Dodaj do ulubionych

Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckiej

    • Gość: stara generacja Zmiana godzin pracy Czytelni Czasopism Bieżących IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.12, 18:54
      Takie przesłanie do czytelników:
      "Uprzejmie informujemy PT Czytelników, że Czytelnia Czasopism Bieżących od 1.10.2012 do 26.10.2012 będzie czynna w godzinach 8:00 - 15:00."
      Zwolniono pracowników i nie ma kogo dać na drugą zmianę. Takie są skutki nieprzemyślanych decyzji.
      • Gość: bibliotekarka Re: Zmiana godzin pracy Czytelni Czasopism Bieżąc IP: *.wroclaw.vectranet.pl 10.10.12, 20:47
        Kiedyś byłoby to nie do pomyślenia.
        • Gość: matrix Re: Zmiana godzin pracy Czytelni Czasopism Bieżąc IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.12, 21:21
          Też to słyszę prawie codziennie od współpracowników.
    • Gość: stara generacja Utrudnienia w zamawianiu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.10.12, 18:59
      "Uprzejmie informujemy PT Czytelników, że w związku ze zmianą lokalizacji pomieszczeń magazynowych zamówienia na wydawnictwa z niżej wymienionych bloków sygnatur: ...
      będą realizowane dwa razy w tygodniu, tj. w poniedziałki i czwartki w godzinach 12:00 – 14:00.
      Przepraszamy za utrudnienia spowodowane trudną sytuacją lokalową."
      A przypadkiem nie jest to skutek zwolnienia kilku magazynierów?
    • Gość: bibliotekarka Konkurs na stanowisko dyrektora Biblioteki Głównej IP: *.wroclaw.vectranet.pl 12.10.12, 20:41
      Politechnika Wrocławska ogłosiła konkurs na stanowisko dyrektora Biblioteki Głównej Politechniki Wrocławskiej. Możemy sobie życzyć aby ewentualny nasz przyszły dyrektor został wyłoniony w drodze konkursu w podobny sposób. Poniżej treść ogłoszenia.
      Na szczególną uwagę zasługują dwa zdania: "Zdolności menadżerskie i doświadczenie w kierowaniu zespołem" oraz "Znajomość problematyki zarządzania nowoczesną biblioteką", podobnie jak posiadanie uprawnień lub stopnia naukowego.

      OFERTA PRACY
      Politechnika Wrocławska ogłasza konkurs na stanowisko:
      Dyrektor Biblioteki Głównej Politechniki Wrocławskiej
      nr ref.: DBG /07/2012
      Opis stanowiska:
      Osoba zatrudniona na stanowisku Dyrektora Biblioteki Głównej Politechniki Wrocławskiej odpowiedzialna będzie za prawidłowe funkcjonowanie, rozwój i wizerunek Biblioteki.
      Zakres obowiązków:
      . kierowanie i wytyczanie głównych kierunków działania Biblioteki,
      . podejmowanie decyzji dotyczących całego systemu biblioteczno-informacyjnego Uczelni,
      . zarządzanie zasobami ludzkimi, mieniem i środkami finansowymi Biblioteki.
      Wymagania:
      . przynajmniej 5 letnie doświadczenie na stanowisku kierowniczym w bibliotece naukowej,
      . zdolności menadżerskie i doświadczenie w kierowaniu zespołem,
      . znajomość problematyki zarządzania nowoczesną biblioteką,
      . wiedza w zakresie innowacyjnych systemów i technologii informacyjnych stosowanych w bibliotece naukowej,
      . doświadczenie w zakresie współpracy krajowej i międzynarodowej w ramach zadań realizowanych w bibliotekach akademickich (organizacja konsorcjów, kontakty z wydawcami i producentami nowoczesnych źródeł informacji oraz technologii i narzędzi informacyjnych),
      . znajomość aktów prawnych tj.: prawo o szkolnictwie wyższym, ustawa o finansach publicznych, kodeks pracy, prawo zamówień publicznych,
      . udokumentowana znajomość języka angielskiego.
      Kandydat musi posiadać uprawnienia do zajmowania stanowisk wymienionych w Art. 88 § 2 i Art. 113 Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz. U. Nr 164, poz. 1365 ze zm.) lub stopień naukowy.
      Do konkursu mogą przystąpić kandydaci, którzy spełniają warunki określone w Art.109 § 1 Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym.
      Wymagane dokumenty:
      . życiorys wraz z listem motywacyjnym,
      . kopie dokumentów potwierdzających kwalifikacje,
      . informacje o dorobku naukowym, zawodowym i organizacyjnym,
      . koncepcja funkcjonowania i kierowania Biblioteką, zawierająca propozycje dotyczące innowacyjności
      oraz jej wizji i strategii opartej na wirtualizacji wiedzy.
      Dokumenty aplikacyjne należy dostarczać w zamkniętych kopertach z dopiskiem:
      „Konkurs na Dyrektora Biblioteki Głównej Politechniki Wrocławskiej” nr ref. DBG/07/2012
      w terminie do 05.10.2012 r.(decyduje data stempla pocztowego) na adres:
      Politechnika Wrocławska, Dział Zarządzania Zasobami Ludzkimi, ul. Wyspiańskiego 27, 50-374 Wrocław,
      Budynek A1, pok. 102 lub osobiście w dni robocze w godzinach 8.00 – 15.00.
      Prosimy o dostarczenie dokumentów aplikacyjnych do dnia 05.10.2012 r.
      Otwarcie ofert nastąpi w dniu 10.10.2012 r.
      Rada Biblioteczna wyłoni kandydata do dnia 31.10.2012 r.
      Zatrudnienie nastąpi po zasięgnięciu opinii Senatu i akceptacji kandydata przez JM Rektora.
      Prosimy o dopisanie następującej klauzuli: "Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w ofercie pracy dla potrzeb procesu rekrutacji zgodnie
      z ustawą z dnia 29.08.1997r. Dz. U. z 2002 r., Nr 101, poz. 923 ze zm."
      Konkurs może zostać unieważniony bez podania przyczyn.
      • Gość: poszukujący Re: ogłoszenia IP: *.ssp.dialog.net.pl 12.10.12, 21:13
        widzę wpisujecie ogłoszenia, zapytam - nie ma ktoś z was pokoju do wynajęcia. e-mail k.krajewski@wp.pl
        • Gość: bibliotekarka Re: ogłoszenia IP: *.wroclaw.vectranet.pl 12.10.12, 22:14
          W dzielnicy w której chciałbyś mieszkać pooglądaj przystanki, latarnie uliczne. Tam wieszają ogłoszenia ci co mają pokoje do wynajęcia.
      • Gość: młoda Re: Konkurs na stanowisko dyrektora Biblioteki Gł IP: *.vfserver.com 14.10.12, 21:00
        Widać że autorowi ogłoszenia nie jest obce to, co wykładano mi na przedmiocie "Organizacja i zarządzanie biblioteką".
        • Gość: zszokowany student Skandaliczne poczynania bibliotecznego personelu IP: *.play-internet.pl 20.10.12, 04:07
          Wczoraj po południu widziałem panią bibliotekarkę jak zataczając się i głośno kląc z papierosem w jednej ręce i puszką piwa w drugiej wychodziła z gmachu BU.
          Skandal.
          Nadmienię że niewiasta owa obsługiwała mnie wcześniej w czytelni i już wtedy zwróciłem uwagę na nienaturalne ruchy ciała lekkie drżenie rąk bełkotliwą artykulację i dziwne zamglone nieobecne spojrzenie jak po jakichś narkotykach. Na próby zwrócenia uwagi zareagowała stekiem inwektyw impertynenckich bezszczelnych uwag oraz groźbą.... oplucia.
          Pani zachowywała siè frywolnie i wyzywająco nic sobie nie robiąc ze znaczących spojrzeń i i chrząknięć mających za zadanie przywołanie pani do porządku.
          Jestem wysoce zbulwersowany całą sytuacją. To skandal a z opowiadań moich uczelnianych kolegów i koleżanek wiem że takie sytuacje miały miejsce już wcześniej i to wielokroć.
          Oburzające, karygodne i niedopuszczalne!
          Czyżby to nowe standardy obsługi rodem z PRLowskiego mięsnego?
          • Gość: OLO -WK Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.e-wro.net.pl 20.10.12, 13:31
            Do „zszokowanego studenta”:
            Proszę natychmiast się ujawnić i złożyć oficjalną skargę na ręce JM Rektora UWr. To karygodne! Co za szokujący przykład inercji i całkowitego braku umiejętności zarządzania zasobami ludzkimi ze strony Dyrekcji Biblioteki Uniwersyteckiej!

          • Gość: inny czytelnik Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.e-wro.net.pl 20.10.12, 16:08
            Może tak było, może nie. Każdy może taki donos na forum anonimowo napisać. Jeśli było faktycznie, należy głosić to komu należy i pomóc w identyfikacji winowajczyni. W przeciwnym razie można ten drastyczny opis uznać za chwyt typu "Tonący brzydko się chwyta" (jak to ładnie ujął S.J. Lec)
            • Gość: JG Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.unknown.vectranet.pl 20.10.12, 23:10
              > "Tonący brzydko się chwyta"

              To, przypuszczam, chyba jednak ten przypadek, zważywszy zwłaszcza na malowniczy opis bibliotekarki.

              No chyba, że od czasu jak mnie zwolnili (ponad rok temu) zaczęto przyjmować do pracy ludzi z marginesu.

              Ewentualnie, udało się poczciwą bibliotekarkę uniwersytecką doprowadzić do takiego stanu jak opisano jakimś wyrafinowanym znęcaniem - popadła w desperację i zaczęła robić rzeczy dziwne (aczkolwiek w piwo z puszki jakoś nie wierzę). W rzeczywistości był nawet podbny przypadek i nawet został udokumentowany, tyle, że rozegrał się wewnątrz budynku, z dala od osób spoza BU. Jedna z bibliotekarek została doprowadzona do takiego rozstroju nerwowego, że wyraźnie straciła świadomość tego co robi. Podobno zachowywała się zdecydowanie nienormalnie i wymagała interwencji lekarza. Ale jej przełożona (obecnie w randze wicedyrektora skutecznie "dyscyplinująca" bibliotekarzy na Piasku) zamiast tego zaordynowała karę dyscyplinarną. Którą zreszta ponoć nałożono! No, w Bibliotece w ostatnich latach w zasadzie wszystko może się wydarzyć.
              • Gość: kustosz B. Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.e-wro.net.pl 21.10.12, 00:45
                Ja-nie, znalazłeś pracę?
                • Gość: JG Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.unknown.vectranet.pl 21.10.12, 01:09
                  > Ja-nie, znalazłeś pracę?

                  to do mnie?
              • Gość: realista Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.play-internet.pl 21.10.12, 02:58
                Gdyby Dyrekcja zatrudniała zamiast krnąbrnych nieuczciwych leniwych małostkowych kłótliwych pasożytujących na Pracodawcy i firmie Polaków spolegliwe inteligentne i uczynne panie z np. Białorusi czy Ukrainy (skoro Tesco Selgros Makro może to BU tym bardziej) to nigdy nie doszło by do obecnych patologii. Panie jak wiza się im skończy wymieniać na nowe żeby dać szansę innym ale również aby uniemożliwić zawiązanie więzi emocjonalnych i np. założenie związków czy trwonienie czasu na głupie myśli o strajkach czy jakichś skargach (choć wątpię aby były tak podłe niemniej przykre bolesne dotychczasowe z polaczkami doświadczenie karze się zabezpieczać).
                Na okres zatrudnienia paszporty do szuflady czy szafy pancernej u JM Rektora.
                W weekendy (z piątku na sobote i z soboty na niedziele) personel BU mógłby dorabiać w np. w klubach nocnych dla panów.
                Wszyscy byliby zadowoleni. Cudzoziemki szczesliwe że wjechaly legalnie na teren Unii i pracują - w tygodniu jako intelektualistki na renomowanym w Europie Uniwersytecie a w weekendy robią to co lubią dobrze się przy tym bawią i dorabiają kilka pensji bibliotecznych.
                Nieroby wiecznie niezadowolone, roszczeniowe polaczki niech idą pracować gdzie indziej. Może wtedy docenią to co mieli i stracili. Nic na siłę.

                Jestem pewien że ci ludzie umieliby docenić to co im zaofiarowano. MaJą inną nie wypaczoną i jeszcze nie zmanierowaną mentalność.
                • Gość: idea Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.e-wro.net.pl 21.10.12, 07:04
                  Szanowny „Realisto ” ryba psuje się od głowy! Mniej obrażania, a więcej realizmu (samokrytycyzmu).
                  • Gość: JG Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.unknown.vectranet.pl 21.10.12, 18:30
                    > Szanowny „Realisto ” ryba psuje się od głowy

                    Obawiam się, że „realista” to raczej „realistka”, i że jest to ktoś z Kręgów Zarządzających BU, sądząc z nostalgicznej wizji rozwiniętej w tym poście (trollom internetowym by to jednak do głowy nie przyszło, oni są jednak na zewnątrz tego bagienka).

                    W dodatku, to ktoś o mentalności, z której w wakacje w tak gruby sposób próbowali pokpiwać sobie pp. Figurski z Wojewódzkim. Wspólnota płci nie przesądza o współczuciu dla "spolegliwych inteligentnych i uczynnych pań z np. Białorusi czy Ukrainy". Ta piękna wizja za bardzo pasuje do kilku starszych postów, żeby mogło być inaczej.

                    Od strony logicznej ma ten mankament, że problemy ustawia po stronie "krnąbrnych nieuczciwych leniwych małostkowych kłótliwych pasożytujących na Pracodawcy i firmie Polaków". A tymczasem wszystko wskazuje na to, że to nie załoga "pasożytuje na na Pracodawcy i firmie" (zresztą co za "pasożytowanie" za wynagrodszenie w okolicach pensji minimalnej).
          • Gość: Nowa Generacja Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 22.10.12, 22:54
            Sądząc po godzinie pisania postu (4 nad ranem) wróciłeś z lokalu i zamiast napisać kelnerka lub barmanka napisało ci się bibliotekarka.
          • Gość: szanuję emerytów Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 23.10.12, 22:12
            W złą godzinę dyrektorka odprawiła emerytów.
            • Gość: bibliotekarka Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 25.10.12, 19:26
              Poprzedni Dyrektor mający tytuł naukowy z pełnym szacunkiem żegnał emerytów, a nie odprawiał.
              • Gość: inny czytelnik Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.e-wro.net.pl 25.10.12, 23:36
                Dyrektorzy biblioteki przychodzą i odchodzą, emeryci zaś to ludzie, którzy przepracowali w tej jednej bibliotece (i dla tej biblioteki) pół życia lub więcej. Należy więc to docenić, umieć ich pożegnać i zadbać, żeby zawsze przyszedłszy do niej czuli się jak u siebie. Kiedyś tak bywało...
                • Gość: młoda Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.vfserver.com 26.10.12, 22:38
                  Kiedyś to był Dyrektor. Kulturalny, nie mieszający się do sporów i kłótni między bibliotekarkami. Tak mi o nim opowiadała starsza ode mnie koleżanka pamiętająca poprzedniego Dyrektora. Nigdy za Nm nie przepadała, ale urósł w jej oczach gdy nastała obecna pani dyrektor.
                  • Gość: JG Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 27.10.12, 02:58
                    > koleżanka pamiętają
                    > ca poprzedniego Dyrektora. Nigdy za Nm nie przepadała, ale urósł w jej oczach g
                    > dy nastała koleżanka pamiętają
                    > ca poprzedniego Dyrektora. Nigdy za Nm nie przepadała, ale urósł w jej oczach g
                    > dy nastała obecna pani dyrektor.obecna pani dyrektor.

                    Z tym można się zgodzić. Ja też zanim nie przepadałem.
                    • Gość: matrona Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 09.11.12, 21:21
                      Przełożony z definicji żyje w konflikcie z podwładnymi. Ale z tym konfliktem nie można przesadzać.
                      • Gość: inny czytelnik Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.e-wro.net.pl 10.11.12, 18:56
                        Nie jest prawdą, że przełożony żyje w naturalnym konflikcie z podwładnymi .Przełożony jest od przewodzenia podwładnym na wspólnej drodze do wytyczonych celów, których osiągnięcie da firmie sukces, a wszystkim satysfakcję, zarobek i motywacje do osiągania następnych celów. Na tej drodze zdarzają się konflikty nie tylko o charakterze pionowym (przełożony - podwładny), lecz także poziomym (pracownik - pracownik). Do jednych i drugich nie należy dopuszczać, a jeśli mimo to się zdarzą, to OBOWIĄZKIEM przełożonego jest je zażegnać. I wyciągnąć wnioski na przyszłość. W sytuacji konfliktu sukcesy są właściwie niemożliwe. Jest tylko radzenie sobie ze stresem, który narasta. Podobnie zresztą jak konflikt.
                        • Gość: młoda Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.vfserver.com 12.11.12, 21:30
                          Opowiadano mi o poprzednim Panu Dyrektorze, że nie dawał się wciągać w konflikty pionowe jak i poziome, wręcz je wyciszał. A gdy taki konflikt poziom wydarzył Mu się pod bokiem natychmiast zareagował zmieniając zakres obowiązków i przenosząc do innego pomieszczenia jedną ze stron konfliktu. Z moich obserwacji wynika, że obecna dyrekcja stara się takiej konflikty podsycać w myśl zasady dziel i rządź, co dzieje się ze szkodą dla Biblioteki.
                  • Gość: matrix Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.12, 21:00
                    Podobnie i mnie opowiadano.
                    Podobno przychodził codziennie punktualnie co do minuty na 8:00. Nie tak jak nasza pani dyrektor, która bywa zwykle duuużo później. To wymuszało na pracownikach równie punktualne przychodzenie. Nie było świętych krów, którym upiekało spaźnianie się. Miał jedną sekretarkę, a nie dwie.
                    • Gość: matrona Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 30.10.12, 23:13
                      Poprzedni dyrektor miał jedną sekretarkę. Krótko były dwie, a jak się zaczęły kłócić to kazał napisać starej podanie o przeniesienie i poszła na III piętro.
                      • Gość: bibliotekarka Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 02.11.12, 21:49
                        Tak. Pamiętam jak była zaskoczona zdecydowanym działaniem dyrektora.
                        • Gość: stara generacja Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.11.12, 18:18
                          Też pamietam tę sytuację.
                          • Gość: emeryt Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.dynamic.mm.pl 14.11.12, 15:20
                            Nie wychwalajcie tak tamtego, może załatwiał dobrze konflikty blisko siebie,ale czy zrobił coś żeby pomuc ludziom któży byli poniżani i krzywdzeni przez kierownika Romańskiego,furiata, chama i złodzieja. Ile ludzi zmusił do odejścia zpracy. Co dyrektor zrobił żeby temu zapobiec mimo skarg?
                            • Gość: matrona Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 16.11.12, 22:52
                              Wszyscy wiedzieli jakim człowiekiem na co dzień był kierownik Magazynu. I Dyrektor i dyrektorka. Ci co się przyjmowali do pracy też. Ale bibliotekarze wybrali go do Senatu.
                            • Gość: JG Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 17.11.12, 01:59
                              > Nie wychwalajcie tak tamtego

                              Fakt, nie ma za bardzo powodu, żeby go wychwalać. Za jego czasów było już gorzej niż poprzednio, mimo, że akurat wtedy były całkiem niezłe możliwości wyprowadzenia Biblioteki z dołka. Korzystano z nich chyba niezbyt chętnie, ale jednak nie wszystko zignorowano (VTLS).

                              Wprawdzie w czasie Powodzi "popłynęło" trochę książek na Szajnochy, i na codzień często bywało tak żałośnie i śmiesznie zarazem niekiedy, ale co tam. Mimo, że przez kilka lat blokował mi awans, to jednak nie posunął się dozwolnienia. Innych "podpadniętych" też chyba nie zwalniał.

                              Pomijając jednak te drobiazgi, trzeba stwierdzić, że, prawem kontrastu, na tle obecnej ekipy, z jej specyficznymi "umiejętnościami menedżerskimi", poprzednia prezentuje się raczej pozytywnie.

                              Np. nie próbował ów dyrektor karać emerytów, a niektórych (przynajmniej) żegnał z pewną rewerencją na sesjach rady bibliotecznej, w pałacowej sali na Szajnochy 10. Całkiem miłe.
                              Zaś ta pani wicedyrektor, która nie dotrwała do końca kadencji, miała nawet pewne praktyczne zasługi dla Biblioteki - to zdaje się jej w jakimś stopniu zawdzięczamy zbadanie warunków przechowywania zbiorów na Piasku (czyli tego, co w BU najcenniejsze), chociaż formalnie Piaskiem się nie zajmowała. To było zupełnie pionierskie przedsięwzięcie, które już potem nie miało kontynuacji.

                              Tak, na tle obecnej ekipy, poprzednia wypada dość pozytywnie. Choć pewnie każda pragmatyczna ekipa wypadła by dobrze.
                              No, ale ów dyrektor zostawił po sobie ten imponujący "pomnik" koło mostu Pokoju - za 228 mln PLN z kasy publicznej (Nowa Biblioteka, dla niezorientowanych). Nie wiadomo, czy śmiać się z tego, czy płakać. Prawdziwy kamień u szyi.
                              • Gość: Obserwator Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.11.12, 09:28
                                Sam poprzedni dyrektor nie dałby rady, tego kamienia u szyi uwiesić. Pomagali mu przeróżni uniwersyteccy celebryci, a przede wszystkim pewien chemik z Paryża, niezwykle wpływowy w silnej wówczas lewicowej partii. To jemu zależało na pomniku. I to dla niego koszty nie miały żadnego znaczenia.
                                • Gość: matrona Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 18.11.12, 22:11
                                  A pamiętasz Biuletynie Informacyjnym wydawany od połowy lat 90-tych przez Społeczny Komitet Budowy Nowej Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego? Niedawno wpadł mi w ręce jego egzemplarz przy okazji robienia porządków i pozbywania się zbędnych rzeczy.
                                  • Gość: JG Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 03.12.12, 23:11
                                    > A pamiętasz Biuletynie Informacyjnym wydawany od połowy lat 90-tych przez Społe
                                    > czny Komitet Budowy Nowej Biblioteki Uniwersytetu Wrocławskiego?

                                    Mimo, że interesowałem się nieco sprawami Nowej Biblioteki (przez pewien, krótki czas nawet intensywnie), to nigdy nie zdarzyło mi się trafić na ten cenny periodyk. Nawet nie wiedziałem o jego istnieniu. Jak dla wielu innych, idea Nowej BU rozbłysnęła dla mnie na krótko - w1999 roku i potem w 2000., jak już było wiadomo jaki projekt wygrał konkurs.
                                • Gość: JG Re: Skandaliczne poczynania bibliotecznego person IP: *.wroclaw.vectranet.pl 19.11.12, 01:16
                                  > Sam poprzedni dyrektor nie dałby rady, tego kamienia u szyi uwiesić.

                                  Sam może nie, ale ci, którzy wpadli na ten łebski pomysł, bez niego Nowej BU by nie zbudowali. No i to on chyba odpowiada za nieco dziwne założenia projektowe, a właściwie nową wizję naszej BU, która dość mocno odbiegała od stanu faktycznego - zbiory specjalne zmalały w niej do jednego oddziału i wtedy właśnie po raz pierwszy zniknął Gabinet Śląsko-Łużycki.

                                  Już w 2000 r., kiedy projekt został ujawniony, wiadomo to było, że w tym wyjątkowo wielkim budynku zabraknie miejsca na zbiory specjalne! - z wyjątkiem muzycznych, które mialy mieć nawet osobną czytelnię multimedialną! (proszę zgadnąć dlaczego?).

                                  > Pomagali mu przeróżni uniwersyteccy celebryci, a przede wszystkim
                                  > pewien chemik z Paryża, ...
                                  > To jemu zależało na pomniku.
                                  > I to dla niego koszty nie miały żadnego znaczenia.

                                  To się udało. Koszty z grubsza już znamy - 228 mln PLN już wydano, na wyposażenie potrzeba jeszcze 30-40 mln i pewnie z parę "baniek" na przeprowadzkę. Faktycznie, sporo. Starczyło by na podwyżki o 3,2 zł dla wszystkich nauczycieli w kraju, albo po 32 zł dla zatrudnionych w szkolnictwie wyższym (przez 5 lat). To już coś z perspektywy zarabiającego 1,5 tys (jak pracowałem, to JM dodawał tylko 75 zł, i tylko bibliotekarzom z BU, co oczywiste).

                                  Te miliony to wydatek jednorazowy i gdyby zbudowano coś efektownego, wygodnego, taniego w utrzymaniu, i przede wszystkim dobrze zabezpieczającego niezwykle cenne zbiory zabytkowe (czyli praktycznie większość zbiorów, bo nowych książek jakoś mało się kupuje), to można by nawet przymknąć oko na fakt, że stare budynki, których BU dotąd używa, choć nieco zaniedbane, są całkiem porządne i w zasadzie wystarczające. A być może są nawet lepsze od tego nowego, jeśli idzie o przechowanie zbiorów zabytkowych.

                                  Bardzo dziwne, że podjęto taką inwestycję, skoro już ok. 1997 r. (OIDP), Uniwersytet ostatecznie zwątpił w użyteczność BU i jego wydziały przejęły tzw. biblioteki zakładowe (teraz zwane specjalistycznymi (OIDP)) pod swój zarząd. To te biblioteki zajmują się dostarczaniem pracownikom i studentom bieżącej literatury naukowej. Wygląda też na to, że radzą sobie z tym nawet zupełnie dobrze - jak na potrzeby Uniwersytetu.

                                  A BU tymczasem pogrąża się w różnych nonsensach, rozgrywkach dyrekcji przeciw własnej załodze itp. BU nie jest sensownie zarządzana, nie ma idei, co powinna robić (poza dostarczaniem skryptów studentom i wspieraniem turystyki), nie ma nowych książek. Można nawet wątpić, czy w takiej sytuacji zadanie przechowania tzw. dziedzictwa narodowego jest właściwie wypełniane.

                                  No właśnie, najbardziej w tej całej imprezie z Nową BU zadziwiające jest, że ktoś postanowił koniecznie zapewnić jej monumentalną i kosztowną, jak widzimy, siedzibę. Nie pomyślał zaś, że to co najbardziej Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu jest potrzebne, to nowe książki naukowe (dla bieżącej działalności), środki na utrzymanie kompetentnego personelu i codzienne działanie BU, oraz na właściwe utrzymanie cennych zbiorów. Tego nie ma i dotąd jakoś te kwestie nikogo nie zajęły. O sprawy personelu próbował walczyć walczyć NSZZ "S", ale, jak widać z tego forum, z niewielkim skutkiem. I władze uczelni, i dyrekcja, podjęły raczej walkę z tymi nieśmiałymi próbami ratowania sytuacji. To jest porażające w całej awanturze z BU.

                                  Biblioteka bez książek, to właśnie to, co stoi koło mostu Pokoju. Użyteczność tego jest niewielka. Aktualnie przechowuje stróża, w przyszłym roku dołączy może do niego dyrekcja i ktoś tam jeszcze z Szajnochy. Nawet, gdyby jakimś cudem przenieść tam cały zbiór obecnej BU, to w nieznacznym najwyżej stopniu podniosłoby jej walory i użyteczność (ile trwa wrażenie nowości?). Nowych książek dalej przecież nie ma i nie ma też idei skąd wziąć pieniądze na nie i na utrzymanie tego wszystkiego.
                                  • Gość: JG Postscriptum w sprawie budowy Nowej BU - cz. 1. IP: *.wroclaw.vectranet.pl 20.11.12, 00:18
                                    W czasie, kiedy śmiała idea zbudowania Nowej BU materializowała się coraz bardziej, część społeczności akademickiej próbowała podjąć dyskusję w tej sprawie. Nie wszystkim wówczas ten pomysł wydał się oczywiście słuszny. Z różnych zapewne powodów, ale jakie by one nie były, dyskutować było warto - zanim wydało się 228 mln. Stan obecny tej największej inwestycji naszej Alma Mater z pewnością uzasadnia taką opinię bez dalszych dowodów. Dyskusja odbyła się jednak w bardzo wąskim gronie, w sumie niewielu zainteresowała, właściwe chyba nikogo poza środowiskiem akademickim. W dodatku promotorzy budowy unikali rzeczowej wymiany poglądów uciekając się do chwytów zupełnie demagogicznych, przywołując różne dramatyczne wydarzenia, w których płonęły księgi i sugerując oponentom intencje kontynuowania podobnych praktyk. Jednym słowem, klimat nie sprzyjał dyskusji, informatycy w końcu zbudowali swoją siedzibę, przez co główna siła opozycyjna straciła zainteresowanie sprawą, i tak się rzecz skończyła, nad czym należy ubolewać. Ciekawe, że mało przy tym zajmowano się samymi książkami, jakby biblioteka mogła się bez nich obejść, a przecież brak bieżącej literatury naukowej jest jednym z powodów postępującego schyłku naszej pięknej BU, jest bardziej dotkliwy niż stan jej budynków. Przecież fajnie było by mieć we Wrocławiu dobrze zaopatrzoną bibliotekę naukową. Choć jedną (Ossolineum ma, niestety, swoją specyfikę). Materiały z tej dyskusji można znaleźć np. tu: Dyskusja prasowa nad sprawą budowy gmachu Biblioteki Głównej Uniwersytetu Wrocławskiego.
                                    Z pomysłem zbudowania takiej biblioteki, jaką teraz mamy, próbowali dyskutować nawet niewtajemniczani w detale tego przedsięwzięcia bibliotekarze, jak np. ówczesna kierowniczka Starych Druków, p. Marta Samocka. Jej pismo, z lipca 2000 r., ugrzęzło gdzieś w dyrekcyjnych szufladach, choć zawierało zasadne obawy o to, czy Nowa BU pomieści największą w kraju kolekcję starych druków (poparte obliczeniami pewnego zaprzyjaźnionego matematyka), która dotąd dobrze i dość wygodnie mieści się na Piasku. Ja też w pewnym momencie zainteresowałem się tą inwestycją (z podobnego powodu), i w kwietniu 2002 próbowałem podjąć dyskusję w "Przeglądzie Uniwersyteckim". Zdaje się, że z samym Chemikiem. Mój głos obiecano w tym cennym periodyku wydrukować, jednak w końcu druku odmówiono. Nie udalo mi się też zainteresować moim tekstem lokalnej prasy codziennej. Teraz, kiedy Budynek już stoi i czeka na książki, a mamy tak znakomite miejsce wymiany poglądów, jak to Forum, może warto ów tekst tutaj upublicznić? A nuż zachował jeszcze pewną użyteczność, póki nie podjęto przeprowadzki?
                                    Oczywiście Nową BU trzeba jakoś zagospodarować, skoro już jest. Zawsze jednak można to zrobić z jak najmniejszym uszczerbkiem dla tych najcenniejszych zbiorów BU. Zatem poniżej mój niedoszły głos w dyskusji.


                                    O POTRZEBIE BUDOWY GMACHU DLA BIBL. UNIWERSY­TECKIEJ WE WROCŁAWIU

                                    W dyskusji nt. budowy nowej biblioteki zabierali głos dotąd głównie przedstawiciele inwestora i oponenci tej inwestycji. Zabrakło udziału w dyskusji ludzi może najbardziej zainteresowanych (pomijając czytelników), czyli tych, którzy w nowym budynku mają pracować. Głos tej grupy byłby o tyle istotny, że nowa biblioteka budzi kontrowersje, i to bardzo poważne, nie tylko wśród tej części społeczności akademickiej, która odbiera tę wielką inwestycję jako mało pożyteczną i w dodatku, przez ogrom mających być w nią zaangażowanych środków, jako stwarzającą zagrożenie dla ich własnego rozwoju. Planowana budowa budzi sprzeciwy także w samej Bibliotece, konkretnie zaś w zbiorach specjalnych (a co najmniej w największych oddziałach na Piasku - Starych Druków i Rękopisów). Tak się bowiem składa, że plan inwestycji zakłada przeniesienie do nowego budynku nie tylko tzw. biblioteki głównej, znajdującej się w 2 budynkach przy ul Szajnochy), ale również zbiorów specjalnych, które obecnie, i właściwie od początku historii Biblioteki, umiejscowionych przy ul. św. Jadwigi na Piasku. Myślę, że wiele osób tam zatrudnionych podziela opinie wyłuszczone poniżej.
                                    Na początek chciałbym nawiązać do wypowiedzi prof. Ratajczaka, przewodniczącego Społecznego Komitetu Budowy Nowej Biblioteki Uniwersytetu, który w tekście “O potrzebie budowy gmachu dla Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu” (Przegląd Uniwersytecki, nr 1/2002), podaje mylne informacje nt. sytuacji Biblioteki. Oczywiście trzeba się zgodzić z autorem co do ogólnie słusznych uwag o ważnej roli bibliotek w kulturze i funkcjonowaniu nauki, z oceną wartości zabytkowego zbioru BU, który mało jest znany nie tylko w kraju, ale nawet w samym Wrocławiu wiedza o nim nie jest powszechna. Jest to nawet raczej największa (ilościowo) niż trzecia co do wielkości kolekcja starych książek w Polsce. Natomiast nietrafna jest fundamentalna dla wywodu profesora o konieczności nowej inwestycji opinia, że - “jeżeli chodzi o unikatowe zbiory i liczbę pozycji, nie może już ich pomieścić w budynkach adoptowanych na cele biblioteczne, nie spełniających wymogów nowoczesnego gromadzenia, przechowywania i udostępniania. Agresywne czynniki cywilizacyjne - zapylenia i zanieczyszczenia powietrza i wilgoć - zagroziły obecnie zniszczeniem skarbów kultury europejsko-śląsko-polskiej. Powódź w roku 1997 dokonała zniszczeń i udowodniła, że obecne pomieszczenia nie nadają się do przechowywania zbiorów bibliotecznych”.

                                    Przede wszystkim nie jest prawdą, że budynki Biblioteki są tylko adoptowane do swoich zadań, przeciwnie oba budynki są specjalnie do tego celu przystosowane, pierwszy - na Szajnochy 9 - to siedziba dawnej Biblioteki Miejskiej i został on specjalnie na jej pomieszczenie zaprojektowany i zbudowany w końcu XIX w., sąsiedni budynek (nr 10), gdzie mieści się dyrekcja i pracownie personelu, jest istotnie zaadoptowanym na ten cel byłym pałacem, jednak jako biurowiec nie odbiega, jak sądzę, standardem od przeciętnej krajowej. Drugi budynek - przy ul. św. Jadwigi, został wprawdzie zbudowany jako klasztor, ale już przed 1945 r. gruntownie go przebudowano i przekształcono na bibliotekę. Jest to, nota bene, historyczna siedziba Biblioteki Uniwersyteckiej od czasu, kiedy w 1811 powołano ją do życia.
                                    Oczywiście nie są to już budynki nowoczesne, ale z całą pewnością dobrze pełnią swoją rolę i z pewnością daleko tu do dramatycznej sytuacji warszawskiej biblioteki uniwersyteckiej. Budynek, w którym znajdują się zbiory specjalne (na Piasku) nie tylko może je pomieścić, ale i mają one tu spory komfort przestrzenny, zaś agresywne czynniki akurat na Piasku są, jak można sądzić, znacznie łagodniejsze niż w okolicy mostu Pokoju, gdzie ulokowana będzie nowa biblioteka i gdzie w pobliżu przebiegają aż dwie największe trasy tranzytowe przez miasto (na Warszawę). Powódź w 1997 r. nie spowodowała żadnych zniszczeń w tutejszych zbiorach, jedynie piwnice zostały zalane przez wody gruntowe - jak w całym mieście. Zbiory zabytkowe, wyjąwszy niewielkie kolekcje muzykaliów i map, przechowywane są na 2 i 3 kondygnacji tego budynku i pomieszczenia te nadają się do przechowywania zbiorów dokładnie tak samo jak przed powodzią (uwagę o nie nadających się do tego celu pomieszczeniach można odnieść jedynie do piwnic, ale we Wrocławiu nic co cenne nie powinno być przechowywane w piwnicach, nawet specjalnie zabezpieczonych, o czym przekonało się boleśnie miejscowe Archiwum Państwowe). (cdn.)
                                    • Gość: magazynier Wypadki magazynierów zatrudnionych Na Piasku IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.11.12, 23:26
                                      > Z pomysłem zbudowania takiej biblioteki, jaką teraz mamy, próbowali dyskutować nawet
                                      > niewtajemniczani w detale tego przedsięwzięcia bibliotekarze, jak np. ówczesna
                                      > kierowniczka Starych Druków, p. Marta Samocka. Jej pismo, z lipca 2000 r., ugrzęzło
                                      > gdzieś w dyrekcyjnych szufladach, choć zawierało zasadne obawy o to, czy Nowa BU
                                      > pomieści największą w kraju kolekcję starych druków (poparte obliczeniami pewnego
                                      > zaprzyjaźnionego matematyka), która dotąd dobrze i dość wygodnie mieści się na Piasku.
                                      Nie zgadzam się z twierdzeniem jakoby stare druki dobrze i dość wygodnie mieściły się na Piasku.
                                      Ilość wypadków przy pracy magazynierów tam zatrudnionych i warunki ich pracy są w oczywistej sprzeczności z powyższym stwierdzeniem.
                                      • Gość: JG Re: Wypadki magazynierów zatrudnionych Na Piasku IP: *.wroclaw.vectranet.pl 23.11.12, 03:21
                                        @magazynier:
                                        to, że stare druki dość dobrze mieszczą się na Piasku, to raczej nie wymaga dowodu - mieszczą się. Czy zmieszczą się w Nowej BU? to dopiero zobaczymy. Z dawniejszych wyliczeń wynika, że w tych częściach budynku, w których projektanci chcieli je umieścić, nie za bardzo.

                                        O wypadkach w St. Drukach nie słyszałem. Aczkolwiek, faktycznie, magazyny są wysokie (kiedyś tam zakładalem folie, jak dach ciekł), no i ewentualny upadek z góry z pewnością byłby nieprzyjemny. Pewnie jakiś dobry sprzęt - pewne drabiny - załatwiły by sprawę. Tak, że rozumiem kolegę magazyniera - grawitacja jest bezględna. No, ale przynajmniej wszystko się mieści.

                                        Co do wypadków magazynierów, to jedyny poważny, o jakim słyszałem, to był przypadek pani pracującej w magazynie piętro niżej, która doznała poważnych obrażeń, ale została zwolniona w tej grupie 22 - z maja 2011. Tak ją potraktowano, jak po tym incydencie stała się mniej użyteczna. Zresztą, wcześniej, za kradzież grafik Ordy, też ją ukarano (choć była tylko magazynierem) - niżej od niej nie byłojuż nikogo.
                                        • Gość: matrona Re: Wypadki magazynierów zatrudnionych Na Piasku IP: *.wroclaw.vectranet.pl 24.11.12, 00:03
                                          Za niedoróbki organizacyjne zawsze płacą szeregowi pracownicy.
                                  • Gość: JG Postscriptum w sprawie budowy Nowej BU - cz. 2. IP: *.wroclaw.vectranet.pl 20.11.12, 00:21
                                    cz. 2.:
                                    Opinia prof. Ratajczaka. pozwala przypuszczać, że po prostu nigdy nie był w budynku na Piasku, ewentualnie miał okazje go wizytować w okresie kiedy zasiedlały go jeszcze inne uniwersyteckie (i nie tylko) instytucje - Instytut Bibliotekoznawstwa, Inst. Mikrobiologii i Obrona Cywilna (to chyba wszystkie jakie tam kiedyś były). Z chwilą, kiedy na początku lat 90-tych zeszłego stulecia wyprowadziły się one z tego budynku, problem braku miejsca w nim przestał istnieć (zresztą i przedtem nie był nazbyt dramatyczny, bo to przecież wielki budynek). Tak więc obecnie zbiory specjalne mają wystarczającą ilość miejsca i choć być może budynek nie jest optymalnie zagospodarowany, to po ustaniu przyczyn tej niedogodności (bardzo wewnątrzbibliotecznej natury) zawsze będzie szansa urządzić wszystko sensownie. Dodatkową zaletą obecnej siedziby, nie wspominając o dużej urodzie architektury, jest możliwość sporej rozbudowy, gdyby zaistniała taka potrzeba, na co pozwala obszerna parcela.
                                    Problemem zbiorów specjalnych nie jest zatem brak przestrzeni, ale po pierwsze - zły stan tej kolekcji, który wynika z trudnych przejść w 1945 i nie zawsze najlepszych warunków przechowywania w okresie późniejszym; po drugie - konieczność określenia najwłaściwszych warunków przechowywania tej kolekcji (w jej szczególnym stanie) i zapewnienie możliwości kontrolowanego ich utrzymania, czyli mówiąc po prostu, konieczność założenia w tym budynku klimatyzacji. Spora ilość książek jest zaatakowana i uszkodzona przez grzyby, często bardzo poważnie, oprawy w Starych Drukach niszczone są przez kołatki - są to tysiące książek (samych rękopisów ok. 1600), które wymagają pilnej konserwacji, co jest bardzo kosztowne. W budynku trzeba też przeprowadzić inne, zwyczajne prace remontowe, przede wszystkim wymienić część okien, ażeby go uszczelnić. Po badaniach środowiska w magazynach przeprowadzonych na Piasku przez pracowników politechniki (tu wyrazy uznania dla b. kierownika Oddz. Rękop., p. Kądzielskiego i b. wicedyrektor Biblioteki, p. Grzegorczyk, którzy przyczynili się do zrealizowania tych badań) wiadomo, że grube mury biblioteki są świetną izolacją i zapewniają utrzymanie wewnątrz względnie stabilnych warunków (specyficznego mikroklimatu), w których degradacja zbioru posuwa się stosunkowo powoli - na ile można osądzić bez specjalistycznych badań. Jednym z wniosków z tej analizy jest stwierdzenie, że przemieszczenie zbiorów w inne miejsce mogłoby mieć niebezpieczne dla nich następstwa. Generalnie, budynek na Piasku jest jednak w dobrym stanie i wcale nie ma potrzeby budowy nowego, zwłaszcza zaś czegoś takiego jak to, co planuje się zbudować, rzekomo dla dobra tych zbiorów. Dla dostosowania biblioteki na Piasku do cywilizowanych norm wcale nie potrzeba inwestycji za 200 mln zł. Założenie tu klimatyzacji, co jest warunkiem koniecznym, nie powinno być kłopotliwe, skoro powiodło się np. w praskim Klementinum. Przypuszczalnie - z uwagi na izolacyjne właściwości murów - instalacja klimatyzacyjna w tym budynku mogłaby być niezbyt kosztowna w eksploatacji.
                                    Wielu “piaskowych” bibliotekarzy dopiero po zapoznawaniu się z wybranym do realizacji projektem nowej biblioteki doceniło w jakim komforcie dotąd pracowało. Zamiast bowiem wielkiego budynku przewidziano w nowym miejscu zwartą dobudówkę na bardzo wygodnym planie trójkąta, w której ten, która jest tak zgrabnie złączona z reszta budynku, że uniemożliwia ewentualne powiększenie tej przestrzeni, “jedyny w swoim rodzaju dorobek piśmiennictwa” oraz inne znajdujące się na Piasku oddziały otrzymają 4452 m kw. (wg projektu) powierzchni użytkowej, co może nie odbiega tak wiele od obecnego stanu (ca 5,5 tys. m kw.), kolosalna różnica będzie natomiast w kubaturze, ponieważ średnia wysokość pomieszczeń w planowanym budynku to 3 m, podczas gdy na Piasku przeciętnie jest ponad 5 m. O jakości projektu może świadczyć fakt przeznaczenia w nim na magazyn rękopisów pomieszczenia o pow. 75 m kw., co wyszło na jaw dopiero jakiś tydzień przed Wielkanocą, bo taki jest stan poinformowania zainteresowanych o tym, co ich czeka w nowym budynku. Nie wiadomo dlaczego tyle, skoro obecnie (i od wielu lat) zbiory te zajmują blisko 180 m kw. i składowane są na dość gęsto ustawionych regałach o wysokości 3 m (w nowym budynku tylko 2 m). Jest to niezwykłe, ale tak elementarna rzecz jak znana od dawna powierzchnia jaką zajmują zbiory specjalne najwyraźniej nie została uwzględniona przez projektantów nowego budynku. To jeszcze nie koniec innowacji jakie planuje się tam wprowadzić. Pomijając już zupełnie oderwaną od stanu rzeczywistego strukturę zbiorów specjalnych przewidzianą w projekcie nowej biblioteki - była to wręcz degradacja oddziałów “piaskowych” do formy sekcji, pozostaje kwestia ilości miejsca przewidzianego dla personelu - pracownie i pomieszczenia socjalne mają zająć 270 m kw., czyli z grubsza tyle ile zajmuje obecnie (bez magazynów) sam tylko oddział rękopisów (wcale nie największy przecież). Przewidziane w projekcie rozplanowanie pomieszczeń zdradza zupełną nieznajomość specyfiki pracy w zbiorach specjalnych. Ci, którzy formułowali założenia projektowe i sami projektanci najwyraźniej nie mają o tym nawet bladego pojęcia. Jako pracownie przewidziano bowiem standardowe pomieszczenia biurowe na 3 piętrze, w których nie ma miejsca ani na duże biurka (stare książki są często zdecydowanie większe i cięższe od nowoczesnych), ani na księgozbiór podręczny, który zaplanowano umieścić w jednym wspólnym magazynie piętro niżej, przez co podręcznym stałby się on już tylko z nazwy. Magazyny ze zbiorami rękopisów są oczywiście na jeszcze innej kondygnacji. W takich warunkach trudno będzie pracować, wiem coś o tym, bo i teraz Odział Rękopisów rozmieszczony jest co prawda na jednym poziomie, ale za to w 2 różnych skrzydłach (nie jest to konieczność techniczna, tylko efekt bibliotecznych “układów”) i doskonale znam uczucie kiedy to czasem okazuje się że potrzebne właśnie repertorium jest “po drugiej stronie” i trzeba podejmować po nie wyprawę. Z osobliwości rozplanowania przestrzennego godne uwagi jest np. rozmieszczenie magazynów Starych Druków - jeden na poziomie 0 (nowa biblioteka będzie waterproof, więc to nie ma oczywiście żadnego znaczenia) i na czwartej kondygnacji, a wszystko za małe. Już nie warto się rozwodzić nad innymi, “reformatorskimi” pomysłami autora koncepcji organizacyjnej - np. same zbiory mają być oddzielone od swoich dotychczasowych opiekunów i połączone w jednym oddziale magazynów: 300 tys. starych druków, 14 tys. rękopisów, ca 20 tys. autografów, 2 tys. partytur, 1 tys. grafik i ileś tam tys. map będą stały w jednym, pod opieka magazynierów. (cdn.)
                                  • Gość: JG Postscriptum w sprawie budowy Nowej BU - cz. 3. IP: *.wroclaw.vectranet.pl 20.11.12, 00:24
                                    Cz. 3.:

                                    W każdym razie od strony zbiorów specjalnych projekt nowej biblioteki prezentuje się niezbyt zachęcająco, o ile w ogóle ma jakiś sens. No a najciekawsze, że wcale nie planuje się w tym nowym budynku zakładać klimatyzacji. Mówi się o ściankach z cegły, jakichś szafach klimatyzacyjnych (nie wiadomo o co chodzi, pewnie jakiś ersatz), najbardziej dociekliwym mówi się czasem, że będzie jakaś lokalna klimatyzacja, z najnowszych doniesień wynika jednak, że z powodów oszczędnościowych klimatyzacji w ogóle nie będzie (w Warszawie okazała się być ona bardzo kosztowna, a oszczędność jest podstawową zasadą w Biblioteki - taka jest bowiem wola władz Uniwersytetu). Podsumowując - budowanie biblioteki za 200 mln. tylko po to, by pogorszyć sytuację zbiorów specjalnych (niestety, wszystko wskazuje, że taki byłby ostateczny efekt planowanej inwestycji), jest zamierzeniem raczej perwersyjnym, no i oczywiście zupełnie niezgodnym z początkowymi deklaracjami.

                                    Dziwi to zwłaszcza znając dramatyczny stan finansów publicznych i skarbonki samego Uniwersytetu. Niewątpliwie wybrany do realizacji projekt jest w aspekcie zbiorów specjalnych po prostu niedorzeczny i niebezpieczny. Zbiory te należy stanowczo pozostawić tam, gdzie są - chociażby z powodów powyżej wyłuszczonych. W końcu jest to, jak pisze szef komitetu budowy biblioteki, “jedyny w swoim rodzaju dorobek piśmiennictwa o charakterze uniwersalnym a zarazem lokalnym”, z czym można się zgodzić.

                                    Realnym problemem jest bez wątpienia brak miejsca w magazynach budynku na Szajnochy (księgozbiór z XIX i XX w.), chyba faktycznie już go tam brakuje, skoro magazynuje się książki w piwnicach (aczkolwiek może lepiej, żeby składowano tam b. liczne i często już zbyteczne skrypty, a nie cenne, stare książki, z których kilka tysięcy utonęło tam podczas powodzi). Tylko czy jedynym rozwiązaniem problemów lokalowych jest taka gigantyczna inwestycja? Może jednak warto by wziąć przykład z Ossolineum, które od zawsze nieoficjalnie wspiera Bibliotekę w wypełnianiu jej statutowych celów i które właśnie niedawno oddało do użytku budynek na ul. Koszarowej, do którego przeniesiono część zbiorów, dostosowując, wg relacji prasowych, profil tego księgozbioru do zainteresowań znajdujących się w pobliżu instytutów uniwersyteckich.
                                    Tzw. biblioteka główna gromadzi wprawdzie książki z tzw. egzemplarza obowiązkowego” i z wymiany z innymi bibliotekami (ważne źródło nowych książek), brakuje jednak zdecydowanie środków zarówno na zakupy zagranicznej literatury naukowej, jak i na własne utrzymanie, dotacje są zawsze mniejsze niż preliminarze biblioteczne. W bibliotece najważniejsze jednak są książki a, o ile wiem, nikt nie planuje wspierać BU dodatkowymi dotacjami na ich zakup. Co z tego, że powstanie nowy, monumentalny budynek, skoro po dawnemu brakować będzie w nim nowych książek?

                                    Może zresztą rację ma p. Marcinkowski, z którym polemizuje ostro prof. Ratajczak, a który analizując dane dostępne z uniwersyteckiego katalogu komputerowego ustalił, że w bibliotece jest mnóstwo zbytecznych książek - np. nieaktualne już skrypty w dziesiątkach identycznych egzemplarzy - których pozbycie się być może wydatnie poprawiłoby sytuację w magazynach na Szajnochy. O ile wiem, nikt poza p. Marcinkowskim, takich analiz nie prowadził, w dodatku katalog komputerowy obejmuje ponoć wszystkie skrypty, ale z pozostałych książek tylko te, które zostały zakupione w 1995 r. i później, więc i wspomniana analiza nie jest miarodajna dla całości.

                                    Jeśli chodzi o przyszłość Biblioteki Uniwersyteckiej, to wydaje się, że sensowniejsze byłyby raczej inwestycje w tzw. biblioteki zakładowe (czyli biblioteki poszczególnych instytutów i katedr), które należałoby przy tej okazji, przynajmniej w części, jakoś skonsolidować organizacyjnie. Tylko one tak naprawdę są w stanie sensownie gromadzić księgozbiory naukowe, bo mają naturalne zaplecze w postaci zarządzających nimi instytutów z ich personelem naukowym i kontaktami.
                                    Biblioteka główna pełni po zapoczątkowaniu komputerowego katalogowania zbiorów ważną rolę koordynującą, ale poza tym nie ma określonego profilu, który umożliwiłby zracjonalizowanie zakupów książek. De facto jej profil naukowy określają zbiory specjalne i największy w kraju księgozbiór poświęconego sprawom Śląska, ale jakoś nie znajduje to akceptacji czynników zarządzających Biblioteką. Efektownym tego wyrazem jest projekt nowej biblioteki, w którym "sprawiedliwie" wydzielono miejsce zbiorom specjalnym, zaś w ogóle go zabrakło dla Gabinetu Śląsko-Łużyckiego.

                                    Nie chcę tu wcale podważać idei budowy nowej biblioteki. Skoro stać nas na wydanie ponad 200 mln zł., to proszę bardzo, oby tylko nie okazało się, że jest to równie pożyteczna inwestycja jak znajdujące się po drugiej stronie mostu Pokoju estakady na placu Społecznym, których budowa też przez dziesięciolecia absorbowała wielkie nakłady finansowe.

                                    Skoro zaś wszyscy się zgadzają co do wyjątkowości i ważności księgozbioru zabytkowego Biblioteki Uniwersyteckiej, to może warto by coś wreszcie dla niego zrobić, nie ruszając go jednak z miejsca, gdzie wcale nie jest mu najgorzej, a już w żadnym wypadku nie pogarszając jego sytuacji lokalowej i bezpieczeństwa, na co się zanosi.
    • Gość: matrona Święto Zmarłych IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.11.12, 14:00
      Pamiętajmy o naszych bliskich, ale pamiętajmy też o zmarłych Koleżankach i Kolegach. Zwłaszcza tych zmarłych przedwcześnie.
      • Gość: Nowa Generacja Re: Święto Zmarłych IP: *.wroclaw.vectranet.pl 04.11.12, 19:52
        Przedwczesna śmierć to podwójne zaskoczenie. Jest koleżanka i nagle Jej nie ma.
    • Gość: Nowa Generacja List Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.11.12, 22:08
      List w sprawie zieleni wokół nowej Biblioteki Uniwersyteckiej:
      W dniu 26 czerwca wysłaliśmy pismo do dr Jacka Barskiego, dyrektora Departamentu Architektury i Rozwoju, z prośbą o odjęcie prac koncepcyjnych dotyczących zieleni na nabrzeżu Odry wzdłuż nowej Biblioteki Uniwersyteckiej.

      Kilka miesięcy temu podczas prac wykończeniowych otoczenia Biblioteki wycięto rosnące na bulwarze topole. W ich miejsce nie nasadzono nowych drzew, co więcej zablokowano taką możliwość nie pozostawiając odpowiedniej powierzchni wolnej od kostki brukowej. W naszym odczuciu taka zmiana założenia krajobrazowego jest zdecydowanie niekorzystna i liczymy, że zieleń wysoka wróci na nabrzeże – niekoniecznie w formie łamliwych topól, ale na przykład eleganckich platanów.
      • Gość: szanuję emerytów Re: List Towarzystwa Upiększania Miasta Wrocławia IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.11.12, 21:54
        Tak to jest teraz we Wrocławiu. Kiedyś się mówiło "zielony Wrocław". A teraz mamy brukowany Wrocław.
      • Gość: matrona Szewc w dziurawych butach chodzi IP: *.wroclaw.vectranet.pl 15.11.12, 18:55
        Uniwersytet Wrocławski dysponujący Ogrodem Botanicznym i budujący od 10 lat Nową Bibliotekę Uniwersytecką nie skojarzył tych dwu faktów i nie wyhodował w odpowiednim czasie odpowiedniej ilości drzewek aby zasłonić budynek od strony Odry. Teraz zapewne ogłosi przetarg. Albo jeszcze lepiej z braku pieniędzy odłoży w czasie wykonanie tego co architekt w swoim projekcie przewidział wokół monumentalnej biblioteki do wykonania.
    • Gość: Peugeot 206 viagra vendita, comprare viagra senza ricetta IP: *.pppoe.penza.ertelecom.ru 23.11.12, 04:54
    • Gość: bibliotekarka A w Bibliotece Politechniki Wrocławskiej nadal nie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 27.11.12, 21:27
      ma dyrektora. Jest tylko p. o. dyrektor.
      • Gość: bibliotekarka Re: A w Bibliotece Politechniki Wrocławskiej nada IP: *.wroclaw.vectranet.pl 02.12.12, 08:58
        I nadal nie ma dyrektora tylko p. o.
        • Gość: matrix Re: A w Bibliotece Politechniki Wrocławskiej nada IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.12.12, 19:35
          A tyle nadziei było w związku z tym konkursem.
          • Gość: JG Re: A w Bibliotece Politechniki Wrocławskiej nada IP: *.wroclaw.vectranet.pl 03.12.12, 22:21
            Zdaje się, że sława dokonań naszej Dyrekcji dotarła tam, skąd przyszła. Podejrzewam, że wszyscy są pod wrażeniem modelowego podejścia do pracowników oraz opublikowanych w Sieci wyników grantów p. Żurka: Interaktywna, multimedialna bibliografia Śląska. Cz. I. i Śląskie Archiwum Ikonograficzne. To musiało oszołomić Politechników.
            • Gość: młoda Re: A w Bibliotece Politechniki Wrocławskiej nada IP: *.vfserver.com 05.12.12, 21:27
              > Zdaje się, że sława dokonań naszej Dyrekcji dotarła tam, skąd przyszła.
              > Podejrzewam, że wszyscy są pod wrażeniem modelowego podejścia do pracowników

              Masz rację. Odzywają się do mnie koleżanki i koledzy z którymi dawno już nie miałam kontaktu i pytają się czy naprawdę jest tak jak opisano to w tych dwu Bibliotekarzach. Pytają się jak można w takich warunkach pracować? Najczęściej pytania odnoszą się do repliki dyrektorki i listu profesora.
              • Gość: matrona Re: A w Bibliotece Politechniki Wrocławskiej nada IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.12.12, 22:55
                Tak, artykuł pana Julian Fercza, a zwłaszcza kuriozalna replika dyrektorki ożywiła dość niemrawą moją korespondencję za dawnymi koleżankami ze studiów i byłymi naszymi bibliotekarkami. Odezwały się nawet osoby o których myślałam że się na mnie za coś obraziły. Z kilkunastu listów i telefonów wyłonił się dość ponury obraz: Nie wszędzie gdzie indziej jest różowo, ale nigdzie tak parszywie jak u nas. Owszem tnie się etaty prawie wszędzie, ale robi się to znacznie bardziej kulturalnie. Reguła jest, że etat osoby która przeszła na emeryturę lub się zwolniła po prostu bezboleśnie znika.
    • Gość: stara generacja Kodeks etyki bibliotekarzy wg IFLA IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.12.12, 19:15
      W listopadowym Bibliotekarzu jest artykuł Zdzisława Gębołysia pt. Kodeks etyki IFLA dla bibliotekarzy i pracowników informacji. Kodeks został zatwierdzony 12 sierpnia br.
      Rozdział 6 tego kodeksu został poświęcony relacjom z kolegami i współpracownikami. Porusza on kwestię stosunków międzyludzkich w pracy bibliotecznej, promowanie odmienności, zakaz dyskryminacji osób o zróżnicowanym statusie społecznym, potrzebę wzajemnego wspierania się, doskonalenia zawodowego.
      W kodeksie zawarta jest większość istotnych etycznych wyznaczników pracy bibliotecznej i informacyjnej.
      Autor artykułu wytyka pominięcie w kodeksie cech osobowych bibliotekarza (punktualność, sumienność), a także etycznych uwarunkowań kierowania biblioteką.
      IFLA Code of Ethics for Librarians and other Information Workers jest na stronie IFLA
      www.ifla.org/files/faife/publications/
      • Gość: matrona Re: Kodeks etyki bibliotekarzy wg IFLA IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.12.12, 21:29
        Tak to wyglada w wersji skróconej w oryginale:
        6. Colleague and employer/employee relationship

        Librarians and other information workers treat each other with fairness and re-spect. To this end they oppose discrimination in any aspect of employment be-cause of age, citizenship, political belief, physical or mental ability, gender, marital status, origin, race, religion or sexual orientation. They support equal payment for equal work between men and women, share their professional experience, and contribute towards the work of their professional associations.

        Prepared by Loida Garcia-Febo, Anne Hustad, Hermann Rösch, Paul Sturges and Amelie Vallotton (FAIFE working group).

        Endorsed by the IFLA Governing Board, August 2012
        www.ifla.org/publications/ifla-code-of-ethics-for-librarians-and-other-information-workers-short-version
        • Gość: matrona Re: Kodeks etyki bibliotekarzy wg IFLA IP: *.wroclaw.vectranet.pl 17.12.12, 19:53
          A tak wersja pełna w oryginale:
          6. Colleague and employer/employee relationship

          Librarians and other information workers treat each other with fairness and respect.

          Librarians and other information workers oppose discrimination in any aspect of employment because of age, citizenship, political belief, physical or mental ability, gender, marital status, origin, race, religion or sexual orientation.

          Librarians and other information workers promote equal payment and benefits for men and women holding comparable jobs.

          Librarians and other information workers share their professional experience with colleagues and they help and guide new professionals to enter the professional community and develop their skills. They contribute to the activities of their professional association and participate in research and publication on professional matters.

          Librarians and other information workers strive to earn a reputation and status based on their professionalism and ethical behaviour. They do not compete with colleagues by the use of unfair methods.

          www.ifla.org/news/ifla-code-of-ethics-for-librarians-and-other-information-workers-full-version
          • Gość: bibliotekarka Re: Kodeks etyki bibliotekarzy wg IFLA IP: *.wroclaw.vectranet.pl 18.12.12, 23:03
            Kodeks etyki bibliotekarza i pracownika informacji przyjęty 22. 02. 2005 r. przez Zespół autorski i przedstawicieli Zarządu SBP ma między innymi takie postanowienia:

            V. Bibliotekarze i pracownicy informacji wobec kolegów i zawodu

            Pracują rzetelnie, poznają najlepsze praktyki stosowane w bibliotekarstwie i usługach informacyjnych, dążą do ulepszania świadczonych usług. Przestrzegają stosowanej w swojej instytucji pragmatyki służbowej.

            Dokładają wysiłku, by stać się częścią koleżeńskiego zespołu, w którym nie tworzy się sztucznych hierarchii, autorytetów i rytuałów oraz przestrzega zasad dobrej organizacji pracy. Są świadomi, że ich praca jest służbą wymagającą sumienności, punktualności, porządku i taktu oraz dbałości o estetykę wyglądu i kulturę bycia. Z pełnym zaangażowaniem wykorzystują wszystkie swoje kompetencje w tych tylko dziedzinach działalności bibliotecznej i informacyjnej, w których ich wiedza i umiejętności są wystarczające.

            Kierują się dobrze rozumianymi zasadami solidarności zawodowej, dbając o pozytywny wizerunek zawodu.

            Szanując i rozumiejąc osiągnięcia swoich współpracowników, w wymianie opinii posługują się wyłącznie argumentami merytorycznymi - także w stosunku do przełożonych oraz podwładnych. Pozostawanie w relacjach służbowych nie zwalnia od przestrzegania norm prawnych oraz etyki zawodowej.

            Dbając o stały rozwój swoich umiejętności i wiedzy, dążą do doskonalenia środowiska zawodowego i jakości usług macierzystych instytucji oraz wspierają swoich kolegów, zwłaszcza podwładnych, w rozwijaniu kompetencji zawodowych. Wspierają organizacje i stowarzyszenia zawodowe.

            Pełniąc funkcje kierownicze przyjmują na siebie szczególną odpowiedzialność za przestrzeganie zasad profesjonalnego i etycznego postępowania przez swoich podwładnych, dając wzór własną postawą.

            Tworząc narzędzia dostępu do zasobów bibliotecznych i informacyjnych oraz tworząc informacje własne, dbają o rzetelność, zrozumiałość, komunikatywność i precyzję transmitowanych treści oraz swoich wypowiedzi.



            VI. Bibliotekarze i pracownicy informacji wobec pracodawcy

            Są lojalnymi pracownikami. Dbają o dobre imię swojej instytucji, zmierzają do wykreowania i utrwalenia w społeczeństwie jej pozytywnego wizerunku.

            Dążą do rozumienia i pogłębiania wiedzy o zadaniach i celach macierzystej instytucji oraz wspierania ich prowadzoną działalnością.

            Wykorzystują swój potencjał wiedzy i umiejętności zawodowych, dążąc do rozwoju własnej placówki, jej warsztatu, zasobów informacyjnych, metod i narzędzi pracy.

            Mają prawo oczekiwać, wymagać i upominać się o godne wynagrodzenie, odpowiadające ich kwalifikacjom i trudności pracy, nie powinni jednak uzależniać jakości wykonywania swych zadań od płacy.

            Unikają zaangażowania w jakiekolwiek praktyki nieetyczne, które mogą być im sugerowane lub zalecane.



            CZĘŚĆ TRZECIA

            VII. Postanowienia końcowe

            Bibliotekarze i pracownicy informacji we wszystkich swoich działaniach związanych z wykonywaną pracą przestrzegają zasad etyki zawodowej określonych w niniejszym Kodeksie.

            Dążą do pogłębienia i upowszechnienia świadomości etycznych i prawnych aspektów działalności bibliotecznej i informacyjnej.

            Przeciwstawiają się nieetycznym zachowaniom członków swojego środowiska zawodowego.
    • Gość: bibliotekarka Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 20.12.12, 20:53
      Dobrze że usunięto te dziwne wpisy.
      • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.12.12, 23:25
        > Dobrze że usunięto te dziwne wpisy.

        Jak widać nie ma lekko. Fan/fanka Peugeota 206 wytrwale śledzi to forum i za nic ma kodeks etyki bibliotekarskiej.
      • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckiej IP: *.wroclaw.vectranet.pl 22.12.12, 02:23
        No proszę, IFLA wydała kodeks już w 2005 r. a w BU nas stało się to, czego wszyscy zainteresowani mieli okazję doświadczyć i co zostało tutaj w jakimś stopniu opowiedziane i uwiecznione (szkoda, że tak oszczędnie, biblioteka taka jak BU godna jest bardziej heroicznej opowieści).

        Tak, czy owak, pewna epoka się skończyła. Zgodnie z majańskimi kalkulacjami weszliśmy właśnie w nowy b'ak'tun. Wg znawców (Majów) ma być ponoć lepszy niż poprzedni. Tak przynajmniej piszą w gazetach. Oby to się sprawdziło, to może i BU i jej pracownikom w końcu się poprawi.

        Tymczasem, w moim wypadku, można tylko wrócić pamięcią do poprzedniego b'ak'tuna, bowiem z grubsza z jego końcem nastąpił i koniec mojej bibliotecznej kariery, wcale nie krótkiej, bo 22-letniej. 5.XII skończył się wreszcie proces, w którym wnosiłem o przywrócenie do pracy. Inne procesy też chyba się już pokończyły (należy żałować, że tak mało się o tym pisze, praktycznie prawie nic). Wynik jest pewnie wszystkim dobrze znany - dotąd nikt (o ile wiem) nie wrócił do pracy.

        W moim przypadku, po ponad półtorarocznym procesie, przesłuchaniu świadków (ale tylko strony przeciwnej) i rozpatrzeniu akt, Wysoki Sąd w końcu odrzucił pozew, uznając, że przyczyna zwolnienia (restrukturyzacja BU) była rzeczywista, więc pozwany (Uniwersytet) nie naruszył żadnych przepisów prawa. Co prawda nikt nie poddawał w wątpliwość faktu restrukturyzacji BU, i zasadniczo, gdyby ograniczyć się do tego aspektu sprawy, to cały ten korowód (było nie było - 8 rozpraw) był najzupełniej zbędny, i taki sam wyrok Wysoki Sąd mógł ogłosić nie wszczynając w ogóle kosztownego postępowania. Ale cóż, stało się inaczej. Jednak, jak widać co się odwlecze, to nie uciecze. Na szczęście Wysoki Sąd, upewniwszy się, że wciąż jestem bezrobotny, nie obciążył mnie kosztami.

        Zresztą, cała ta sprawa od początku rozwijała się pod niedobrymi auspicjami. Pomijam, że nasza Znakomita Dyrekcja, jako termin uroczystego wręczenia wypowiedzeń wybrała piątek 13.V, co odnotowała nawet lokalna prasa. Jak pewnie niektórzy z czytelników tego forum pamiętają, zaraz po wypowiedzeniach próbowałem zorganizować dla naszej zredukowanej grupy pomoc prawną, posiłkując się znajomościami wśród pracowników Wydziału Prawa. Taka informacja o nowej sytuacji dla tych 22 zwolnionych byłaby pożyteczna. Nie każdy wie jak sobie radzić, znalazłszy się niespodziewanie na bruku, zwłaszcza jak całe życie pracował tylko w BU. Okazało się jednak, że mimo obietnicy honorarium (z funduszy KZ ZZ "S") chętnych nie było, co zresztą można zrozumieć, bowiem wiadomo kim jest Magnificencja (dla niewtajemniczonych - profesorem na wspomnianym Wydziale Prawa).
        Dla pełnej jasności - wcale nie sugeruję tutaj, że Magnificencja uczynił cokolwiek niegodnego - w żadnym wypadku. Jednak ten symptomatyczny przypadek pokazuje, że do tego żeby zniechęcić do takiej niewinnej usługi, jak udzielenie porady z prawa pracy, przez kogoś z Prawa, taki układ (jak opisano) wystarczył. Wyraźnie powstał na tyle dotkliwy konflikt interesów. Może zresztą słusznie - dla maluczkich Magnificencja okazał się bezwzględny.

        Potem z pomocą prawną, przynajmniej w moim wypadku, nie było dużo lepiej. Tutaj polegano na usługach radców z Zarządu Regionu ZZ "S". Dużo by o tym można napisać. W każdym razie pani radca, która miała prowadzić przed sądem moją sprawę (zresztą, faktycznie zajmowała się nią inna osoba), na pierwszym spotkaniu tête à tête obraziła się na mnie i pomocy odmówiła. Dalej więc sprawę prowadził dobrze tu znany Pan A. Jabłoński z KZ ZZ "S", który jednak prawnikiem z wykształcenia nie jest (tu wielkie dzięki, że podjął się tego zadania).
        Być może zresztą powyższe okoliczności nie miały zbyt wielkiego znaczenia dla dalszego rozwoju sprawy.

        Piszę o tym, bowiem warto wyciągnąć konstruktywne wnioski z przypadków naszej 22-ki. Niestety, większość tych wniosków nie bardzo kwalifikuje się do publikacji. W każdym razie trzeba mieć świadomość, że tzw. wymiar sprawiedliwości (resort nazywa się np. Ministerstwo Sprawiedliwości) taką nazwę ma głównie z powodu tradycji, i nie ma co liczyć, że bez sprawnego adwokata da się co osiągnąć na tym poletku. Cóż, ze Sprawiedliwością jest tak jak z Prawdą. Tu można by jeszcze - dla odprężenia - zacytować sławny dialog z filmu "Sami swoi". Do tego dochodzą doświadczenia z PIP, też umiarkowanie budujące.

        No cóż, moja użyteczność w dyskusjach tego forum, ewentualnie w prowadzeniu tutaj bloga, radykalnie zmalała w kontekście opisywanych tu wypadków. Zatem ograniczę się do paru ogólnych uwag i zacytowania w dalszym ciągu tylko pewnych ważnych, jak sądzę, dokumentów, głównie zresztą przez siebie wytworzonych. Myślę jednak, że to ważne, żeby pewne kwestie w nich podniesione trafiły do świadomości ogólnej.

        Zbiory BU są bowiem niesłychanie ważne dla kultury naszego kraju (i nie tylko), i wreszcie - jak będzie się o tych sprawach mówiło - może ktoś władny podejmie jakieś sensowne działania i doprowadzi do odrodzenia Biblioteki jako placówki naukowej, Doprowadzi np. do sensownego skompletowania np. kierownictwa i personelu Oddziału Rękopisów (i może innych oddziałów), powołania dyrekcji, która nie tylko dyscyplinowaniem pracowników (najczęściej zupełnie bez sensu) będzie się zajmować, ale i np. odzyskiwaniem utraconych i rozproszonych zbiorów (na MSZ nie zawsze można liczyć, jak sie pokazało niektóre przypadki są poza jego zasięgiem działania), doprowadzeniem do właściwego utrzymania tych które posiada. Nawet do tak prozaicznej sprawy jak dokumentowanie konserwacji zabytkowych książek (jednak parę fotek nie załatwia sprawy; jak np. zniszczy się oryginalną oprawę, to choćby jakaś informacja o niej pozostała).

        Niewątpliwie takie zbory, szczególnie w zakresie konserwacji i utrzymania ich we właściwej kondycji, a nawet opracowania (jak pokazuje przypadek BU) wymagają interwencji i pomocy państwa. Sama BU nie ma do tego ani środków, ani kadr. A zbiory ma większe niż jakakolwiek inna krajowa biblioteka (oczywiście mowa tu o zbiorach zabytkowych).

        W ogóle tzw. Bibliotekę Główną chyba po prostu trzeba wyłączyć ze struktur Uniwersytetu Wrocławskiego i pod właściwą kuratelą utrzymywać jako samodzielną placówkę naukową. Ostatnie 5 lat pokazało dowodnie, że wszyscy, łącznie z Radą Biblioteczną, traktują ją jak 5. koło u wozu i uważają, że można z nią zrobić cokolwiek, zmienić np. w przybudówkę do grantów p. Żurka (nb. najwyraźniej ciągle trwają przejściowe trudności i dalej nie można zobaczyć tych produktów, kosztujących przecież podatników 6 mln PLN), czy zredukować o 1/10 jej personel (co wg niektórych i tak było za mało). W obecnym układzie organizacyjnym BU nie ma szans. Jej historia w wolnej RP, to postępujący upadek.
      • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw. - cz. 1: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 22.12.12, 22:04
        No to parę pism, które powstały z grubsza od zawiązania się konfliktów bibliotecznych. W moim wypadku nastąpiło to gdzieś w 2 poł. 2007 r. Proszę zwrócić uwagę na fakt, że w tym samym czasie zaczyna swoją działalność w BU p. Żurek ze swoim 1. grantem. Zważywszy na to co się później wydarzyło nie można uznać tego za okoliczność bez znaczenia. W moim przypadku sytuację konfliktową wygenerowała najpierw kierowniczka OR, w którym pracowałem, ale już we wspomnianym czasie dołączyła się naczelna Dyrekcja. Dowiedziałem się tego z jej zeznań - miałem szczególny zaszczyt, że w mojej sprawie za stronę pozwaną zeznawała p. Piotrowicz - potwierdzają one i taką chronologię i rolę p. Żurka, jak też tzw. "priorytetów", które nie zawsze pokrywały skię z przepisowymi zadaniami BU.

        Początkowo konflikt z załogą BU, ZZ "S" i mój przypadek stanowiły oczywiście osobne, niezależne wątki wydarzeń. Jednak w wakacje 2008 r. niespodziewanie dla wszystkich zeszły się one w sławnym incydencie, w którym nasza Znakomita Dyrekcja postanowiła rozszerzyć swoją działalność represyjną na cały Piasek. Pewnie niektórzy pamiętają moje maile z załączonym dokumentem p. Piotrowicz, których codzienną, godzinową sprawozdawczością postanowiła obarczyć poza mną także wszystkich na Piasku (aczkolwiek samo pismo adresowane było tylko do mnie; BTW - ciekawa forma managementu bibliotecznego). No więc od tego momentu dzieliliśmy już wspólnie los "dyscyplinowanych" bibliotekarzy, oficjalnie (ale mnie było gorzej, bo dochodziła jeszcze ze swoją porcją żółci kierowniczka, czego innym nie dane było doświadczyć). Tyle wstępu mającego nakreślić historyczne tło wydarzeń. Dokumenty cytuję z drobnymi poprawkami błędów. Moje teraźniejsze komentarze do nich pomieściłem w klamerkach "[]". Cytuję je nie dla wartości historycznych, które posiadają, tylko dla podnoszonych w nich problemów i bardzo niefajnych zjawisk w naszym otoczeniu, które przecież nie poprawiły sytuacji BU.

        Wrocław, 9.I.2008
        Jan Gromadzki,
        kustosz w Oddziale Rękopisów
        Biblioteki Uniwersyteckiej
        Wrocław

        Do Dyrekcji Biblioteki Uniwersyteckiej


        Skarga w związku z pismem p. Marioli Łoś, kierownika ORps, datowanym 8.I'08

        wczoraj, 8 stycznia otrzymałem osobliwe pismo podpisane przez kierowniczkę oddziału, w którym pracuję (kopia w załączniku). Pismo to zawiera wyliczenie moich obowiązków wzięte z grubsza z formalnego ich wykazu, nb. dobrze mi znanego, i z pewnymi własnymi uzupełnieniami p. Kierowniczki, nie występującymi w tym wykazie, pod którym ongiś się podpisałem. Dotyczy to zwłaszcza punktu: 6. "Wykonywanie innych prac związanych z bieżącą działalnością OR ...".

        W dalszej części pisma p. Kierownik nałożyła na mnie od 14.I obowiązek "przedstawiania cotygodniowych pisemnych sprawozdań z wykonywanych prac", które mam wysyłać na jej osobiste konto mailowe. Żeby nie było za prosto mam też w ramach tego obowiązku wyspecyfikować czas na te prace zużyty (bez podania jednostek miary, co prawda). A na koniec nakłada na mnie jeszcze jeden obowiązek, mianowicie, żeby dopilnować, aby to sprawozdanie dotarło do niej do 9. rano w każdy poniedziałek. Tego to już ze zrozumiałych względów nie jestem w stanie dopełnić (nie jestem przecież ani administratorem sieci bibliotecznej, ani też nie mam innego wpływu na to co się dzieje w Sieci). [mail może iść czasem nawet kilka - kilkanaście godzin, mimo, że faktyczny dystans to tylko np. 0,5 km, taka natura Sieci]
        Jak się wydaje, wprowadzenie obowiązku pisania cotygodniowych sprawozdań jest bezprecedensowym posunięciem w skali Biblioteki, nie słyszałem, żeby ktokolwiek do takiej szczegółowości się posunął i trudno jest mi sobie wyobrazić, do czego to mogło by być potrzebne, poza tym, że niewątpliwie zajmie dodatkowy czas na dokumentowanie prac i sprawozdawczość. Dodam, że p. Łoś nie była uprzejma wyjaśnić mi czemu, to ma służyć. Dowiedziałem się jedynie, że tylko ja z całego oddziału podlegam tej restrykcji.

        Wszystko to ma charakter formalny (musiałem potwierdzić odbiór tegoż dokumentu na kopii) i ma dopisek "do wiadomości: Dyrekcja BU". Z pewnością nie chodzi tu o pochwałę, czy inny wyraz uznania, są tu raczej odwrotne sugestie, zatem w takiej sytuacji trzeba uznać, że jest to raczej forma upomnienia i represji zarazem (dobrze, że rozkazano mi pisać codziennie tych sprawozdań). Tymczasem jestem zdania, że poprawnie wykonuję swoje obowiązki i nie wydaje się, żebym jakoś wyraźnie odstawał w wynikach swojej pracy od reszty załogi Biblioteki (załączam ostatnie sprawozdanie roczne), w mojej opinii powyższy tekst pozbawiony jest realnych podstaw i jest formą nękania. Ponieważ przypuszczam, że również p. Łoś obowiązuje Kodeks Pracy, który zabrania bezzasadnego nękania pracowników, więc chciałbym prosić o zwrócenie jej uwagi na niestosowność opisanych tu jej działań.

        Nie wiem jakie były intencje p. Łoś kiedy pisała tą epistołę, choć z grubsza ich się domyślam. Pani Łoś od lat nie opuszcza żadnej okazji żeby dać mi do zrozumienia z jaką niechęcią odnosi się do tego co robię w oddziale, a od pewnego czasu próbuje te pretensje sformalizować i przedstawia je w bardziej oficjalnej formie, w postaci urzędowych (chyba) pism, jak to powyżej wspomniane. Już w końcu listopada otrzymałem, podobne, jeszcze bardziej kuriozalne pismo, w którym wyraźnie groziła mi, jak można się domyślać, jakimś postępowaniem dyscyplinarnym (zarzut: "naruszenie obowiązków pracowniczych", co chyba z urzędu podlega słusznym i prawem przewidzianym represjom). Załączam również kopię tego pisma i moją odpowiedź na nie - chodzi w końcu o poważne, choć zupełnie bezzasadne zarzuty. Mam też sporą kolekcję maili, mniej konkretnych w treści ale generalnie w tym samym nastroju niechęci utrzymanych. W razie czego chętnie je udostępnię, w końcu jest to formalnie korespondencja służbowa. Nie znam planów p. Kierownik względem mojej skromnej osoby, jednak powyższe pisma i cały znany mi kontekst pozwalają się domyślać, że raczej nie chodzi jej o wystaranie się u Jego Magnificencji o jakąś extra nagrodę dla uhonorowania moich już niemal 20-letnich robótek w Oddziale Rękopisów naszej znakomitej Biblioteki (a w odróżnienie od p. Łoś mogę się wykazać pewnymi osiągnięciami i to mimo niełatwych warunków pracy). Mam prawo czuć niepokój.

        We wszystkich tych dość dziwnych (dla mnie, oczywiście) działaniach p. Kierownik naszego oddziału, przynajmniej od listopada, stałym elementem jest sprawa prac związanych z kompletowaniem księgozbioru podręcznego, czym zajmuję się jeszcze od początku 2001 r., kiedy to przejąłem ten obowiązek od p. Spychały. Nie wiem jakie plany ma w tym względzie p. Łoś, bo mimo, że niemal zabroniła mi tym się zajmować, nie powiedziała co dalej z tym przecież bardzo ważnym zadaniem, niezwykle istotnym dla możliwości prowadzenia przez Oddział jego podstawowej działalności, czyli właściwego opracowania zbiorów. Napisałem "niemal", ponieważ, wbrew temu co pisze ona w swoim listopadowym piśmie, zajęcie to wcale nie jest sprzeczne z moim zakresem obowiązków, gdzie wprawdzie nie jest wymienione, ale przecież nie bez kozery ów dokument posiada punkt "Wykonywanie innych prac związanych z bieżącą działalnością OR ..." a inkryminowane zajęcie jest bez wątpienia taką pracą i dopóki nie zostało w końcu zakwestionowane, siłą faktów było przez wiele lat zupełnie legalnym. Osobliwe jest bowiem, że do swoich wniosków o nielegalnym statusie moich prac p. Łoś doszła dopiero w listopadzie 2007 r., po 7 niemal latach w miarę owocnej działalności na tym polu, w którym to okresie pełniła przecież obowiązki kierownika i firmowała kilka co najmniej sformułowanych przeze mnie dezyderatów w sprawie zakupów różnych potrzebnych książek (pomijając już wyliczanie tych prac w wielkiej ilości sprawozdań, które, co wiem na pewno, są czytywane przez p. Kierowniczkę i nigdy nie były kwestionowane, przynajmniej w tym punkcie). Nie znam przyczyn tej przemiany, ale nie da się ukryć, że był to dość osobliwy finał moich starań o zdobycie dla Oddziału niez
      • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 2.: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 22.12.12, 22:08
        Cz. 2.:


        [bezsensowność tego sprawozdaniopisania w końcu mnie zmęczyła i napisałem takie coś:]


        Wrocław, 8.VII.2008
        Jan Gromadzki,
        kustosz w Oddziale Rękopisów
        Biblioteki Uniwersyteckiej
        Wrocław

        Do Dyrekcji Biblioteki Uniwersyteckiej
        P. Grażyna Piotrowicz, Dyrektor Biblioteki Uniwersyteckiej

        Szanowna Pani,

        Proszę wybaczyć kolejną obszerną epistołę, napisałem ją, ponieważ sytuacja w oddziale, w którym pracuję zaczyna być nieznośna. Na początku br. była Pani uprzejma nałożyć na mnie obowiązek składania kierowniczce Oddziału Rękopisów, p. Marioli Łoś, cotygodniowych sprawozdań ze swoich dokonań w godzinach pracy. Zarówno wtedy, jak i obecnie, byłem jedynym w ten sposób "uhonorowanym" pracownikiem w swoim oddziale, a zapewne także i na Piasku, a może i w całej Bibliotece. Jak mi się wydaje, trudno takie "wyróżnienie" odebrać inaczej, jak rodzaj kary, choć nikt nigdy nie sprecyzował nawet za co (jest to nb. naruszenie KP). Oczywiście nie mam zamiaru wykazywać, że jestem jakimś przodownikiem pracy i to co robię nie ma sobie równego w całej Bibliotece. Z drugiej strony nie wydaje mi się, żeby - poza nonsensownymi zarzutami (łatwo to wykazać) p. Łoś - coś przemawiało za traktowaniem w ten sposób moich służbowych działań i żeby w rażący sposób odbiegały one od dokonań innych osób tu zatrudnionych. Ostatnio nie są one może specjalnie imponujące, ale zapewniam Panią, że od paru lat, kiedy sprawowanie władzy i, zwłaszcza, nieskrępowane okazywanie mi tego zaczęło najwyraźniej sprawiać p. Łoś dużą satysfakcję (myślę, że jestem to wykazać w istniejącej, całkiem obszernej korespondencji), wykonywanie moich obowiązków stało się niekiedy uciążliwe, i w wielu sytuacjach nie jest mi łatwo zachować poczucie sensu tej pracy.

        Problem ma kilka przyczyn, głównie taką, że p. Marioli Łoś nie krępuje w jej poczynaniach wiedza fachowa, za to łatwo daje upust swoim animozjom, stąd wiele nieporozumień między nami. Zanim została szefem całego oddziału zajmowała się wyłącznie udostępnianiem zbiorów w czytelni i ustawianiem książek na półkach (merytorycznie księgozbiorem zajmował się p. Spychała) itp. pracami. Nie miała do czynienia z opracowaniem zbiorów, o ile wiem, nie potrafi czytać manuskryptów, którymi w założeniu ma się zajmować, nie zna języków obcych niezbędnych w tej pracy, nie ma pojęcia o kodykologii. Z tej przyczyny zapewne przychodzi jej łatwo mówić, to co mówi i podejmować bez specjalnych rozterek decyzje w sprawie kierunku prac oddziału, zatrudniania tu pracowników, wreszcie wydawać mi dyspozycje, które brzmią jak wojskowe rozkazy, np.:
        "Będziesz miał wypożyczony nowy laptop z pracowni z windowsem XP i na nim będziesz pracował nad rozsypami. ...MŁ"; (dla porównania dyspozycja do wszystkich: ''proszę o napisanie sprawozdań z pracy za 4 kwartał 2007 na 18.02.2008 r. MŁ").
        Taki brak skrępowania wiedzą ma oczywiście swoje zalety, ale bywa też niekiedy ryzykowny. Zbiór, którym powinna się opiekować p. Łoś to stare (są i takie sięgające czasów Karola Wielkiego), często sfatygowane obiekty, pamiątki narodowej i europejskiej kultury, które powinno się jednak traktować odrobinę inaczej niż zwykłe książki. Pechowo się składa, że najwyraźniej nikt tego bibliotekarzy na studiach nie uczy (p. Mariola, w odróżnieniu ode mnie, jest bibliotekarzem po studiach bibliotecznych) i najczęściej w ogóle nie dostrzegają oni takiego problemu. Poniżej, na dowód, że obecna sytuacja w zarządzie Oddziałem bywa jednak źródłem problemów cytuję fragmenty z poniedziałkowej korespondencji ze swoją kierowniczką, zaczyna się od tekstu p. Łoś [z wcześniejszego, cytowanego tu maila, moje kwestie są z tym: ">"]:
        >> Zawsze jakoś można sobiezorganizowac prace tylko trzeba tego chcieć.
        >> Pracownia nie jest na
        >> ksiezycu ani w innym niedostępnym dla ciebie miejscu.

        > Fakt, zawsze można zorganizować pracę sensownie. Nie wiem po co te
        > rękopisy - przynajmniej niektóre - powędrowały znowu do pracowni
        > konserwatorskiej. Niektóre to już starzy bywalcy - R 682, IV F 23n np.
        > One mogą w końcu tego nie przeżyć.
        zwłaszcza nie przezyja gdy będa miały wykonane ładne fascykuły i pudła
        zabezpieczajace przed podróżą, prawda?
        > Nie mogły po prostu panienki
        co za panienki? mysle ze nie zycza sobie bys je z takim lekcewazeniem
        nazywał. odrobina szacunku dla koleżanek i kobiet
        > pofatygować się z miarką do nas i zrobić niezbędne pomiary?
        > do
        > zrobienia jakichś opakowań, pobyt w pracowni oryginałów nie jest
        > potrzebny,
        jest, trzeba to opakowanie przymierzyc i dokładnie dopasowac
        > tak jak nie należy bez konsultacji i dokumentacji robić
        > zabiegów konserwatorskich. To swoją drogą niewyobrażalny skandal, że
        > nie robi się u nas żadnej dokumentacji konserwatorskiej (parę
        > niewyraźnych fotek, to nie dokumentacja)
        widziałes te fotki? skad wiesz ze nie robia dokumentacji, duchem swietym
        jesteś? widze, ze bardzo dobrze wiesz co robia inni, skad ta wiedza?"

        Tu koniec cytatu. Jeden nieduży dialog a ile ciekawej treści [i problemów]. I jaka hierarchia ważności problemów. Dla jasności: ja w tym wszystkim miałem wyceniać te manuskrypty. Jak widać, ani p. Łoś, ani panie zajmujące się konserwacją najwyraźniej nic w swoich praktykach nienormalnego nie dostrzegają (nie jest to incydent a stała praktyka). To jest już, moim zdaniem, pewien powód do obaw. Osobiście uważam (być może to odosobniony pogląd), że wykorzystywanie cennych w końcu oryginałów w charakterze matryc do nieskomplikowanych robótek introligatorskich to nader oryginalny wkład naszej Biblioteki do trudnego dzieła, jakim jest ochrona narodowych dóbr kultury.

        To tylko przykład, jeden z wielu, jak funkcjonuje nasz znakomity Oddział obecnie. W tym kontekście cała moja rozległa karna sprawozdawczość nie wydaje się mieć specjalnego sensu, jest zwykłym marnotrawieniem czasu i poza tym może być uznana za niezgodną z prawem pracy, bezzasadną represję, czym zresztą faktycznie jest. Skoro p. Łoś nie jest i tak w stanie ocenić właściwie tego co robię (no bo na jakiej podstawie?), to cała moja sprawozdawczość daje jej tylko pretekst to bezsensownego nękania mnie, co też od czasu do czasu ma miejsce (mogę służyć dowodami).
        W związku z powyższym chciałbym uprzejmie prosić o zdjęcie ze mnie tego niczemu, poza satysfakcjonowaniem p. Łoś, nie służącego obowiązku.

        Proszę wybaczyć jeszcze jedną refleksję. Kierownik oddziału rękopisów biblioteki z tak znakomitymi zbiorami jak nasza powinien jednak posiadać stosowną wiedzę a przynajmniej dobrą orientację w zakresie prac jakie się w nim odbywają. Dawniej kierownicy byli kompetentni i nawet jeśli nie wszyscy mieli inicjatywę, to przynajmniej nie utrudniali pracy innym, dlatego też długi czas praca tutaj była efektywna. Dzięki temu w latach 1985-1999 nasz oddział mógł zrealizować szereg całkiem poważnych przedsięwzięć - odkażenie całego księgozbioru Biblioteki Miejskiej i Akcesji, zinwentaryzowanie całego zbioru korespondencji dawnej BU, opracowanie kolekcji sztambuchów, wreszcie opracowanie i wydanie 2 nowych tomów katalogu rękopisów średniowiecznych (tu niestety niekorzystnie zaważyło na ostatecznym efekcie odejście p. Mrozowicza, z tego projektu; nb. miał istotny udział we wszystkich wyliczonych przedsięwzięciach) i przeprowadzenie tzw. "skontrum", czyli de facto inwentaryzacji całej, niemałej kolekcji. Mimo trudności uzupełniano fachowy księgozbiór podręczny. Obecnie nie ma nawet z kim rozmawiać na temat prowadzenia prac w Oddziale a p. Łoś wydaje mi wojskowe komendy. Symbolem sprawności managementu naszych czasów pozostaje tzw. "inwentarz komputerowy" z osławionym "formularzem p. Basi" (swoją drogą, ten formularz to prawie alegoria dziejów Oddziału w początku XXI w.). Po niemal 9 latach ekipa to realizująca weszła wreszcie do ciągu "I Q" dawnej BU. Koniec tego ciągu, to pozycja ca 2200 w inwentarzu liczącym ponad 14 tys. pozycji, za
      • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw. cz. 2.1.: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 22.12.12, 22:13
        Cz. 2.1. (niestety, przekroczyłem limit, powtarzam więc ostatni akapit :

        Proszę wybaczyć jeszcze jedną refleksję. Kierownik oddziału rękopisów biblioteki z tak znakomitymi zbiorami jak nasza powinien jednak posiadać stosowną wiedzę a przynajmniej dobrą orientację w zakresie prac jakie się w nim odbywają. Dawniej kierownicy byli kompetentni i nawet jeśli nie wszyscy mieli inicjatywę, to przynajmniej nie utrudniali pracy innym, dlatego też długi czas praca tutaj była efektywna. Dzięki temu w latach 1985-1999 nasz oddział mógł zrealizować szereg całkiem poważnych przedsięwzięć - odkażenie całego księgozbioru Biblioteki Miejskiej i Akcesji, zinwentaryzowanie całego zbioru korespondencji dawnej BU, opracowanie kolekcji sztambuchów, wreszcie opracowanie i wydanie 2 nowych tomów katalogu rękopisów średniowiecznych (tu niestety niekorzystnie zaważyło na ostatecznym efekcie odejście p. Mrozowicza, z tego projektu; nb. miał istotny udział we wszystkich wyliczonych przedsięwzięciach) i przeprowadzenie tzw. "skontrum", czyli de facto inwentaryzacji całej, niemałej kolekcji. Mimo trudności uzupełniano fachowy księgozbiór podręczny. Obecnie nie ma nawet z kim rozmawiać na temat prowadzenia prac w Oddziale a p. Łoś wydaje mi wojskowe komendy. Symbolem sprawności managementu naszych czasów pozostaje tzw. "inwentarz komputerowy" z osławionym "formularzem p. Basi" (swoją drogą, ten formularz to prawie alegoria dziejów Oddziału w początku XXI w.). Po niemal 9 latach ekipa to realizująca weszła wreszcie do ciągu "I Q" dawnej BU. Koniec tego ciągu, to pozycja ca 2200 w inwentarzu liczącym ponad 14 tys. pozycji, zaś do miejsca, gdzie się zaczyna akcesja i prawdziwe problemy pozostało jeszcze ponad 4 tys. pozycji. Moim zdaniem stan obecny Oddziału jest przygnębiający, jestem jednak przekonany, że jest możliwe znalezienie w kraju kompetentnej osoby, dającej szansę sensownego właściwego nim pokierowania i wyprowadzenia go z "dołka", w którym od z grubsza 10 lat się znajduje.


        Z wyrazami szacunku [podpis ręczny]
        [niżej potwierdzenie przyjęcia w sekretariacie na Piasku: 10.VII]
      • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 22.12.12, 22:15
        Cz. 3.:

        [Tu już końcowy etap batalii o sprawozdawczość. W tym czasie oddział p. Żurka "zjada" pół naszej jedynej dobrze wyposażonej pracowni, którą kierowniczka OR (m.in.) rozbiera własnoręcznie (widziałem to).

        Wrocław, 10 grudzień 2008
        Jan Gromadzki
        kustosz w Oddziale Rękopisów
        Biblioteka Uniwersytecka
        [potwierdzenie przyjęcia w sekretariacie Rektorów: 11.XII'08]

        Prorektor ds. Ogólnych
        prof. dr hab. Władysław Dynak

        Ref.: w związku z prośbą kierowników zbiorów specjalnych o mediację w konflikcie z dyrekcją BU oraz w sprawie zmiany zakresu zadań Oddziału Rękopisów BU.


        Szanowny Panie Rektorze

        Rok 2008 ujawnił cały szereg problemów gnębiących Bibliotekę Uniwersytecką (dalej BU). Na wiosnę głośny był protest przeciw żałosnym uposażeniu bibliotekarzy. Przy okazji jednego z zebrań pracowniczych w tej sprawie wyszło na jaw, że również relacje między pracownikami a dyrekcją BU nie są zdrowe i kiedy jeden z pracowników (obecnie już zwolniony) zgłosił wniosek o dołączenie do postulatów punktu o konieczności odwołania obecnej dyrekcji Biblioteki, zyskał on całkiem spore poparcie, pomimo iż odbiegał od meritum poruszanych spraw.
        Konflikt z kierownikami oddziałów zbiorów specjalnych Biblioteki (w budynku "na Piasku") nie ma z powyższymi wydarzeniami bezpośredniego związku, jednak wydaje się należeć do tej samej problematyki warunków pracy i zarządzania Biblioteką. Głos w tej sprawie pozwalam sobie zabrać z tej przyczyny, że zostałem w nią mimo woli w dość dwuznaczny sposób zaplątany. Będąca powodem protestu kierowników decyzja P. Dyrektor o wprowadzeniu na Piasku, dla całej załogi, obowiązku codziennego notowania czynności służbowych została bowiem podjęta w bezpośrednim związku, a można nawet odnieść wrażenie, że jako konsekwencja analogicznej decyzji skierowanej imiennie do mnie (pismo z 22.VII br. , nr B-4/11/2008, kopia w załączeniu; P. wicedyrektor Kotyńska, wręczając mi 26.VII to pismo, poinformowała, że cała ta procedura dotknęła "Piasek" przeze mnie, że jest to moja wina).
        Żeby naświetlić okoliczności tej osobliwej sytuacji, koniecznych jest kilka faktów. Sprawa „dyscyplinowania” za pomocą wzmożonej sprawozdawczości ma dłuższą tradycję i zaczęła się formalnie, a przynajmniej zaczęła być dla mnie odczuwalna, 23.XI.2007 r, kiedy za pokwitowaniem odbioru otrzymałem pismo od swojej kierowaniczki, P. Marioli Łoś, w którym kierowana nie znanym mi źródłem wiedzy, stwierdzała, że istnieje "poważne zagrożenie” niewykonania przeze mnie prac, które trwały już długo a zwyczajowycm terminem ich corocznego zakończenia był 31.XII. Groziła postępowaniem dyscyplinarnym a na koniec proponowała rozwiązanie umowy o pracę. Tak osobliwy tekst był, jak można się łatwo domyśleć, efektem wcześniejszych konfliktów w naszym oddziale. Żadne postępowanie dyscyplinarne nie zostało co prawda wszczęte (do tego trzeba mieć jednak jakieś realne podstawy), natomiast na początku stycznia 2008 P. Łoś nakazała mi co tydzień pisać sprawozdania ze swojej pracy, co niedługo potem, osobnym pismem potwierdziła też P. Piotrowicz. Stałem się w ten sposób jedynym (o ile wiem) pracownikiem na Piasku, podlegającym takiemu rygorowi. W realiach naszej pracy ten dodatkowy obowiązek mógł być uznany jedynie za rodzaj kary dyscyplinarnej, nb. nigdzie nie przewidzianej. Zarządzając go nie podano oficjalnie żadnych przyczyn jego użycia. Wg mojej kierowniczki miał to być środek "dyscyplinujący", jak to sama ujęła. Taki tryb postępowania stwarzał poważne wątpliwości co do zasadności w świetle prawa pracy, które przewiduje jasne stawianie spraw, a nękania bezzasadnymi groźbami i szykanowania wręcz zabrania. 8.VII. br., mając dość nieustannych awantur w związku z tą sprawozdawczością, próbowałem się odwołać do P. Dyrektor Piotrowicz, wskazując, że Oddział ma inne i poważniejsze problemy, niż zasadność moich robót, które zakwestionować można było tylko przez określenie ich jako „niepriorytetowe”. Efektem tego listu było wspomniane na początku pismo P. Piotrowicz, nakazujące codzienną sprawozdawczość wszystkim na Piasku.
        Próbując dociec przyczyn opisanych zdarzeń, miałem okazję przejrzeć karty obowiązków wszystkich pracowników swojego oddziału (zarzuty wobec mnie dotyczyły m.in. niezgodności mojej pracy z taką kartą) i wtedy zauważyłem, że tak jak z mojej, tak i z kart innych pracowników, a tym samym z zakresu działań Oddziału w ogóle, zniknęło główne do niedawna zadanie, czyli opracowanie katalogowe zbiorów (poza jednym przypadkiem). To jest bardzo poważna zmiana zakresu działań Oddziału Rękopisów, zupełnie sprzeczna z powszechną praktyką, w której opracowanie zbiorów jest jednym z najważniejszych zadań, ponieważ, co zrozumiałe, od tego zależy skuteczność działań wszystkich z nich korzystających. Nic mi nie wiadomo, żeby jakieś kompetentne gremium opiniowało i zatwierdzało tę zmianę. Wszystko najwyraźniej odbyło się między Kierowniczką Oddziału a Dyrekcją. O tym fakcie chciałbym niniejszym Pana Rektora poinformować, bo choć Oddział Rękopisów jest tylko jednostką BU, jedną z wielu, to jednak z uwagi na wartość materialną i kulturową zbioru, którym jego personel się opiekuje, i z tej przyczyny również na ocenę i postrzeganie BU, a za jej pośrednictwem całego Uniwersytetu w świecie nauki, uważam, że ten problem powinien być rozpatrzony przez władze Uczelni, a przynajmniej powinny być one jego świadome. Takie zawężenie działalności jest zupełnie niezrozumiałe wobec faktu, że zbiór rękopisów BU jest tylko w nieznacznym stopniu opracowany i w dodatku w znacznej części nawet nie został dotąd uporządkowany.
        Na tym jednak się nie skończyło. Jak teraz widać wyraźnie, za formalną redukcją zakresu działalności Oddziału poszły jednak działania praktyczne, ewentualnie zmiany formalne uzasadniły faktyczne zmiany kierunku i „priorytetów” prac oddziałowych. Nie ma tu miejsca, żeby opisywać w jaki impas i właściwie zapaść zaprowadziły te zmiany, dość, żeby wspomnieć o najważniejszym "priorytecie", którym stał się tzw. "inwentarz komputerowy". Realizowany jest on od 2001 r., czyli już ósmy rok, i mimo tego nie zbliżył się do miejsca, w którym kończy się już od dawna istniejący cząstkowy inwentarz (napisany przez Ś.P. p. Stożka, wg trochę innej koncepcji, w znacznym stopniu jednak pokrywający się z obecnym). Inwentaryzacja naszego zbioru to bardzo złożone zagadnienie, skomplikowane choćby z powodu jego nieuporządkowania, jednak w takim stopniu, żeby zadowolić formalne wymogi NIK, możliwe do przeprowadzenia w dużo krótszym terminie i bez anagażowania niemal całego personelu. Potrzebne jest tylko sensowne do tego podejście.
        Proces funkcjonalnej redukcji Oddziału Rękopisów trwa jednak nadal. Właśnie w ostatnich dniach dokonał się kolejny jej akt. Nie wiadomo dlaczego akurat nasz odział musiał ustąpić miejsca P. Żurkowi, oddając jego ekipie połowę jedynej pracowni, w której można było wygodnie zajmować się opracowaniem rękopisów i pozbywając się użytecznego jej wyposażenia.
        Nie wchodząc w szczegóły, dokonujące się w ostatnich latach niepokojące i degradujące Oddział zmiany są bezpośrednia zasługą dwóch kolejnych jego kierowniczek. Pierwszym poważnym wyłomem w dość ostrożnej do tego czasu polityce dyrekcji BU w tej kwestii, było powierzenie w 1999 r. kierownictwa P. dr Kotyńskiej, osobie skądinąd nikomu wtedy nie znanej i bez żadnego doświadczenia w pracy, którą przyszło jej kierować. Obowiązki pełniła przez 4 chyba lata, i w końcu awansowała, zostając wicedyrektorem ds. Piasku w kolejnej ekipie kierującej Biblioteką, z rekomendacji ustępującej wicedyrektorki. Odchodząc od nas wyznaczyła swoją następczynię - P. Łoś, co prawda od paru lat pracownicę Oddziału, ale zupełnie bez doświadczenia w pracy z rękopisami, bo dotąd zajmującą się tylko obsługą czytelni oddziałowej (przyjęto ją do Oddziału, ponieważ bardzo nie chciała pracować w innej czytelni, gdzie była zatrudniona przedtem). Ani wykształcenie, ani zwłaszcza faktyczne umiejętności
      • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 22.12.12, 22:18
        [znowu się nie zmieściło, więc ostatni akapit i zyczenia raz jeszcze:]

        Nie wchodząc w szczegóły, dokonujące się w ostatnich latach niepokojące i degradujące Oddział zmiany są bezpośrednia zasługą dwóch kolejnych jego kierowniczek. Pierwszym poważnym wyłomem w dość ostrożnej do tego czasu polityce dyrekcji BU w tej kwestii, było powierzenie w 1999 r. kierownictwa P. dr Kotyńskiej, osobie skądinąd nikomu wtedy nie znanej i bez żadnego doświadczenia w pracy, którą przyszło jej kierować. Obowiązki pełniła przez 4 chyba lata, i w końcu awansowała, zostając wicedyrektorem ds. Piasku w kolejnej ekipie kierującej Biblioteką, z rekomendacji ustępującej wicedyrektorki. Odchodząc od nas wyznaczyła swoją następczynię - P. Łoś, co prawda od paru lat pracownicę Oddziału, ale zupełnie bez doświadczenia w pracy z rękopisami, bo dotąd zajmującą się tylko obsługą czytelni oddziałowej (przyjęto ją do Oddziału, ponieważ bardzo nie chciała pracować w innej czytelni, gdzie była zatrudniona przedtem). Ani wykształcenie, ani zwłaszcza faktyczne umiejętności obu Pań nie uzasadniały powierzenia im funkcji kuratora zbiorów rękopiśmiennych (nb. jednych największych w kraju), która, wymaga sporego doświadczenia i wiedzy, żeby można było w ogóle tej funkcji sprostać. W przypadku tak istotnej komórki powinno się jednak stosować metodę powoływania kierownika z konkursu, a nie wg widzimisię decydenta. Zmiany, które się już dokonały mogą być w znacznym stopniu nieodwracalne, lub trudno odwracalne, nie da się na pewno odzyskać zmarnowanego czasu.

        Z wyrazami szacunku




        Załączniki:

        pismo p. dyr. G. Piotrowicz o sygn. B-4/11/2008 z 22.VII br.


        [To tyle na razie. Niedługo święta, więc pewnie wszyscy zainteresowani przeczytają to dopiero po nich, czyli słusznie, bo szkoda sobie w tak miły czas psuć humor tym o czym tu mowa. Tymczasem, tym wszystkim, którzy tu jednak zajrzą chciałbym życzyć Wszystkiego Dobrego, Spokojnych i Pogodnych Świąt. Oraz Zdrowia i sukcesów w sprawach osobistych i służbowych, co oby przyczyniło się do poprawy losu BU i jej Załogi. Z szacunkiem, Jan Gromadzki]
        • Gość: młoda Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.vfserver.com 02.01.13, 22:21
          Trzeba mieć zdrowie i samozaparcie aby przeczytać w całości te Twoje ostatnie teksty. Jest to bardzo ponury obraz realiów naszej Biblioteki. Niestety publiczne mówienie o tych sprawach jest niebezpieczne o czym uczą losy niektórych Bibliotekarek i Bibliotekarzy. Może byś napisał artykuł i opublikował go w Bibliotekarzu, wystarczy wykorzystać to co pisałeś do tej pory na Forum. Zawsze czytałam to z zainteresowaniem i podzielałam Twoje poglądy.
          • Gość: JG Re: Mobbing w Bibliotece Un., cz. II.1.: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.01.13, 02:56
            > Trzeba mieć zdrowie i samozaparcie aby przeczytać w całości te Twoje ostatnie
            > teksty.

            Nie jest łatwo, jednak opis tych spraw w stylu Twittera też byłby trudny. Pisząc te epistoły miałem już świadomość, że zdecydowana większość ludzkości nie jest w stanie przeczytać nic dłuższego niż 3 strony maszynopisu. I tego strałem się trzymać.

            > Jest to bardzo ponury obraz realiów naszej Biblioteki.

            Nie wiem jak teraz, ale za moich czasów taki właśnie był.

            > Niestety publiczne
            > mówienie o tych sprawach jest niebezpieczne o czym uczą losy niektórych Bibli
            > otekarek i Bibliotekarzy.

            O tak! zdecydowanie. Może zaszkodzić. Takie czasy. Ale interes ogólny - społeczny - wymaga, żeby o tym jednak mówić.

            > Może byś napisał artykuł i opublikował go w Bibliotek
            > arzu,

            Tylko czy "Bibliotekarz" jest dużo bardziej nośnym medium niż to forum? Zresztą akurat bibliotekarzom ten konflikt jest chyba znany i nic z tego nie wynika.

            No to teraz następne 4 odcinki, tym razem a propos moich doświadczeń z PIP, które mogą być pożyteczne choćby dla zawartrych na końcu 1. pisma przykładów orzecznictwa sądów w sprawie mobbingu.


            Cz. 1.:

            "[pieczęć PIP ]
            Nr rej. 16259-K014/10
            Wrocław, dnia 25.11.2010

            Pan
            Jan Gromadzki
            [adres]

            W nawiązaniu do zagadnień poruszonych w kontekście relacji z p. Marią Paluszak-Łoś, a które przez Pana kwalifikowane są jako przejawy mobbingu przeprowadzono czynności kontrolne, których rezultat przedstawia się następująco.
            Zgodnie z art. 94.3§1 kodeksu pracy mobbing oznacza działania lub zachowania dotyczące pracownika lub skierowane przeciwko pracownikowi, polegające na uporczywym i długotrwałym nękaniu lub zastraszaniu pracownika, wywołujące u niego zaniżoną ocenę przydatności zawodowej, powodujące lub mające na celu poniżenie lub ośmieszenie pracownika, izolowanie go lub wyeliminowanie z zespołu współpracowników.
            Teraz pozwolę sobie przytoczyć treść Pańskiego zeznania oraz zeznania p. Marioli Paluszak-Łoś w przedmiotowej sprawie.
            W dniu 05.08.2010 r. do protokołu przesłuchania świadka nr rej. 16259-Pp2/2010 zeznał Pan:
            Wyrażam zgodę na ujawnienie treści protokołu mojemu pracodawcy. Jestem kustoszem zatrudnionym w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu. Pracuję w Oddziale Rękopisów w Bibliotece na Piasku. Moją bezpośrednią przełożoną jest p. Mariola Łoś. Od 2004 r. moje stosunki służbowe pogorszyły się z p. Łoś. Pani Łoś czyniła mi zarzuty za to że robię doktorat, mimo że on dotyczył mojej pracy. Pani Łoś czyniła mi niejednokrotnie zarzuty co do mojej pracy, nigdy jednak w sposób zasadny, znajdujący oparcie w dokumentach, czy dających się potwierdzić faktach. Stale też czyniła mi deprecjonujące uwagi w korespondencji dotyczącej wykonywanej pracy. W listopadzie 2007 mimo zwiększenia obciążenia pracą (dodatkowe dyżury w czytelni) p. Mariola Łoś próbowała wyznaczyć mi nowe obowiązki, zarzucając, że nielegalnie zajmuję się pracami przy księgozbiorze podręcznym Oddziału, co faktycznie czyniłem w pełnym porozumieniu z nią od wielu lat i zawsze wykazywałem to w stosownych sprawozdaniach. W końcu zakazała mi się tym zajmować, a 23.XI zarzuciła mi, że powstało zagrożenie wykonania przeze mnie nieoficjalnej, i nigdy dotąd niezrealizowanej, normy wykonania 120 opisów katalogowych w ciągu roku (jest to jedna z prac wymienionych w zakresie moich obowiązków, bez normy ilościowej, co prawda). Zagroziła mi przy tym konsekwencjami służbowymi w wypadku, gdyby tak się stało i zaproponowała zwolnienie z pracy. Odpowiedziałem p. Łoś, że zarzuty w piśmie są bezzasadne a takiej normy nie ma. W styczniu 2008 r. nakazano mi pisać sprawozdania tygodniowe z mojej pracy. Pani Łoś powiedziała że to ma być środek dyscyplinujący mnie. To sprawozdanie z pracy pisałem tylko ja. W związku z zabronieniem jednej z prac Pani Łoś zleciła mi nową, bardzo czasochłonną pracę. Pisanie sprawozdania z cotygodniowej pracy nie było co prawda czasochłonne (zajmuje mi ok. 30 min), jest natomiast bardzo stresujące z powodu bezsensowności tej czynności i jej wyraźnie dyscyplinującego charakteru. Mimo to, od stycznia do maja-czerwca 2008 r. pisałem te sprawozdania. Pani Łoś w okresie stycznia- czerwca 2008 r. miała różne uszczypliwe uwagi dotyczące moich cotygodniowych sprawozdań i próbowała poddawać w wątpliwość podawane informacje. Po pół roku napisałem do Dyrekcji, że te sprawozdania są bezsensowne i chciałem żeby tego zaniechano. W wyniku tego mojego pisma obowiązek pisania sprawozdań został narzucony wszystkim pracownikom Biblioteki na Piasku. Kiedy odbierałem z rąk urzędującej na Piasku p. wicedyrektor odpowiedź głównej p. Dyrektor na mój wniosek, powiedziała mi ona, że to ja ponoszę odpowiedzialność za wprowadzenie tej drobiazgowej sprawozdawczości dla wszystkich. W mojej ocenie ta sprawozdawczość jest sposobem nieformalnego karania pracownika- w dotychczasowej praktyce nieformalnych kar w Bibliotece stosowano podobne zabiegi. W lutym 2010 r., po wielu próbach znalezienia powodu do ukarania dyscyplinarnego wręczono mi karę nagany podpisaną przez p. Dynaka- Prorektora ds. Ogólnych. W piśmie tym nie było żadnych konkretnych zarzutów, złożyłem więc sprzeciw od tej kary. Kara przez p. Rektora została uchylona. Kolejna kara nagany została mi wręczona niedługo potem. Otrzymałem ją za wyjście w godzinach pracy (przerwa 15 min) do Hali Targowej po prowiant oraz za niepoinformowanie o dniu udania się na obowiązkowe badania lekarskie, mimo że oba te wyjścia zanotowałem w stosownym zeszycie, w sekretariacie dyrekcji, w którym wyjścia poza budynek są rejestrowane. Pani Łoś zarzucała mi że wyszedłem z budynku, a ona o tym nie wiedziała. Pracuję z p. Łoś już od bardzo wielu lat i dobrze jej było wiadomym, że czynię to niemal codziennie, tym bardziej że prowiant kupuję również innym pracownikom a dawniej, kiedy pracowałem z nią w bezpośredniej bliskości, także jej. Nigdy wcześniej nie zwracała mi na to uwagi. O obowiązku poddania się okresowym badaniom lekarskim informuje pracownika sekretariat Biblioteki na Piasku. W moim przypadku miałem 3 dni na zrobienie tych badań.
            W dniu poprzedzającym pójście na badania do DOLMEDU zawarłem informację o tym w
            zeszycie znajdującym się w sekretariacie na Piasku. Moim obowiązkiem, zdaniem, dyrekcji
            oprócz tego wpisu w zeszycie należało poinformować dyrekcję. Nie mogłem tego zrobić,
            gdyż w czasie, kiedy dokonywałem wpisu dyrekcja była bardzo zajęta i sekretarka nie
            chciała mnie wpuścić
            ".
            W dniu 07.10.2010 r. do protokołu przesłuchania świadka p. Maria Paluszak-Łoś zeznała: „Wyrażam zgodę na ujawnienie treści protokołu mojemu pracodawcy. Pan Jan Gromadzki jest moim podwładnym. Jest pracownikiem merytorycznym. Wg mnie ten pan ma problem z przystosowaniem się do pracy w zespole oraz do podporządkowania się ogólnie obowiązującym regułom i przepisom. W związku z tym nie lubi być kontrolowany, nawet w zakresie wykonywanych przez siebie czynności służbowych. Nigdy nie czyniłam zarzutów za to że robi doktorat, wręcz zgodziłam się na półroczny płatny urlop na jego dokończenie. Jeżeli chodzi o zajmowanie się „nielegalnymi" pracami przy księgozbiorze podręcznym, to owszem wiedziałam o tym ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, że zajmuje to p. Gromadzkiemu tyle czasu iż zaniedbuje z tego powodu inne swoje obowiązki wymienione w karcie swojego stanowiska pracy. Prace nad księgozbiorem podręcznym nie są zawarte w karcie stanowiska pracy p. Gromadzkiego. Powiedziałam mu że jak mu się wszystko nie podoba to może zmienić pracę.
          • Gość: JG Re: Mobbing w Bibliotece Un., cz. II.2.: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.01.13, 03:03
            Cz. 2.:
            Tygodniowe wykazy czynności sporządzane przez p. Gromadzkiego były dla mnie jedynym źródłem wiedzy na temat wykonywanych przez niego prac. Wszyscy pracownicy, którzy mi podlegają pracują wspólnie i mogę na bieżąco sprawdzić co robią, a mimo to robią wykazy czynności. Dwie podlegające mi osoby, w tym p. Jan Gromadzki pracują w innym skrzydle budynku i nie mam na co dzień z nimi bezpośredniego kontaktu. Jeden z tych panów Jan Przytulski wykonywał wykazy czynności i przedstawiał mi je co tydzień przychodząc na dyżury do czytelni. Proponowałam takie rozwiązanie również p. Gromadzkiemu, ale nie znalazło ono uznania w jego oczach. Każdy pracownik na wykonanie badań okresowych lekarskich ma 30 dni i trudno przełożonemu domyślić się kiedy pracownik idzie na badania, jeśli nie informuje o tym bezpośredniego przełożonego. Dyrekcja Biblioteki wymaga aby pracownicy wychodząc w czasie pracy poza budynek informowali o tym bezpośredniego przełożonego i wpisywali się do książki wyjść.
            Wcześniej zeszyty wyjść znajdowały się w poszczególnych oddziałach. Jeden taki zeszyt znajdował się w pokoju p. Przytulskiego i Gromadzkiego. Jeżeli p. Gromadzki wpisywał się do takiego zeszytu to ja jako kierownik nie miałam o tym wiedzy, bowiem nie informował mnie bezpośrednio o swoich wyjściach. Obecnie książka wyjść znajduje się w sekretariacie. Co się zaś tyczy moich uszczypliwych uwag dotyczących cotygodniowych sprawozdań p. Gromadzkiego, jeżeli były takie w jego odbiorze, to w mojej ocenie służyły doprecyzowaniu tego, co w minionym tygodniu wykonał. W dniu pójścia na badania lekarskie p. Gromadzki mnie nie informował o tym, chociaż mógł to zrobić nawet rano w dniu badań maiłem z domu. Faktem jest że istniał obowiązek informowania o wyjściu pracownika bezpośredniego przełożonego jak również kogoś z dyrekcji
            ".

            Reasumując inspektor pracy wiedząc że zagadnienie mobbingu jest przeważnie zawsze zagadnieniem spornym podjął się próby zbadania problemu. Po przesłuchaniu p. Marii Paluszak-Łoś oraz Pana inspektor uznał, że na obecnym etapie sprawy nie mamy do czynienia z mobbingiem.
            W świetle postrzegania zagadnienia mobbingu warunkiem sine qua non potwierdzającym wystąpienie tego problemu jest rozstrój zdrowia u pracownika leczony przez właściwego lekarza. Inspektor zgadza się że te, jak Pan sam określił, „uszczypliwości" kierowane pod Pana adresem mogą wywoływać dyskomfort psychiczny i utrudniać pracę, ale są zdarzeniami niezwykle subtelnymi, które przez inspektora pracy nie mogą być uchwycone ze względu na brak stosownych uprawnień do badania tego typu zjawisk.

            Poruszane zagadnienia są niewątpliwie sporne, a od rozstrzygania sporów są sądy, więc jeżeli dalej kwalifikuje Pan te zachowania jako mobbing to pozostaje jedynie dochodzenie swoich racji przed sądem pracy.
            Podczas rekontroli zaleceń pokontrolnych wydanych podczas ostatniej kontroli w bibliotece pracodawca nie opracował procedury, która miałaby przeciwdziałać praktykom mobbingowym, kiedy się pojawią. Taka procedura ułatwiłaby zbadanie problemu na terenie biblioteki w przypadku zgłoszenia problemu przez pracownika.

            Na zakończenie chciałbym przytoczyć kilka orzeczeń sądowych w sprawie mobbingu:
            Wyrok Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 29.07.2009 r. III APa 61/2009 Co do samego mobbingu, to Sąd Okręgowy wskazał prawidłowo na jego Przesłanki mobbingu wynikające z art. 943 §2 kp jeśli wystąpią to muszą być uporczywe i długotrwałe, oraz polegać na nękaniu lub zastraszaniu pracownika. Ocena w tym zakresie winna być zobiektywizowana uwzględniająca okoliczność, że działania cechujące mobbing powtarzają się wielokrotnie, systematycznie przez dłuższy czas. Trzeba w tym miejscu zauważyć, że niezbędne dla ewentualnego udzielenia powódce ochrony jest jednoznaczne ustalenie czasokresu trwania tych działań w aspekcie ich częstotliwości i form, jakie przybierały.
            Wyrok Sądu Najwyższego- Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych z dnia 14.11.2008 r. II PK 88/2008
            1. Ocena, czy nastąpiło nękanie i zastraszanie pracownika oraz, czy działania te miały na
            celu i mogły lub doprowadziły do zaniżonej oceny jego przydatności zawodowej, do jego poniżenia, ośmieszenia, izolacji bądź wyeliminowania z zespołu współpracowników, opierać się musi na obiektywnych kryteriach.
            2. Izolacja pracownika w grupie współpracowników nie stanowi autonomicznej cechy
            mobbingu. Tylko izolacja w grupie pracowniczej będąca następstwem działań polegających na negatywnych zachowaniach objętych dyspozycją tej normy (nękanie, zastraszanie, poniżanie, ośmieszanie) uzasadnia przyjęcie zaistnienia mobbingu. Jeśli natomiast jest ona reakcją na naganne zachowania pracownika w stosunku do swoich współpracowników, to nie ma podstaw, aby działaniom polegającym na unikaniu kontaktów z takim pracownikiem przypisywać znamiona mobbingu.


            Wyrok Sądu Najwyższego- Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych z dnia 5.10.2007 r. II PK 31/2007
            W postępowaniu dotyczącym stosowania przez pracodawcę mobbingu oraz przyznania świadczeń z tego tytułu nie jest wystarczające stwierdzenie bezprawności działań podjętych wobec pracownika, lecz konieczne jest wykazanie celu tych działań i ich skutków (art. 943 §2kp)
            Wyrok Sądu Najwyższego- Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych z dnia 17.01.2007 r. l PK 176/2006
            Długotrwałość nękania lub zastraszania pracownika w rozumieniu art. 943 §2 kp musi być rozpatrywana w sposób zindywidualizowany i uwzględniać okoliczności konkretnego przypadku. Nie jest zatem możliwe sztywne wskazanie minimalnego okresu niezbędnego do zaistnienia mobbingu. Z art. 943 §2 i 3 kp, wynika jednak, że dla oceny długotrwałości istotny jest moment wystąpienia wskazanych w tych przepisach skutków nękania lub zastraszania pracownika oraz uporczywość i stopień nasilenia tego rodzaju działań.
            Wyrok Sądu Apelacyjnego w Katowicach z dnia 15.12.2006 r. III APa 170/2005
            Nawet niesprawiedliwa, lecz incydentalna krytyka pracownika przez pracodawcę nie może być kwalifikowana jako mobbing.
            Wyrok Sądu Najwyższego- Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych z dnia 5.12.2006 r. II PK 112/2006
            Ustawowe przesłanki mobbingu określone w art. 943§2 kp muszą być spełnione łącznie i powinny być wykazane przez pracownika (art. 6 kc). Na pracowniku spoczywa też ciężar udowodnienia, że wynikiem nękania był rozstrój zdrowia.
            Wyrok Sądu Najwyższego- Izba Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych z dnia 8.12.2005 r. l PKN 103/2005
            Pracownik musi wykonywać polecenia służbowe, które dotyczą pracy, nie są sprzeczne z prawem ani z treścią umowy o pracę (art. 100§1 kp). Egzekwowanie wykonywania poleceń służbowych nie jest więc mobbingiem, o ile jest działaniem w granicach prawa i nie narusza godności pracowników. Co do zasady samo wydawanie poleceń dotyczących pracy nie stanowi mobbingu. Jeżeli jednak te polecenia cechują się uporczywością i długotrwałością oraz zmierzają ku nękaniu i zastraszaniu pracownika, wówczas mogą zostać uznane za mobbing.
            Wyrok Sądu Apelacyjnego w Poznaniu z dnia 22.09.2005 r. III APa 60/2005 Przy ocenie, czy określone zachowanie można uznać za przejaw mobbingu, niezbędne jest stworzenie obiektywnego wzorca ofiary rozsądnej, co pozwoli wyeliminować przypadki wynikające z nadmiernej wrażliwości pracownika
            .
            W razie ewentualnych pytań proszę o kontakt pod nr tel. 71 37 10 440 w godz. 7:30-12:00 (poniedziałki).
            [pieczątka:
            Starszy Inspektor Pracy
            mgr Marcin Kiercz, podpis nieczytelny]

            [jak widać, nie przekonałem p. Inspektora, że traktowanie mnie od końca 2007 r. jako gorszego pracownika, w zasadzie bez podania żadnych konkretnych powodów, nawet wbrew danym z tak licznie naprodukowanych sprawozdań, to może być mobbing. Wysłąłem więc takie pismo do PIP:]
            • Gość: ON Re: Mobbing w Bibliotece Un., cz. II.2.: IP: *.dynamic.gprs.plus.pl 18.01.13, 15:00
              Mam pytanie gdzie i w jaki sposób zgłosić podejrzenie o protekcję i szykany wobec pracowników a także zmuszanie ich do podejmowania nieetycznych decyzji w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Poznaniu?
              • Gość: matrona Re: Mobbing w Bibliotece Un., cz. II.2.: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 20.01.13, 00:05
                W lokalnym oddziale Państwowej Inspekcji Pracy. Można złożyć pismo. Można też zgłosić sprawę ustnie. Na rozmowę należy wcześniej umówić się telefonicznie. Podczas rozmowy inspektor PIP'u zapisuje dane osobowe. Wnioskodawca podpisuje też notatkę z rozmowy. PIP nie ujawnia osoby która założyła sprawę.
              • Gość: JG Re: Mobbing w Bibliotece Un., cz. II.2.: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.01.13, 01:05
                > Mam pytanie gdzie i w jaki sposób zgłosić podejrzenie o protekcję i szykany wo
                > bec pracowników ... w Wojewódzkim Urzędzie Pracy w Poznaniu?

                Pewnie będzie to zależało od tego co znaczy "zmuszanie ich do podejmowania nieetycznych decyzji". Jeżeli chodzi tylko o subtelności etyczne, to może lepiej się zwrócić do jakiegoś rzecznika praw? może urzędnicy mają kogoś takiego? jakąś radę etyki itp.? W sytuacji, kiedy prowadziłoby to do przestępstw, to zdecydowanie lepiej to zgłosić jakiejś służbie antykorupcyjnej - one wydają się być jakieś ponadregionalne, może więc również mniej przez to podatne na lokalne układy.

                Nawet jakaś rada ds. etyki, byle centralna, może być skuteczniejsza niż PIP, którą poleca _Matrona_ (poza tym wątpię, żeby ta instytucja gwarantowała dyskrecję). PIP to jednak są urzędnicy, podlegli i zależni od władzy politycznej. Wojewódzki Urząd Pracy, to dość wysoko w lokalnych układach władzy. Zwykle różni drobniejsi politycy występują na posadach kierowniczych w takich miejscach. Warto to mieć na uwadze.

                Nasz przykład - też absorbujący tylko lokalne znakomitości - nie jest budujący. No, ale zwolnieni bibliotekarze, to był w zasadzie proletariat - o ile wiem, nikogo z korporacji nie zwolniono (zresztą potrzebna by była zgoda senatu w takim wypadku, podejrzewam). Dla maluczkich nie ma żadnych względów. To chyba tradycja narodowa.

                Jak wynika z końcówki zacytowanego powyżej pisma inspektora PIP, pomocy w sprawie mobbingu można tam szukać, pod warunkiem, że ktoś z szykanowanych zapadł na jakąś poważną chorobę (niekoniecznie z powodu szykanowania, zresztą, jak to udowodnić?). Historia naszego bibliotecznego konfliktu pokazuje, że to skuteczne - jedyny stwierdzony przez PIP przypadek mobbingu w BU był właśnie taki.

                Opisany w tym dokumencie efekt mojej skargi na nękanie w pracy raczej zniechęca do zwracania się do PIP. Inspektor PIP uznał podjętą przez zwierzchników próbę szybkiego "załatwienia" mnie za pomocą sfabrykowanych dyscyplinarnych zarzutów (nawet specjalnie nie przejmowali się przy tym obowiązującym prawem) za "„uszczypliwości", które "mogą wywoływać dyskomfort psychiczny i utrudniać pracę, ale są zdarzeniami niezwykle subtelnymi, które przez inspektora pracy nie mogą być uchwycone".

                Trudno powiedzieć jaką rolę odebrał w tym fakt, że moja była zwierzchniczka jest żoną lokalnego, niegdyś znacznego polityka. Może fakt ten nie odegrał żadnej roli (kto to wie?) i tylko PIP ma taką procedurę, że w podobnej sytuacji przyjmuje skargę, przesłuchuje składającego skargę i tego na którego się skarżono i przyznaje temu drugiemu rację (inspektor PIP w mojej sprawie nic więcej nie zrobił, co sam zresztą opisał). Próbowałem nawet zmusić PIP do dokładniejszego przyjrzenia się mojemu przypadkowi, bo wcale to, co mnie spotkało, nie wydało mi się tak bardzo subtelnym zdarzeniem, ale pan, w jeszcze wyższej randze nadinspektora, wytłumaczył mi, że nie ma co liczyć na to, że będą wnikać w te subtelności. I w końcu mnie wylali. Żeby nie było: z 21 innymi nieborakami, pod pozorem reorganizacji.

                "Likwidacja stanowiska pracy" - warto pamiętać o tym bardzo skutecznym sposobie pozbywania się niewygodnych pracowników (choć akurat moje stanowisko pracy pozostało).
                • Gość: JG Re: Mobbing w Bibliotece Un., cz. II.2.: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.01.13, 15:55
                  Zdanie "pomocy w sprawie mobbingu można tam [w PIP] szukać, pod warunkiem, że ktoś z szykanowanych zapadł na jakąś poważną chorobę" powinno być uzupełnione o bardzo ważną klauzulę: "... i jest porządny, oficjalny kwit lekarski".
          • Gość: JG Re: Mobbing w Bibliotece Un., cz. II.3.: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.01.13, 03:12
            Cz. 3.:

            Wrocław, dnia 14.I. i 3.II. 2011 r.

            Jan Gromadzki
            [BU etc.]

            Ref.: Nr rej. 16259-K014/10

            Okręgowy Inspektorat Pracy
            51-621 Wrocław, ul. Zielonego Dębu 22

            Bardzo dziękuję za zajęcie się moimi problemami pracowniczymi, dziękuję również za list z 25. listopada br., w którym p. Inspektor M. Kiercz w następujący sposób podsumował działania w tej kwestii: "Reasumując inspektor pracy wiedząc że zagadnienie mobbingu jest przeważnie zawsze zagadnieniem spornym podjął się próby zbadania problemu. Po przesłuchaniu p. Marii Paluszak-Łoś oraz Pana inspektor uznał, że na obecnym etapie sprawy nie mamy do czynienia z mobbingiem. W świetle postrzegania zagadnienia mobbingu warunkiem sine qua non potwierdzającym wystąpienie tego problemu jest rozstrój zdrowia u pracownika leczony przez właściwego lekarza. Inspektor zgadza się że te, jak Pan sam określił, „uszczypliwości" kierowane pod Pana adresem mogą wywoływać dyskomfort psychiczny i utrudniać pracę, ale są zdarzeniami niezwykle subtelnymi, które przez inspektora pracy nie mogą być uchwycone ze względu na brak stosownych uprawnień do badania tego typu zjawisk. Poruszane zagadnienia są niewątpliwie sporne, a od rozstrzygania sporów są sądy, więc jeżeli dalej kwalifikuje Pan te zachowania jako mobbing to pozostaje jedynie dochodzenie swoich racji przed sądem pracy."

            Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że zwróciłem się do PIP z prośbą o interwencję w związku z bezprawnym nękaniem mnie w pracy. Czy to zostanie zakwalifikowane jako mobbing, czy jakoś inaczej, jest mi zupełnie obojętne, istotne jest to, że takie bezprawne działania miały i mają miejsce i są niewątpliwie dotkliwe, utrudniają też pracę. Być może to co mnie spotyka w pracy to w kategoriach PIP faktycznie tylko "uszczypliwości", ale nawet gdyby rzeczywiście nie dało się tego zakwalifikować inaczej, sytuację, kiedy przy niemal każdym kontakcie z kierownictwem spotykają mnie wyłącznie "uszczypliwości" trudno uznać za normalną a takie warunki pracy za właściwe. Nie tylko psują komfort psychiczny, ale również realnie utrudniają pracę.

            Nazywanie opisanych przeze mnie działań przełożonych "zdarzeniami niezwykle subtelnymi" wydaje się być niedocenianiem problemu. Działania, które podjęto wobec mnie od końca 2007 r. uchwytne są w przedstawionych p. Inspektorowi dokumentach i podejmowane były, mimo, że żadnych dających się weryfikować zastrzeżeń do mojej pracy dotąd nie zgłoszono (przy zdecydowanie negatywnej, ale bez konkretów, jej ocenie). Były za to nieuprawnione oskarżenia, zapisane w dostarczonych p. Inspektorowi dokumentach, np. w piśmie mojej kierowniczki z 23.XI.2007 r., po którym podjęto wobec mnie działania "dyscyplinarne". Podobne, bezpodstawne oskarżenia zapisane zostały w piśmie z 19.II.2010 r. nakładającym na mnie naganę (pracodawca - J.M. Rektor UWr. - zmuszony był w końcu odstąpić od jej nałożenia). Oba te dokumenty i kilka innych, udostępnionych p. Inspektorowi, są najbardziej widomymi dowodami podjęcia wobec mnie działań niezgodnych z prawem pracy. Od początku 2010 r. już bez osłonek podjęto wobec mnie nieprzyjazne działania i w lutym dwa razy usiłowano ukarać mnie naganą, co zostało opisane w cytowanym zeznaniu i obszerniej w innym moim zeznaniu, dostarczonym p. Inspektorowi wcześniej pocztą elektroniczną. Nie wiadomo do czego doprowadziłyby działania Dyrekcji, gdyby ich z jakiegoś powodu w pewnym momencie nie wstrzymano. Trudno przecież kilkukrotne próby ukarania bezasadną naganą i już skutecznym upomnieniem nazwać "zdarzeniami niezwykle subtelnymi, które przez inspektora pracy nie mogą być uchwycone ze względu na brak stosownych uprawnień do badania tego typu zjawisk". Zarówno działania z 2010 r., jak i poprzedzające je działania "dyscyplinujące" mojej kierowniczki i Dyrekcji Biblioteki są zarejestrowane w istniejącej dokumentacji, z której część p. Inspektorowi przecież udostępniłem. Te dziwne niekiedy zabiegi w 2008 r doprowadziły do niepotrzebnego rozwoju konfliktu a nawet do jego rozszerzenia na cały Oddział Zbiorów Specjalnych na "Piasku" (część BU, w której pracuję), przybrały więc w pewnym okresie formę konfliktu zbiorowego, wywołanego naruszeniem przyjętych tutaj zwyczajów pracowniczych. Działo się to już w trakcie prowadzonej kontroli PIP. Szerszy kontekst dla nękającej działalności wobec mojej osoby stanowią wydarzenia opisane na forum pracowniczym w "Gazecie Wyborczej" (Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckiej - forum.gazeta.pl/forum/w,72,91625176,91625176.html?v=2&f=72&w=91625176&a=91625176&wv.x=0).
            Dowodem skrajnie nieprzyjaznego stosunku mojej bezpośredniej zwierzchniczki jest nawet jej zeznanie, zacytowane we wspomnianym liście p. Inspektora. Tekst ten zawiera głównie insynuacje, bez jakichkolwiek dowodów, co jest zresztą zwykłą cechą jej tekstów do mnie kierowanych.

            Zawarte w tym oświadczeniu oskarżenia - gdyby dało się je jakoś udowodnić - kwalifikowałyby mnie do dyscyplinarnego zwolnienia. Można tam przeczytać m.in. : "... Pan Jan Gromadzki jest moim podwładnym. Jest pracownikiem merytorycznym. Wg mnie ten pan ma problem z przystosowaniem się do pracy w zespole oraz do podporządkowania się ogólnie obowiązującym regułom i przepisom" itd. w podobnym tonie i sensie. "W związku z tym nie lubi być kontrolowany, nawet w zakresie wykonywanych przez siebie czynności służbowych" - skąd ona to wie? nie zwierzałem się jej przecież nigdy ze swoich upodobań. Wydaje się, że kierowniczka zgodnie z prawem, to może kontrolować mnie nie "nawet", ale tylko "w zakresie wykonywanych przez siebie czynności służbowych ". Od kontrolowania czegokolwiek innego są specjalne służby i mogą to robić w zakresie przewidzianym przez prawo. Nigdy nie sprzeciwiałem się kontrolowaniu wykonywanych przez siebie prac, regularnie też pisuję z ich postępu sprawozdania. Sprzeciwiłem się tylko nałożonej na mnie jako karę cotygodniowej sprawozdawczości, która poza dokuczliwością nie miała żadnego innego sensu w kontekście wykonywanych obowiązków. Są zresztą dużo skuteczniejsze sposoby kontrolowania postępu pracy niż analiza sprawozdań, pisanych zresztą przez każdego wedle uznania i własnych zasad, ale p. Łoś z powodu braku kompetencji i niedostatków wykształcenia nie są one dostępne. Pewnie dlatego jej ulubionym zajęciem jest właśnie lektura sprawozdań, w szczególności moich.
            "Nigdy nie czyniłam zarzutów za to że robi doktorat, ..." - wśród przekazanych p. Inspektorowi materiałów znajduje się mail, w którym można przeczytać: [Mail datowany: Sat, 19 Feb 2005 15:50:56] "Nie chce mi sie szczególowo odpowiadac na Twoja epistole, ale jedno mnie kusi. Mysle, ze nie powinienes narzekac na brak czasu w pracy na zajmowanie sie wlasnymi przedsiewzieciami, bo takowym jest Twój doktorat. ". Ten cytat wyraża chyba dość klarownie faktyczny stosunek p. Łoś w tej sprawie. Ostatnio (25.I.br) p. Łoś sprzeciwiła się mojej prośbie o włączenie dysertacji do planu pracy oddziału, mimo, że wcześniej przez 2 lata uwzględniała w nim prace badawcze mojej młodszej koleżanki, dużo luźniej związane z zakresem prac oddziału niż ta dysertacja. Posłużyła się przy tym argumentami mijającymi się ze stanem faktycznym. Nie wiem na czym są oparte opowieści p. Łoś o moich pracach nad księgozbiorem podręcznym i rzekomym nimi zaabsorbowaniem, nie mają żadnego praktycznie związku ze stanem faktycznym. Prawdziwe w tej wypowiedzi jest tylko to, że nie ma takiej pracy explicite wpisanej w kartę stanowiska pracy, co zresztą dotyczy dużej części prac wykonywanych w Bibliotece. W kartach obowiązków jest natomiast pozycja "Wykonywanie innych prac związanych z bieżącą działalnością OR...", w której mieszczą się takie przypadki. Księgozbiorem podręcznym zajmowałem się od 2001 r., czyli jeszcze zanim p. Łoś została kierownikiem oddziału, regularnie wykazywałem te prace w sprawozdania
          • Gość: JG Re: Mobbing w Bibliotece Un., cz. II.4.: IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.01.13, 03:16
            Cz. 4.:

            "Kuriozalny jest opis incydentu z badaniami lekarskimi, ktory skończył się oficjalną karą upomnienia. W tej sprawie pozwolę sobie zacytować pismo Rektora U.Wr., czyli faktycznego pracodawcy: "Przypominam, iż zgodnie z § 67 Regulaminu pracy Uniwersytetu Wrocławskiego (...) kierownik jednostki organizacyjnej (...) ma obowiązek kierowania pracownika na badania okresowe." Takie polecenie przekazała mi jak zwykle p. sekretarka i je wypełniłem, wcześniej uprzedzając pracodawcę (p. Łoś nie jest moim pracodawcą na szczęście), że tego dnia będę nieobecny w pracy. Zrobiłem to wpisując się w rejestrze wyjść i informując o tym p. sekretarkę (chciałem też zawiadomić p. Wicedyrektor, ale okazało się to niemożliwe), zatem nie ma powodów, żeby utrzymywać, że pracodawca nie został poinformowany o planowanej nieobecności w pracy i o niej nie wiedział, tym bardziej, że ta nieobecność była skutkiem spełnienia pracowniczego obowiązku. Fakt, że potem taki incydent został wygenerowany i sposób w jaki to zrobiono, dowodzą chyba tylko tego, że potrzeba ukarania była tak silna, że nie przejmowano się faktami (albo nie potrafiono ich właściwie ocenić). To z kolei świadczy przede wszystkim o złych intencjach p. Łoś i dyrekcji Biblioteki, na co istnieją też inne dowody.

            Przede wszystkim jednak, wydarzenia z lutego ub. roku są objawem patologii zarządzania Biblioteką, ukazują wyraźne problemy z przestrzeganiem prawa pracy i traktowanie tej instytucji jak prywatnego folwarku, w którym kierownictwo dowolnie realizuje swoją władzę (porównanie może mało oryginalne, ale dobrze opisujące to co się w ostatnich latach dzieje w Bibliotece). Czytając korespondencję p. Łoś do mnie można odnieść wrażenie, że kierowanie oddziałem bibliotecznym wydaje się jej tożsame z dowodzeniem armią - nie odróżnia polecenia służbowego od rozkazu, i wydaje je kapralskim tonem, nieprzyjętym jednak na ogół na Uniwersytecie. Nie przeszkadzałoby mi to zbytnio, gdyby nie ciągnące się przy tym niekiedy całymi dniami dociekania w na ogół drobnych i mało ważnychj kwestiach, najwyraźniej w nadziei znalezienia jakiegoś pretekstu do podjęcia działań dyscyplinarnych. W realiach BU i mojej konkretnej sytuacji to jednak zupełnie realna obawa. Takie praktyki są ponadto męczące, dokuczliwe i w dodatku zajmują sporo czasu, który można by wykorzystać pożytecznie.

            W zeznaniu Kierowniczki, tak jak i we wcześniejszych dokumentach, pojawia się często sugestia, że jak mi sie nie podoba, to mogę się przecież zwolnić z pracy. Zapewne wyraża ona szczerą intencję i faktyczny cel działań Kierowniczki OR i Dyrekcji Biblioteki (w osobach p. Piotrowicz i przez pewien czas p. Pitak).
            Kontrola PIP w BU, nawet nie stwierdziwszy nieprawidłowości, powodowała w okresach, kiedy jej wyniki nie były znane, wyraźną poprawę i ucywilizowanie relacji w pracy, ale wydarzenia z bieżacego roku, który przecież dopiero co się zaczął (sprawa doktoratu i wstrzymanie mojego oświadczenia, wymaganego przez umowę o pracę do właściwego rozliczenia podatkowego) dowodzą jednak, że problem szykanowania pracowników, w tym mnie, istnieje nadal.
            Myślę, że opisane przypadki pokazują dobitnie, że skargi na nieprzyjazne traktowanie przez zwierzchników nie są przesadzone i domaganie się interwencji ze strony PIP ma podstawy.

            Mimo, że w moim przypadku do uszczerbku na zdrowiu jeszcze nie doszło (i chciałbym, żeby tak pozostało) prosiłbym o ponowne rozpatrzenie mojej sprawy i wpłynięcie na osoby podejmujące wobec mnie nieprawne działania, ażeby ich zaniechały. Nie zależy mi na tym, żeby mój przypadek, skoro nie spełnia jakichś wymogów formalnych, koniecznie uznany został za mobbing. Natomiast z pewnością dla wszystkich zainteresowanych byłoby korzystne, gdyby PIP odnotowała jednak akty nielegalnego nękania mnie w pracy, na co są przecież dowody, i żeby podjęto jakieś przeciwdziałanie, które przywróciłoby normalne stosunki w pracy.

            Z wyrazami szacunku

            Jan Gromadzki

            w załączeniu: moje oświadczenie zawierające zbiór wypisów z dokumentów i opis sytuacji od jej zaistnienia ok. 2005 r.
            do wiadomosci :Zakladowy Spoleczny
            Inspektor Pracy UWr"

            [skutkiem tej epistoły było zaproszenie mnie kilka miesięcy później do siedziby PIP na Zielonego Dębu 22 na rozmowę, w czasie której tamtejszy nadispektor wytłumaczył mi, że PIP nic w mojej sprawie nie zrobi, ponieważ - jak to obrazowo ujął - oni nie badają czy delikwenta powiesili sprawiedliwie, tylko czy zrobili to zgodnie z procedurami (rozumie się: interweniowaliby,gdy powieszenie miało braki formalne; powieszenie - to oczywiście metafora)]. W tej sytuacji zrezygnowałem nawet z pisemnej odpowiedzi PIP (co pewnie było błędem). Taki był finał przygody z tą instytucją.]
          • Gość: matrix Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.13, 18:41
            > Może byś napisał artykuł i opublikował go w Bibliotekarzu, wystarczy wykorzystać to co
            > pisałeś do tej pory na Forum.
            Też tak uważam.
            > Zawsze czytałam to z zainteresowaniem i podzielałam Twoje poglądy.
            Ja też.

            Uważam, że artykuł w "Bibliotekarzu" należy zacząć od merytorycznej strony konfliktu, bo to wywołało potem konflikt personalny.
            Udział w generacji tego konfliktu ma też dyrekcja Biblioteki Uniwersyteckiej. Trzeba się kompletnie nie znać na specyfice pracy z rękopisami aby tak wybierać kierowników.
            Zamiast merytorycznego konkursu wybierała osoby według własnego uznania w myśl powiedzenia mierny ale wierny. Żenada!
            • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 09.01.13, 20:31
              > Uważam, że artykuł w "Bibliotekarzu" należy zacząć od merytorycznej
              > strony konfliktu, bo to wywołało potem konflikt personalny.

              Nie bardzo rozumiem to ostatnie zdanie. Wg mnie, od początku oba aspekty - personalny i merytoryczny - były właściwie nierozłączne. Głównie za sprawą wkładu Dyrekcji.

              Co do sensu pisania w "Bibliotekarzu", to podtrzymuję swoją opinię: bibliotekarzy (jako korporacji) przypadki BU w ostatnich latach niewiele obchodzą. Nawet jak niektórzy są zainteresowani, to nie mogą nic zrobić, zatem opinia korporacji nie ma tu znaczenia.

              Zresztą działania tej korporacji raczej nie służą BU. Takie instytucje jak BU są wyjątkowe i z wyjątkową troską powinny być traktowane przez Państwo, ponieważ są depozytariuszami tzw. dziedzictwa narodowego.

              Szkoda, że np. ministerstwo, które ma to dziedzictwo w tytule, nie dostrzega tego problemu. Z tej pewnie przyczyny to dziedzictwo, i tak ciągle zubażane przez kolejne kataklizmy, kurczy się stopniowo dalej, bo brak mu właściwej opieki.

              Korporacja, tymczasem, zafundowała nam takie atrakcje jak obowiązkowe "dokształty" u bibliotekoznawców (za odpłatą; albo degradacje - mnie np. mieli zdegradować już w tym samym roku, kiedy Magnificencja zrezygnował z moich usług), albo ta historia z przyznanymi i odebranymi urlopami.

              NB. niech ci, których Magnificencja wywalił z roboty, a którzy wcześniej mieli dłuższe urlopy i zostały im one w 2006 r. cofnięte, pamiętają, że ZZ "S" w sądzie wywalczył uznanie tego zabrania urlopów za nielegalne. Ci, którzy dalej pracują w BU będą mieli wyrównanie z urzędu, jednak pozostali sami muszą się zgłosić do Magnificencji z żądaniem wyrównania tego nadużycia. Myślę, że ZZ "S", któremu przecież, ci ze zwolnionych, którzy do niego należeli, płacili przez lata składki, powinien im pomóc w odzyskaniu należności utraconych z winy administracji Uniwersytetu.

              Zamiast pisać coś do Bibliotekarza, pisma raczej niszowego (jak pracowałem w BU, nawet nie podejrzewałem, że istnieje), może lepiej kontynuować działalność na tym forum? Staje się ono coraz bardziej szacowne, niedługo będzie miało 4 lata! W obecnych, niestabilnych czasach to jednak "nie w kij dmuchał"!

              Ja sobie publikuję tutaj dokumenty, które w jakiś tam sposób funkcjonowały w historii, z kilku względów. Raz, bo powinienem już skończyć z zajmowaniem się przeszłością i znaleźć sobie inne zajęcie a publikacja tych "pamiątek", to całkiem dobra forma pożegnania się z nią. Dwa, bo te dokumenty odsłaniają częściowo patologie BU i Uniwersytetu, a to z kolei może pomóc walczyć z tym, co złe. Poza tym wzbogacają merytoryczną wartość tego forum.

              Niestety, wydaje się, że obecne okoliczności nie sprzyjają osobom myślącym konstruktywnie o BU. Żałosny jest stan naszego szkolnictwa wyższego, samego UWr. jeszcze bardziej, a BU, to już w ogóle. Ale dla ambitnych to może być wyzwanie. Może są jacyś ambitni?

              W każdym razie można sobie przynajmniej ponarzekać na tym forum.

              Tak, czy owak, myślę, że należy dążyć do nadania jakiegoś rozgłosu sprawie. Dobrym przykładem, choć incydentalnym, był choćby ten artykuł p. Fercza w portalu GW (Biblioteka Uniwersytecka uroczyście otwarta. Co dalej?).

              > Udział w generacji tego konfliktu ma też dyrekcja Biblioteki Uniwersyteckiej.

              No, Dyrekcja to miała w generacji tego wszystkiego wyjątkowo twórczy udział. Bez jej inwencji żaden (chyba) z tych dziwnych incydentów, których od 2007 r. doświadczamy, by nie zaistniał.
          • Gość: stara generacja Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.01.13, 18:51
            > Trzeba mieć zdrowie i samozaparcie aby przeczytać w całości te Twoje ostatnie teksty.
            > Jest to bardzo ponury obraz realiów naszej Biblioteki.
            > Niestety publiczne mówienie o tych sprawach jest niebezpieczne o czym uczą losy niektórych Bibliotekarek i Bibliotekarzy.
            > Może byś napisał artykuł i opublikował go w Bibliotekarzu, wystarczy wykorzystać to co pisałeś do tej pory na Forum.
            > Zawsze czytałam to z zainteresowaniem i podzielałam Twoje poglądy.
            Jest to ponury obraz realiów nie tylko Biblioteki Uniwersyteckiej, ale i całego Uniwersytetu Wrocławskiego, gdyż większość decyzji podejmuje jednak JM Rektor pozostawiając dyrekcji jedynie dyscyplinowanie.
            Materiał z dyskusji p. JG z byłym Dyrektorem Biblioteki publikowany na tym forum po uporządkowaniu nadaje się jak najbardziej do publikacji w miesięczniku Bibliotekarz.
            Do artykułu p. Juliana Fercza w listach do redakcji Bibliotekarza ustosunkowała się podpisana z imienia i nazwiska osoba z tytułem nauikowym profesora.
            Z takimi opiniami musi się liczyć JM Rektor.
            Budzi zastanowienie, że dla osoby z tak wysokimi kwalifikacjami jak p. JG dyrekcja Biblioteki Uniwersyteckiej nie ma innej propozycji jak tylko zwolnienie.
            Jeszcze dalej poszedł Uniwersytet Wrocławski, który mimo wstępnej akceptacji pana JG do pracy w innej komórce UWr, zgodnie z jego kwalifikacjami, gdy zorientowano się komu obiecano przyjęcie do pracy i wystawiono odpowiednie papiery, cofnął decyzję o przyjęciu go do pracy.
            Fakt ten i jego okoliczności też nadają się do publikacji w miesięczniku Bibliotekarz. Z uwagi na znajomość szczegółów i pism publikację te może jedynie opracować p. JG.
            Szczęśliwego Nowego Roku bibliotekarkom i bibliotekarzom a zwłaszcza p. JG!
            • Gość: Profesor Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.01.13, 19:20
              Nie mam dostatecznej wiedzy, żeby ustosunkować się do dyskusji na temat Biblioteki. Musze jednak zaprotestować przeciwko opinii
              > Jest to ponury obraz realiów nie tylko Biblioteki Uniwersyteckiej, ale i całego
              > Uniwersytetu Wrocławskiego,
              Jest to opinia bardzo krzywdząca. J.M. Rektor centralnym punktem swojej kampanii wyborczej uczynił hasło "Człowiek jest najważniejszy" i hasło to skutecznie realizuje.

              1.Nie dopuścił do zwolnienia kilkunastu osób, które przez wydziałowe komisje oceniające zostały negatywnie ocenione. Dzięki interwencji J.M. Rektora na posiedzeniu komisji odwoławczej, wszystkie odwołania od decyzji komisji wydziałowych zostały uwzględnione.

              2. Na wyraźne życzenie J.M. Rektora Senat przyjął amnestię dla wszystkich adiunktów. Zgodnie z zapisem statutu przez najbliższe 8 lat Uniwersytet powstrzyma się od zwalniania adiunktów, którzy nie mają osiągnięć naukowych wystarczających do uzyskania habilitacji.

              3. Podobnie, J.M. Rektor obiecał, że jeśli tylko dziekan nie będzie protestował, J.M. bedzie udzielał pracownikom zgody na drugim etacie.

              Czy to jest "ponury obraz realiów Uniwersytetu Wrocławskiego"? Proszę porównać to z polityką rektora Politechniki.

              A obraz Uniwersytetu jest bardzo dobry. Rośnie poziom badań, uniwersytet przoduje w Polsce w liczbie nadawanych doktoratów i habilitacji, rośnie tez liczba uzyskiwanych grantów. Jesteśmy wśród najlepszych w dziedzinie wdrażania kontroli jakości dydaktyki. Już prawie wszystkie opracowały szczegółowe, kilkuset stronicowe programy studiów w oparciu o Krajowe Ramy Kwalifikacji. Nie ma uczelni w Polsce, w która tak bardzo dba o poziom kształcenia.

              I dlatego smucą mnie opinie takie, jak ta cytowana powyżej. Rozumiem rozżalenie osób pokrzywdzonych, ale to nie upoważnia do manipulowania prawdą.
              • Gość: były humanista Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 15.01.13, 17:50
                Uniwersytet Wrocławski to fabryka złudzeń. Produkuje absolwentów którzy nie mogą potem znaleźć pracy. Liczebność studentów na wydziale nie powinna zależeć od liczebności profesorów ale od szans znalezienia pracy po studiach. Jak się zatrzymuje na uniwersytecie marnych wykładowców i adiunktów to się produkuje potem marnych absolwentów.
                Poczytaj profesorze to:
                wroclaw.gazeta.pl/wroclaw/1,36743,13197874,Humanistko_bez_pracy__wiedzialas__na_co_sie_piszesz.html
                Jaki rektor takie proponowane kierunki studiów bez przyszłości. A przed zaplanowaniem ilości studentów na poszczególnych kierunkach rektor i Biuro Karier powinni sprawdzić jakie absolwenci mają szanse na zatrudnienie.

                • Gość: inny czytelnik Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.e-wro.net.pl 18.01.13, 22:08
                  Uważam, że uniwersytet (i każda inna uczelnia) powinna kształcić studentów na tych kierunkach na których oni chcą studiować i umożliwiać im budowanie własnej ścieżki edukacyjnej zgodnie z ich potrzebami. Warunek jest tylko jeden: uczelnia musi zapewnić wysoką jakość kształcenia, czyli kadrę, dostęp do literatury i ewentualnie aparatury (tam, gdzie jest to niezbędne, np. chemii czy astronomii).
                  Zgodność kierunków kształcenia z potrzebami rynkowymi (kto je zbadał?) to przesąd z czasów gospodarki planowej.
                  Studenci to ludzie dorośli w tym sensie, że ponoszą odpowiedzialność za własne wybory. Skąd wiadomo, czy adept archeologii nie zostanie wybitnym badaczem pradziejów, a adept filmoznawstwa nie zostanie cenionym krytykiem filmowym? A jeśli po filmoznawstwie zostanie drogowcem lub pszczelarzem, to szersze horyzonty uzyskane podczas studiów na pewno mu w tym nie zaszkodzą.
              • Gość: inny czytelnik Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.e-wro.net.pl 18.01.13, 21:56
                Profesor zapomniał dodać, że pod kierunkiem obecnego rektora nawet uniwersyteckie kury znoszą większe jaja
              • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.01.13, 23:09
                > Jest to opinia bardzo krzywdząca. J.M. Rektor centralnym punktem swojej kampani
                > i wyborczej uczynił hasło "Człowiek jest najważniejszy" i hasło to skutecznie r
                > ealizuje.

                No tak, tu można się w pewnym stopniu z kol. _Profesorem_ zgodzić - nawet zwolnienie 22 bibliotekarzy. przez Magnificencję można uznać za przejaw postawienia akcentu na czynniku ludzkim. W swoisty dla Magnificencji sposób, oczywiście. W sumie więc, można by też to wydarzenie dopisać jako 4. punkt wyliczenia potwierdzającego słuszność hasła "Człowiek jest najważniejszy".

                > A obraz Uniwersytetu jest bardzo dobry. Rośnie poziom badań, uniwersytet
                > przoduje w Polsce w liczbie nadawanych doktoratów i habilitacji, rośnie tez
                > liczba uzyskiwanych grantów. Jesteśmy wśród najlepszych ..

                No, na pewno, racja. Pewnie w dziedzinie ilości doktoratów etc. UWr. nie ma sobie równych. Pewnie również dlatego mnie zwolnili, że ciągle się z tym swoim doktoratem nie mogłem wyrobić i zdecydowanie psułem statystykę.

                Wśród błyskotliwych sukcesów można by wymienić jeszcze sławne i technologicznie rewolucyjne granty p. Żurka z Oddziału Dziedzictwa Kulturowego BU, w swoim czasie tak szokujące wielkością (kilka, po 2 mln PLN każdy), największe wtedy na calym Uniwersytecie. Wg serwisu bibliotecznego (www.bu.uni.wroc.pl/o-bibliotece/projekty) są już od maja dostępne. Mnie co prawda nie udało się mimo wielu prób do nich dotrzeć, ale należy rozumieć, że albo przejściowe trudności wciąż się utrzymują, albo cieszą się tak wielkim zainteresowaniem publiki, że serwer cigle jest przeciążony. Choć czasem próbuję nawet późno w nocy (ale wtedy pewnie włącza się druga półkula naszego globu).
                • Gość: Nowa Generacja Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 22.01.13, 23:34
                  >> Jest to opinia bardzo krzywdząca. J.M. Rektor centralnym punktem swojej kampanii
                  >> wyborczej uczynił hasło "Człowiek jest najważniejszy" i hasło to skutecznie
                  >> realizuje.

                  > No tak, tu można się w pewnym stopniu z kol. _Profesorem_ zgodzić - nawet zwolnienie
                  > 22 bibliotekarzy. przez Magnificencję można uznać za przejaw postawienia akcentu na
                  > czynniku ludzkim. W swoisty dla Magnificencji sposób, oczywiście. W sumie więc, można by
                  > też to wydarzenie dopisać jako 4. punkt wyliczenia potwierdzającego słuszność hasła
                  > "Człowiek jest najważniejszy".
                  Poniższe jest z protokołu Nr 8/2011 z posiedzenia Rady Bibliotecznej w dniu 3 marca 2011:
                  "Punktualnie o godzinie 9:00 JM Rektor Uniwersytetu Wrocławskiego Prof. dr hab. Marek Bojarski powitał zgromadzonych w Sali Senatu członków Rady Bibliotecznej, a następnie dziękując obecnym za przybycie przedstawił powód zwołania nadzwyczajnego posiedzenia RB.
                  Bliska perspektywa zasiedlenia BUWr stawia jednak przed władzami Uczelni i Biblioteki konieczność przeprowadzenia reorganizacji, mającej na celu zwiększenie wydajności oraz zapobieżenie bezproduktywności.
                  JM Rektor zwracając się bezpośrednio do Dyrektor Piotrowicz podkreślił, że każdy zabrany etat ma na celu zwiększenie wynagrodzeń pozostałych pracowników (ale też związany jest ze wzrostem wymagań względem tych osób). "
                  • Gość: bibliotekarka Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: 95.160.204.* 23.01.13, 21:38
                    A pamiętacie spotkanie przedwyborcze. Jaki był miły i sypał obietnicami.
                    • guinnes.2010 Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 24.01.13, 00:29
                      Król jest nagi.
                      • Gość: matrona Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 25.01.13, 00:36
                        Pamiętam szumiący jak ul tłum bibliotekarek przed drzwiami Rektoratu i to co miał do powiedzenia obiektywowi kamery telewizyjnej JM Rektor. Obłuda i tyle. A co z tego wyszło to widać z dalszych zdań cytowanego wcześniej protokołu.
        • Gość: młoda Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.vfserver.com 30.01.13, 00:11
          Pani dyrektor umie dobierać ludzi na stanowiska kierownicze. Choć jednak czasami traci do nich zaufanie, lub takie osoby same rezygnują.
          • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 30.01.13, 01:24
            a nie lepiej napisać prostym językiem o co chodzi? o wszechstronnych zdolnościach "Pani dyrektor" i tak wszyscy już wiedzą. Nic z tego specjalnie nie wynika.
            • Gość: młoda Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.vfserver.com 31.01.13, 22:42
              > a nie lepiej napisać prostym językiem o co chodzi? o wszechstronnych zdolnościach
              > "Pani dyrektor" i tak wszyscy już wiedzą.
              Polityka kadrowa prowadzona przez JM Rektora i dyrekcję Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu nie zachęca do pisania prostym językiem.
              Jest dość długa lista osób które JM Rektor i dyrekcja Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu dyscyplinowała za pisanie prostym językiem.
              Listę tę otwiera były kierownik Oddziału Zbiorów Graficznych. Napisał on prostym językiem memorandum do dyrekcji jak można usprawnić działanie Biblioteki. Został pozbawiony stanowiska kierowniczego bo jak mówiła publicznie dyrektorka było to już takie drugie przewinienie. Memorandum to było warte przynajmniej rozważenia. Część postulatów była trafna i wdrożenie ich usprawniło by pracę Biblioteki.
              Jest na tej liści były nasz kolega p. G.K. Ten z kolei zajął się nieestetycznym wyglądem pomieszczenia z komputerami zapewniającymi dostęp katalogu komputerowego. Po kilku nieskutecznych posunięciach dyrekcja wspierana przez rektora w końcu doprowadziła do jego zwolnienia.
              Następna na tej liście jest cała grupa osób piastujących stanowiska kierownicze, które utraciły zaufanie dyrekcji i same zrezygnowały z piastowania tych funkcji lub zostały ich pod różnymi pretekstami pozbawione.
              Wśród 22 osób zwolnionych są też osoby które usiłowały dyrekcji lub rektorowi coś wytłumaczyć prostym językiem.
              • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniw., cz. 3.1 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.02.13, 16:59
                > Polityka kadrowa prowadzona przez JM Rektora i dyrekcję Biblioteki Uniwersyteck
                > iej we Wrocławiu nie zachęca do pisania prostym językiem.

                no, ale dlaczego? skoro już tu piszesz, i to - można przypuszczać - niepochlebnie dla rządzących, czyli się narażasz, to dlaczego nie piszesz konkretnie? tak, żeby osoby spoza BU zrozumiały? To od nich zależy w dużym stopniu, czy coś sie w sprawie BU ruszy. Czynniki, które powinny urzedowo się troszczyc o BU doprowadzily przecież do tego, niezbyt fajnego jednak stanu, który tu próbujemy opisywać. Na nie więc nie można już liczyć - tu wszystkie możliwości zostały najwyraźniej wyczerpane.

                Jeżeli Dyrekcja popełnia błędy (a wydaje się, że nic innego nie robi), to czemu nie pisać o tym prosto i konkretnie? Zamiast pisać, jak jaka Pytia, czego nikt poza wtajemniczonymi nie zrozumie, można np. tworzyć laurki, pod imieniem i nazwiskiem, To przynajmnie może dać nadzieję na jaką premię extra.

                > Jest dość długa lista osób które JM Rektor i dyrekcja Biblioteki Uniwersyteck
                > iej we Wrocławiu dyscyplinowała za pisanie prostym językiem.

                W sumie lista ta liczy 22 osoby (oczywiście tylko część z nich zabierała głos w sprawach BU) . + p. Kulik - zwolniony extra, na samym początku całej afery. Inne osoby, które doznały jakichś despektow od Dyrekcji, mniej są istotne - na ogół są to postaci, których Dyrekcja być może nie lubi, ale nic im nie może zrobić (są takie, głownie z korporacji bibl.). A pozostałe maja widocznie inną rolę w tym dramacie.

                > Listę tę otwiera były kierownik Oddziału Zbiorów Graficznych. ...

                O! to jego też zwolnili?!

                > Napisał on prosty
                > m językiem memorandum do dyrekcji jak można usprawnić działanie Biblioteki.

                Memoranda p. L, to osobna sprawa. Usprawnić działanie Biblioteki można w calkiem prosty sposób - zatrudnić ludzi, którzy potrafią pokierować biblioteką, znają prawo pracy i potrafią kierować zespołami pracowników, przy tym orientują się, czym kierują. To niby dużo, ale zapewne można takich znaleźć. I dać im nieco grosza, żeby taka BU mogła w ogóle funkcjonować - konserwować swoje zbiory, uzupełniać je, zwlaszcza kupować nowe książki naukowe - bo to biblioteka naukowa ponoć,

                Biblioteka to stosunkowo prosta instytucja (od strony funkcjonalnej). W dodatku obecnie technologia bardzo ułatwia jej prowadzenie. Tylko trzeba się nieco w tej informatycznej technologii orientować. No i zatrudniac osoby jednak wykształcone (ale przecież wystarczy na poziomie ogólnym, jaki przewidywała dawna matura).

                Biblioteka to książki. Bez nich, tzn. nowych książek, nie spełnia swojej funkcji. Nasza BU ma oczywiście piękny, starożytny ksiegozbiór. Fakt, to zasada jej istnienia. Tym niemniej, żeby nie bylo watpliwości, że jest potrzebna, powinna też udostepniać nową literaturę naukową, a przynajmniej aktualną literaturę do badan takiego księgozbioru (niezwykle cennego), jaki BU posiada. A z tym jest źle, z tym duży kłopot.

                Biblioteka zapewniająca ksiegozbiór do humanistycznych badań naukowych jest na Dolnym Śląsku potrzebna, bez dwóch zdań. Ci, co zajmują się urzędowo kulturą, powinni o tym pamiętać i wreszcie uporządkowac sprawy BU, bo wlaśnie ona ma największe możliwości wejścia w taką rolę. To możliwe, mimo dzieięcioleci zaniedbań. Ossolineum ma jednak nieco inną, partykularna optykę.

                Tak, czy owak, ten post jest już zdecydownaie lepszy i pozyteczniejszy dla czytelników forum. Oby tak dalej.

                Choć nadal pozostaja wątpliwości o co chodziło w tym poprzednim. Jak przypuszczam, wyrażał on ogólną dość refleksję, rozwiniętą w tekście powyższym, tak? Nie był to alegoryczny komentarz do - powiedzmy - jakiegoś kolejnego zwolnienia?
    • Gość: Peugeot 206 134564 IP: 109.95.73.* 21.12.12, 23:05
    • Gość: bibliotekarka Wesołych Świąt Bożego Narodzenia IP: *.wroclaw.vectranet.pl 24.12.12, 18:36
      Bibliotekarkom i Bibliotekarzom życzy bibliotekarka.
      • Gość: młoda Re: Wesołych Świąt Bożego Narodzenia IP: *.vfserver.com 26.12.12, 21:12
        No to ja się przyłączam do życzeń.
        Bibliotekarkom i Bibliotekarzom zatrudnionym w Bibliotece Uniwersyteckiej też życzę Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!!!
        • Gość: matrona Re: Wesołych Świąt Bożego Narodzenia IP: *.wroclaw.vectranet.pl 28.12.12, 00:01
          Też przyłączam się do Życzeń choć to już po Świętach.
    • Gość: bibliotekarka Szczęśliwego Nowego Roku 2013 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 31.12.12, 19:25
      Bibliotekarkom i Bibliotekarzom życzy bibliotekarka.
    • Gość: gość Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: 81.162.208.* 25.01.13, 07:19
      Więcej o tym Mobbingu tutaj:

      Mobbingi.pl/biblioteka-uniwerstytecka
      • Gość: młoda Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.vfserver.com 26.01.13, 22:20
        Chyba chodzi o www.mobbing.pl/
        • Gość: Wiesia Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.vfserver.com 27.01.13, 16:49
          Ale tam nie ma nic o mobbingu w Bibliotece Uniwersytetu Wrocławskiego.
      • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 31.01.13, 22:47
        Szanowni Państwo!

        W tym wszystkim co się przydarza BU od paru lat, zdarzają się też przypadki pozytywne. Do takich należy następny sądowy sukces ZZ "S". Po wyroku w sprawie zabranych niesłusznie urlopów, dziś wydano korzystny wyrok w sprawie naszego kolegi Sławka O. Sąd nakazał przywrócić go do pracy. Oczywiście to wyrok w pierwszej instancji i Uniwersytet pewnie będzie składał apelację (a może nie? jak zostanie odrzucona to koszt będzie bez porównania większy).

        To zdaje się pierwszy taki wyrok w serii procesów, które wytoczyła Uniwersytetowi część z 22 zwolnionych bibliotekarzy. I chyba jeden z ostatnich.
        Pozostałe zakończyły się oddaleniem pozwu (np., mój) albo wypłaceniem przez Uniwersytet odszkodowań.

        Tak czy owak, morał z tego taki, że warto walczyć o swoje prawa, mimo, że jako "bracia (i siostry) mniejsi" mamy ich w praktyce mniej niż przewiduje Konstytucja i inne ustawy. Jak widać, niekiedy ta walka przynosi dobre efekty.

        O przestyrzeganie prawa, i o swoje konstytucyjne prawa, warto walczyć także z powodów zasadniczych - podnosimy w ten sposób stopień ucywilizowania naszego pięknego kraju. Pozdrowienia. JG
        • Gość: matrix Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.02.13, 20:00
          > dziś wydano korzystny wyrok w sprawie naszego kolegi Sławka O.
          > Sąd nakazał przywrócić go do pracy.
          To zasługa ZZ "S" i policzek dla JM Rektora.
          A dyrektorki tak się starały. Ale tak się dzieje jak się nie ma porządku w papierach.
        • Gość: były pracownik Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.13, 14:17
          > To zdaje się pierwszy taki wyrok w serii procesów, które wytoczyła Uniwersytetowi część
          > z 22 zwolnionych bibliotekarzy.
          Co spowodowało że właśnie Sławek wygrał?
          • Gość: JG Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 04.02.13, 22:18
            > Co spowodowało że właśnie Sławek wygrał?

            Może ktoś, kto śledził ten proces odpowie?

            Praktyka naszych sądów jest jednak taka, że w zdawałoby się podobnych sprawach różni sędziowie wydają różne wyroki. Nic nie jest doskonałe.
            • Gość: magazynier Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 27.02.13, 20:42
              Pan Sławek wygrał bo korzystne dla niego zeznania składali jego koledzy i koleżanki. Zeznania te obciążały niedowład organizacyjny Biblioteki Uniwersyteckiej oraz opisywały ciężkie warunki pracy w magazynie.
              • jg_gw Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie 01.03.13, 17:53
                Tylko pozazdrościć mu odważnych kolegów. Duża sprawa.
                • Gość: bibliotekarka Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.wroclaw.vectranet.pl 02.03.13, 23:23
                  Takie odważne zachowania kończyły się w Bibliotece Uniwersyteckiej utratą zaufania ze strony dyrekcji i degradacją.
    • Gość: TK Do Pana Jana G. IP: *.artnet.pl 27.01.13, 18:47
      Szanowny Panie Kolego Janie G.

      Potrzebuję pilnie się z Panem skontaktować w ważnej i nie cierpiącej zwłoki sprawie.

      Bardzo proszę o podanie Pańskiego aktualnego adresu poczty elektronicznej co umożliwi nam wznowienie kontaktu.

      Pozdrawiam,-
      • Gość: JG Re: Do Pana Jana G. IP: *.wroclaw.vectranet.pl 28.01.13, 23:31
        > Bardzo proszę o podanie Pańskiego aktualnego adresu poczty elektronicznej co um
        > ożliwi nam wznowienie kontaktu.

        Wszystkie adresy e-mail, których używałem zachowują aktualność, więc ze wznowieniem kontaktu nie powinno być problemu. Pozdrowienia. JG
      • Gość: JG Re: Do Pana Jana G. IP: *.wroclaw.vectranet.pl 30.01.13, 14:54
        @TK:

        Na wypadek, gdyby faktycznie szło o "ważną i nie cierpiącą zwłoki sprawę" (zawze może tak się zdarzyć), chciałbym poinformować, że jest tu pewien drobny problem. Osób o inicjałach TK jest z pewnością mnóstwo, ja znam zaledwie kilka i te pewnie poradziłyby sobie bez podawania tutaj mojego maila, co jest trochę ryzykowne z uwagi na spamerów itp.

        Poza tym, imię jednej z tych osób zostało już na tym forum bezprawnie użyte, co wywołało nawet pewne zamieszanie (zresztą ta osoba z pewnością nie potrzebuje mojego adresu e-mail).
    • Gość: były pracownik Gdzie jest ta baza i czy ta baza w ogól;e istnieje IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.02.13, 14:42
      \na stronie
      www.bu.uni.wroc.pl/o-bibliotece/projekty#sai
      Śląskie Archiwum Ikonograficzne
      Projekt badawczy - rozwojowy, finansowany przez MNiSzW, realizowany w okresie 15.03.2007 - 14.12.2011
      Baza dostępna była od 06.05.2012 pod adresem:
      www.bu.uni.wroc.pl/sai
      Następnie przeniesiona została na adres docelowy:
      sai.bu.uni.wroc.pl/SAI/
      \po kliknięciu w adres docelowy pojawia się komunika:
      Not Found
      The requested URL /SAI/ was not found on this server.
      Apache/2.2.16 (Debian) Server at sai.bu.uni.wroc.pl Port 80

      Czy ta baza w ogól;e istnieje?
      • Gość: JG Re: Gdzie jest ta baza i czy ta baza w ogól;e ist IP: *.wroclaw.vectranet.pl 04.02.13, 22:14
        ja próbuję od maja ją zobaczyć, w końcu kosztowała podatnika 2 mln (a właściwe nawet wiecęj - 4-6 mln, bo miała być połączona z rezulatatami 1 lub 2 dalszych projektów), można się więc domyślać, że to powinno być interesujące dzieło. Ale dotąd mi się to nie udało.

        Chyba trzeba zapytać autorów.
        • Gość: stara generacja Re: Gdzie jest ta baza i czy ta baza w ogóle ist IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.13, 18:22
          Baza wskazana w tym wątku
          Śląskie Archiwum Ikonograficzne
          Projekt badawczy - rozwojowy, finansowany przez MNiSzW, realizowany w okresie 15.03.2007 - 14.12.2011
          W okresie realizacji projektu przygotowano bazę danych, zawierająca 18 000 digitalnych ujęć obrazujących 9 360 obiektów (zespołów urbanistycznych, dzieł architektury, rzeźby, malarstwa, rzemiosła artystycznego, grafik, rysunków, dokumentów, pieczęci, herbów, artefaktów archeologicznych i in.) pochodzących z terenu historycznego Śląska. Każdy z obiektów opisany został w formie katalogu naukowego, według listy cech, zgodnej w swym jądrze z klasyfikacją MIDAS (Marburger Administrations, Dokumentations und Administrations-System), opracowaną przez Lutza Heusingera z Bildarchiv Foto Marburg przy Instytucie Historii Sztuki Philipps-Universität Marburg. W ramach projektu opracowano obiekty pochodzące z okresu do początku XIX w.
          Projekt przekazano do wdrożenia. W ramach prac wdrożeniowych (od 17.02.2012):
          rozszerzono bazę o przeszło 1200 ujęć obrazujących przeszło 700 obiektów pochodzących z okresu od poł. XIX w. do pocz. XX w. (kwiecień 2012)
          przeniesiono serwis na wydajniejszy serwer, umożliwiający udostępnienie ilustracji w pełnej rozdzielczości (maj 2012)
          Baza dostępna była od 06.05.2012 pod adresem:
          www.bu.uni.wroc.pl/sai
          Następnie przeniesiona została na adres docelowy:
          sai.bu.uni.wroc.pl/SAI/
          a do której wiedzie link sai.bu.uni.wroc.pl/SAI/ ze strony
          www.bu.uni.wroc.pl/o-bibliotece/projekty#sai
          nadal jest niedostępna, o czym świadczy komunikat:

          The requested URL /SAI/ was not found on this server.
          Apache/2.2.16 (Debian) Server at sai.bu.uni.wroc.pl Port 80

          Albo opis tej bazy na stronie Biblioteki Uniwersyteckiej jest nieaktualny albo baza jest niedostepna.
          • jg_gw Re: Gdzie jest ta baza i czy ta baza w ogóle ist 13.02.13, 22:14
            > Baza dostępna była od 06.05.2012 pod adresem:
            > www.bu.uni.wroc.pl/sai
            > Następnie przeniesiona została na adres docelowy:
            > sai.bu.uni.wroc.pl/SAI/

            To raczej nieprawda. Te adresy zawsze zglaszaly błędy, czyli nic tam nie było, a jak było, to nie mozna było tego z Sieci obejrzeć.

            > The requested URL /SAI/ was not found on this server.
            > Apache/2.2.16 (Debian) Server at [...]

            to znaczy,ze adres jest błędny. Informacja BU o jej projektach jest bardzo niechlujna, zaczyna się od wyraźniego łagarstwa: " Projekty BU/ PROJEKTY W REALIZACJI/ [stan na 17.02.2010]"; z dalszej treści wynika, że informacje uzupełniano co najmniej do 2012r.

            Wujek Google w kwestii projektów p. Żurka już jest poinformowany i podaje taki poprawny adres:

            Śląskie Archiwum Ikonograficzne.
            Projekt badawczy - rozwojowy


            Warto sobie tą stronę poczytać. Nie jest to może popis sztuki webdesignu ale wynika z niego niedwuznacznie, że na właściwe udostępnienie mądrości p. Żurka przyjdzie jeszcze nieco poczekać. Pewnie ktoś będzie musiał to najpierw powypełniać (-:

            To co udestępnia ten serwis to głównie dostęp do baz danych (za 2-6 mln PLN ???!!!). Nb. jest to wyraźnie ta ohydna niemiecka HIDA, którą historycy sztuki od lat męczą w swoim instytucie. Z góry współczuję wszystkim zainteresowanym, choć to i tak lepsze od MIDASa w postaci czystej. No, ale trzeba przyznać, że jest profesjonalne urządzenie do użytku niemieckich konserwatorów zabytków (głównie), piękna technologia z końca lat. 80-tych. Polecam np. "zapytanie proste".

            Wygląda na to, że cały serwis musiał się objawić w Sieci niedawno i nie jest ukończony, w zasadzie nic nie oferuje (sprawdzałem tylko kilka opcji, bo szkoda mi czasu).
    • Gość: beskid Biblioteka jednak się przeprowadza IP: *.e-wro.net.pl 07.02.13, 15:17
      Na stronie biblioteki pojawił się komunikat dla czytelników pośrednio potwierdzający pierwszy etap przeprowadzki do nowego budynku. Jak na razie przeprowadza się cały budynek Szajnochy 10, czyli działy podstawowe - opracowanie i gromadzenie. Do wywiezienia są również magazyny znajdujące się na parterze tego budynku i dlatego czytelnicy przez minimum 6 miesięcy nie będą mieli dostępu do sporej ilości sygnatur. Trzeba też dokładnie patrzeć kiedy składa się rewers, bo tylko ten złożony przed 14 będzie zrealizowany tego samego dnia. A to oznacza, że magazyn zostanie zagoniony do pakowania czasopism i nie tylko.
      Biblioteka wchodzi więc w nieunikniony etap ogromnych utrudnień dla czytelników - życzę im wiele cierpliwości. O bibliotekarzach już nie wspomnę - teraz zacznie się poganianie do wytężonej pracy ku chwale Uniwerku i jego władz!!!
      • Gość: JG Re: Biblioteka jednak się przeprowadza IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.02.13, 15:25
        > Jak na razie przeprowadza
        > się cały budynek Szajnochy 10, czyli działy podstawowe

        To nieuniknione przy takim nadmiarze powierzchni użytkowej, jaki ma teraz BU. Nowa BU ma zapewne jeszcze sporo z walorów nowości a pałac Wallenberg-Pachaly wymagałby raczej remontu.

        Pewnie go spróbują sprzedać. Ostatnio miasto sprzedało mniejszy (były) pałac na Włodkowica, ale może amatorów na pałace do remontu jest więcej. Tylko ile sklonni będą zapłacić za obiekt, którego raczej nie da się zburzyć, żeby coś na jego miejscu wybudować?
        • Gość: Ania z Zielonego W Re: Biblioteka jednak się przeprowadza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.02.13, 21:12
          > pałac Wallenberg-Pachaly wymagałby raczej remontu. Pewnie go spróbują sprzedać.
          Kilka lat temu budynki przy ul. Szajnochy oglądało kilku pracowników Biblioteki Wojewódzkiej. Chcieli się przeprowadzić z Rynku na Szajnochy.
          Ciekawe czy dalej jest to aktualne.
          • Gość: JG Re: Biblioteka jednak się przeprowadza IP: *.wroclaw.vectranet.pl 10.02.13, 19:49
            > Kilka lat temu budynki przy ul. Szajnochy oglądało kilku pracowników Biblioteki
            > Wojewódzkiej. Chcieli się przeprowadzić z Rynku na Szajnochy.

            Skoro BU przenosi do Nowej BU zawartość pałacu z Szajnochy 10, to pewnie będzie zmuszona postąpić podobnie z tym, co jest w budynku pod nrem 9. A z nim jest jeszcze większy problem niż z pałacem, ponieważ zostal zaprojektowany pod kon. XIX w. właśnie jako biblioteka (dokladnie dla sławnej Biblioteki Miejskiej we Wrocławiu, aka Stadtbibliothek zu Breslau) i w innym charakterze nie da się go wykorzystać. W dodatku to jest bardzo zabytkowa biblioteka, może najbardziej zabytkowa w Polsce.

            Zatem zainteresowanie Miasta jego dawną własnością było zupełnie sensowne i dobrze świadczy o władzach Wroclawia, że podjęły ten pomysł. Oby były konsekwentne, bo szkoda pięknego budynku.

            > Ciekawe czy dalej jest to aktualne.

            To trzeba zapytać kogo kompetentnego.
          • buwro Re: Biblioteka jednak się przeprowadza 10.02.13, 20:51
            > Kilka lat temu budynki przy ul. Szajnochy oglądało kilku pracowników Biblioteki
            > Wojewódzkiej. Chcieli się przeprowadzić z Rynku na Szajnochy.
            > Ciekawe czy dalej jest to aktualne.

            Tak, to prawda, ale Bibliotece Wojewódzkiej chodziło wtedy o budynek, w którym znajduje się czytelnia i magazyny. Do przeprowadzki szykowany jest zaś sąsiedni budynek, który na bibliotekę już się nie nadaje za bardzo.
            Władze uniwerku chcą wyczyścić Szajnochy 10 i zaoferować do sprzedaży aby dzięki temu zdobyć forsę na wyposażenie Nowej Biblioteki w regały i przeniesienie magazynów. Teoretycznie to możliwe, ale w praktyce może skończyć się tym, że na długie lata BUWr zostanie rozłożona na trzech lokalizacjach bo nie będzie chętnego kupca na zabytkowy budynek.
            • Gość: bibliotekarka Re: Biblioteka jednak się przeprowadza IP: *.wroclaw.vectranet.pl 13.02.13, 21:16
              Pracownicy Biblioteki Wojewódzkiej oglądali też pomieszczenie na wszystkich poziomach przy Szajnochy 10.
              • Gość: wiem Re: Biblioteka jednak się przeprowadza IP: 156.17.58.* 14.02.13, 06:27
                Bzdura.Skąd masz takie informacje?
                • Gość: bibliotekarka Re: Biblioteka jednak się przeprowadza IP: *.wroclaw.vectranet.pl 15.02.13, 22:37
                  Z autopsji.
              • Gość: Obserwator Re: Biblioteka jednak się przeprowadza IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.02.13, 23:54
                Bibliotekę oglądały różne osoby. Także były rektor Fakultetu Teologicznego na zaproszenie Prezydenta Wrocławia, który obiecał bibliotekę dla FT kupić.
    • Gość: stara generacja 1700'ny wpis IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.02.13, 18:10
      Kiedy powstał wątek MOBBING W BIBLIOTECE UNIWERSYTECKIEJ chyba nikt nie przypuszczał, że doczeka się tysiąc siedemsetnego wpisu.
      Wypada życzyć 2013 wpisu w 2013 roku naszym forumowiczom! Tak jak kiedyś hasłem dnia było Tysiąc szkół na tysiąclecie.
    • Gość: matrona Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 19.02.13, 21:23
      20 lutego 2009 roku angelo.pardi zainicjował na wrocławskim forum "Gazety" wątek pod tytułem "Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckiej".
      Wątek był kontynuowany w 2009, a następnie przez 2010, 2011, 2012 i obecny 2013 rok. Dzisiaj skończył 4 lata.
      Dzięki staraniom JM Rektora Uniwersytetu Wrocławskiego i dyrekcji Biblioteki Uniwersyteckiej nie zabrakło tematów do poruszania. Mało który pracownik Biblioteki nie zagościł na tym forum jako dyskutant, a forum zapewne czytywali wszyscy pracownicy Biblioteki.
      Dyskutanci, poza jednym, przezornie nie ujawniali swojej tożsamości. Nie mogąc ustalić ich tożsamości JM Rektor i dyrekcja na oślep zarzucała temu i owemu pisywanie na forum. Niektórym wręcz to zakazywano.
      Forum umożliwiało bezkarne powiedzenie tego za co w ramach dyscyplinowania załogi Biblioteki JM Rektor i dyrekcja karali upomnieniami, naganami, degradowaniem ze zajmowanego stanowiska, wreszcie zwolnieniami z pracy.
      Tak długo jak w Bibliotece Uniwersyteckiej będzie praktykowane kneblowanie ust, tak długo to forum będzie miało pożywkę z tego co się dzieje w Bibliotece Uniwersyteckiej.
      Serdecznie pozdrawiam wszystkich Forumowiczów, Bibliotekarki i Bibliotekarzy Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu!
      • Gość: bibliotekarka Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 21.02.13, 23:14
        Wykaz publikacji w mediach o Bibliotece Uniwersyteckiej jest tutaj
        wiadomosci.onet.pl/forum/top5-skandal-na-uniwersytecie-wroclawskim,0,817427,100136147,czytaj.html
        • Gość: matrix Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.02.13, 20:06
          Publikacje cytowane na tym forum są cenne. Ale najlepszą jest artykuł pani profesor Migoniowej cytowany za Przeglądem Uniwersyteckim. Tezy zawarte w tym artykule nic nie straciły na swojej trafności. Publkacje pana Juliana Fercza też są godne uwagi.
          • Gość: matrona Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 28.02.13, 22:49
            W zasadzie wszystkie godne przytoczenia publikacje zostały zacytowane na tym forum. Fakt, jako pierwsza problemami Biblioteki zajęła się pani profesor Migoniowa.
            • Gość: ciekawy Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.e-wro.net.pl 03.03.13, 14:23
              Proszę o namiary na artykuł(y) pani prof. Migoń.
              • Gość: matrona Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 04.03.13, 23:05
                Przekopiowany artykuł pani profesor Migoń jest tutaj:
                forum.gazeta.pl/forum/w,72,91625176,91955640,Re_Mobbing_w_B_i_b_l_i_o_t_e_c_e_Uniwersyteckie.html
                a kopia załącznika do artykułu tutaj:
                forum.gazeta.pl/forum/w,72,91625176,91956025,Re_Mobbing_w_B_i_b_l_i_o_t_e_c_e_Uniwersyteckie.html
                • Gość: JG Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 05.03.13, 23:58
                  > Przekopiowany artykuł pani profesor Migoń jest tutaj:

                  A to ciekawostka! (a propos 4. rocznicy Forum) Artykuł ten bowiem został na forum opublikowany już 26.02.2009 i uczynił to dyskutant tutejszy o ksywce "absolwent" (patrz początek 1. setki postów). A teraz odkrywamy ten tekst ponownie :-) Ciekawy paradoks!

                  Swoją drogą, w faktach, zwłaszcza zawartych w załączniku tego artykułu, jest to mocny tekst. Pokazuje ewidentne nieprawidłowości, jak choćby niedofinansowanie naszej BU, przechowującej przecież skarby kultury narodowej. Można by sądzić, że każdy kto przeczyta ten tekst, opublikowany przecież w oficjalnym uniwersyteckim biuletynie, dozna zrozumiałego wstrząsu i podejmie działania mające na celu naprawę tego godnego pożałowania stanu rzeczy. Można przypuszać, że tekst znany był byłemu Rektorowi (ale co z tego, skoro on już były?), jak i obecnej Magnificencji. I co z tego? Ano nic!

                  No i nie stało się nic, przez 5 lat od publikacji. Poza tym, że proces degrengolady BU doznał jakby nawet przyśpieszenia. Nie słyszałem żeby gdziekolwiek w kraju potraktowano tak szacowną instytucję, jak nasza BU, zwolnieniami w formie zdiesiątkowania personelu.

                  A przecież nawet z zamieszczonego w tym ważnym artykule aneksu faktograficznego wynika wyraźnie, że nasza BU, mimo, że ma tak wielkie i cenne zbiory, to i tak zatrudnia mniej personelu niż mniejsze od niej (w sensie wielkości i jakości zbiorów), choć w skali kraju wielkie biblioteki uniwersyteckie. I dostaje dużo mniej pieniędzy na swoje utrzymanie.

                  Wniosek z tego wszystkiego jest nader smutny - cywilizacja europejska u nas najwyraźniej nie działa, skoro tak się dzieje.
                  Bo już mniejsza o nasze Forum, niechętni mu ludzie mogliby powiedzieć - jakiś drugi Onet, choć przecież publikowaliśmy tutaj dokumenty, łatwo osiągalne w oryginale, w których mowa o ewidentnych czasem nadużyciach obyczajów uniwersyteckich i prawa przez osoby sprawujące na Uniwersytecie publiczne fukcje. I co? też nic.

                  No, ale przecież jak już oficjalnie powołane ciała mówią, że źle się dzieje i nic z tego nie wynika, to znaczy, że instytucję dotknęła skleroza - zator na liniach komunikacyjnych. Książki, takie drukowane na papierze, same głosu nie wydają a szczególnie - co zupełnie zrozumiałe - te nieobecne w BU z powodu ich niezakupienia. Trzeba więc polegać na ludziach.

                  Normalny obywatel nie może najczęściej zrobić więcej, niż zgłosić widoczne nieprawidłowości instytucjom, które "z urzędu" powinny zająć się rozeznaniem tych "obywatelskich donosów". Tę robotę wielu z nas tutaj wykonało. Zrobiła to też Rada Biblioteczna, chyba poprzedniej kadencji (bo o tej, która zaakceptowała zwolnienia, a nawet domagała się większych, tego powiedzieć nie można). I co? I nic! Skleroza. Uwiąd starczy instytycji. c.b.d.o.

                  • Gość: bibliotekarka Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: 93.105.8.* 07.03.13, 21:24
                    Ten artykuł sugnował nie byle kto bo:
                    W imieniu Rady Bibliotecznej
                    Prof. dr hab. Anna Migoniowa
                    Przewodnicząca Rady Bibliotecznej
                    Wrocław, 8 lipca 2008 r.
                    • Gość: bibliotekarka Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 09.03.13, 22:56
                      W liście tym Pani Profesor zwraca się do ówczesnego rektora Pana Rektora Pacholskiego.
                      Poniższy akapit z artykułu Pani Profesor świadczy o tym, że Pani Profesor stwierdziła za konieczne uświadomienie Rektorowi Uniwersytetu Wrocławskiego czym jest Biblioteka Uniwersytecka:
                      "Biblioteka Uniwersytecka we Wrocławiu jest instytucją nauki i kultury o
                      wyjątkowym bogactwie unikatowych i cennych zbiorów historycznych, szeroko
                      znanych w kraju i na świecie, wykorzystywanych w pracach naukowo- badawczych
                      przez uczonych wielu specjalności. Dla studenckiej części społeczności
                      akademickiej jest nieodzownym źródłem materiałów dydaktycznych. Jej
                      użytkownikami są również przedstawiciele całego społeczeństwa. Wydaje się
                      oczywiste, że także w ocenach i działaniach Władz Uczelni Biblioteka
                      Uniwersytecka powinna zajmować miejsce godne jej rangi naukowej i kulturalnej.
                      Niestety, te oczekiwania nie znajdują potwierdzenia w rzeczywistej polityce
                      Uczelni, a wszelkie próby uzyskania zrozumienia i konkretnych decyzji Władz
                      Rektorskich mijającej kadencji na rzecz poprawy warunków funkcjonowania
                      Biblioteki kończyły się fiaskiem. "
                      • Gość: Bibliotekarz Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.03.13, 23:33
                        I rektor za to wyleciał. Także dzięki naszym staraniom. Nie rozumiem, dlaczego jeszcze ten wątek żyje. Przecież się udało!! Powinniśmy być zadowoleni! Mamy to, o co walczyliśmy!!
                        • Gość: matrix Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.03.13, 21:16
                          > I rektor za to wyleciał.
                          JM Rektor Pacholski nie został ponownie wybrany. Naraził się gronu profesorskiemu swoimi reformami i tym co zamierzał zrobić w następnej kadencji.
                          > Także dzięki naszym staraniom.
                          W bardzo niewielkim stopniu.
                          > Nie rozumiem, dlaczego jeszcze ten wątek żyje.
                          Bo ludzie tu piszą.
                          > Przecież się udało!!
                          Co się udało?
                          > Powinniśmy być zadowoleni! Mamy to, o co walczyliśmy!!
                          Niby z czego mamy być zadowoleni? Niby co mamy?
                          JM Rektor Bojarski rozwalił Gabinet Śląsko-Łużycki, zdegradował kilkunastu kierowników, zwolnił 22 pracowników Biblioteki Uniwersyteckiej, ...
                          • Gość: matrona Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 15.03.13, 22:38
                            "JM Rektor Bojarski rozwalił Gabinet Śląsko-Łużycki, zdegradował kilkunastu kierowników, zwolnił 22 pracowników Biblioteki Uniwersyteckiej, ... "
                            Jego Magnificencja ma na koncie wiele innych podobnych działań na rzecz Biblioteki Uniwersyteckiej. Ale zaczął od nigdy nie zrealizowanych obietnic przedwyborczych wygłoszonych na spotkaniu z pracownikami Biblioteki Uniwersyteckiej.
                            • Gość: JG Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 17.03.13, 02:02
                              > Jego Magnificencja ma na koncie wiele innych podobnych działań na rzecz Bibliot
                              > eki Uniwersyteckiej. Ale zaczął od nigdy nie zrealizowanych obietnic przedwybor
                              > czych

                              No właśnie, obok cytowanego tu numeru 9 z 2008 r. ukazała się również nr 9a "Przeglądu" z tegoż roku, pełen tych obietnic głównie. Fajnie tak sobie postudiować te zabawne teksty pod hasłem "Uniwersytet Wr. Europejską Uczelnią XXI Wieku". Fajnie mu wyszło, nie ma co.

                              BTW, czy w ogóle UWr. odnotowywany jest w jakiś rankingach?
                              • Gość: Bibliotekarz Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.03.13, 13:11
                                Uniwersytet Wrocławski jest najlepszą po Politechnice uczelnią w południowo-zachodniej Polsce. I to pokazują wszystkie rankingi. Jesteśmy też uczelnią kształcącą najwięcej młodzieży w tym regionie. W rankingach wypadamy bardzo dobrze. W rankingu Perspektyw Uniwersytet jest na 7. miejscu w Polsce. Wyprzedzają nas tylko 3 uniwersytety (UW, UJ i UAM) i 3 politechniki (PW, PWr i AGH).
                                • Gość: JG Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 17.03.13, 23:41
                                  > Uniwersytet Wrocławski jest najlepszą po Politechnice uczelnią w południowo-zac
                                  > hodniej Polsce.

                                  O la la! Normalnie dech zapiera z wrażenia.
                                • Gość: były humanista Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 20.03.13, 22:10
                                  > Uniwersytet Wrocławski jest najlepszą po Politechnice uczelnią w południowo-zachodniej
                                  > Polsce. I to pokazują wszystkie rankingi. Jesteśmy też uczelnią kształcącą najwięcej
                                  > młodzieży w tym regionie. W rankingach wypadamy bardzo dobrze. W rankingu Perspektyw
                                  > Uniwersytet jest na 7. miejscu w Polsce. Wyprzedzają nas tylko 3 uniwersytety (UW, UJ i
                                  > UAM) i 3 politechniki (PW, PWr i AGH).
                                  W artykule
                                  wiadomosci.onet.pl/regionalne/wroclaw/absolwenci-politechniki-wroclawskiej-sa-rozchwytyw,1,5448962,region-wiadomosc.html
                                  podany jest ranking uczelni, których absolwenci są najbardziej poszukiwani przez pracodawców.
                                  Gdy jest tam mowa o naukach społecznych i kierunkach filologicznych najchętniej zatrudniani są absolwenci Uniwersytetu Warszawskiego, Jagiellońskiego i Śląskiego. W tej kategorii Uniwersytet Wrocławski znalazł się na ósmym miejscu. Przed nim uplasowały się jeszcze: Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu, Uniwersytet Łódzki, Szkoła Wyższa Psychologii Społecznej w Warszawie i Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie.
                                  Życie bardzo boleśnie weryfikuje ranking uczelni. O realnej pozycji uczelni w rankingu świadczy przede wszystkim fakt czy jej absolwenci łatwo znajdują pracę.
                                  • Gość: JG Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.unknown.vectranet.pl 20.03.13, 23:53
                                    > W tej kategorii Uniwersytet Wrocławski znalazł się na ósmym miejscu.

                                    Ha! ale Bibliotekarz w szczwany sposób zawęziła/ zawęził konkurencję tylko do " południowo-zachodniej Polski" i w takim ujęciu ma chyba ciągle rację.

                                    Zresztą inne uniwersytety w tym rejonie dopiero co się przemianowały z akademii (moim zdaniem też dobrze i akademicko brzmi), a taki np. Uniwersytet Medyczny miał niedawno całkiem efektowną wpadkę z plagiatem rektora (teraz już byłego).
                                    • Gość: inny czytelnik Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: 78.10.84.* 29.03.13, 21:17
                                      Bibliotekarz mógł pójść jeszcze dalej i zawęzić terytorium do Starego Miasta. Uniwersytet byłby wtedy bezkonkurencyjny.
                                  • Gość: były prawnik Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.03.13, 07:56
                                    A w kategorii prawo i administracja Uniwersytet Wrocławski nie zmieścił się w pierwszej dziesiątce. Lepszy jest Uniwersytet Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy, KUL, Politechnika Warszawska (!) i Uniwersytet Łódzki
                                    www.wprost.pl/ar/392170/Ranking-szkol-wyzszych/?pg=5
                                    • Gość: JG Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 22.03.13, 00:27
                                      > A w kategorii prawo i administracja Uniwersytet Wrocławski nie zmieścił się w p
                                      > ierwszej dziesiątce. Lepszy jest Uniwersytet ... w Bydgoszczy,
                                      > KUL, Politechnika Warszawska (!) ...

                                      Ponieważ nie zmieścił się w tej kategorii (prawo etc.) więc nie można wykluczyć, że 11. miejsca też nie zajął. No, w sumie nie wiadomo na którym miejscu jest UWr. w tej kategorii notowany. W rankingu "Wprost" pojawił sie tylko w 1 z 7 konkurencji - geologii i górnictwie i zajął 10. miejsce.
                                      • Gość: absolwent Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.04.13, 22:45
                                        > Ponieważ nie zmieścił się w tej kategorii (prawo etc.) więc nie można wykluczyć, że 11.
                                        > miejsca też nie zajął. No, w sumie nie wiadomo na którym miejscu jest UWr. w tej kategorii
                                        > notowany. W rankingu "Wprost" pojawił sie tylko w 1 z 7 konkurencji - geologii i górnictwie i
                                        > zajął 10. miejsce.
                                        Najnowszy raport tygodnika "Wprost" pokazuje, jakie kierunki i na jakich uczelniach studiowały osoby, które później łatwo znalazły pracę w Polsce.
                                        W ogólnym rankingu uczelni, których absolwenci są chętnie zatrudniani przez duże polskie firmy, Politechnika Wrocławska uplasowała się na drugim miejscu, Uniwersytet Ekonomiczny - na 15., Uniwersytet Wrocławski - na 23.
                                        Uniwersytet Wrocławski znalazł się na szóstym miejscu w kategorii "nauki społeczne i filologie obce" i na dziesiątym miejscu w kategorii "górnictwo i geologia". Co istotne, w kategorii prawo i administracja nie pojawia się żadna wrocławska uczelnia.
                                        • Gość: ASIA Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.05.13, 18:26
                                          Jak długo pozwolicie sobą pomiatać? Ile jeszcze można znosić rządy tych wrednych bab. Dobrały się idealnie, nie wiadomo, która gorsza.
                                          • Gość: matrix Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.05.13, 20:39
                                            > Jak długo pozwolicie sobą pomiatać? Ile jeszcze można znosić rządy tych wrednych bab.
                                            > Dobrały się idealnie, nie wiadomo, która gorsza.
                                            Też zadawałem sobie to pytanie gdy zacząłem pracować w Bibliotece Uniwersyteckiej i stopniowo poznawałem realia pracy.
                                            Odpowiedź jest według mnie prosta. Te panie tak długo będą rządzić w Bibliotece jak długo będą się cieszyły bezgranicznym zaufaniem JM Rektora. Rektorowi nie przeszkadza to co robi dyrektorka. Nie widzi konfliktu z załogą. Nie widzi fiaska zrobienia doktoratu. Nie widzi wpadek organizacyjnych i decyzyjnych. Nie widzi tłamszenia inicjatyw pracowników. Nie widzi albo nie chce widzieć.
                                            • Gość: zboku Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.05.13, 19:37
                                              JM nie chce tego widzieć. Rok temu otwierał nowy budynek biblioteki, a do dzisiaj nie ma w nim żadnego bibliotekarza. Kiedy będą wypożyczane tam książki ? 2020?
                                              Mądrość ludowa mówi, że kto ma miękkie serce, to musi mieć twardą du**. Zbierajmy fundusze na puchową poduszkę dla JM.
                                              • Gość: matrona Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 31.05.13, 22:01
                                                "JM nie chce tego widzieć. Rok temu otwierał nowy budynek biblioteki, a do dzisiaj nie ma w nim żadnego bibliotekarza. Kiedy będą wypożyczane tam książki ? 2020?
                                                Mądrość ludowa mówi, że kto ma miękkie serce, to musi mieć twardą du**. Zbierajmy fundusze na puchową poduszkę dla JM. "
                                                JM Rektor Bojarski działa na szkodę Uniwersytetu Wrocławskiego. Już rok czasu budżet Uniwersytetu Wrocławskiego jest obciążany kosztami zarówno starej jak i nowej Biblioteki Uniwersyteckiej. Rachunku ekonomicznego nie da się oszukać, a niegospodarności zamieść pod dywan. W pewnym momencie jakiś urząd rozliczy Rektora Bojarskiego z podwójnych kosztów utrzymywania dwu Bibliotek Uniwersytecki. Może też go rozliczyć Senat bo pieniądze zmarnowane na utrzymywanie o jednej biblioteki za dużo można by wydać na inny bardziej racjonalny cel.
                                                Przestępstwo skutkowe popełnione przez zaniechanie polega na tym, iż zostało popełnione w związku z naruszeniem jakiegoś obowiązku, który spoczywa na danej osobie. A Rektor Bojarski ma niewątpliwie obowiązek dbania o właściwe wydatkowanie pieniędzy Uniwersytetu Wrocławskiego.
                                                • Gość: Bibliotekarz Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.05.13, 22:50
                                                  Na ogół jestem bardzo grzeczny i bardzo spokojny. Staram się nikogo nie obrażać i o wszystkich mówić dobrze. Ale tym razem nie wytrzymałem! Szanowna Pani Matrono, jak Pani może tak obrażać Jego Magnificencję Rektora Bojarskiego. Po tym wszystkim, co zrobił dla Naszej Biblioteki i dla Naszej Uczelni. Uratował Bibliotekę przed katastrofą budowlaną, którą dla niej szykował Jego poprzednik, uratował Uniwersytet przed katastrofą finansową, w stronę której zmierzał pod rządami poprzednika. Uniwersytet świetnie się rozwija. Niedawno, w bardzo krótkim czasie awansował w ważnym rankingu z 7. miejsca na miejsce 4. Zakończono budowę pięknego Gmachu Biotechnologii, na który J.M. zdobył ogromne fundusze unijne, Rozpoczyna się remont i rozbudowa Instytutu Historycznego, przygotowane są plany remontu budynków na Dawida i Collegium Antropologicum oraz Instytutu Archeologii.
                                                  Czy to mało. A przecież fakt, że Uniwersytet może sobie pozwolić na spokojną, przemyślaną przeprowadzkę zbiorów do Nowej Siedziby, to chyba dobrze. Nie chcielibyśmy, aby z powodu zbytniego pośpiechu ucierpiały zabytkowe zbiory.

                                                  Bardzo mi przykro, że pracownicy Biblioteki, stateczni (nie podejrzewam, że Matrona to pseudonim młodej, niedoświadczonej bibliotekarki), mądrzy i poważni potrafią z takim brakiem Szacunku i z taką niechęcią wypowiadać się o swoim Rektorze, który - pamiętajmy - wyzwolił bibliotekę spod władzy jej wroga.
                                                  • Gość: zboku Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.06.13, 00:03
                                                    Nie wytrzymam!
                                                  • Gość: ciekawy Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.e-wro.net.pl 02.06.13, 15:22
                                                    Szanowny Bibliotekarzu,
                                                    poucz niedoinformowaną gawiedź, jakimi to dobrodziejstwami obdarzył Jego Magnificencja Rektor bibliotekarzy oraz BUWr. Dla jakich szczytnych celów aprobuje destrukcyjną działalność pań dyrektorek rządzących, ongiś naukową, biblioteką?
                                                  • Gość: Zadowolony Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.06.13, 15:38
                                                    Nareszcie, wygrał i wrócił do pracy zwolniony pracownik, ale się zagotowała ta co się tak głupkowato śmieje. Nie udały się podłe intrygi , jest jednak sprawiedliwość .
                                                  • Gość: Iza Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.06.13, 19:45
                                                    Zagotowała , to mało powiedziane, dostała furii. A to nie jedyny kłopot, ruszyło dochodzenie w sprawie kradzieży na Szajnochy. Zaczęły się przesłuchania świadków, patologie miały pod nosem i nic z tym nie zrobiły. Może już czas , żeby za to odpowiedziały.
                                                  • Gość: matrona Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 05.06.13, 22:00
                                                    "A to nie jedyny kłopot, ruszyło dochodzenie w sprawie kradzieży na Szajnochy. Zaczęły się przesłuchania świadków, patologie miały pod nosem i nic z tym nie zrobiły. Może już czas , żeby za to odpowiedziały. "
                                                    Dyrektorka jest odpowiedzialna za zaniedbania w zakresie dbania o powierzone jej mienie przez JM Rektora. Tak jak Rektor tak i dyrektorka powinni odpowiedzieć za to. Dyrektorka nie dysponowała odpowiednim doświadczeniem w tym zakresie, ani nie reagowała na zaistniałą sytuację, doniesienia pracowników i stąd kradzież mogła być dokonana i nie wykryta w porę. Zaniedbania w tym zakresie stwierdziła pracowniczka kontroli wewnętrznej Uniwersytetu na terenie Biblioteki Uniwersyteckiej. Rektor zatrudnił niekompetentną w tak podstawowej sprawie dyrektorkę i tym samym też odpowiada za zaistniałą sytuację. Od prokuratora zależy komu jeszcze poza kierownikiem magazynu zostaną postawione zarzuty niedopełnienia obowiązków. Czy tylko dyrektorce, jej zastępczyni na terenie Szajnochy, czy też również Rektorowi. Zbyt szczupła ilość osób za rzadko i w zbyt małym zakresie przeprowadzająca skontrum to wynik złego zarządzania Biblioteką Uniwersytecką. Mianowanie dyrektorki nie rozumiejącej jak należy dbać o powierzone jej mienie i tolerowanie jej nieudolności w tym zakresie to ewidentny błąd kadrowy JM Rektora.
                                                  • Gość: JG Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.06.13, 16:10
                                                    > Mianowanie dyrektorki nie rozumiejącej jak należy dbać o powierzone jej mienie i to
                                                    > lerowanie jej nieudolności w tym zakresie to ewidentny błąd kadrowy JM Rektora

                                                    Zdaje się, że to nie rektor wybierał dyrektorkę. Z tego co słyszałem, to wpływ na wybór konkretnej osoby miał np. były dyrektor BU, no i prominentni przedstawiciele korporacji bibliotekarskiej. Rektor tylko zatwierdził to, w nadziei, że to poważny i rozumny wybór, co jednak się nie potwierdziło w praktyce.

                                                    Moim zdaniem błąd rektora, zresztą innego niż ten który ustanowił obecnie kierownictwo BU (w 2002 r.), polegał na braku reakcji na niepokojące sygnały dochodzące z BU - o konflikcie z pracownikami, o tej kradzieży, o dalszych konfliktach z pracownikami (z kolejnymi grupami pracowników), wreszcie o odchodzeniu Biblioteki od prac, którymi powonna się statutowo zajmować (gromadzenie księgozbioru i opracowanie swoich zbiorów, zwłaszcza tych zabytkowych).

                                                    To szokujące, ale ekipa rektorska bez żadnej reakcji zaakceptowała zmianę kierunku aktywności BU, którą zarządziła przecież obecna dyrekcja, na zajmowanie się grantami, które z pracą i zadaniami BU, zapisanymi w rozporządzeniach podpisanych przez obecnego rektora, zupełnie nie miały związku (albo co najmniej niewiele go miały).

                                                    Wyraźnie mamona przesłoniła wszystkim jasność widzenia! Stąd takie ekscesy jak przekwalifikowanie bibliotekarzy z Piasku w 2010 r. , w trybie przymusowym w praktyce, na wykonawców grantów p. Żurka (i sama kariera tego ostatniego) i w końcu bezsensowne zwolnienie 22 bibliotekarzy.

                                                    No i sama "reorganizacja" z 2011, pretekst dla tych zwolnień, choć w dużej mierze pozorna, to miała też zupełnie praktyczne, negatywne konsekwencje.

                                                    Np. pogorszenie bezpieczeństwa zbiorów specjalnych, które, przecież kiepsko opracowane, zaczęto udostępniać w jednej, ogólnej czytelni, której personel nie zna przecież udostępnianych książek z Oddz. Starych Druków, Rękopisów, czy innych.

                                                    Zlikwidowano Gabinet Śląsko-Łużycki, właściwie nie wiadomo dlaczego, a przecież zbiory o tej tematyce to podstawowy atut BU i w dużym stopniu racja jej istnienia.

                                                    W dodatku księgozbiór Gabinetu oddano pod nadzór personelowi Czytelni, któremu już i tak przybyło poważnie obowiązków z racji przejęcia udostępniania zbiorów naprawdę specjalnych.

                                                    Wszystko to nie ma przecież żadnego sensu, podobnie jak tłumaczenie, że miało to służyć "przećwiczeniu" funkcjonowania struktury organizacyjnej przewidzianej dla nowego budynku BU, co przecież z dosć oczywistych powodów w praktyce nie było możliwe (stare budynki są jednak od strony funkcjonalnej zupełnie inne).

                                                    To wszystko, co stało się w BU od końca 2007 r. to niezły odjazd. I nikt, poza załogą, na to nie reagował.
                                                  • Gość: Stefan Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.06.13, 19:21
                                                    Wszystko to prawda, ale co z tego ,robią co chcą. Wiedziały o piciu w pracy na Szajnochy, było im to na rękę , bo szef trzymał ludzi za mordę, dosłownie.Ale czy tam pracowali skazańcy,więźniowie, żeby była potrzebna taka dyscyplina.To chore fobie,kompleksy osoby która dostała, całkiem przypadkiem stanowisko zastępcy.
                                                  • Gość: bibliotekarka Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.06.13, 20:33
                                                    "Ale czy tam pracowali skazańcy,więźniowie, żeby była potrzebna taka dyscyplina."

                                                    Nie tam nie pracowali skazańcy ani więźniowie, tam pracowali bardzo dobrze wypełniający swoje obowiązki pracownicy Biblioteki Uniwersyteckiej. Ale ich skarg nie słuchała dyrektorka. Dyrektorka nie czuła i nie rozumiała ich problemów bo nigdy nie zapoznała się w Magazynie ze specyfiką ich jakże ważnej i odpowiedzialnej pracy. Dowodem jej ignorancji był zakaz wcześniejszego niż 6:50 rozpoczynania pracy nawet w okresie wzmożonego wypożyczania książek. Ci co przychodzili za wcześnie nie byli wpuszczani do budynku i czekali na ulicy. Nie mogli włączyć drukarek, Nie mogli odrywać wydrukowanych rewersów. Nie mogli odszukać książek i dać ich na stół przy drzwiach do Wypożyczalni. Ale w tych ich miejscach pracy nigdy nie postała noga dyrektorek. A powinna.
                                                  • Gość: Marek Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.06.13, 13:37
                                                    To hańba dla całego Uniwersytetu i powinna być dla Rektora, że toleruje takich przełożonych, którzy nie szanują i wręcz krzywdzą swoich wieloletnich pracowników. Nie wiem , co mogło by się stać jeszcze podlejszego, żeby ktoś zareagował.
                                            • Gość: JG Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.06.13, 01:19
                                              > Nie widzi wpadek organizacyjnych i decyzyjnych. Nie widzi tłamszenia inicjatyw pracowników. Nie widzi albo nie chce widzieć.

                                              założyłbym się, że widzi, ale się tym nie zamartwia.
                                          • Gość: JG Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.06.13, 02:04
                                            > Jak długo pozwolicie sobą pomiatać?

                                            No, bez takich emocji. Na pewno jeszcze długo.

                                            Jedyna w zasadzie instytucja, która umożliwia załodze kontrolowanie samowoli administracji, to związki zawodowe. Tymczasem na Uniwersytecie są one słabe, w dodatku wśród 22 zwolnionych był niemal cały zarząd bibliotecznego koła ZZ "S", więc zostały osłabione jeszcze bardziej.

                                            Ale mimo tej słabości dają możliwość legalnej walki o swoje interesy i pewne sukcesy w tej kwestii udało sie odnieść - jak się chce coś zmienić i jest się w tym wytrwałym to można. Nawet w takiej mizerii. Ale trzeba chcieć i działać sensownie.
                                            Dzięki ZZ "S" udało się przecież wywalczyć w sądzie zwrot bezprawnie zabranych uprawnień pewnej grupie bibliotekarzy. Udało się też przywrócić do pracy kol. Sławka.

                                            Żyjemy co prawda w demokracji, ale nie znaczy to, że demokracja i praworządność istnieją w naszym kraju tak same z siebie. Niestety, żeby było praworządnie i demokratycznie trzeba się osobiście do tego przyłożyć. Nic samo sie nie dzieje. Trzeba wykorzystywaćc możliwości, które daje demokracja.

                              • Gość: stara generacja Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.03.13, 18:11
                                Byłam na przedwyborczym spotkaniu z JM Rektorem Bojarskim. Obiecał bardzo wiele. W mojej ocenie były to tylko przedwyborcze obietnice o których zapomina się następnego dnia po wyborach.
                                Poczytałam ten "Przegląd Uniwersytecki" Nr 9a z 2008 roku. Oto co powiedział JM Rektorem Bojarski zaraz po wybraniu go na rektora:
                                "Chcę być Rektorem całej społeczności uniwersyteckiej. Bliskie mojemu sercu są problemy, profesorów, ... pracowników ... biblioteki. Zwłaszcza Ci ostatni, ze względu na ich ciężkie położenie finansowe zasługują na szczególne zrozumienie."
                                Teraz wiemy co znaczyło to szczególne zrozumienie.
                                Rozwiązanie Gabinetu, zwolnienie 22 bibliotekarek i bibliotekarzy, degradacja zasłużonej i długoletnie kadry kierowniczej która doprowadziła do komputeryzacji Biblioteki Uniwersyteckiej na przełomie obecnego i poprzedniego wieku, nieliczenie się z petycjami podpisywanymi przez praktycznie całą społeczność z Piasku.
                                • Gość: inny czytelnik Artykuł prof. Migoniowej IP: *.ssp.dialog.net.pl 19.03.13, 21:48
                                  Miałem nadzieję, że prof. Migoniowa jako przewodnicząca Rady Bibliotecznej dostrzegła wreszcie, że problemem biblioteki jest nie tylko niski budżet, ale i fatalne relacje na linii dyrekcja - pracownicy i o tym napisała. To jest, a w każdym razie powinna być dla tego organu tak samo ważna sprawa, jak środki na zakup zbiorów. Nigdy bowiem w powojennej historii tej biblioteki tak nie rozprawiono się z zasłużonymi bibliotekarzami i nigdy tak nie przeputano ich przeze wiele lat nabywanego doświadczenia i wiedzy.
                                  • guinnes.2010 Re: Artykuł prof. Migoniowej 19.03.13, 22:08
                                    Watykan się demokratyzuje, Uniwersytet nie. Tu gronostaje są nadal trendy.
                                    • Gość: bibliotekarka Re: Artykuł prof. Migoniowej IP: *.wroclaw.vectranet.pl 23.03.13, 14:22
                                      W ostatnim, cytowanym na tym forum rankingu uczelni nasz Uniwersytet Wrocławski wypadł bardzo źle.
                                      Patrząc jak JM Rektor postępuje z Biblioteką Uniwersytecką można domniemywać, że podobne marnowanie okazji, szans i ludzi ma miejsce i w innych jednostkach organizacyjnych Uniwersytetu Wrocławskiego.
                                      • Gość: JG Re: Artykuł prof. Migoniowej IP: *.wroclaw.vectranet.pl 23.03.13, 15:32
                                        > Patrząc jak JM Rektor postępuje z Biblioteką Uniwersytecką można domniemywać, ...

                                        założyłbym się jednak o sporą sumę (gdybym ją miał), że wiadomości z "Wprost" (i ew. innych periodyków) nie zakłocają dobrego samopoczucia Magnificencji etc. Chyba już od dawna w tym biznesie nie chodzi o dobre wyniki w nauce.

                                        Zatem - to prosty wniosek - planując cokolwiek na przyszłość, warto mieć powyższą okoliczność na uwadze (czyli nieco inne priorytety decydentów, niżby to wynikało z ustawowych, powiedzmy, założeń).

                                        Niestety, ci bibliotekarze, którzy chcieliby coś zrobić dla swojej instytucji, nie mają i długo nie będą mieli łatwo.
                                        • Gość: Bibliotekarz Re: Artykuł prof. Migoniowej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.03.13, 20:48
                                          Szanowny Panie JG, Szanowne Panie i Szanowni Panowie!

                                          Nie rozumiem niechęci Państwa do Pana Rektora. Skąd podejrzenia, że nasz Rektor nie przejmuje się sytuacją Uniwersytetu. Gdyby tak było, Uniwersytet nie znajdowałby się w tak dobrej kondycji, w jakiej się znajduje. Po wielu nie najlepszych latach jego poprzedników i wręcz tragicznym okresie 2005 - 2008, Uniwersytet wyszedł na prostą,doskonale się rozwija.
                                          Nie słychać wyrazów niezadowolenia. Prasa o Uniwersytecie pisze tylko dobrze. Uczelnia cieszy się bardzo dobrą opinią Prezydenta Dutkiewicza, który wyróżnił naszego Rektora Nagrodą Prezydenta. Nigdy jeszcze żaden rektor takiej Nagrody nie otrzymał. O randze Uczelni świadczy także liczba Doktoratów Honorowych nadanych Rektorowi przez znane uczelnie zagraniczne i ogromne zainteresowanie młodzieży studiami na Uniwersytecie Wrocławskim.

                                          Nastroje na uczelni są najlepsze od 1945 roku. Nie ma kłótni ani awantur. Słyszałem, że posiedzenia Senatu przebiegają w bardzo dobrej, przyjacielskiej atmosferze. Od prawie pięciu lat na posiedzeniach Senatu nie było awantur ani nawet sporów. Oczywiście pojawiają się wystąpienia jednego z senatorów - można domyślać się czyje - pełne nienawiści do Uczelni i jej władz, ale są one ignorowane przez wszystkich innych uczestników posiedzeń, którzy rozumieją, że jest to wynik frustracji.
                                          • Gość: JG Re: Artykuł prof. Migoniowej IP: *.wroclaw.vectranet.pl 24.03.13, 23:19
                                            > Od prawie pięciu lat na posiedzeniach Senatu nie było awantur ani nawet s
                                            > porów.

                                            Zwłaszcza powyższy obrazek z uniwersyteckeij sielanki jest budujący. Poza cmentarzami, taki idealny spokój panował również w takich gremiach jak KC PZPR, Rada Państwa, czy Sejm PRL (za dobrych czasów).

                                            • Gość: bibliotekarka Re: Artykuł prof. Migoniowej IP: *.wroclaw.vectranet.pl 26.03.13, 00:03
                                              I dlatego Uniwersytet Wrocławski w rankingach uczelni polskich nie jest na czołowym miejscu.
                                        • Gość: matrix Re: Artykuł prof. Migoniowej IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.04.13, 19:37
                                          > Niestety, ci bibliotekarze, którzy chcieliby coś zrobić dla swojej instytucji, nie mają i długo nie
                                          > będą mieli łatwo.
                                          Mój przełożony u nas w pokoju mówi często co warto zmienić lub usprawnić. Ale nigdy tego nie mówi poza nim.
                                          • Gość: BARTEK Re: Artykuł prof. Migoniowej IP: *.centertel.pl 11.04.13, 12:33
                                            Wiele lat trwało pijaństwo i libacje alkoholowe, to nic dziwnego, że doszło i do kradzieży.Ci którym się to nie podobało, przenosili się na Piasek albo wylatywali z pracy. Jedna z wicedyrektorek na zebraniu kierowników powiedziała, pił bo było zimno dla rozgrzewki.
                                • Gość: JG Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 19.03.13, 22:18
                                  > Teraz wiemy co znaczyło to szczególne zrozumienie. Rozwiązanie Gabinetu,
                                  > zwolnienie 22 bibliotekarek i bibliotekarzy, ... nieliczenie się
                                  > z petycjami podpisywanymi przez praktycznie całą społeczność z Piasku.

                                  No właśnie, takie rzeczy zawsze się mówi tym, którzy tego oczekują. Słowa nic nie kosztują.
                                  Tymczasem, rzeczywistość jest, jak każdy widzi. BU chyba nie ma w niej dobrych szans.
                                  Uniwersytet, jak tu ogłosiła/ogłosił Bibliotekarz "jest najlepszą po Politechnice uczelnią w południowo-zachodniej Polsce" i pewnie rzeczywiście "kształci najwięcej młodzieży w tym regionie". Przy takim ilościowym podejściu do "kształcenia" książki nie są już takie ważne, niektórzy nawet mówią, że zupełnie zbędne - "Internet wystarczy".

                                  Łatwo zrozumieć, że w takich okolicznościach rozwój wypadków, który nastąpił po przyjęciu grantów p. Żurka, przy preferencjach magnificencji i Dyrekcji BU, był w zasadzie nieuchronny. Wydawanie pieniędzy na kosztowne w końcu zagraniczne książki, niespecjalnie wg decydentów potrzebne, nie miało szans na zrozumienie. Zresztą słusznie, największe sukcesy UWr. odniósł bez tych książek, których nigdy nie zakupił.

                                  Dla samej BU taka sytuacja nie rokuje jednak przesadnie dobrze na przyszłość. Obecny magnificencja może z powodzeniem wygrać i kolejne wybory - to oczywista konsekwencja sukcesów, o których pisała/ pisał Bibliotekarz, i stanu samego Uniwersytetu, przodującego przecież, jak wiemy.

                                  Ratunkiem może być zatem wyodrębnienia tzw. Biblioteki Głównej (albo przynajmniej Zbiorów specjalnych) z Uniwersytetu i przekształcenie jej w samodzielną placówkę naukową skupioną na utrzymaniu i opracowaniu własnych zbiorów.

                                  Wydawać się to może celem obecnie mało realnym, ale jakość zbiorów i kwestia ich utrzymania we wlaściwej kondycji może przebiją się w końcu do świadomości tych, którzy z racji swoich obowiązków, czy też z powodu pozycji w tzw. życiu kulturalnym, powinni rozumieć wagę tych zbiorów dla kultury kraju. Samodzielność jest dla BU szansą na lepszą przyszłość.
                                  • Gość: inny czytelnik Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: 78.10.84.* 29.03.13, 21:14
                                    Od dawna uważam i tu i ówdzie o tym mówię, że Uniwersytetu Wrocławskiego nie stać - ani finansowo, ani mentalnie - na bibliotekę z tak cennymi zbiorami, których wagi nie dostrzega, nie docenia i uważa raczej za kłopot niż skarb, o który należy się troszczyć i którym można się chlubić W tym samym mieście jest biblioteka, która wie jak to się robi i korzysta z tej wiedzy.
                                    • Gość: administrator Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.adsl.inetia.pl 01.04.13, 10:05
                                      Masz rację, tylko nie Ty to wymyśliłeś.
                                      Od dawna są już prowadzone tajne negocjacje w tej sprawie. Podobno dogadano się już co do przekazania zbiorów, budynków i terenu. A teraz dogadywane jest przekazanie personelu związanego z tymi zbiorami. Tamta biblioteka chce przejąć tylko część personelu. Nasza ma nóż na gardle i chce przekazać wszystkich aby obniżyć koszty. To duża oszczędność pozbyć się tych kosztów.
                                      Reszta załogi ma zostać na Szajnochy. Zbiory potrzebne studentom też. Nowa Biblioteka ma być przekazana do celu dydaktycznego i ma scalić w jednym budynku porozrzucane po mieście jednostki. Mają one coraz mniej studentów.

                                      administrator

                                      • Gość: profesor Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.04.13, 11:53
                                        Rozumiem, że to miał być żart na Prima Aprilis. Ale jakieś tajne rozmowy zawsze były i dalej są prowadzone. Nie wiem z kim i o czym negocjuje obecny rektor, ale kilkanaście lat temu, gdy podejmowano decyzję o budowie biblioteki, ważnym czynnikiem wyznaczającym lokalizację i tak zwany projekt funkcjonalny były plany połączenia Uniwersytetu z Papieskim Fakultetem Teologicznym. Stąd lokalizacja biblioteki w miejscu bardzo niedogodnym dla uniwersyteckich humanistów (chemikom ta biblioteka nie jest potrzebna) oraz projekt wybudowania kilkudziesięciu cel dla zakonników. Niektóre zostały do tej pory, a część na skutek protestów niewtajemniczonego w plany prorektora zlikwidowano. Było to powodem protestów wykonawcy, gdyż zmiany (likwidację części cel) wprowadzona już po rozpoczęciu budowy. Nie wiem, czy wiele osób wie, że także podstawowe założenia do budowy biblioteki, takie jak na przykład kierunek głównych osi, został zaczerpnięty z zasad obowiązujących przy budowie średniowiecznych klasztorów.
                                      • Gość: były humanista Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 02.04.13, 22:26
                                        JM Rektor nie ma rozeznania co do zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej. Jasno to widać po tym jak postąpił z Gabinetem Śląsko-Łużyckim.
                                        • Gość: Stefan Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.centertel.pl 03.04.13, 12:45
                                          Co ze sprawą kradzieży książek na Szajnochy?
                                          Jakie są straty i ile książek zginęło ?
                                          Czy tylko jedna osoba odpowie za to?
                                          Gdzie był nadzór nad tak docenianym i chronionym kierownikiem.
                                          • Gość: matrona Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 03.04.13, 23:48
                                            To jest sprawa między prokuratorem, rektorem i dyrektorką. Wyjaśnienie tej sprawy to ich dzieło.
                      • Gość: JG Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 11.03.13, 00:42
                        > W liście tym Pani Profesor zwraca się do ówczesnego rektora Pana Rektora Pachol
                        > skiego.

                        To zadziwiające, przecież list datowany jest "Wrocław, 8 lipca 2008 r.", wtedy co prawda rektorem był p. Pacholski, ale przecież - cytując ten sam numer "Przeglądu Uniwersyteckiego": " Kolegium Elektorów wybrało 6 maja 2008 r. profesora Marka Bojarskiego na rektora Uniwersytetu Wrocławskiego w kadencji 2008–2012." Jaki więc sens miało zwracanie się do kogoś, kto już opuszczał swój urząd?

                        Ten list trzeba chyba interpretować jako skierowany do rektora-elekta, inaczej nie ma on sensu. Nie wiem, czy ten ostatni przeczytał ten tekst (z którym jednak powinien się zapoznać), wiadomo natomiast co w sprawie BU zrobił (zwolnił 22 pracowników).

                        A problemy, o których pisze tak słusznie pisała p. Profesor, istniały i przed rektorem Pacholskim, w zasadzie od dziesięcioleci. Po części - i to dużej - była tu winna sama Biblioteka i bibliotekarska korporacja, która ma decydujący (jak dotąd) wpływ na obsadę posady dyrektora tejże, z ostatnim włącznie.

                        Przecież to z niedowładu BU wynikła pragmatyczna decyzja odłączenia od niej (w 1997 r., zdaje się) tzw. bibliotek zakładowych, obecnie zwanych specjalistycznymi. Po prostu instytuty wzięły sprawy zaopatrzenia bibliotek we własne ręce i nie sposób im odmówić słuszności.

                        W tym kontekście obnażają się słabe strony diagnozy p. Profesor - są i takie (nobody is perfect) - jak np następująca:
                        "Nie jest sytuacją normalną, gdy w uniwersalnej bibliotece uczelnianej 75% zakupów dokonywanych jest przez biblioteki specjalistyczne (zakładowe) z budżetu jednostek naukowo-dydaktycznych, które nie mają możliwości i kompetencji do budowania kolekcji
                        ogólnonaukowej, konsekwentnie uzupełnianej i konstruowanej."

                        To jest opinia, którą wygłoszono ponad dziesięć lat po owym pragmatycznym wyłączeniu bibliotek zakładowych. Zrobiono to w dużym stopniu dlatego, że to BU nie radziła sobie z zadaniem kierowania tymi bibliotekami. Zresztą jak miała sobie radzić, skoro zajmowały się tym 2 panie, krążące po tych bibliotekach. Katalog zbiorów tych bibliotek nawet istniał na Szajnochy (może dalej tam stoi), ale był tak niepełny, że mało kto z niego korzystał. Akurat bibliotekom
                        specjalistycznym (wg nowej terminologii) "kompetencja do budowania kolekcji ogólnonaukowej" jest zbędna - kompletują to co jest potrzebne w danym instytucie i to jest w porządku, jeśli to faktycznie robią.

                        Co to jest "kolekcja ogólnonaukowa"? nie mam zbyt jasnego pojęcia, jakoś sobie tego nie wyobrażam, może wyjąwszy kolekcję kompendiów, encyklopedii i słowników. Publikacje naukowe, jeśli takowymi są, zwykle odznaczają się dużą konkretnością i specjalizacją w swojej tematyce. Oczywiście jest coś takiego jak historia nauki, dziedzina też wyspecjalizowana, jest też szeroki obszar literatury popularnonaukowej, nie sądzę jednak, żeby to było szczególnie potrzebne na Uniwersytecie. Tu są niezbędne publikacje naukowe, bez dwóch zdań.
                        Zatem może bibliotekoznawcy powinni zmienić założenia teoryteczne swojego fachu, żeby taką sytuację, jak pluralizm bibliotek naukowych na uniwersytecie, dało się uznać za rzecz normalną?

                        Jak wygląda w praktyce gromadzenie takiego specjalistycznnynego zbioru za kadencji obecnej dyrekcji przekonałem się na własnej skórze, kiedy to 6 latach pracy w tej dziedzinie, pod groźbą kar dyscyplinarnych zakazano mi zajmowania się tym. Mimo, że w tym momencie, kiedy rzecz się działa (późna jesień 2007 r.) chodziło już tylko o przekazanie listy dezyderatów Oddziału Rękopisów do bazy w Oddziale Gromadzenia - jakieś półtora tysiąca książek, które powinny znaleźć się w specjalistycznym ksiegozbiorze BU, jedynym takim w tej części Polski. Te półtora tysiąca tytułów zebrał głównie mój poprzednik, który przez 10 lat pracy w OR głównie się tym zajmował. Ja to "ubazodanowiłem", zweryfikowałem i miałem przekazać do Działu Gromadzenia, żeby mieli orientację w zakupach, bo nade mną zbierały się już wtedy czarne chmury i trzeba było się spieszyć.

                        W Gromadzeniu używali serwera MySQL kodującego literki jakoś inaczej niż mój komputer, więc trochę miałem dodatkowej roboty z konwersją danych, i nagle w środku tej roboty zabroniono mi tego, co gorsze w Gromadzeniu przestano odpowiadać na moje maile. Koniec kontaktu z Gromadzeniem, mimo, że już się umówiłem co do detali.
                        Lista jest więc dalej u mnie, mimo, że w BU już nie pracuję. Cała robota moja (może niezbyt wielka) i dziesięciolecie wysiłĸów kolegi LS poszło na marne.

                        Tak to więc w praktyce wyglądało kompletowanie specjalistycznego księgozbioru w BU. Problem, dość zasadniczy dla biblioteki ponoć naukowej, nagle przestał istnieć. Weszliśmy w erę grantów p. Żurka.

                        "Dramatyczne luki powstają w zasobach światowej – zagranicznej literatury." - to trzeba zamienić na tryb dokonany - te luki przecież już dawno powstały, całe dziesięciolecia przed ogłoszeniem tego przez p. Profesor. I przed rektorem Pacholskim, który niczym specjalnym w ramach stosunku władz uczelni do BU się nie wyróżniał (ale np. za jego kadencji uporzadkowano sytuację prawną Nowej BU po aferach w poprzednich latach).

                        Problem zaległości w pozyskiwaniu książek do Biblioteki istniał już niewątpliwie w okresie "komuny". Wiadomo, wtedy trzeba było kupować je za dewizy, które bardziej były potrzebne na budowę huty "Katowice" i "drugiej Polski".
                        • Gość: Harry Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.ssp.dialog.net.pl 26.03.13, 19:13
                          > Lista jest więc dalej u mnie, mimo, że w BU już nie pracuję.
                          > Cała robota moja (może niezbyt wielka) i dziesięciolecie wysiłków kolegi LS poszło na marne.
                          Ja tu czegoś nie rozumiem. Biblioteka nie była zainteresowana owocami Waszej pracy?
                          Przecież tu chodzi o Rękopisy.
                          To za co w takim razie odpowiada kierowniczka Oddziału Rękopisów, z-ca dyrektora, ..
                          • Gość: JG Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 26.03.13, 22:39
                            > Ja tu czegoś nie rozumiem. Biblioteka nie była zainteresowana owocami Waszej pr
                            > acy?

                            No, nie była. Mimo, że Uniwersytet za nią płacił. Kilkanaście lat w sumie, jeśli chodzi o kompletowanie książek naukowych. W XXI w. chyba zmieniły się Bibliotece "priorytety" (nie mylić z zadaniami sformułowanymi w różnych statutach, te z grubsza się nie zmieniły). Stało się to wyraźne gdzieś od końca 2007, kiedy ważne stały się granty p. A.Ż.

                            Zresztą to można nawet zrozumieć - zagraniczne książki naukowe, a o takie tu chodziło (krajowa produkcja w tym względzie jest niespecjalnie okazała), są po prostu drogie, tak od 50 EUR się zaczynają, więc moja próba przemycenia do działu zajmującego się zakupami listy książek potrzebnych w Oddziale Rękopisów musiała na tyle wkurzyć zwierzchnictwo, że podjęło wobec mnie zdecydowane (trzeba przyznać) kroki.

                            Lista liczyła ca 1000 pozycji, więc można to zrozumieć. Przy okazji, jest to miara zaległości BU w literaturze naukowej, dotyczącej tylko szeroko rozumianej kodykologii.

                            > To za co w takim razie odpowiada kierowniczka Oddziału Rękopisów, z-ca dyrektor
                            > a, ..

                            A to jest dość proste - w tym samym okresie ważne stały się granty (p. Żurka i p. Dyrektor i jeszcze jeden, też realizowany na Uniwersytecie) i sprawozdawczość. Za sprawozdawczość (konkretnie jej kontestowanie) zaliczyłem nawet ostatnio prawomocny już wyrok (na szczęście nie chodziło o dekapitację, i tak zakazaną).
                      • Gość: bibliotekarka Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.wroclaw.vectranet.pl 13.03.13, 22:09
                        W dalszej części Pani Profesor stwierdza:
                        "Głos Rady – stanowiącej przecież „organ opiniodawczy Rektora” – nie był brany
                        pod uwagę, a powołanie Rady okazało się jedynie wypełnieniem formalnych wymogów
                        Ustawy. Od kilku lat – co Władze Rektorskie doskonale wiedzą – zmniejszany jest
                        sukcesywnie budżet Biblioteki (por. Załącznik nr 1). W roku 2007 był on o blisko
                        20% niższy od budżetu na rok 2005. Oznacza to nie tylko utrzymywanie na poziomie
                        żenująco niskim i drastycznie odbiegającym od poziomu uposażeń w innych
                        bibliotekach uniwersyteckich płac bibliotekarzy Biblioteki Uniwersyteckiej, lecz
                        także załamanie w wypełnianiu statutowych zadań Biblioteki w tak podstawowym
                        wymiarze działalności, jak gromadzenie zbiorów. Rok 2007 był piątym już kolejnym
                        rokiem, w którym spadły kwoty przeznaczane na uzupełnianie zbiorów – źródłem ich
                        pomnażania stają się jedynie dary i egzemplarz obowiązkowy, który pozwala na
                        kompletowanie wyłącznie polskiej produkcji wydawniczej. Dramatyczne luki
                        powstają w zasobach światowej – zagranicznej literatury. "
                        Po tym co wyprawiał JM Rektor Bojarski widać że nie czytał tego co miała do powiedzenia Pani Profesor Migoniowa, albo kompletnie nie zrozumiał Jej przesłania.
                        • Gość: stara generacja Re: Mobbing w BU ma 4 lata IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.03.13, 17:59
                          JM Rektor w specyficzny sposób zadbał o pracowników Biblioteki Uniwersyteckiej - zwolnił 22. Tam gdzie się wychowałam kwitowano takie postępowanie że każdy orze jak może.
    • Gość: bibliotekarka Wesołych Świąt Wielkanocnych IP: *.wroclaw.vectranet.pl 31.03.13, 00:58
      Bibliotekarkom i Bibliotekarzom życzy bibliotekarka!
    • Gość: Jola Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.centertel.pl 06.04.13, 16:00
      Bardzo dużo osób jest ciekawych.
      • Gość: Kamil Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.centertel.pl 07.04.13, 11:31
        Z tego co wiem sprawdzanie trwało bardzo długo i braków jest dużo, ale co z tego pozamiatają pod dywan.
    • Gość: ASIA Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.centertel.pl 08.04.13, 19:43
      Zadowoleni? Zastraszeni zwolnieniami, to jedno udało się doskonale, może jeszcze szczęśliwi, że to nie padło na nich.
      • Gość: Wiktor Re: Mobbing w B i b l i o t e c e Uniwersyteckie IP: *.centertel.pl 09.04.13, 18:29
        Mnie ciekawi co w sprawie kradzieży książek na Szajnochy?
    • Gość: bibliotekarka Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławskim IP: *.wroclaw.vectranet.pl 11.04.13, 22:04
      forum.gazeta.pl/forum/w,72,143669381,143836068,Zachecam_do_zapoznania_sie_z_uniwersytetorealizmem.html
      Definicja i krótkie omówienie.
      • Gość: matrona Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 12.04.13, 20:30
        Piękna analogia do socrealizmu. A tamtejsze forum zrobiło się w połowie biblioteczne. Dzięki Panu Janowi.
        • Gość: JG Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 13.04.13, 13:52
          > ... A tamtejsze forum zrobiło się w połowie biblioteczne.

          Teraz już nawet zostało przez sprawy biblioteczne zdominowane. W zasadzie obecnie to już jest wyłacznie wątek biblioteczny, na swój sposób zresztą ciekawy. Ale, jak widać, nikogo spoza środowiska BU nie interesuje. Mimo, że pojawiają tam i całkiem ciekawe wątki, takie ogólnoakademickie.
          • Gość: matrona Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 18.04.13, 21:24
            "wątek biblioteczny, na swój sposób zresztą ciekawy."
            Kolega absolwent niewątpliwie starał się przypiąć łatkę Bibliotece Na Piasku i jej pracownikom. Sugestia że za tym nickiem może kryć się p. P. jest wielce prawdopodobna.
            Na tym forum niezwykle rzadko zdarzają się ataki na Bibliotekę Uniwersytecką i osoby w niej zatrudnione. A p. P. była znana z tego że publicznie źle wyrażała się o bibliotekarkach i bibliotekarzach.
            • Gość: Bibliotekarz Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.04.13, 22:23
              Chyba PAN P. a nie pani P. To chyba jasne. Jakie szczęście, że jest już od wielu lat na śmietniku historii. To nasza zasługa!! Nasz strajk był jego początkiem końca!
              • jg_gw Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk 18.04.13, 22:58
                > Chyba PAN P. a nie pani P.

                chyba jednak "pani P."
              • Gość: matrona Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 19.04.13, 22:00
                Pozwolę sobie zacytować poprzedni wpis:
                "p. P. była znana z tego że publicznie źle wyrażała się o bibliotekarkach i bibliotekarzach. "
                • jg_gw Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk 19.04.13, 23:45
                  Te jej "biznesowe" przechwałki wynikaly chyba z tego, że załapała się na grant p. Żurka. Jakoś innych powodów do tak dobrego samopoczucia nie można się dopatrzec. Ale ten grant - 2 mln PLN, zdaje się - to jednak w liczbach bezwzględnych (złotówek) prezentuje się nieźle.
                  • Gość: matrona Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 23.04.13, 20:55
                    Jedną z przyczyn konfliktu w Bibliotece Uniwersyteckiej było to, że bibliotekarki i bibliotekarze chcieli nadal pracować w uniwersyteckiej bibliotece naukowej, a dyrektorka chciała przekwalifikować ich na maszynkę do realizacji grantów.
                    • Gość: matrix Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.04.13, 21:33
                      > Jedną z przyczyn konfliktu w Bibliotece Uniwersyteckiej było to, że bibliotekarki i
                      > bibliotekarze chcieli nadal pracować w uniwersyteckiej bibliotece naukowej, a dyrektorka
                      > chciała przekwalifikować ich na maszynkę do realizacji grantów.
                      Dla kogoś kto chce pracować w Bibliotece praca w Bibliotece Uniwersyteckiej we Wrocławiu wydaje się szczytem marzeń. Niestety dyrekcji udało się mi tę pracę obrzydzić. Osobiście nie znoszę zamordyzmu. Zwolnieni 22 zasłużonych bibliotekarek i bibliotekarzy, wieloletnich doświadczonych pracowników, to było ukoronowanie tego zamordyzmu. Tak jak by nie wystarczyło zdegradować kilkanaście osób ze stanowisk kierowniczych mających wybitne osiągnięcia zawodowe i organizacyjne.
      • Gość: stara generacja Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.04.13, 18:05
        Metody zarządzania JM Rektora są iście nowatorskie. W kilkudziesięcioletniej znanej mi współczesnej historii Biblioteki Uniwersyteckiej nigdy nie zwolniono 22 bibliotekarek i bibliotekarzy, nie zdegragowano kilkunastu kierowniczek i kierowników oddziałów i sekcji, nie rozwiązano demokratycznie wybranej reprezentacji załogi. nie zamknięto sztandarowego, regionalnego oddziału. A wszystko w imię obrony dyrektorki nie umiejącej nawiązać racjonalnej współpracy z załogą.
        Ale w końcu w tym ciemnym tunelu pojawiło się światełko. JM Rektor konsultował z emerytowanym dyrektorem Biblioteki Uniwersyteckiej swoje wątpliwości co do planu przeprowadzki do budynku Nowej Biblioteki opracowanego przez obecną dyrektorkę.
        Dyrektorka ma gadane, które łyka bez zmrużenia oka JM Rektor, ale koncepcja dyrektorki przeprowadzki do Nowej Biblioteki, za którą idą konkretne wydatki pieniężne już konsultował z poprzednim dyrektorem.
        Dyretorka rządzi autokratycznie, nie opuszczając gabinetu. Poprzedni dyrektor był znany z tego, że codziennie wędrował po oddziałach, że ważkie dycyzje podejmował po długotrwałych i szerokich konsultacjach. I chyba ta ocena starej i nowej dyrekcji zmusiła JMR do zasięgnięcia opinii poprzedniego dyrektora posiadającego tytuł naukowy, legitymujący go do piastowania tak odpowiedzialnego i istotnego dla całej uczelni stanowiska.
        • Gość: matrona Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 27.04.13, 21:48
          Ostrożność JM Rektora przy zasiedlaniu Nowej Biblioteki wynika z wpadki Uniwersytetu przy inwestycji z ul. Joliot-Curie 14a czyli KEBB. Brakuje tam windy towarowej dla przewożenia wielkogabarytowego sprzętu. Brakuje klimatyzacji, brakuje żaluzji w salach wykładowych i seminaryjnych, brakuje umywalek w pokojach biurowych, fatalnie zaprojektowano wyciągi chemiczne - w trzech laboratoriach na 2 pietrze trzeba zamknąć okna na głucho bo wszystkie wyziewy z laboratoriów Wydz. Chemii będą emitowane prosto w te okna. W holu głównym filary są z malowanego betonu, a schody mają poręcze z polerowanego marmuru.
          Podobne kwiatki są w Nowej Bibliotece. Tam też zaoszczędzono na klimatyzacji. W środku też są polerowane marmury, a elewacja jest wyłożona nietrwałym piaskowcem.
          • Gość: Bibliotekarz [...] IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.04.13, 22:33
            Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
            • Gość: JG Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 28.04.13, 13:07
              > Za to wszystko odpowiada poprzedni rektor. ...

              No proszę, znowu nieoceniona Bibliotekarz ze swoją alternatywną rzeczywistością, która rozegrała się najwyraźniej w niedostępnym nam wymiarze. Wracają nostalgiczne wspomnienia.

              > A także prokuratorzy, którzy jednak, nie wiadomo dlaczego, nie postawili mu zarzutów.

              Obstawiałbym wariant taki, że byli to prokuratorzy funkcjonujący w tym samym z grubsza wymiarze czasoprzestrzennym, co my. Stąd taki zawód.
              W tym naszym wymiarze wszystko jakby bardziej trywialne - niedowład organizycyjny, niekompetenty zarząd, któremu poszło głównie w wymowę albo upowszechnianie więziennej dyscypliny, brak funduszy itp. przypadłości. Szara rzeczywistość. Za PRL-u, o dziwo, było chyba lepiej.
              • Gość: zaintrygowany Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.04.13, 14:13
                Uwaga! Uwaga! Oto w 29.04. nadejdzie wiekopomna chwila pokazania przez p. Ż. w Oratorium Marianum jego słynnej "bazy niewidki'! Zbliża się termin, już kilkakrotnie przedłużany, zakończenia jego słynnych wielomilionowych projektów. Ciekaw jestem, co też z kapelusza p. Ż. tym razem wyskoczy. Czy znów oczaruje p. dyrektor i JM rektora? Zastanawiam się również nad tym, kto ten "spektakl", oprócz dyrektorki i p. Ż., w poniedziałek obejrzy, bo nie wiedzą o nim nawet pracownicy jego oddziału, a większość pracowników "Piasku" jest na urlopie.Tytuł spektaklu: "Śmiechu warte".
                • Gość: JG Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 28.04.13, 21:11
                  > Oto w 29.04. nadejdzie wiekopomna chwila pokazania przez p. Ż. w
                  > Oratorium Marianum jego słynnej "bazy niewidki'!

                  A to ma być ten projekt, który rzekomo zakończył się 14.12.2011 (SAI)? czy może już ten nowy, z 2010 r.?.

                  Oratorium Marianum - patrzcie państwo, czemu nie Aula Leopoldina? Może odprawią od razu mszę dziękczynną z powodu tego sukcesu?

                  Jeśli to ma być inauauracja tego pierwszego projektu, z 2007 r., to rzeczywiście może należy to obchodzić hucznie. Ponad 6 lat! Ile się w tym czasie zmieniło? a jak zmieniła się Biblioteka Uniwersytecka? Ho! ho!

                  BTW, czy Oratorium Marianum w ogóle posiada jakieś łącze internetowe o znaczącej przepustowości? Serwis miał być dostępny w Sieci (ie. Internecie), zatem wygodniej o jego sukcesie byłoby się przekonać z własnego komputerka, Oglądanie tego na ekranie laptopa p. Żurka (nawet za pośrednictwem projektora) było już możliwe w 2010 r., kiedy pierwszy raz demonstrował możliwości swojego systemu bibliotekarzom. Wtedy robiło to umiarkowane wrażenie.
                  Ale teraz? finisz, w Oratorium Marianum! Mam nadzieję, że prasę z całego kraju też zaprosili.
                  • Gość: matrona Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.05.13, 08:26
                    A może chodzi tu o „Imago Silesiae Inferioris online”. Mapy, plany i widoki Dolnego Śląska ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu?
                    Baza ta miała być dostępna od 30 kwietnia 2013 r. pod adresem:
                    dk.bu.uni.wroc.pl/imago/
                    Mi nie udało się tego zobaczyć.
                    • Gość: JG Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 01.05.13, 21:39
                      > A może chodzi tu o „Imago Silesiae Inferioris online”. Mapy, plany
                      > i widoki Dolnego Śląska ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej we Wrocławiu?

                      O ile dobrze pamiętam, to mapy (więc pewnie w jakimś stopniu i wodoki Dolnego Śląska) były udostępnione w Internecie jak jeszcze w BU pracowałem. Bez pomocy p. Żurka. To był wynik zaangażowania Oddziału Kartograficznego (niecałe 2 etaty), pomocy oddziału komputerowego i technologii Wujka Google.
                    • Gość: zaintrygowany Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.05.13, 18:34
                      Pokaz miał dotyczyć ostatnich projektów: Cymelia i chyba Imago też. Jakże żałuję, że nie mogłem obejrzeć spektaklu, ale do końca też nie mam pewności, czy się odbył. Może to tylko ściema p. Ż. Projekty są definitywnie zakończone, ale czy słynna baza jest już dostępna dla każdego, to się okaże niebawem. Pracownikom przedłużono jeszcze angaż o 2 miesiące, a co dalej to słodka tajemnica p. Ż. Wieść niesie, że znów wychodził sobie jakiś nowy projekt, ale czy dojdzie do realizacji, tylko p. Ż i spółka wiedzą. Każdy nowy projekt to dla p. Ż "być albo nie być"w BU.
                      • Gość: JG Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 02.05.13, 22:16
                        > Pokaz miał dotyczyć ostatnich projektów: Cymelia i chyba Imago też.

                        Na stronie BU z info o projrektach (oficjalna data modyfikacji: "01.02.2013") podano:

                        "Baza dostępna będzie od 30 kwietnia 2013 r. pod adresem:
                        dk.bu.uni.wroc.pl/imago/"

                        Po wejściu tamże ukazuje się tradycyjnie ekran błędu: "Not Found
                        The requested URL /imago/ was not found on this server. Apache/2.2.16 (Debian) Server at dk.bu.uni.wroc.pl Port 80"

                        Inny projekt - „Dziedzictwo Regionu i Europy”. Cymelia ze zbiorów Biblioteki Uniwersyteckiej ..." - też miał być dostępny tego samego dnia. Próba wejścia tamże kończy się podobnie ):

                        > Jakże żałuję, że nie mogłem obejrzeć spektaklu, ale do końca też nie mam pewności,
                        > czy się odbył. Może to tylko ściema p. Ż. Projekty są definitywnie zakończone, ale
                        > czy słynna baza jest już dostępna dla każdego, to się okaże niebawem.

                        Jedynym działającym miejscem, nb. prowadzącym do tej sławnej bazy, która miała być gotowa 3 lata temu, jest to:
                        dk.bu.uni.wroc.pl/sai/ ( Śląskie Archiwum Ikonograficzne. Projekt badawczy – rozwojowy)

                        Znalazłem to już w lutym. Wtedy mozna było trafić na interfejs tej sławnej bazy danych ale wyglądało to tak niezachęcająco, że nie sprawdzałem co tam jest. Teraz mozna stwierdzić, że dostępna jest tylko część tego SAI ("Obecnie udostępniane są moduły: Urbanistyka, [dk.bu.uni.wroc.pl/architektura/ : architektura i jej wyposażenie] obejmujące:..."). To ta sama baza danych, nawet w tej udostępnionej części niedokończona (w wielu miejscach puste zakładki).

                        Interfejs tego "ustrojstwa" nie odbiega przyjaznością dla użytkownika od MARCa21. Jak pisałem kiedyś, za tym wszystkim stoi niemiecko-konserwatorski MIDAS, więc pewnie jedynym w pełni usatysfakcjonowanym użytkownikiem tego będzie p. Żurek i jego współpracownicy. Inni pewnie będą musieli sobie przeczytać wcześniej jakąś instrukcję obsługi SAI. Wygląda na to, że nie będzie to nadmiernie zwięzła instrukcja, jak się kiedykolwiek pojawi.

                        W sumie, nawet działa, choć nie wiadomo, co będzie, jak zechce tam zajrzeć więcej ciekawskich. Są to w zasadzie obrazki, zlokalizowane (aczkolwiek zakładka z Google Maps wyśiwtla po prostu glob ziemski), ze zwięzłym opisem, czsem bardzo zwięzłym. Trudno ocenić merytoryczną wartość tego dzieła. Chyba zbyt pośpiesznie to robiono, pewnie nie brakuje błędów (ja np. trafiłem pod hasłem "romanizm" na gotycką fasadę fary w Lwówku). Zdjęcia wyświetla Flash, pomijając to, są nawet dobre.

                        Nie wiem, czy może to być konkurencja dla Hydralu, pewnie z powodu MISASa będzie tam można więcej metadanych wprowadzić. Skoro jednak w końcu jest, to może znajdzie jakieś zastosowanie? Czy warte było to 2 mln PLN? (zakładając, że tyle kosztowało) Trudno powiedzieć. Zawsze można powiedzieć, że dofinansowano w ten sposób "młode", agresywne nowe kadry BU (i nie tylko).

                        > Pracownikom
                        > przedłużono jeszcze angaż o 2 miesiące, a co dalej to słodka tajemnica p. Ż.

                        Powyższe może wskazywać, że będą jeszcze dłużej potrzebni, bo wygląda na to, że serwis daleki jest od ukończenia.

                        > Wieść niesie, że znów wychodził sobie jakiś nowy projekt, ale czy dojdzie do rea
                        > lizacji, tylko p. Ż i spółka wiedzą.

                        A to ciekawe! Gość musi mieć jakieś dziwne układy, skoro dają mu dużą gotówkę bez rzetelnego sprawdzenia wykorzystania wcześniej przyznanych środków.

                        Swoją drogą, co ten serwis ma wspólnego z działalnościa Biblioteki? Może pasowałby jakoś do zakresu działań zlikwidowanego Gabinetu Śląsko - Łużyckiego? Ale przecież zlikwidowano go. W takiej formie, to powiela on to co pewnie robią historycy sztuki. Bibliotekarze będą musieli się pewnie mocno przekwalifikować, żeby utrzymywać go przy życiu.

                        A co ze zbiorami BU? Ot drobne pytanie bez jasnej odpowiedzi. Po co wywalać tyle pieniędzy na coś co tak niewiele ma wspólnego z misją BU i jej głównym zadaniem, czyli utrzymaniem i opracowaniem cennego zbioru?

                        PS. Na tej działającej stronie podano kolejny termin: "Do końca czerwca 2013 r. zostaną udostępnione zintegrowane bazy pod adresami: ..." (:
                        • Gość: Harry Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.ssp.dialog.net.pl 04.05.13, 21:27
                          > Na stronie BU z info o projrektach (oficjalna data modyfikacji: "01.02.2013") podano:

                          >"Baza dostępna będzie od 30 kwietnia 2013 r. pod adresem:
                          > dk.bu.uni.wroc.pl/imago/"

                          > Po wejściu tamże ukazuje się tradycyjnie ekran błędu: "Not Found
                          > The requested URL /imago/ was not found on this server. Apache/2.2.16 (Debian) Server at
                          > dk.bu.uni.wroc.pl Port 80"
                          Mam podobnie:
                          "Not Found
                          The requested URL /imago/ was not found on this server.
                          Apache/2.2.16 (Debian) Server at dk.bu.uni.wroc.pl Port 80"
                          Kiedyś zadałem pytanie kolegom dlaczego temu panu i dyrektorce idzie jak po grudzie z tymi projektami. Uzyskałem odpowiedź, że dawno, dawno temu doświadczeni pracownicy chcieli pracować przy tych bazach i całej otoczce, ale im nie pozwolono bo dyrektorka i projektodawca woleli zatrudnić ludzi z zewnątrz niż dać zarobić pracownikom Biblioteki Uniwersyteckiej, rzekomo w imię obniżki kosztów granta.
                          No i nowo zatrudnieni musieli być najpierw przeszkoleni, potem nabyć doświadczenia, uczyć się na błędach, itp. ...
                          Dyrektorka ma dar zrażania ludzi do siebie. Mimo pierwszego bardzo korzystnego wrażenia teraz mogę powiedzieć, że dyrektorka nie cieszy się moją sympatią. W mojej opinii nie jestem odosobniony wśród moich rówieśników. Powoli mamy podobne zdanie o dyrektorce jak dużo starsi od nas koledzy.
                          • Gość: JG Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 04.05.13, 22:22
                            > Dyrektorka ma dar zrażania ludzi do siebie. Mimo pierwszego bardzo korzystnego
                            > wrażenia teraz mogę powiedzieć, że dyrektorka nie cieszy się moją sympatią. W m
                            > ojej opinii nie jestem odosobniony wśród moich rówieśników. Powoli mamy podobne
                            > zdanie o dyrektorce jak dużo starsi od nas koledzy.

                            No, to faktycznie nie jest roztropna kobieta, która robi początkowo dobre wrażenie.
                          • Gość: JG Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 04.05.13, 22:46
                            P.S.

                            > Kiedyś zadałem pytanie kolegom dlaczego temu panu i dyrektorce idzie jak po gru
                            > dzie z tymi projektami.

                            W tym duecie miemałą rolę odegrał z pewnością p. Żurek. Pomijając już fakt, że z pewnością za bardzo postanowił oszczędzić na wykonawcach, sporą rolę odegrały i jego osobiste walory w takim a nie innym finale całej sprawy.

                            Oczywiście trzeba mu oddać sprawiedliwość - to dzięki niemu te granty spłynęły do BU.

                            Tylko, czy BU ma z nich jakiś realną korzyść? A nawet gdyby jakieś wynikły, to czy aby skórka warta była wyprawki?

                          • Gość: stara generacja Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.05.13, 18:04
                            "Uzyskałem odpowiedź, że dawno, dawno temu doświadczeni pracownicy chcieli pracować przy tych bazach i całej otoczce, ale im nie pozwolono bo dyrektorka i projektodawca woleli zatrudnić ludzi z zewnątrz niż dać zarobić pracownikom Biblioteki Uniwersyteckiej, rzekomo w imię obniżki kosztów granta.
                            No i nowo zatrudnieni musieli być najpierw przeszkoleni, potem nabyć doświadczenia, uczyć się na błędach, itp. ... "
                            Ja to pamiętam tak: Poszła plotka, że ma być w BUWr wykonywany grant. Utworzenie bazy danych w oparciu o zbiory w Bibliotece Na Piasku. Że do tej pracy mają być zatrudnieni ludzie z zewnątrz. Kierowniczka Opracowania poszła do dyrektorki i zadeklarowała że są katalogerzy chętni do dobrego i szybkiego wykonania tej pracy po godzinach. Dyrektorka nie zgodziła się aby robili to pracownicy Biblioteki. Kazała natomiast tych ludzi z zewnątrz przeszkolić. Byli to ludzie z zewnątrz więc osoby szkolące miały za to dostać jakieś pieniądze. Zaczęto tych ludzi szkolić, ale szybko okazało się że są to osoby świeże i trzeba zacząć od podstaw. W związku z tym szkolenie okazało się dłuższe niż podobne wcześniejsze szkolenia bibliotekarek z Bibliotek Zakładowych z katalogowania. Kiedy przyszło do zapłacenia za przeszkolenie nie chciano płacić za rzekomo zbyt długie szkolenie. Wreszcie coś tam zapłacono po długich korowodach.
                            No i trwało trochę nim te nowo przeszkolone osoby mogły samodzielnie katalogować. Powstałe bazy mają pewne mankamenty trudno powiedzieć czy z powodu błędnej koncepcji bazy czy błędów katalogowania.
                            Podobnie dyrektorka zrezygnowała z zatrudnienia przy tym bibliotecznych informatyków mających bazy biblioteczne w małym palcu a zatrudniono informatyka z zewnątrz.
                            Gdyby prace w tych grantach wykonywały osoby doświadczone, a takich nie brakowało wtedy w BUWr to bazy te powstałyby bez opóźnień i ciągłego przekładania terminów.
                          • Gość: matrix Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.05.13, 21:34
                            > Dyrektorka ma dar zrażania ludzi do siebie. Mimo pierwszego bardzo korzystnego wrażenia
                            > teraz mogę powiedzieć, że dyrektorka nie cieszy się moją sympatią. W mojej opinii nie jestem
                            > odosobniony wśród moich rówieśników. Powoli mamy podobne zdanie o dyrektorce jak dużo
                            > starsi od nas koledzy.
                            Jestem dokładnie tego samego zdania. Pierwszy kontakt przed podjęciem pracy super. Drugi też. A potem wraz z poznawaniem realiów pracy w Bibliotece Uniwersyteckiej coraz gorzej. Z powodu wyrażania pierwotnie dobrej opinii o dyrektorce izolacja ze strony współpracowników. A potem obserwacja i wyciąganie wniosków z tego co ze strony dyrekcji spotykało kierownika i moich współpracowników. Powolne poznawanie prawdziwego oblicza dyrektorki. Też na własnej skórze.
                            • Gość: Harry Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.static.korbank.pl 17.05.13, 21:30
                              > A potem obserwacja i wyciąganie wniosków z tego co ze strony dyrekcji spotykało kierownika
                              > i moich współpracowników. Powolne poznawanie prawdziwego oblicza dyrektorki.
                              > Też na własnej skórze.
                              Koleżanka zawdzięcza przyjecie do pracy dyrektorce. Miała o niej zawsze bardzo dobre zdanie.
                              I nagle przestała na jej temat rozmawiać. Dopiero za piątym razem zeznała, że zaproponowała jakieś usprawnienie czy też chciała zaproponować jakiś nowy pomysł i spotkała się z bardzo chłodnym przyjęciem. Była bardzo tym rozgoryczona.
                              • Gość: JG Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 18.05.13, 12:45
                                > że zaproponowała jakieś usprawnienie czy też chciała zaproponować jakiś nowy pomysł
                                > i spotkała się z bardzo chłodnym przyjęciem. Była bardzo tym rozgoryczona.

                                No proszę, jacy wrażliwcy pracują w tej bibliotece! Każdy dłużej tam pracujący dobrze wie, że fundamentalną zasadą bibliotecznego managementu jest, że każdy samowolny dobry uczynek, choćby nie wiem jak korzystny dla BU, powinien zostać ukarany. To tradycja sięgająca początku lat 90. zeszłego wieku. A może i dużo starsza, sądząc z ogólnie marnych osiągnięć BU w ostatnim półwieczu.

                                No, może z wyjątkiem panowania ostatniego "nomenklaturowego" dyrektora, który nb. przyjmował mnie do pracy. Wtedy jakoś BU chyba miała ambicję być bardziej naukową instytucją. Za tej kadencji doszło do wydarzeń wręcz wiekopomnych - ówczesny kierownik Rękopisów doprowadził wyciągnięcia z zagrzybionego magazynu resztek Biblioteki Miejskiej i odkażenia tego zbioru. Ruszyło też naukowe opracowanie zbiorów i nawet ten nastrój utrzymał się jakiś czas po odejściu obu tych panów.

                                Ah! nostalgia ogarnia człowieka. Zbyt późno zauważyłem, że to co tak bardzo mnie wciągnęło w pracę w BU zmieniło się w miraż. I w 2012 dyr. Piotrowicz, zaszachowała mnie w sądzie brudnopisową kopią mojego własnego listu do dziekana (z 2003 r.! tu gratulacje dla Kierowniczki OR z powodu czujności), w którym zwierzałem się z postępów w pracach nad swoim doktoratem. Zostao to uznane za naganne oddawanie się budowaniu własnej chwały, kosztem BU.
                                I sąd to uroczyście (W IMIENIU RZECZYPOSPOLITEJ POLSKIEJ) potwierdził! (jakoś mu nie przezkadzało widać, że w Kodeksie Pracy najdłuższy termin dyscyplinarnie ważny kończy się po 3 latach).

                                BTW, na Piasku w tej chwili jest taki cerber tych doniosłych bibliotecznych tradycji, że nie ma zmiłuj się. Trzeba uważać na notatki służbowe p. E.P.!
                                • Gość: bibliotekarka Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 19.05.13, 21:58
                                  " Każdy dłużej tam pracujący dobrze wie, że fundamentalną zasadą bibliotecznego managementu jest, że każdy samowolny dobry uczynek, choćby nie wiem jak korzystny dla BU, powinien zostać ukarany."
                                  Pamiętam rozprowadzaną przez dyrekcję na zebraniu kierowników kserokopię postulowanych przez jednego z kierowników Biblioteki Na Piasku usprawnień. Nad połową tych postulatów bym się dobrze zastanowiła, a część z nich nadawała się do natychmiastowej realizacji.
                                  Dla wnioskodawcy skończyło to się smutno - zdjęto go z kierownika, bo był w pojęciu dyrekcji recydywistą - już raz złożył na ręce dyrektorki podobny dokument.
            • Gość: JG Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 28.04.13, 21:29
              > Za to wszystko odpowiada poprzedni rektor ...
              > ... i prorektor Dynak

              No nie, prorektor Dynak był kooperantem obecnego Rektora w jego rozgrywce z Biblioteką, zakończonej zwolnieniem 22 bibliotekarzy. Sam odebrałem od niego naganę (nieskuteczną), upomnienie i kilka innych przykrych pism.
              • Gość: matrona Re: Uniwersytetorealizm w Uniwersytecie Wrocławsk IP: *.wroclaw.vectranet.pl 25.05.13, 00:28
                Tak, pan prorektor Dynak to był zapracowany człowiek. Rzut oka w otwarte drzwi na lewo i zawsze go było widać jak podpisuje papiery przekładając je z kupki po lewej na kupkę po prawej. To u niego grzęzły lub były odkładane do szuflady pisma adresowane do władz uczelni przez demokratycznie wybrane "ciało" lub grupy pracowników z Biblioteki na Piasku.
    • Gość: matrona Swiatynia_ksiazek_poznaj_historie_Biblioteki IP: *.wroclaw.vectranet.pl 16.04.13, 22:07
      forum.gazeta.pl/forum/w,72,142529998,142630470,Re_Swiatynia_ksiazek_poznaj_historie_Biblioteki.html
      i jak zawsze dokładny Pan Jan,
      • Gość: bibliotekarka Re: Swiatynia_ksiazek_poznaj_historie_Biblioteki IP: *.wroclaw.vectranet.pl 06.05.13, 22:37
        Takie artykuły powinna oficjalnie prostować Biblioteka Uniwersytecka. A może nawet Uniwersytet Wrocławski, który ma rzecznika prasowego. Żenada!
        • Gość: matrona Re: Swiatynia_ksiazek_poznaj_historie_Biblioteki IP: *.wroclaw.vectranet.pl 22.05.13, 23:47
          Biblioteka Uniwersytecka powinna przygotować merytorycznie sprostowanie rzecznika prasowego Uniwersytetu Wrocławskiego.
    • Gość: bibliotekarka Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2013 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 07.05.13, 23:00
      Ze strony Ogólnopolskiego portalu bibliotekarskiego:
      www.sbp.pl/artykul/?cid=8233&prev=1
      "Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2013
      Data dodania: 29.04.2013

      Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2013

      15 maja 2013 r. o godz. 11.30 w Centrum Konferencyjnym Letia Business Center w Legnicy, ul. Rycerska 24, odbędą się uroczyste obchody Dolnośląskiego Dnia Bibliotekarza i Bibliotek.

      Honorowy Patronat nad obchodami objął: Tadeusz Krzakowski, Prezydent Miasta Legnicy. Organizatorami uroczystości są: Zarząd Okręgu Dolnośląskiego Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich, Zarząd Oddziału Legnickiego, Zarządy Oddziałów w Kłodzku, Jeleniej Górze, Wałbrzychu i Wrocławiu oraz Dolnośląska Biblioteka Publiczna im. Tadeusza Mikulskiego we Wrocławiu i Legnicka Biblioteka Publiczna. Wyróżniający się bibliotekarze z Dolnego Śląska zostaną uhonorowani odznaczeniami, medalami i nagrodami.

      W programie uroczystości przewidziano wykład okolicznościowy Andrzeja Tywsa, dyrektora Dolnośląskiej Biblioteki Publicznej we Wrocławiu, zatytułowany Biblioteki wobec wyzwań technologicznych i kulturowych, spotkanie z dr. Wojciechem Konduszą pod hasłem Śladami Małej Moskwy oraz prezentację Legnickiej Biblioteki Publicznej. Uroczystość wpisana została w trwający w dniach 8-15 maja 2013 r. X Ogólnopolski Tydzień Bibliotek ogłoszony przez Stowarzyszenie Bibliotekarzy Polskich. Hasło przewodnie tegorocznego Tygodnia Bibliotek Biblioteka przestrzenią dla kreatywnych podkreśla rolę bibliotek w poprawie jakości życia i edukacji. Biblioteka to miejsce inspiracji i realizacji wielu niezwykłych pomysłów na promowanie literatury i kultury. Wyróżnieni bibliotekarze z całego Dolnego Śląska to osoby kreatywne i otwarte na potrzeby społeczności, w których rozwijają swoją działalność.

      Przygotowała:

      Joanna Golczyk
      Przewodnicząca Okręgu Dolnośląskiego
      Stowarzyszenia Bibliotekarzy Polskich"

      Z okazji jutrzejszego Dnia Bibliotekarza oraz X Ogólnopolskiego Tygodnia Bibliotek w dniach 8-15 maja 2013 r. Wszystkim Bibliotekarkom i Bibliotekarzom Najserdeczniejsze Życzenia Wszelkiej Pomyślności składa bibliotekarka.
      • Gość: wyrobnik Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.e-wro.net.pl 09.05.13, 06:42
        Święto Bibliotekarzy? W Bibliotece Uniwersyteckiej słowa te mają wydźwięk groteskowy!
        • Gość: Jola Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.05.13, 12:48
          To prawda, jak tu świętować gdy tyle dobrych bibliotekarek, naszych kolegów i koleżanek zostało wyrzuconych na bruk.
          • Gość: JG Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 12.05.13, 23:55
            > To prawda, jak tu świętować gdy tyle dobrych bibliotekarek, naszych kolegów i k
            > oleżanek zostało wyrzuconych na bruk.

            Dyrekcja BU nie tylko wyrzuca bibliotekarzy z pracy, ale udziela się w tym czasie na niwie naukowej - została nawet ekspertem od staroniemieckich rękopisów! Proszę zobaczyć co znalazłem w Sieci:

            Grażyna Piotrowicz, Die deutschsprachigen mittelalterlichen Handschriften der Universitätsbibliothek Breslau/Wrocław (UBWr), in: Manuscripta germanica. Deutschsprachige Handschriften des Mittelalters in Bibliotheken und Archiven Osteuropas, hg. von Astrid Breith u.a. (ZfdA. Beiheft 15), Stuttgart 2012, S. 37-49, hier S. 48.

            Publikacja nie taka mała - 13 stron. Nawet nie podejrzewałem, że Dyrekcja zna niemiecki. A dopóki pracowałem (tj. do 31.VIII'11) nie widziałem jej nawet na Piasku, gdzie te manuskrypta przebywają. Proszę, proszę, musiała się nieźle "sprężyć". No, ale teraz to cytują ją różne poważne niemieckie serwisy.
            • saxonia_inhalt Re: Grażyna Piotrowicz, Die deutschsprachigen 13.05.13, 13:15
              @JG
              Manuscripta germanica. Deutschsprachige Handschriften des Mittelalters in Bibliotheken und Archiven Osteuropas, hg. von Astrid Breith u.a. (ZfdA. Beiheft 15), Stuttgart 2012, S. 37-49,
              hier S. 48.
              sygn. BU - 1 567 623 Rkps
              data rekordu - 23. 01. 2012
            • Gość: bibliotekarka Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 14.05.13, 22:20
              "Grażyna Piotrowicz, Die deutschsprachigen mittelalterlichen Handschriften der Universitätsbibliothek Breslau/Wrocław (UBWr), in: Manuscripta germanica. Deutschsprachige Handschriften des Mittelalters in Bibliotheken und Archiven Osteuropas, hg. von Astrid Breith u.a. (ZfdA. Beiheft 15), Stuttgart 2012, S. 37-49, hier S. 48.
              Publikacja nie taka mała - 13 stron. Nawet nie podejrzewałem, że Dyrekcja zna niemiecki. A dopóki pracowałem (tj. do 31.VIII'11) nie widziałem jej nawet na Piasku, gdzie te manuskrypta przebywają. Proszę, proszę, musiała się nieźle "sprężyć". No, ale teraz to cytują ją różne poważne niemieckie serwisy."
              Nie wiem dlaczego ale chodzi mi po głowie referat dyrektorki z jakiejś konferencji napisany o nowoczesnym czy też partnerskim zarządzaniu biblioteką napisany w czasie kiedy na co dzień stosowała diametralnie odmienne metody zarządzania.
              • Gość: matrona Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: 95.154.230.* 20.05.13, 21:05
                Dyrektorka zawsze najlepiej czuła się w wirtualnym świecie stworzonym wokół samej siebie.
                • Gość: stara generacja Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.05.13, 17:53
                  Dyrektorce obce był problemy gromadzenia, katalogowania, magazynowania, udostępniania. Kto przychodził w tych sprawach szybko orientował się co sobą reprezentuje dyrektorka.
                  • Gość: JG Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 26.05.13, 13:22
                    > Dyrektorce obce był problemy gromadzenia, katalogowania, ...

                    gratulacje za spostrzegawczość. Przecież już od 2007 obowiązują zupełnie inne "priorytety".
                    • Gość: Harry Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.ssp.dialog.net.pl 27.05.13, 21:31
                      > Przecież już od 2007 obowiązują zupełnie inne "priorytety".
                      Dlaczego od 2007. Wszyscy naokoło mnie mówią, że inne priorytety rozpoczęły się w momencie przyspawania się dyrektorki do stołka czyli dobre kilka lat wcześniej.
                      • Gość: GMO Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: 78.10.83.* 28.05.13, 01:26
                        Harry zamknięty w klatce Faradaya zacznie zacznie samodzielnie myśleć, a nie słyszeć, to co "Wszyscy naokoło mnie mówią". Więcej luzu, zdrowiej żyjesz.
                        • Gość: bibliotekarka Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 08.06.13, 23:03
                          "Harry zamknięty w klatce Faradaya zacznie zacznie samodzielnie myśleć, a nie słyszeć, to co "Wszyscy naokoło mnie mówią". Więcej luzu, zdrowiej żyjesz. "
                          Młodzi pracownicy przychodzący do Biblioteki Uniwersyteckiej mają wiedzę o Bibliotece w dużej części wyniesioną właśnie z tego forum. Są więc ostrożni w publicznym wyrażaniu swoich poglądów, bo wiele wpisów z tego forum poświęconych jest osobom które nieostrożnie, publicznie się wypowiadały. Zwłaszcza brzemienne w skutki jest wypowiadanie się na temat dyrekcji, jej poleceń. Dopiero po upływie roku, a nawet dwu decydują się, albo i nie na w miarę szczere wypowiedzi.
                          • Gość: matrix Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.06.13, 21:33
                            > Młodzi pracownicy przychodzący do Biblioteki Uniwersyteckiej mają wiedzę o Bibliotece
                            > w dużej części wyniesioną właśnie z tego forum. Są więc ostrożni w publicznym wyrażaniu
                            > swoich poglądów, bo wiele wpisów z tego forum poświęconych jest osobom które
                            > nieostrożnie, publicznie się wypowiadały. Zwłaszcza brzemienne w skutki jest wypowiadanie
                            > się na temat dyrekcji, jej poleceń. Dopiero po upływie roku, a nawet dwu decydują się, albo
                            >i nie na w miarę szczere wypowiedzi.
                            Masz rację. Dokładnie tak jest w moim przypadku. Moja pierwsza szczera wypowiedź w środowisku w którym pracuję miała miejsce dopiero po kilku latach pracy. Gdy inni już wielokrotnie wypowiadali się negatywnie o posunięciach dyrekcji. Ujawnianie szczegółów kontaktów z dyrekcją na tym forum to wkładanie głowy pod topór. A szkoda bo wiele jest do powiedzenia.
                            • Gość: stara generacja Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.06.13, 17:28
                              Osobie która trafiła do nas świeżo po studiach język rozwiązał się dopiero po kilku latach. Na początku była bardzo ostrożna w wyrażaniu swoich poglądów jeżeli temat rozmowy wykraczał poza sprawy ściśle służbowe i nigdy nie komentowała poleceń dyrekcji.
                              Metamorfoza nastąpiła po zawodowym konfrontacji z dyrekcją. Zrozumiała dlaczego na co dzień
                              mamy takie a nie inne zdanie o dyrekcji.
                              • Gość: matrix Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 17.06.13, 21:34
                                Też jestem po takiej konfrontacji. Z oczywistych powodów nie miejsce tu na szczegóły. A było by o czym pisać. Ale wtedy moja identyfikacja była by dla dyrekcji dziecinnie łatwa. Ale los pana JG jest przestrogą dla nieostrożnych. Już i tak jedna osoba pytała się czy matrix to ja.
                                • Gość: Harry Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.ssp.dialog.net.pl 18.06.13, 21:40
                                  Dziwne. Mnie też, jakiś czas temu, po krótkiej dyskusji na temat interesującego wszystkich wpisu na tym forum, żartobliwie zapytano czy nie udzielam się na tym forum jako matrix. A w kilka dni później w mojej obecności w bardzo luźnej rozmowie padło pytanie kto może być matriksem.
                                  • Gość: matrix Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.09.13, 20:59
                                    Widać kogoś poproszono o rozpoznanie tematu.
                            • Gość: bibliotekarka Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 09.07.13, 22:20
                              Ukrywaj swoje możliwości. Lepiej nie zwracać na siebie uwgi dyrektorki.
      • Gość: JG Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 10.05.13, 17:38
        > 15 maja 2013 r. o godz. 11.30 w Centrum Konferencyjnym Letia Business Center w
        > Legnicy, ul. Rycerska 24, odbędą się uroczyste obchody Dolnośląskiego Dnia Bibl
        > iotekarza i Bibliotek.

        2 dni wcześniej wypada zaś 2 rocznica wręczenia przez Dyrekcję wypowiedzeń umowy o pracę tym 22 pechowcom. Maj pełen bibliotekarskich świąt. Trzeba to jakoś uczcić.
        • Gość: matrona Re: Dolnośląski Dzień Bibliotekarza i Bibliotek 2 IP: *.wroclaw.vectranet.pl 15.05.13, 23:23
          Zwolnienie tych 22 osób to było zmniejszenie personelu Biblioteki Uniwersyteckiej o 10 %. Można powiedzieć że załoga Biblioteki została zdziesiątkowana. Spowodowało to niemałe zamieszanie w niektórych oddziałach.
    • Gość: stara generacja 1800 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.05.13, 17:47
      No i mamy 1800-ny wpis.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka