Gość: styka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
20.08.04, 14:00
Anonim do Koryntian
MACIEJ RYBIŃSKI
Dziwne się u nas ostatnio rzeczy dzieją i chyba nie wszystko można zwalić na
upał. O świcie jest całkiem chłodno. "Gazeta Wyborcza" opublikowała wczoraj, w
rubryce "Listy", list podpisany nazwiskiem Andrzej Zagozda. Jest to, jak
podobno wszyscy wiedzą, albo powinni jako ludzie kulturalni i obyci wiedzieć
(ja w każdym razie wiem) pseudonim redaktora naczelnego "Gazety", Adama
Michnika. To dość niezwykła sytuacja, raczej rzadko praktykowana, że redaktor
naczelny pisze list do własnej gazety, w dodatku pod pseudonimem. Jeszcze
osobliwsze jest to, że jednym z bohaterów listu jest Adam Michnik. Adam
Michnik pod pseudonimem broni w liście do swojej redakcji Adama Michnika au
natur�l przed pomówieniami o kontakty z Sulikiem i Kwiatkowskim.
Wszystko razem jest zawikłane jak diabli i potrzebna by była nowa komisja
śledcza, która powinna ustalić, jakie były stosunki towarzyskie Sulika,
Michnika, Kwiatkowskiego, Niemczyckiego i Rapaczyńskiej. Na komisję nie można
liczyć, więc niech przynajmniej wszyscy zainteresowani napiszą listy w tej
sprawie, najlepiej pod pseudonimami, co niewątpliwie przyda im (tym listom)
wiarygodności.
Sam list Zagozdy vel Michnika jest polemiką z jakimś tekstem o Bolesławie
Suliku opublikowanym przez Piotra Zarembę w "Newsweeku", ale ma wszystkie
cechy listu pasterskiego, pełnego przestróg i nauk moralnych dla grzesznika.
"Kłamstwo nawet wielokrotnie powtórzone nie staje się prawdą. Zaś uporczywy
nawyk kłamstwa jest brzydkim rysem charakteru". Bardzo pięknie. Uderza
fundamentalna słuszność tych dwóch zdań i ich szlachetne przesłanie. Tylko
dlaczego nie można było tego podpisać nazwiskiem? Przecież pod pseudonimem nie
da się nawracać grzeszników. Pod pseudonimem nie zyskuje się wiernych i nie
tworzy kościoła. Gdyby święty Paweł pisał do Koryntian anonimy albo podpisywał
się jako Poncjusz Piłat, nigdy nie zdobyłby autorytetu moralnego, tylko byłby
podejrzany, że coś kombinuje.
Cała ta historia z listem Michnika nie jest ważna, bo list dotyczy paru osób,
które może rozumieją, o co tu chodzi, a może i nie. Ale jest charakterystyczna
dla atmosfery, jaka otacza pewne z naszych środowisk opiniotwórczych, w
których możliwe są pouczenia moralne i połajanki etyczne pod pseudonimem. Za
parawanem. Z cienia, w którym już nie wiadomo, kto się chowa, pseudonim czy
jego oryginał.
(nazwisko znane redakcji)
www.rzeczpospolita.pl/gazeta/wydanie_040820/publicystyka/publicystyka_a_11.html