Dodaj do ulubionych

Bachmann: Rankingi szkół wyższych nie są obiekt...

05.10.13, 18:13
Jak mi się zawsze artykuły p. Bachmanna podobają, tak tym razem nie mogę za bardzo zrozumieć meritum... To, że każdy system jest nieobiektywny - jasne - nie istnieje ogólny obiektywizm. To, że przez to jedni dostaną więcej, a inni mniej - też jasne. I zresztą tak chyba powinno być. To, że tworzy się elita? Nic złego pod warunkiem, że nie jest to krąg na stałe zamknięty. I dokonana teraz parametryzacja pokazuje chyba, że właśnie spore przetasowania na górze się pojawiły. Czyli argument o kryterium wysokiej oceny - dostaje ją ten, kto dostawał wcześniej też upada... Mam dziwne wrażenie, że przez artykuł przebija się żal za nie najwyższą ocenę nauk społecznych na Uwr...
Obserwuj wątek
    • Gość: lismann Re: Bachmann: Rankingi szkół wyższych nie są obie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.13, 18:29
      Chyba masz jednak złe wrażenie, bo profesor nie jest pracownikiem Wydziału Nauk Społecznych UWr.
      • Gość: Adam Re: Bachmann: Rankingi szkół wyższych nie są obie IP: *.free.aero2.net.pl 06.10.13, 20:52
        No cóż, widać szkółka Bachmanna (do niedawna UWr) znowu dostała w d..ę.
    • greges58 Bachmann: Rankingi szkół wyższych nie są obiekt... 05.10.13, 19:52
      tutaj raz się pojawiają, raz natychmiast znikają,
      pewne głupawe insynuacje pod adresem Autora ?
      może więc wyjaśnię:
      dr hab. Klaus Bachmann nie pracuje aktualnie w żadnej wrocławskiej szkole wyższej !

      dojeżdża do Warszawy ;)
      i tyle...
      • wrotaz Re: Bachmann: Rankingi szkół wyższych nie są obie 07.10.13, 07:54
        Jeżeli Prof. nie jest związany z Uniwersytetem, to z ostatniego zdania w moim poście oczywiście powinien zniknąć UWr. Choć przy wrażeniu żalu nadal pozostaję. A co do rzekomych insynuacji o związku z UWr - to nie jest moja wyobraźnia, a informacje z gazety. Proszę spojrzeć np. na nagłówek tego artykułu:

        wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,35771,7415389,Klaus_Bachmann__Jak_nie_rozczarowac_sie_rokiem_2010_.html
    • pssz Obiektywny ranking? 05.10.13, 19:59
      Coś takiego jak obiektywny ranking bardzo rzadko się zdarza. Kryteria, które decydują o tym kto jest lepszy, ustalają ludzie. A ludzie mają poglądy, powiązania itp. Dlatego taki wykoncypowany sposób klasyfikowania pokazuje jedynie kto najlepiej spełnia wymagania rankingowe. I nic więcej.

      • katonzwybiorczej każdemu według potrzeb! 05.10.13, 20:19
        Po co rankingi?
        Po co podział na lepszych i gorszych?
        A jak wyjdzie, że Murzyni szybciej biegają, a Biali są mądrzejsi, to co wtedy?

        Towarzysze! Rjebjata! Równość, braterstwo, emancypacja!
        • Gość: Adam Re: każdemu według potrzeb! IP: *.free.aero2.net.pl 06.10.13, 21:00
          Rankingi, parametryzacje są po to, że jakaś forma oceny uczelni musi być. Od tego zależą m.in. dotacje dla uczelni. Nieprawdą jest też, że rankingi są nieobiektywne - wszystkie są tworzone według bardzo rozbudowanych narzędzi i danych statystycznych, gdzie osoba sporządzająca ranking w zasadzie nic nie ma do powiedzenia. Oczywiście rankingi są różne, bo zwyczajnie nie da się skonstruować idealnej formy oceny, uwzględniającej wszystkie czynniki. Do jednego rankingu można mieć więc zastrzeżenia, ale nie zmienia to sytuacji, że wszystkie rankingi coś jednak mówią o uczelniach, tym bardziej gdy się zgadzają.

          Fakt, że od lat istnieje ta sama, niewiele zmieniająca się czołówka uczelni, potwierdza właśnie opinię, że w sumie każdy ranking dość dobrze odzwierciedla sytuację na rynku uczelni. Problem byłby, gdyby wyniki były diametralnie różne. A felieton Bachmanna wyjątkowo infantylny - rankingi są be i już, bez podania jakiegoś bardziej wnikliwego uzasadnienia, tak jakbym czytał jakiegoś przemądrzałego domorosłego laika, który najpierw wie, a potem szuka potwierdzenia swoich poglądów, a nie profesora nauk społecznych.
          • Gość: Johny Re: każdemu według potrzeb! IP: *.internetia.net.pl 07.10.13, 19:35
            Warto zwrócić uwagę na kilka "drobnych" szczegółów, których o dziwo prof. Bachmann nie poruszył, a bardzo mocno uwidaczniają bardzo podejrzane działania MNiSW w zakresie ostatniej oceny parametrycznej (jeśli ktoś miał okazję brać w jakimś stopniu udział w minionych parametryzacjach, to mógł te szczegóły zauważyć):
            - kryteria oceny zostały ostatecznie ustalone w lutym 2013, a do kwietnia trzeba było dostarczyć odpowiednie zestawienia (czyli reguły gry ustalono dopiero przed gwizdkiem końcowym - czy ktoś z Państwa zasiądzie przy stoliku do gry w karty za dość znaczne pieniądze, aby przed ostatnim "sprawdzam" dowiedzieć się jakie karty wygrywają? można domyślać się, że w tworzenie tych reguł zaangażowani są pracownicy jednostek, którzy już wiedzą jakie mają karty),
            - 4 -letni okres oceny obejmuje rok poprzedniej oceny parametrycznej (2006-1010) - czy to nie wygląda podejrzanie? - ktoś bardzo się spieszył, żeby zmienić układ na dotychczasowej liście rankingowej,
            - tak- wprawdzie czołówka zasadniczo trzyma się z drobnymi fluktuacjami pierwszych pozycji, ale na dalszych miejscach miała miejsce rotacja z A+ na C i odwrotnie. Pojawia się zatem pytanie: która parametryzacja była prawidłowo przeprowadzona, a która faworyzuje "krewnych królika?",
            - sposobu działania "superzłożonych algorytmów" pracownicy MNiSW nie do końca potrafią wytłumaczyć - generowane są punkty wynikające z porównania z "modelowym"- wirtualnym tworem stworzonym wg jakiejś tajemniczej reguły (zasadniczo trudno jest, dysponując danymi wejściowymi dostępnymi ogólnie, przeprowadzić analogiczny proces we własnym zakresie aby zweryfikować poprawność wygenerowanej listy),
            - dla wtajemniczonych, którzy działają na wolnym rynku przedsiębiorczości RP: w przypadku tzw. Instytutów Badawczych wagowo najważniejsze w algorytmie oceny są "materialne efekty działalności naukowej" , czyli przede wszystkim wdrożenia (wagowo 65%). Oczywiście jest to zbieżne z ich przeznaczeniem. Jednak: aby uzyskać 1 punkt, konieczne jest wykazanie przychodów z wdrożeń w wysokości 500000 zł (tak, pół miliona zł przychodów). Przeliczając to na artykuł w "przyzwoitym" czasopiśmie recenzowanym o zasięgu światowym (30 punktów), należałoby wykazać (czyli zmusić przedsiębiorstwo do obliczenia i podpisania oświadczenia), że w okresie oceny parametrycznej (i tylko w tym okresie) firma dzięki wdrożeniu zarobiła 15 mln zł. Zadam tu pytanie retoryczne - co jest łatwiejsze? Napisanie względnie dobrej publikacji, czy wygenerowanie tak potężnego zysku w okresie max. 4 lat i uzyskanie od firmy odpowiedniego zaświadczenia (nie jest to łatwe, bo firmy nie chcą chwalić się swoimi zestawieniami finansowymi)? Po p. minister odpowiedzi nie oczekuję, bo tego tematu nie miała okazji osobiście przerabiać (zarówno wdrożeń jak i publikowania w anglojęzycznych międzynarodowych czasopismach). Jako uzupełnienie informacji dodam, że większość (ok. 70%) przychodu PKB i zatrudnienia generują w Polsce tzw. SME, czyli firmy dla których wspomniane wyżej kwoty przychodu są równie abstrakcyjne jak dla Kolwalskiego. Myślę, że tu odpowiedź na stwierdzenie prof. Bachmanna dotyczące uczciwości ostatniej oceny parametrycznej może pojawić się sama.
            Jest jeszcze kilka argumentów które można tu przytoczyć, ale są nieco bardziej złożone, a miejsce tu ograniczone (choćby wyniki kontroli NIK w sprawie ostatniej oceny parametrycznej, gdzie jej wynik miał dość nikły wpływ na wysokość finansowania statutowego - syndrom lekarza, który diagnozuje chorobę, ale nie podaje leków). Ale już powyższe informacje powinny wzbudzić dość dużo wątpliwości w rzetelność i uczciwość ostatniego, zakomunikowanego z takim patosem, osiągnięcia. Ale przecież p. minister jest specjalistą w dziedzinie "etyka służby publicznej", więc podejrzenia precz!
            Adamie, w świetle tych argumentów jesteś gotów zmienić zdanie?
            • Gość: mon Re: każdemu według potrzeb! IP: 93.154.171.* 07.10.13, 20:54
              Jasne, spisek! Ministerstwo o niczym innym nie myśli, jak tylko udupić szkółkę, w której pracujesz. Boli, że szkółka znowu znalazła się pod koniec listy? Pochwal się, na jakiej uczelni pracujesz, a daję głowę, że znajdziemy ją bliżej końca niż początku.

              Jakbyś nie zauważył, Bachmann pisze nie o tej konkretnej parametryzacji, a ogólnie o rankingach uczelni. Do jednego rankingu można mieć zastrzeżenia, może on być niedoskonały, ale wszystkie razem bardzo wiele mówią o uczelniach.
              • Gość: Johny Re: każdemu według potrzeb! IP: *.internetia.net.pl 08.10.13, 20:26
                Najwyraźniej masz poważny problem z czytaniem ze zrozumieniem i dedukcją.
                1) Po przeczytaniu całego mojego postu można wywnioskować, że nie pracuję "w szkółce". Więc już właściwie głowę, tak łatwo zadeklarowaną, możesz spisać na straty.
                2) Nie "szkółki", ale wydziały są oceniane, więc wyraźnie w temacie nie masz odpowiedniego doświadczenia żeby podejmować dyskusję (merytorycznie nie potrafisz się odnieść do żadnego z punktów).
                3) Moje uwagi podziela wiele osób z różnych instytucji naukowych, które jak wcześniej wspominałem, po przeprowadzonej w dużym pośpiechu parametryzacji, pomimo znacznego dorobku i uznanej pozycji w kraju i na świecie, nagle znalazły się na podejrzanie niskich lokatach (ale nie zgadłeś - nie na końcu listy), wyprzedzone przez inne, znacznie mniej efektywne w swoich pracach badawczych instytucje. Nie jest to zatem kwestia osobistego urazu, ale wynik obserwacji z większej perspektywy.
                4) Nie stawiałem tezy, że MNiSW postanowiło za pośrednictwem parametryzacji zlikwidować konkretną instytucję, więc proszę nie nadinterpretowywać mojego postu. Modus operandi tej instytucji było zupełnie inne. Nie będę tu tego opisywać, bo być może nie dotrzesz nawet do tego miejsca. Polecam za to na początek kilka lat spokojnej obserwacji różnych ciekawych zjawisk mających miejsce na różnych uczelniach, instytutach badawczych oraz w obszarze, gdzie dochodzi do ich kontaktów z MNiSW. To może nieco ułatwić odczytywanie "znaków".
                • Gość: olo Re: każdemu według potrzeb! IP: *.noc37.com 08.10.13, 20:53
                  Przestań bredzić człowieku. Wszystko to, co piszesz, to nie są żadne merytoryczne fakty uzasadniające postawioną przez ciebie tezę, ale bzdurne bredzenie. Masz jakieś podejrzenia o wałki - zawiadom prokuraturę. Póki nie przedstawisz żadnych dowodów, wszystko to, co piszesz, to są zwykłe pomówienia pod adresem ministerstwa. Cokolwiek ministerstwo by nie zrobiło, zawsze znajdą się "experci", którzy wiedzą lepiej. Marnujesz się na forum, dlaczego nie zasiadasz w ministerstwie i nie opracowujesz standardów parametryzacji (oczywiście lepszych niż wymyślono do tej pory), reform itd.? W ten sposób można udupić każdą reformę, bo cokolwiek by nie zrobić, zawsze znajdą się tacy, którym to nie pasuje. Przykład? Nie tak dawno temu był projekt, żeby wywalać z uczelni wszystkich, którzy nie zrobią habilitacji w ściśle określonym terminie (bodajże 8 lat). Po protestach "wiecznych adiunktów" ministerstwo wycofało się z tych planów, przez co dalej siedzą i grzeją stołki na uczelniach. Po twoich wpisach wnioskuję, że masz dużo wolnego czasu. Może czas zabrać się za habilitację i pracę naukową, to będzie mniej frustracji na decyzje ministerstwa. Zawsze najbardziej leją żółcią ci, którzy albo są za słabi, albo za leniwi, żeby wziąć sprawy w swoje ręce. Takich domorosłych filozofów i speców od wszystkiego jest pełno na uczelniach, a co kolejny to mądrzejszy. Szkoda tylko, że gdy chodzi o efektywność naukową, to jakoś brakuje wam pomysłów. Reasumując: mniej prostackiego krytykanctwa, a więcej pracowitości, to wtedy okaże się, że w każdej parametryzacji znajdziecie się w czołówce i już nie będziecie musieli nic krytykować. Nieudacznik zawsze ma pod górkę, a niestety całe środowisko naukowe Wrocławia (z pewnymi wyjątkami potwierdzającymi regułę) to jest banda nieudaczników, nierobów i krętaczy, którzy defraudują publiczne pieniądze, czego przykładem jest choćby ostatnia sprawa zatrzymania pracowników politechniki. Może weźcie się wreszcie za robotę nieroby, bo potraficie tylko jęczeć na forach jak to wam źle i jak zawsze jesteście poszkodowani. Czy ktoś kogoś na siłę trzyma na uczelniach? Chyba nie? Kisicie po kilka etatów, podczas gdy dla młodych, zdolnych i chętnych do pracy nie ma miejsca na uczelniach. To jest właśnie akademicki światek. Reformy należałoby zacząć od rozpędzenia na cztery wiatry starych, zasiedziałych pierdzieli i budowania wszystkiego od nowa, innego ratunku dla nauki niestety nie ma.
                  • Gość: Johny Re: każdemu według potrzeb! IP: *.internetia.net.pl 08.10.13, 23:13
                    Być może nie potrafisz rozróżnić pewnych pojęć, ale jest różnica między postępowaniem nieuczciwym wobec innych i nieprofesjonalnym, a niezgodnym z prawem. Tylko w tym drugim przypadku można składać doniesienie do prokuratury, a o tym pierwszym warto mówić.
                    No i tak jakoś zboczyłeś z docinek osobistych na rozwałkowywanie całego Wrocławia. Dobra robota! Jakoś tak na uogólnieniach można pozwolić sobie na wylewanie wiadra pomyj na wszystkich (bo i starszym się tu oberwało), asekurując się przywołaniem "wyjątków". Żeby była jasność - nie bronię ekipy, która na fikcyjnie zrealizowanych grantach zrobiła niezły interes. Zaś co do pomysłowych reform: owa koncepcja, aby każdy adiunkt (a nie "wszyscy" - nie jesteś jednak w temacie) zrobił habilitację, niekoniecznie należał do najlepszych. Równie dobrze można w przedsiębiorstwie wymagać, aby każdy pracownik awansował do stanowiska kierownika działu (jest gdzieś taka firma?). A niestety normalnie funkcjonująca struktura takich inwersji nie wytrzyma. Chyba, że wyobrazimy sobie zespoły badawcze złożone z 5 profesorów i 2 adiunktów. No i wskutek tej reformy zaczął się "wysyp" przewodów, gdzie habilitanci mają po oszałamiające 4 publikacje z LF (gdybym nie widział, mógłbym wątpić). Jeśli szukamy narzędzi motywujących, to są przecież oceny okresowe pracowników i tu można wystarczająco zachęcić do wysiłku. Swoją drogą, odkąd uczelnie zamieniono w fabryki absolwentów o wątpliwych kompetencjach, a pensum podkręcono do granic absurdu, trudno oczekiwać że będą w takich warunkach powstawały imponujące prace naukowe.
                    Odnosząc się zaś do ostatnich zdań Twego niezwykle rzeczowego wywodu - to właśnie ci których chcesz rozpędzać na cztery wiatry, są współautorami parametryzacji, której nieco wcześniej broniłeś. Więc niestety jesteś niekonsekwentny.
                    A za habilitację brać się już drugi raz nie zamierzam. Jedna mi całkowicie wystarczy. Żegnam i wracam do pisania publikacji.
                    • Gość: Mia Re: każdemu według potrzeb! IP: *.servershostname.com 09.10.13, 17:05
                      Nie wiesz zupełnie, o czym piszesz. Chyba masz za dużo wolnego czasu - jak większość polskich pracowników naukAwych i z nudów zabijasz go trollingiem na forum. Jakbyś nie zauważył, różnica pomiędzy przedsiębiorstwem produkcyjnym a uczelnią jest taka, że to pierwsze jest firmą prywatną, a uczelnie są finansowane z publicznych pieniędzy. Właściciel prywatnej firmy może więc sobie robić, co mu się tylko podoba. W prywatnym przedsiębiorstwie zresztą też cały czas musisz podnosić swoje kompetencje i kwalifikacje, w środowisku naukowym takim sposobem jest m.in. habilitacja. No chyba że chcesz całe życie zawodowe przejść jako magazynier pracujący przy wykładaniu towarów na półkach w hipermarkecie, ale wtedy zarabiaj tyle, co magazynier. Nikt nie zamienił uczelni w fabryki absolwentów - to one same siebie zamieniły w pogoni za łatwą kasą, dewaluując dyplom magistra i niszcząc rynek pracy w Polsce. Zaś ci profesorowie z "pensum podkręconym do granic absurdu" to zawsze są chałturnicy, którzy mają po kilka etatów na kilku różnych uczelniach, na czym tracą ich inne obowiązki zawodowe (np. badania naukowe), które można sobie olać, bo nikt ich z tego nie rozlicza. Przykładem niech będzie promotor plagiatora Wikipedii, o którym niedawno było głośno.

                      Tak więc więcej samokrytyki, a mniej pretensji do innych, bo jednym na pewno się wyspecjalizowaliście - w zrzucaniu winy na innych (ministerstwo, studenci, mityczny "system") i jęczeniu wszędzie gdzie się da, jak to wam źle, co wiele wspólnego z prawdą nie ma. Nie znam biednych profesorów ani lekarzy, a wszyscy narzekają na niskie zarobki.
                      • Gość: Johny Re: każdemu według potrzeb! IP: *.internetia.net.pl 09.10.13, 22:57
                        Najwyraźniej masz doskonałe rozeznanie w materii, jednak z tylko sobie znanych powodów merytorycznie nie uzasadniasz cokolwiek mało przejrzystych działań MNiSW o których napisałem. Za to bardzo łatwo wyciągasz zdecydowanie zbyt daleko idące wnioski:
                        1) Nie mam zbyt dużo czasu i dlatego poświęcam tylko kilka minut wieczorem na napisanie opinii na temat dla mnie ważny oraz z ciekawością obserwuję ataki oparte na uogólnieniach i niekonsekwentnym rozumowaniu. Ale Ty za to doskonale wiesz że ja mam dużo wolnego czasu... co pewnie jest jednym z wielu Twych objawów wszechwiedzy i omnipotencji.
                        2) Nawet bazując na modelu firmy (czy to prywatnej, czy już o nieco bardziej złożonej strukturze), podstawą jej prawidłowego działania jest odpowiednio skonstruowana hierarchia.
                        W malutkiej firmie może i faktycznie właściciel może wskutek swojego kaprysu "robić, co mu się tylko podoba", ale w większych strukturach są rady nadzorcze pilnujące właściwego kierowania przedsiębiorstwem (choć oczywiście są wyjątki, ale warto skoncentrować się na większości). A ci co mogą "robić co im się tylko podoba" też nie robią rzeczy, które mogłyby zaszkodzić ich inwestycji. Zatem nie zgodzę się z Twoim stwierdzeniem i trwam przy stanowisku, że nie można od wszystkich pracowników oczekiwać (a tym bardziej wymagać), aby awansowali do stanowiska szefa działu, bo zaburzy to funkcjonowanie firmy. Jasną sprawą jest, że niektórzy (ale tylko ci z predyspozycjami i motywacją) będą mieli szansę awansu. I tu jednak, w kontekście możliwości (a nie przymusu awansu) jest analogia między firmami, armią, uczelnią i wieloma różnymi instytucjami o strukturze piramidy.
                        Oczywiście byłoby to niezwykle budujące gdyby wszyscy pracownicy instytucji naukowych w kraju przed 40. rokiem życia otrzymywali tytuł profesora. Ale dla osób które rozumieją sens krzywej rozkładu statystycznego, byłaby to sytuacja dość podejrzana. Podobnie jest (a właściwie było jeszcze dwie dekady temu), gdzie odpowiednio malejące frakcje społeczeństwa miało wykształcenie średnie, wyższe, stopień doktora itd. I było to wynikiem przede wszystkim chęci, predyspozycji intelektualnych i możliwości rozwoju. A teraz nagle ministerstwo buduje strukturę odwróconej piramidy, która sprawić może że habilitacje będą tłuczone z przymusu, taśmowo (wątpliwa jakość) a kolejne pokolenie młodych naukowców będzie unikać awansu na stanowisko adiunkta (już w niektórych ośrodkach widoczne zjawisko), bo takie włączenie "bomby zegarowej" bez pewności czy uda się w określonym czasie zgromadzić odpowiedni dorobek jest źródłem sporego dyskomfortu psychicznego.
                        3) Nie postulowałem, żeby adiunkt rzetelnie wypełniający swoje obowiązki miał zarabiać jak profesor. Nie wiem dlaczego stosujesz ten argument z magazynierem. Jak wcześniej pisałem, ocena okresowa pracownika również może być dobrym narzędziem weryfikacji zaangażowania w pracę naukową. Nie trzeba tu stosować habilitacji jako papierka lakmusowego.
                        4) Nie zgadzam się, że uczelnie same z siebie zamieniły się w fabryki. Niestety stało się to przez takie a nie inne zasady finansowania uczelni ustalone przez ministerstwo. Tak niestety jest na tym świecie, że ludzie postępują tak, jak pozwalają na to reguły gry. Nawet jeśli w dalszej perspektywie jest to dla nich zgubne (vide magiczne kredyty w USA dla ludzi bez zdolności kredytowej i zabezpieczenia). Oczywiście rektorzy mogli zadziałać zdroworozsądkowo i konsekwentnie nie zwiększać limitów miejsc, ale wystarczył jeden który postanowił sięgnąć po większy kawałek tortu i wyścig się zaczął. Nota bene tort od tego czasu nie zwiększył się proporcjonalnie do zwiększenia limitów miejsc. Efekt jest oczywisty.
                        5) Bardzo uważaj na stwierdzenia generalizujące: "wszyscy, zawsze, nigdy, nikt". Jeden wyjątek sprawia, że Twoje wywody tracą wiarygodność.
                        6) Nieprawdą jest stwierdzenie, że profesorów nie rozlicza się z badań naukowych. Wspomniana wcześniej okresowa ocena pracownika jak najbardziej ich obejmuje. Osobną kwestią jest definiowanie wymagań (indywidualnie dla jednostki) oraz sposób egzekwowania (ze względu na wymagania dotyczące uprawnień do nadawania stopni, prowadzenia studiów - profesorowie są bezcenni, więc czasami prowadzi to do pewnego rodzaju niekonsekwencji w procesie weryfikacji)
                        7) Najzabawniejsza jest Twoja niekonsekwencja:
                        - nalegasz aby wymagać od wszystkich pracowników naukowych aby uzyskali stopień doktora habilitowanego (a lada moment zapewne i tytuł profesora, bo przecież rozwijać się trzeba cały czas a jak już się powiedziało A...),
                        - a dalej stwierdzasz że: "profesorowie [...] to zawsze są chałturnicy, którzy mają po kilka etatów na kilku różnych uczelniach..."
                        No to właściwie jaki jest Twoim zdaniem cel tego przymusu habilitacyjnego? Żeby docelowo na uczelni wszyscy stali się chałturnikami (z wyjątkiem tych którzy są dopiero na tej drodze i wkrótce tacy się staną)?
                        No i skoro wszyscy mają stać się profesorami, to czy będzie wystarczająco dużo pieniędzy w budżecie, żeby zapłacić im pensje ("nie znam biednych profesorów")? To może lepiej utrzymywać dwóch rzetelnie pracujących adiunktów, niż jednego profesora - chałturnika?
                        8) Czy Twoim zdaniem nie istnieje na tym świecie, w tym kraju żaden system ("mityczny")? Czyżby panowała tu anarchia? Oświeć mnie proszę w tej kwestii. Bo moim zdaniem, właśnie dlatego że niektórzy tworzą w systemie wygodne tylko dla siebie rozwiązania, mamy powód do dyskusji.
                        • Gość: Mia Re: każdemu według potrzeb! IP: *.softwareaddon.com 10.10.13, 17:32
                          Gość portalu: Johny napisał(a):

                          > Za to bardzo łatwo wyciągasz zdecydowanie zbyt daleko id
                          > ące wnioski:

                          Nie, to ty wyciągasz zbyt daleko idące wnioski.

                          > 1) Nie mam zbyt dużo czasu i dlatego poświęcam tylko kilka minut wieczorem na n
                          > apisanie opinii na temat dla mnie ważny oraz z ciekawością obserwuję ataki opar
                          > te na uogólnieniach i niekonsekwentnym rozumowaniu. Ale Ty za to doskonale wies
                          > z że ja mam dużo wolnego czasu... co pewnie jest jednym z wielu Twych objawów w
                          > szechwiedzy i omnipotencji.

                          Skoro piszesz takie wypracowania, to znaczy, że masz dużo czasu. Jeszcze żebyś miał coś sensownego do powiedzenia, a to jest zwykłe lanie wody albo spekulacje bez żadnego pokrycia w faktach.

                          > 2) Nawet bazując na modelu firmy (czy to prywatnej, czy już o nieco bardziej zł
                          > ożonej strukturze), podstawą jej prawidłowego działania jest odpowiednio skonst
                          > ruowana hierarchia.
                          > W malutkiej firmie może i faktycznie właściciel może wskutek swojego kaprysu "r
                          > obić, co mu się tylko podoba", ale w większych strukturach są rady nadzorcze pi
                          > lnujące właściwego kierowania przedsiębiorstwem (choć oczywiście są wyjątki, al
                          > e warto skoncentrować się na większości). A ci co mogą "robić co im się tylko p
                          > odoba" też nie robią rzeczy, które mogłyby zaszkodzić ich inwestycji. Zatem nie
                          > zgodzę się z Twoim stwierdzeniem i trwam przy stanowisku, że nie można od wszy
                          > stkich pracowników oczekiwać (a tym bardziej wymagać), aby awansowali do stanow
                          > iska szefa działu, bo zaburzy to funkcjonowanie firmy. Jasną sprawą jest, że ni
                          > ektórzy (ale tylko ci z predyspozycjami i motywacją) będą mieli szansę awansu.
                          > I tu jednak, w kontekście możliwości (a nie przymusu awansu) jest analogia międ
                          > zy firmami, armią, uczelnią i wieloma różnymi instytucjami o strukturze piramid
                          > y.

                          Bez sensu wywód. Habilitacja wcale nie musi oznaczać awans na szefa działu, jest ona tylko (albo aż) potwierdzeniem rozwoju naukowego. Twierdzisz, że pracownik naukowy nie musi się rozwijać? Może w Polsce, bo w Polsce wciąż tak jest na uczelniach, że czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy. Innymi słowy, mylisz awans w hierarchii z rozwojem kompetencji zawodowych. W każdej firmie, w której będziesz chciał się zajmować czymś więcej niż przekładaniem towaru na półkach, musisz rozwijać swoje kompetencje, jeździć na szkolenia etc. Nawet magazynier musi zdobywać wiedzę o nowych produktach, uczyć się obsługiwać nowy sprzęt itd.

                          > Oczywiście byłoby to niezwykle budujące gdyby wszyscy pracownicy instytucji nau
                          > kowych w kraju przed 40. rokiem życia otrzymywali tytuł profesora. Ale dla osób
                          > które rozumieją sens krzywej rozkładu statystycznego, byłaby to sytuacja dość
                          > podejrzana.

                          A co ma do tego krzywa rozkładu statystycznego? To ty nie rozumiesz sensu tej krzywej, bo wcale nie musi w każdym zjawisku być rozkład normalny. Załóżmy, że wszyscy nagle zabiorą się do pracy i będzie 50% profesorów i 50% innych pracowników naukowych. I co, nauka polska padnie z tego powodu?

                          > Podobnie jest (a właściwie było jeszcze dwie dekady temu), gdzie od
                          > powiednio malejące frakcje społeczeństwa miało wykształcenie średnie, wyższe, s
                          > topień doktora itd. I było to wynikiem przede wszystkim chęci, predyspozycji in
                          > telektualnych i możliwości rozwoju. A teraz nagle ministerstwo buduje strukturę
                          > odwróconej piramidy, która sprawić może że habilitacje będą tłuczone z przymus
                          > u, taśmowo (wątpliwa jakość) a kolejne pokolenie młodych naukowców będzie unika
                          > ć awansu na stanowisko adiunkta (już w niektórych ośrodkach widoczne zjawisko),
                          > bo takie włączenie "bomby zegarowej" bez pewności czy uda się w określonym cza
                          > sie zgromadzić odpowiedni dorobek jest źródłem sporego dyskomfortu psychicznego

                          To nie jest problem zaburzenia rozkładu normalnego, tylko niskiego poziomu edukacji. I nie ministerstwo odpowiada za niski poziom, tylko uczelnie, które kształcą masowo wątpliwej jakości magistrów.

                          > 3) Nie postulowałem, żeby adiunkt rzetelnie wypełniający swoje obowiązki miał z
                          > arabiać jak profesor. Nie wiem dlaczego stosujesz ten argument z magazynierem.
                          > Jak wcześniej pisałem, ocena okresowa pracownika również może być dobrym narzęd
                          > ziem weryfikacji zaangażowania w pracę naukową. Nie trzeba tu stosować habilita
                          > cji jako papierka lakmusowego.

                          Jeśli ktoś jest zaangażowany w pracę naukową, ma wyniki, to w czym problem? Habilitacja powinna być dla niego pryszczem, można nawet przedstawić jako habilitację zszywkę lepszych prac naukowych. Przeważnie na habilitację pomstują ci, którzy są zbyt mierni, żeby ją wypocić.

                          > 4) Nie zgadzam się, że uczelnie same z siebie zamieniły się w fabryki. Niestety
                          > stało się to przez takie a nie inne zasady finansowania uczelni ustalone przez
                          > ministerstwo. Tak niestety jest na tym świecie, że ludzie postępują tak, jak p
                          > ozwalają na to reguły gry.

                          Aha, nepotyzm na uczelniach, plagiaty, kolesiostwo, nieróbstwo, układziki to też jest wina ministerstwa, bo na to "pozwalają reguły gry"? Nie kompromituj się, winny zawsze będzie się tłumaczył zwalając winę na innych. Ministerstwo ustaliło normalne i rozsądne kryteria finansowania studiów, a to wy przeginacie, robiąc sobie z finansowania dydaktyki łatwy sposób na zarabianie kasy, w sytuacji, gdy badania naukowe, granty, patenty, wszystko to leży i kwiczy. Zresztą wydziały ścisłe nie przyjmują masowo studentów, co oznacza, że można funkcjonować całkiem nieźle bez tego rodzaju przekrętów. Ministerstwo niewiele może zrobić w sytuacji, gdy na każdą akcję jest reakcja, może należałoby wreszcie was wszystkich wziąć za mordy i powsadzać do pierdla za te przekręty, bo póki co państwo za bardzo cacka się ze środowiskiem akademickim.

                          > Oczywiście rektorzy mogli zadziałać zdroworozsądkowo i konsekwentnie
                          > nie zwiększać limitów miejsc, ale wystarczył jeden który postanowił sięgnąć po
                          > większy kawałek tortu i wyścig się zaczął. Nota bene tort od tego czasu nie zw
                          > iększył się proporcjonalnie do zwiększenia limitów miejsc. Efekt jest oczywisty.

                          Ktoś poszedł do sklepu i ukradł papierosy, nie złapano go, więc poszli inni i wyścig się zaczął. Ciekawe usprawiedliwienia i ciekawa mentalność. W dalszym ciągu pretensje możecie mieć tylko do siebie, bo to ze środowiska akademickiego wyszła "inicjatywa", jak łatwym kosztem ściągnąć kasę z budżetu państwa. A że przy okazji radykalnie poszybował w dół poziom studiów, sięgnął bruku tytuł magistra - kogo z was to obchodzi, mających dożywotnie posadki na uczelniach?
                          • Gość: Johny Re: każdemu według potrzeb! IP: *.internetia.net.pl 12.10.13, 02:27
                            Szczęśliwie czas mojego wypoczynku dobiega końca, więc po tym poście nie będę kontynuował dyskusji (to jest również odpowiedź w kontekście zarzuconego mi nadmiaru wolnego czasu; tu nie zmienię stanowiska, był to zbyt idący wniosek). Nota bene, sama pisząc tak obszerne wypowiedzi powinnaś ten zarzut postawić też sobie.
                            Kolejny dowód na pochopne wyciąganie wniosków: zarzuty dotyczące nieprawidłowości w funkcjonowaniu szkolnictwa wyższego kierujesz do mnie używając zwrotu „wy”. A ja nigdy nie twierdziłem, że pracuję na uczelni. Poza tym, wielu moich kolegów pomimo najlepszych chęci kształcenia studentów na odpowiednim poziomie po prostu jest w sytuacji patowej. Oblanie 80% funkcjonalnych analfabetów wiązałoby się z poważnymi konsekwencjami (rozmowa z dziekanem to właściwie początek nieprzyjemności). Zatem zarzuty należy kierować do osób odpowiedzialnych za sytuację, a nie wylewać wiadro pomyj na wszystkich.
                            Nigdy nie twierdziłem, że rozwój naukowy nie jest potrzebny. Wręcz przeciwnie. Ale nie zgadzam się z tezą, że jedynym narzędziem które będzie w stanie to zagwarantować jest habilitacja. A uwzględnij proszę, że w przypadku gdyby „wszyscy zabrali się nagle do pracy” to w pewnym momencie nie będzie, jak twierdzisz 50% profesorów i 50% innych pracowników naukowych, tylko 80% profesorów (wynika to ze zwykłej proporcji okresu pracy: 8 lat jako adiunkt – do ok. 40 roku życia i później, do emerytury ok. 35 lat).
                            Nigdzie nie użyłem sformułowania „zaburzenie rozkładu normalnego”. Albo świadomie przypisujesz mi jakieś dziwne twierdzenia, co jest nieuczciwe, albo nie rozumiesz tego co czytasz. Za błąd natomiast uważam wychodzenie z założenia, że 50% populacji ma potencjał aby ukończyć studia (nie te sprowadzone do poziomu szkoły średniej przed 20 laty). Analogicznie, za błąd uważam podejście w którym zakłada się że każdy doktor może otrzymać habilitację. Pamiętajmy, że jest to wyższy stopień naukowy, a nie tylko stwierdzenie systematycznej pracy naukowej. I póki nie podasz uznanego w literaturze przedmiotu modelu statystycznego który skutecznie opisywałby rozkład inteligencji w społeczeństwie, będę bazował na rozkładzie normalnym. Podaj proszę konkret, bo inaczej sama lejesz wodę.

                            „Ministerstwo ustaliło normalne i rozsądne kryteria finansowania studiów, a to wy przeginacie, robiąc sobie z finansowania dydaktyki łatwy sposób na zarabianie kasy, w sytuacji, gdy badania naukowe, granty, patenty, wszystko to leży i kwiczy.”
                            Ministerstwo zaczęło płacić za ilość a nie jakość. Stosując algorytm bazujący na liczbie studentów, stworzyło sytuację, w której każdej uczelni opłacało się przyjmować więcej studentów kosztem jakości kształcenia. Oczywiście, ostateczna decyzja zależała od senatów, jednak najwyraźniej zadziałała motywacja finansowa. A przyrównanie tego do kradzieży jest nadużyciem. Nie można stosować tego działania do łamania prawa.
                            Co do przekrętów, nepotyzmu i malwersacji, to oczywiście są i tego nie bronię. Należałoby przewietrzyć parę uczelni, a natychmiast atmosfera uległaby poprawie.

                            „ A że przy okazji radykalnie poszybował w dół poziom studiów, sięgnął bruku tytuł magistra - kogo z was to obchodzi, mających dożywotnie posadki na uczelniach?”
                            Te kwestie komentowałem. Wielu świetnych pracowników jest załamanych sytuacją i działa pod silną presją „z góry”. Zatem ponowię prośbę o kierowanie ataków do konkretnych osób, a nie wszystkich. Warto dodać, że teraz robi się jeszcze ciekawiej, ponieważ na studia trafiają ludzie z poziomem wykształcenia typowym kiedyś dla zawodówki. A tutaj już zaczyna się temat-rzeka ze szkolnictwem podstawowym i średnim w roli głównej. Zakładam, że też odpowiedzialnością obarczysz nauczycieli i dyrektorów szkół za dramatyczne ograniczenie materiału?


                            „Wyjątki potwierdzają regułę. Jeśli ty nie rozumiesz, że mowa jest o pewnych standardach postępowania na uczelniach, to jest to wyłącznie twój problem.„
                            Utarte powiedzenia nie są żadnym potwierdzeniem postawionej tezy. Mogę jedynie Ci współczuć, że masz doświadczenia z uczelni, gdzie takie zachowania są standardem. Ja miałem widać więcej szczęścia, co nie znaczy że było tam idealnie.
                            „No właśnie, sam podałeś jeden z przykładów, jak działa wasza okresowa "ocena".”
                            Tak, stwierdziłem że zdarzają się sytuacje, gdzie ludzie stosują sztuczki by ze swoim nieróbstwem przeskoczyć przez sito weryfikacji. Ale jeśli twierdzisz, że habilitacja (wszak zdarzenie jednorazowe) jest istotnie skuteczniejszym narzędziem kontrolnym, to przeczysz sama sobie. W obu przypadkach w ocenę zaangażowani są ludzie, którzy mogą być uczciwi albo nieuczciwi.
                            „Potrafisz wybiórczo cytować, to już udowodniłeś, ale jakbyś ze zrozumieniem przeczytał moją wypowiedź i/albo rzetelnie ją zacytował, to wiedziałbyś, że nie pisałam o wszystkich profesorach, tylko tych z "pensum podkręconym do granic absurdu". „
                            Rozumiem, że masz doświadczenia z uczelnią, gdzie pensum było narzucane indywidualnie i jedni profesorowie mieli więcej a inni mniej (doprawdy, niesamowita uczelnia). A zatem jeśli mają narzucone pensum utrudniające pracę naukową, to wszyscy takie samo (oczywiście osobne pułapy dla samodzielnych, a osobne dla adiunktów). A zatem trudno rozgraniczać na tych „z pensum podkręconym” i pozostałych. Ale wcześniej wrzuciłaś wszystkich profesorów do jednego worka (tak, z drobnymi wyjątkami) i opisałaś skandaliczne standardy na znanej sobie uczelni. No to w końcu piszesz o wszystkich, czy jednak o niektórych? I których jest więcej? Bądź rzetelna i podaj wartości z dokładnością choć do 10%, bo to jest bardzo ważne. A ponieważ nie ograniczamy się do kadry znanej Tobie uczelni, poproszę o dane wiążące w skali kraju. Żeby nie było lania wody.
                            „Ja myślę, że ty po prostu po raz kolejny nie zrozumiałeś, co przeczytałeś. Chyba jest różnica pomiędzy istnieniem systemu, a zwalaniem winy na ów system.”
                            Albo użyłaś przymiotnika „mityczny” przy rzeczowniku „system” aby błysnąć znajomością kolejnego wielosylabowca, albo ten wyraz niósł w sobie treść. Jak zatem Ty rozumiesz taki termin? System istnieje co potwierdziłaś, więc jaki cel miało nazwanie go „mitycznym”? Nie możesz zarzucać braku zrozumienia tekstu, który napisałaś nieprecyzyjnie albo co gorsza – bezmyślnie.
                            Jeśli udowodnisz spisek uczelni w kraju polegający na świadomym zaniżaniu poziomu kształcenia, to faktycznie nie będzie można doszukiwać się źródła problemu w systemie. Zatem szukaj i wskaż. Konkretnie. Bez wodolejstwa, nadinterpretacji i przypisywaniu innym stwierdzeń których nigdy nie użyli.
                            Co ciekawe, w poszukiwaniu mnóstwa problemów i wad w naszym szkolnictwie wyższym, kompletnie uciekłaś od problemu oceny parametrycznej. Tak pośpiesznie skleconej i przeprowadzonej.
                            • Gość: Mia Re: każdemu według potrzeb! IP: *.hosting24.com 12.10.13, 22:42
                              Gość portalu: Johny napisał(a):

                              > Szczęśliwie czas mojego wypoczynku dobiega końca, więc po tym poście nie będę k
                              > ontynuował dyskusji (to jest również odpowiedź w kontekście zarzuconego mi nadm
                              > iaru wolnego czasu; tu nie zmienię stanowiska, był to zbyt idący wniosek). Nota
                              > bene, sama pisząc tak obszerne wypowiedzi powinnaś ten zarzut postawić też sob
                              > ie.

                              Czy ty gościu nie potrafisz się streszczać? Szanuj czas swoich rozmówców. Wypoczynek na początku roku akademickiego? Ciekawe... Odpoczywasz pewnie po wakacjach, co nie? Jakbyś nie zauważył, moja wypowiedź była obszerna, bo była odpowiedzią na twoje rozwlekłe wypociny.

                              > Kolejny dowód na pochopne wyciąganie wniosków: zarzuty dotyczące nieprawidłowoś
                              > ci w funkcjonowaniu szkolnictwa wyższego kierujesz do mnie używając zwrotu R
                              > 22;wy”. A ja nigdy nie twierdziłem, że pracuję na uczelni.

                              Ale jesteś świetnie zorientowany w sprawach uczelni, grantach, zarobkach etc.

                              > Poza tym, wiel
                              > u moich kolegów pomimo najlepszych chęci kształcenia studentów na odpowiednim p
                              > oziomie po prostu jest w sytuacji patowej. Oblanie 80% funkcjonalnych analfabet
                              > ów wiązałoby się z poważnymi konsekwencjami (rozmowa z dziekanem to właściwie p
                              > oczątek nieprzyjemności). Zatem zarzuty należy kierować do osób odpowiedzialnyc
                              > h za sytuację, a nie wylewać wiadro pomyj na wszystkich.

                              Śmieszny jesteś. A kto niby wybrał dziekana, jak nie pracownicy? A dlaczego dziekan nie pozwala na oblanie tylu studentów? Może dba o miejsca pracy dla was? Takie łzawe gadki to nic innego, tylko zwalanie winy na innych. Pracownicy akademiccy nie mają sobie oczywiście nic do zarzucenia, a tymczasem to oni głosują nogami.

                              > Nigdy nie twierdziłem, że rozwój naukowy nie jest potrzebny. Wręcz przeciwnie.
                              > Ale nie zgadzam się z tezą, że jedynym narzędziem które będzie w stanie to zagw
                              > arantować jest habilitacja.

                              Ale w czym problem? Przecież habilitacji teraz nie trzeba pisać, wystarczy przedstawić zszywkę dobrych publikacji. Chyba że takich nie masz.

                              > A uwzględnij proszę, że w przypadku gdyby „ws
                              > zyscy zabrali się nagle do pracy” to w pewnym momencie nie będzie, jak tw
                              > ierdzisz 50% profesorów i 50% innych pracowników naukowych, tylko 80% profesoró
                              > w (wynika to ze zwykłej proporcji okresu pracy: 8 lat jako adiunkt – do o
                              > k. 40 roku życia i później, do emerytury ok. 35 lat).

                              Procenty nie mają nic do rzeczy. Tak czy siak, na pewno nie zaszkodzi to nauce, a wręcz przeciwnie.

                              > Nigdzie nie użyłem sformułowania „zaburzenie rozkładu normalnego”.
                              > Albo świadomie przypisujesz mi jakieś dziwne twierdzenia, co jest nieuczciwe, a
                              > lbo nie rozumiesz tego co czytasz.

                              Co z tego, że nie użyłeś? To, że nie znasz terminologii i nie potrafisz się nią posługiwać, jeszcze nie oznacza, że zjawisko to nie będzie zaburzeniem rozkładu normalnego.

                              > Za błąd natomiast uważam wychodzenie z założ
                              > enia, że 50% populacji ma potencjał aby ukończyć studia (nie te sprowadzone do
                              > poziomu szkoły średniej przed 20 laty).

                              Oczywiście, że nie. Ale to wy przyjmujecie 50% populacji.

                              > Analogicznie, za błąd uważam podejście
                              > w którym zakłada się że każdy doktor może otrzymać habilitację. Pamiętajmy, że
                              > jest to wyższy stopień naukowy, a nie tylko stwierdzenie systematycznej pracy n
                              > aukowej.

                              I tu się mylisz. Habilitacja to nie jest jakieś cudo na kiju, wymagające nie wiem jakich zdolności, tylko uzyskuje się ją normalną, rzetelną, systematyczną pracą na uczelni. Każdy, kto przez 8 lat robił jakieś badania, niekoniecznie publikowane w czołowych światowych czasopismach, bez trudu może uzyskać habilitację. No ale dla kogoś, kto może sobie tylko pomarzyć o habilitacji, zawsze to będzie straszny smok w ciemnej jaskini.

                              > I póki nie podasz uznanego w literaturze przedmiotu modelu statystyczn
                              > ego który skutecznie opisywałby rozkład inteligencji w społeczeństwie, będę baz
                              > ował na rozkładzie normalnym. Podaj proszę konkret, bo inaczej sama lejesz wodę

                              Masz marne pojęcie o statystyce, bo akademicy jako środowisko to absolutnie nie jest reprezentatywna część społeczeństwa, więc nie podlega rozkładowi normalnemu. Zakładasz, że do zrobienia habilitacji jest niezbędna jakaś ponadprzeciętna (nawet dla środowiska akademickiego) inteligencja, a ja twierdzę, że jest to tylko wynik systematycznej pracy. Chyba że według ciebie zrobienie kilku(nastu) badan przekracza możliwości intelektualne przeciętnego akademika. Równie dobrze mógłbyś twierdzić, że tylko pewien procent studentów V roku jest w stanie napisać pracę magisterską, mimo że do końca studiów dochodzą wszyscy. Twoje rozumienie statystyki kompromituje cię jako naukowca.

                              > „Ministerstwo ustaliło normalne i rozsądne kryteria finansowania studiów,
                              > a to wy przeginacie, robiąc sobie z finansowania dydaktyki łatwy sposób na zar
                              > abianie kasy, w sytuacji, gdy badania naukowe, granty, patenty, wszystko to leż
                              > y i kwiczy.”
                              > Ministerstwo zaczęło płacić za ilość a nie jakość. Stosując algorytm bazujący n
                              > a liczbie studentów, stworzyło sytuację, w której każdej uczelni opłacało się p
                              > rzyjmować więcej studentów kosztem jakości kształcenia. Oczywiście, ostateczna
                              > decyzja zależała od senatów, jednak najwyraźniej zadziałała motywacja finansowa

                              Nie wiesz, o czym piszesz. Jak zmierzyć jakość studiów? Procentem osób, które znalazły pracę? Jaką pracę? Kto miałby to badać? Znasz jeszcze coś takiego, jak zwykła, ludzka uczciwość? To ona nakazuje nie naginać przepisów, jeśli jest to nieetyczne. No ale dzisiejsi naukowcy, elita intelektualna kraju, nie rozumieją, co to znaczy moralność, prawda? I dlatego defraudują pieniądze z grantów (vide ostatnia sprawa na PWr), bo też ministerstwo stworzyło taki system, że pieniądze się dostaje, ale już nikt na uczelniach nie kontroluje, na co zostały wydane.

                              > . A przyrównanie tego do kradzieży jest nadużyciem. Nie można stosować tego dzi
                              > ałania do łamania prawa.

                              Jest to kradzież publicznych pieniędzy. I tyle.

                              > Co do przekrętów, nepotyzmu i malwersacji, to oczywiście są i tego nie bronię.
                              > Należałoby przewietrzyć parę uczelni, a natychmiast atmosfera uległaby poprawie

                              Może nawet nie parę, ale wszystkie.

                              > „ A że przy okazji radykalnie poszybował w dół poziom studiów, sięgnął br
                              > uku tytuł magistra - kogo z was to obchodzi, mających dożywotnie posadki na ucz
                              > elniach?”
                              > Te kwestie komentowałem. Wielu świetnych pracowników jest załamanych sytuacją i
                              > działa pod silną presją „z góry”.

                              Nie rozśmieszaj mnie. Jaka presja "z góry"? Inicjatywa wyszła od was, a to "z góry" to jest tylko tanie usprawiedliwianie się i zrzucanie winy na innych.

                              > Zatem ponowię prośbę o kierowani
                              > e ataków do konkretnych osób, a nie wszystkich.

                              Konkretne osoby to są m.in. wieloetatowcy na uczelniach, którzy odwalają chałtury, nie wykonując innych swoich ustawowych obowiązków, np. badań naukowych. Za coś takiego powinien grozić nieodwołalny wypad z uczelni.

                              > Warto dodać, że teraz robi się
                              > jeszcze ciekawiej, ponieważ na studia trafiają ludzie z poziomem wykształcenia
                              > typowym kiedyś dla zawodówki.

                              I to pewnie też wina pani minister, bo to ona przyjmuje studentów na konkretne kierunku i zatwierdza listy. Albo w porę nie zablokowała machlojek naszych "geniuszy" od krętaczenia.

                              > A tutaj już zaczyna się temat-rzeka ze szkolnictw
                              > em podstawowym i średnim w roli głównej. Zakładam, że też odpowiedzialnością ob
                              > arczysz nauczycieli i dyrektorów szkół za dramatyczne ograniczenie materiału?

                              A co ma do tego szkolnictwo podstawowe i średnie? Jesteście na sznurku nauczycieli i dyrektorów szkół? Poziom szkolnictwa podstawowego i średniego się obniża, tymczase
                            • Gość: Mia Re: każdemu według potrzeb! IP: *.hosting24.com 12.10.13, 23:04
                              > „Wyjątki potwierdzają regułę. Jeśli ty nie rozumiesz, że mowa jest o pewn
                              > ych standardach postępowania na uczelniach, to jest to wyłącznie twój problem.&
                              > #8222;
                              > Utarte powiedzenia nie są żadnym potwierdzeniem postawionej tezy.

                              Widzę, że dalej nie rozumiesz, że mowa jest o regule, a nie konkretnych przypadkach. Wszyscy na uczelniach są tacy ciemni jak ty?

                              > Mogę jedynie
                              > Ci współczuć, że masz doświadczenia z uczelni, gdzie takie zachowania są standa
                              > rdem. Ja miałem widać więcej szczęścia, co nie znaczy że było tam idealnie.

                              No cóż, to samo miejsce inaczej wygląda w zależności od miejsca siedzenia.

                              > „No właśnie, sam podałeś jeden z przykładów, jak działa wasza okresowa "o
                              > cena".”
                              > Tak, stwierdziłem że zdarzają się sytuacje, gdzie ludzie stosują sztuczki by ze
                              > swoim nieróbstwem przeskoczyć przez sito weryfikacji.

                              Sztuczki? Wszystko opiera się na kolesiostwu, a ci, którzy mają dobre układy na uczelni, żadnych sztuczek nie muszą stosować.

                              > Ale jeśli twierdzisz, że
                              > habilitacja (wszak zdarzenie jednorazowe) jest istotnie skuteczniejszym narzęd
                              > ziem kontrolnym, to przeczysz sama sobie. W obu przypadkach w ocenę zaangażowan
                              > i są ludzie, którzy mogą być uczciwi albo nieuczciwi.

                              No tak, zapomniałam, że może być problem z uczciwością recenzentów i komisji. w takim razie trudno na uczelniach o jakiekolwiek narzędzia kontrolne. Więc najlepiej nie wymagajmy nic, prawda? Ja jednak stoję na stanowisku, szczególnie w takiej sytuacji, że im więcej narzędzi kontrolnych, tym większa szansa, że jednak jakaś selekcja będzie.

                              > „Potrafisz wybiórczo cytować, to już udowodniłeś, ale jakbyś ze zrozumien
                              > iem przeczytał moją wypowiedź i/albo rzetelnie ją zacytował, to wiedziałbyś, że
                              > nie pisałam o wszystkich profesorach, tylko tych z "pensum podkręconym do gran
                              > ic absurdu". „
                              > Rozumiem, że masz doświadczenia z uczelnią, gdzie pensum było narzucane indywid
                              > ualnie i jedni profesorowie mieli więcej a inni mniej (doprawdy, niesamowita uc
                              > zelnia). A zatem jeśli mają narzucone pensum utrudniające pracę naukową, to wsz
                              > yscy takie samo (oczywiście osobne pułapy dla samodzielnych, a osobne dla adiun
                              > któw). A zatem trudno rozgraniczać na tych „z pensum podkręconym” i
                              > pozostałych.

                              Na wszystkich uczelniach, jakie znam, pracownicy mają na tyle małe pensum, że nie stanowi to żadnego zagrożenia dla ich obowiązków naukowych. Problem zaczyna się wtedy, gdy korzystając z niskiego pensum, biorą etaty na innych uczelniach, olewając swoje obowiązki naukowe, bo tych nikt nie sprawdza i nie ocenia. Wystarczy napisać 1-2 denne artykuliki na rok i wszyscy są zadowoleni. Rozumiesz już, o co biega? Zbyt duże pensum narzucone z góry to mit, większość z własnej woli decyduje się na dodatkowe etaty, bo dzięki temu mogą zgarnąć więcej kasiory, a pracy naukowej i tak nikt nie kontroluje. Dziekani, dyrektorzy instytutów przeważnie też mają po kilka etatów, więc im taka sytuacja też jest na rękę.

                              > Ale wcześniej wrzuciłaś wszystkich profesorów do jednego worka (t
                              > ak, z drobnymi wyjątkami) i opisałaś skandaliczne standardy na znanej sobie ucz
                              > elni. No to w końcu piszesz o wszystkich, czy jednak o niektórych? I których je
                              > st więcej?

                              Piszę o regule. Jeśli uważasz, że reguła jest inna, to spróbuj to udowodnić konkretnymi przykładami, a nie czepialskim krytykanctwem.

                              > Bądź rzetelna i podaj wartości z dokładnością choć do 10%, bo to jes
                              > t bardzo ważne.

                              To może ty spróbuj czytać ze zrozumieniem, bo alb jesteś wyjątkowo ciemny, albo specjalnie strugasz głupka. Może dlatego, że nie masz argumentów. Co mam ci podać z dokładnością do 10%? Naprawdę nie znasz realiów akademickich, czy urwałeś się z choinki?

                              > A ponieważ nie ograniczamy się do kadry znanej Tobie uczelni, p
                              > oproszę o dane wiążące w skali kraju. Żeby nie było lania wody.

                              To może najpierw ty podaj dane wiążące w skali kraju, skoro wymagasz tego od innych. Czekam, expercie od nauk i szkół wszelakich...

                              > „Ja myślę, że ty po prostu po raz kolejny nie zrozumiałeś, co przeczytałe
                              > ś. Chyba jest różnica pomiędzy istnieniem systemu, a zwalaniem winy na ów syste
                              > m.”
                              > Albo użyłaś przymiotnika „mityczny” przy rzeczowniku „system&
                              > #8221; aby błysnąć znajomością kolejnego wielosylabowca, albo ten wyraz niósł w
                              > sobie treść. Jak zatem Ty rozumiesz taki termin? System istnieje co potwierdzi
                              > łaś, więc jaki cel miało nazwanie go „mitycznym”? Nie możesz zarzuc
                              > ać braku zrozumienia tekstu, który napisałaś nieprecyzyjnie albo co gorsza R
                              > 11; bezmyślnie.

                              Przestań bredzić. Ustosunkuj się konkretnie do zdania, które zacytowałeś, a nie lej wodę, doprawiając swoje wypociny personalnymi wycieczkami. Jeśli dalej nie rozumiesz, to wyjaśniam, że system jest mityczny w takim sensie, w jakim wy go rozumiecie, tzn. źródło wszelkich plag, jakie dotykają biednych, zapracowanych, wiecznie skrzywdzonych pracowników akademickich, którzy nawet sami nie wiedzą, ile zarabiają, bo dane z uczelni nie potwierdzają waszych ciągłych śpiewek o "tragicznie niskich" wynagrodzeniach polskich adiunktów poniżej średniej krajowej.

                              > Jeśli udowodnisz spisek uczelni w kraju polegający na świadomym zaniżaniu pozio
                              > mu kształcenia, to faktycznie nie będzie można doszukiwać się źródła problemu w
                              > systemie. Zatem szukaj i wskaż. Konkretnie. Bez wodolejstwa, nadinterpretacji
                              > i przypisywaniu innym stwierdzeń których nigdy nie użyli.

                              Póki co, to ty tu lejesz wodę w swoich rozwlekłych wypocinach. Spisek? Nie rozśmieszaj mnie. Po raz kolejny dowodzisz, że nie rozumiesz mechanizmów zachowania środowiska akademickiego. Do tego nie trzeba żadnych formalnych spisków, ukrytych lub nie, wystarczy, że jedna uczelnia postąpi w określony sposób i za nią pójdą inne. Jak chcesz tropić spiski, to szukaj ich w sprawozdaniach z posiedzeń rad wydziałów.

                              > Co ciekawe, w poszukiwaniu mnóstwa problemów i wad w naszym szkolnictwie wyższy
                              > m, kompletnie uciekłaś od problemu oceny parametrycznej. Tak pośpiesznie skleco
                              > nej i przeprowadzonej.

                              Ja tylko komentuję twoje wypowiedzi. Co doskonale widać - każda moja wypowiedź jest odpowiedzią pod konkretnym twoim fragmentem, żadnych nie opuszczam. Więc uciekłam dlatego, że ty uciekłeś.
                        • Gość: Mia Re: każdemu według potrzeb! IP: *.softwareaddon.com 10.10.13, 17:50
                          > 5) Bardzo uważaj na stwierdzenia generalizujące: "wszyscy, zawsze, nigdy, nikt"
                          > . Jeden wyjątek sprawia, że Twoje wywody tracą wiarygodność.

                          Wyjątki potwierdzają regułę. Jeśli ty nie rozumiesz, że mowa jest o pewnych standardach postępowania na uczelniach, to jest to wyłącznie twój problem.

                          > 6) Nieprawdą jest stwierdzenie, że profesorów nie rozlicza się z badań naukowyc
                          > h. Wspomniana wcześniej okresowa ocena pracownika jak najbardziej ich obejmuje.
                          > Osobną kwestią jest definiowanie wymagań (indywidualnie dla jednostki) oraz sp
                          > osób egzekwowania (ze względu na wymagania dotyczące uprawnień do nadawania sto
                          > pni, prowadzenia studiów - profesorowie są bezcenni, więc czasami prowadzi to d
                          > o pewnego rodzaju niekonsekwencji w procesie weryfikacji)

                          No właśnie, sam podałeś jeden z przykładów, jak działa wasza okresowa "ocena". Dodam od siebie, że jest to tylko nic nie znaczący papierek, a wszystkie roszady personalne odbywają się według zasady kolesiostwa i sympatii. Znałam wielu pracowników naukowych, którzy byli zdolni, ambitni i z osiągnięciami i zostali wywaleni z uczelni albo sami zostali zmuszeni do rezygnacji, bo komuś nadepnęły na odcisk, i na odwrót - nierobów, które do emerytury grzeją ciepłe stołki, bo mają odpowiednie znajomości. Albo zatrudnianie administracji według zasady pokrewieństwa lub znajomości to przecież norma na uczelniach. Więc nie pisz o "ocenach" okresowych, co do których nawet studenci wiedzą, że one nic nie znaczą.

                          > 7) Najzabawniejsza jest Twoja niekonsekwencja:
                          > - nalegasz aby wymagać od wszystkich pracowników naukowych aby uzyskali stopień
                          > doktora habilitowanego (a lada moment zapewne i tytuł profesora, bo przecież r
                          > ozwijać się trzeba cały czas a jak już się powiedziało A...),
                          > - a dalej stwierdzasz że: "profesorowie [...] to zawsze są chałturnicy, którzy
                          > mają po kilka etatów na kilku różnych uczelniach..."
                          > No to właściwie jaki jest Twoim zdaniem cel tego przymusu habilitacyjnego? Żeby
                          > docelowo na uczelni wszyscy stali się chałturnikami (z wyjątkiem tych którzy s
                          > ą dopiero na tej drodze i wkrótce tacy się staną)?

                          Potrafisz wybiórczo cytować, to już udowodniłeś, ale jakbyś ze zrozumieniem przeczytał moją wypowiedź i/albo rzetelnie ją zacytował, to wiedziałbyś, że nie pisałam o wszystkich profesorach, tylko tych z "pensum podkręconym do granic absurdu". Zawsze tak rzetelnie cytujesz źródła? Wot naukowiec, teraz już mnie nie dziwi, dlaczego niektórym tak trudno zrobić habilitację, skoro nie nauczono ich umiejętności, którą powinien opanować każdy magistrant. Gdybyś zrozumiał moją wypowiedź, to pojąłbyś, że wcale nie optuję za tym, żeby wszyscy byli chałturnikami, a wręcz przeciwnie. Niestety tak jest, że chałturzą głównie ci, którzy są za słabi, żeby rozwijać się naukowo. I wcale mowa nie jest tylko o profesorach, bo gros z wieloetatowców to są adiunkci, którzy zamiast rzetelnie robić badania i rozwijać się naukowo, za czym idą także wyższe zarobki, wybierają chałturzenie na kilku etatach, bo to jest łatwiejsze.

                          > No i skoro wszyscy mają stać się profesorami, to czy będzie wystarczająco dużo
                          > pieniędzy w budżecie, żeby zapłacić im pensje ("nie znam biednych profesorów")?
                          > To może lepiej utrzymywać dwóch rzetelnie pracujących adiunktów, niż jednego p
                          > rofesora - chałturnika?

                          To może lepiej utrzymywać czterech magistrów? Na czym polega przewaga adiunkta, skoro nie rozwija się naukowo? Przeczytać kilka książek i streścić je studentom potrafi każdy magister. Dlaczego mamy płacić więcej adiunktowi, skoro nie reprezentuje sobą niczego więcej niż magister z kwalifikacjami pedagogicznymi? Tylko nie pisz, że ma zarabiać więcej za sam dyplom doktora, bo co komu po tym dyplomie, skoro za nim nie idą wyższe kwalifikacje?

                          > 8) Czy Twoim zdaniem nie istnieje na tym świecie, w tym kraju żaden system ("mi
                          > tyczny")? Czyżby panowała tu anarchia? Oświeć mnie proszę w tej kwestii. Bo moi
                          > m zdaniem, właśnie dlatego że niektórzy tworzą w systemie wygodne tylko dla sie
                          > bie rozwiązania, mamy powód do dyskusji.

                          Ja myślę, że ty po prostu po raz kolejny nie zrozumiałeś, co przeczytałeś. Chyba jest różnica pomiędzy istnieniem systemu, a zwalaniem winy na ów system. Albo celowo trollujesz, albo jesteś tak pojętny, jak widać. I jedno, i drugie potwierdzałoby opinię o niskim poziomie intelektualnym polskich tzw. naukowców (czyli ludzi uważających się za nich i za elitę intelektualną kraju, a w rzeczywistości już dawno nimi nie będących). Przeczytaj może jeszcze raz, a jak trzeba to i trzeci - może wreszcie zrozumiesz, jaki był sens tej wypowiedzi.
    • fuzzy_quack Bachmann: Rankingi szkół wyższych nie są obiekt... 06.10.13, 02:02
      Nie bardzo rozumiem co prof. Bachman rozumie przez obiektywizm w kontekscie oceny skomplikowanej struktury splolecznej, jaka jest uczelnia. Czy zarzuca ministerstwu, ze za takie same osiagniecia ranking przydziela rozne ilosci punktow? Brak czystego obiektywizmu jest wpisany w kompleksowa ocene, skoro musi sumowac jablka i pomarancze, np dydaktyke i badania. Raczej nalezaloby badac, czy dany ranking wplywa korzystnie na cele okreslone przez decydenta rozdzialu srodkow. Z samego tekstu wynika, ze jakakakolwiek ocena czegokolwiek jest nonsensem, choc naturalnie nie twierdze nie majac po temu danych, ze omawiany ranking czemukolwiek sluzy.
    • gonzales.wroclaw Rankingi są obiektywne, jak wygrywają nasi. 06.10.13, 06:00
      Jak przegrywają - są złe.
      Tak samo z demokracją - jeżeli wybierają naszych, to wszystko jest OK.
    • Gość: WK Re: Bachmann: Rankingi szkół wyższych nie są obie IP: 93.154.173.* 06.10.13, 20:58
      Ciekawy byłby ranking porównujący np. jednostkowy koszt publikacji naukowca z uczelni polskiej i niemieckiej w recenzowanym czasopiśmie, jednostkowy koszt godziny dydaktycznej tu i tam, itd.
      • Gość: Adam Re: Bachmann: Rankingi szkół wyższych nie są obie IP: *.free.aero2.net.pl 06.10.13, 21:04
        To jest nieporównywalne, bo publikacja naukowca z uczelni zachodniej = "Science" albo inne czasopismo z LF, publikacja polska - czasopismo własne zakładu lub u zaprzyjaźnionego Rycha Zdzicha za 2 punkty ministerialne. Polskie uczelnie to studnia bez dna - ile pieniędzy by w nie nie zainwestować, wszystko albo przynajmniej większość zostanie zmarnowana przez nepotyzm, kolesiowość czy zwyczajne nieudacznictwo.
        • hummer Znów bzdura. 09.10.13, 00:25
          Gość portalu: Adam napisał(a):

          > To jest nieporównywalne, bo publikacja naukowca z uczelni zachodniej = "Science
          > " albo inne czasopismo z LF, publikacja polska - czasopismo własne zakładu lub
          > u zaprzyjaźnionego Rycha Zdzicha za 2 punkty ministerialne. Polskie uczelnie to
          > studnia bez dna - ile pieniędzy by w nie nie zainwestować, wszystko albo przyn
          > ajmniej większość zostanie zmarnowana przez nepotyzm, kolesiowość czy zwyczajne
          > nieudacznictwo.

          Ile stron ma numer Science? Ilu autorów z Zachodu przypada na stronę w Science?
          • Gość: max Re: Znów bzdura. IP: 176.31.41.* 12.10.13, 23:11
            "Science" ma na tyle mało stron, żeby istniała ostra selekcja przy wyborze publikacji. Oprócz niego istnieje wiele innych prestiżowych czasopism.

            Ja bym zapytał inaczej: jaki jest udział polskich publikacji w prestiżowych czasopismach, a jaki zagranicznych. Odpowiedź znajdziesz w rankingach uczelni, które prawie zawsze uwzględniają tę rzecz.
      • radeberger Re: Bachmann: Rankingi szkół wyższych nie są obie 06.10.13, 23:48
        Gość portalu: WK napisał(a):

        > Ciekawy byłby ranking porównujący np. jednostkowy koszt publikacji naukowca z u
        > czelni polskiej i niemieckiej w recenzowanym czasopiśmie, jednostkowy koszt god
        > ziny dydaktycznej tu i tam, itd.

        I czego to właściwie będzie wykładnikiem? Znam osoby, które klepią prace naukowe setkami na podstawie przypadków, którymi się zajmują. IF mają jednak ciągle 0. Ale znam też osoby, które jedną pracą zdobywają większy IF niż rodzima uczelnia przez rok.
        Więc po co ranking dupogodzin?
        • Gość: WK Re: Bachmann: Rankingi szkół wyższych nie są obie IP: 156.17.33.* 07.10.13, 13:17
          radeberger napisał:
          > I czego to właściwie będzie wykładnikiem?
          Efektywności wydatków na naukę. BTW, napisałem, "itd." na różne inne wskaźniki, np. IF.
          > Ale znam też osoby, które jedną pracą zdobywają większy IF niż rodzima uczelnia przez rok.
          Sprzeczność. Element nie może być większy od zbioru do którego należy:)
          • radeberger Re: Bachmann: Rankingi szkół wyższych nie są obie 07.10.13, 13:28
            Gość portalu: WK napisał(a):

            > Sprzeczność. Element nie może być większy od zbioru do którego należy:)

            Slowo klucz - matczynej. Nie ma sprzecznosci - publikowal gdzie indziej.
    • wielki_czarownik Nauka a dydaktyka 06.10.13, 21:13
      Należy się jeszcze zastanowić nad tym, czy dla studenta jakaś uprawiana nauka ma znaczenie. Jeżeli mówimy o studiach licencjackich, to kwestia jakości uprawianej w danej uczelni nauki jest bez znaczenia. Tu liczy się czysta dydaktyka. Tak samo nauka jest zbędna z punktu widzenia takiej licencjackiej uczelni. Ona ma kształcić kadrę do pracy w okolicznych przedsiębiorstwach i tu ważniejsze jest nauczenie studentów czegoś przydatnego, niż publikowanie w prestiżowych czasopismach.
      • Gość: max Re: Nauka a dydaktyka IP: 176.31.41.* 07.10.13, 02:13
        To idźmy dalej: Czy potrzebni są na naszych uczelniach profesorowie i adiunkci z doktoratem? Skoro wiedza zdecydowanej większości naszych "specjalistów" z uczelni przekazywana studentom sprowadza się do przeczytania kilku książek, to równie dobrze może to zrobić magister. Do tego nie potrzeba tytułów akademickich czy 4 lat studiów doktoranckich, wystarczy specjalizacja nauczycielska. Płaćmy wykładowcom akademickim tyle samo co nauczycielom w szkole i nie marnujmy pieniędzy na kształcenie kadr akademickich czy finansowania badań, które są tylko markowaniem badań naukowych.
        • Gość: zuza Re: Nauka a dydaktyka IP: *.play-internet.pl 07.10.13, 10:43
          Może i nie jest najlepiej z polską nauką i uczelniami. Ale specjalistów i ekspertów od polskiej nauki i naukowców mamy na swiatowym poziomie. Ci ludzie naprawdę wiedzą wszystko o wszystkim i wszystkich! I jak mądrze, obiektywnie i bezinteresownie potrafią ocenić oraz porównać na forum rodzimy i cudzy dorobek, wykorzystując każdą okazję, a nawet bez okazji! Takie łby się marnują w powiecie wrocławskim! Taka debata umyka swiatowej opinii publicznej!
          • Gość: max Re: Nauka a dydaktyka IP: 176.31.41.* 12.10.13, 23:07
            Tiaa... Zuza-psycholka-humanistka jest oczywiście największą specjalistką. Chyba od trollowania i obrażania innych na forach.
        • hummer Ależ to się stało 09.10.13, 00:20
          Gość portalu: max napisał(a):

          > Płaćmy w
          > ykładowcom akademickim tyle samo co nauczycielom w szkole i nie marnujmy pienię
          > dzy na kształcenie kadr akademickich czy finansowania badań, które są tylko mar
          > kowaniem badań naukowych.

          Instytut Baumana czy Bachmana poleciał. Jako nikomu nie potrzebny.
          Instytut Biotechnologii tego samego Uni ma A+.
    • angrusz1 Patologia 08.10.13, 15:29
      taka sama jak i od samego początku edukacji szkolnej : zawyżanie stopni , aby zadowolić i rodziców i przełożonych .
      Naciski tychże przełożonych na egzaminatorów , aby promować , przepuszczać nieuków - to jest powszechne nawet i na dobrych uczelniach .
      • Gość: forumowicz Re: Patologia IP: *.hostoxide.com 08.10.13, 16:01
        A ci przełożeni to niby z jakiego powodu naciskają na egzaminatorów? Taki mają kaprys? A może dbają, żeby tacy jak ty mieli pracę, bo jeśli obniży się zdawalność egzaminów, to także i liczba studentów, za czym musiałyby pójść zwolnienia wśród pracowników. Oczywiście łatwiej narzekać na rektora niż... być mu wdzięcznym, że ma się pracę.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka