej dobrej uczelni- to co uderza w tamtejszej pracy ze studentami to wielka kultura osobista, szacunek i szczera chec wspolpracy. oczywiscie mozna pisac o zapleczu do badan, bibliotekach, dydaktyce, zarzadzaniu uczelnia. ale fakt jest taki, ze jak chce sie miec dobra kadre na przyszłosc i wysoki poziom badan, to trzeba zaczac od elementarnego szacunku do kogos, kto potencjalnie moze dostac Nobla i zarobic dla uczelni kilka mln $, zamiast sie na nia wypiac po zrobieniu dyplomu. o tym, jak jest u nas nie musze nikomu na forum opisywac.
      • Gość: on Re: z perspektywy studenta IP: 194.228.25.* 10.04.12, 10:03
        "Wstydzę się za to, czym zajmują się ludzie korzystający z przywileju życia na koszt podatników"
        najlepiej by było, by pan doktor zaczął od siebie!!!...
        nie dość, że w skandaliczny sposób przeprowadził CAŁY SEMESTR zajęć oraz CAŁĄ MASĘ NADGODZIN w ciągu całych 4 tygodni października, wyjechał na ten wyjazd mając finansowanie z DWÓCH ŹRÓDEŁ (i kryjąc się, aby jedna instytucja nie dowiedziała się o drugiej) oraz najnormalniej w świecie pobieral pensje adiunkta w instytucie...
        • flamengista nie wiem jak to jest rozwiązane we Wrocławiu 10.04.12, 11:19
          ale na ogół uczelnia macierzysta udziela płatnego urlopu szkoleniowego, zaś na uczelni przyjmującej otrzymuje się stypendium, nie pensję.

          Może tu było inaczej, ale z samego stypendium nie dałoby się wyżyć - szczególnie jeśli ma się rodzinę.
          • Gość: Adam Re: nie wiem jak to jest rozwiązane we Wrocławiu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.12, 13:14
            Na ogół, czyli gdzie? Co ty możesz wiedzieć o szkolnictwie w Polsce, jak znasz tylko jeden instytut na jednej uczelni?

            (Na marginesie, zrobiłeś już ten doktorat, flamengista, czy jeszcze się męczysz?)
            • abbreviator Re: nie wiem jak to jest rozwiązane we Wrocławiu 13.04.12, 17:11
              Takie kwestie są regulowane chyba przez statuty albo rozporządzenia konkretnych uczelni. Np.na UAM w Poznaniu rektor może udzielić urlopu szkoleniowego na dwa miesiące (jest on płatny, czyli delikwent otrzymuje stypendium w placówce, do której wyjechał, a jego rodzina jego pensję w Polsce), natomiast na wyjazd powyżej dwóch miesięcy otrzymuje się urlop bezpłatny.
              • Gość: Obserwator Re: nie wiem jak to jest rozwiązane we Wrocławiu IP: *.static.edis.at 13.04.12, 18:20
                Z tego, co wiem, nawet na tych samych uczelniach różnie to wygląda, często jest to kwestią uznaniową. Na pewno pisanie o jakichś regułach na podstawie zwyczajów w swojej własnej uczelni, a nawet instytucie, jest dużym nadużyciem.
      • flamengista wszystko pięknie 10.04.12, 10:12
        święta prawda - kultura osobista i szacunek wobec bliźniego* to elementarne minimum, jeśli chodzi o standard zachowania kadry. W końcu od elity intelektualnej wymagamy więcej.

        Nie opowiadajmy jednak o patologii, tylko o STANDARDACH w sferze organizacji pracy uczelni.

        Niestety, u nas często brak życzliwości wobec studentów (zgadzam się, sytuacja naganna) bierze się z chronicznego braku czasu i złej organizacji pracy. Co innego regularnie pracować z grupą 20-30 osób w ramach 1 kursu. A co innego uczyć w świątki, piątki i niedziele całe tabuny ludzi, z których wielu chce niestety wyłącznie papierek i zaliczenie.

        * nie tylko wobec studentów! Ale także wobec sprzątaczek, portierów, pracowników administracyjnych etc.
        • Gość: Adam Re: wszystko pięknie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.12, 13:18
          Brak czasu? Jaki brak czasu? Wolne święta, długie wakacje, mnóstwo świąt akademickich, dni rektorskich, godzin dziekańskich, czas na dodatkowe etaty... Nie wiesz, o czym piszesz flamengista, albo żyjesz mitami. Może dlatego, że sam usprawiedliwiasz w ten sposób swoje patologie. Nota bene, ilość twoich postów na różnych forach (każdy łatwo wygugla) świadczy jednak, że wolnego czasu masz aż nadto, więc wszystko, co piszesz o grupach kilkusetosobowych, jakie uczysz, braku czasu na konsultacje etc. to zwykłe kłamstwa.

          I co, teraz też pójdziesz wyładować frustrację na studentach?
          • wielki_czarownik No niestety ale brak czasu 10.04.12, 15:52
            Realia akademickie są takie, że z reguły wykładowcy mają po kilkaset nadgodzin. Czemu? Uczelnie przyjmują za dużo studentów a jednocześnie nie przyjmują nowych naukowców. Efekt jest taki, że liczba studentów w ciągu X lat wzrosła 2-3 krotnie a liczba kadry pozostała niemalże na tym samym poziomie. CO z tego wynika? Ano wiadomo, co.
            Oczywiście wielu ludziom na uczelni to nie przeszkadza. Pensum + nadgodziny + drugi etat w prywatnej szkole i kasę się do domu w walizce przynosi, ale czy o to chodzi?
            Zasada powinna być (moim zdaniem taka):
            - Pensum + maksymalnie 1 kurs nadgodzinowy (30 godzin).
            - Zakaz pracy w innej uczelni.
            - Podniesienie pensji o 100%.
            Wówczas możemy mówić o jakiejś normalności.
            • Gość: Adam Brednie i kłamstwa IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.12, 16:24
              Nie pleć bzdur, kilkaset godzin nadgodzin i jeszcze dodatkowe etaty? Czy doba polskiego naukowca jest z gumy? Te gadki-szmatki o masie nadgodzin to są bajeczki rozpowiadane przez takich jak ty, w które wierzą chyba tylko ci, którzy nigdy nie zetknęli się z uczelniami. Osobiście znam wiele instytutów, w którym normą jest niedobór godzin dydaktycznych w stosunku do uniwersyteckiego (ustawowego?) pensum, wielu pracowników pojawia się tylko na 1-2 dni w tygodniu (kilka zajęć + konsultacje), a są tacy, którzy w ogóle nie mają żadnych zajęć przez cały semestr, i wcale nie są to osoby na urlopach naukowych, macierzyńskich etc. (prześledź sobie plany zajęć wykładowców np. w pojawiającym się już w tej dyskusji Instytucie Psychologii UWr www.plan.psychologia.uni.wroc.pl/ a sam bez trudu takich znajdziesz).

              Co do pensji, to też piszesz nieprawdę. Radzę zapoznać się np. ze sprawozdaniem UWr za 2010 r. wyszczególnionymi średnimi pensjami wszystkich grup pracowniczych bip.biuletyn.info.pl/php/pobierz.php3?bip=bip_uniwr&id_zal=4599&id_dok=2 (str. 107) - dużo bardziej wiarygodnym niż opowieści rozpowiadane przez naukowców. Wynika stąd czarno na białym, że wynagrodzenia pracowników akademickich, uzyskiwane tylko w ramach jednego etatu, są mniej więcej 2-3-krotnie wyższe od tego, co oni sami rozpowiadają. UWr przy tym i tak jest chyba najgorzej płacącą uczelnią we Wrocławiu.
              • wielki_czarownik No, no 10.04.12, 16:43
                Wszystko zależy od wydziału i katedry. Są takie miejsca, gdzie jest niedobór godzin a są takie, gdzie nawet doktoranci wyrabiali po 150-200% pensum. Jak już mówiłem - zależy od miejsca.
                Pewne wydziały mają może niedobór godzin (historia) ale inne (prawo) mają tych godzin aż w nadmiarze.

                A te wynagrodzenia, to pensje zasadnicze, czy całościowe? Razem z nadgodzinami, 13 etc.?
                • futurama2012 Re: No, no 10.04.12, 19:21
                  Całościowe, całościowe. A różnice między Wydziałami wynoszą ponad 200%. Oczywiście od razu zgadniesz, że najlepiej zarabiają wybitne jednostki z wyróżniających się naukowo Wydziałów...
                  Ale zgodzisz się, że sympatycznie jest być np. politologiem i nauczać stosunków międzyludzkich na trzech, lub czterech etatach (pensum + 210 godzin nadgodzin "u siebie") i to samo na Uniwersytecie Górnołóżyckim - masz niecale 6 godzin na dzien zajęć i 16 tysięcy PLN. Brutto, niestety....;)
                  • Gość: Adam Re: No, no IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.12, 21:35
                    Pensje są średnie, co oznacza, że nawet jak są tacy, co zarabiają mniej, inni dostają więcej. Czysta statystyka, a liczb nie przeskoczycie, panowie. Więc swoje bajki o marnych pensjach zachowajcie dla siebie i swoich studentów (tych z I roku). Doktoranci może i wyrabiają 150-200% pensum za frajer - właśnie po to, żeby stare świnie mogły spokojnie wylegiwać się w ciepłych fotelach. Znam dość sporo tzw. wieloetatowców i mogę zapewnić - te dodatkowe etaty, fuchy etc. na pewno nie są odbębniane kosztem czasu wolnego. A więc cierpi na tym przeważnie jakość dydaktyki (o aktywności naukowej nawet nie wspomnę) na uczelni macierzystej, którą traktuje się jako zabezpieczenie socjalne, a pracuje się u prywaciarza.
    • flamengista czołowa uczelnia w stosunkach międzynarodowych? 10.04.12, 09:47
      Wolne żarty. W obszarze metropolitarnym Waszyngtonu w Baltimore jest uczelnia, która nazywa się John Hopkins University. Na niej znajduje się School of Advanced International Studies (SAIS) - najbardziej znany o (chyba) najlepszy instytut badawczy i dydaktyczny z tej działki.

      John Hopkins w rankingach światowych jest w okolicach 20-50 miejsca, Georgetown - trzeciej setki, obok UJ i UW.

      Dlaczego o tym piszę?

      Po pierwsze, dr Dybczyński najwyraźniej słabo zna się na badaniach naukowych, skoro wygaduje takie rzeczy w wywiadzie.
      Po drugie, mimo wszystko sporo jego spostrzeżeń jest słusznych i pokrywa się z obserwacjami każdego polskiego naukowca, który wizytował jakąkolwiek uczelnie w USA. Ja miałem podobne poglądy po powrocie.
      Po trzecie, Georgetown University, uczelnia niezła, ale de facto drugoligowa w USA - ma budżet ponad 1 mld usd. Nie wiem, czy tyle nie wynosi budżet wszystkich publicznych uczelni w Polsce.

      W związku z pkt. 3 - nie ma co debatować o dalszym reformowaniu bez pieniędzy.
      • Gość: Adam Re: czołowa uczelnia w stosunkach międzynarodowyc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.12, 13:23
        Oho, troll nam się rozbujał...

        Potrafisz korzystać z Googla, ale z myśleniem już kiepsko. Po twoich postach widać, że to ty słabo znasz się na badaniach naukowych. Może i byłeś w Hameryce, ale co z tego, skoro niczego się tam nie nauczyłeś? Dybczyński przynajmniej tyle potrafił. Więc zanim na przyszłość kogoś skrytykujesz, spójrz na siebie, bo może znowu okazać się, że do pięt nie dorastasz temu, kogo oceniasz.
    • flamengista zgadza się: uwaga na trolle 10.04.12, 16:50
      Jakoś zawsze, gdy na gazeta.pl pojawi się artykuł dotyczący polskich uczelni i ktoś ze środowiska akademickiego włączy się w dyskusję, od razu pojawiają się tabuny forumowiczów, gotowe obrzucić kogoś błotem. A gdy zabraknie argumentów (na ogół nie ma ich od samego początku) - zawsze można oponenta nazwać trollem.
      • Gość: dr [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.12, 21:19
        Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
      • Gość: obserwator Re: zgadza się: uwaga na trolle IP: *.static.edis.at 11.04.12, 17:50
        Ale to przecież ty wyzywasz od trolli swoich rozmówców w co drugim poście. Argumentów też masz jak na lekarstwo, a jak już - to niezgodne z prawdą.

        Może zrzucimy się na lustro dla flamengisty?
    • filippa Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna prze... 10.04.12, 20:26
      Jako doktorantka jestem przerażona poziomem tej dyskusji. Powinniście, Panie i Panowie, być przykładem (nie tylko dla nas - przyszłych pracowników nauki) a nie dawać się ponosić emocjom. Gdzie się podziała kultura dyskusji? Mamy Was szanować jako mentorów czytając jak się wzajemnie anonimowo obrzucacie błotem? Przerażające. I smutne, kiedy się pomyśli, że jeden z Was może być moim promotorem.
      • Gość: WT Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.12, 21:46
        Kultura dyskusji wśród naukowców? Chyba nie śledziłaś poprzednich "dyskusji" na łamach tego forum pod artykułami poruszającymi tematy różnych spraw akademickich. Na tym polega swoista potęga internetu (a ściślej jego anonimowości), który nawet z profesora zrobi pospolitego trolla.

        > Przerażające. I smutne, kiedy się pomyśli, że jeden z Was może być moim promotorem.

        Ano właśnie. Bardzo celna uwaga. Nigdy nie będziesz miała pewności, czy pod którymś z anonimowych nicków nie ukrywa się zawsze sympatycznie uśmiechający się spod wąsa pan doktor czy pani profesor służąca zawsze dobrą radą.

        Ale spoko, przyzwyczaisz się. Będziesz musiała...

        • Gość: JG Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.wroclaw.vectranet.pl 11.04.12, 00:25
          > Kultura dyskusji wśród naukowców? Chyba nie śledziłaś poprzednich "dyskusji" na
          > łamach tego forum [...]
          > Na tym polega swoista potęga internetu (a ściślej jego anonimowości), który
          > nawet z profesora zrobi pospolitego trolla.[...]
          > Ano właśnie. ... Nigdy nie będziesz miała pewności, czy pod któ
          > rymś z anonimowych nicków nie ukrywa się zawsze sympatycznie uśmiechający się s
          > pod wąsa pan doktor czy pani profesor służąca zawsze dobrą radą.

          Ano właśnie. Ale warto zauważyć, że jedną z zalet anonimowości, jest - jak choćby z tych dyskusji wynika - duża, może nawet skrajna szczerość wypowiedzi - w tym sensie, że autorzy nie krępują się odkrywać do cna, w nadziei, że pozostaną anonimowi. Szczerość swoista, fakt, ale dzięki temu mamy może prawdziwszy (aczkolwiek zupełnie nie budujący) obraz środowiska zajmującego się sprawami szkolnictwa wyższego, m.in. tutaj, na forach GW. I to jest prawda nie z rodzaju tych smoleńskich, tylko taka bliższa wynikowi eksperymentu, co wszyscy zajmujący się nauką powinni docenić :-)

          Co do trolli, występujących przecież na całym globie, to ludzie sobie jakoś radzą. Wystarczy przestrzegać zasady "Nie karm trolla". Wpisów nikomu zabronić nie można, nie na każdy trzeba jednak reagować. Zawsze można skupić się na meritum i faktach.


          • Gość: WT Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.12, 02:05
            Gorzej, gdy same trolle obrzucają się g... Ech, nałkoffcy. Aż strach pomyśleć, co musi dziać się na uczelniach, jeśli w taki sam sposób ze sobą "dyskutujecie". Współczuję waszym studentom, bo nawet oni mają więcej kultury niż wy.
          • Gość: senator Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.12, 02:37
            Szanowny Panie,
            cieszę się, że ktoś poważny i rozsądny odezwał się na tym forum. Czytam czasem wypowiedzi forumowiczów i zawsze jest mi smutno. Nie tylko, a nawet nie przede wszystkim, z powodu agresji trolli internetowych, ale dlatego, że nie ma wypowiedzi ludzi odpowiedzialnych za uczelnie, za Uniwersytet. Dybczyński coś pisze. W miarę rozsądnie, chociaż znam ludzi o znacznie większej wiedzy o funkcjonowaniu uniwersytetów, i nikt tego nie komentuje. Nie ma polemik, listów do redakcji, nie ma nawet komentarzy na forum pisanych przez osoby odpowiedzialne za uczelnie. Może kierownictwo uważa, że jest dobrze, że nie ma problemów? Jestem senatorem. Mało ważnym, ale senatorem UWr. Senat Uniwersytetu jest niemy. Bardzo rzadko zdarzają się polemiki. Poza Dybczyńskim jest dwóch senatorów, którzy czasem się odezwą. Reszta milczy. Można zaproponować cokolwiek - i jeśli nie ma żadnego z tych dwóch panów - senat jednomyślnie przyjmie wszystko.

            Może rzeczywiście jest dobrze tylko ja bez sensu marudzę.

            Pozdrawiam.

            • Gość: wacek Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.ssp.dialog.net.pl 11.04.12, 07:16
              ... bo tak ma być! bo tak działa system na U.Wr. ; we wszystkich jego jednostkach: instytutach i zakładach.
              Wszystko jest z góry ustalone przez "grupę trzymająca władzę", zero dyskusji; lizusy przytakują, awansują;
              kontestatorzy, mający odmienną wizję- marginalizowani, a przy najbliższej ocenie pracowników- na out!
          • flamengista wszystko fajnie 11.04.12, 09:09
            tylko że wystarczy 2 zdeterminowanych trolli, rozmawiających ze sobą, by rozmyć całą dyskusję.

            W tym wątku to są oczywiście ci sami, którzy już na naszym forum zostali zbanowani. I jak zwykle rozmawiają sami ze sobą.

            No ale ty na to patrzysz i uważasz tę dyskusję za reprezentatywną dla całego środowiska naukowego...
            • Gość: JG Re: wszystko fajnie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 11.04.12, 11:12
              @flamengista:
              > tylko że wystarczy 2 zdeterminowanych trolli, rozmawiających ze sobą, by rozmyć
              > całą dyskusję.

              No i co z tego, trzeba to omijać po prostu. Jak muszą, to co na to poradzisz?

              > No ale ty na to patrzysz i uważasz tę dyskusję za reprezentatywną dla całego śr
              > odowiska naukowego...

              dyskusja jest reprezentatywna dla ogółu dyskutantów, to oczywiste. Jest to z pewnościa wąskie grono, zwłaszcza, ze wielu bardziej zawziętych dyskutantów, z których część można nawet spokojnie uznać za trolle, pojawia się na wielu forach dyskusji o nauce i wyższym szkolnictwie. Tym niemniej dobrze, że taka dyskusja w ogóle się toczy. Co do trolli, to uznany w świecie koncept w tym wzgłedzie jest dobry: "do not feed trolls". Nie ma się co przejmować za bardzo chamstwem, jak widać chociażby po wczorajszych hucznych imprezach, cynizm, chamstwo i głupota, to niezbywalne cechy naszej egzystencji, wcale nie marginalne. Trzeba z tym jakoś żyć.

              A żeby żyć nie wolno pozwolić, żeby chamstwo zdominowało tą egzystencję. W kwestiach praktycznych: na takim forum, gdzie dyskusja i tak jest nie bardzo przejrzysta z powodu sposobu jej wyświetlania, głosy głupie i tak nikną, o ile pojawiają się opinie trzeźwe, oczywiście. Ufajmy, że GW z czasem jakoś ulepszy swój serwis. Może np. możliwość selektywnego rozwijania i zwijania postów i jakiś wyraźniejszy wykres wątków uczyniłby całość klarowniejszą?

              Głosu nikomu nie można zabronić - to jest jednak plus całej sytuacji. Czasem nawet troll poda wątek do ciekawej dyskusji. Ważne, żeby nie wchodzić w personalne pyskówki, bo wtedy robi się bagno.
            • Gość: forumowicz Dlaczego kłamiesz, flamengista? IP: 82.192.79.* 11.04.12, 14:36
              flamengista napisał:

              > W tym wątku to są oczywiście ci sami, którzy już na naszym forum zostali zbanow
              > ani. I jak zwykle rozmawiają sami ze sobą.

              Prawda jest jednak inna, panie flamengista:

              wgrywacz.pl/images/503Chamstwo_na_forum_Dokt.jpg

              Po co kłamiesz?
      • flamengista kto ten poziom obniża 10.04.12, 22:47
        Proszę zwrócić uwagę, kto ten poziom dyskusji obniża.

        Na gazeta.pl co pojawia się artykuł o uczelniach, to zjawiają się urzędowi trolle. Ci sami, którzy zostali już dawno wyrzuceni z prywatnych forów o nauce i studiach.

        I to oni właśnie rozwalą każdą dyskusję. Niestety, moderatorzy w ogóle nie interweniują, mimo zgłoszeń o naruszeniu regulaminu.
        • Gość: obiektywny Re: kto ten poziom obniża IP: 176.31.222.* 10.04.12, 22:56
          Piszesz o sobie? Rozumiem, że ślesz maile do redakcji z żalami, bo ktoś odważył się nazwać po imieniu twoją działalność w sieci, kablu? Przyszedł nie wiadomo skąd i już próbuje wszystkich ustawiać na forum. Jeśli moderatorzy mieliby zainterweniować, to twoje posty jako pierwsze powinny stąd wylecieć.
        • Gość: ggh Re: kto ten poziom obniża IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.12, 15:38
          flamengista napisał:

          > Na gazeta.pl co pojawia się artykuł o uczelniach, to zjawiają się urzędowi trol
          > le. Ci sami, którzy zostali już dawno wyrzuceni z prywatnych forów o nauce i st
          > udiach.

          Dziwnym trafem twoich postów jest w tej dyskusji najwięcej, a sensu w nich nie ma żadnego. Więc sam sobie odpowiedz, kto tu trolluje. Może po prostu nie podoba ci się, że ktoś próbuje z tobą polemizować albo brakuje ci argumentów i bronisz się, nazywając innych trollami i wskazując administracji posty do usunięcia. Nie nauczono cię dyskutować? Bardzo nieładne zachowanie. Skąd ja to znam?
    • mhm6 Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna prze... 10.04.12, 23:41
      ogromnie to smutne i przygnębiające
      uciekać trzeba z tego kraju, gdzie rozpylają sztuczną mgłę i podstawiają staltnące brzozy...
      • Gość: JG Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: *.wroclaw.vectranet.pl 11.04.12, 01:02
        @mhm6: gwoli ścisłości: Smoleńsk, gdzie były mgła i brzoza, to już od wieków nie ten kraj, w którym zamieszkuje lud zajmujący się smoleńską mgłą i brzozą.
    • Gość: jurek Re: Nie pleć głupot, flamengista IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.04.12, 11:44
      Własnie pokazałes moralnosć scisłowców. Mimo to, życzę udanych łapanek na studentów. Poziomu waszych studiów obniżyć już się nie da, bo przyjmujecie studentów na zapisy; waszych dyplomów i tak już nikt nie kupi. Nawet za darmo nie chcą.
      • Gość: aristo Re: Nie pleć głupot, flamengista IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.04.12, 12:45
        A w jaki sposób niby pokazał? Ty "zuza" nie przebieraj się w inne nicki, bo po twoich jadowitych postach wobec ścisłowców każdy bez problemu cię pozna. To właśnie ty doskonale pokazałaś w tej dyskusji moralność i kulturę swoją oraz swojego środowiska (na szczęście już usunięto ten chłam, który naprodukowałaś). Wracaj lepiej na Psychologię, ale nie uczyć studentów, a samemu się leczyć.
        • Gość: zuza Re: Nie pleć głupot, flamengista IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 11.04.12, 15:17
          Ty już wszędzie mnie widzisz! To jakas obsesja! A usunięty został przede wszystkim twój i WC obrońca "wibrator". No i kto teraz będzie was bronił, kulturalno-moralne chłopaki, wspaniałe wytwory swego srodowiska?
          • Gość: zuza Re: Nie pleć głupot, flamengista IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 12.04.12, 08:34
            To nie forumowicze, a tylko menele internetowe.
            • Gość: pracownik akad. Pytanie do administracji IP: 109.169.37.* 12.04.12, 14:20
              Mam pytanie do administratora forum: dlaczego obraźliwe posty niejakiej "zuzy" pozostają na forum, podczas gdy wpisy użytkowników nawołujące tę osobę do większej kultury wypowiedzi są usuwane przez administrację??? Komuś tu chyba bardzo zależy na tym, żeby dyskusja wyglądała tak, jak wygląda, tzn. składała się niemal wyłącznie z samych inwektyw jednych forumowiczów wobec drugich. Czyżby GW znalazła kolejną, jeszcze bardziej wyrafinowaną metodę na wyrobienie środowisku akademickiemu fatalnej opinii? Niedługo zacznę podejrzewać, że "zuza" to też jakaś podstawiona przez redakcję osoba, której celem działalności od dłuższego już czasu jest wyłącznie prowokowanie forumowiczów do kłótni i w konsekwencji oczernienie środowiska akademickiego.
              • janusz.g-1 Re: Pytanie do administracji 12.04.12, 15:30
                No cóż, dyskusja w dużej mierze tak wygląda, jak funkcjonuje moderacja forum. Co do podstawiania na forum odpowiednich użytkowników przez redakcję, żeby wywołać zamierzony efekt, to przyznam, że wcale bym się nie zdziwił, gdyby to była prawda. Pozdrawiam
                • Gość: Obserwator Re: Pytanie do administracji IP: *.static.edis.at 12.04.12, 19:54
                  Najpierw administracja forum wycina nie to co trzeba, a za chwilę red. Sawka wysmaży w "Wyborczej" kolejny tendencyjny felieton nt. poziomu naukowcow z Uniwersytetu, podpierając się przykładami z forum. Po tym poznać tabloida, że ma za nic prawdę i uczciwość, a szuka tylko sensacji. Czy redakcji "Wyborczej" naprawdę zależy na uczciwej dyskusji nt. Uniwersytetu ( jak to wiele razy deklarowali), czy też dąży tylko do tego, żeby skłócić pracowników i dokopać tej instytucji?
                • Gość: JG Re: Pytanie do administracji IP: *.wroclaw.vectranet.pl 13.04.12, 12:54
                  > No cóż, dyskusja w dużej mierze tak wygląda, jak funkcjonuje moderacja forum.

                  Nie jestem pewien, czy moderacja tej dyskusji mogłaby w jakiś wyraźny sposób pomóc. Na dyskusję składają się przecież głosy dyskutantów, a te są jak każdy widzi. W dużym procencie nader osobiste i doprawione wzajemną niechęcią w dodatku.
                  • Gość: fizyk Re: Pytanie do administracji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.12, 14:00
                    Jeśli moderator wybiera z głosów te wulgarne, to oczywiście, że wpływa to na dyskusję. Pozostawianie zaczepnych obraźliwych postów też powoduje niepotrzebną eskalację agresji. Zawsze wydawało mi się, że moderator jest od pilnowania porządku na forum. Widać w "Wyborczej" jest inaczej albo faktycznie ważniejsza jest polityka gazety niż uczciwość dyskusji.
                    • Gość: JG Re: Pytanie do administracji IP: *.wroclaw.vectranet.pl 13.04.12, 16:56
                      > Jeśli moderator wybiera z głosów te wulgarne, to oczywiście, że wpływa to na dy
                      > skusję.

                      No z pewnością, ale chyba pozytywnie? Poza tym, tu nie ma moderatora, pewnie jest tylko jakis administrator, który tu od czasu do czasu zagląda, i ikonka kosza, która służy do zgłaszania nadużyć. To jednak co innego. Sam nacisnąłem ten znaczek przy poście jakiegoś tropiciela Żydów. Z tego, że mozna napisać wszystko nie wynika wcale, że należy pisać wszystko. Lepiej zachowywać jakiś sens w wypowiedzi.

                      Poziom dialogu publicznego w kraju, z różnych powodów (łatwych do zlokalizowania), zszedł do takiego poziomu, że nie wiadomo, czy to jeszcze dialog. Widać to i na tym forum zresztą. Źle się dziej w panstwie polskim. "Uczciwość dyskusji" w sytuacji, kiedy dyskusja poelga na wymianie bluzgów? Naukowcy, nawet studenci, powinni odróżniać argumenty ad hominem, ad personam itp.,. od argumentów ad meritum. Tymczasem na tym form można mieć wątpliwości, czy jego uczestnicy mają świadomośc tego pomieszania.

                      To zresztą ogólniejsza dolegliwość naszej nauki - jeżeli zwykłe zanegowanie tezy (w rcenzji np.) odbirane jest jako atak osobisty - a tak się dzieje, jak z moich obserwacji wynika, nader często, to jak w ogóle może się odbywać jakaś racjonalna wymina opinii, poglądów, informacji?
                      • Gość: Obserwator Re: Pytanie do administracji IP: *.static.edis.at 13.04.12, 18:11
                        Ale o czym ty piszesz, człowieku??? Przeczytaj dokładnie pierwszy post "pracownika akademickiego" w tym wątku, to zrozumiesz, o co chodzi. Albo specjalnie udajesz, że nie rozumiesz. Piszesz dużo o kulturze wypowiedzi, a mam wrażenie, że sam trollujesz. A na pewno celowo zaśmiecasz wątek nic nie wnoszącymi postami.
                        • Gość: JG Re: Pytanie do administracji IP: *.wroclaw.vectranet.pl 13.04.12, 22:19
                          > ... Przeczytaj dokładnie pierwszy post "pracown
                          > ika akademickiego" w tym wątku, to zrozumiesz, o co chodzi.

                          przeczytałem ten post, i przeczytałem też posty zuzy i oponentów. Szczerze mówiąc, gdyby przyszło mi decydować które wywalić, to oszczędziłbym - z dwojga złego - posty _zuzy_ - trochę lepiej przystają do moejgo pojęcia o tym, co przyzwoite.
                          Niestety, tutaj wiele osób zna się "jak łyse konie" z innych starć foralnych i człowiek z zezwnątrz (ja np.) nie ma tej orientacji, kto z gruntu zły, a kto dobry (też z gruntu) i wczytuję się w tekst, w te argumenty, albo cos na kształt argumentów.

                          > sam trollujesz. A na pewno celowo zaśmiecasz wątek nic nie wnoszącymi postami.

                          sorry, rzeczywiście w pakowałem sie w akademicką dyskusję a sam nawet akademikiem nie jestem (choć temat mnie interesuje). Choć sadząc z tych forów, sytuacja nie jest budująca. Wszystko to eysuje się jakoś beznadziejnie. Ale jakoś to będzie.

                          • Gość: ggh Re: Pytanie do administracji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.12, 23:22
                            Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna prIP: *.wroclaw.dialog.net.pl
                            Gość: zuza 10.04.12, 08:26 Odpowiedz
                            Spusć po sobie wodę WC. Jestes nikim i pozostaniesz nikim, ale nie jest to wina systemu ani konkretnych profesorów. Jestes nikim tutaj - byłbys nikim w Stanach Zjednoczonych. Takich jak ty są miliardy i pogódź się z tym wreszcie. Skąd u ciebie tyle frustracji, agresji, nienawisci? Ora et labora.

                            Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna prIP: *.wroclaw.dialog.net.pl
                            Gość: zuza 10.04.12, 18:49 Odpowiedz
                            Ale się wibratorki rozmnożyły w waszych głowach, chłopaki! Pobaw się nimi razem z WC-WT i aristo. Oni też mają pod czaszką wibratorek zamiast móżgów. Macie podobne, żałosne poczucie humoru i bredzicie w podobnym języku niewyżytego gimnazjalisty. Wszystko wam się kojarzy z lizaniem, d...ą i na tym polega wasza biedna erotyka wyposzczonych i napalonych g...ów.

                            Re: I przylazła trollka-psycholkaIP: *.wroclaw.dialog.net.pl
                            Gość: zuza 10.04.12, 18:33 Odpowiedz
                            Ty masz chyba wibratorek w mózgu i nie daje ci spokoju i coraz bardziej wibruje, genialny detektywie i informatyku, który umiał wejsć na stronę Instytutu Psychologii. Takimi przypadkami się nie zajmuję, o eutanazję musisz zwrócić się gdzie indziej.


                            To tylko kilka przykładów. Gratuluję rozumienia pojęcia przyzwoitości. Ech, to chyba ty pisałeś na tym forum o kulturze wypowiedzi?

                            Wolę nie wnikać, czy taki sam IP twój i "zuzy" wynika z tego, że cały czas pisze to jedna i ta sama osoba...
                  • Gość: K [...] IP: 1.145.121.* 13.04.12, 14:51
                    Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
                    • Gość: JG Re: Pytanie do administracji IP: *.wroclaw.vectranet.pl 13.04.12, 17:11
                      > Przeciez moderacja=cenzura (powiedzmy w 99% przypadków).

                      Moderacja, wedle definicji, powinna raczej oznaczać kierowanie dyskusji we właściwym kierunku. Gdyby tu była sensowna moderacja, to może udałoby się dojść do jakichś wspólnych konstatacji, a tymczasem zajmujemy się jakością samej dyskusji, rzeczywiście nie najlepszą.

                      Cenzura służyła usuwaniu poglądów niezgodnych z poglądami tych, którzy cenzurę wprowadzali i na ogól miała charakter prewencyjny. Usuwanie chamskich wpisów, nie jest cenzurą, tylko utrzymywaniem dialogu na cywilizowanym poziomie.
                      • Gość: Obserwator Re: Pytanie do administracji IP: *.static.edis.at 13.04.12, 18:14
                        Czy ty rozumiesz, co czytasz? Przecież właśnie forumowicze piszą o zostawianiu niekulturalnych wpisów, a usuwaniu tych napominających o więcej kultury. Daruj sobie takie bezsensowne gadki nie na temat, bo to też świadczy o braku kultury dyskusji (albo braku inteligencji, żeby zrozumieć, o co w niej chodzi).
                        • Gość: JG Re: Pytanie do administracji IP: *.wroclaw.vectranet.pl 13.04.12, 21:53
                          > Czy ty rozumiesz, co czytasz? Przecież właśnie forumowicze piszą o zostawianiu
                          > niekulturalnych wpisów, a usuwaniu tych napominających o więcej kultury. ...

                          Może ci usunięci byli zbyt krewcy w tych nawoływaniach o kulturę? Emocjonalna temperatura tej dyskusji jest rzeczywiście wysoka i jakby odwrotnie proporcjonalna do wagi tych wypowiedzi, które mogłyby uchodzić za dotyczące meritum,.
                          • Gość: ggh Re: Pytanie do administracji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.12, 23:27
                            Może? A więc nie wiesz, o co poszło, a mimo to opinię masz już wyrobioną o poszczególnych osobach. Zawsze najpierw zakładasz pewne cechy różnych osób, a potem gdybasz o dowodach, które (hipotetycznie) by je potwierdzały? Symptomatyczne, że właśnie tacy jak ty najbardziej szafują różnymi pięknymi słówkami jak uczciwość, moralność, kultura etc.

                            Wydawało mi się, że jesteś jednym z nielicznych rozsądnych osób w tej dyskusji, niestety srogo się pomyliłem.
                            • Gość: JG Re: Pytanie do administracji IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.04.12, 14:03
                              > Może? A więc nie wiesz, o co poszło, a mimo to opinię masz już wyrobioną o posz
                              > czególnych osobach.

                              Fakt, nie wiem czemu posty usunięto - nie jestem administratorem tego forum przecież. Mogę tylko domniemywać, że ktoś nacisnął ikonkę kosza (pewnie zuza), a ten, kto forum zarządza, uznał, że faktycznie post nie trzyma standardów. Co do zuzy, której raczej nie znam, i którą też nie jestem, to ona ma przecież swoich admiratorów, którzy pisują o "wibratorku". Jednak z tej paczki sama zuza jest strawniejsza. Tyle w kwestii zuzy. Zauważ, że daleko odeszliśmy od spraw organizacji nauki. Niewykluczone zaś, że bez tych usunietych postów jesteśmy nawet mimo to względnie bliżej tego problemu :-)

                              > Symptomatyczne,
                              > że właśnie tacy jak ty najbardziej szafują różnymi pięknymi słówkami jak uczciw
                              > ość, moralność, kultura etc.

                              Nie obraź się, to nie jest do nikogo personalnie, ale na tym forum te piękne słowa warto by cześciej powtarzać. Byle nie mechanicznie, bo wypadnie jak walka Ojca Dyrektora o WOLNOŚC SŁOWA, A PiS-u i spółki o PRAWDĘ i WOLNĄ POLSKĘ. O pryncypiach warto pamiętać.
                              PS. tutaj nie podaje się numerów IP, tylko nazwy domenowe i numery sieci, więc te dane identyfikują dość ogólnie/
                              • Gość: fizyk Re: Pytanie do administracji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.12, 17:03
                                Gość portalu: JG napisał(a):

                                > Fakt, nie wiem czemu posty usunięto - nie jestem administratorem tego forum prz
                                > ecież. Mogę tylko domniemywać, że ktoś nacisnął ikonkę kosza (pewnie zuza), a t
                                > en, kto forum zarządza, uznał, że faktycznie post nie trzyma standardów. Co do
                                > zuzy, której raczej nie znam, i którą też nie jestem, to ona ma przecież swoich
                                > admiratorów, którzy pisują o "wibratorku". Jednak z tej paczki sama zuza jest
                                > strawniejsza. Tyle w kwestii zuzy.

                                Z tego co widzę, to w ogóle mało wiesz, a wymądrzasz się na każdy temat. Zasad forum też nie znasz, bo po jednym naciśnięciu ikonki kosza posty nie wylatują. Jakbyś zapoznał się przynajmniej z linkowanym na tym forum screenem z dyskusji (nawiasem mówiąc, bardzo dobrze, że ktoś go zrobił, bo pozwala teraz rozwiać różne wątpliwości), to byś wiedział, że posty "wibratora" zawsze pojawiały się w odpowiedzi na agresywne posty "zuzy" (a nigdy na odwrót), poza tym regularnie usuwane były posty typu: Admin! "zuza" znowu obraża forumowiczów!, podczas gdy obraźliwe posty "zuzy", do których odnosiły się owe wskazania, pozostawały. Więc albo moderator jest ślepy, albo stronniczy. W obu przypadkach źle wypełnia swoją funkcję.

                                Ale co tam, wymądrzaj się dalej bez znajomości rzeczy, nie od dzisiaj wiadomo, że ignoranci zawsze najwięcej mają do powiedzenia.

                                > Nie obraź się, to nie jest do nikogo personalnie, ale na tym forum te piękne sł
                                > owa warto by cześciej powtarzać. Byle nie mechanicznie, bo wypadnie jak walka O
                                > jca Dyrektora o WOLNOŚC SŁOWA, A PiS-u i spółki o PRAWDĘ i WOLNĄ POLSKĘ. O pryn
                                > cypiach warto pamiętać.

                                Piękne słowa to sobie możesz powtarzać przed lustrem. Ten wątek poświęcony jest czemu innemu (o czym, nota bene, do tej pory niczego ciekawego nie napisałeś). Widać nawet nie rozumiesz, co te piękne słowa oznaczają, skoro postępujesz zupełnie inaczej.

                                > PS. tutaj nie podaje się numerów IP, tylko nazwy domenowe i numery sieci, więc
                                > te dane identyfikują dość ogólnie/

                                To twoje szczęście, bo możesz nadal bezkarnie zmieniać nicki, droga "zuzo", i robić śmietnik z dyskusji.
                              • Gość: Obserwator Re: Pytanie do administracji IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.04.12, 17:54
                                Szanowny Panie,
                                tego forum się już nie uratuje. Szkoda czasu. Będą się tłuc bez sensu.
                                • Gość: Obserwator Re: Pytanie do administracji IP: *.static.edis.at 14.04.12, 18:27
                                  A ty czemu podszywasz się pod innych? Znajdź sobie swój nick, trollu. Osoby czytające tę dyskusję informuję, że post z godz. 17:54 to nie moje dzieło, tylko jakiegoś podszywającego się trolla, co łatwo poznać po IP.
                                • Gość: JG Re: Pytanie do administracji IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.04.12, 22:42
                                  > tego forum się już nie uratuje. Szkoda czasu. Będą się tłuc bez sensu.

                                  Na to wygląda. To ja się wymeldowuję stąd. Pozdrowienia dla tych co pozostali. Może jednak do czegoś dojdą.
                                  • Gość: Obserwator Re: Pytanie do administracji IP: *.static.edis.at 15.04.12, 00:06
                                    Przyszedł, zaśmiecił forum nic nie wnoszącymi wpisami, pomoralizował i poszedł obrażony. I tak dobrze, że nie zwyzywał forumowiczów jak jego niesławne alter ego...
    • Gość: Janusz W UWr ceni się tylko tanich schlebiaczy i obiboków IP: *.static.hostnoc.net 11.04.12, 19:40
      Moja córka robiła doktorat na jednym z wydziałów UWr. Przez całe studia magisterskie i doktoranckie zapieprzała jak nakręcany ludzik. Zrobiła trzy (!) fakultety, bez żadnych problemów i samodzielnie napisała w terminie dobry doktorat, opublikowała około 20 artykułów naukowych, ponadto bardzo aktywnie angażowała się w popularyzację nauki, publikując mnóstwo artykułów w wielu najróżniejszych czasopismach i wygłaszając wykłady i prelekcje popularnonaukowe. Co roku jej spis publikacji (naukowych i popularnonaukowych) zawierał więcej pozycji niż łącznie całego zakładu, w którym pisała doktorat. Etatu na uczelni jednak nie dostała, ale znalazły się etaty dla jej kolegów i koleżanek po studiach doktoranckich, którzy mieli nieporównywalnie mniejsze osiągnięcia naukowe i zawodowe (jeden fakultet, kilka publikacji na krzyż w wydawnictwach własnych zakładu i to jeszcze nie napisanych samodzielnie), ale za to od początku uśmiechali się bardzo ładnie do odpowiednich profesorów i byli przez nich lubiani. Niektórzy nawet doktoratu nie zrobili. Teraz moja córka nie może znaleźć pracy, bo: 1) Całe jej środowisko naukowe to wąska klitka, gdzie wszyscy znają się jak łyse konie i nikt nie chce się narazić swoim znajomym z UWr, 2) Praktycznie na wszystkich uczelniach konkursy na etaty są ustawiane pod konkretne osoby, 3) Córka po swoich doświadczeniach na uczelni bardzo zniechęciła się w ogóle do całej nauki. Z powyższych względów raczej nie będzie zajmować się tym, co najbardziej lubi, czyli uprawiać naukę zgodnie ze swoim wykształceniem i zainteresowaniami, zastanawia się nad wyjazdem za granicę, ewentualnie będzie musiała poszukać sobie pracy poza głównym zawodem. Na pewno jednak nigdy nie powie już nic dobrego o swojej dawnej Alma Mater.
      • Gość: antycenzor Oryginalna wersja dyskusji IP: 204.45.133.* 12.04.12, 15:25
        Oryginalną wersję dyskusji (przed ocenzurowaniem) znajdziecie pod tym linkiem.
      • futurama2012 Re: W UWr ceni się tylko tanich schlebiaczy i obi 12.04.12, 20:03
        Januszu,
        Wkleiłeś już ten tekst pół roku temu. To autoplagiat!
        • Gość: ggh Re: W UWr ceni się tylko tanich schlebiaczy i obi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.04.12, 20:47
          To sama prawda, a takich opinii jest wiele.
          Zabolało?
          • Gość: zuza Re: W UWr ceni się tylko tanich schlebiaczy i obi IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 15.04.12, 18:17
            W kolejnym wątku podniósł się chór obrońców dobrych obyczajów, netykiety, kultury dyskusji i internetowego salonu. Kulturalni zawrzeli gniewem wzywając na pomoc Moderatora, administrację, prokuratora i sądy. Zagrozili zdemaskowaniem nicka, donosami do rektora, dziekana i dyrektora instytutu. Zwrócili uwagę na niewłasciwosć korzystania z internetu służbowego w biały dzień do niecnych celów (nigdy nie korzystałam!). Pogróżki, szantaż, wyklinanie demona! Ale jakos nikt nie odzywał się, kiedy przeróżne "wibratorki zuzy" (co za elegancja, co za koncept, moi uczeni koledzy! - gratuluje twórczej inwencji!) popisywały się wierszykami w rodzaju "zuzia kupa duzia" i niby to dowcipami, godnymi, by znaleźć się na drzwiach kabin WC dla nastolatków z poprawczych zakładów (i znowu brawo, uczeni koledzy!). Nikt nie protestował i nie domagał się działań administracyjnych, kiedy była mowa o "humanistycznym" i "akademickim bydle" (w innych wątkach dotyczących Uniwersytetu, ale z udziałem zawsze tych samych osób). Nikt nie protestował przeciwko obelgom, inwektywom, insynuacjom kierowanym pod adresem instytucji i grup zawodowych. Potem tłumaczono się tylko, że epitety w rodzaju "humanistyczne bydło" nie dotyczą wszystkich humanistów, ale tylko ich częsci! (marny wykręt: brak kwantyfikatora jest równoznaczny z przypisaniem jakiejs cechy całemu zbiorowi). Stała się rzecz straszna dopiero wtedy, kiedy samozadowolenie jedynie uprawnionych ekspertów od nauki i Uniwersytetu zmąciła "niejaka zuza". Huzia zatem na zuzie! Kupą, panowie, kupą! Zuza brzydko mówi, zuza atakuje osoby (jakie? WC-WT, "obserwator", "aristo" itp. to nie osoby, to tylko nicki konstruktów wirtualnych, nie wchodzi tu w grę naruszenie dobrego imienia w sensie prawnym), zuza znieważa ludzi, zamiast przytaczać argumenty (tak jakby na epitety można byłoby odpowiadać argumentami!). No cóż, chłopaki: jednego możecie być pewni, będę wam psuła waszą zabawę, bo niedobrze mi się robi od waszej obłudy, zadufania, ignorancji, kompleksów i tupetu.
            • Gość: Danuta Re: W UWr ceni się tylko tanich schlebiaczy i obi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 15.04.12, 18:46
              A ty skąd się urwałaś? Z psychiatryka?

              Może czas tam wrócić?
              • Gość: biolog Re: W UWr ceni się tylko tanich schlebiaczy i obi IP: *.opera-mini.net 17.04.12, 01:20
                Optymistycznie mam nadzieje, że to wyraz głębokiej frustracji Zuzy. Może sama poda nazwisko i sprawdzimy (skoro IP już znamy, to można samemu sie dogrzebać, ale bądźmy legalistami ;) Zuza odbiera wszystkie ataki na UWr, a szczególnie na "humannistów" bardzo osobiście. Jako tez "humanistka", powinna sie wstydzic za swoja prace. Te wyrodne, czarne owce uprawiajace nauke na Wydziałach "humanistycznych" maja naprawde przechlapane .... to nie ironia!
                • Gość: biolog Re: W UWr ceni się tylko tanich schlebiaczy i obi IP: *.opera-mini.net 17.04.12, 01:23
                  Do Administracji: Dlaczego mój post zniknął? W czym mój post różni się na niekorzyść od postów Zuzy i innych forumowiczów? Widzę, że prawdę pisali poprzednicy o wyraźnej stronniczości Administracji forum.
                  • Gość: jkl Re: W UWr ceni się tylko tanich schlebiaczy i obi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.04.12, 12:42
                    Gość portalu: biolog napisał(a):

                    > Do Administracji: Dlaczego mój post zniknął? W czym mój post różni się na nieko
                    > rzyść od postów Zuzy i innych forumowiczów? Widzę, że prawdę pisali poprzednicy
                    > o wyraźnej stronniczości Administracji forum.

                    Zuza to musi być ktoś podstawiony przez redakcję w celu zaostrzenia dyskusji na forum i zwiększenia liczby wejść na stronę ;)
    • Gość: Kagan Re: Oryginalna wersja dyskusji IP: 123.208.113.* 12.04.12, 01:39
      POlecam i POdPiSuję się po tą oryginalną dyskusją!
      NIECH ŻYJE WOLNOŚĆ SŁOWA!
      PRECZ Z CENZURĄ!
      WYBORCZA KŁAMIE!
      lech.keller@gmail.com
    • Gość: math Re: W UWr ceni się tylko tanich schlebiaczy i obi IP: *.static.as29550.net 15.04.12, 21:02
      He he, najwyższa pora, żeby zuza skorzystała z pomocy swoich koleżanek po fachu. Może jeszcze da się coś zrobić. O ile na Psychologii nie pracują same "zuzy"...

      Jak tam zuza, poprawione już klasówki studentów psychologii?
    • jpsi I tak wszyscy w Polsce sie boja prywatnych uczelni 03.12.13, 02:06
      a w stanach to wlasnie te sa najlepsze (tak jak Georgtown, ktore jest prywatne).
      Moze warto by bylo odswiezyc skostnialy system i pozwoli rozwinac sie malym preznym uczelniom, zamiast fundowac stolki ludziom z przepascia mentalna?

      Georgetown jest stosunkowo duze, ale wiele najlepszych uniwersytetow, jak MIT, Caltech czy Princeton maja po kilka tysiecy studentow (Caltech np. 800 studentow, 1200 doktorantow, MIT i Princeton z 4-5 krotnie wiecej).

      Zeby uczelnie w Polsce mialy troche wiecej wolnosci w wyborze programow, to tak jak i w stanach, bysmy szybko mieli uczelnie lepsze od panstwowych. A tak wszyscy daza do tego samego miernego poziomu.

      Moze i by bylo wiecej uczelni-krzakow (w stanach tez takie sa), ale za jakis czas rowniez bysmy mieli wlasny harvard i MIT. To czysta pycha ministerstwa, zeby zakladac, ze to ministerstwo ma najlepszy pomysl na program nauczania, a nie uniwersytety.

      rant over.
    • zoiluss Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna prze... 05.03.15, 11:14
      Dobra, dobra. Pewnie, że system jest chory, skoro p. dr Dybczyński doktoryzował się 13 lat temu, habilitacji nie ma, a jest wicedyrektorem, jeszcze jeździ na staże i bierze się za reformy uniwersytetu. Coś tu rzeczywiście nie gra :P
      Już podglądaliśmy Amerykę. Skutek - bezsensowne kampusy, które rozłożyły finansowo uczelnie i wyprowadziły studentów z centrów miast. Bankrutują uczelnie, upada umierają całe ulice... Może trochę spokojniej, Drodzy Państwo.
    • Gość: do hejtera Re: Uczelnie polskie i amerykańskie: kosmiczna pr IP: 117.177.243.* 15.09.15, 01:05
      Teraz jesteś absolwentem, świrze?
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka