pawel_zet
28.02.08, 22:20
Szanowny Panie,
Przedwczoraj, we wtorek 26 lutego, z pewnym zdumieniem słuchałem Pana wypowiedzi w porannym programie Radia TOK FM, w których między innymi poinformował Pan słuchaczy o trosce, z jaką należy traktować edukację przedszkolną. Moje zdumienie nie wynika wszakże z tego, że się z tymi poglądami nie zgadzam – jest wprost przeciwnie. Uważam, że jest zupełnie oczywiste, że jeśli Polska ma być czymś więcej niż rezerwuarem taniej niewyedukowanej siły roboczej nadającej się akurat do wykonywania niezbyt złożonych czynności przy taśmie produkcyjnej, zwiększanie inwestycji w edukację jest nieuniknione. Kontrolowaną przez państwo edukacją należy obejmować coraz młodsze roczniki – tak zresztą myśli również coraz więcej rodziców, którzy chcieliby coraz częściej korzystać z edukacji przedszkolnej dla swoich dzieci.
Moje zdumienie Pana wypowiedzią nie wynika więc z tego, że się z nią nie zgadzam, ale z tego, że jest pan doradcą rządu Donalda Tuska, osobą blisko politycznie związaną z PO oraz z grupą osób sprawujących władzę we Wrocławiu, z którego to miasta pochodzę. Był Pan przecież w przeszłości również doradcą prezydenta Wrocławia, dlatego też polityka edukacyjna mojego miasta powinna być Panu dość dobrze znana. Być może brał Pan udział w jej kreowaniu?
Jak Pan z pewnością dobrze wie, zarząd Wrocławia wypowiedział przed kilku laty prawdziwą krucjatę wychowaniu przedszkolnemu. Rada Miejska Wrocławia ochoczo i bez dyskusji po kolei zamykała kolejne przedszkola na wniosek zarządu (oczywiście musi Pan wiedzieć, że układ we Wrocławiu jest taki, że Rada Miejska jest w praktyce maszynką do głosowania spełniającą bez ociągania pomysły zarządu). Robiła to początkowo w oparciu o dane GUS, z których wynikało, że liczba dzieci we Wrocławiu spada, potem zaś – gdy zgodnie z informacjami z GUS liczba dzieci zaczęła wzrastać – nadal to robiła. Efekty były do przewidzenia – w ubiegłym roku zabrakło w przedszkolach miejsc dla setek dzieci. W tym roku sytuacja zapewne się powtórzy, ponieważ dzieci w wieku przedszkolnym jest jeszcze więcej, a władze – mimo drukowanych przez miejscową prasę zapowiedzi zarządu – nie podjęły właściwie żadnych rozsądnych inicjatyw w celu zwiększenia liczby miejsc w przedszkolach. Wybudowano jedno przedszkole (podczas gdy zamknięto równocześnie dwa). By chociaż trochę zamieść pod dywan niemiłe efekty swojej absurdalnej polityki, w tym roku zarząd miasta podjął decyzję o likwidacji zerówek w przedszkolach i upchnięciu 6-latków w szkołach. Oczywiście ma Pan zapewne świadomość, że decyzja ta krzywdzi dzieci i prowadzi do spadku poziomu nauczania. Mam nadzieję, że nie muszę wyjaśniać Panu dlaczego.
Niestety, obłąkane wizją rozprawienia się z edukacją publiczną władze Wrocławia, których największym osiągnięciem gospodarczym okazało się zainstalowanie pod Wrocławiem fabryki z taśmą, na której montuje się telewizory, postanowiły nie poprzestać na przedszkolach. Władze postanowiły zlikwidować Szkołę Podstawową Nr 60. Nie wątpię, że chodziło o przetestowanie "życzliwości" organów państwowych. Podczas gdy likwidacja przedszkoli jest wyłącznie w gestii samorządu, to na likwidację szkoły podstawowej muszą wyrazić zgodę odpowiednie organy państwa. Póki w MEN rządziła poprzednia ekipa, absurdalna decyzja władz miejskich nie znalazła akceptacji w Ministerstwie. Władze miejskie, zapiekłe w swojej nienawiści do edukacji publicznej, oddały sprawę do sądu. Wystarczyło jednak, by ministrem edukacji narodowej została partyjna koleżanka towarzyszy z wrocławskiego ratusza, i okazało się, że MEN nie widzi żadnych przeciwwskazań do likwidacji szkoły. Polityczne kolesiostwo okazało się ważniejsze niż dobro dzieci i całego społeczeństwa. Nie wątpię, że obecnie władze Wrocławia przekonane o życzliwej sympatii pani minister Hall dla pomysłów takich jak likwidowanie szkół muszą czuć, że mają zielone światło dla tego typu działań. Przypuszczam, że wkrótce dojdzie do podjęcia przez władze miejskie decyzji podobnych do tych, które zostały podjęte w Szczecinie, gdzie zlikwidowanych ma być kilkanaście szkół podstawowych.
I z tych właśnie powodów Pana wypowiedź wydała mi się zdumiewająca. Bardzo byłbym zatem wdzięczny Panu, gdyby zechciał mi Pan wyjaśnić, czy Pana wypowiedź powinna być traktowana jako znak mniejszej lub większej korekty polityki edukacyjnej uprawianej przez działaczy PO, która – co widać dobrze na przykładzie Wrocławia – zmierza do oszczędzania na edukacji publicznej kosztem – jakkolwiek by to pompatycznie nie zabrzmiało – przyszłości Narodu. A może opowiada Pan w radiu gładkie frazesy, które do rzeczywistości mają się zupełnie nijak?
Ponieważ niniejszy list publikuję w Internecie, w razie ewentualnej odpowiedzi proszę o wyrażenie zgody na jej publikację w takiej samej formie.
Z poważaniem,
Paweł Z.