gregviii
29.05.13, 13:44
Nie pojmuję.
Po pierwszym zawiadomieniu policja powinna była zabezpieczyć WSZYSTKIE listy tam się znajdujące.
Po drugie następnego dnia roboczego funkcjonariusze powinni byli udać się do urzędu pocztowego z którego wyszły przesyłki z żądaniem informacji kto obsługuje ulice ze spalonych listów.
Namierzyć delikwenta, zebrać zeznania i oskarżyć o niszczenie czyjegoś mienia.
Poczta w tym samym czasie sama zgłasza niszczenie własności prywatnej i nie wywiązywanie się z umowy o pracę oraz spowodowanie możliwości uszczerbku na reputacji i finansach firmy.
-------
A co robią funkcjonariusze - coś tam zabezpieczają i już stwierdzają bez sądu, że niska szkodliwość społeczna.
Teraz mieszkańcy powinni się zebrać - i złożyć do prokuratury zawiadomienie o współudział funkcjonariusza dokonującego oględzin miejsca i uchylanie się od czynności operacyjnych wraz z odszkodowaniem. Podobnie sprawę skierować przeciwko Poczcie polskiej za żadną reakcję na zaistniałą sytuację.
A pozew zbiorowy to już nie będzie 'niska szkodliwość społeczna'.