forumowitzch
21.02.06, 13:57
Wyglada na to ze Wrocław ma swoje 5 minut. Nawet w ogolnopolskich mediach duzo
się mowi o jego otwartosci, klimacie i perspektywach rozwoju. Ile w tym prawdy
a ile public relations? - trudno oceniac. Ciesze sie z powodzenia swojego
miasta, ale czasem sie zastanawiam czy ta "otwartosc" nie obraca sie przeciw
niemu? Momentami mam wrazenie, ze Wroclaw bardziej niz na inteligencje czy
artystow (ktorymi tak sie szczyci) otwarty jest na wszelkiej masci cholote.
Wystarczy przejsc sie sobotnim wieczorem po Rynku czy (o zgrozo) okolicach
Pasazu Niepolda. Agresywne buraki i pyskate kurewki, ciagly festiwal
pulsujacej podskornie przemocy. Jasne, ze podobne obrazki mozna zobaczyc
chociazby w centrum Krakowa, ale tam przynajmniej czuc ze chamstwo "nie
pasuje", tymczasem Wroclaw chlonie wszystko jak gabka.
Moze czas glosno powiedziec ze otwartosc nie musi oznaczac akceptacji
wszystkiego co tylko zapelnia najwieksze wroclawskie rozlewnie "piwa", przez
pomylke nazywane knajpami?