Gość: życzliwa
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
10.09.08, 22:25
Ten utwór pokazał, że Paweł Mykietyn jeszcze wciąż nie odciął pępowiny swej
matki, tzn. Pawła Szymańskiego. I że bardzo mało wie o swoim nowym systemie
mikrotonowym. Nie umie wykorzystać jego potencjału harmonicznego. Nie ma też
pomysłu na organiczną pracę z materiałem dźwiekowym. Zwyczajnie nie starcza mu
techniki na dzieło tych rozmiarów, co symfonia czy pasja. W odruchu ratunku
przywołuje więc wspomnienia, przeszłość: rock, polistylistyka, muzyka
teatralna. Szkoda. Ale wierzę w niego. Jeśli będzie miał wytrwałość i zdrowie,
by podążać drogą wyznaczoną przez Sonatę wiolonczelową, za kilkanaście lat
może skomponuje duży utwór. Teraz jest jeszcze za wcześnie.
Pawle, daj sobie czas, dużo czasu!